Ostatnio dodane

Sylwetka Grzegorza Miecugowa: Mam dużo pokory

Sylwetka Grzegorza Miecugowa w albumie "Grand Press XX"

Grzegorz Miecugow był wśród Top 30 laureatów konkursu Dziennikarz Roku, którzy przez 20 lat zdobyli najwięcej nominacji od polskich redakcji. Sylwetkę Miecugowa przedstawiliśmy w albumie „Grand Press XX”.

MAM DUŻO POKORY

W 2009 roku Grzegorz Miecugow przestał prowadzić polityczny program „Gość poranny” w TVN 24. Politycy znudzili go. Byli zbyt przewidywalni. Jeszcze zanim rozsiedli się wygodnie w fotelu, on wiedział, co powiedzą. To po co pytać?

Co innego ludzie nauki, kultury czy sportu, których zapraszał do programu „Inny punkt widzenia”. Oni zawsze mieli według niego coś ciekawego do przekazania. A on lubił, gdy rozmowa toczyła się własnym rytmem, zbaczała z początkowo obranego kursu, otwierała nowe obszary, o których być może nie pomyślałby przed spotkaniem – w końcu nie był ekspertem w tych kwestiach

– We mnie jest wystarczająco dużo pokory, by wiedzieć, że jeśli wypłynęliśmy na jakieś jeziorko, to jest ono dobrze znane rozmówcy, a ja jestem gościem – mówił Grzegorz Miecugow. Pytających go o warsztat karmił frazesem: „specjalnie się nie przygotowuję do programów”.

– Życie mnie przygotowuje. W „Innym punkcie widzenia” zbliżam się do liczby 600 przeprowadzonych rozmów, które gdzieś w człowieku zostały. Rozmawiając ostatnio z profesorem Wiktorem Osiatyńskim, nie czytałem już niczego o nim, ponieważ za długo go znam, bym musiał się przygotowywać. Tak jest w wielu przypadkach – tłumaczył nam jesienią 2016 roku Miecugow.

Komentowaniem działań polityków, ale z przymrużeniem oka, zajmował się za to od ponad 11 lat, współprowadząc satyryczno-publicystyczny program „Szkło kontaktowe” w TVN 24. W 2006 roku wraz z Tomaszem Sianeckim otrzymali za niego Wiktora w kategorii Największe odkrycie telewizyjne.

Etat maszynisty sceny

Urodził się 22 listopada 1955 roku w Krakowie – jako syn znanego publicysty i dziennikarza Brunona Miecugowa. Za sąsiadów miał śmietankę inteligencką: Wisławę Szymborską, Jana Zycha czy Sławomira Mrożka (rodzina Miecugowów mieszkała w domu Związku Literatów Polskich). To, że pójdzie w ślady ojca, było dla wszystkich jasne.

Ale nie dla niego. Grzegorz Miecugow w czasach szkolnych twierdził, że wie, kim na pewno nie zostanie: dziennikarzem. „Tata był wielką postacią w Krakowie i pewnie gdzieś w tyle głowy bałem się konfrontacji z nim na jego polu” – przyznał w wywiadzie rzece „Szkiełko i wokół” z Violettą Ozminkowski.

Młody Miecugow ukończył wydział filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów pracował w Teatrze na Rozdrożu. Był rok 1978 i Marcin Idziński, reżyser i aktor, postanowił założyć wraz z kolegami z roku teatr w Warszawie na podobieństwo krakowskiego Teatru Stu Krzysztofa Jasińskiego. Miał być to teatr offowy, ale z zawodowymi aktorami. Dołączył do nich Miecugow – na etacie maszynisty sceny. Niestety, Teatr na Rozdrożu upadł po dwóch latach. Miecugow przez kilka miesięcy szukał nowego zajęcia. Szczęśliwie, w lutym 1980 roku spotkał na ulicy znajomą Bożenę Helbrecht, dziennikarkę lokalnego warszawskiego radia. Zwierzył się, że stracił pracę w teatrze, a wtedy ona zaproponowała, by przyszedł do nich, bo akurat szukają nowych głosów.

Po latach Miecugow powtarzał, że nigdy nie musiał szukać pracy, bo to ona znajdowała jego, i to zazwyczaj w lutym.

Scena, a raczej kino upomniało się o niego dopiero w 1997 roku – wystąpił w filmie „Pułapka” w epizodzie jako dziennikarz „Wiadomości”, a w 2007 roku jako policjant z Suwałk w filmie „Ryś” Stanisława Tyma.

