24-04-2012, 18:55
Dziennikarze skazani, bo ujawnili fakty o molestowaniu »
Piotr Żytnicki
24-04-2012
Dziennikarze legalnie przeczytali akta utajnionego procesu. Ale publikując zawarte w nich informacje, złamali prawo – uznał poznański sąd.
Dwa lata temu w tygodniku “Wiadomości Wrzesińskie” ukazał się artykuł pt. “Gdy szef kocha inaczej”. Przedstawiał sprawę Hansa S., wtedy dyrektora zakładu produkującego pod Miłosławiem sauny i łaźnie, którego skazano za molestowanie pracowników. Tygodnik pisał: “Był przerażony. Miał ściągnięte spodnie i majtki. Szef masturbował go. W magazynie całował go z języczkiem. Witając, podawał prawą dłoń, a lewą wkładał za pasek spodni i dotykał genitaliów”.
Autor tekstu poznał relacje molestowanych pracowników z akt sądowych. Sam proces został bowiem utajniony. Gdy zakończył się prawomocnym wyrokiem, dziennikarz poprosił o dostęp do dokumentów. Napisał, że są mu potrzebne do pracy nad artykułem. Sąd nie robił problemu i akta pokazał.
Ale Hans S. zawiadomił prokuraturę o przestępstwie. A ta uznała, że doszło do “publicznego rozpowszechnienia wiadomości z rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności”. To przestępstwo, za które grożą dwa lata więzienia.
Dziennikarz i jego szef nie przyznali się do winy. Tłumaczyli, że pokazując im akta, sąd wiedział, że na ich podstawie napisany zostanie artykuł.
Poznański sąd – po blisko rocznym procesie – uznał jednak, że dziennikarze złamali prawo. Bo podawanie informacji z utajnionego procesu jest bezwzględnie zabronione i nawet zgoda sądu tego nie zmienia. A dziennikarze powinni o tym wiedzieć.
Ale uznając ich winę, sąd postanowił jednocześnie skorzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary. I zrezygnował z jej wymierzania. Powód? Choć – zdaniem sądu – ich to nie usprawiedliwia, dziennikarze nie byli świadomi, że łamią prawo.
- Czujemy się niewinni. Będziemy się odwoływać – mówi nam Tomasz Szternel, skazany autor artykułu. I przekonuje: – Sąd wiedział, że prosimy o akta, by napisać artykuł. Nie zastrzegł, nie uprzedził, że nie możemy ich wykorzystać. Dlaczego teraz mamy ponosić konsekwencje?
Bo choć sąd nie wymierzył dziennikarzom kary, Szternel obawia się teraz procesu cywilnego, który może wytoczyć opisany w artykule Hans S. Jeszcze w trakcie procesu domagał się od dziennikarzy 30 tys. zł.
Dlaczego dziennikarzom pokazano tajne akta, skoro nie mogli napisać o tym, co wyczytali? Gdy “Gazeta” pytała o to przed rokiem, rzecznik sądu nie chciał odpowiadać, zasłaniając się toczącym się procesem dziennikarzy. Wczoraj tłumaczył, że nie zna jeszcze wyroku.
Dziennikarzy broni Dominika Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów działającego przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Obserwator fundacji uczestniczył w rozprawach. – Dziennikarze prosili o dostęp do akt, by poinformować społeczeństwo o ważnej sprawie. Skoro nie mieli do tego prawa, sąd nie powinien się na to zgodzić. Oni zgodę jednak uzyskali i za to są ciągani po sądach. Tak być nie powinno – mówi Bychawska-Siniarska. I zapowiada, że fundacja również poprosi o uzasadnienie wyroku.




