Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

12-03-2012, 18:22

Koniec sprostowań prasowych? “Lawina grafomańskich artykułów”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pr/zr/pap/zpe
12-03-2012

Odejście od sprostowań i pozostawienie odpowiedzi jako jedynej formy reakcji na publikacje prasowe proponuje senacka komisja ustawodawcza w projekcie noweli Prawa prasowego. Konsekwencją będzie lawina grafomańskich artykułów – uważa medioznawca prof. Wiesław Godzic.

Pytany o projekt przewodniczący senackiej komisji Piotr Zientarski (PO) zastrzegł, że jest to tylko propozycja komisji i nie oznacza, że Senat wystąpi z inicjatywą ustawodawczą w tej sprawie. Zaznaczył, że nie został jeszcze wyznaczony termin pierwszego czytania projektu, które ma odbyć się na wspólnym posiedzeniu komisji ustawodawczej oraz komisji praw człowieka, praworządności i petycji. Projekt ma być też skierowany do konsultacji społecznych. Zientarski nie wykluczył, że stanie się to jeszcze przed pierwszym czytaniem.

Dziś redaktor naczelny pisma jest obowiązany do opublikowania na wniosek zainteresowanej osoby sprostowania “rzeczowego i odnoszącego się do faktów wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej” albo odpowiedzi “na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym”.

W wyroku z grudnia 2010 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że obecne przepisy Prawa prasowego nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny, co stawia go w sytuacji, która “nie jest dla niego przewidywalna”. TK uznał, że jest to niekonstytucyjne; termin utraty mocy tych przepisów odroczył do 14 czerwca 2012 r.

Przygotowany przez senacką komisję projekt nowelizacji, która miałaby wyrok TK wykonać, przewiduje, że na publikacje prasowe będzie można reagować tylko w formie odpowiedzi. Tak, jak dziś, miałaby ona być publikowana bezpłatnie i nie mogłaby przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy. Odpowiedź miałaby jednak odnosić się nie – jak dziś – do “stwierdzeń zagrażających dobrom osobistym”, ale do “faktów podanych w materiale prasowym” oraz “zawartych w nim ocen”.

Zdaniem senatorów “tylko taka szeroka możliwość ustosunkowania się do określonej wypowiedzi zamieszczonej w prasie w dostatecznym stopniu chroni prawa osoby zaczepionej publikacją prasową”. W uzasadnieniu do projektu podkreślono, że wobec długotrwałości procesów cywilnych, w tym procesów o ochronę dóbr osobistych, przyznanie osobom zainteresowanym “zaledwie prawa do sprostowania” (odnoszącego się do faktów) mogłoby okazać się niewystarczające.

Według dziś obowiązujących przepisów tekst sprostowania lub odpowiedzi nie może być dłuższy od dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy. Podobne rozwiązanie proponują senatorowie. W ich projekcie nie ma za to obecnego zapisu, który mówi, że redaktor naczelny nie może wymagać, aby sprostowanie lub odpowiedź były krótsze niż pół strony znormalizowanego maszynopisu.

Z miesiąca do trzech miesięcy senatorowie chcą też wydłużyć czas na wysłanie redaktorowi naczelnemu tekstu odpowiedzi na publikację. Proponują także, by tekst odpowiedzi nie mógł być komentowany w tym samym numerze pisma, choć dziś jest to możliwe.

Krytycznie projekt senatorów ocenia medioznawca prof. Wiesław Godzic ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. “Upowszechni się zły zwyczaj polegający na tym, że w końcowej fazie to czytelnicy, a nie dziennikarze będą mieli ogromny wpływ na układ gazety. Wyznaczenie dwukrotnej objętości tekstu odpowiedzi może niestety sprzyjać pieniactwu, które cechuje część Polaków. Można sobie wyobrazić, że konsekwencją takiego stanu rzeczy będzie lawina grafomańskich artykułów dotyczących pobocznych i nieistotnych rzeczy. Pozwólmy redaktorom redagować ich gazety i brać za to odpowiedzialność” – powiedział.

Jak dodał, także trzymiesięczny czas reakcji na nadesłanie odpowiedzi jest zbyt długi. “Żyjemy przecież w czasach, w których raczej cenimy prędkość działania i reakcji. To jest dziwaczne” – powiedział.

