Poruszyła mnie i ucieszyła informacja o powstaniu internetowej Telewizji Zagłębie. Każda inicjatywa zza Brynicy porusza mnie i cieszy, bo kocham tamten region, jego kulturę oraz pracowitych mieszkańców.
Smuci mnie każdy przejaw dyskryminacji, jakiej doznają Zagłębiacy od mafii śląskiej, która rozsiadła się w salonach władzy i okrutnie mści się za wszystkie te lata, gdy tłumy butnych sosnowiczan rzekomo sprawowały władzę w Katowicach.
Co było, minęło, przyszedł czas wyrównania rachunków. Zagłębie Dąbrowskie powołało już własne organizacje krzewienia kultury rodzimej, własne instytuty badawcze do zgłębiania miejscowej tożsamości – teraz przyszedł czas na rodzimą telewizję. Na razie internetową, ale kto wie…
TV Zagłębie to również reakcja zdrowych sił na denerwujące praktyki telewizji publicznej oraz prywatnej TVS, które pokazują wyłącznie zagłębiowskie patologie, za to zagłębiowskie imprezy kulturalne jednomyślnie bojkotują. Tak przynajmniej wynika z deklaracji programowej ojca założyciela TVZ, która to instytucja ma odkłamać załgany wizerunek regionu. Telewizje internetowe rozwijają się żywiołowo, jest to skuteczne narzędzie podsycania lokalnej tożsamości, nielimitowane koncesjami czy gigantycznymi kosztami nadawania. Zajrzałem więc na wskazaną stronę z nieposkromioną ciekawością, tym bardziej że buńczuczne zapowiedzi twórców TVZ zwiastowały mocne uderzenie. Pokusiło mnie, by zweryfikować te deklaracje z rzeczywistością.
Pierwsze wrażenie – co stwierdzam bez sarkazmu! – jest bardzo pozytywne. Witryna została dobrze zaprojektowana, jest przejrzysta, ciekawa plastycznie, także dzięki swej prostocie. Jakość techniczna materiałów filmowych zaskakująco dobra, można je oglądać w jakości HD na poziomie, którego nie powstydziłyby się profesjonalne portale dużych stacji. To bezsprzecznie wielki plus serwisu – ale, niestety, jedyny.
Po otwarciu kolejnych tematów zaczynają się schody, po oczach bije brak elementarnego warsztatu, dominuje amatorszczyzna, w której seplenienie reportera jest najdrobniejszym z grzechów. Niektóre dziennikarskie materiały wskazują, że autor pobierał lekcje polskiego raczej w Zakładzie Karnym Wojkowice niż w Liceum im. Staszica. Całkiem jak w pamiętnym skeczu z kabaretu Dudek: “Chamstwu należy siem przeciwstawiać godnościom i kulturom osobistom”.
Facet, który nie ma zielonego pojęcia o dykcji i zasadach interpretacji tekstu, bez skrępowania pełni funkcję lektora, co niejednemu materiałowi nadaje niezamierzony wymiar komiczny. Podobnie wygląda warsztat filmowy: zasady kompozycji kadru, podstawowe reguły montażu, a nawet sztuka ustawiania ostrości to w TVZ pojęcia egzotyczne, ulokowane gdzieś pomiędzy filozofią konfucjańską a fizyką kwantową. Znam wielu usługodawców z branży “wideorejestracja”, którzy w zestawieniu z tym produktem mogliby uchodzić za Spielbergów.
Na Śląsku zawsze obowiązywała reguła: jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz. Czyli miej pokorę wobec własnej niekompetencji, bierz się tylko za to, co umiesz, nie wystawiaj się na pośmiewisko. Telewizje internetowe rzadko są ostoją zawodowstwa – zwykle dzieli je od kablówek taki sam dystans, jak kablówki od stacji regionalnych, a te od dużych, ogólnopolskich sieci. Jednak istnieje granica śmieszności, poza którą nie warto wystawiać twarzy – a zespół TVZ daleko się na to pole zapędził. Podziwiam ludzi, którzy nie mają zahamowań: kupują sobie telefon z funkcją kamery i od razu uznają się za operatorów filmowych, a już dziennikarzem telewizyjnym zostać mogą nawet bez telefonu.
O, wiekopomna pieśni (Jerzy Stuhr, “Śpiewać każdy może”, 1977): Stoję przy mikrofonie/niech mnie który przegoni/różne sceny, brygady/już nie dadzą mi rady/bo ja się wcale nie chwalę/ja po prostu niestety mam talent. Można dodać: bo ja jestem z Zagłębia.