Oswajanie anteny

Nie dość, że o pracy w radiu nie miał pojęcia, to wciąż mówił krakowską gwarą, która utrudniała zdobycie karty mikrofonowej. Trafił do redakcji kulturalnej Warszawskiego Ośrodka Radiowo-Telewizyjnego, która współpracowała z I Programem Polskiego Radia. Jako nieobeznanemu z radiem zdarzały mu się wpadki: podczas jednej z pierwszych rozmów, którą przeprowadził z Krzysztofem Zanussim, zadał pytanie i skoncentrował się na tym, że odpowiedź ma wynosić trzy minuty – i nawet nie zauważył, że reżyser w tym czasie odpowiedział na wymyślone przez siebie pytanie.

W połowie 1980 roku zlikwidowano redakcję kulturalną. Miecugow przeniósł się do redakcji rolnej, a następnie do muzycznej. Gdy we wrześniu szefem redakcji newsowej został Wiesław Johann, zaproponował Miecugowowi posadę reportera newsowego. Znali się z radiowego korytarza. Miecugow przyznał w rozmowie z Ozminkowski, że już nigdy potem nie pracował w tak wolnej redakcji. „Nauczyłem się montować, nauczyłem się być szybki, nauczyłem się hierarchii ważności, wszystkiego, co przydawało się w późniejszym zawodowym życiu” – opowiadał.

Na żywo po raz pierwszy wystąpił w Polskim Radiu wiosną 1981 roku u boku Jerzego Rosołowskiego. Miał opowiedzieć na antenie o wypadku dwóch tramwajów, którego był świadkiem, idąc na poranny dyżur do redakcji. „Bałem się żywej anteny strasznie” – wspominał tamten okres.

W stanie wojennym rezygnuje z pracy reportera – nie chce być dziennikarzem reżimowym. Na utrzymanie zarabia, godząc pracę inspektora radiowego, którego głównym zajęciem było przesłuchiwanie nagrań, ze sklejaniem błystek (sztuczna przynęta wędkarska).

Na antenę Miecugow wrócił dopiero w 1984 roku, zaczynając od posady redaktora programów dla dzieci w Czwórce. Przygotowywał tam program młodzieżowy „Między nami”. Potem była „Bubloteka” z listą najgorszych przebojów, które kąśliwie komentował na antenie, i wreszcie trzygodzinny program na żywo „Muzyka nocą” w Jedynce, emitowany dwa razy w miesiącu. Szło mu coraz lepiej, zaczął być rozpoznawalny. W lutym 1987 roku dyrektor Trójki Sławomir Zieliński zaproponował mu przejście do Trójki na stanowisko szefa „Zapraszamy do Trójki”, bo akurat zwolniło się miejsce po Leszku Adamczyku, który przeszedł do Radia Pekin.

Zapraszał do Trójki

Z Programem III Polskiego Radia Grzegorz Miecugow związany był na stałe zaledwie cztery lata, a mimo tego wiele osób kojarzy go do dziś właśnie z Trójką. Miecugow podejrzewa, że na szefa „Zapraszamy do Trójki” polecił go będący już wówczas gwiazdą Marek Niedźwiecki, od którego wcześniej często pożyczał nagrania do „Bubloteki”. Wspominając początki zarządzania zespołem, podkreślał wsparcie ze strony Moniki Olejnik. „Monika mi bardzo pomogła. I powiem szczerze, cały zespół mi pomógł. Oni sami czuli, że im się wszystko rozlatuje, a nie było tam naturalnego następstwa. Ja natomiast nie wprowadzałem żadnych swoich porządków ani nie udawałem, że wszystko wiem” – opowiadał Miecugow w wywiadzie rzece.

Ponadto znał dziennikarzy z ich pracy; wiedział, co potrafią. Z tamtego okresu zapamiętał, że „nikt się ich nie czepiał” i przygotowywali dużo materiałów z zagranicy. Nowości, które wtedy wprowadził, określa jako rewolucyjne: „Żaden z następców niczego nie zmieniał z tych fundamentalnych zmian, które wprowadziłem. Trójka z własnym newsroomem, Trójka jako radio, które jest elastyczne i prowadzone na żywo przez dziennikarzy – tego nikt nie zmienił, nikt nie kwestionował. Informacje, co godzinę, własne. To były ogromne zmiany”.

Szefując „Zapraszamy do Trójki”, zatrudnił wiele osób, które potem zrobiły karierę, m.in. Kubę Strzyczkowskiego, Grażynę Mędrzycką, Ewę Dudzińską, Iwonę Wieraszko. W 1987 roku przyjął na staż Tomasza Sianeckiego – z którym przez lata prowadził „Szkło kontaktowe” w TVN 24.

– To świetny dziennikarz, który do radia wniósł powiew świeżości, bawił się nim. Miał doskonały kontakt z młodzieżą, potrafił nią pokierować. Nastawiony był do nas przyjacielsko, ale gdy trzeba było, tupnął nogą – wspominała Miecugowa Grażyna Mędrzycka.

