Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

14-02-2012, 18:11

Ciężkie jest życie dziennikarza. Szczególnie tego z mediów lokalnych  »

Wiadomości24.pl
Józef Komarewicz
14-02-2012

Od dawna największym problemem środowiska dziennikarskiego jest to, że nikt dziennikarzy odpowiednio nie chroni. Szczególnie tych z mediów lokalnych.

Długo nosiłem się z zamiarem napisania o tym kilku słów. Sprowokowało mnie do podniesienia przyłbicy zjawisko coraz częstszej likwidacji mediów na polskiej prowincji. Sytuacja dziennikarzy z redakcji likwidowanych pism, czy zwalnianych przez właścicieli-nuworyszy, nie jest do pozazdroszczenia. Przez lata niektórzy zwalniani dziennikarze nie mają pracy. W najgorszych przypadkach zmieniają zawód, który z oddaniem wykonywali. Kiedy znajdują się już na skraju przepaści, zapominają o nich VIP-owcy, budzący o piątej nad ranem biednych żurnalistów, aby tylko poczytne zrobili z nimi wywiady, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych.

Przypominam sobie wynurzenia pewnego polonijnego radiowca ze Stanów Zjednoczonych, który pomagał w Stanach pewnemu ważnemu samorządowcowi, gdy ten wizytował Amerykę. Samorządowiec obiecywał wówczas, że będzie służył polonijnemu radiowcowi, jak ten pojawi się tylko w macierzy. Pech chciał, że polonijny dziennikarz wrócił do Polski. Pamiętając obietnice gościa z Polski, radiowiec zatelefonował do niego. Za pierwszym razem odebrał telefon, ale za następnym, samorządowiec z Podkarpacia zaczął cierpieć na amnezję. Podobnych przykładów w Polsce można mnożyć setki.

Życie w lokalnych mediach nie należy do wesołych. Po pierwsze wydawcy prowincjonalnych czasopism mało się znają na żurnalistyce i gatunkach dziennikarskich – jak na przykład reportaż, czy dobrze skrojony artykuł publicystyczny. Przed oczyma mam pewien tygodnik lokalny z południa Polski, gdzie królują artykuły żywcem przepisywane z Internetu. Nie wspominam już o niektórych pismach sublokalnych, czyli tzw. gazetkach gminnych (określenie zaczerpnięte z wypowiedzi różnych wójtów), ociekających “wazeliną” i dytyrambami, szczególnie jak za redagowanie tych czasopism biorą się nauczycielki i harcerki w jednej osobie.

Tak więc dziennikarzom z prowincjonalnych pism nie pozostaje nic innego jak pogoń za dziurami w jezdni, w najgorszym wypadku wykonanie zdjęcia młodej parze, za opublikowanie którego najwyżej mogą dostać 10 zł. Czasem życie dziennikarskie na prowincji urozmaicają redakcyjne pomysły właścicieli lokalnych mediów (albo sklepikarzy, albo przedsiębiorców) we wdrażaniu w swojej redakcji modnego dziennikarstwa śledczego. No i na co taki dziennikarz śledczy mógłby w takiej prowincjonalnej redakcji liczyć? Na pewno, gdyby tak doszło do jakichś “sądowych przygód”, dziennikarski śledczy nie mógłby liczyć na wsparcie właściciela medium. A tak na co dzień? Na pewno nie mógłby liczyć na wysokie apanaże, bo w mediach lokalnych często się zdarza, że za artykuły publicystyczne płacą po kilkadziesiąt złotych. A przy takich śledczych materiałach dziennikarskich trzeba się nabiegać i po parę tygodni…

Najzabawniejsze jest to, że dziennikarze lokalni nie mają co liczyć na pomoc stowarzyszeń dziennikarskich. Mamy w Polsce mocne lobby pielęgniarek, lobby nauczycieli, lobby kolejarzy, ale czy ktoś słyszał o mocnym lobby dziennikarzy i to bez różnicy, czy pracują w Polsce “A”, Polsce “B”, Polsce “C”, Polsce “D”, czy na “Ścianie Wschodniej”?

