Fabryka Silesia to nowy periodyk kulturalny wydawany w Katowicach. Tematem pierwszego wydania jest kanon książek, które najlepiej opowiadają o Górnym Śląsku.

10 książek dla Ślązaka - Kanon
Na naszym rynku pojawił się właśnie nowy periodyk: “Fabryka Silesia”. Atrakcyjnie wydany przez Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach. Nie jest pismem literackim, bo jak podkreśla redaktor naczelny Jan F. Lewandowski – pisze o kulturze rozumianej w sposób najszerszy. Każdy numer będzie miał temat przewodni. Tematem pierwszego jest kanon książek, które najlepiej opowiadają o Górnym Śląsku.
Nigdy dotąd nie przystąpiono do tego zadania tak solidnie.
Przepytano 40 osób; pisarzy, naukowców, ludzi kultury nie tylko z woj. śląskiego, ale również z Opolszczyzny. Każdy z tych autorytetów miał wybrać publikacje, które jego zdaniem powinny znaleźć się w Kanonie Literatury Górnego Śląska.
Wymieniono aż 145 dzieł napisanych przez 108 autorów. Ostatecznie wybrano zwycięską dziesiątkę. Dla czytelników spoza Śląska to wybór dość szokujący. Większość autorów kanonu pisze po niemiecku, dwóch flirtowało z nazizmem. Widać, jak przez ostatnie lata zmieniło się myślenie o literaturze śląskiej, przynajmniej wśród elit regionu. Uznały za swoich pisarzy niemieckojęzycznych, stawiając na pierwszym miejscu prawdę. Ranking wygrał Horst Bienek z “Pierwszą polką”, a jego “Tetralogia gliwicka” znalazła się na 7. miejscu.
Prof. Ryszard Kaczmarek uzasadnił ten wybór: – Za odwagę pokazania tragedii, gdy zaczyna się rozumieć, że nie jest się ani Polakiem, ani Niemcem, tylko Górnoślązakiem.
Na drugim mamy “Cholonka” Janoscha, śmieszny obraz Ślązaków, pozbawiony ideologii. Na trzecim “Finis Silesiae” Henryka Wańka, historię śląskich Niemców z romansem w tle. Potem dwa obszerne dzieła literatury faktu – Kazimierza Kutza “Piąta strona świata” i Małgorzaty Szejnert “Czarny ogród”.
W drugiej piątce są autorzy trudno dostępni w Polsce. August Scholtis nie był dotąd tłumaczony na polski, tak jak Hans H. Lipinsky-Gottersdorf. Poeta von Eichendorff jest wydawany rzadko. Za to “Nagrobek ciotki Cili” Stefana Szymutki można już za złotówkę nabyć w księgarni internetowej.
Kanon książek śląskich to i zabawa, i rzecz poważna

Jan F. Lewandowski
Należało już poszukać miarodajnego kanonu literatury Górnego Śląska. Wybieranie takiego kanonu to i zabawa, i w równej mierze sprawa jak najbardziej poważna.
Jest znakiem czasu, że dzisiaj traktujemy Bienka i Janoscha jak naszych pisarzy, a klasykę górnośląską widzimy wielojęzykowo. Już mało kto upiera się, żeby zaliczać do niej dzieła napisane tylko po polsku.
Jan F. Lewandowski
x x x
10 książek ważnych dla Ślązaka
Wybrałem Janoscha, Wańka, Kutza, Scholtisa oraz Bienka i wszystkie te pozycje znalazły się w kanonie książek o Górnym Śląsku – mówi dla Dziennika Zachodniego publicysta Michał Smolorz. Rozmawia Jolanta Pierończyk.
Co pan sądzi o kanonie lektur dla Ślązaka?

Michał Smolorz
Byłem jednym z tych, którzy wskazywali te ważne dla Ślązaka książki. Każdy miał podać 5 tytułów. Wybrałem Janoscha, Wańka, Kutza, Scholtisa oraz Bienka i wszystkie te pozycje znalazły się w tym kanonie.
Gdybym miał podać 10 nazwisk, Bieniasz na pewno by się tam znalazł. Mówiąc bowiem o ważnych książkach dla Śląska, chciałem podać takie, których autorzy umieli przełożyć Śląsk na dzieło literackie. To tak jak z filmem. Gdybym miał wskazać pięć filmów ważnych dla Śląska, wskazałbym tylko filmy Kutza, bo tylko on potrafił zrobić ze Śląska wartość artystyczną w filmie.
Czyli jest pan usatysfakcjonowany…
Jestem. Żałuję tylko, że nie udaje mi się doprowadzić do przekładu Augusta Scholtisa na język polski. Jest to pisarz ważny w literaturze europejskiej, a na Śląsku ciągle dostępny tylko w oryginale. Jestem jednym z nielicznych, którzy w tym oryginale go przeczytali. Dla nieznających niemieckiego pozostają tylko fragmenty przetłumaczone na polski.
x x x
Kanon śląskiej literatury wybrany jak w “Tańcu z gwiazdami”
Z prof. Janem Malickim, dyrektorem Biblioteki Śląskiej w Katowicach rozmawia Grażyna Kuźnik.
Panie profesorze, podoba się panu nowy Kanon Literatury Górnego Śląska, który zaproponował w swoim pierwszym numerze periodyk “Fabryka Silesia”?

