Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

16-04-2012, 18:49

Śląscy działacze “Solidarności” głodują w obronie lekcji historii  »

Gazeta Wyborcza Katowice
maw, PAP
16-04-2012

Dziennikarka Jadwiga Chmielowska, Anna Zaskórska, działaczka NSZ, i Andrzej Kamiński, współorganizator górniczych strajków w Jastrzębiu-Zdroju, zamierzają głodować przez tydzień. To wyraz sprzeciwu przed reformą nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych.

Strajk głodowy o lekcje historii w Tarnowskich Górach

Protestujący rozpoczęli głodówkę w niedzielę w południe w siedzibie tarnogórskiej delegatury “Solidarności”. Są przeciwni planom Ministerstwa Edukacji Narodowej, by od 1 września uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, którzy wybiorą klasę przyrodniczą lub politechniczną, zamiast tradycyjnych lekcji historii mieli przedmiot historia i społeczeństwo. Ich zdaniem spowoduje to, że młodzież nie pozna dogłębnie historii Polski.

Tarnogórska głodówka to kontynuacja podobnych protestów w Krakowie, Warszawie i Siedlcach. Za tydzień podjęta zostanie w kolejnym regionie. – W swojej działalności zawsze byłam przeciwna głodówkom, uważając, że ta forma protestu może być podejmowana jedynie przez więźniów, którzy są pozbawieni innych możliwości, natomiast osoby wolne powinny aktywnie działać, a nie głodować. Zmieniłam zdanie, bo znaleźliśmy się w Polsce w sytuacji bez wyjścia – mówi Chmielowska.

We wtorek do protestujących ma dołączyć Ryszard Nikodem, wiceprzewodniczący zarządu regionu śląsko-dąbrowskiej “Solidarności” na początku lat 80.

Zdaniem minister edukacji Krystyny Szumilas nowa podstawa programowa nie ogranicza lekcji historii. Wręcz przeciwnie – uczniowie będą uczeni w sposób pozwalający na powtórzenie materiału z młodszych klas i analityczne spojrzenie na historię.

Jadwiga Chmielowska jest absolwentką Politechniki Śląskiej w Gliwicach, wydziału  Automatyki i Informatyki (1978). W latach 1980 – 1981 była członkiem Zarządu MKZ Katowice “S”, delegatem na I i II WZD (Województwa Katowickiego) Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, członkiem Zarządu Regionu. Od 13 grudnia 1981 r. ukrywała się przez prawie 9 lat i była poszukiwana listem gończym. Obecnie jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i skarbnikiem SDP.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,11545195,Slascy_dzialacze__Solidarnosci__gloduja_w_obronie.html#ixzz1sHF19W4L

12-04-2012, 18:13

Kuba Wojewódzki w Wyższej Szkole Technicznej w Katowicach  »

Telewizja Silesia
IAR
12-04-2012

 

 

23 kwietnia 2012 o godz. 10.00 w Auli Głównej Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach odbędzie się wykład Kuby Wojewódzkiego.

Podczas wykładu będzie można odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dziennikarstwo jest tylko wykonywanym zawodem czy też pasją.

Całość: http://www.tvs.pl/38530,wojewodzki_na_wst.html

12-04-2012, 17:55

Media, a nie CBA, naruszyły prywatność billingowanego dziennikarza?  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
12-04-2012

Za dwa tygodnie sąd wyda wyrok w precedensowym procesie, jaki CBA wytoczył Bogdan Wróblewski, dziennikarz “Gazety”.

Bogdan Wróblewski wytoczył CBA precedensowy proces: o ochronę dóbr osobistych za naruszenie “billingowaniem” prywatności, wiarygodności zawodowej i dobrego imienia. CBA w 2007 r. trzykrotnie w ciągu pół roku sięgało po jego billingi, dane BTS (pozwalające ustalić miejsca pobytu właściciela telefonu komórkowego, w tym np. to, z kim się spotkał), a także ustalało dane osób, z którymi się kontaktował.

Wszystko to działo się za rządów PiS, a ówczesny wiceszef CBA Maciej Wąsik przed tzw. naciskową sejmową komisją śledczą przyznał, że sam występował o te dane, choć nie potrafił powiedzieć, po co mu były potrzebne.