Józef Komarewicz

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/ciezkie_jest_zycie_dziennikarza_szczegolnie_tego_z_mediow_225308.html

14-02-2012, 12:30

Kamil Durczok: Racja była po stronie Kolendy-Zaleskiej  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
14-02-2012

- Kasia prowadziła bardzo emocjonalną rozmowę, ale argumenty i racja były po jej stronie – mówi Kamil Durczok o wywiadzie Kolendy-Zaleskiej z Krzysztofem Rutkowskim. Szef “Faktów” TVN w rozmowie z Wirtualnemedia.pl zapowiada rewolucyjne zmiany w programie.

Rozmowa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej z Krzysztofem Rutkowskim w “Faktach po faktach” z 4 lutego br., w której dziennikarka zarzuciła mu “poszedł na układ z tabloidem”, żeby wykonać na matce Madzi “publiczny lincz”, wzbudziła dużo emocje wśród widzów. Cześć z nich domagało się ukarania dziennikarki, a nawet jej zwolnienia, zaś Rada Etyki Mediów oceniła, że naruszyła ona zasady obiektywizmu oraz pierwszeństwa dobra odbiorcy.

Kamil Durczok

Zdaniem Kamila Durczoka, szefa “Faktów” TVN, racja była jednak po stronie dziennikarki. -  Im dalej od tego wywiadu i im więcej pojawia się faktów dotyczących działalności Krzysztofa Rutkowskiego, tym bardziej widać, że brak etyki w tym co robił, wytyka Mu nawet własne środowisko – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Durczok, przyznając jednocześnie, że emocji w tym wywiadzie mogło być chwilami za dużo. – Myślę, że Kasia ma świadomość, w których miejscach tej rozmowy popełniła błędy – dodaje.

W rozmowie z nami szef “Faktów” TVN ujawnia, jakie zmiany czekają serwis w najbliższych miesiącach. W marcu br. program przeniesie się do studia wirtualnego. – “Fakty” będą wyglądały w sposób zbliżony do tych, które realizowaliśmy z okazji inauguracji Polskiej Prezydencji w UE 1 lipca ub.r. - opowiada Durczok.

Emisja ze studia wirtualnego będzie miała jednak tylko charakter tymczasowy i wynika z remontu newsroomu TVN 24, w którym powstanie zupełnie nowe studio dla “Faktów”. – “Fakty” pojawią się w zupełnie innej scenografii, w zupełnie nowym wydaniu. Mam nadzieję, że będziemy po raz kolejny raz mogli powiedzieć, że zmiana jest rewolucyjna i jest to jakość na polskim rynku niespotykana - podkreśla Kamil Durczok.

Wraz z nowym studiem program otrzyma też nową oprawę graficzną i muzyczną oraz czołówkę. -  To będzie coś, co trochę będzie odbiegało od powszechnych stosowanych zabiegów stylistycznych w tej materii - zdradza portalowi Wirtualnemedia.pl szef serwisu TVN. Termin, kiedy to nastąpią te zmiany, nie został jeszcze określony,

Od października ub.r. “Fakty” pozostają najpopularniejszym wieczornym dziennikiem, regularnie wyprzedzając w średniej oglądalności miesięcznej “Wiadomości” TVP1. - Mamy konsekwentną linię programową, świetny zespół i robimy swoje, co zyskuje uznanie widzów - tak sukces ten tłumaczy Durczok.

Z Kamilem Durczokiem, szefem “Faktów” TVN, rozmawiamy m.in. o budzącym emocje wywiadzie Katarzyny Kolendy-Zaleskiej z Krzysztofem Rutkowskim, zmianach jakie czekają “Fakty” w najbliższym czasie oraz przewadze serwisu w oglądalności nad “Wiadomościami”.

Patryk Pallus: Sporo emocji budzi niedawna rozmowa Katarzyna Kolendy-Zaleskiej z detektywem Krzysztofem Rutkowskim. Niektórzy widzowie żądają nawet zwolnienia dziennikarki, zaś Rada Etyki Mediów oceniła, że naruszyła ona zasady obiektywizmu oraz pierwszeństwa dobra odbiorcy. Jak Pan ocenia tę sprawę?

