Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

17-02-2012, 19:29

”Nasz Dziennik” ma przeprosić Agorę  »

Gazeta Wyborcza
d
17-02-2012

Sąd nakazał wydawcy ”Naszego Dziennika”, by przeprosił wydawcę ”Gazety Wyborczej” za zniesławiające zarzuty i sugestie w związku ze śmiercią historyka skazanego wcześniej za kłamstwo oświęcimskie.

Gdy w czerwcu 2010 r. na parkingu przy jednym z centrów handlowych w Opolu znalezione zostało ciało dr. Dariusza Ratajczaka, byłego historyka miejscowego uniwersytetu, ”Nasz Dziennik” dał tytuł: ”Samobójstwo ofiary nagonki »Gazety Wyborczej «”. Ten tytuł podchwyciły także brukowe media, a wydawca ”Agory” odpowiedział pozwem za zniesławiające stwierdzenia, które sugerowały rzekomą nagonkę i odpowiedzialność ”Gazety” za śmierć Ratajczaka.

Dr Ratajczak wiele lat wcześniej – w 1999 r. – wydał własnym sumptem głośną broszurę ”Tematy niebezpieczne”. Streszczał w niej m.in. poglądy tzw. rewizjonistów Holocaustu. Pisał na przykład, że ”cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś do mordowania ludzi”.

Władysław Bartoszewski nazwał tę publikację ”hańbieniem narodu polskiego”. Ratajczak stracił posadę na Uniwersytecie Opolskim, potem także dom i rodzinę. W 2002 r. sąd uznał go za kłamcę oświęcimskiego, ale ze względu na niską szkodliwość czynu sprawę umorzył. Nie wiadomo do końca, czy popełnił samobójstwo.

Warszawski sąd okręgowy nie miał wczoraj wątpliwości, że przypisanie ”Gazecie” ”nagonki” nie miało oparcia w faktach, godziło w dobre imię ”Gazety” i Agory, jej wydawcy. Obok przeprosin na łamach ”Naszego Dziennika” sąd nakazał wydawcy tego tytułu – ”Spes” sp. z o.o. – także wpłatę 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Wyrok nie jest prawomocny.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,11163473,__Nasz_Dziennik___ma_przeprosic_Agore.html#ixzz1mf35QxXx

17-02-2012, 10:15

Dziennikarski bal otwartych serc  »

Dziennik Zachodni Tygodnik Miejski Zabrze Nasze Miasto
17-02-2012

Trzeba wybrać sobie osiągalny cel i uparcie do niego dążyć. Tak było Pierwszym Balem Bardzo Medialnym w klubie 4Art w Gliwicach. Bawiliśmy się i pomożemy Damiankowi z Zabrze – pisze Marlena Polok – Kin.

Świetna zabawa i szczytny cel – tak można krótko określić karnawałową zabawę dziennikarskiego środowiska, która odbyła się w sobotę. Zebraliśmy pieniądze na trzymiesięczną rehabilitację małego Damianka z Zabrza chorego na artrogrypozę. Do skarbonki trafiło łącznie 1690 zł.

Pierwszy Bal Bardzo Medialny, który odbył się w sobotę w Gliwicach był bowiem nie tylko okazją do dobrej zabawy i integracji środowiska mediów, ale także – okazją do skutecznej, jak się okazało, charytatywnej akcji. Bawiliśmy się w gościnnych progach gliwickiego, Klubu Muzycznego 4Art do białego rana. Na parkiecie wirowali przedstawiciele śląskich mediów (w tym oczywiście Nowin Zabrzańskich), ale także rzecznicy prasowi i PR-owcy przedstawicieli biznesu i polityki. Imprezę muzycznie poprowadził Paweł Jurek, naczelny Radia Plus Śląsk.