Przypuszczał, że mogło chodzić o ustalenie informatorów dziennikarza w związku z tekstami, które pisał w tamtym czasie. A pisał m.in. o prowadzonych przez CBA śledztwach, w tym przeciwko kardiochirurgowi G. spektakularnie zatrzymanemu w grudniu 2006 roku w szpitalu MSWiA w Warszawie.

Cała sprawa wyszła na jaw przypadkiem, kiedy inny dziennikarz “Gazety”, Wojciech Czuchnowski, pokrzywdzony, dla odmiany, bezprawnym podsłuchiwaniem jego telefonu, zapoznał się z aktami swojej sprawy. Okazało się wtedy, że w tamtym okresie było “billingowanych” dziesięcioro dziennikarzy różnych mediów, w tym Bogdan Wróblewski. Tylko on zdecydował się na proces, choć Helsińska Fundacja Praw Człowieka proponowała wszystkim pomoc, widząc w “billingowaniu” dziennikarzy obchodzenie ochrony dziennikarskich źródeł informacji.

W czwartek Wróblewski przed sądem podkreślał, że bardzo ceni swoją prywatność, tymczasem CBA sprawdzało nie tylko jego służbową komórkę, ale też telefon prywatny i zarejestrowany na niego telefon komórkowy, którego, jako telefonu domowego, używały jego córki i żona. CBA ustaliło też listę osób, z którymi jego rodzina się kontaktowała. Mówił, że po artykule o billingowaniu dziennikarzy, był pytany przez rozmaite osoby o przyczynę, dla której interesowało się nim CBA:

- To służba tropiąca korupcję, więc czułem się, jakby stał pod jakimś podejrzeniem. I musiałem tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Poza tym osoby, z którymi umawiałem się na rozmowy zaczęły mnie prosić, bym przychodził bez telefonu i same telefonu nie przynosiły. Chciały uniknąć groźby zlokalizowania ich przez system BTS. Niektóre osoby w ogóle przestały się ze mną kontaktować – mówił Wróblewski dodając, że jego wiarygodność jako dziennikarza, który jest obowiązany chronić swoje źródła informacji, została podważona.

Mec. Maciej Ślusarek, który reprezentuje Wróblewskiego pro bono podkreślał, że działania CBA były bezprawne. Przyznał to zresztą w piśmie do sejmowej komisji śledczej były już szef CBA Paweł Wojtunik (przejął obowiązki po zdymisjonowanym Mariuszu Kamińskim). Wojtunik napisał, że billingi Wróblewskiego pobierane były “bez żadnej podstawy prawnej”.

- Kiedy spytać CBA, na jakiej podstawie robi to czy tamto, zawsze pada odpowiedź: art. 18 ustawy o CBA. Wygląda na to, że daje on uprawnienia do wszystkiego. To jak gra, gdzie na każde pytanie odpowiada się: “pomidor!”. Tymczasem danych telekomunikacyjnych Bogdana Wróblewskiego nie zbierano w ramach jakiegokolwiek postępowania, a więc bezprawność działania jest tu oczywista – mówił mec. Ślusarek.

- W tym procesie chodzi o podstawowy akt sprawiedliwości: by władza, która naruszyła prawo, przeprosiła za to. Chodzi też o przywrócenie wiarygodności dziennikarzowi i umożliwienie mu normalnej pracy – zakończył.

Wróblewski żąda przeprosin w trzech gazetach i usunięcia informacji, które służby zdobyły w ramach “billingowania” go (policja i służby nie mają obowiązku automatycznego niszczenia zbędnych danych telekomunikacyjnych). Prawniczka występująca w imieniu CBA stwierdziła, że w celu usunięcia danych Wróblewski powinien zwrócić się, nie za pomocą sądu, ale Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Uznała, że CBA nie naruszyło przepisów o pobieraniu danych telekomunikacyjnych, więc działanie Biura nie było bezprawne. A szkody dla dóbr osobistych Wróblewskiego wywołało nie “billingowanie”, ale fakt podania tej informacji do publicznej wiadomości (publiczność komentowała, że CBA sugeruje, by Wróblewski dochodził przeprosin od dziennikarzy). Natomiast szef CBA może Wróblewskiego co najwyżej przeprosić osobiście, a nie w mediach.