Kamil Durczok: Kasia rzeczywiście prowadziła bardzo emocjonalną rozmowę, ale argumenty i racja były po jej stronie. Im dalej od tego wywiadu i im więcej pojawia się faktów dotyczących działalności Krzysztofa Rutkowskiego, tym bardziej widać, że brak etyki w tym, co robił, wytyka mu nawet własne środowisko. Chwilami może rzeczywiście tych emocji w rozmowie było za dużo, ale z drugiej strony tych wszystkich, którzy dziś są tak mądrzy i udzielają kategorycznych rad Kasi, także kolegów dziennikarzy, chciałbym widzieć raz w życiu, jak zachowaliby się w takiej sytuacji. Rozmawiając w studiu na temat tak emocjonalny, dotyczący sprawy, którą przeżywają wszyscy w Polsce. Sądzę, że odpadliby w drugiej minucie.

Myślę, że Kasia ma świadomość, w których miejscach tej rozmowy popełniła błędy. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, jakimi argumentami się posługiwała w zasadniczej części rozmowy i czy były one słuszne czy nie, a dopiero potem oceniać poziom jej emocji.

Katarzyna Kolenda-Zaleska pozostanie prowadzącą “Fakty po Faktach”?

Nie ja jestem szefem TVN24, ale gdyby ktoś mnie pytał o zdanie, to nie widzę powodu by miała przestać robić to, co robi.

Przejdźmy do tematu zmian w “Faktach”. Niebawem przechodzą one na okres remontu newsroomu TVN 24 do studia wirtualnego. Kiedy nastąpi ta przeprowadzka i jak program będzie wtedy realizowany?

“Fakty” będą wyglądały w sposób zbliżony do tych, które realizowaliśmy z okazji inauguracji Polskiej Prezydencji w UE 1 lipca ub.r. Mamy wirtualne studio, które testujemy i które TVN 24 stosuje od dawna. Prawdopodobny termin przeniesienia “Faktów” do tego studia to marzec. Nie powiem na razie, czy będzie to pierwsza połowa, czy druga, bo czekają nas jeszcze próby. Wystartujemy, jak będziemy gotowi.

Do kiedy “Fakty” stamtąd będą nadawane?

Będziemy w studiu wirtualnym do momentu, gdy skończymy prace nad nowym wyglądem  głównego studia. Nie podejmę się odpowiedzi, jak długo to potrwa. Pracuje nad tym spory zespół ludzi pod kierownictwem Adama Pieczyńskiego i zależy to od wielu czynników. Jeśli studio ma być porządnie zrobione, to wymaga to trochę czasu.

Jak serwis będzie wyglądał po powrocie do newsroomu?

“Fakty” pojawią się w zupełnie innej scenografii, w zupełnie nowym wydaniu. Mam nadzieję, że będziemy po raz kolejny raz mogli powiedzieć, że zmiana jest rewolucyjna i jest to jakość na polskim rynku niespotykana. Więcej powiedzieć nie mogę, bo to prace objęte całkowitą tajemnicą.

Swego czasu przymierzali się Państwo do stałej emisji “Faktów” ze studia wirtualnego, ale program otrzyma jednak nowe studio z prawdziwą scenografią. To rozwiązanie jest lepsze od studia wirtualnego?

To kwestia gustu. Choć po kilku próbach i przymiarkach do studia wirtualnego, myślę, że przynajmniej jest to rozwiązanie porównywalne – to jednak pozostaję zwolennikiem prowadzenia programu w realnej rzeczywistości. “Fakty” to serwis, którego jedną z głównych i najistotniejszych cech jest konkretność i jasne stawianie spraw. Do takiego charakteru programu bardziej pasuje scenografia realna niż wirtualna, chociaż znajdzie pan z pewnością zwolenników przeciwnego zdania.

Wraz z nowym studiem “Fakty” otrzymają też nową czołówkę, oprawę graficzną i muzyczną?

Tak. To będą całkowicie nowe, choć dziennikarsko doskonale widzom znane, “Fakty”.

Nad nową oprawą serwisu pracują graficy TVN czy firma zewnętrzna?

Też nie mogę nic powiedzieć na ten temat. Zdradzę jedynie, że to będzie coś, co trochę będzie odbiegało od powszechnych stosowanych zabiegów stylistycznych w tej materii.