A nasz Damianek jest podopiecznym Fundacji Pomagamy z Uśmiechem i to za jej pośrednictwem zebrane pieniądze trafią do jego rodziców. Ma rzadką chorobę, gdy się urodził miał zdeformowane nóżki, długo czekał na diagnozę. Teraz jest rehabilitowany 4 razy w tygodniu – z NFZ 2 razy oraz 2 razy prywatnie (koszt jednych zajęć to 70 zł). Trzymany za rączki chodzi, w tzw. pionizatorze porusza się samodzielnie. Przeszedł kilka operacji w Polsce i czeka go kolejna, w Niemczech. Dzięki stałej rehabilitacji może uniknąć jednego z zabiegów.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/2951

16-02-2012, 19:34

Kim jest dziennikarz? Czy ja jestem dziennikarzem?  »

Wiadomości24.pl
Adam Podgórski
16-02-2012

Wydaje się, że kto jak kto, ale ja nie powinienem mieć ani grama wątpliwości, nawet cienia trudności z odpowiedzią na zadane pytania. A odpowiedź na drugie z nich powinna brzmieć jednoznacznie.

Sprawa nie jest jednak tak oczywista, jakby się na pozór wydawało. I chyba znakomicie przyda się do rozważań nad sensem dziennikarstwa obywatelskiego, w związku z ogłoszonym konkursem na Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2011.

Adam Podgórski

Zbliżając się do pułapu 4 tys. udokumentowanych publikacji, z tego “większą połowę” zamieściłem w ponad 60 “papierowych” tytułach prasowych, a resztę w mediach elektronicznych, w zasadzie nie powinienem stawiać dziwacznych pytań, a już na pewno nie drugiego z nich.

Ja jednak mam poważne wątpliwości, czy jestem dziennikarzem. Oczywiście, że się nim czuję! Ale czuć mi wolno wiele. Jeśli chcę, mogę się uważać za intelekt rangi Einsteina, sławę dziennikarską na miarę Kapuścińskiego, a przed Basią odgrywać Casanovę.

Problem leży w tym, czy inni traktują mnie jako dziennikarza?

Otóż, chyba nie za bardzo. Przez przedstawicieli mediów lokalnych raczej nie jestem uważany za kolegę po fachu. Nie jestem zapraszany na organizowane przez redakcje wydarzenia. Być może nie ma w tym niegrzeczności i wyrachowania, tylko przeświadczenie, że Podgórski “i tak przylezie”.

Bardziej serio jestem traktowany przez organizatorów imprez o zasięgu wojewódzkim, a nawet ogólnopolskich, odbywających się na Śląsku. Nie zdarzyło się, abym nie otrzymał akredytacji. Jestem też zapraszany przez wiele osób, instytucji i organizacji pozarządowych, więc chyba cieszę się dobrą opinią dziennikarza sprawnego, szybkiego, słownego i obiektywnego.

Z tego co napisałem wynika, że powinienem być w pełni szczęśliwy, a nie dzielić włos na czworo. A jednak dzielę, i mało tego, się czepiam.

Czytam oto regulamin konkursu ogłoszonego w lutym tego roku przez znaczące Stowarzyszenie Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Regulamin Konkursu dla Dziennikarzy pod nazwą “Pióro odpowiedzialności”. Tematem prac konkursowych jest społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. Corporate Social Responsibility, CSR), a jednym z celów zakładanych przez organizatora ma być, uwaga uwaga: zwiększenie zainteresowania dziennikarzy tematyką społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) oraz podnoszenie ich wiedzy i kompetencji w tym zakresie. Tyle cytaty – gwoli pewnego wyjaśnienia.

Dusza mi się uradowała, jako członkowi zespołu roboczego ds. promocji CSR przy Radzie Społecznej Odpowiedzialności Biznesu, powołanej przez marszałka województwa śląskiego. Radość wszak była przedwczesna i nieuprawniona.

Bowiem w § 4 stoi jak wół:
1. Uczestnikami Konkursu mogą być profesjonalni dziennikarze prasowi.
2. W świetle art. 7 ust. 5 Ustawy o Prawie Prasowym z dnia 26 stycznia 1984 roku dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją, albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji.

