Ostatnio dodane

MKiDN: rząd popiera przepisy korzystniejsze od dyrektywy o prawie autorskim

. Karnowski: to wzmocni koncerny, a osłabi niezależne media

Paweł Lewandowski i Michał Karnowski

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podkreśliło, że polski rząd nie popiera obecnej wersji dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym, tylko korzystniejsze rozwiązania przyjęte przez Radę Ministrów UE. – To osłabi niezależne media w Polsce, wzmocni koncerny niemieckie i ograniczy swobodę obiegu informacji – uważa Michał Karnowski z zarządu Fratrii. Poparł go Łukasz Mężyk, szef 300polityka.pl, przestrzegając, że nowe przepisy doprowadzą do „wyeliminowania cytatów, polemik, pigułek z przeglądami spoza pewnego monopolu”.

Dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym została przygotowana przez Komisję Europejską, żeby dostosować przepisy w tym zakresie do obecnego stopnia rozwoju rynku mediów. Dwa tygodnie temu projekt dyrektywy przyjęła Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego. W tym tygodniu nad przepisami będą głosować europosłowie podczas posiedzenia plenarnego.

Wydawcy prasowi popierają przepisy, krytykuje je część serwisów internetowych

Najbardziej dyskutowane są dwa przepisy nowej dyrektywy. Art. 11 dyrektywy wprowadza dodatkowe prawo pokrewne dla wydawców oraz licencjonowanie treści za pomocą tzw. podatku od linków, co może mocno zmienić model biznesowy większości agregatorów treści i aplikacji informacyjnych. Natomiast art. 13 mówi o obowiązku filtrowania treści oraz odpowiedzialności prawnej dostawców usług internetowych za treści zamieszczane przez ich użytkowników.

Fundacja Mozilla już od kwietnia na specjalnej stronie internetowej wzywa internautów do apelowania do europarlamentarzystów, żeby zagłosowali przeciwko wprowadzeniu art. 11 i 13. Zapisy te zostały też skrytykowane przez organizacje branży cyfrowej z Polski, Czech, Słowacji i Węgier.

W Polsce przeciw dyrektywie w obecnym kształcie opowiedziały się m.in. Centrum Cyfrowe Projekt Polska, ZIPSEE czy Fundacja „Panoptykon”. Natomiast Wykop.pl wzywa swoich użytkowników do wywierania presję na europosłów, by odrzucili w głosowaniu proponowane przepisy.

Za to wydawcy zrzeszeni w Izbie Wydawców Prasy we wspólnym stanowisku zaapelowali o poparcie dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym, nad którą niebawem będzie głosował Parlament Europejski. – Dla nas, wydawców i dziennikarzy, ta dyrektywa to być, albo nie być – podkreśla Bogusław Chrabota, prezes IWP i redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”.

Parlament Europejski podkreśla, że proponowane regulacje mają zapewniać „uczciwą płacę za pracę wykonaną przez przemysł kreatywny i wydawców” oraz wzmocnić prawa negocjacyjne autorów i wykonawców, umożliwiając im dochodzenie dodatkowego wynagrodzenia od podmiotów internetowych korzystających z ich treści.

Polski rząd nie popiera dyrektywy KE, tylko przepisy od Rady Ministrów UE

W poniedziałek Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego opublikowało komunikat, w którym podkreśliło, że polski rząd nie popiera obecnego kształtu dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym. Nasze władze opowiadają się natomiast za rozwiązaniami w tym zakresie przyjętymi przez Radę Ministrów UE. Resort uważa, że znacząco różnią się one od dyrektywy i są korzystniejsze.

– Finalne poparcie Polski dla dyrektywy będzie uzależnione od wyniku trilogu i ostatecznego kształtu tej regulacji. Polski rząd nie akceptuje żadnych rozwiązań zmierzających do ograniczania wolności słowa w internecie – zaznaczono.

W stanowisku resort kultury zwrócił uwagę, że w pierwotnym kształcie dyrektywa zobowiązywał wszystkie platformy internetowe, na których użytkownicy udostępniają utwory, do filtrowania tych treści w celu zablokowania treści udostępnianych nielegalnie (stanowi o tym wspomniany art. 13).

– Takie rozwiązanie jest jednak niezgodne z dyrektywą o handlu elektronicznym, zgodnie z którą tzw. pasywni pośrednicy, którzy w żaden sposób nie ingerują w przechowywane przez siebie treści, nie odpowiadają za ewentualne naruszenia prawa. W Radzie Ministrów UE przepis ograniczono tylko do platform, które w sposób aktywny promują treści udostępniane przez internautów i zarabiają na nich. Takie platformy będą zobowiązane do uzyskania licencji. Jest to zgodne ze stanowiskiem polskiego rządu – zapowiedziało Ministerstwo Kultury. – Natomiast Facebook, Twitter, Wikipedia, fora internetowe, serwisy aukcyjne czy ogłoszeniowe w ogóle nie zostaną objęci tym zapisem i dalej będą funkcjonować na obecnych zasadach – zaznaczyło.

