Redaktor Naczelny: Portalu www.europrojekty-polska.pl do 2021 roku, wcześniej miesięcznika „Europrojekty.PL/Euroregiony-Polska” i tegoż portalu. To końcowa fraza opisująca jego dziennikarską drogę…
Urodzony 25 grudnia 1956 roku w Katowicach Jacek Broszkiewicz, po skończeniu w 1980 roku Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, swą pracę zawodową rozpoczął w tygodniku regionalnym „Konkrety” w Legnicy. Tam pracował przez 6 lat. Wrócił do Katowic wprost do „Trybuny Robotniczej”, pracowała tam wtedy matka Jacka – red. Ewa Wanacka, a dowodził gazetą w tym czasie red. Stanisław Wojtek.
Po roku, Jacek trafił na kilka lat do “Wieczoru”, potem do tygodnika „Dziennika Śląskiego”, efemerydy, która szybko zniknęła z rynku prasowego. Współpracował z Urzędem Miasta Katowice wydając dla niego gazetę miejską. Był to rok 1994/5. Tam pracowali m.in. Jurek Kandziora, Darek Dyrda, a pisała Jola Marondel, in memorial… Epizod jeszcze w gazecie miejskiej „Tydzień w Jaworznie”, rzecznikowanie w Wyższej Szkole Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych i równoległa współpraca z Agencją Rozwoju Regionalnego w Katowicach.
A potem już były Euroregiony i Europrojekty. Dwa jego życiowe projekty, którym poświęcił się w pełni. Zafascynowany koncepcją nowego europejskiego ładu, bliskiej już nam Unii Europejskiej, wspólnoty kultur i gospodarek – zrobił wiele dla sprawy… Nie zawsze entuzjazm ten podzielałem, ale to Jacek miał rację, w tej materii zawsze był rzetelny i kompetentny. No i jeszcze – samorządność nasza, niedoskonała wtedy, dla Niego jedna z najważniejszych zdobyczy nowej Polski. Nienaganna polszczyzna i logika wywodu, emocje też, acz w granicach dziś nieosiągalnych wobec powszechnego niekrzesania w mediach…
Zmarł 20 września 2023 roku w Żyrardowie.

Trudno mi to pisać te słowa, pardon, to był mój przyjaciel, prawdziwy. Dziedzic genów ojca Stanisława, nietuzinkowej postaci, stryja Jerzego i wspomnianej mamy. Druh i ktoś na zawsze, choć nie ma „zawsze”… Człek gotów zwykle do dobrych słów, gestów i poczynań w trudnych chwilach, nieodmiennie z domieszką swej naturalnej autodestrukcji…