Legitymacje dziennikarskie Adama Podgórskiego

Nie jestem “profesjonalnym dziennikarzem prasowym”, mimo że byłem zawodowym dziennikarzem przez lat 15. Nie pracuję w żadnej redakcji. Piszę, gdzie chcę, co chcę i dlatego, że chcę, a nie z upoważnienia żadnej redakcji.

To jednak dla organizatora nie ma najmniejszego znaczenia. Podobnie jak i to, że od lat noszę legitymację Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, legitymację Klubu Publicystów Ekologicznych EKOS przy Zarządzie Głównym SDP, legitymację Stowarzyszenia Polskich Mediów i legitymację Wiadomosci24.pl. Mogę się nimi wypchać!

Nie pracuję w redakcji, nie płacą mi, więc nie jestem dziennikarzem. I basta!

Nie pierwszy raz spotykam się z konkursami ogłaszanymi przez poważne instytucje i media, które to – konkursy – są niedostępne dla dziennikarzy obywatelskich. Pytam więc, a gdzie obowiązująca w całej Unii Europejskiej zasada równości szans, gdzie moje prawa ludzkie i obywatelskie?

W omawianym przypadku rzecz zadziwia i szokuje mocniej. Organizatorem jest bowiem nie byle kto, tylko Stowarzyszenie Forum Odpowiedzialnego Biznesu, a celem konkursu promocja społecznego zaangażowania biznesu. Społecznego zaangażowania dziennikarzy obywatelskich Forum nie dostrzega albo nie chce dostrzec.

Ale również i tym razem nie dopatruję się w tym złej woli, a raczej przykrego niedopatrzenia.

O tym, jak generalnie traktowane jest dziennikarstwo obywatelskie świadczy też dobitnie konkurs pn. Dziennikarz Grand Press, wielkiej miary, organizowany przez Miesięcznik “Press”. Tylko raz, jakimś cudem doprawdy, w 2009 roku uczyniono wyłom w uświęconych regułach i dopuszczono do udziału dziennikarzy obywatelskich.

Miałem ogromne szczęście i zaszczyt prawdziwy znaleźć się w gronie nominowanych, “wystawionych” przez redakcję Wiadomości24.pl. Tę rekomendację traktuję niczym nominację do filmowego Oscara i mocno się nią chlubię. Ale to było raz, jedyny! Potem wszystko powróciło na utarte tory. Konkurs jest tylko dla “zawodowców”.

Pominę w tym momencie szanse dziennikarzy obywatelskich w starciu z potęgami mediów profesjonalnych. Sowicie opłacanymi, za którymi stoją całe zespoły redakcyjne, a na ich sławę w wysiłku pracują sztaby doświadczonych w “pi-arze” ludzi. W szrankach z gwiazdami medialnymi ogromnego kalibru, dla których jeszcze jedno, takie czy inne wyróżnienie, jest tylko kolejnym z mnogich ogniw w długim wieńcu laurów. Całkiem zasłużenie zresztą, żeby nie było wątpliwości. Co podkreślam, nie chcąc być podejrzanym o niską zawiść.

Jakie szanse, zapytam ponownie, na liście nominowanych, gdzie błyszczą takie nazwiska, jak Tomasza Lisa, Justyny Pochanke, Moniki Olejnik czy innych gwiazd mam ja, biedy amator?

Nie dość, że piszę za friko, że marnuję pieniądze na benzynę, na telefony, na dostęp do internetu, że poświęcam – kosztem rodziny i pożyteczniejszych zajęć – swój czas na pisanie, na obróbkę zdjęć, na redagowanie, to nawet – okazuje się – nie jestem godzien do startowania w konkursach.

Nie od dziś wiadomo, że wszelkie splendory i nagrody zarezerwowane są dla sławnych i bogatych. I to by było na tyle!

