Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-04-2012, 15:58

Wkrótce pierwszy numer “Fabryki Silesia”  »

Platforma Kultury.pl
Artur Szczęsny
30-04-2012

Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach kończy prace nad pierwszym numerem kwartalnika “Fabryka Silesia”. Pismo ukaże się w maju.

Winieta kwartalnika "Fabryka Silesia"

Nazwa “Fabryka Silesia” zapowiada sprawy górnośląskie z nawiązaniem do tradycji, a metaforycznie stwarza sugestię regionu twórczego, co kieruje ku przyszłości. Zależy nam na tym, co indywidualne, kameralne, intymne, lecz szczególnie interesuje nas wspólnota, jej źródła – wielokulturowe dziedzictwo, historyczne iskrzenie, industrialne korzenie i górnośląskie pejzaże.

Kwartalnik Fabryka Silesia Regionalnego Ośrodka Kultury w Katowicach będzie czasopismem poświęconym zagadnieniom kultury na Górnym Śląsku – z misją rozpoznawania jego fenomenu kulturowego i towarzyszenia dokonującym się w tej sferze zmianom. Fabryka będzie również czasopismem analizy i refleksji kulturowej.

Zadaniem kwartalnika będzie traktowanie kultury i tradycji w sposób pogłębiony, bez wchodzenia w sprawy doraźne i bez recenzowania bieżącego życia kulturalnego. Nie będzie to pismo o charakterze akademickim, chociaż będzie służyło także promocji i popularyzacji humanistyki w regionie. Jego formuła będzie łączyła eseistykę z pogłębioną publicystyką i innymi formami dziennikarskimi. Poszczególne numery będą miały charakter monograficzny.

Kwartalnik adresowany jest do środowisk twórczych i naukowych, także do pracowników kultury i oświaty, dziennikarzy i samorządowców.

Pierwszy numer Fabryki Silesia ukaże się w połowie maja 2012 roku, a jego najważniejszym tematem jest wybór Kanonu Literatury Górnego Śląska. W pierwszym numerze piszą i wypowiadają się m.in. Janosch, Kazimierz Kutz, Zbigniew Kadłubek, Ryszard Kaczmarek, Krzysztof Karwat, Aleksandra Kunce, Jan Miodek, Feliks Netz, Tadeusz Sławek, Marek S. Szczepański, Grażyna Barbara Szewczyk, Michał Smolorz, Szczepan Twardoch, Henryk Waniek. Winietę kwartalnika zaprojektował znany grafik Roman Kalarus.

Całość: http://www.platformakultury.pl/art,pl,publikacje,112469.html

27-04-2012, 08:57

Koniec dziennikarstwa  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
Robert Stępowski
27-04-2012

Dziennikarstwo, które dziś znamy, w klasycznej formie zanika. Zostanie jedynie nieliczne grono najlepszych, przede wszystkim publicystów. Reszta dziennikarzy powinna szukać pracy np. w PR – to jeden ze scenariuszy dotyczący przyszłości dziennikarstwa w Polsce zaprezentowany podczas konferencji SPD.

- Grupa dziennikarzy, będących publicystami, nie tylko przetrwa, ale będzie sobie radziła znacznie lepiej niż dotychczas, a ich pozycja będzie rosła - twierdzi Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika “Uważam Rze”. Jego zdaniem o sukcesie kierowanego przez niego tygodnika świadczy właśnie duża liczba rozpoznawalnych autorów, publikujących w tym tytule. – Im więcej osób, które mają silny autorytet i same z siebie przeciągają czytelnika, czy też odbiorcę w jednym miejscu, tym dla tej marki lepiej - podkreśla Lisicki.

Prof. Maciej Mrozowski

- Dziennikarza można ominąć we wszystkich aspektach jego działalności poza jednym. Dziennikarze zawsze byli potrzebni w tworzeniu modeli grup społecznych – uważa natomiast prof. Maciej Mrozowski, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Twierdzi on, że w ostatnim czasie świat tak bardzo się skomplikował i rzeczywistość jest tak nieprzejrzysta, że dziennikarz jako ktoś kto dostarcza, albo sam jest modelem pewnej roli, społecznie będzie zawsze bardzo wartościowy.

Profesor Mrozowski, przyznaje również, że pomimo “więdnącego” dziennikarstwa, co roku studia dziennikarskie podejmuje coraz więcej młodych osób. Mimo to, w czasie studiów będą musieli oni przedefiniować swoje rozumienie dziennikarstwa. Mrozowski podkreśla, że już w czasie wyboru specjalizacji, większość studentów wybiera nie dziennikarstwo a public relations.