Na czas emisji ze studia wirtualnego oprawa pozostanie bez zmian?

Ona zostanie poddana drobnemu liftingowi. Pozostaną jednak najmocniejsze elementy scenografii “Faktów”. Będzie też kilka nowych elementów, które będziemy chcieli wprowadzić, korzystając z technologii wirtualnej. Do tej pory nasz telebim limitował np. liczbę wyświetlanych okienek z reporterami do czterech, studio wirtualne takich ograniczeń nie ma.

Od dwóch tygodni “Fakty” weekendy nie są już prowadzone w parach, dlaczego?

Podjęliśmy decyzję o rezygnacji z par, dlatego że cześć osób tworzących “Fakty” jest zaangażowana w pracę nad nową odsłoną programu. Innych zmian w zespole nie będzie. Skład prezenterów i reporterów to jeden z najmocniejszych punktów “Faktów”.

W tym roku czeka nas niezwykle ważne wydarzenie – Polska po raz pierwszym będzie gospodarzem mistrzostw Europy w piłce nożnej. Jak “Fakty” relacjonować będą tę imprezę?

Fakt, że prawa do Euro 2012 ma Telewizja Polska determinuje to, w jaki sposób my się możemy zajmować Euro. Będziemy pokazywać to, co się dzieje wokół tej gigantycznej imprezy. Zakładamy, że będą wydania wyjazdowe “Faktów”, bo przecież Euro to nie tylko Warszawa, ale też cztery inne miasta.

Od czterech miesięcy “Fakty” pokonują w średniej oglądalności “Wiadomości”. W czym Pan upatruje ten sukces? W sile “Faktów” czy słabości “Wiadomości”, w których ostatnio dwukrotnie zmieniano szefów, a program pod koniec ub.r. miał niższy budżet niż wcześniej?

Mam na uwadze to, że koledzy z “Wiadomości” przez ostatnie miesiące zajmowali się kopiowaniem naszych pomysłów, co było mocno żenujące. Mam dużą nadzieję, że nowy szef “Wiadomości” Piotr Kraśko – z którym wspólnie kiedyś pracowaliśmy, znamy się od lata, którego lubię i szanuję – z tą praktyką skończy i wreszcie będzie mógł robić coś oryginalnego i na własny rachunek.

Rosnąca oglądalność “Faktów” świadczy o tym, że to my idziemy do przodu, a nie konkurencja. Mamy konsekwentną linię programową, świetny zespół i robimy swoje, co zyskuje uznanie widzów. Jasne, że lepiej mieć słabszego rywala niż mocniejszego, ale to nie zmienia faktu, że tych chętnych do walki z nami jest kilku. A jednak to my osiągamy zakładane wyniki. Proszę zwrócić uwagę, że oglądalność “Faktów” jest wyższa mimo, że zasięg TVN jest niższy, a już od dawna utrzymuje się stała przewaga “Faktów” nad “Wiadomości” pod względem udziału w rynku. To też istotny wskaźnik. Właśnie na jego wzrost umawiałem się z Prezesem Piotrem Walterem przychodząc sześć lat temu do TVN.

“Wiadomości” od odświeżenia w lutym ub.r. są prowadzone codziennie na stojąco, prezenterzy pozostałych serwisy, w tym “Faktów”, siedzą. To też skopiowany pomysł?

Gdy ”Wiadomości” były prezentowane na siedząco, to my mieliśmy za sobą wiele wydań prowadzonych na stojąco spod telebimu. Jeśli ktoś uważa, że postawienie na placu Powstańców Warszawy wielkiego ekranu, przy którym stoi prowadzący “Wiadomości”, to jego własny pomysł, to gratuluję oryginalności.

 

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kamil-durczok-racja-byla-po-stronie-kolendy-zaleskiej

12-02-2012, 18:59

10-lecie akcji Narty nie na żarty  »

Polskie Radio Katowice
12-02-2012

Narty nie na żarty

Już od dziesięciu lat bawimy się na beskidzkich stokach. Tym razem z naszymi słuchaczami na stoku jeździł także prezydent Bronisław Komorowski.