Dyrektorem Trójki został we wrześniu 1990 roku. Funkcja ta co prawda była przeznaczona dla Wojciecha Manna, a Miecugow miał być jedynie jego zastępcą, jednak Mann nie chciał zrezygnować z prowadzenia firmy wraz z Krzysztofem Materną, więc posada dyrektora przypadła Miecugowowi. Na zastępców dobrał sobie Małgorzatę Tułowiecką i Tadeusza Wiśniewskiego. Po roku popadł w konflikt z zarządem radia z powodu zbyt niskich, jego zdaniem, zarobków jego zastępców. Chciał oddać im swoją premię kwartalną, ale prezes radia się nie zgodził i go zwolnił. Po kilku dniach zaproponowano mu powrót do rozgłośni, lecz Miecugow uniósł się honorem i odmówił.

Zwolnieniem go z funkcji dyrektora Trójki przejął się jego ojciec. Bruno Miecugow bał się, że syn zostanie bezrobotny, więc wymyślił, by razem pisali do krakowskiego „Dziennika Polskiego”. Raz w tygodniu publikowali felietony w rubryce „Potyczki nie tylko rodzinne”.

Grzegorz Miecugow współpracował później z Trójką – poprowadził kilka wydań „Listy przebojów Programu III”.

Miecugow, ojciec Grzegorza

Na początku lat 90. ub. wieku widzowie „Wiadomości” TVP 1 zobaczyli na ekranie nową twarz. Grzegorz Miecugow został prezenterem i wydawcą głównego programu informacyjnego Telewizji Polskiej. Zanim jednak powierzono Miecugowowi funkcję wydawcy, był kierownikiem sekcji krajowej. Początkowo robił materiały z Sejmu. W grudniu 1993 roku głośny stał się jego materiał dotyczący głosowania na dwie ręce, w którym pokazał nieuczciwość posłów zarówno partii rządzącej, jak i opozycji.

Karierę prezentera zaczynał w wieczornych „Wiadomościach”, które prowadził na zmianę z Tomaszem Lisem i Jolantą Pieńkowską. Wówczas miały one formułę autorskiego programu, do którego zapraszano gościa. Następnie Miecugow zaczął prowadzić główne „Wiadomości”.

– To zawodowiec z dobrze ustawionym głosem, mądry i poważny. Wyróżniał się kulturą osobistą, klasą. Przyszedł do telewizji z doświadczeniem radiowym i nie było w nim echa przeszłości z mediów reżimowych. Był wzorcem dziennikarza, takiego lekko ironizującego – wspominał Bogusław Chrabota, ówczesny wicedyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.

Telewizja dawała natychmiastową rozpoznawalność. Grzegorz Miecugow był już nie tylko znanym głosem, ale też twarzą największego serwisu informacyjnego. „Myślę, że tak po roku 1995 tata zorientował się, że przestał być postrzegany jako Bruno Miecugow, a coraz częściej uważany był za ojca Grzegorza, tego z »Wiadomości« i z Trójki. Ale wcześniej to ja musiałem wyjechać z Krakowa, żeby sprawdzić, czy coś znaczę, czy coś potrafię, czy jestem tylko synem swojego ojca” – wspominał Miecugow w rozmowie rzece.

Szefów dwóch

Jesienią 1996 roku zadzwonił do niego Mariusz Walter – zaproponował stworzenie zespołu TVN. Miecugow poczuł, że to niepowtarzalna szansa. Pod okiem Waltera ulepszył swój warsztat, nauczył się innego spojrzenia na telewizję.

W powstającej telewizji TVN zaczęto kompletować dział newsowy – Miecugow pracował w nim wraz z Milanem Suboticiem. Jeszcze przed startem telewizji dołączył do nich Tomasz Lis, który w TVN został współgospodarzem „Faktów”. Podczas, gdy Milan Subotić i Tomasz Lis odpowiadali za newsy, Grzegorz Miecugow miał stworzyć dział publicystyki i reportażu. Był również prowadzącym „Fakty”, ale wydań weekendowych – o czym dowiedział się dopiero w momencie, gdy program ruszył. Był to jeden z elementów rodzącego się konfliktu między nim a Lisem, co ostatecznie doprowadziło do odejścia Miecugowa z TVN w 1999 roku. „Nie było jasno powiedziane, kto za co odpowiada. Jeśli ja chciałem podjąć jakieś decyzje, a Lis się na to nie zgadzał, to nie miałem żadnych możliwości przeciwdziałania temu. Jak zniknęły inne programy, którymi się zajmowałem, to nagle się okazało, że »Fakty« mają dwóch szefów. A nawet trzech, bo dochodził jeszcze Milan Subotić” – opowiadał w rozmowie rzece Miecugow.

