Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

08-10-2010, 18:40

Dziennikarze podsłuchiwani. “To jest jakiś Matrix”  »

Newsweek.pl
fg
08-10-2010

ABW i CBA w latach 2005-2007 podsłuchiwały znanych dziennikarzy, m.in. Monikę Olejnik, Bertolda Kittla i Andrzeja Stankiewicza. - To jakiś kompletny matrix. Musimy zabiezpieczyć się na przyszłość – komentują zainteresowani.

Według “Gazety Wyborczej” obie służby zbierały dane na temat rozmów co najmniej dziesięciorga dziennikarzy. Chodziło m. in. o Monikę Olejnik (TVN 24 i Radio ZET), Cezarego Gmyza (“Rzeczpospolita”), Bogdana Wróblewskiego (“Gazeta Wyborcza”), Macieja Dudę (“Rzeczpospolita”, “Newsweek”), Andrzeja Stankiewicza (“Newsweek”) i Bertolda Kittela (“Rzeczpospolita”). Służby sięgały do historii połączeń. Chciały m.in. ujawnić źródła informacji dziennikarzy, krytykujących poczynania rządu PiS. W przypadku Andrzeja Stankiewicza jego połączenia były kontrolowane latem 2007 r., w związku z aferą gruntową.

Spytaliśmy zainteresowanych, co na temat podsłuchów sądzą. 
- To jakiś matrix. Ziobro przygotował aferę gruntową, Ziobro doprowadził do przecieku w tej sprawie, a źródeł przecieku szukał w moim telefonie. To żałosne - mówi nasz dziennikarz Andrzej Stankiewicz.  – Panie Ziobro, mam dla pana ofertę. Jeśli podniecają pana moje billlingi, to chętnie je panu dam - nowsze i starsze. Niech pan dzwoni, przecież zna pan mój numer. Panie Zbyszku, pan się nie boi!

Bertold Kittel (dziś TVN, wtedy “Rzeczpospolita”) dodaje: – Mamy kolejny dowód na to, że służby podsłuchują dziennikarzy i nie tylko dziennikarzy. Mam taką świadomość od dawna i od dawna zabezpieczam się przed możliwością namierzania źródeł, z którymi rozmawiam, pozyskując informacje. Jest to pracochłonne i kosztowne, dlatego obawiam się, czy dziennikarze z mniejszych redakcji są w stanie bezpiecznie i anonimowo wykonywać swoją pracę. To musi natychmiast znaleźć się pod kontrolą sądu, bo uważam, że takie rzeczy mogą się dziać także obecnie.

Byli szefowie CBA i ABW stanowczo zaprzeczają informacjom o podsłuchach dziennikarzy. 
- Gdy byłem szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego, wobec żadnego z wymienionych w publikacji 10 dziennikarzy, CBA nie stosowało podsłuchu. Powtarzające się co pewien czas kłamstwa w tej sprawie zostały zweryfikowane w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Zielonej Górze - napisał w specjalnym oświadczeniu Kamiński. Podkreślił, że zostało ono wszczęte w okresie rządów Platformy Obywatelskiej i umorzono je z powodu niestwierdzenia przestępstwa.

Zdecydowanie inaczej zareagował Donald Tusk. – Władza PiS chętnie podsłuchiwała, obserwowała i prowokowała. Nie dziwcie się tak. Tamta władza chętnie korzystała z tego typu narzędzi - mówił Tusk dziennikarzom w Sejmie. – Chyba wszyscy zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, że to co się kojarzy z PiS, to przede wszystkich podsłuchy i manie prześladowcze, które każą bać się dziennikarzy” – ocenił Tusk.

Całość: http://polska.newsweek.pl/dziennikarze-podsluchiwani---to-jest-jakis-matrix-,65902,1,1.html

08-10-2010, 11:22

Kasztany na placu Pigalle  »

Polityka
Piotr Pytlakowski
08-10-2010

Służby podsłuchiwały dziennikarzy

Jako jeden z wymienionych przez “Gazetę Wyborczą” dziennikarzy inwigilowanych w czasach IV RP niniejszym oświadczam, iż oczywistą oczywistością jest, że dziennikarzy nie należy podsłuchiwać.

Piotr Pytlakowski

Ba, nie należy podglądać, inwigilować, patrzeć na ręce, zaglądać do alkowy i po kryjomu czytać korespondencji żadnego obywatela, nawet jeśli przyznaje się wyłącznie do III RP, a tę czwartą kontestuje. Dodam jeszcze, że to skandaliczny skandal, haniebny zwyczaj, a moja wiedza jest tak porażająca, że nie mogę jej ujawnić.