Zimowa akcja Radia Katowice, Narty nie na żarty, doczekała się jubileuszu i cały czas cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem słuchaczy. Spotykamy się, jak zawsze, w weekendy w ośrodkach narciarskich, by razem korzystać z uroków zimowych sportów. Na stoku Cieńkowa udało nam się spotkać prezydenta Bronisława Komorowskiego, który powiedział naszej reporterce, Agnieszce Strzemińskiej, że narciarstwo to jego ulubiony sport.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=22578&tx_ttnews[backPid] =66&cHash=59127ae887

12-02-2012, 18:32

Rozdano nagrody TPP 2012  »

Tychy Press Photo
12-02-2012

Marcin Bajor (najlepszy fotoreportaż), Artur Pławski (najlepszy fotoreportaż wykonany w Tychach) i Marek Steczek (najlepsza fotografia) zostali laureatami konkursu TPP 2012 i w sobotę, 11 lutego, odebrali nagrody (po 1000 zł) podczas wernisażu w Galerii Obok.

Jurorzy oceniają prace konkursowe Tychy Press Photo 2012

Na konkurs 36 autorów nadesłało 290 prac. Przewodniczącym jury był Józef Wolny, szef działu foto tygodnika Gość Niedzielny. W jury znaleźli się też: Rafał Klimkiewicz (szef agencji fotograficznej Edytor, laureat Grand Prix Konkursu Polskiej Fotografii Prasowej), Dominik Gajda (fotoreporter i pomysłodawca TPP) oraz Łukasz Pudełko – kierownik Galerii Obok. Jurorzy na wystawę wybrali 63 zdjęcia. 

Po wernisażu odbył się slide show na sali widowiskowej Teatru Małego,  swoje fotografie pokazał gość specjalny imprezy – Tomasz Jodłowski. Wystawa potrwa do 15 marca.

Całość: http://www.tychypressphoto.pl

11-02-2012, 22:46

Pierwszy Bal Bardzo Medialny  »

Polskie Radio Katowice
11-02-2012

W Gliwicach przedstawiciele śląskich mediów wzięli udział w charytatywnym balu pod nazwą “Pierwszy Bal Bardzo Medialny”.   

- Poza karnawałową zabawą, w czasie spotkania odbyła się także zbiórka pieniędzy na rzecz trzyletniego mieszkańca Zabrza  - powiedziała Marlena Polok-Kin, jedna z organizatorek balu.

- Dobrze byłoby gdyby “Pierwszy Bal Bardzo Medialny” okazał się także początkiem nowej tradycji ludzi mediów z naszego regionu - dodała organizatorka balu.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=94&tx_ttnews[tt_news]=22543&tx_ttnews[backPid] =14&cHash=67e8ca1390

11-02-2012, 17:27

Fotograf Tomasz Lazar odkryciem World Press Photo  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
11-02-2012

Dwóch Polaków triumfowało w piątek w konkursie World Press Photo. Do wielokrotnie nagradzanego Tomasza Gudzowatego dołączył Tomasz Lazar. Za zdjęcia przedstawiające nowojorskie protesty Occupy Wall Street zdobył drugą nagrodę w kategorii “People in the News”. 

Tomasz Lazar

Na World Press Photo nadesłano bardzo wiele zdjęć dokumentujących protesty, które trwają w Zuccotti Park w Nowym Jorku. Zdaniem jurorów to właśnie fotografia Tomasz Lazara należała do najlepszych. “To zdjęcie do nas krzyczy” – podkreślała jurorka Nina Berman.

Nowojorczycy wyszli na ulicę w połowie września 2011 roku, aby okupować Wall Street – finansowe centrum miasta. Demonstranci określają się jako inicjatywa “99 procent”, czyli “99 proc. społeczeństwa, która nie może dłużej tolerować chciwości i korupcji ze strony pozostałego 1 procenta”.

“Miałem na pewno dużo szczęścia. Byłem w odpowiednim miejscu o właściwym czasie. Bardzo się cieszę, że mogłem to wydarzenie dokumentować. Gdy się o nim dowiedziałem, byłem pewien, że będzie to wydarzenie na miarę światową – bunt klasy niższej przeciwko klasie wyższej” – powiedział Tomasz Lazar.

