Marek, wspomnienie

Od wielu lat w gronie redaktorów – seniorów spotykamy się raz do roku w wigilijnym nastroju, by powspominać stare czasy wspólnej dziennikarskiej drogi.
Na ostatnim spotkaniu już Marka z nami nie było.

Choroba nie pozwoliła mu opuścić mieszkania. Przeczuwaliśmy, że nie jest to dobry znak. Nie minęło wiele tygodni i los zrobił swoje. Przy naszym wigilijnym stole pozostało kolejne, niestety, puste miejsce.

Żegnamy dziś z żalem, ze smutkiem naszego redakcyjnego kolegę, przyjaciela, który na łamach „Trybuny Robotniczej”, potem „Śląskiej” przez długie lata dzielił się z Czytelnikami swoją wiedzą i życiową pasją.

Świat muzyki nie miał dla niego tajemnic. Imponował tym nieogarniętym zasobem wiedzy na temat muzyki, opery. Był wybitny w tej dziedzinie.

Relacjonował bieżące wydarzenia kulturalne w regionie. Razem z takimi ówczesnymi autorytetami dziennikarstwa jak red. Irena Sławińska i red. Maria Podolska, tworzył Marek Dział Kulturalny gazety.

Był, jak o nim mówiliśmy, chodzącą encyklopedią, do której niestrudzenie dopisywał nowe hasła.

Otaczał się ogromną ilością książek, a jego rodowód, jego lwowskie korzenie stały się wielką współistniejącą z muzyką pasją.

Dziadek Marka był perkusistą Opery Lwowskiej.

Marek zaś wychowywał się w kamienicy, w której mieszkali artyści Opery Śląskiej. To środowisko wywarło duży wpływ na jego drogę zawodową.

W latach PRL-u tylko Marek pisał o lwowskich korzeniach Opery Śląskiej.

Nie było wtedy żadnych opracowań, ale byli ludzie, od których czerpał wiedzę.

Dziś – jak mówił – są książki, ale nie ma już tych ludzi.

Marek ukończył Szkołę Muzyczną w Bytomiu, lecz ani wiolonczela, ani fortepian, czy skrzypce nie stały się jego przeznaczeniem.

Został recenzentem teatralnym, krytykiem muzycznym, dziennikarzem.

W swoim mieszkaniu zgromadził przebogaty zbiór książek, dokumentów, map na temat Lwowa.

Zastanawiamy się dziś w gronie jego znajomych i przyjaciół jak ta swoista prywatna biblioteka zostanie zagospodarowana z pożytkiem dla potomnych.

Marek był skarbnicą anegdot z dziedziny muzyki, ale sam nie był „anegdotyczny.” Zawsze rzeczowy, spokojny, opanowany, niekonfliktowy o dużej kulturze osobistej. Wyróżniał się tymi cechami w redakcyjnym, codziennym galopie.

Jego teksty zawsze trafiały na czas do Sekretariatu Gazety.

O jego życiu prywatnym wiedzieliśmy niewiele, ale to, co w tym życiu było najważniejsze to imponująca, troskliwa, czuła miłość do Matki.

Otaczał ją opieką do ostatnich dni, a dziś spocznie obok niej tak blisko i na zawsze. Żegnaj Marku, pozostaniesz w naszych wspomnieniach.

*     *     *

Pogrzeb red. Marka Brzeźniaka odbędzie się w poniedziałek 9. lutego 2026 r.  o godz.12.00 w Bytomiu na cmentarzu przy u. Piekarskiej 99.