Ostatnio dodane

Jacek Kurski: „czarna lista” w TVP to tylko plotki sfrustrowanych, za kolejne późnonocne obskuranckie wpisy będą zwolnienia

Jacek Kurski

Według Jacka Kurskiego pogłoski o istnieniu w TVP „czarnej listy” rozsiewa „kilka sfrustrowanych osób, które dostały olbrzymi kredyt zaufania od Telewizji Polskiej” i go nie wykorzystały. Kurski zapowiada, że nie będzie tolerował kolejnych wulgarnych wpisów pracowników TVP w internecie. – Autorzy tych wypowiedzi, które się pojawiły, dostali jasne ostrzeżenia, że jeszcze jeden późnonocny wpis o obskuranckiej treści, a się pożegnamy – stwierdził.

O „czarnej liście” w Telewizji Polskiej napisał niedawno Cezary Łazarewicz. Zrelacjonował jak dziennikarz TVP namawiał go, żeby wypowiedział się do programu informacyjnego. Na pytanie Łazarewicza, czy jego komentarz pojawi się na wizji, stwierdził: „Sprawdziłem, na ciebie jest zgoda. Nie ma cię na czarnej liście”.

Centrum informacji TVP w komentarzu dla Wirtualnemedia.pl zapewniło, że w firmie nie istnieje taka lista. – Doniesienia na ten temat są wymysłem – dodało.

Z kolei publicysta Witold Gadowski już w czerwcu ub.r. stwierdził, że władze TVP Info otrzymały zakaz zapraszania go do programów. Jacek Kurski szybko zdementował tę informację, nazywając ją fake newsem.

O pogłoski na temat „czarnej listy” i teorię Witolda Gadowskiego Kurski został zapytany w wywiadzie, który zamieszczono w nowym wydaniu tygodnika „Sieci”. – To bzdura. Nie ma żadnej czarnej listy, nikogo z debaty nie wykluczamy – odpowiedział prezes TVP.

– Jest kilka sfrustrowanych osób, które dostały olbrzymi kredyt zaufania od Telewizji Polskiej, godziwy budżet, miejsce w ramówce, pełną możliwość realizacji własnych pomysłów, i które, mimo anielskiej cierpliwości TVP, po prostu nie udźwignęły ciężaru wyzwania, przynosząc marny produkt o katastrofalnej oglądalności. Za swoje niepowodzenie obwiniają nie siebie, ale telewizję, nieustannie ją atakując – dodał Kurski.

Wiosną 2016 roku w TVP1 pokazano serię „Łowca smoków”, w ramach której Witold Gadowski spotykał się w różnych częściach świata z ludźmi związanymi z poważnymi przestępstwami. Nie zrealizowano kolejnych odsłon cyklu.

„Nie ma prywatnych tweetów”

Na początku lipca br. Cezary Gmyz, korespondent Telewizji Polskiej w Niemczech”, na Twitterze o pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Gersdorf napisał: „Sorry ale jak słyszę, że taka szlampa jak I prezes SN robi za wzór cnót to mi się miesiączka cofa”. „Szlampa” to spolszczona wersja niemieckiego wulgarnego określenia kobiety.

Za ten wpis Gmyz dostał naganę od dyrekcji Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, skrytykowało go również Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Z kolei w styczniu ub.r., kiedy w sali plenarnej Sejmu trwał protest posłów PO i Nowoczesnej, Cezary Gmyz na Twitterze stwierdził: „Odnoszę wrażenie, że PiS mogłoby jeszcze trochę wzrosnąć gdyby zdecydował się na lekki wpierdol”. Następnego dnia przeprosił za użycie wulgarnego słowa. – Rzeczywiście korespondent TVP nie powinien używać takie słownictwa. Choć mój wczorajszy wpis był wrażeniem z zasłyszanej rozmowy, uważam go za niewłaściwy i za niego przepraszam – napisał.

Natomiast Rafał Ziemkiewicz, jeden z prowadzących „W tyle wizji” i „W tyle wizji extra” pod koniec stycznia, dzień po tym jak Anna Azari, ambasadorka Izraela w Polsce, skrytykowała nowelizację ustawy o IPN, skomentował to na Twitterze. – Przez wiele lat przekonywałem rodaków, że powinniśmy Izrael wspierać. Dziś przez paru głupich względnie chciwych parchów czuję się z tym jak palant – stwierdził.

Wpis znalazł się na wystawie „Obcy w domu. Wokół Marca ‘68” w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Ziemkiewicz zapowiedział, że pozwie za to dyrektora placówki Dariusza Stolę.

Jacek Kurski w rozmowie w „Sieciach” zapewnił, że takie sytuacje już się nie powtórzą. – Wyraźnie zapowiedziałem współpracownikom i pracownikom, którzy nie zawsze rozumieją, że nie ma prywatnych tweetów u osób publicznych, i zapowiadam po raz kolejny, że żadnych wypowiedzi czy to wulgarnych, czy antysemickich nie będę tolerował – stwierdził. – Autorzy tych wypowiedzi, które się pojawiły, dostali jasne ostrzeżenia, że jeszcze jeden późnonocny wpis o obskuranckiej treści, a się pożegnamy – dodał prezes TVP.

Publiczny nadawca musiał też tłumaczyć się z innych aspektów aktywności swoich publicystów w internecie. Magdalena Ogórek na Instagramie przy części zdjęć dodawała oznaczenia marek noszonych przez nią ubrań i dodatków.

Kiedy zwrócono na to uwagę, publicystka wyjaśniła, że robi to na prośbę wielu kobiet. – Oczywiście nie pobieram za to żadnego wynagrodzenia. Jeśli ktokolwiek poczuł się urażony, przepraszam – zaznaczyła. Natomiast Telewizja Polska podkreśliła, że dziennikarka prezentuje w ten sposób nieodpłatnie swoje prywatne ubrania.

Za to Joanna Racewicz została w marcu br. zawieszona w prowadzeniu „Pytania na śniadanie”. Telewizja Polska jako przyczynę podała wykorzystywanie przez dziennikarkę marki programu „do promocji produktów bez wiedzy i zgody kierownictwa programu, co powtarzało się mimo upomnień ze strony przełożonych”. Chodziło m.in. o wpis Racewicz na Instagramie chwalący dietę.

Niedługo potem dziennikarka rozstała się z TVP. Tłumaczyła, że jej wpisy nie były treściami marketingowymi, tylko informacjami dla widzów.