Ostatnio dodane

Dziadul: Mam nadzieję, że Szewczyka jednak nie spalą

Jeżeli nawet Szewczyk zniknie z tabliczek, to pewne jest, że nie zabronią nam czytać jego książek. Nawet publicznie.

Żar z nieba i wojewoda na ziemi – nie odpuszczają. Jak żyć w takim afrykańskim upale, który roztapia cywilizację białego człowieka? Ekspert od tej-że, poseł P., gdzieś się odsunął, więc nie wiem, czy przetrwamy, a przynajmniej dotrwamy do końca dekomunizacji przestrzeni publicznej? Mimo upałów, które rzekomo powodują, że gorzej się myśli – nasz wojewoda, Jarosław Wieczorek, z zimnym wyrafinowaniem ściga Wilhelma Szewczyka, symbol komunizmu.

Właśnie wniósł do Naczelnego Sądu Administracyjnego wniosek o kasację wyroku naszego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który przywrócił Szewczykowi, co jego, tym samym usunął sprzed dworca Marię i Lecha Kaczyńskich.

Wojewoda uznał, że miał rację i dlatego żąda kasacji. WSA w ogóle nie miał kompetencji, aby rozpatrywać skargę miasta Katowice na zarządzenie zastępcze wymazujące Szewczyka. Wojewoda ma prawo do samodzielnych ocen, więc żadne konsultacje społeczne nie były potrzebne, tak jak społeczne odczucia: „Organ nadzoru nie podziela poglądu sądu, że sama świadomość społeczeństwa (brak jednoznacznych skojarzeń) z założenia jest adekwatnym dowodem, pozwalającym na stwierdzenie, że dane nazwisko nie symbolizuje komunizmu”.

Trudno przewidzieć, czy będziemy chodzić, spluwać i rzucać pety „na Szewczyka”, czy „na Kaczyńskich”? Mówi się wprawdzie, że NSA nie dotknęła ręka dobrej zmiany jak Trybunał Konstytucyjny, ale strach przed władzą już czuć. Zobaczymy… Jeśli nawet Szewczyk zniknie z tabliczek, to pewne jest, że nie zabronią nam czytać jego książek. Nawet publicznie. Wiarę wywodzę wprost z wydarzeń 1 sierpnia w Warszawie na pl. Piłsudskiego, i w domach – przed TVP. Chodzi o wspólne śpiewanie „(Nie) zakazanych piosenek”. Na Piłsudskim wszystko szło dobrze, aż tu na koniec gruchnęły „Warszawskie dzieci” – hymn powstania. Przypomnę: Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój/Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!/Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,/ Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!

Mało mnie szlag nie trafił! To przecież w czystej postaci Stanisław Ryszard Dobrowolski! My, razem z wojewodą mazowieckim Zdzisławem Sierpem, i innymi dekomunizujemy przestrzeń z takich kanalii jak Dobrowolski, a oni propagują go na całą stolicę i kraj, nawet w „Jedynce”. Co z tego, że poeta Dobrowolski napisał „Warszawskie dzieci” 1 sierpnia jako oficer AK „Goliard”. Że walczył słowem i karabinem, skoro później zdradził: wstąpił do partii i był nawet prezesem komunistycznych literatów. Brukał się z takimi kanaliami jak Iwaszkiewicz i Szewczyk. I tu widzę nadzieję, żeby książki nie spłonęły. Ponoć sam prezes śpiewał Dobrowolskiego i chodził w takt. „Warszawskie dzieci” nie zostaną zdekomunizowane – mamy więc szansę uratować coś z Szewczyka.