Jarosław Bińczyk z łódzkiego oddziału „GW” jesienią ub.r. złożył przeciwko Agorze pozew o wynagrodzenie za przepracowane nadgodziny (jako dziennikarz sportowy pracował głównie w soboty i niedziele). Sąd Pracy w Łodzi skierował sprawę do mediacji, do których doszło w drugiej połowie kwietnia.
Według ustaleń „Press” dziennikarzowi za odstąpienie od połowy roszczeń wydawca zaproponował dalszą współpracę (1,5 tys. zł miesięcznie) lub odprawę w wysokości czterech pensji. Odmówił. Domaga się wypłaty za nadgodziny za trzy lata, w mediacji był gotów zrezygnować z 20 proc. żądanej kwoty.
W czwartek (29 kwietnia) przez szefową łódzkiej redakcji Joannę Żarnoch-Chudzińską został oddelegowany na trzy miesiące do serwisu Odeszli.pl, gdzie ma pisać wspomnienia o zmarłych.
– Potwierdzam, że zostałem oddelegowany do Odeszli.pl. Ponieważ pozostaję w sporze sądowym z pracodawcą, nie chcę tego komentować – mówi Bińczyk, który do „GW” pisze od 30 lat, a etatowym pracownikiem Agory jest od 1993 roku.
Wydawca nie odnosi się do sprawy. – Szczegóły relacji pracownik-pracodawca są wewnętrznymi sprawami firmy. Wszystkie działania podejmowane przez Agorę są zgodne z kodeksem pracy – odpowiada Agata Staniszewska, zastępca dyrektora ds. komunikacji korporacyjnej w Agorze.
We wrześniu „Gazeta Wyborcza” rozstała się z dziennikarzami sportowymi zatrudnionymi w lokalnych oddziałach. Bińczyk uniknął zwolnienia, bo był wtedy w szpitalu. Po chorobie do pracy w dzienniku wrócił w marcu, ale wziął urlop, a potem zachorował na COVID-19.