Ustanowienie długich odpowiedzi na publikacje prasowe przewidywał projekt zgłoszony przez PiS w poprzedniej kadencji Sejmu. Zgodnie z nim tekst odpowiedzi mógłby mieć taką objętość, jak cały materiał prasowy, której odpowiedź by dotyczyła. Redaktor naczelny nie mógłby też odmówić opublikowania odpowiedzi, “jeżeli przekroczenie objętości materiału prasowego nie spowoduje nadmiernych utrudnień lub kosztów”. Projekt przewidywał ponadto, że odpowiedź – tak jak teraz proponują senatorowie – mogłaby dotyczyć nie tylko faktów, ale i ocen zawartych w publikacji.

Sejm projekt PiS odrzucił w sierpniu 2009 r. Krytycznie odnosił się do niego rząd, w którego ocenie przyjęcie za miernik objętości całego materiału prasowego, a nie tylko jego fragmentu, którego odpowiedź dotyczy, “dałaby osobie, której krytyczny artykuł dotyczy (w sytuacji znacznej objętości materiału prasowego) nadmierne uprawnienia”.

Projekt senackiej komisji łagodzi sankcje karne za uchylanie się od opublikowania odpowiedzi. Dziś jest to grzywna lub kara ograniczenia wolności, według projektu senatorów – wyłącznie grzywna. Utrzymania przez ustawodawcę odpowiedzialności karnej za odmowę publikacji sprostowania w swoim orzeczeniu TK nie wykluczył; za niekonstytucyjnością tego przepisu opowiedział się wówczas tylko jeden sędzia. O zniesienie odpowiedzialności karnej za niezamieszczenie sprostowania apelowały zaś Izba Wydawców Prasy i Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Pozostawienie za ten czyn sankcji karnych zakładał także projekt ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, który zmierzał jednak do likwidacji instytucji odpowiedzi i pozostawienia wyłącznie sprostowań. Rząd miał przyjąć ten projekt w styczniu ubiegłego roku, jednak wrócił do prac resortowych. W lutym tego roku dyrektor departamentu własności intelektualnej i mediów w MKiDN Dominik Skoczek poinformował, że z powodu zmian, które od tego czasu zostały wprowadzone do projektu, resort został zobowiązany do powtórzenia całej procedury legislacyjnej – od etapu założeń do projektu ustawy.

Projekt ministerstwa był szerszy niż projekt senackiej komisji; przewidywał m.in. zniesienie sankcji karnej za brak autoryzacji. Jak mówił Skoczek, teraz będzie musiał on uwzględnić także wyrok TK z grudnia 2011 r.; Trybunał za niekonstytucyjne uznał karanie grzywną lub ograniczeniem wolności za brak rejestracji czasopism drukowanych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/koniec-sprostowan-prasowych-lawina-grafomanskich-artykulow

12-03-2012, 12:11

Film o Krystynie Bochenek. We wtorek pokaz przedpremierowy  »

Dziennik Zachodni
12-03-2012

Już jutro, 13 marca katowickim Centrum Sztuki Filmowej odbędzie się pokaz przedpremierowy filmu dokumentalnego “Krystyna – ostatnia klasówka” autorstwa Bożeny Klimus i Grażyny Ogrodowskiej. Film poświęcony jest dziennikarce radiowej i telewizyjnej Krystynie Bochenek, autorce ogólnopolskiego “Dyktanda” spotkań medycznych.

Krystyna Bochenek

- Film jest nie tyle biografią Krystyny Bochenek, co próbą pokazania, że jej kreatywne pomysły, akcje społeczne, przedsięwzięcia, które inicjowała, a które są znane nie tylko w naszym regionie, nie zostaną tylko wspomnieniem. Znaleźli się ludzie, którzy je przejęli – opowiada Grażyna Ogrodowska, współautorka filmu.

Pomimo śmierci bohaterki dokumentu, jej działalność nadal jest kontynuowana, nie przeminęła bezpowrotnie.

- Razem ze współautorką filmu, Bożeną Klimus, sądzimy, że na tym właśnie bardzo by zależało Krystynie – dodaje Ogrodowska. Jak podkreśla współautorka filmu, nie jest to biografia Krystyny Bochenek i widz nie dowie się jak spędziła dzieciństwo czy do jakiej szkoły chodziła.