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kim_jest_dziennikarz_czy_ja_jestem_dziennikarzem_225474.html? sesja_gratka=0ddb65f85cac088a6a16aa131f1b5434

15-02-2012, 20:51

Sąd: Kania i Janecki skazani za zniesławienie prof. Ceynowy  »

PAP
JS
15-02-2012

Na kary grzywny i nawiązki na cel społeczny skazał w środę Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy b. dziennikarkę “Wprost” Dorotę Kanię i b. naczelnego tygodnika Stanisława Janeckiego, za zniesławienie w 2007 r. rektora Uniwersytetu Gdańskiego prof. Andrzeja Ceynowy.

Powodem trwającego kilka lat procesu były trzy publikacje Kani we “Wprost” w 2007 r. Jak napisała w tekście pt. “Agenci w gronostajach”, prof. Ceynowa – wówczas rektor UG – w czasach PRL był agentem SB, według innej jej publikacji (pt. “Nowe fakty w sprawie rektora-agenta”) miał też współpracować z wojskowymi służbami specjalnymi.

Ceynowa zaprzeczał, w prywatnym procesie oskarżył Kanię i Janeckiego o zniesławienie. Przed gdańskim sądem toczył się zaś jego proces lustracyjny, w którym IPN twierdził, że Ceynowa miał związki ze specsłużbami PRL. W lipcu zeszłego roku sąd prawomocnie uznał, że b. rektor napisał prawdę podając, iż nie miał związków ze służbami specjalnymi PRL. Na czas procesu lustracyjnego sprawa Kani i Janeckiego była zawieszona. Wznowiona w tym roku, zakończyła się w środę.

Mocą tego wyroku Kania ma zapłacić łącznie 5650 zł: 3 tys. zł grzywny, 2,5 tys. zł nawiązki na Dom Dziecka w Sopocie oraz zwrócić Ceynowie 150 zł kosztów procesu. Janecki, jako więcej zarabiający, ma zapłacić 7650 zł: 5 tys. zł tytułem grzywny, a nawiązkę i koszty procesu w tej samej wysokości co Kania. Ponadto sąd zarządził podanie wyroku do wiadomości publicznej.

Sąd podkreślił, że orzeczona kara jest najłagodniejsza z przewidzianych za zniesławienie, czyli naruszenie art. 212 Kodeksu karnego (grozi za nie do roku więzienia, trwa społeczna kampania, której celem jest doprowadzenie do wykreślenia odpowiedzialności karnej za słowo), bo kary surowsze powinny być zarezerwowane dla bardziej drastycznych przypadków. Pełnomocnik prof. Ceynowy żądał dla oskarżonych kar pozbawienia wolności oraz grzywny.

- Dziennikarz nie jest ani lepszy, ani gorszy od innych obywateli i powinien się liczyć z odpowiedzialnością za słowo – mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Jabłoński.

Według niego treść publikacji, w tym także sposób sformułowania tytułów i treści zdań z artykułu, nie pozostawiała “u przeciętnie rozgarniętego czytelnika”, że prof. Ceynowa był agentem SB. – Czy autor publikacji dysponował dostateczną wiedzą, by tak pisać? Zdaniem sądu nie, bo materiały, jakimi dysponowała redakcja, nie były wystarczające do formułowania tak kategorycznych tez – stwierdził sędzia Jabłoński. Jego zdaniem gdyby inkryminowane publikacje były sformułowane “w bardziej oględny sposób”, nie byłoby procesu.

Według sądu wprawdzie w dokumentach z IPN znalazło się stwierdzenie funkcjonariusza służb, że “spotkał się z kontaktem operacyjnym o kryptonimie AC i inicjały te zgadzają się z inicjałami oskarżyciela w tej sprawie, ale nie można z tego wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Z faktu, że funkcjonariusz państwowy wezwał kogoś na rozmowę jeszcze nie wynika, że ten ktoś jest tajnym i świadomym współpracownikiem służb”.

Sąd podkreślił, że za treść publikacji odpowiada nie tylko jej autor, ale także redaktor naczelny czasopisma – jak stanowi Prawo prasowe. Nie dał wiary twierdzeniom Janeckiego, że nie znał treści artykułów Doroty Kani. – Przecież to nie był jakiś drugorzędny tekst, tylko – można powiedzieć – news – podkreślił.

