Ostatnio dodane

Dziennikarz zrezygnował z pracy po skazaniu go w procesie o zniesławienie

„Nie byłem w stanie podjąć się kontrowersyjnego tematu”

Łukasz Ernestowicz, dziennikarz „Gazety Pomorskiej” (Polska Press Grupa) z 10-letnim stażem, odszedł z dziennikarstwa po tym, jak przegrał proces karny z paragrafu o zniesławienie. – Boję się już podejmować kontrowersyjne tematy. Może mój przypadek przyczyni się do zniknięcia tego paragrafu z polskiego prawa – mówi Ernestowicz w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Dziennikarz pożegnał się z czytelnikami na Facebooku. „Należą się Wam wyjaśnienia – szczególnie tym, którzy piszecie do mnie i zgłaszacie tematy, których ja nie jestem już w stanie podjąć i zrealizować. Dziś ostatni mój dzień pracy w „Pomorskiej”. Trzy tygodnie temu zrezygnowałem sam, przez nikogo niezachęcany i niezmuszany.” – informuje.

Policjant czuje się pomówiony

Za stwierdzeniem „nie jestem w stanie podjąć tematu” kryje się historia przegranego procesu karnego, jaki stał się udziałem Łukasza Ernestowicza.

Przez 10 lat był reporterem grudziądzkiej redakcji „Gazety Pomorskiej”. W 2013 roku zajął się tematem przemocy w lokalnej policji. – Na podstawie rozmów z szeregowymi policjantami oraz na podstawie skargi, jaka wpłynęła do komendy wojewódzkiej napisałem o tym, że policjanci skarżą się na swojego przełożonego. Ich zdaniem, miał on znęcać się nad nimi psychicznie. Uznałem, że należy sprawę jak najszybciej opisać, bo chodziło tu o bezpieczeństwo policjantów, a także wielu innych funkcjonariuszy, którzy mogliby znaleźć się w podobnej sytuacji – mówi dla portalu Wirtualnemedia.pl. Artykuł ukazał się 7 października 2013 roku. – Policjant uznał, że go pomówiłem i skierował sprawę do sądu z artykułu 212 K.k.- konkluduje Ernestowicz.

Dziennikarz czuje „efekt mrożący”

Pod koniec stycznia br. zapadł wyrok orzekający o winie dziennikarza. Zasądzono mu osiem miesięcy prac społecznych, opublikowanie przeprosin i osiem tysięcy złotych nawiązki. – Nie ma mowy o wyroku w zawieszeniu – zaznacza Łukasz Ernestowicz.

Przez cały czas trwania procesu Polska Press Grupa zapewniała mu opiekę prawną. – W tej chwili czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku i składamy apelację – mówi dla Wirtualnemedia.pl Joanna Pazio, rzecznik Polska Press Grupy.

To jednak nie zmienia faktu, że Ernestowicz popadł po tym wyroku – jak mówi – „w strach i odrętwienie”. – Proces karny spowodował u mnie ”efekt mrożący”, lęk przed podejmowaniem ważnych, trudnych i kontrowersyjnych tematów – relacjonuje w rozmowie z nami. Na Facebooku zaś pisze: „Rezygnacja (z zawodu dziennikarza) to mój osobisty protest – przeciwko karaniu dziennikarzy za słowo. Obecnie na podstawie Kodeksu karnego mogą być skazani na rok bezwzględnego więzienia. Takich ostrych przepisów nie ma w żadnym zachodnim systemie prawnym, w którym wolność słowa to jedna z podstaw demokracji.”

5 marca pożegnał się z redakcją „Gazety Pomorskiej” i z dziennikarstwem w ogóle. Zaczął pracę w jednej z placówek służby zdrowia w Grudziądzu. – Po prostu nie byłbym już w stanie podjąć się kontrowersyjnego, nawet ważnego z punktu widzenia interesu społecznego tematu. To kwestia blokady psychicznej. Może inni dziennikarze sobie z nią radzą, ja nie. Żal mi bardzo, ale nie chcę już narażać rodziny ani siebie na stres związany z procesem karnym – mówi Wirtualnemedia.pl Łukasz Ernestowicz.

Art. 212 Kk wciąż straszy

Artykuł 212 Kodeksu karnego mówi, że ” Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.” Zaś w paragrafie 2 precyzuje: „Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”.

– Ten paragraf jest tak absurdalny, że każdy, komu droga jest wolność słowa, powinien występować przeciwko niemu – mówił Tomasz Wróblewski podczas niedawnej konferencji zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Konferencja nosiła tytuł „„Art. 212 k.k. ciągle straszy”. Jednym z jej efektów był wspólny apel ośmiu organizacji, reprezentujących dziennikarzy i wydawców prasy (Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, Fundacja Praw Człowieka, Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Dziennikarzy RP, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, Stowarzyszenie Prasy Lokalnej, Stowarzyszenie Wolnego Słowa), do Prezydenta RP z apelem o zniesienie art. 212 k.k.

Łukasz Ernestowicz podziela słowa Tomasza Wróblewskiego o absurdzie prawnym, ale mówi, że nie łudzi się, iż jego przypadek cos zmieni w zakresie stosowania art. 212. – Ale może przez moją rezygnację ktoś kolejny raz zwróci uwagę na ten problem? Może jakiś polityk się nad tym pochyli, stwierdzi, że jednak coś jest nie tak i prawo trzeba jednak zmienić? – zastanawia się były już dziennikarz.

Kontrowersyjny paragraf czasem działa w drugą stronę. Na początku marca Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy wyrok łukowskiego sądu, w sprawie o zniesławienie, którą dziennikarz Jerzy Kirzyński wytoczył burmistrzowi Dariuszowi Szustkowi. Decyzją sądu burmistrz w ciągu miesiąca ma przeprosić dziennikarza na łamach pisma „Wspólnota” i w internecie, a także zwrócić 300 złotych kosztów poniesionych przez oskarżyciela i 100 złotych kosztów sądowych. Wyrok jest prawomocny.