- Dziś dziennikarz przestaje być zawodem, który może konkurować pod względem dochodów np. z prawnikiem - przyznaje Michał Karnowski, “Uważam Rze” i Wpolityce.pl. – Przyznać jednak trzeba, że dotychczas rynek był przesadnie „rozdmuchany”.

Karnowski przypomina, że 6-7 lat temu w mediach pojawiali się młodzi dziennikarze z niewielkim doświadczeniem, ale oczekujący wynagrodzenia w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. Nie rzadko, takiej też wysokości wynagrodzenia otrzymywali.

Wojciech Maziarski

Aktualnie, jak twierdzi Barbara Markowska-Wójcik, przewodnicząca zarządu Związku Zawodowego Pracowników Twórczych TVP SA “Wizja”, wynagrodzenie przeciętnego dziennikarza wynosi 2-2,5 tys. zł.

Zdaniem Pawła Lisickiego, najtrudniej będą mieli dziennikarze śledczy i informacyjni, gdyż ich praca jest najmniej medialna, i coraz mniej redakcji stać na utrzymywanie takich osób.

Opinię tę potwierdza Wojciech Maziarski, były redaktor naczelny tygodnika „Newsweek Polska”, obecnie publicysta „Gazety Wyborczej”. Jego zdaniem w obecnej sytuacji redakcji nie stać na utrzymywanie dziennikarzy śledczych, który będą oddawać jeden tekst co kilka tygodni. – Czytelnicy, pomimo tego, iż wiedzą, że treści, które otrzymują za darmo są niższej jakości, a mimo wszystko za te lepszej jakości nie chcą płacić - twierdzi Maziarski.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/koniec-dziennikarstwa

27-04-2012, 05:18

CBA nie może, ot tak sobie, nas billingować  »

Gazeta Wyborcza
Ewa Siedlecka
27-04-2012

Precedensowy wyrok! Szef CBA ma przeprosić dziennikarza ”Gazety” Bogdana Wróblewskiego za naruszenie jego prywatności przez pobieranie bez uzasadnionego powodu jego danych telekomunikacyjnych.

W tym niezwykle ważnym procesie sąd stwierdził, że prawo do tzw. billingowania przez służby nie jest nieograniczone.

Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Falkiewicz-Kluj nakazała, by Centralne Biuro Antykorupcyjne zniszczyło wszystkie informacje uzyskane billingowaniem i przedstawiła Wróblewskiemu protokół z tego zniszczenia.

- To rewolucyjny wyrok. Oznacza, że CBA, policja i inne służby nie mogą, ot tak sobie, nawet bez wszczęcia formalnego postępowania sięgać po dane telekomunikacyjne – komentował wyrok pełnomocnik Bogdana Wróblewskiego adwokat Maciej Ślusarek, który sprawę prowadził pro bono na prośbę Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Sprawa i wyrok są precedensowe. Bogdan Wróblewski wniósł bodaj jedyny dotąd pozew o ochronę dóbr osobistych naruszonych pobieraniem danych telekomunikacyjnych przez służby.

Billingowany był – jak stwierdziła sędzia Falkiewicz-Kluj – przez pół roku (za rządów PiS, w 2007 roku), a CBA nie potrafiła nawet określić, z jakiego powodu to robiła. Billingowanie – czyli sprawdzanie nie tylko połączeń telefonicznych i SMS-owych, ale też np. miejsca przebywania – zlecił ówczesny wiceszef Biura Maciej Wąsik. On sam przyznał to przed sejmową komisją śledczą do spraw nacisków na prokuraturę i służby za czasów rządów PiS.

Sprawę billingowania dziesięciu dziennikarzy różnych mediów wykrył inny dziennikarz ”Gazety” Wojciech Czuchnowski, zapoznając się jako pokrzywdzony nielegalnym podsłuchiwaniem z aktami sprawy prowadzonej przez rzeszowską prokuraturę. Gdyby więc nie przypadek, to ani pokrzywdzeni tym działaniem, ani opinia publiczna nie dowiedzieliby się, że policja i służby szeroko sięgają po dane telekomunikacyjne. I to nawet bez wszczęcia formalnego postępowania. A w stosunku do dziennikarzy robią to, by kontrolować ich źródła informacji.

Ta sprawa była też powodem wystąpienia rzeczniczki praw obywatelskich Ireny Lipowicz do Trybunału Konstytucyjnego ze skargą na przepisy dotyczące pobierania danych telekomunikacyjnych przez służby.