Tak naprawdę moja wiedza o tym, kto mnie podsłuchiwał i na czyje zlecenie, jest nikła. W śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową z Zielonej Góry złożyłem zeznania jako świadek. Nie miałem pojęcia, że w gruncie rzeczy jestem osobą pokrzywdzoną i mam swoje prawa. Na przykład prawo do zapoznania się z jawną częścią akt. Większość akt śledztwa zielonogórskiej prokuratury jest co prawda tajna, podobnie jak tajne jest uzasadnienie umorzenia sprawy inwigilacji dziennikarzy, ale od czegoś trzeba przecież zacząć. Śledztwo umorzono, bo prokuratura nie stwierdziła, aby złamano prawo. Podsłuchiwano legalnie!

Czy to znaczy, że dziennikarze objęci kontrolą (minimum dziesięciu, a ilu ukryto w części niejawnej – nie wiadomo) byli o coś podejrzani, popełniali przestępstwa, należeli do jakiegoś gangu? Nie, to oznacza wyłącznie jedno – służby specjalne korzystają na potęgę z posiadanych uprawnień i obchodzą prawo. Aby kogoś podsłuchiwać, wystarczy we wniosku o zgodę sądu podać, że podejrzany numer telefonu należy do nieznanej osoby, a potrzebę inwigilacji uzasadnić odpowiednim paragrafem z kodeksu karnego. Nieznana osoba powinna być podejrzana o czyn wymieniony w katalogu kwalifikacji uprawniających do stosowania kontroli operacyjnej. To same najpoważniejsze przestępstwa i żaden sąd nie odmówi podpisania wniosku.

W przypadku dziennikarzy nie chodziło o złapanie bandytów. Dla służb istotna była wiedza, z kim się kontaktują i o czym rozmawiają. A to dowód, że służby z założenia chroniące bezpieczeństwo państwa i jego obywateli, łamią zasady tego bezpieczeństwa. Zdobywają informacje do swoich tajnych teczek, tworzą absurdalne archiwum, które za ileś tam lat może trafić do jakiegoś kolejnego Instytutu Pamięci Narodowej i być inspiracją dla nowych generacji owładniętych poczuciem misji historyków.

Od przynajmniej siedmiu lat trwają prace nad nową ustawą o pracy operacyjnej. Legislatorzy wciąż spierają się o kolejne jej wersje. Najwięcej kłopotów sprawiają im zapisy o inwigilacji. Każdy projekt natychmiast budzi sprzeciw przedstawicieli służb specjalnych. Woleliby, aby nic nie zmieniać, bo dobrze jest jak jest. Fakt, im jest z tym bardzo dobrze, bo mają pełną swobodę. Dlatego tej sprawy nie wolno zlekceważyć. A skoro prokuratura nie widzi w procederze śledzenia dziennikarzy nic zdrożnego, to może sprawą powinien zająć się Sejm.

Tylko raczej chodzi mi o nową ustawę o pracy operacyjnej, a nie nową komisję śledczą. Wezwani przez nią świadkowie wchodziliby zapewne na hasło: “Najlepsze kasztany są na placu Pigalle”. A potem już toczyłyby się obrady za zamkniętymi drzwiami. Bo wiadomo, wszystko jest tajne.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1509334,1,sluzby-podsluchiwaly-dziennikarzy.read?backTo=http://www.polityka.pl/kraj/ludzie/1521793,1,sylwetka-gromoslawa-czempinskiego.read#ixzz1g1le4zpz

07-10-2010, 21:33

“Prawda i g… prawda”  »

07-10-2010

Wydawca “Prawdy o Rudzie Śląskiej” został wezwany przez policję w charakterze podejrzanego o nielegalne wydawanie gazety… “Cała prawda o Rudzie Śląskiej”, która niedawno zadebiutowała na rudzkich ulicach. Ze strachu dzieją się z ludźmi różne rzeczy. Czasami nawet nie potrafią złożyć prawidłowego donosu.