- Tytuł nawiązuje także do “Dyktanda”, bo Krystyna nazywała go “naszą narodową klasówką” – wyjaśnia Ogrodowska. W filmie o “Dyktandzie”, Imieniach Krystyn i wielu innych przedsięwzięciach Krystyny Bochenek opowiadają m.in. jej mąż prof. Andrzej Bochenek, Kazimierz Kutz, Krystyna Kofta, Krystyna Janda, Krystyna Doktorowicz i Dariusz Kortko. Dokument będzie można zobaczyć w TVP 1 jesienią i zostanie wyemitowany tuż przed słynnym na całą Polskę “Dyktandem”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/529007,film-o-krystynie-bochenek-we-wtorek-pokaz-przedpremierowy,id,t.html

10-03-2012, 16:47

Krystyna Loska: Znów spojrzę telewidzom prosto w oczy  »

Dziennik Zachodni
Anita Czupryn
10-03-2012

Krystyna Loska, najbardziej znana polska prezenterka telewizyjna, po 18 latach wraca prowadzić program do TVP Kultura. Kto wie, może dobrze by było, by zapowiadała też mecze Polaków na Euro. Zawsze kiedy to robiła, nasi wygrywali. O swojej dawnej pracy w telewizji i planach na przyszłość rozmawia z Anitą Czupryn.

Po 18 latach wraca pani do telewizji, aby poprowadzić w TVP Kultura program “Archiwizja”. Proszę przyznać – miała pani tremę przed tym, jak widzowie panią przyjmą?

Krystyna Loska

Tremy nie miałam. Ale przede wszystkim nie nazwałabym tego powrotem. Przez szereg lat odmawiałam udziału we wszelkich telewizyjnych przedsięwzięciach. Uważałam, że jeśli się coś zakończyło, to nie można do tego wracać. Ale tutaj powód mojego pojawienia się na ekranie był inny. W tym roku, jesienią telewizja obchodzi 60-lecie istnienia. Kiedy była rocznica 50-lecia telewizji, ja unikałam wywiadów. Mąż powiedział mi wtedy, że powinnam w tym uczestniczyć, bo jestem jedną z osób, które pamiętają początki telewizji.

Jego słowa zdopingowały mnie i teraz z przyjemnością z zaproszenia skorzystałam. Ten program to przypomnienie tego, czym żyła kiedyś telewizja, przypomnienie pierwszych programów, transmisji telewizyjnych. Takie programy z wielkim sentymentem oglądają ci widzowie, którzy jeszcze pamiętają tamte czasy. Podjęłam więc decyzję, aby wziąć w tym udział i muszę powiedzieć, że nagrywając poszczególne odcinki byłam zadowolona. Wiele rzeczy sobie przypomniałam, odświeżyłam pamięć o wielu osobach.

Długo trzeba było panią namawiać, aby poprowadziła program?

Tu panią zaskoczę. Kiedy zadzwoniono do mnie z TVP Kultura, od razu się zgodziłam. Nie miałam wątpliwości. “Archiwizja” ma podtytuł: “Antena dla prezentera”. Pomyślałam, to chyba słuszne, tam powinnam być. Chyba zasłużyłam sobie na to, żeby prezentować to, co kiedyś zapowiadałam, czym kiedyś żyłam.

Wchodzi pani po tylu latach nieobecności do gmachu telewizji…

… a tam alarm antyterrorystyczny i ewakuacja pracowników (śmiech).

Niezłe przywitanie. Ale kiedy szła pani znanymi korytarzami, którymi chodziła przecież przez ponad ćwierć wieku, poczuła wzruszenie?

Więcej niż ćwierć wieku! Na Woronicza spędziłam 35 lat. Co ciekawe, dziś Telewizja Kultura ma swoje studia tam, gdzie za moich czasów były sale prób. Przypomniałam sobie, że tam właśnie odbywały się nasze próby Studia Gama. Ale to nie były moje główne korytarze. Myśmy pracowali na drugim piętrze, po zupełnie innej stronie budynku. Teraz jednak spotkałam ludzi, którzy z wielką serdecznością mnie witali. I to nie byli tylko ci, którzy ze mną pracowali, bo tych jest już mało, ale ci, którzy mnie pamiętali. Począwszy od strażników, charakteryzatorni, czy studia realizatorskiego. To było bardzo miłe – każdy się uśmiechał. Czego przy końcu mojej pracy nie było.

O tych porozmawiamy za chwilę. Ciekawa jestem, jakie wrażenie wywarła na pani telewizja dziś. Co panią zaskoczyło?