Wyrok jest nieprawomocny. Kania i Janecki powiedzieli, że będą składać apelację do Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak mówił Janecki, gdyby środowe orzeczenie sądu rejonowego stało się prawomocne, oznaczałoby to cenzurę.

Przed gdańskim sądem w toku lustracyjnego procesu prof. Ceynowy IPN twierdził, że b. rektor UG miał współpracować z SB w latach 1988-90, gdy był pracownikiem Instytutu Anglistyki UG i z racji tej funkcji kontaktował się z anglojęzycznymi gośćmi. Gdański sąd, oczyszczając Ceynowę z lustracyjnego zarzutu, orzekł, że b. rektor został zarejestrowany jako tajny współpracownik pod pseudonimem TW “Lek”, jednak odbyło się to bez jego wiedzy i zgody. Sąd przypomniał wtedy, że w 1977 r. SB próbowała zwerbować Ceynowę, ale ten zdecydowanie odmówił.

W latach 80. Ceynowa był jednym z tłumaczy Lecha Wałęsy podczas jego spotkań z zagranicznymi gośćmi na plebanii parafii św. Brygidy w Gdańsku. Lustrowany naukowiec był rektorem Uniwersytetu Gdańskiego w latach 2002-2008. Obecnie jest dziekanem Wydziału Filologii UG.

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sad-kania-i-janecki-skazani-za-znieslawienie-prof-,1,5028034,wiadomosc.html

15-02-2012, 09:04

Śląskie Radio ma już 5 lat  »

Wiadomości24.pl
Michał Otrzonsek
15-02-2012

3 lutego 2012 roku był to dzień wyjątkowy dla jednej z najpopularniejszych rozgłośni radiowych. W tym dniu Śląskie Radio obchodziło swoje 5 urodziny. Dziś można już powiedzieć, że jest największym radiem internetowym, promującym śląską kulturę i muzykę na całym świecie.

Śląskie Radio

Pomysł założenia radia kiełkował w mojej głowie od dawna, ale do jego realizacji doszło pod koniec 2006 roku. Aby Śląskie Radio 3 lutego 2007 roku mogło legalnie rozpocząć nadawanie, konieczne było uzyskanie wielu licencji. Przygotowania trwały 3 miesiące. Pochodzę z Rudy Śląskiej, ale od lat mieszkam w Hildesheim (Niemcy). Moim celem było promować śląska kulturę i muzykę, jak również łączyć generacje i słuchaczy na całym świecie w jedną dużą radiową rodzinę. Dziś mogę powiedzieć, że się udało.

Już premierowa audycja radia odniosła wielki sukces, słuchalność przekroczyła wszelkie oczekiwania. Z czasem radio zaczęło zdobywać jeszcze większą popularność nie tylko w Europie, ale także na całym świecie. Radio jest organizatorem między innymi Gali Śląskiego Radia, a poziom imprez na niej jest tak wysoki, że już po 3 tygodniach wszystkie miejsca są wysprzedane. Śląskim Radiem zainteresowała się również niemiecka prasa, która wydała niejedną pochlebną recenzję. Radio gościło także w polskiej Telewizji Polonia oraz na łamach polskiej prasy.

Śląskie Radio promuje śląską kulturę oraz muzykę, w radiu usłyszeć można śląskie i niemieckie “szlagry”, mieszane z muzyką światową. Prezenterzy radia mają jedną wspólną cechę: pochodzą ze Śląska.

Co oferujemy słuchaczom? Pozdrowienia pisemne przez stronę internetową http://www.slaskieradio.com/, które są czytane przez prezenterów podczas audycji. W każdą niedzielę prowadzimy transmisję mszy świętej z Koszęcina na żywo. Śląska lista przebojów oraz regularne audycje/wywiady z gośćmi (wykonawcami śląskiej i niemieckiej estrady), audycje na telefon (słuchacze dzwonią do studia i są na żywo na antenie), koncert życzeń – to tylko wycinek naszej działalności.

