Michał M. Lisiecki do aresztu trafił 15 marca. Dzień wcześniej usłyszał zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Sprawa dotyczy rzekomych wyłudzeń na łączną kwotę prawie 29 mln zł z firmy zajmującej się remontami linii kolejowych.
Sąd Rejonowy Wrocław-Śródmieście aresztował go na trzy miesiące, ale umożliwił mu opuszczenie aresztu po wpłaceniu kaucji 500 tys. zł. Decyzja zapadła w piątek 15 marca wieczorem, a dzień później kaucję wpłaciła żona Lisieckiego, Katarzyna Gintrowska (dyrektor generalna PMPG Polskie Media).
Jednak Michał M. Lisiecki nie opuścił wtedy aresztu. Zażalenie złożyła bowiem prokuratura, a sąd wstrzymał wykonanie postanowienia o areszcie kaucyjnym do czasu jego rozpatrzenia. W środę sąd rozpatrywał trzy zażalenia: jedno prokuratury (ws. zwolnienia za poręczeniem) i dwa obrońców Lisieckiego – Piotra Kruszyńskiego i Renaty Kopczyk.
Obrońcy Lisieckiego twierdzili, że sąd decyzję o wstrzymaniu wykonania postanowienia o zwolnieniu za poręczeniem wydał już po przyjęciu tego poręczenia, a prokuratura przyjęła poręczenie. Natomiast prokuratura argumentowała, że poręczenie przyjęła, bo nie wiedziała, że sąd wstrzymał wcześniej postanowienie o wstrzymaniu wykonania postanowienia o zmianie środka zapobiegawczego.
Wczoraj sąd utrzymał w mocy postanowienie o poręczeniu. Tym samym nie uwzględniał już zażaleń obrony i prokuratury. Jak informuje nas adwokat Agnieszka Dębowska, poręczenie zostało wpłacone w środę.
Postanowienie sądu przewiduje dodatkowe zabezpieczenia: Lisieckiemu zatrzymano paszport, zakazano wyjazdu za granicę i ustanowiono dozór policji.