Odniosłam wrażenie, że telewizja tak bardzo się nie zmieniła. Nie widziałam co prawda dużych studiów. Ale ja “Archiwizję” nagrywałam w niewielkim, bardzo kameralnym, takim, do którego byłam przyzwyczajona, więc właściwie znów znalazłam się w swoich pieleszach, w swoim otoczeniu. Jedyna rzecz, która była dla mnie nowością to był prompter (urządzenie wyświetlające tekst czytany przez prezentera – red.). Ja nigdy nie używałam promptera i nie miałam z nim styczności.

Podobno nawet kiedy wprowadzono już te urządzenia do telewizji, to pani nie chciała go używać i wszystko, co zapowiadała przed kamerą, mówiła z pamięci?

Prompter zaistniał właściwie już po moim odejściu z telewizji. Teraz było to dla mnie nowe doświadczenie – miałam kamerę z prompterem, nie było potrzeby uczyć się na pamięć. Ale starałam się w tego promptera też włożyć trochę serca. Tak, jak zwykle to robiłam, patrząc telewidzom w oczy.

Program “Archiwizja”, który poprowadzi pani na zmianę z Bogumiłą Wander, ma łączyć współczesność z tradycją i przypomnieć widzom, że w prymitywnych warunkach mogły w polskiej telewizji powstawać prawdziwe perełki. Co jest taką perłą dla pani?

Jest ich wiele.

Ale przede wszystkim chodzi o wspomnienia osób, które te programy tworzyły, i osób, które w tych programach brały udział. To byli wspaniali artyści, popularni przez wiele pokoleń, wielu z nich już nie ma, ale można zobaczyć, jak pięknie wygląda Bolesław Mierzejewski (Ordynat Michorowski z “Trędowatej” – red.), jak hrabia, pod muszką, przyszedł na wywiad. Być może dla młodych telewidzów będą to rzeczy nieznane, ale radziłabym im oglądać ten program, dlatego, że w zestawie są również prezentowane reportaże filmowe i one pokazują, jak wyglądał ten świat 40-50 lat temu i jak my w tym świecie żyliśmy.

Pamięta pani ostatni swój dzień w telewizji, przed przejściem na emeryturę.

Pamiętam. Ale nie lubię wracać myślami do tego czasu. Któregoś dnia stwierdziłam po prostu, że nie znajduję się już w tym środowisku. Byli wokół mnie ludzie bardzo młodzi, bardzo dumni z siebie, którzy jeszcze nic nie zrobili. Byli pewni siebie, nie mając ku temu powodów. Dyskutować z nimi nie było sensu, ponieważ każdy z nich był najmądrzejszy. Pomyślałam: właściwie co ja tu robię? Poświęciłam telewizji 35 lat, widziałam, jak ona rosła, jak nabierała sił, rozpędu. Teraz ten rozpęd zobaczyłam na korytarzach. To już nie był mój świat. Decyzję podjęłam natychmiast.

Podobno mężczyźni przed telewizorami marzyli o tym, aby zobaczyć pani nogi. Ale spikerzy pokazywani byli wówczas tylko od pasa w górę. Czy zdarzyło się pani do eleganckich żakietów i koszul wkładać przed kamerę bambosze i czy w końcu zdarzyła się taka sytuacja, kiedy widzowie ujrzeli pani nogi?

Kiedy mnie o to pytano, zwykle odpowiadałam żartem, że mnie się trema objawiała w nogach, w związku z tym występowałam w długich sukniach. Ale raczej, na owe możliwości, byliśmy ubrani w komplecie. Choć raz zdarzyło się to, o czym pani mówi. Pracowałam wtedy jeszcze w TV Katowice. W sylwestra kolega był w smokingu, ja w pięknej sukni. Po wiadomościach, całość programu była transmitowana z Warszawy. Nas czekała tylko zapowiedź programu noworocznego. Na antenę mieliśmy wejść nad ranem. A że po całej nocy w szpilkach już nie wytrzymywałam, więc założyłam sobie kapcie. A kolega smoking z elegancką muszką zostawił, za to wskoczył w dżinsy. Nad ranem próbowaliśmy wejście na antenę. Nie wspomnę, że jednocześnie próbowaliśmy szampana. Dwie butelki wtedy otworzyliśmy. Wchodzimy na antenę, składamy życzenia i ja kątem oka widzę, że operator oparł się o kamerę i zasypia, a kamera zjeżdża coraz niżej. Nasza zapowiedź skończyła się na moich kapciach i dżinsach kolegi. Mieliśmy nadzieję, że może tego już nikt nie oglądał, bo to była 5 nad ranem. Ale okazało się, że ludzie jednak oglądali. Przyszło dużo listów z pretensjami: czyżby telewizji nie było stać na to, aby prezenterom sprawić spodnie i buty?