Ponadto resort zaprzeczył pogłoskom, jakoby dyrektywa wprowadzała podatek od linków oraz ograniczała możliwość tworzenia memów internetowych. – Terminem „podatek od linków” niektóre media błędnie określają proponowane prawo pokrewne wydawców. W rzeczywistości nigdy nie miało ono objąć linków, a wyłącznie treść artykułów prasowych lub ich fragmenty. Samo linkowanie do cudzych utworów nie stanowi naruszenia prawa autorskiego i nowa dyrektywa nic w tej kwestii nie zmienia. W zgodzie ze stanowiskiem polskiego rządu, linkowanie nadal pozostaje w pełni legalną aktywnością każdego internauty – napisano w komunikacie.

– Wydawcy domagają się jednak ochrony przed działalnością serwisów, które wraz z linkami udostępniają krótkie fragmenty artykułów. W wielu przypadkach internauci nie zapoznają się z materiałami źródłowymi na stronach wydawców, ale czytają jedynie te krótkie fragmenty, pozbawiając wydawców wpływów z reklam – dodano.

A co z memami? – Nowa dyrektywa w zaakceptowanej wersji nie ogranicza możliwości korzystania z tzw. dozwolonego użytku, a więc m.in. cytowania utworów czy tworzenia parodii albo utworów inspirowanych, w tym memów. Ponadto w przypadku niesłusznego zablokowania treści, co może zdarzyć się już teraz, internauta będzie miał silniejszą pozycję wobec platformy niż obecnie – stwierdził resort kultury.

Zaznaczył, że ostateczna wersja dyrektywy musi zostać przyjęta w głosowaniu przez Radę Europejską i Parlament Europejski. – Następnie musi zostać zaimplementowana w poszczególnych państwach członkowskich. Proces ten może zakończyć się nawet za 2-3 lata – ocenia ministerstwo.

Polski rząd na straży wolności w Internecie. Rzeczowo o dyrektywie UE https://t.co/DKLlMsTdNN #Acta2

— Paweł Lewandowski 🇵🇱💯 (@pplewandowski) 2 lipca 2018

Michał Karnowski: dyrektywa realizuje interesy niemieckich koncernów

W poniedziałek wieczorem link do komunikatu zamieścił na Twitterze Paweł Lewandowski, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego. – Czyli panie ministrze, jak czytam, ministerstwo przyjęło zasadę braku sprzeciwu wobec niemieckiej idei ACTA 2. O to grali! To osłabi niezależne media w PL (to stanowisko wPolityce.pl, ale i np. 300polityka), wzmocni koncerny niemieckie w PL i ograniczy swobodę obiegu informacji – skomentował to Michał Karnowski, publicysta „Sieci” i członek zarządu Fratrii (wydawcy m.in. „Sieci” i wPolityce.pl). – „Przepis ograniczono do platform, które w sposób aktywny promują treści udostępniane przez internautów i zarabiają na nich. (…) będą zobowiązane do uzyskania licencji. Jest to zgodne ze stanowiskiem polskiego rządu”. Dla małych wydawców to zgroza, znikną z wyszukiwani – ocenił.

– A jaki to ma związek z tym co Pan napisał? Przecież ten fragment e ogóle nie dotyczy Pana wniosku… – zapytał go Paweł Lewandowski. – Panie ministrze, już nie wiem jak to jaśniej powiedzieć. Może tak: niemieccy wydawcy przeforsowali zapisy, które pańskie ministerstwo popiera (co pan sam stwierdza), a które osłabią małe, niezależne firmy medialne. Czyli pcha pan ten wózek z powrotem gdzieś do 2011 roku. Po co? – spytał Karnowski.

– Po pierwsze moje ministerstwo niczego nie popiera bo nie ma takiego mandatu. Po drugie dokument popierany przez rząd to inny dokument niż projekt KE. Właśnie wersja popierana przez rząd realizuje Pana postulaty – odpowiedział wiceminister kultury. – Panie ministrze, przecież zacytowałem PANA tekst. Ten pseudo kompromis jest typowym dla niemieckiej sprawności w UE zwodem. Finał będzie taki sam: obecność treści w wyszukiwarkach będzie limitowana, w pełni zależna od wyniku negocjacji np. Springera z Google. Nas to zgniecie – stwierdził Michał Karnowski. – Tekst, który Pan przytoczył odnosi się do serwisów które udają przechowalnie a faktycznie promują treści tam wrzucone np. strony z pirackimi serialami… Poza tym informacja nie jest objęta ochroną prawa autorskiego… a zatem serwis agregujący news ynie musi licencji brać od nikogo.. – ocenił Lewandowski.