prof. Jan Malicki
Nie podoba mi się. Dlatego, że bardziej jest to zjawisko socjologiczne niż wybór naprawdę najlepszej literatury. Kojarzy mi się niestety z czymś w rodzaju “Tańca z gwiazdami”. Liczy się głosy oddane przez jurorów na kandydatów, podaje, ile jakie dzieło zdobyło punktów. O miejscu książki w rankingu mogą decydować inne względy niż estetyczne.
Kanon wybrało jednak 40 ekspertów, w rankingu wzięło udział 108 autorów i 145 książek. To coś znaczy.
Trochę mnie te liczy zniechęcają. I jaki skutek tych skomplikowanych wyliczeń? Czy są to książki naprawdę warte czytania, przeżywane przez ludzi? Czy raczej odtworzenie tego, co lansują media, bo jest akurat modne? Jestem pewien, że większość mieszkańców naszego regionu zna “Cholonka” tylko dlatego, że grał go teatr Korez. A o bardzo ciekawej książce Małgorzaty Szejnert dużo pisano w gazetach.
Kanony są chyba zawsze życzeniowe, to podpowiedź, co warto czytać.
No właśnie. W tym kanonie uderza mnie jednak, że autorzy ograniczyli się do książek z ostatnich lat, wydanych nie tak dawno, opowiadających w zasadzie o współczesności. Pominięto wiele pozycji z dawniejszych czasów, a tak ważnych dla Górnego Śląska. Kilka dni temu czytałem sobie w domu Walentego Roździeńskiego, poemat “Officina ferraria”. Nie mogłem się oderwać. A Norbert Bończyk ze “Starym Kościołem Miechowskim”? To jest świetna literatura.
Bończyk jest wspaniały, ale panie profesorze, kto to jeszcze czyta do poduszki?
Bo co, bo zamierzchłe czasy? W kanonie znalazł się przecież pisarz z jeszcze dawniejszej epoki niż Bończyk, Joseph von Eichendorff. Jedyny wśród autorów książek z finału, który nie ma nic do powiedzenia o II wojnie światowej, bo urodził się w XVIII wieku. Zastanowiło mnie, jaka jest o nim wiedza, czy jego książki są wypożyczane. Choćby przez studentów, badaczy. Okazało się, że w ubiegłym roku nie sięgnęła po nie ani jedna osoba.
Kogo panu najbardziej brak w tym kanonie?
Chociażby Albina Siekierskiego, urodzonego w Imielinie, który jest autorem wielu dobrych tekstów. Na podstawie jego utworu powstał film Kazimierza Kutza “Paciorki jednego różańca”. Fascynują mnie poezje Henryka Bereski, jestem nimi zauroczony. A Wilhelm Szewczyk, postać wyjątkowa? Z nowych pozycji brakuje mi też “Lajermana” Aleksandra Nawareckiego.
A mnie mimo wszystko brakuje Gustawa Morcinka. Jego “Czarnej Julki”.
Tak, Morcinka oczywiście. Chociaż je bym wybrał “Pokład Joanny”. Żałuję bardzo, że te książki są teraz tak rzadko wznawiane. Zapomniałbym o Stanisławie Ligoniu, jego berach i bojkach. I Józefie Lompie, chociaż nie był wybitnym pisarzem, ale otworzył Śląsk na Polskę. I Karolu Miarce, który ma podobne zasługi.
Czy to nie dziwi, że w górnośląskim kanonie na dziesięć książek sześć napisali autorzy niemieckojęzyczni? Z dużym dystansem wobec Polski?
Nie, to mnie nie dziwi ani nie budzi emocji. W literaturze chodzi o to, żeby poznać osobowość pisarza, jego talent w opisywaniu świata i przeżyć, jego odrębne widzenie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś chce wykorzystać dzieło literackie. W jaki sposób? Czy przypadkiem nie do jakiejś gry politycznej? Na to należy zwracać uwagę, nie oskarżając nigdy samej literatury, ale tych, którzy widzą w niej broń w swoich rozgrywkach.
x x x
Po co kanony, jeśli polecane książki nie są dostępne?
Kanony inspirują do czytania, ale co z tego, jeśli polecane książki nie są dostępne. Polacy wciąż traktują Niemców się jak najgorszych wrogów i wolą nie dawać im głosu. U nas wciąż polityka i polityka – mówi Henryk Waniek o Kanonie Książek Śląskich, autor “Finis Silesiae”.
Pana książkę “Finis Silesiae”40 ekspertów uznało za najlepszą książkę o Śląsku, napisaną po polsku. Jest na trzecim miejscu w Kanonie Literatury Górnego śląska. Spodziewał się pan takiego sukcesu?

