Ostatnio dodane

Skarbówka zajęła konta dziennikarzy obywatelskich

Urząd skarbowy ściągnął po 10 tys. zł z bankowych kont dziennikarzy obywatelskich ukaranych przez sanepid za relacjonowanie majowego happeningu Lotnej Brygady Opozycji. Zdaniem ekspertów to kara, która ma wywołać efekt mrożący.

Dziennikarze obywatelscy Katarzyna Pierzchała i Adam Wiśniewski 10 maja relacjonowali happening Lotnej Brygady Opozycji w Warszawie. Mimo okazania przez nich legitymacji prasowych i wyjaśnienia, że byli w pracy, spisała ich policja. W notatce policjanci napisali, że dziennikarze złamali ograniczenia związane z pandemią. Grozi za to kara od pięciu do 30 tys. zł. – Policjant poświadczył nieprawdę w notatce, którą wysłał do sanepidu, bo nie poinformował, że my tam byliśmy służbowo – mówi Adam Wiśniewski, redaktor naczelny Wolne-Media.pl.

Zdaniem Michała Dadleza, członka rady fundacji Instytutu Społeczeństwa Otwartego, urzędnicy sanepidu, którzy dają wiarę wnioskom policyjnym bez żadnej weryfikacji, przekraczają uprawnienia. – Nie dochowują staranności w ocenie rzeczywiście stworzonego przez obwinionych zagrożenia. Orzekają i akceptują drakońskie kary w wysokości nie mającej nic wspólnego z sytuacją – mówi Dadlez.

Cztery dni później oboje otrzymali decyzję Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Warszawie, który nałożył na nich po 10 tys. zł kary za niezastosowanie się do nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż 2 m od siebie. Oboje odwołali się od tej decyzji, ale bezskutecznie. – W odwołaniu do sanepidu wojewódzkiego adwokat opisał całą sprawę. Także Rzecznik Praw Obywatelskich przyłączył się do pomocy i wyraził swoje stanowisko – mówi dziennikarka Katarzyna Pierzchała.

Sanepid wojewódzki podtrzymał decyzję organu powiatowego, więc dziennikarzom została droga sądowa. Oboje odwołali się do sądu administracyjnego, a w sprawę włączył się ponownie RPO.

Mikołaj już mnie odwiedził a Was? Jaki PiS takie Mikołajki… WESOŁYCH ŚWIĄT — edit — Wyjaśnienie. Mikołaj…

Opublikowany przez wolne-media.pl Niedziela, 6 grudnia 2020

W sprawie Adama Wiśniewskiego 14 stycznia ma odbyć się niejawne posiedzenie wojewódzkiego sądu administracyjnego, który może uchylić decyzję sanepidu.

– Policja ma wybór: takiemu dziennikarzowi może po prostu dać mandat, który byłby nieporównywalnie niższy, albo wszcząć postępowanie za naruszenie zasad antycovidowych, ale wybranie ścieżki administracyjnej to najsurowsza droga – mówi Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – O ile można nie przyjąć mandatu i później ewentualnie w postępowaniu to wyjaśnić, to w przypadku spraw administracyjnych zajmowane jest konto. Później można się odwoływać, ale to może trwać kilka miesięcy albo lat, bo należy przejść przez wszystkie szczeble administracyjne – dodaje.

Wiśniewski i Pierzchała to niejedyni dziennikarze, na których sanepid nałożył kary. Wcześniej podczas protestu przedsiębiorców w Warszawie policja zatrzymała m.in. wieloletniego współpracownika TVP Andrzeja Tomczaka. – Kara 10 tys. zł cały czas wisi nade mną. Żadne argumenty do nich nie trafiały. Wysłałem kilkanaście pism i teraz czekam – mówi Tomczak. Podkreśla, że przyjął wówczas mandat 100 zł i myślał, że na tym się skończy. – Skoro zostałem wtedy ukarany, to nie można mnie ukarać jeszcze raz – tłumaczy. Jednak kilka dni później policja odwiedziła go w domu, przynosząc decyzję inspekcji sanitarnej o nałożeniu na niego 10 tys. zł kary. W uzasadnieniu był także argument poruszania się w odległości mniejszej niż 2 m od innych uczestników zgromadzenia.

– Dziwna to praktyka, żeby funkcjonariusz dostarczał decyzję administracyjną. To wszystko powoli zaczyna wyglądać jak próba straszenia – komentuje Dominika Bychawska-Siniarska. – To jest nieproporcjonalna kara za to, że ktoś próbował wykonywać swój zawód i relacjonować demonstrację. Po wyczerpaniu krajowej drogi to jest idealna sprawa do wygrania przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka o naruszenie prawa do swobody wypowiedzi, bo takie działanie ma wywołać efekt mrożący na dziennikarzach.

Michał Dadlez mówi, że Instytut Społeczeństwa Otwartego we współpracy z ObyPomocą pomaga finansowo represjonowanym osobom. Także Helsińska Fundacja Praw Człowieka oferuje pomoc dziennikarzom. – Zapewniamy pomoc prawną, a w sytuacji, kiedy dziennikarz ma już pełnomocnika, możemy złożyć opinię przyjaciela sądu – mówi Dominika Bychawska-Siniarska.

Wiśniewski przyznaje, że działania organów państwowych są formą represji wobec dziennikarzy. – Będę walczyć do końca o moje prawa. Jak zakończę sprawę z sanepidem, to oskarżę tych policjantów od notatki, bo wyrządzili mi szkodę – zapowiada Adam Wiśniewski.