Paweł Wojtunik, obecny szef CBA przed tzw. naciskową komisją śledczą, stwierdził, że billingowanie Bogdana Wróblewskiego nie miało podstawy prawnej. I na to powołała się sędzia Falkiewicz-Kluj. Podkreśliła, że CBA nawet nie próbowała tłumaczyć przed sądem powodów swoich działań. Powołała się tylko art. 18 swojej ustawy, który daje prawo do czynności operacyjnych w celu zapobiegania, wykrywania i zwalczania określonych przestępstw.

- Środki kontroli operacyjnej mogą być stosowane w ramach postępowania, jeśli zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, gdy inne, mniej ingerujące w prywatność środki okażą się nieskuteczne dla zdobycia dowodów. I gdy służą zdobyciu informacji niezbędnych dla wymiaru sprawiedliwości – uzasadniała sędzia. – Podjęte przez CBA działania były nieadekwatne i nieproporcjonalne – mówiła.

Podkreśliła, że Wróblewski nie tylko nie był o nic podejrzany, ale nie toczyło się w ogóle żadne postępowanie, w ramach którego go billingowano. A CBA nie wykazała, że działała dla ochrony interesu publicznego. Dlatego jej działania bezprawnie naruszyły dobra osobiste dziennikarza: jego prywatność i autonomię informacyjną (art. 51 konstytucji mówi, że władzy wolno zbierać o nas tylko informacje niezbędne i tylko na podstawie prawa). A także naruszyły ochronę dziennikarskich źródeł informacji.

Szef CBA ma przeprosić Bogdana Wróblewskiego w ”Gazecie”, ”Rzeczpospolitej” i ”Dzienniku Gazecie Prawnej” ”za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez bezprawne i nieuzasadnione uzyskanie billingów jego rozmów telefonicznych z 2007 r.”.

Wyrok nie jest prawomocny, CBA może się od niego odwołać. Na ogłoszeniu wyroku nie było przedstawiciela Biura.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,11625664,CBA_nie_moze__ot_tak_sobie__nas_billingowac.html#ixzz1tC qgS9pT

26-04-2012, 21:47

Nominacja do Międzynarodowej Nagrody Dziennikarskiej  »

Polskie Radio Katowice
26-04-2012

Reportaż Anny Sekudewicz zatytułowany „Miłość, która leczy” został nominowany do Polsko- Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej 2012 w kategorii Radio.

Anna Sekudewicz

Oto fragment listu gratulacyjnego rzecznika rządu Kraju Związkowego Meklemburgia-Pomorze Przednie: “w ocenie jury Pani praca w wyróżniający się sposób przyczynia się do realizacji celów jakim przyświeca nagroda, a więc przyczynia się do poszerzenia wiedzy Polaków i Niemców o sobie nawzajem, pomaga zrozumieć politykę, zjawiska gospodarcze osiągnięcia kultury i nauki obu państw oraz wspiera integrację obu narodów w UE”. To już XV edycja polsko-niemieckiego konkursu, na który nadesłano w tym roku 154 prace.

Reportaż Anny Sekudewicz to historia miłości Uwe i Gabrieli von Seltmannów, którzy kilka lat temu spotkali się na krakowskim Kazimierzu. On Niemiec jest wnukiem SS-mana, zbrodniarza i zagorzałego nazisty. Dziadek Gabrieli zginął w Oświęcimiu. Wspólna przyszłość wydawała się niemożliwa. Stało się jednak inaczej. Dziś są małżeństwem i właśnie zakończyli pracę nad książką, która pokazuje, zwłaszcza młodemu pokoleniu jak pokonywać traumy i uprzedzenia, jak radzić sobie z demonami przeszłości i demonami wojny, i nie chodzi tylko o II wojnę światową, ale o wojny toczące się współcześnie w wielu miejscach na świecie. Jak doprowadzić do prawdziwego pojednania między ludźmi, których dzielą tragiczne czasem doświadczenia. Oni sami są przykładem, że to możliwe.

Reportażu Anny Sekudewicz “Miłość, która leczy” można posłuchać na stronie internetowej Polskiego Radia Katowice w archiwum audycji Trzy kwadranse z reportażem.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=24792&tx_ttnews[backPid] =66&cHash=d3153c68f3

26-04-2012, 19:01

Czy serwisy internetowe zastąpią codzienną prasę?  »

Poradnik Domowy
Ewa Ziółkowska
26-04-2012

TAK – Prof. dr hab. Wiesław Godzic, medioznawca, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie

Prof. Wiesław Godzic

Media elektroniczne już zaczynają wypierać tradycyjną, drukowaną prasę. Nie jest to nic wyjątkowego ani oryginalnego. Działają tu po prostu zwykłe zasady ekonomii. I nie chodzi wyłącznie o to, że wydawanie gazet w formie papierowej wymaga większych nakładów finansowych – przygotowanie treści kosztuje wprawdzie tyle samo, natomiast papier, druk, dystrybucja muszą być droższe. Przede wszystkim liczą się preferencje czytelnika. Prasa w formie elektronicznej jest po prostu łatwiej dostępna i bardziej wygodna w użyciu. Popularne stają się rozmaite e-czytniki – sam używam takiego na co dzień. Prasę coraz częściej czytamy też na ekranach telefonów komórkowych.

