Jacek

Jacek Dubiel

Wiadomość o Jego śmierci dotarła do nas podczas spotkania na corocznym, wigilijnym opłatku, którego nigdy nie opuszczał. Lubił się spotykać, rozmawiać, dyskutować z kolegami redakcyjnymi. Byli dla Niego jak druga rodzina.

Po ciężkiej chorobie odszedł od nas 12 grudnia 2018 roku nasz Drogi Kolega, redaktor Jacek Dubiel. Rocznik 1946. Absolwent Wydziału Prawa  Uniwersytetu Jagielońskiego, wieloletni dziennikarz „Trybuny Robotniczej” i „Trybuny Śląskiej”, w ostatnich latach pracy także miesięcznika „Ekoprofit” oraz innych pism branżowych

Jacek był erudytą, pasjonatem historii i kultury, chłonął książki. Zawdzięczał to swoim rodzicom, absolwentom UJ. (Ojciec po 1945 roku organizował polskie szkolnictwo na Śląsku, ratował z pasją zabytki muzealne na Ziemiach Odzyskanych; matka w czasie wojny prowadziła tajne komplety nauczania).

Dziennikarstwo wybrał nieprzypadkowo. Zaraz po studiach, w 1971 roku podjął pracę w „Trybunie Robotniczej”. Z czasem ukończył Studium Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. Wykorzystywał swoją ogromną wiedzę w niezliczonych publikacjach. Między innymi w kilkuletnim cyklu pn. „Spotkania z przeszłością”.

Tkwił w swoich pasjach do końca. Żył historią Polski, wiedział niemal wszystko o powstania śląskich, kulturze i obyczajach stanu górniczego.

Lubił też grać w szachy, chodzić po górach, podziwiać przyrodę i opowiadać o swoich psach.

Ponad wszystko kochał Gliwice, gdzie spędził dzieciństwo i lata szkolne. To dlatego nie mógł „zagrzać” nowego miejsca w Katowicach. Dość szybko powrócił do Gliwic, do rodzinnego mieszkania. I nigdy nie narzekał na uciążliwe dojazdy pociągiem do pracy.

Miał też inne wyjątkowe cechy charakteru. Był człowiekiem skromnym, całkowicie niekonfliktowym i mało praktycznym.

I z pewnością cieszył się, gdy po latach samotnego życia znalazł się blisko Joli, swojej żony. Jej wrażliwość, takt, opiekuńczość, szacunek dla nauki sprawiły, że Jacek, nie stworzony do wykonywania bardziej prozaicznych czynności niż pogłębianie wiedzy czy pisanie, mógł być do końca sobą.

Żegnaj Jacku