Wyrok za dwa tygodnie, 26 kwietnia.

Przepisy dotyczące billingów zaskarżyła w lipcu zeszłego roku do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz. M.in. za to, że można po nie sięgać zbyt swobodnie, i że w przypadku dziennikarzy jest to łamanie ochrony dziennikarskich źródeł informacji. Polska jest europejskim liderem w “billingowaniu”. W zeszłym roku sięgano po nasze dane do teleoperatorów ponad 1 mln 800 tys. razy – trzykrotnie częściej, niż np. w Czechach, Francji czy W. Brytanii. Według informacji zebranych przez MSW Polska ma najbardziej liberalne przepisy w tym względzie w krajach UE.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,11526289,Media__a_nie_CBA__naruszyly_prywatnosc_billingowanego.html#ixzz1rtfpxbpr

10-04-2012, 19:06

Reaktywowano Stowarzyszenie Radia Publicznego  »

Press
(MW)
10-04-2012

Stowarzyszenie Radia Publicznego, zrzeszające m.in. wszystkie publiczne rozgłośnie regionalne, zostało zgłoszone do Krajowego Rejestru Sądowego.

SRP reaktywuje się po sześcioletniej przerwie. – Chcemy być współtwórcami nowej ustawy o radiofonii i telewizji – mówi Włodzimierz Prochowicz, prezes Stowarzyszenia Radia Publicznego i prezes Radia Białystok. – Będziemy starali się zrobić wszystko, by regionalne rozgłośnie radia publicznego nie znalazły się w takiej sytuacji, jak regionalne ośrodki telewizji publicznej, którym grozi likwidacja – dodaje Prochowicz. Jego zdaniem zagrożeniem dla publicznych stacji radiowych jest ich połączenie (dziś są niezależnymi spółkami), a taki scenariusz został zapisany w opracowanej przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji “Strategii rozwoju mediów elektronicznych”. Zakłada ona, że w przyszłości spółki radia publicznego zostaną połączone z TVP.

Członkostwo w Stowarzyszeniu zgłosiła większość regionalnych stacji radia publicznego. Mogą do niego należeć też osoby prywatne. Oprócz Prochowicza w zarządzie stowarzyszenia znaleźli się: Andrzej Siezieniewski, prezes Polskiego Radia, i Bogusław Nierenberg, przewodniczący rady nadzorczej Radia Opole.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/28683,Reaktywowano-Stowarzyszenie-Radia-Publicznego

06-04-2012, 08:44

Co ze zmianami w Prawie prasowym? Zastrzeżenia resortu sprawiedliwości  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
06-04-2012

Część zapisów projektu noweli Prawa prasowego przygotowanego przez senacką komisję ustawodawczą zawiera powtórzenie rozwiązań uznanych przez Trybunał Konstytucyjny za nieprecyzyjne i niejasne – ocenił resort sprawiedliwości.

W myśl obowiązujących przepisów redaktor naczelny – na wniosek zainteresowanej osoby – jest zobowiązany do publikacji sprostowania “rzeczowego i odnoszącego się do faktów wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej” albo odpowiedzi “na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym”. W wyroku z grudnia 2010 r. TK orzekł, że przepisy Prawa prasowego nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny. TK uznał to za niekonstytucyjne; zakwestionowane przepisy stracą moc 14 czerwca br.

Przygotowany przez senacką komisję projekt noweli, która miałaby wykonać wyrok TK, przewiduje, że na publikacje prasowe będzie można reagować tylko w formie odpowiedzi. Odpowiedź miałaby być “rzeczowa”, jednak mogłaby odnosić się nie – jak dziś – do “stwierdzeń zagrażających dobrom osobistym”, ale do “faktów podanych w materiale prasowym” oraz “zawartych w nim ocen”.

W piśmie do przewodniczącego komisji Piotra Zientarskiego (PO) wiceminister sprawiedliwości Grzegorz Wałejko przypomniał, że w projekcie noweli opracowanym przez resort kultury i dziedzictwa narodowego przyjęto koncepcję prawa do prostowania faktów, co zostało zaakceptowane w toku konsultacji społecznych i międzyresortowych.