Manifestacja w Harlemie - 2. miejsce w kategorii "Ludzie i wydarzenia" World Press Photo 2012

Nagrodzone zdjęcie wykonane zostało 21 października, w samym środku nowojorskich zamieszek i przedstawia dziewczynę, która krzyczy zza barierki ustawionej przez policję. Na jej twarzy rysują się bardzo silne emocje.

“Stałem od niej nie dalej niż metr. Podszedłem do barierki i wychyliłem się do granic możliwości. Chciałem się znaleźć jak najbliżej tej dziewczyny, ale nie na tyle blisko, żeby zwróciło to uwagę policji. Oni byli bardzo wrażliwi na tym punkcie. Jeden z fotografów za moimi plecami został zresztą aresztowany. Nie wiem, za co. Gdy się odwróciłem już trzech agentów policji w marynarkach prowadziło go do radiowozu. Starałem się zrobić jak najmocniejsze zdjęcie, ale jak najdyskretniej” – wspomina Tomasz Lazar.

“Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co ona krzyczała. Tam było tyle emocji” – dodał fotograf.

27-letni Tomasz Lazar pojechał do Nowego Jorku w zupełnie innym celu – na warsztaty fotograficzne. “Zostałem zaproszony na warsztaty Eddie Adams Workshop. Warsztaty były dla mnie ważne, ponieważ dają fotografowi wytyczne. Wielu wybitnych fotografów to samoucy, ale dla mnie cenne jest, gdy ktoś wskazuje, jak mogę poprawić swój warsztat i jak dążyć do jeszcze lepszych zdjęć. Zawsze warto się uczyć od lepszych” – powiedział Lazar.

Gdy warsztaty się zakończyły fotograf postanowił zostać dłużej i pozwiedzać Nowy Jork. Przez 3 tygodnie przychodził do Zuccotti Park i robił tam zdjęcia. W sumie powstało ich 1,5 tys. Po powrocie wybrał 20 najlepszych i wysłał na World Press Photo.

“Chciałem się zmierzyć. Nigdy nie wiadomo, kiedy człowiek zostanie dostrzeżony. Mierzenie się z najlepszymi fotografami na świecie już samo w sobie jest czymś. A dostać dostrzeżonym to ogromna radość” – mówi o swoim debiucie w konkursie.

“Byłem chyba tylko jednym z dwóch Polaków, którzy robili zdjęcia na Wall Street i trochę się zdziwiłem, że polska prasa nie chciała ich potem opublikować. A teraz, po nagrodzie? Na pewno więcej osób zobaczy moje zdjęcia i otworzą się nowe kontakty. Ale dalej trzeba robić swoje. Konkurs to tylko jeden dzień, po którym wszystko się uspokoi, a za rok będzie kolejna edycja. Nie można się zachłystywać. Największe efekty przynosi po prostu praca. Jeśli za rok będę miał co wysłać, też wystartuję w tym konkursie. Ale musi być to wart pokazania materiał. Nie co roku robi się takie zdjęcia” – zaznaczył laureat.

Wśród zwycięzców World Press Photo 2012 znalazł się także wielokrotnie nagradzany w konkursie Tomasz Gudzowaty. Fotograf otrzymał trzecią nagrodę za reportaż w kategorii “Sports” za serię zdjęć meksykańskich zapaśników – “Lucha Libre at La Loba”.

Nagroda główna World Press Photo of the Year trafiła do hiszpańskiego fotografa Samuela Arandy za zdjęcie przedstawiające ubraną w czarną burkę jemeńską kobietę, która trzyma w ramionach rannego mężczyznę.

Organizowany od 1955 roku World Press Photo (WPP) jest najważniejszym konkursem fotografii prasowej. Dotychczas triumfowało w nim siedmiu Polaków – wspomniany już Tomasz Gudzowaty, a także Filip Ćwik, Kacper Kowalski, Rafał Milach, Witold Krassowski, Radosław Sikorski i Maciej Skawiński. Dwóch Polaków miało okazję wejść w skład elitarnego jury WPP: Kazimierz Seko i Krzysztof Miller.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/fotograf-tomasz-lazar-odkryciem-world-press-photo