Zrobiła się afera?

Naczelny nas wezwał i przywitał retorycznym pytaniem: “Kompromitujecie telewizję?” Ale że miał poczucie humoru, to ja dostałam pieniądze na buty, a kolega na spodnie. A cała historia skończyła się w programie “Spotkanie z Balladą”. Zaproszono mnie i Janka Suzina, który zagrał mojego kolegę z Katowic. To też był świąteczny program, przygotowano specjalny ekran, w którym zapowiadaliśmy, po czym ten ekran runął i ja zostałam w kapciach z pomponami, a kolega w dżinsach. Słowem – finał miał miejsce w kabarecie (śmiech).

Od czasów pani przyjazdu do Warszawy, wlecze się plotka, że pojawiła się pani w stolicy razem z ekipą Edwarda Gierka.

Wyjaśniałam to już wiele razy i nawet ostatnio zarzekałam się, że nie będę już o tym mówiła, bo ileż można?

Mąż, inżynier górnik przez wiele lat pracował w kopalni “Ziemowit” jako kierownik robót górniczych. Ze względu na zdrowie przeszedł do pracy w Ministerstwie Górnictwa w Katowicach. Po jakimś czasie został przeniesiony do Państwowej Rady Górnictwa w Warszawie. I to on z górnictwa otrzymał mieszkanie. Przeprowadziliśmy się. Poszłam na rozmowę do prezesa Sokorskiego, a nie, jak się mówi, do Szczepańskiego, z pytaniem, czy ewentualnie znalazłoby się dla mnie miejsce w Warszawie. Przyjął mnie z otwartymi rękami. Było mi naprawdę bardzo miło i wspominam ten moment jako jeden z istotnych w moim życiu. Sokorski przywrócił wtedy etaty spikerowskie, niewielkie, ale poczuliśmy się, że jesteśmy do tej telewizji przypisani. Mąż pracował wiele lat w Państwowej Radzie Górnictwa, a następnie przez 5 lat kierował budową pierwszego odcinka metra, od Kabat do Politechniki. Jest z tego ogromnie dumny. Ja też.

Ale miał sławną żonę, w kierunku której miliony mężczyzn kierowały westchnienia. Jak się w tym odnajdywał?

W domu nikt z nas nie był gwiazdą. Jesteśmy normalnymi ludźmi. Każde z nas miało swoje zainteresowania. Mąż miał piłkę nożną, ja estradę, publiczność. Ale zawsze spotykaliśmy się w domu i znajdowaliśmy czas na rozmowę. On cieszył się z tego, co ja robiłam, ja cieszyłam się z jego osiągnięć. Najważniejsze w małżeństwie są rozmowy. Jesteśmy małżeństwem 54 lata. Z tego też jestem dumna. Nasze 50-lecie obchodziliśmy w tym samym miejscu, w którym braliśmy ślub. W tym samym kościele, w tym samym zameczku w Promnicach, gdzie była uczta weselna. Ogromną niespodziankę sprawił nam katowicki arcybiskup Damian Zimoń, który 50 lat wcześniej był wikarym w Tychach i jednym z tych, którzy asystowali przy naszym ślubie. Tym razem sam poprowadził tę uroczystość.

Przez wiele lat mówiło się, że przynosi pani szczęście polskiej reprezentacji piłki nożnej, bo kiedy pani zapowiadała mecz, to nasi zawsze wygrywali.

Tak się złożyło. Nie powiem, że czarowałam, choć tak myśleli kibice przeciwnej drużyny. To szczęście zaczęło się od Górnika Zabrze. A potem, kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, przeniosło się na reprezentację. Ale podłoże było takie, że to piłkarze znakomicie grali i wspaniały był trener, Kaziu Górski, który mówił, że oprócz zdolności musi być jeszcze łut szczęścia.

Gdyby poproszono panią, aby zapowiedziała mecz polskiej reprezentacji na Euro 2012, zrobiłaby to pani?

