W styczniu 2017 roku przed poznańskim sądem rozpoczął się proces mężczyzny oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman, który towarzyszył kobiecie w noc jej zaginięcia w centrum Poznania. Proces wzbudził ogromne zainteresowanie mediów. Sąd nie zgodził się na bezpośrednią transmisję, ale zezwolił stacjom telewizyjnym na nagrywanie obrazu i dźwięku. W praktyce oznaczało to, że telewizje retransmitowały rozprawę z niewielkim opóźnieniem.
Pracownicy TVP Info nie nadążali z zagłuszaniem nazwisk oskarżonego i świadków, a takie dane nie mogą być upubliczniane bez specjalnej zgody, której zainteresowani nie wyrazili.
Dominik M., partner oskarżonego, zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Sprawą zajęła się prokuratura na Starym Mieście. Wedle ustaleń „Gazety Wyborczej”, postępowanie zostało umorzone i nikomu nie postawiono żadnych zarzutów. „GW” cytuje Magdalenę Mazur-Prus, rzeczniczkę poznańskiej prokuratury, która zaznaczyła, że pracownicy TVP dochowali „wymaganej w danych okolicznościach ostrożności”. Dlatego nie można zakwalifikować ich postępowania nawet jako nieumyślnego.