Najmniej winni w tej bezsensownej zabawie są policjanci. Muszą reagować na każde zgłoszenie. Ale to wstyd i żenada, aby doświadczony oficer rudzkiej komendy policji, zamiast gonić bandziorów, musiał zajmować się wyjaśnianiem, która gazeta jest legalna, a która nędzną imitacją. Niedawno wydawca “Prawdy…” został wezwany na rudzką komendę policji w charakterze podejrzanego o nielegalne wydawanie “Całej prawdy…”. Takie wezwanie powinno wylądować w koszu, bo to są przecież dwa różne tytuły. Z szacunku dla policji wydawca stawił się jednak i przedstawił kwity na to, że “Prawda…” jest zarejestrowana – tak jak trzeba – w katowickim Sądzie Okręgowym. Dla wyjaśnienia warto dodać, że doniesienie na policję złożyła jedna z miejskich spółek. Ale na tym nie koniec sprawy. W kilka dni później zadebiutowała “Cała Prawda o Rudzie Śląskiej”, będąca laurką wobec obecnych władz miasta.

W związku z tym, jako wydawca i autor większości tekstów w “Prawdzie o Rudzie Śląskiej”, chciałbym się podzielić z Czytelnikami trzema refleksjami:

1) Nie mam natury i mentalności osób, które biegają za “Prawda…” jak kot z pęcherzem szukając jakiegoś haka. Nie zawracam policjantom głowy pierdołami i nie interesuje mnie konkurencja, przynajmniej nie na takim poziomie. Nie obchodzi mnie kto, po co i za czyje pieniądze wydał “Całą prawdę o Rudzie Śląskiej”. Gazetka ta nie wzbogaciła mnie duchowo, ani nawet nie dostarczyło czysto praktycznej satysfakcji, ponieważ jestem solidnie zaopatrzony w papier wiadomego użytku. Ale sam problem jest ciekawy: ktoś doniósł na policję, że “Cała prawda o Rudzie Śląskiej” jest wydawana bez wymaganej rejestracji.

2) Zupełnie niechcący zostało mi przypisane autorstwo gazetki “Cała prawda o Rudzie Śląskiej” i – przyznam szczerze – to mnie zabolało. Nie po to ponad 20 lat siedzę w tym zawodzie, aby na starość ktoś mi zarzucał, że już się do niczego nie nadaję.

3) Poinformowałem o zamieszaniu wokół “Prawdy” znajomych dziennikarzy z tabloidów, szefów organizacji dziennikarskich, do których należę, a także kilku posłów, którzy w Sejmie zajmują się sprawami samorządowymi. Nie zrobiłem tego po to, aby prosić ich o pomoc, ale żeby z troską pochylili się nad standardami życia publicznego w Rudzie Śląskiej.

Jerzy Filar

Przemysław Gluma, reporter “Super Expresu”:
- Wykorzystywanie przez władzę organów ścigania do walki z dziennikarzami godzi w wolność słowa gwarantowaną przez Konstytucję. To przykre, że w państwie prawa jesteśmy świadkami takich sytuacji. Są przecież inne metody dochodzenia swoich racji, także przez rodzime prawodawstwo gwarantowane. Można przecież wystąpić na drogę cywilną.

Igor Cieślicki, redaktor naczelny miesięcznika “Nasze Zabrze Samorządowe”:
- Trudno pochwalać takie zachowanie stosowane wobec dziennikarzy, tym bardziej, że wolność słowa jest wartością gwarantowaną przez zapisy konstytucyjne, a zawodową biblią każdego z nas jest Prawo Prasowe zgodnie, z którym mamy obowiązek postępować. Jeśli, któryś z jego punktów zostanie złamany, każdy może o swoje prawa walczyć w sądzie. Tak przynajmniej powinno dziać się w demokratycznych społecznościach, a przecież od sześciu lat Polska należy do europejskiej wspólnoty. Tymczasem media w naszym kraju, w wielu przypadkach traktuje się, jako zło konieczne.

Marcin Król, redaktor naczelny tygodnika społeczno-kulturalnego “Życie Mysłowic”:
- Nasyłanie organów ścigania na dziennikarza tylko po to, by zamknąć mu usta jest chwytem poniżej pasa. Ktoś chyba zapomniał, że media są właśnie po to, by patrzeć władzy na ręce. Kilkakrotnie doświadczyłem podobnych sytuacji w swojej karierze dziennikarskiej. Kilka lat temu, gdy pracowałem dla dziennika “Fakt” policjanci odwiedzili mnie późną nocą w mieszkaniu, aby…potwierdzić moją tożsamość i adres, bo z powodu jednej z publikacji otrzymali polecenie, aby mnie przesłuchać. Dostałem wezwanie na komisariat nazajutrz na godzinę 21. Doczekaliśmy czasów, kiedy dziennikarzy za to, że wykonują swój zawód ciąga się po prokuraturach, stawia im zarzuty, wytacza im się procesy, które ciągną się latami. W ten sposób próbuje się rujnować nasze kariery i życie rodzinne.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/1951