Podniesiony w uzasadnieniu projektu komisji argument, że przyznanie osobom zainteresowanym “zaledwie prawa do sprostowania (…) mogłoby okazać się niewystarczające”, Wałejko uznał za nieprzekonujący. Zaznaczył, że należytą ochronę prawną podmiotom uprawnionym do sprostowania nadal zapewniają przepisy Kodeksu cywilnego.

Wałejko ocenił, że zastrzeżeń nie budzi natomiast przewidziane w projekcie pozostawienie wymogu rzeczowości odpowiedzi, przy jednoczesnej rezygnacji z kryteriów prawdziwości i ścisłości materiału prasowego, do którego odpowiedź się odnosi. “Taka redakcja przepisu nie powinna powodować w praktyce poważniejszych problemów interpretacyjnych” – brzmi treść opinii MS.

Wiceminister zwrócił też uwagę na proponowane przez komisję nałożenie na redaktora naczelnego obowiązku wskazania redaktora, który będzie ponosić odpowiedzialność karną za uchylanie się od obowiązku publikacji odpowiedzi prasowej. Sprawa dotyczy sytuacji, gdy on sam uzyska immunitet procesowy (gdy naczelny zostaje oskarżony o złamanie Prawa prasowego, nie musi mówić prawdy i teoretycznie wolno mu kłamać w ramach swej linii obrony – red.).

“Rozwiązanie to budzi poważne zastrzeżenia, ponieważ kreuje odpowiedzialność karną za cudzy czyn (odpowiedzialność w zastępstwie redaktora naczelnego), co pozostaje w kolizji z konstytucyjną zasadą indywidualizacji odpowiedzialności karnej” – ocenił.

Wiceminister za zbyt długi uważa proponowany przez senacką komisję trzymiesięczny termin na wysłanie przez zainteresowaną osobę odpowiedzi na publikację prasową. Za celowe uznał zaś rozważenie wprowadzenia możliwości dokonywania przez redaktora naczelnego korekty “przynajmniej błędów ortograficznych i gramatycznych”. Senatorowie są za tym, aby w tekście nadesłanej odpowiedzi nie wolno było dokonywać skrótów ani innych zmian bez zgody wnioskodawcy.

Wałejko podkreślił ponadto, że w projekcie komisji – wbrew wyraźnym wskazaniom TK – nie sprecyzowano dwóch przesłanek odmowy opublikowania odpowiedzi prasowej, które “nadal wydają się mieć kluczowe znaczenie dla ustalenia odpowiedzialności redaktora naczelnego, w tym odpowiedzialności karnej”. Chodzi o odpowiedzi zawierające treść karalną lub naruszające dobra osobiste osób trzecich, a także takie, które treścią lub formą naruszają zasady współżycia społecznego.

Zdaniem wiceszefa resortu sprawiedliwości nieprecyzyjne określenie znamion czynu zabronionego osłabia gwarancje ochrony praw jednostki dotkniętej publikacją, a po stronie redaktora naczelnego nadal stwarza stan niepewności co do rzeczywistego zakresu zachowań zgodnych z prawem.

Krytycznie do projektu noweli komisji senackiej odniósł się w ostatnim czasie także minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Jak ocenił, zmiana może nałożyć nadmierne obciążenia na redakcje i wydawców prasy, którzy musieliby liczyć się z ryzykiem obowiązku zamieszczania polemiki z niemal każdą publikowaną treścią. Proponowaną nowelę skrytykowały też m.in. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Izba Wydawców Prasy i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Żadnych uwag do projektu nie zgłosiła Krajowa Rada Sądownictwa, zaś biuro studiów i analiz Sądu Najwyższego oceniło, że od strony prawnej nie budzi on większych zastrzeżeń.

Konsultacje społeczne w sprawie tego projektu trwają do końca kwietnia. Opinie na temat proponowanych przez senatorów zmian w Prawie prasowym, a także własne, alternatywne propozycje rozwiązań legislacyjnych w tej sprawie, można wysyłać na adres konsultacje@nw.senat.gov.pl

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/co-ze-zmianami-w-prawie-prasowym-zastrzezenia-resortu-sprawiedliwosci

04-04-2012, 05:08

Wyrok, który zniszczył dziennikarza  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
04-04-2012

Zakaz wykonywania zawodu dziennikarza jako kara za nieopublikowanie sprostowania naruszył wolność słowa – uznał we wtorek Trybunał w Strasburgu w polskiej sprawie.