Nieporęczne papierowe gazety i czasopisma odchodzą do lamusa. To chyba naturalny proces i nie ma sensu z tym walczyć, bo taka po prostu jest naturalna kolej rzeczy. To jest jednak tylko “kosmetyczna” zmiana – przejście z jednego nośnika na inny – która nie wpływa na samą ideę.

Znacznie poważniejszy jest fakt, że w ogóle przestajemy czytać prasę, zwłaszcza codzienną. Jeszcze kilka lat temu każdy, kto uważał się za człowieka inteligentnego, miał “własną” codzienną gazetę. To, co czytaliśmy, w jakiś sposób określało nas samych – w sensie poglądów społecznych, politycznych, dawało poczucie przynależności do określonych kręgów. To się zmieniło, zwłaszcza wśród najmłodszego pokolenia. Ludzie młodzi już dziś nie mają “swoich” gazet. Prasa codzienna jest dla nich wyłącznie dostarczycielem informacji, a w tej dziedzinie nawet dzienniki nie mogą konkurować z mediami elektronicznymi. Młodzi albo nie interesują się newsami, albo korzystają z internetu, bo tak jest szybciej, taniej, wygodniej. Wystarczy zresztą spojrzeć na wyniki sprzedaży – zarówno dzienników ogólnopolskich, jak i regionalnych – które spadają z roku na rok, podobnie zresztą jak większości czasopism opiniotwórczych. Dlatego, moim zdaniem, prasa może przejść w jakąś inną formę lub stanie się niepotrzebna. I nie trzeba nad tym płakać, lecz zastanowić się, jak ocalić najbardziej wartościowe treści.

NIE
– Prof. dr hab. Marian Gierula, medioznawca, kierownik Zakładu Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Prof. Marian Gierula

Czytelnicy nie zrezygnują z gazet, do których przywykli. Wszelkie procesy, także informacyjne, toczą się w pewnym rytmie. W tej chwili mamy w Polsce dwie wysokonakładowe gazety codzienne – opiniotwórczą “Gazetę Wyborczą” i tabloidowy “Fakt”. Dodajmy pozostałych liczących się na rynku graczy i będziemy mieli 13-14 milionów czytelników w odniesieniu do tytułów ogólnopolskich. Liczba ta zwiększy się o następne 6-7 milionów, jeśli uwzględnimy czytelników dzienników regionalnych. Przecież trudno przypuszczać, że oni wszyscy nagle zrezygnują ze swoich gazet. Tak więc nie martwiłbym się o codzienną prasę w najbliższej przyszłości.

Trzeba jednak pamiętać o strukturze demograficznej czytelników gazet. W przeważającej większości czytają je ludzie w średnim i starszym wieku, młodsze pokolenie rzadziej, a młodzież wcale. Ten trend pozwala wnioskować, że czytelników będzie ubywać. Wydawcy, planując rozwój i strategię, starają się przewidywać lub wyznaczać trendy, ale okazuje się, że to nie takie proste. Choć już od lat funkcjonują elektroniczne nośniki informacji, wydawcy wciąż zarabiają więcej na reklamach w gazetach papierowych. Trzeba też odróżnić treści dostępne w internecie od prasy on-line. Nawet uważany za prekursora transformacji cyfrowej prasy koncern Murdocha wprowadził opłaty za korzystanie z portalu “The Times”. Być może więc rzeczywiście po latach znikną wydania papierowe, ale to nie znaczy, że znikną gazety.

Internet jest potężnym medium, ale to, co jest jego siłą, czyli wręcz nieograniczony dostęp do informacji, w tym wypadku może się okazać słabością. Bo ileż w końcu można otworzyć dodatkowych okien, ile wątków śledzić? Natomiast gazeta – cyfrowa czy papierowa – jest nośnikiem skończonym – na pewno mniej obszernym, ale ma tę zaletę, że daje się przeczytać w całości. I jeszcze jedno – jeśli spojrzymy wstecz, każde nowo powstające medium miało wyprzeć poprzednie. Wieszczono, że kino zastąpi teatr, telewizja – kino itd. Jak widać, te przepowiednie się nie sprawdziły, więc i prasa pewnie się obroni. A czy w dokładnie takiej formie, jaką znamy, to zupełnie inna kwestia.