W roku 2012 planujemy organizację dwóch imprez z okazji jubileuszu 5-lecia. Galę Śląskiego Radia na terenie Niemiec oraz imprezę radiową na śląskiej ziemi. Śląskie Radio zaprasza wszystkich miłośników śląskiej muzyki na niezapomniane chwile.

Chcę przede wszystkim podziękować całej redakcji, prezenterom i wszystkim tym, którzy przez pięć lat przyczynili się do tego sukcesu.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/slaskie_radio_ma_juz_5_lat_225341.html

14-02-2012, 22:00

Rusza konkurs Grand Press Photo 2012 – Jodi Bieber przewodniczącą jury  »

Press
(RG)
14-02-2012

Od 15 lutego można zgłaszać zdjęcia do Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej – Grand Press Photo 2012. Jury przewodniczyć będzie fotoreporterka z Republiki Południowej Afryki Jodi Bieber, która wygrała World Press Photo w ub.r.

Grand Press Photo 2012

Konkurs dla zawodowych fotoreporterów, zarówno pracujących w redakcjach prasowych, internetowych i agencjach fotograficznych, jak też dla freelancerów, miesięcznik “Press” organizuje po raz ósmy. W tym roku oceniane będą zdjęcia wykonane między 1 kwietnia 2011 roku a 31 marca 2012 roku. Można je zgłaszać w pięciu kategoriach: Wydarzenia, Ludzie, Życie codzienne, Sport, Przyroda – osobno zdjęcia pojedyncze, osobno fotoreportaże. Jeden autor może zgłosić do konkursu maksymalnie pięć pojedynczych fotografii i trzy fotoreportaże. W każdej kategorii jury przyzna nagrody, a spośród wszystkich nadesłanych prac wybierze Zdjęcie Roku – jego autor otrzyma 10 tys. zł.

Tradycją Grand Press Photo jest, że jury przewodniczy zwycięzca prestiżowego światowego konkursu World Press Photo. Przypomnijmy, że w poprzednich edycjach byli to: Francesco Zizola, Claus Bjorn Larsen, Jean-Marc Bouju, Eric Grigorian, Spencer Platt, Finbarr O’Reilly, Lucian Perkins. W tym roku jury przewodniczyć będzie Jodi Bieber, fotoreporterka z Republiki Południowej Afryki. Zdjęcie 18-letniej Afganki Aishy, która została ukarana przez męża za ucieczkę z domu obcięciem uszu i nosa, autorstwa Bieber, wygrało World Press Photo 2011 i wywołało ogromną dyskusję na temat przemocy domowej wobec kobiet. Gdy ta fotografia ukazała się na okładce “Time”, postanowiono pomóc dziewczynie: Bibi Aisha przeszła operację plastyczną w Stanach Zjednoczonych, gdzie obecnie mieszka.

W ramach osobnej kategorii Grand Press Photo 2012 oceniane będą już po raz drugi fotokasty, czyli multimedialne formy fotoreportażu. Do oceny fotokastów powołane zostanie osobne jury złożone z profesjonalistów.

Prace do Grand Press Photo 2012 przyjmowane będą do 1 kwietnia br. Ogłoszenie wyników nastąpi w maju 2012 roku. Regulamin konkursu przeczytać można na stronie www.grandpressphoto.pl.

Jak co roku, wszystkie zdjęcia, które trafią do finału, zostaną zaprezentowane na wystawie konkursowej. Jednocześnie w polskich miastach wciąż reprezentowane są finałowe zdjęcia z ubiegłorocznej edycji konkursu. Od 16 do 29 lutego wystawę Grand Press Photo 2011 można oglądać w Pasażu Grunwaldzkim we Wrocławiu.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/28236,Rusza-konkurs-Grand-Press-Photo-2012---Jodi-Bieber-przewodniczaca-jury