04-10-2010, 19:04

Po raz pierwszy kobieta ubiega się o fotel prezydenta Gliwic. To Katarzyna Lisowska  »

Dziennik Zachodni
Maria Olecha
04-10-2010

To już pewne. Katarzyna Lisowska, pracownik naukowy Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, wystartuje w wyborach na prezydenta Gliwic. Jest pierwszą kobietą w historii gliwickiego samorządu, która spróbuje zdobyć najważniejszy fotel w tym mieście.

Katarzyna Lisowska

Katarzyna Lisowska reprezentuje Komitet Wyborczy Gliwiczanie. Lista kandydatów tego komitetu została zarejestrowana w miniony piątek. W komitecie założycielskim KW Gliwiczanie znalźli się m.in.: prof. Mieczysław Chorąży, naukowiec i działacz społeczny, były żołnierz AK; Mirella Czajkowska-Turek, prezes Stowarzyszenia Gliwiczanie dla Gliwic, które kontestuje przebiegu średnicówki przez centrum miasta; Ryszard Malec, zawodowo związany z oświatą, radny w trzech kadencjach i były dyrektor biura senator Jadwigi Rudnickiej oraz Andrzej Pieczyrak, radny Rady Osiedlowej Śródmieście, redaktor naczelny Niezależnego Serwisu Informacyjnego, a prywatnie mąż Lisowskiej.

- Nasz komitet chce w nadchodzących wyborach samorządowych wprowadzić do rady miejskiej kandydatów, którzy poświęcą swój czas, wiedzę i zaangażowanie, aby przekształcić Gliwice w miasto, w którym dobrze się żyje – podkreśla Lisowska.

Jak mówi, ma nadzieję, że po listopadowych wyborach w gliwickim samorządzie będzie więcej kobiet.

- Partycypacja kobiet otwiera zupełnie nowe możliwości. Panie radzą sobie znakomicie na ważnych stanowiskach – ocenia Lisowska i podaje przykład rządzącej od czterech lat Zabrzem Małgorzaty Mańki-Szulik.

Katarzyna Lisowska jest naukowcem. Ma tytuł doktora habilitowanego. Specjalizuje się w biologii medycznej. Znana jest z zaangażowania w liczne akcje ekologiczne, m.in. ogólnokrajową kampanię na rzecz wprowadzenia zakazu upraw GMO (genetycznie modyfikowanych roślin). Jest dziennikarką obywatelską. Swoje teksty publikuje na na portalach internetowych www.wiadomosci24.pl oraz www.doorg.info, a także w lokalnym Niezależnym Serwisie Informacyjnym Gliwice. Lisowska jest mężatką i matką dwójki dzieci.

Przypomnijmy, że – oprócz Katarzyny Lisowskiej – swój start w listopadowych wyborach samorządowych na prezydenta Gliwic zapowiedzili: Aleksander Chłopek, poseł PiS i Marek Widuch, szef gliwickich struktur SLD. Gliwicka PO wystawiła Zbigniewa Wygodę, który w ubiegłym roku był pełnomocnikiem komitetu referendalnego próbującego odwołać prezydenta miasta i Radę Miejską. O reelekcję będzie się także starał Zygmunt Frankiewicz, który rządzi miastem nieprzerwanie od 17 lat.

Całość: http://gliwice.naszemiasto.pl/artykul/599446,po-raz-pierwszy-kobieta-ubiega-sie-o-fotel-prezydenta,id,t.html

01-10-2010, 18:37

Chorzowianie nagrodzeni w konkursie fotograficznym National Geographic  »

chorzow.naszemiasto.pl
ZAL
01-10-2010

Dwaj mieszkańcy Chorzowa nagrodzeni w Wielkim Konkursie Fotograficznym National Geographic Polska.

W 6. edycji Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic Polska jury oceniło ponad 48 tysięcy zdjęć.

Zwycięskie fotografie trafiły na łamy październikowego wydania National Geographic Polska. Wśród nich znalazły się zdjęcia dwóch Chorzowian: “Cisza” Marcina Kucharskiego i “Gdańsk nocą” Radosława Dybała.