Nie przekonało to publicysty „Sieci”. – No nie, jest inaczej. Prawa pokrewne mają przysługiwać w odniesieniu do linków z krótkimi opisami. O to grają wielkie koncerny medialne. Obrót nimi będzie koncesjonowany. Wejdzie pan za jakiś czas na Googla, a tam tylko Wyborcza, Lis i Springer. Tak będzie. Pokornie przestrzegam – napisał. – O to grają wielkie koncerny i dlatego zaproponowaliśmy wersję, która tych właśnie postulatów nie realizuje. Serio gramy w jednej drużynie w tej sprawie – zapewnił Paweł Lewandowski. – Panie ministrze, i tylko dlatego niemieckie koncerny aż przebierają nogami, by to przepchnąć?! Dlaczego polski rząd zmienił pierwotne stanowisko i już wspiera rzekomy „kompromis”, napisany gdzieś w Berlinie? To są wnioski lewicy europejskiej z buntu obywateli, ale po co to nam? – zapytał Karnowski. – Rząd nie zmienił stanowiska. Od początku jest takie samo, prawo pokrewne zaproponowane przez Radę to coś zupełnie innego niż to co chciała KE. Odzwierciedla ono domniemanie, które postanowiliśmy i tego zapisu Niemcy nie poparły – zapewnił Lewandowski.

– Panie ministrze, już nie wiem jak to jaśniej powiedzieć. Może tak: niemieccy wydawcy przeforsowali zapisy, które pańskie ministerstwo popiera (co pan sam stwierdza), a które osłabią małe, niezależne firmy medialne. Czyli pcha pan ten wózek z powrotem gdzieś do 2011 roku. Po co? – zapytał Karnowski. – Po pierwsze moje ministerstwo niczego nie popiera bo nie ma takiego mandatu. Po drugie dokument popierany przez rząd to inny dokument niż projekt KE. Właśnie wersja popierana przez rząd realizuje Pana postulaty – podkreślił wiceminister kultury.

No nie, jest inaczej. Prawa pokrewne mają przysługiwać w odniesieniu do linków z krótkimi opisami. O to grają wielkie koncerny medialne. Obrót nimi będzie koncesjonowany. Wejdzie pan za jakiś czas na googla, a tam tylko Wyborcza, Lis i Springer. Tak będzie. Pokornie przestrzegam

— Michał Karnowski (@michalkarnowski) 2 lipca 2018

Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej” zwrócił uwagę, że małe podmioty internetowy takie jak wPolityce.pl w przeciwieństwie do koncernów mogą udzielić wyszukiwarkom i agregatorom takim jak Google bezpłatnej licencji na korzystanie z ich treści, dzięki czemu będą one dalej widoczne w tych serwisach. – Ale nie muszą udzielać żadnej licencji, newsy nie są chronione a pozostałe treści będą dostępne normalnie w wyszukiwarce wraz z opisem. Licencja będzie potrzebna jeśli ktoś będzie promował swoją stronę czyimś oryginalnym utworem i dodatkowo będzie czerpał z tego korzyści finansowe – skomentował to Paweł Lewandowski.

– I po to Springer wytoczył wielkie działa na całym świecie? Po to jest ten wielki lobbing? To ma uratować prasę? Nie. Te przepisy wprowadzają koncesjonowanie obrotem tego, co dzisiaj znamy jako link – ocenił Michał Karnowski. – Mam wrażenie, że jednak Pan się odnosi ciągle do projektu KE a nie do wersji zaproponowanej przez Radę. Wersja rady uwzględnia Pana postulaty – napisał Lewandowski. – No cóż, zobaczymy. W mojej opinii pan przywiązuje się do interpretacji, zakładając dobrą wolę. A prawo jest twarde – prawa pokrewne będą egzekwowane bezwzględnie i wszędzie. Sumienie nakazuje mi ostrzec wszystkich, bo widzę jak monopole medialne walczą o tę właśnie wersję – dodał Karnowski.

– Walczą o wersję KE. Jeszcze raz powtarzam, że ja i Pan i np. 300polityka, która lajkuje każdą Pana wypowiedź, walczymy o to samo – zapewnił wiceminister kultury. – Nie, Panie ministrze, Pan niestety walczy o zupełnie co innego, o wyeliminowanie cytatów, polemik, pigułek z przeglądami spoza pewnego monopolu. Argumentuje Pan jak Komisja Europejska, wprowadzając szum informacyjny – skomentował Łukasz Mężyk, szef 300polityka.pl. – W stanowisku opisane są postulaty prasy i odpowiedź na nie – nie długość, a oryginalność info jest clou, które uniemożliwia automatyzację procesu i pozwala na snippety – odpowiedział mu Paweł Lewandowski.

W stanowisku opisane są postulaty prasy i odpowiedź na nie- nie długość a oryginalność info jest clou, które uniemożliwia automatyzację procesu i pozwala na snippety.

— Paweł Lewandowski 🇵🇱💯 (@pplewandowski) 2 lipca 2018