Ostatnio dodane

Tomasz Lis zachęca do zbierania podpisów na Rafała Trzaskowskiego

Prawo obywatela czy przekraczanie roli dziennikarza?

Tomasz Lis

Redaktor naczelny tygodnika „Newsweek Polska” Tomasz Lis zamieścił twitta, w którym zachęca do zbierania podpisów poparcia dla kandydata Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, Rafała Trzaskowskiego. Portalowi Wirtualnemedia.pl dziennikarz przekazuje, że podpisze się pod listą kandydata, lecz sam podpisów zbierał nie będzie. – Ma prawo zachęcać do podpisywania, dziennikarz też obywatel – komentuje Bogusław Chrabota, redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”.

Wybory prezydenckie miały początkowo odbyć się 10 maja, jednak ostatecznie zostały odwołane. W środę marszałek Sejmu Elżbieta Witek podała nowy termin wyborów: 28 czerwca. Głosowanie odbędzie się metodą mieszaną – w lokalach wyborczych oraz dla chętnych – korespondencyjnie.

Koalicja Obywatelska kilka tygodni temu zdecydowała się zmienić swojego kandydata: Małgorzatę Kidawę-Błońską zastąpił Rafał Trzaskowski, który musi teraz zebrać 100 tys. podpisów poparcia. Tomasz Lis napisał w środę na Twitterze (już po ogłoszeniu nowego terminu): – Nie marudzimy tylko zbieramy te podpisy.

Nie marudzimy tylko zbieramy te podpisy. 💪🇵🇱

— Tomasz Lis (@lis_tomasz) June 3, 2020

Zapytaliśmy szefa „Newsweeka”, czy będzie także zbierał osobiście podpisy i czy sam podpisze się na liście Trzaskowskiego. – Podpiszę się, moje święte obywatelskie prawo – odpisał nam Tomasz Lis zaznaczając, że nie będzie zbierał podpisów, ale „nie widziałby w tym problemu”.

– Ma prawo do takich apeli. Chociaż nie jest to aktywność dziennikarska. Niemniej dziennikarz jest również obywatelem i z tego tytułu ma prawo do takiej aktywności – uważa Bogusław Chrabota, redaktor naczelny dziennika „Rzeczpospolita”, szef Izby Wydawców Prasy. Odmiennego zdania jest Marek Kacprzak, dziennikarz WP.pl. – Moje zdanie w tej kwestii jest radykalne i nie zmienia się. To przekraczanie roli dziennikarza. Branie udziału w agitacjach nie jest rolą dziennikarza, dziennikarz ma po prostu relacjonować wydarzenia, także te związane z wyborami – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl.

Złoty środek stara się znaleźć medioznawca prof. Piotr Drzewiecki: – Dziennikarz ma informować i komentować wydarzenia. Kiedy zaczyna agitować za konkretną opcją wyborczą, zamienia się w polityka – komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl. – Ale dziennikarz jest też obywatelem, ma prawo do poglądów, do ich wyrażania i wspierania danych idei politycznych, a zwłaszcza do wzmacniania działań prodemokratycznych. Zatem problem wydaje się złożony i wymaga etycznego wyczucia od dziennikarza – zaznacza.

Zdaniem prof. Drzewieckiego sytuację tę można porównać do sytuacji profesora akademickiego, któremu z jednej strony wolno brać udział w debatach, komentować decyzje także polityczne np. w studio telewizyjnym, a z drugiej – kiedy zaczyna zamieniać wykłady w stronniczą publicystyką, „mamy jasne poczucie, że coś zostaje naruszone”. – Podobnie z dziennikarzem, zwłaszcza redaktorem naczelnym. Osobiście starałbym się o mniej wyraźnie formułowany apel za danym politykiem, a bardziej dyskretne sugerowanie odbiorcy – obywatelowi, jaką decyzję wyborczą warto podjąć – kończy prof. Drzewiecki.

Tomasz Lis krytycznie odnosił się ostatnio na Twitterze nie tylko do Prawa i Sprawiedliwości, lecz również do innego kandydata na prezydenta, Szymona Hołowni. Gdy ten zamieścił na mikroblogu krótką relację ze spotkania z samorządowcami, szef „Newsweeka” skomentował: „Widzimy, kogo popierają najważniejsi polscy samorządowcy”.

Widzimy kogo popierają najważniejsi polscy samorządowcy

— Tomasz Lis (@lis_tomasz) June 2, 2020

Żakowski w ub.r. wspierał kandydatów opozycji

Szef „Newsweeka” nie jest pierwszym dziennikarzem, korzystającym z obywatelskiego prawa do wyrażania swoich politycznych sympatii. We wrześniu 2019 roku Jacek Żakowski zaangażował się w kampanię Aleksandry Gajewskiej startującej do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej, osobiście wieszając baner kandydatki na swojej posesji. – Trzeba korzystać z demokracji, dopóki ją mamy i pokazywać, co myślimy – uzasadniał.

W tej samej kampanii Żakowski zbierał też podpisy dla Pawła Kasprzaka, działacza Obywateli RP kandydującego do Senatu. Mówił wówczas portalowi Wirtualnemedia.pl, że taka polityczna działalność nie kłóci się w jego rozumieniu z uprawianiem zawodu publicysty.