Nie muszę zapowiadać. Ja chodzę na mecze. Byłam na ostatnim z Portugalią. Piękny mamy stadion. Tylko nijak nie mogłam wrócić do domu (śmiech). Ale nie ma co narzekać. Naprawdę jest piękny.

W czym tkwi sekret pani osławionej fryzury? Miała pani swojego fryzjera?

Skąd! Na początku malowała i czesała mnie charakteryzatorka, ale potem się nauczyłam, jak to należy robić. To pozwoliło mi zaoszczędzić czas. Kiedy dziś słyszę o różnego rodzaju wizażystkach, o kilometrach sukienek do wyboru, to włosy mi stają dęba. Może bym wtedy zgłupiała? Myśmy sami o wszystko dbali.

Podoba się pani obecna telewizja publiczna?

Podoba mi się mój telewizor (śmiech). Jest duży.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/527253,krystyna-loska-znow-spojrze-telewidzom-prosto-w-oczy,id,t.html

09-03-2012, 17:49

Biblioteka Śląska. Śląska Fotografia Prasowa 2011  »

Wiadomości24.pl
Adam Podgórski
09-03-2012

Śląska Fotografia Prasowa 2011

15 marca o godzinie 17 w Bibliotece Śląskiej w Katowicach odbędzie się Gala Finałowa IX edycji konkursu Śląska Fotografia Prasowa 2011.

Wystawę nagrodzonych prac można oglądać w Galerii Holu Głównego Biblioteki Śląskiej, od 2 marca. Trwa głosowanie czytelników na najlepsze zdjęcie.

W tegorocznym konkursie uczestniczyło 58 autorów, którzy nadesłali 646 zdjęć. Oceny dokonało jury w składzie: prof. Marian Oslislo, rektor Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach; prof. Jan Malicki, dyrektor Biblioteki Śląskiej; Witold Englender, organizator Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej; Rafał Klimkiewicz, Agencja Fotograficzna EDYTOR; Katarzyna Łata-Wrona, prezes zarządu Okręgu Śląskiego ZPAF; Zbigniew Podsiadło, prezes zarządu Okręgu Górskiego ZPAF oraz Martyna Radłowska-Obrusnik, przedstawiciel Syndykatu Dziennikarzy Republiki Czeskiej w Ostrawie.

Do finału jury zakwalifikowało 156 zdjęć 25 autorów. W gronie laureatów, których prace zaprezentowano na wystawie konkursowej są: Marzena Bugała-Azarko, Grzegorz Celejewski, Dawid Chalimoniuk, Jacenty Dędek, Norbert Dorobisz, Ireneusz Dorożański, Arkadiusz Gola, Tomasz Grzyb, Michał Janusiński, Artur Jastrzębski, Paweł Jędrusik, Tomasz Jodłowski, Karolina Jonderko, Tomasz Kawka, Radosław Kaźmierczak, Roman Koszowski, Sebastian Kucharz, Arkadiusz Ławrywianiec, Paweł Maluśki, Leszek Pilichowski, Artur Pławski, Richard Sklář, Martin Straka, Przemysław Strzelecki, Michał Szalast.

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/biblioteka_slaska_slaska_fotografia_prasowa_2011_227454.h tml

08-03-2012, 16:27

Monika Krasińska z Radia Katowice i Kajetan Berezowski z Trybuny Górniczej laureatami “Karbidki” 2011  »

nettg.pl - Portal Górniczy
08-03-2012

Rozstrzygnięto II edycję konkursu dla dziennikarzy “Karbidka”. Kapituła pod przewodnictwem dr. Piotra Litwy, prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, nagrodziła czworo dziennikarzy, w tym publicystę Trybuny Górniczej – red. Kajetana Berezowskiego.

Miłą uroczystość zorganizowano w siedzibie WUG w czwartek 8 marca. Poza naszym dziennikarzem równorzędne nagrody – miniaturowa karbidka i stosowna gratyfikacja finansowa trafiły do: Sławomira Starzyńskiego z Nowego Górnika,  Karoliny Bacy z Rzeczpospolitej i  Moniki Krasińskiej z Radia Katowice (w pierwszej edycji również zdobyła “Karbidkę”).

