Za dwa tygodnie sąd wyda wyrok w precedensowym procesie, jaki CBA wytoczył Bogdan Wróblewski, dziennikarz “Gazety”.
Bogdan Wróblewski wytoczył CBA precedensowy proces: o ochronę dóbr osobistych za naruszenie “billingowaniem” prywatności, wiarygodności zawodowej i dobrego imienia. CBA w 2007 r. trzykrotnie w ciągu pół roku sięgało po jego billingi, dane BTS (pozwalające ustalić miejsca pobytu właściciela telefonu komórkowego, w tym np. to, z kim się spotkał), a także ustalało dane osób, z którymi się kontaktował.
Wszystko to działo się za rządów PiS, a ówczesny wiceszef CBA Maciej Wąsik przed tzw. naciskową sejmową komisją śledczą przyznał, że sam występował o te dane, choć nie potrafił powiedzieć, po co mu były potrzebne.
Przypuszczał, że mogło chodzić o ustalenie informatorów dziennikarza w związku z tekstami, które pisał w tamtym czasie. A pisał m.in. o prowadzonych przez CBA śledztwach, w tym przeciwko kardiochirurgowi G. spektakularnie zatrzymanemu w grudniu 2006 roku w szpitalu MSWiA w Warszawie.
Cała sprawa wyszła na jaw przypadkiem, kiedy inny dziennikarz “Gazety”, Wojciech Czuchnowski, pokrzywdzony, dla odmiany, bezprawnym podsłuchiwaniem jego telefonu, zapoznał się z aktami swojej sprawy. Okazało się wtedy, że w tamtym okresie było “billingowanych” dziesięcioro dziennikarzy różnych mediów, w tym Bogdan Wróblewski. Tylko on zdecydował się na proces, choć Helsińska Fundacja Praw Człowieka proponowała wszystkim pomoc, widząc w “billingowaniu” dziennikarzy obchodzenie ochrony dziennikarskich źródeł informacji.
W czwartek Wróblewski przed sądem podkreślał, że bardzo ceni swoją prywatność, tymczasem CBA sprawdzało nie tylko jego służbową komórkę, ale też telefon prywatny i zarejestrowany na niego telefon komórkowy, którego, jako telefonu domowego, używały jego córki i żona. CBA ustaliło też listę osób, z którymi jego rodzina się kontaktowała. Mówił, że po artykule o billingowaniu dziennikarzy, był pytany przez rozmaite osoby o przyczynę, dla której interesowało się nim CBA:
- To służba tropiąca korupcję, więc czułem się, jakby stał pod jakimś podejrzeniem. I musiałem tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem. Poza tym osoby, z którymi umawiałem się na rozmowy zaczęły mnie prosić, bym przychodził bez telefonu i same telefonu nie przynosiły. Chciały uniknąć groźby zlokalizowania ich przez system BTS. Niektóre osoby w ogóle przestały się ze mną kontaktować – mówił Wróblewski dodając, że jego wiarygodność jako dziennikarza, który jest obowiązany chronić swoje źródła informacji, została podważona.
Mec. Maciej Ślusarek, który reprezentuje Wróblewskiego pro bono podkreślał, że działania CBA były bezprawne. Przyznał to zresztą w piśmie do sejmowej komisji śledczej były już szef CBA Paweł Wojtunik (przejął obowiązki po zdymisjonowanym Mariuszu Kamińskim). Wojtunik napisał, że billingi Wróblewskiego pobierane były “bez żadnej podstawy prawnej”.
- Kiedy spytać CBA, na jakiej podstawie robi to czy tamto, zawsze pada odpowiedź: art. 18 ustawy o CBA. Wygląda na to, że daje on uprawnienia do wszystkiego. To jak gra, gdzie na każde pytanie odpowiada się: “pomidor!”. Tymczasem danych telekomunikacyjnych Bogdana Wróblewskiego nie zbierano w ramach jakiegokolwiek postępowania, a więc bezprawność działania jest tu oczywista – mówił mec. Ślusarek.
- W tym procesie chodzi o podstawowy akt sprawiedliwości: by władza, która naruszyła prawo, przeprosiła za to. Chodzi też o przywrócenie wiarygodności dziennikarzowi i umożliwienie mu normalnej pracy – zakończył.
Wróblewski żąda przeprosin w trzech gazetach i usunięcia informacji, które służby zdobyły w ramach “billingowania” go (policja i służby nie mają obowiązku automatycznego niszczenia zbędnych danych telekomunikacyjnych). Prawniczka występująca w imieniu CBA stwierdziła, że w celu usunięcia danych Wróblewski powinien zwrócić się, nie za pomocą sądu, ale Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Uznała, że CBA nie naruszyło przepisów o pobieraniu danych telekomunikacyjnych, więc działanie Biura nie było bezprawne. A szkody dla dóbr osobistych Wróblewskiego wywołało nie “billingowanie”, ale fakt podania tej informacji do publicznej wiadomości (publiczność komentowała, że CBA sugeruje, by Wróblewski dochodził przeprosin od dziennikarzy). Natomiast szef CBA może Wróblewskiego co najwyżej przeprosić osobiście, a nie w mediach.
Wyrok za dwa tygodnie, 26 kwietnia.
Przepisy dotyczące billingów zaskarżyła w lipcu zeszłego roku do Trybunału Konstytucyjnego rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz. M.in. za to, że można po nie sięgać zbyt swobodnie, i że w przypadku dziennikarzy jest to łamanie ochrony dziennikarskich źródeł informacji. Polska jest europejskim liderem w “billingowaniu”. W zeszłym roku sięgano po nasze dane do teleoperatorów ponad 1 mln 800 tys. razy – trzykrotnie częściej, niż np. w Czechach, Francji czy W. Brytanii. Według informacji zebranych przez MSW Polska ma najbardziej liberalne przepisy w tym względzie w krajach UE.