W domu Wielkiego Brata

Wrócił do TVN w 2001 roku. Wcześniej zadzwonił do niego Maciej Sojka i zaproponował pracę przy tworzeniu nowego kanału informacyjnego TVN 24. Sojka był wtedy prezesem TVN 24, a dyrektorem programowym TVN 24 został Adam Pieczyński. Miecugow dołączył do nich na stanowisko zastępcy Pieczyńskiego.

Tymczasem telewizja TVN nabierała rozpędu, szukano ciekawych formatów. I zanim TVN 24 oficjalnie wystartował, w TVN wyprodukowano polską edycję reality show „Big Brother”. Poprowadził go Grzegorz Miecugow. Szybko przekonał się, że nie jest to spełnienie jego dziennikarskich marzeń i w kolejnych edycjach zastąpiła go Martyna Wojciechowska. – Traktuję to jako doświadczenie trochę podobne do tego, które zdobywałem, pracując jako stolarz w Wiedniu – opowiadał. – W żaden sposób nie ma wpływu na pracę dziennikarza, ale jednocześnie daje spojrzenie na życie w aspekcie, którego się na co dzień nie zna. To krótki epizod, który wolałbym, aby rozgrywał się według zasad, które przyjąłem, ponieważ brałem udział w czymś innym, niż to, na co się zgodziłem. Pytanie też, czy się do tego nadawałem? Nie wycofałem się od razu tylko dlatego, że byłby to nóż w plecy stacji – tłumaczył nam w ub.r. dziennikarz.

Zanim jednak na dobre wrócił do TVN, przez niemal rok Miecugow był doradcą ds. medialnych marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego. Dlaczego dziennikarz, który nigdy nie chciał angażować się w politykę, a w stanie wojennym odmówił wykonywania zawodu, doradzał marszałkowi? – Doradztwo nie jest angażowaniem się w politykę. Nie wymagano ode mnie bycia politykiem, brania odpowiedzialności. Potraktowałem to jako próbę poznania tego świata z innej strony, pozostając wciąż dziennikarzem – tłumaczył Miecugow. Przyznał, że się nie zastanawiał, jak to zostanie odebrane przez innych. I nie żałował miejsc, w których znalazł się na swojej drodze zawodowej, gdyż w kluczowych momentach był w tych, które przechodzą do historii. – Gdy się trafia do pierwszego kanału informacyjnego, który relacjonuje zamach na World Trade Center, a relacjonowałem to do szóstej rano, jest to ogromna przygoda dziennikarska – podkreślał Grzegorz Miecugow w ub.r., będąc dyrektorem działu publicystyki TVN 24.

11 września 2001 roku był przełomowym dniem dla TVN 24, który oficjalnie wystartował miesiąc wcześniej, ale tego dnia po raz pierwszy zaprezentował swoje możliwości.

W TVN 24 Miecugow prowadził jeszcze programy „Cały ten świat”, „Gość poranny”, a także emitowane do dziś „Szkło kontaktowe” i „Inny punkt widzenia”. Na podstawie tego ostatniego programu wydał trzy książki, a za rozmowę przeprowadzoną ze Stanisławem Lemem w 2004 roku został nominowany do nagrody Grand Press w kategorii Publicystyka.

Duma z uczniów

Dekadę temu chciał stworzyć program popularnonaukowy. Prowadził nawet w tej sprawie rozmowy m.in. z Państwową Akademią Nauk. Do realizacji jednak nie doszło. Gdyby miał wymienić obszar dziennikarstwa, którego żałuje, że się nie podjął, wskazałby jednak reportaż. Napisał za to powieść „Przypadek”, a także książkę „Trójka do potęgi”, którą wydał z okazji 50-lecia stacji. Spełnił się również w roli publicysty. Oprócz „Dziennika Polskiego” publikował m.in. w „Przekroju”. W 2005 roku otrzymał nagrodę specjalną Ostre Pióro przyznawaną przez Business Centre Club, a w 2009 roku Złotą Gruszkę od krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy za szczególne osiągnięcia dziennikarskie.

Jako członek Katedry Dziennikarstwa Collegium Civitas dyskutował ze studentami o zjawiskach zachodzących w świecie mediów, ale zrezygnował trzy lata temu. Nie mógł znieść, że dziś studenci nie interesują się tym, co dzieje się w kraju i na świecie, że nie znają podstawowych nazwisk. – Coraz trudniej było wywołać dyskusję. Sala milczała – opowiadał nam Grzegorz Miecugow. Był rozczarowany społeczeństwem: że odbiorcy zadowalają się strzępkami informacji, bo nie oczekują pogłębionej analizy, a media się temu poddają.

Z czego jest dumny? – zapytaliśmy.

– Sporo ludzi, których mogę nazwać dziennikarzami, w jakiś sposób było moimi uczniami. Oni próbują odpowiedzieć na pytanie „Jak jest?”. I z tego mogę być zadowolony – odpowiedział Miecugow.