Całość: http://poradnikdomowy.pl/poradnikdomowy/1,120181,11618581,Czy_serwisy_internetowe_zastapia_codzienna_prase_.html

25-04-2012, 15:11

Pokaz dokumentu o śląskich powstańcach w Muzeum Niepodległości  »

Dziennik Zachodni
PAP
25-04-2012

Pokaz dokumentu pt.”Szlakiem śląskich powstańców”, w którym wystąpili potomkowie powstańców odbył się w środę w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Autorką filmu jest dziennikarka specjalizująca się w produkcjach historycznych Aleksandra Fudala.

Aleksandra Fudala na planie filmu "Szlakiem śląskich powstańców"

Film miał premierę w listopadzie ubiegłego roku w Bytomiu, a następnie został przekazany do szkół województwa śląskiego. – Prezentacja filmu w Warszawie ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ uważam, że dokument powinien być pokazywany także poza województwem śląskim, zwłaszcza że o historii Śląska rzadko mówi się w stolicy – powiedziała autorka filmu.

Dzięki temu, że Fudali udało się odszukać potomków powstańców, którzy brali udział w trzech powstańczych zrywach dokument pt. “Szlakiem śląskich powstańców” nie jest tylko faktograficzną relacją zdarzeń. O losach swoich rodzin opowiada w filmie m.in. Bernard Bromboszcz, którego ojciec przez pół roku szedł wzdłuż granic II Rzeczypospolitej, w podziękowaniu za przyłączenie części Górnego Śląska do Polski. Wyruszył w lipcu 1931 roku, a do domu wrócił w grudniu.

Za sprawą bohaterów tego dokumentu autorka w przystępny sposób przedstawia zawiłości skomplikowanej historii Śląska.

Film o powstańcach śląskich powstawał w najważniejszych i najciekawszych miejscach związanych z powstaniami – począwszy od Muzeum Czynu Powstańczego na Górze św. Anny (Opolskie), poprzez niemal wszystkie miejscowości, gdzie rozgrywały się najważniejsze powstańcze wydarzenia, jak np. w Piekarach Śląskich na Kopcu Wyzwolenia.

Ekipa filmowa odwiedziła również mało znane z kart historii zakątki, takie jak np. Czarny Las (Śląskie), gdzie w kwietniu 1921 roku doszło do tajnego spotkania dyktatora III powstania śląskiego i jednego z czołowych polityków II Rzeczpospolitej Wojciecha Korfantego z francuskim generałem Henrykiem Le Rondem – szefem Międzysojuszniczej Komisji Plebiscytowej. Najprawdopodobniej właśnie w Czarnym Lesie Korfanty ostatecznie przekonał się, że tylko kolejna demonstracja zbrojna pomoże rozwiązać problem przynależności Śląska do Polski.

Fudala powiedziała, że po tym jak film trafił do szkół, jako uzupełnienie lekcji historii odezwali się do niej uczniowie. – Bardzo mnie to cieszy, mam nadzieję, że dzięki ich zainteresowaniu oraz prezentacji filmu w stolicy, będzie go można zobaczyć także w telewizji publicznej o co zabiegać – dodał reżyserka. Po spotkaniu w Muzeum Niepodległości powiedziała, że pojawiła się pierwsza deklaracja dotycząca prezentacji dokumentu w telewizji.

Dodała także, że nauczyciele z różnych szkół i miast (m.in. z Wrocławia), którzy pojawili się na prezentacji w stolicy, wyrazili chęć pokazywania filmu w swoich szkołach. Inicjatorem pokazu było Towarzystwo Przyjaciół Śląska w Warszawie. – Towarzystwo od lat prowadzi starania, by Śląsk nie był tylko regionem Polski, kojarzonym z węglem i kopalniami, ale miejscem o którym warto i trzeba pamiętać, miejscem o skomplikowanej historii, skąd pochodzi wielu wybitnych ludzi – poinformowało Towarzystwo.

Aleksandra Fudala jest dziennikarką specjalizującą się w produkcjach historycznych – przez 19 lat związana z Telewizją Katowice, obecnie twórca niezależny.

Trwający 40 minut dokument zrealizowano na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/562061,pokaz-dokumentu-o-slaskich-powstancach-w- muzeum,id,t.html