Kolejny raz Trybunał podkreślił też, że odpowiedzialność karna dotycząca publikacji medialnych może wywołać tzw. efekt mrożący i zniechęcać dziennikarzy i właścicieli mediów do podejmowania kontrowersyjnych i ważnych społecznie tematów. A więc do sprawowania wobec władzy roli kontrolnej.

Wyrok zapadł w sprawie Przemysława Kaperzyńskiego, byłego redaktora naczelnego tygodnika “Iławski Tydzień”, wspieranego w Strasburgu przez Helsińską Fundację Praw Człowieka. Nasze sądy skazały Kaperzyńskiego na 80 godzin prac społecznych z zawieszeniem na dwa lata i na dwa lata zakazu wykonywania zawodu (bez zawieszenia). “Iławski Tydzień” upadł, bo po podanym do publicznej wiadomości wyroku odwrócili się od niego reklamodawcy. Kaperzyński wyjechał z Iławy.

A poszło o artykuł opublikowany w 2005 roku “Gmina Iława w niebezpieczeństwie”. Tygodnik zarzucił władzom złą gospodarkę wodno-ściekową, która może prowadzić do katastrofy ekologicznej i zagrozić zdrowiu mieszkańców. Wójt Iławy przysłał do redakcji list, w którym polemizował ze stwierdzeniami zamieszczonymi w artykule. Kaperzyński uznał, że list nie jest sprostowaniem, bo nie spełnia wymogów formalnych (m.in. przekraczał objętość sprostowania), więc go nie opublikował. Wbrew prawu prasowemu nie zawiadomił wójta o powodach odmowy.

Gmina wystąpiła przeciwko Kaperzyńskiemu z prywatnym aktem oskarżenia. I wygrała. Sprawą zainteresowało się Obserwatorium Wolności Mediów Fundacji Helsińskiej, która od lat upomina się o zniesienie odpowiedzialności karnej za nadużycie wolności słowa, w tym za tzw. przestępstwa prasowe. Przed Trybunałem w Strasburgu reprezentował Kaperzyńskiego wiceprezes Fundacji Adam Bodnar.

We wtorek zapadł wyrok: sankcja wobec dziennikarza była nieproporcjonalna do zawinienia. Trybunał zauważył też, że sądy potraktowały sprawę mechanicznie: stwierdziły jedynie, że sprostowania nie opublikowano. Nie zbadały, czy publikacja “Iławskiego Tygodnia” była prawdziwa, nie uwzględniły, że poruszała ważny społecznie temat, że była rzeczowa, nieobraźliwa w formie.

- Ta sprawa pokazuje, że nie jest prawdą, że w Polsce sankcje karne dla dziennikarzy sądy orzekają oględnie. Dwuletni zakaz wykonywania zawodu to kara drakońska. Tym bardziej że nie zbadano rzetelności publikacji – mówi Bodnar.

Kaperzyńskiemu Trybunał przyznał 3 tys. euro zadośćuczynienia i 750 euro zwrotu kosztów postępowania.

Przepisy o sprostowaniu i odpowiedzi za niekonstytucyjne uznał w grudniu 2010 roku Trybunał Konstytucyjny. Ale nie z powodu sankcji karnej, tylko dlatego, że prawo niewystarczająco odróżnia odpowiedź od sprostowania. Wyrok wchodzi w życie 14 czerwca.

Komisja ustawodawcza Senatu przygotowała projekt nowych przepisów, w których rezygnuje ze sprostowania i wprowadza obowiązek publikowania odpowiedzi. Odpowiedź przysługiwałaby w każdym przypadku, nie tylko na publikację krytyczną, ale nawet pochwalną. Fundacja Helsińska w opinii dla Senatu zauważa, że oznaczałoby to m.in. obowiązek publikowania przez wydawców na własny koszt m.in. PR-owskich tekstów, co doprowadziłoby papierową prasę do ruiny. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz zapowiedział, że trzeba ten projekt napisać na nowo.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,11478379,Wyrok__ktory_zniszczyl_dziennikarza.html#ixzz1r2N3cCYX