Kajetanowi Berezowskiemu dyplom wręczył prof. Józef Dubiński

Symboliczne lampki wręczył prof. Józef Dubiński, prezydent Fundacji Bezpieczne Górnictwo i zarazem naczelny dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa. W uroczystości uczestniczył również prof. Krzysztof Cybulski, prezes zarządu Fundacji Bezpieczne Górnictwo, członek kapituły konkursowej, na co dzień dyrektor Kopalni Doświadczalnej Barbara w Mikołowie.

- Przestrzeganie zasad BHP w górnictwie jest na wagę życia niejednego człowieka, a media publiczne mogą być przysłowiowym kagankiem oświaty w tym zakresie - przyznał przewodniczący Kapituły Konkursu, dr inż. Piotr Litwa, prezes Wyższego Urzędu Górniczego.

- Zadaniem dziennikarzy jest przekazywanie obiektywnej informacji o wydarzeniach, które dzieją się wokół nas. W naszych publikacjach poruszaliśmy problem bezpiecznej pracy w kopalniach. Nie jest to temat łatwy, bo i sama górnicza praca z natury jest niebezpieczna. Próbowaliśmy przekonać ludzi, że warto pracować bezpiecznie, bo życie i zdrowie nie mają ceny. Dziś mamy wielką satysfakcję, że te nasze działania zostały docenione – podsumował red. Kajetan Berezowski.

Całość: http://www.nettg.pl/news/101505/konkurs-nasz-dziennikarz-laureatem-karbidki-2011

07-03-2012, 16:45

Senat zaproponował zastąpienie sprostowania polemiką  »

Press
(MW)
07-03-2012

Konsultacje budzącego kontrowersje senackiego projektu nowelizacji prawa prasowego zakończą się 23 marca br. Nadal nie wiadomo, w jakim trybie będzie rozpatrywany konkurencyjny projekt Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Senacki projekt nowelizacji prawa prasowego trafił do konsultacji społecznych – zaopiniuje go m.in. Izba Wydawców Prasy, stowarzyszenia dziennikarskie, prokuratura, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Główną zmianą w projekcie jest nowelizacja przepisów o sprostowaniu, którą nakazał w 2010 roku parlamentowi Trybunał Konstytucyjny. Dał mu na to czas do 14 czerwca br. Zdaniem TK obowiązujące obecnie prawo prasowe nie definiuje, czy jest sprostowanie, a jednocześnie grozi za uchylanie się od niego sankcjami karnymi. Senat zaproponował zastąpienie sprostowania odpowiedzią, która może odnosić się nie tylko do nieprawdziwych faktów, ale i do ocen oraz opinii. Obecnie sprostowanie może kwestionować jedynie fakty. Ponadto projekt przewiduje wydłużenie czasu wystąpienia do prasy o sprostowanie z miesiąca do trzech.

Propozycja Senatu wzbudziła sprzeciw ekspertów, którzy obawiają się, że prasa zostanie zalana uciążliwymi dla redakcji polemikami. – Ten system pasuje do Internetu, gdzie objętość publikacji nie jest nieograniczona, ale nie do prasy. Redakcje drukowanych pism będą zmuszane do zamieszczania treści nieinteresujących czytelników. System sprostowań jest dla nich bezpieczniejszy i mniej groźny dla wolności słowa – mówi Michał Zaremba, specjalista od prawa prasowego z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Podobnie uważa Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. – Nowelizacja Senatu utrudni redakcjom pracę, bo pozwala odnosić się do opinii. Naszym zdaniem lepiej trzymać się wersji ze sprostowaniem – przekonuje Hoffman. Zaznacza, że w opinii IWP nowelizacja powinna znieść karę grzywny dla redaktora naczelnego za niezamieszczenie sprostowania (projekt Senatu nadal przewiduje grzywnę za uchylanie się od odpowiedzi, choć rezygnuje z ograniczenia wolności).

Zupełnie inaczej potraktowało kwestię sprostowania Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W swoim projekcie nowelizacji prawa prasowego resort stoi na stanowisku, że w ustawie powinno pozostać jedynie sprostowanie. Obecnie prawo prasowe dopuszcza także odpowiedź. – Intencją projektowanej zmiany było, aby sprostowanie odnosiło się wyłącznie do faktów. Decydując się na taki krok, założono, że jedna instytucja zdefiniowana w sposób niebudzący wątpliwości rozwiąże problem, jaki istniał w obecnie obowiązującej ustawie – komentuje zespół prasowy MKiDN.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/28421,Senat-zaproponowal-zastapienie-sprostowania- polemika