Lidia Ostałowska nie żyje

Zmarła jedna z najlepszych polskich reportażystek

Lidia Ostałowska

Była moją serdeczną przyjaciółką. Mistrzynią. Niezastąpioną towarzyszką podróży. Odeszła dzisiaj rano.

Poznałem ją w „Wyborczej” wiele lat temu. Dopiero zaczynałem, a ona była już wybitną reporterką. Lidka Ostałowska przyjechała na Śląsk, bo pisała właśnie reportaż o Katowicach. Andrzej Stefański, wtedy mój szef, poprosił, żebym został jej przewodnikiem, poumawiał na spotkania, pokazał miasto. Lidia Ostałowska, mistrzyni reportażu, publikowała w „Przyjaciółce” i „Itd.”. Jej teksty redagowały Hanna Krall i Małgorzata Szejnert, jej kolegami byli Mariusz Szczygieł i Wojciech Tochman. Jaka będzie ta Ostałowska?

Reszta nieistotna

Zburzyła moje wyobrażenie o wielkich reportażystach. Spodziewałem się zobaczyć pokaz pewności siebie, a zobaczyłem nieśmiałość. Zamiast zrozumienia – wątpliwości. Jej spotkanie z bohaterami to nie była rozmowa. To było słuchanie. Siadała, zapalała papierosa (wtedy jeszcze nie było to takie dziwne), zadawała jedno pytanie i zaczynał się spektakl. Ona na widowni, na scenie jej bohaterowie. Ludzie odkrywali przed nią duszę, chcieli opowiadać. Ależ to były historie! Zazdrościłem jej – jak ona to robiła? Jaki był w tym haczyk? Jakaś specjalna technika, której uczą w dziale reportażu „Wyborczej”? Nie mogłem tego pojąć.

Cieszyłem się, że za każdym razem, kiedy przyjeżdżała do Katowic, chciała ze mną pracować. W 1993 roku zaproponowała, żebyśmy razem napisali reportaż o meczu Polska-Anglia. Krótki tekst, ale co to była za robota! Siedzieliśmy nad nim całą noc. Krótkie zdania, czysta obserwacja, żadnych osobistych wtrętów. Szatkowanie zdań, tempo, melodia. Co pamiętasz, co ci wpadło w ucho, co w oko, co się wryło w pamięć? To najważniejsze, reszta nieistotna.

Nigdy nie porzuciła Śląska. Obserwowała przemiany, pisała reportaże o tym, jak zmienia się region, a ostatnio felietony w katowickiej „Wyborczej”.

Nigdy jej nie dorównałem

Uczyłem się od niej, chłonąłem wiedzę, podpatrywałem jak tworzy opowieść, jak cyzeluje zdania, jak je skraca, jak ukrywa emocje tak, żeby same wypływały. Schowaj się, powtarzała. Jesteś tylko narratorem, pokaż bohatera, staraj się go zrozumieć, i tak go nigdy nie poznasz, a więc nie pisz tak, jakbyś wiedział na pewno. Nigdy nie będziesz wiedział…

Zaczynałem ją poznawać nie tylko przy pracy, ale w czasie naszych prywatnych podróży. Opiekowała się mną w Albanii, gdy do nieprzytomności zatrułem się rybą w przydrożnej knajpie. W Hawanie nie chciała pić mojito w eleganckim hotelu Nacional. Ciągnęło ją w najbiedniejsze dzielnice, pragnęła spotykać prawdziwych Kubańczyków. W Moskwie schodziła do kanałów ciepłowniczych, szukała dzieci biezprizornych.

To była Lidka. W kilka chwil zdobywała zaufanie, bo nigdy nie udawała. Była sobą – wrażliwa na krzywdę, biedę, wykluczenie. Najmilsza, najbardziej empatyczna osoba jaką znałem. Wszystko rozumiała, nigdy nie miała o nic pretensji. Cierpliwa. Każdego starała się usprawiedliwić. Nigdy się o nic nie pokłóciliśmy.

Chciałem jej dorównać w pisaniu, ale szybko zrezygnowałem. Każdy nowy tekst Lidki udowadniał, że to ona jest mistrzynią, a ja jeszcze sporo muszę się nauczyć. Jak Ty to robisz, dziewczyno? – pytałem. I wkurzałem się, bo jakoś omijały ją dziennikarskie nagrody, choć powinna dostać wszystkie. To niesprawiedliwe, mówiłem.

– Przestań, daj spokój – odpowiadała.

Cieszyłem się zawsze, gdy odwiedzałem Warszawę, bo to oznaczało spotkanie z Lidzią. Znajdowała jakieś nowe miejsce w stolicy, piliśmy wino i gadaliśmy godzinami, planowaliśmy co jeszcze napiszemy. To było najważniejsze.

Pusta będzie teraz ta Warszawa.

Do zobaczenia

Nie powiedziała mi, że jest tak bardzo chora, dowiedziałem się od znajomych. Zgodziła się, żebym przyjechał do szpitala. Powiedziałem: „do zobaczenia”. Odpowiedziała: „żegnaj”.

– Jeszcze nie teraz, głupia – powiedziałem. – Jeszcze mamy mnóstwo do zrobienia.

A dzisiaj rano ten telefon…

Co teraz? Odpalaj komputer tam, gdzie teraz jesteś. A ja, jak zwykle, zrobię Ci kawę. I zaczynamy.

____________________________________

Lidia Ostałowska była wspaniałą pisarką – z dziennikarstwa uczyniła literaturę. Broniła ludzi zmarginalizowanych, wykluczonych i wyklętych.

Szczególne znaczenie miały Jej reportaże i eseje poświęcone Romom. Była upartym adwokatem prawdy o ich świecie. Fascynowały Ją też klimaty śląskie, często źle rozumiane w innych regionach naszego kraju.

Pisała świetnie, z wielką empatią i przenikliwością. Jej teksty były najlepszą twarzą „Gazety Wyborczej”.

Adam Michnik