Ostatnio dodane

7 grzechów głównych dziennikarstwa

Grzech drugi: stadność [Michał Szułdrzyński]

Michał Szułdrzyński

– Dziennikarze żyją określoną grupą tematów, poza nimi – świat nie istnieje. Ekscytują się tym samym, oburzają się tym samym. Różnica jest tylko jedna: niegdyś bardzo wielu dziennikarzy myślało w jeden sposób. Obecnie mamy dwa plemiona: prawicowe i lewicowe. To także problem tzw. symetrystów – oni również ulegają grzechowi stadności w zakresie doboru tematów. Można czasem odnieść wrażenie, że to całkowicie samowystarczalny świat, który mógłby istnieć bez związku z rzeczywistością – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Michał Szułdrzyński, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”.

W ramach cyklu „7 grzechów głównych dziennikarstwa” spytamy siedmiu wybranych dziennikarzy, co według nich jest największym przewinieniem tego środowiska. Spytamy o to, co im się nie podoba, co należałoby zmienić i wreszcie – czy sami przyznają się do jakiegoś „grzechu”.

Pierwszym rozmówcą był dziennikarz i reportażysta, obecnie zatrudniony w tygodniu „Polityka” – Paweł Reszka. Opowiadał o grzechu lenistwa.

Kolejny grzech wskazał Michał Szułdrzyński, dziennikarz i publicysta, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”.

Grzech drugi: stadność [MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI]

– Jednym z grzechów głównych polskich dziennikarzy – nie mówię tego tylko i wyłącznie o innych, ale również o sobie – jest stadność. Przede wszystkim stadność myślenia. Dawniej miałem więcej czasu na chodzenie do Sejmu. Uderzyło mnie, że wielu dziennikarzy myśli dokładnie to samo, mimo że pracują w innych redakcjach. Robią dokładnie te same tematy, tak samo je formatują. Dziennikarze często zupełnie nieświadomie ulegają temu zjawisku. Myślenie stadne bardzo dobrze widać w dyskusjach na Twitterze. Sam w nich uczestniczę, dlatego podkreślam, że sam się również na tym łapię, że zamiast się zatrzymać, zastanowić, pójść pod prąd, z lenistwa płyniemy z nurtem – mówi w rozmowie z nami Michał Szułdrzyński.

Według niego nie jest to nawet kwestia poglądów, a raczej patrzenia na świat.

– Nie znam dziennikarzy, którzy zaczęli pracę w redakcji jako osoba o skrajnie prawicowych poglądach, a wyszli z niej – o skrajnie lewicowych. Tu chodzi o coś innego, o pewne skrzywienie wynikające ze stadności, złudzenie, że zamknięty świat dziennikarzy to jedyna rzeczywistość – podkreśla. – Dziennikarze żyją określoną grupą tematów, poza nimi – świat nie istnieje. Ekscytują się tym samym, oburzają się tym samym. Różnica jest tylko jedna: niegdyś bardzo wielu dziennikarzy myślało w jeden sposób. Obecnie mamy dwa plemiona: prawicowe i lewicowe. To także problem tzw. symetrystów – oni również ulegają grzechowi stadności w zakresie doboru tematów. Można czasem odnieść wrażenie, że to całkowicie samowystarczalny świat, który mógłby istnieć bez związku z rzeczywistością – uważa wicenaczelny „Rzeczpospolitej”.

„Stadność to także kwestia lenistwa intelektualnego”

Szułdrzyński ocenia, że grzech stadności myślenia związany jest również z lenistwem intelektualnym. Temu winny jest z kolei brak czasu.

– W codziennej pracy ma się mało czasu, by przeczytać coś wartościowego – choćby książkę, która wniesie nową myśl do debaty publicznej. Oczywiście są pewne wyjątki. Bardzo wielu dziennikarzy funkcjonuje w zamkniętych światach. Są przekonani, że wszyscy ekscytują się dokładnie tym samym. Mamy pewien krąg tematów obiektywnie ważnych, ale czy poważnym tematem dla 40-milionowego kraju jest „ciuciubabka” dotycząca tablicy w Sejmie? Czy to powód, aby tak długo o tym dyskutować? – pyta retorycznie, nawiązując tym samym do tematu tablicy w Sejmie z tzw. układem Kaczyńskiego, którą zdjął i zabrał szef gabinetu politycznego premiera, Marek Suski.

Dodaje, że wreszcie „stadność oznacza, że dziennikarze są całkowicie wtórni wobec polityków”.

– W efekcie są nam w stanie narzucać agendę tematów. Wiedząc, co wzbudzi emocje, mogą błahymi tematami przykrywać sprawy naprawdę istotne – zaznacza nasz rozmówca.

