Marek Twaróg: Odpowiedzialność za kształt wczorajszej debaty ponosi prezes Matyszkowicz, który nic nie może

"Redakcje są pełne koniunkturalistów dowodzonych przez koniunkturalistów, którym patronuje system promujący koniunkturalistów. Matyszkowicz nawet nie próbował tego zmienić" - pisze Marek Twaróg

Matyszkowicz jest ważnym prezesem tylko na kilku korytarzach przy Woronicza, ale już niekoniecznie przy placu Powstańców, gdzie produkowana jest propaganda, a już na pewno nie przy Nowogrodzkiej. Tam jest obiektem kpin i żartów, popychadłem, kimś na podobieństwo Benny Hilla, którego wszyscy mogą poklepać po głowie, a potem odprawić za drzwi – pisze Marek Twaróg z „Presserwisu” o prezesie TVP, który ponosi odpowiedzialność za kształt wczorajszej debaty wyborczej.

Odpowiedzialność za kształt wczorajszej debaty przedwyborczej, konstruowanej pod dyktando władzy, ponosi Mateusz Matyszkowicz. Człowiek, który od roku jest prezesem TVP, a który już chyba przebił dno, jakie osiągnął jego idol Jacek Kurski.

Dziennikarze, prezenterzy – zwani dziś już wyłącznie „pracownikami” TVP – wszyscy ci moralnie zagubieni żołnierze propagandy wpisali sobie utratę twarzy w ryzyko zawodowe. Co prawda teraz cała Polska szydzi z ich miękkiego kręgosłupa, ale przecież mieszkania już kupione, dzieci na studiach, kredyty pospłacane. Ostatecznie więc za kilka lat, kiedy będą rzecznikować w jakiejś pisowskiej spółce miejskiej, ewentualnie stworzą nową wersję prawicowego bloga z wiecznymi pretensjami, ich będzie na wierzchu. Dziś oni są na tapecie – brylują w „Wiadomościach” czy TVP Info – ale przecież takich osobników jest bardzo dużo zarówno w TVP, jak i w Polskim Radiu czy Polska Press. Wszyscy tak samo racjonalizują sobie zło. Że szczucie jest moralnie uzasadnione, albo że „oni” też tak robią, albo że przetrwam jeszcze trochę, a potem uciekam, albo wręcz że niczego złego nie robię, tylko włączam kamerę, robię w sporcie, ogarniam internet, nie jestem jak ci od polityki.

Wszyscy tak samo liczą, że za parę lat nikt nie będzie im pamiętał, co wyrabiali – co najwyżej doradca inwestycyjny w banku przypomni, że trzeba założyć kolejną lokatę.

Redakcje są pełne koniunkturalistów dowodzonych przez koniunkturalistów, którym patronuje system promujący koniunkturalistów. Taki system zastał Mateusz Matyszkowicz. Nadzieja ludzi poczciwych, wszak w krakowskim intelektualiście – w przeciwieństwie do gdańskiego rozrabiaki politycznego – wielu widziało szansę na dobrą zmianę w TVP.

Lecz on nie tylko niczego nie poprawił, ale doprowadził system Kurskiego do perfekcji. Po części swoimi decyzjami, ale po części także brakiem decyzyjności, zerowym znaczeniem w PiS, brakiem jakiejkolwiek siły przebicia. Matyszkowicz jest ważnym prezesem tylko na kilku korytarzach przy Woronicza, ale już niekoniecznie przy placu Powstańców, gdzie produkowana jest propaganda, a już na pewno nie przy Nowogrodzkiej. Tam jest obiektem kpin i żartów, popychadłem, kimś na podobieństwo Benny Hilla, którego wszyscy mogą poklepać po głowie, a potem odprawić za drzwi.

To Matyszkowicz nie jest w stanie przeciwstawić się ściekowi propagandy w programach informacyjnych, to on pobłogosławił przekształcenie „Wiadomości” w audycję wyborczą PiS, on płaci za te szaleństwa, on wreszcie do ostatniej chwili dawał sobie kombinować przy debacie.

Matyszkowicz wie, że „publiczna radiofonia i telewizja realizuje misję publiczną, oferując (…) całemu społeczeństwu i poszczególnym jego częściom, zróżnicowane programy i inne usługi w zakresie informacji, publicystyki (…) cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością” – jak zapisano w Ustawie o radiofonii i telewizji – ale nie zrobił ani kroku w kierunku realizacji tego postulatu. Sprzeniewierzył się ustawie, ale sprzeniewierzył się też Zasadom Etyki Dziennikarskiej w TVP, w których stoi, że „Zadaniem dziennikarza jest realizacja prawa dostępu każdego obywatela do informacji oraz tworzenie form debaty publicznej”. Nic dziwnego zresztą, codziennie sprzeniewierza się również sobie. Mówił wszak kiedyś: „Nie chcę, by TVP 1 była stroną sporu. (…) Chciałbym, żeby była telewizją narodową, dla wszystkich”.

O ile członkowie KRRiT, którzy aprobują szaleństwa TVP, mogliby zeznawać przed Trybunałem Stanu, o tyle Matyszkowicz mógłby stanąć przed swoimi dawnymi kumplami, intelektualistami, filozofami, społecznikami, działaczami, całą tą niegdysiejszą jego hipsterką – i wytłumaczyć, jak to jest porzucić ideały. To mogłaby być dolegliwa kara.

Marek Twaróg