Henryk Waniek
Nagrody, a i kanony, to rzeczy ulotne. Zachowuję wobec nich dystans. Ale cieszę się, że moja książka jest doceniana. Dzisiaj napisałbym ją inaczej, przede wszystkim skrócił, usunął pewne wątki. Trudno, nie będę jej czytać od nowa, nie chcę się denerwować. Natomiast sam pomysł wyboru nowego kanonu literatury uważam za zacny. To dobry początek dla świetnie zapowiadającego się pisma, kwartalnika “Fabryka Silesia”.
“W kanonie jest pan między “Cholonkiem” Janoscha a “Piątą stroną świata” Kutza. Ceni pan te książki?
Na swój sposób. Przeczytałem je chętnie. Janosch to literatura specyficzna, nie żadne wielkie dzieło. Chyba niezbyt dobrze przetłumaczone, autor używa niemieckiego śląskiego, przekład tego nie oddaje. Książka Kutza jest pęknięta, jak on sam jako Ślązak. Tu Szopienice, tam Konopnicka. Widać, że pisał w pośpiechu, jest przecież osobistością bardzo zajętą. Ale pisze o polskiej stronie śląskiego medalu, to interesujące. Ja w “Finis Silesiae” piszę o Śląsku niemieckim.
Najwyższe miejsce należy się Horstowi Bienkowi i jego “Pierwszej polce”?
No cóż, nie wiem. Nie czytałem. A to dlatego, że gdy się ukazała, pisałem swoją “Finis Silesiae”. Nie chciałem się zauroczyć. I tak już zostało. Ale skoro osiągnęła tak wysoką pozycję, to ją jednak przeczytam. Musi być ważna.
A więc kanony inspirują do czytania?
Owszem, ale co z tego, jeśli polecane książki nie są dostępne. Dwa nakłady “Finis” już się wyczerpały, nie mam kolejnych ofert. Dwie powieści z tego kanonu w ogóle nie zostały przetłumaczone na polski. O czym tu mówić? A przecież “Die Prosna-Presussen” Hansa Lipinsky-Gottersdorfa była w Czechach wydana za Stalina i nic się nie stało. Polacy wciąż traktują Niemców się jak najgorszych wrogów i wolą nie dawać im głosu.
Jednak Gottersdorf był antypolski. A pan chciał, żeby w kanonie był Herbert Hupka!
Tak, ten od Czai, postrach w PRL. Po zmianie ustroju Hupka został honorowym obywatelem Raciborza. U nas wciąż polityka i polityka, a najważniejsza powinna być prawda. Hupka chciał Górnego Śląska w Niemczech, a Polacy, jest takich trochę, polskiego Lwowa. Ludzkie.
x x x
Kanon śląskiej literatury? Brakuje mi Roździeńskiego i Lyski
W Kanonie Książek o Górnym Śląsku brakuje mi jedynie dwóch pozycji – mówi Dziennikowi Zachodniemu Małgorzata Szejnert, autorka “Czarnego ogrodu”.

Małgorzata Szejnert
Dziennik Zachodni opublikował Kanon Książek o Górnym Śląsku. Wyboru dokonało 40 osób zapytanych przez nowy periodyk Fabryka Silesia, wydawany w Katowicach. O kanonie wypowiadają się pisarze i recenzenci. Dzisiaj Małgorzata Szejnert, autorka “Czarnego ogrodu”.
Bardzo się cieszę, że moja książka znalazła się wśród dziesięciu książek ważnych dla Ślązaków. Brakuje mi tam jedynie dwóch pozycji. Pierwsza to “Officina ferraria abo huta i warstat z kuźniami” Walentego Roździeńskiego, dzieło z 1612 roku, które absolutnie powinno być wznowione w Katowicach. Jest to wspaniała książka. Fantastyczne czytadło.
Druga książka, której mi tu brakuje to Alojzego Lyski “To byli nasi ojcowie”.
Jest to bardzo osobista opowieść o poszukiwaniu śladów ojca, który zginął na Wschodzie, ale jednocześnie rzecz o szukaniu sprawiedliwości dla tych wszystkich biedaków wcielonych do niemieckiego wojska. Jestem przekonana, że jest to dzieło ważniejsze niż kilka innych z tej listy. Żałuję, że tak słabo rozreklamowane, a powinno. Bo to jest książka, którą powinien znać nie tylko Ślązak.
Jolanta Pierończyk