Upolitycznienie mediów to powszechne zjawisko na całym świecie

Na pytanie, czy tym samym nie dotyka kolejnego grzechu – upolitycznienia, odpowiada, że to kolejny grzech mediów, ale jest on konsekwencją stadności.

– To element zjawiska, które widzę na całym świecie – bardzo dużej polaryzacji społecznej. Co za tym idzie – mediów. Zjawisko, które jest oczywiście złe, szkodzi wiarygodności mediów. Natomiast stadność szkodzi etosowi zawodu dziennikarza, który sam powinien być ciekawy świata. Musi czytać, dowiadywać się, słuchać. Musi być dociekliwy – wylicza Michał Szułdrzyński. – Pracę dziennikarską lubię za to, że codziennie uczę się czegoś nowego. Nasi czytelnicy, słuchacze, widzowie oczekują od nas wyjaśniania im świata. Tak rozumiem dziennikarstwo. Nasi czytelnicy, słuchacze, widzowie, czy generalnie w cyfrowym świecie – odbiorcy są gotowi zapłacić za to, że dokonamy dla nich głębszej refleksji, zrozumiemy pewne zjawiska, a następnie w ciekawy sposób je opowiemy. Dziennikarze, którzy zajmują się wyłącznie wspólnym myśleniem, nie mają na to czasu – mówi Wirtualnemedia.pl.

Według niego – co równie istotne – stadność jest przede wszystkim przeciwieństwem ciekawości świata.

– Niektórzy ludzie szukają w mediach potwierdzenia swoich poglądów. Nawet częściej niż informacji, ale to dla mediów ślepa uliczka. Skazanie się na „tożsamościowość” uzależnia media od polityki. Jestem jednak przekonany, że ci, którzy są gotowi płacić za dostęp do treści – zapłacą wtedy, kiedy przeczytają coś nieoczywistego, co ich zainspiruje, zmusi do myślenia, sprawi, że spojrzą na rzeczywistość z mniej oczywistego punktu widzenia. „Klepanie” tego samego jest dokładnym tego przeciwieństwem. Wierzę w jakościowe dziennikarstwo, które tłumaczy świat, szczególnie w świecie fake newsów, dezinformacji. I wierzę, że świadomi odbiorcy są gotowi za takie dziennikarstwo płacić – stwierdza Michał Szułdrzyński.

Recepta: wyjście poza własną „bańkę”, dziennikarski rachunek sumienia

Czy istnieje recepta, by pokonać myślenie stadne? – Nie ma idealnej recepty. Na pewno nie można tkwić we własnej „bańce”. To zawęża sposób widzenia świata. Po drugie: sami stajemy się mało interesującymi ludźmi, jeżeli tylko i wyłącznie żyjemy tematami, które nie dotykają zwykłego człowieka, jeżeli jesteśmy odtwórczy – ocenia dziennikarz. – Jaka jest recepta? Wyjście poza bańkę. Zainteresowanie się światem, porozmawianie z ludźmi. Spytanie, co czytają, jakie mają problemy. Po drugie: bycie refleksyjnym. Robienie sobie dziennikarskiego rachunku sumienia. Czy zajmuję się tym, co jest rzeczywiście ważne? Po pełnym emocji dniu zadanie sobie pytania: „Co właściwie ważnego się wydarzyło?” I często łapię się, że często o żadnej z tych rzeczy za tydzień, miesiąc, rok, w ogóle nie będziemy pamiętali. Nie płyńmy z nurtem, myślmy samodzielnie – podkreśla.

Jaka jest najważniejsza cecha dziennikarza? – Ciekawość świata i sztuka wyboru. Aby umieć odróżnić rzeczy ważne, od nieważnych. Dopóki tak będziemy postępować – sztuczna inteligencja nie zastąpi dziennikarzy. Nie znam algorytmu, który zastąpi ciekawość świata. Opowiadanie historii, tłumaczenie rzeczywistości, przemian – to wartość dziennikarstwa. Inaczej nie mamy szans w starciu ze sztuczną inteligencją – podsumowuje.

________________________________________________

Michał Szułdrzyński od kwietnia 2016 roku pełni funkcję zastępcy redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” (Gremi Media). Wcześniej był dziennikarzem tego tytułu, a później kierownikiem działu krajowego. W swojej karierze był także m.in. redaktorem naczelnym kwartalnika „Nowe Państwo”, prowadził programy w TVP Info: „Minęła 20” i „Tygodnik Polski” oraz „Kalkulator Polityczny ‚Rzeczpospolitej’” w Polsat News.