Wręczenie nagród nastąpiło podczas uroczystej Gali Finałowej, która odbyła się 30 września 2010 r. w Teatrze Capitol w Warszawie.

Zdjęcie Marcina Kucharskiego “Cisza” otrzymało wyróżnienie w kategorii KRAJOBRAZ.

Autor tymi słowami opisuje zdjęcie:
“Wspinaczka przez las powykręcanych sosen zawiodła mnie na przełęcz. Mosuo znad jeziora  Lugu wolą wiosłować niż włóczyć się po górach. Ja chciałem zobaczyć ich świat z innej perspektywy. Tam w dole, na niezmąconej tafli wody, spało stado łodzi. Zdjęcie powstało w Chinach na granicy prowincji Syczuan i Junnan w 2009 r.”

"Gdańsk nocą" w obiektywie Radosława Dybała

Zdjęcie Radosława Dybała “Gdańsk nocą” otrzymało wyróżnienie w kategorii PEJZAŻ POLSKI.

Autor tymi słowami opisuje zdjęcie:
“Gdańsk, 1 sierpnia 2010 r. Lśniąca światłem panorama gdańskiej Starówki z pięknym żurawiem, delikatnie mieniąca się swym odbiciem w Motławie, zachęcała do uwiecznienia na matrycy. Ujęcie to oddaje niepowtarzalną atmosferę miasta.”

Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic Polska to już tradycja wśród miłośników fotografii. Począwszy od 1.edycji (2005 r.) konkurs cieszy się ogromnym zainteresowaniem. W ciągu minionych 6 lat do redakcji miesięcznika nadesłano blisko 300 tysięcy fotografii, co czyni konkurs największym i najpopularniejszym wydarzeniem tego typu w Polsce. Jury 6. edycji Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic Polska obradowało 13 września br. Prace konkursowe przyjmowano od 1.06 do 31.08 2010 r.

Tegoroczna edycja konkursu została objęta honorowy patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Partnerem 6. edycji konkursu i fundatorem nagród jest Panasonic Polska. Podobnie jak w roku ubiegłym, również w tym roku fotografie można było nadsyłać wyłącznie drogą elektroniczną, poprzez serwis społecznościowy Lumisfera.pl.

Całość: http://chorzow.naszemiasto.pl/artykul/galeria/596694,chorzowianie-nagrodzeni-w-konkursie-fotograficznym-national,id,t.html

01-10-2010, 12:29

Jest nowy naczelny  »

gazetacodzienna.pl
GL
01-10-2010

Tomasz Wolff, pełniący obecnie obowiązki redaktora naczelnego “Głosu Ludu” – od czasu, kiedy 1 lipca rezygnację ze stanowiska złożył Wojciech Trzcionka, obejmie od 1 stycznia 2011 roku oficjalnie stanowiska szefa gazety. Zadecydowała o tym Rada Kongresu Polaków.

Tomasz Wolff

- Wcześniej spośród sześciorga kandydatów na stanowisko redaktora naczelnego “Głosu” wybierała siedmioosobowa komisja, której członków wytypowały Rada KP oraz Rada Przedstawicieli – powiedział nam prezes Kongresu, Józef Szymeczek. – Teraz musiała decyzję komisji potwierdzić Rada Kongresu.

Jak poinformował nas prezes Szymeczek, wybór szefa “Głosu” był jedynym punktem nadzwyczajnego posiedzenia. Nie dyskutowano, na przykład, o trudnej sytuacji finansowej gazety. – O tym i o wielu innych aktualnych sprawach będzie mowa na październikowym spotkaniu Rady Kongresu Polaków.

Tomasz Wolff ma 36 lat, jest dziennikarzem od 12 lat. Zanim 1 lutego 2008 roku przyszedł do redakcji “Głosu Ludu” pracował w “Trybunie Śląskiej” oraz “Dzienniku Zachodnim”, tym ostatnim tytule najpierw jako dziennikarz, później jako dziennikarz i wydawca. Współpracował także z innymi dziennikami oraz stacjami radiowymi.

Jest żonaty. Żona Joanna jest polonistką, mają dwójkę dzieci – 7-letnią Maję i 5-miesięcznego Maksymiliana. Rodzina mieszka w Jaworzu.

Całość: http://www.gazetacodzienna.pl/index.php?p=wwiad&id=4442