27-06-2012, 17:32
Idea i wola czyli 200 numerów “ŚLĄSKA” »
Tadeusz Kijonka
27-06-2012
Historia miesięcznika społeczno-kulturalnego “Śląsk”, licząc od listopada 1995 roku, gdy wydany został numer pierwszy, do czerwca 2012 roku włącznie, kiedy w 17. roku nieprzerwanej działalności na rynku prasowym wyszedł numer ostatni, to równe 200 miesięcy: czyli jak na miesięcznik przystało – co miesiąc “Śląsk”!
Jeśli jednak coś zasługuje w tej sytuacji na szczególne podkreślenie to godny uwagi fakt, że czasopismo nasze jest od początku suwerennym przedsięwzięciem społecznym, realizującym wyznaczoną sobie misję bez stałego budżetu i materialnego zabezpieczenia, a do tego przez zespół osób, łącznie z redaktorem naczelnym, niezwiązanych z pismem etatami. Tak było i pozostało, co wbrew pozorom nie jest niestety doceniane na miejscu, choć “Śląsk” stał się ważną, stabilną instytucją, jedyną o tak szerokim zakresie zadań w naszym regionie, czasopismem o ponadregionalnych funkcjach w służbie kultury i sztuki. Przez te 200 miesięcy ukazało się 200 numerów i to bez zmian wydawniczego rytmu (nie licząc drobnych poślizgów), redakcyjnych przestojów, czy też wymuszonych koniecznością łączonych numerów, co jest stałą praktyką w warunkach w jakich wegetuje polska prasa kulturalna, skoro łatwiej jest dziś pismo powołać – niż je potem utrzymać. Można wyliczyć dziesiątki tytułów, które wystartowały z impetem i wysokimi ambicjami, by wnet zapaść się bez śladu.
Syndrom złej pamięci
Nie brakowało więc uzasadnionych obaw czy “Śląsk” stanie się tytułem stabilnym, zważywszy na czas i miejsce startu oraz wysokie aspiracje wpisane w jego misję. Były to przecież lata, gdy po przełomie ustrojowym i likwidacji w wyniku fatalnej ustawy w roku 1990 koncernu RSW PRASA rozpadła się cała bogata paleta czasopism kulturalnych i artystycznych, a utrzymywanych przez ten potężny koncern. Właśnie wówczas doszło do “kontrolowanej grabieży” intratnych tytułów, przede wszystkim wielkich dzienników panujących nad rynkiem reklam, które w większości stały się wnet własnością obcego kapitału. Nie było natomiast chętnych na przejęcie sporego rejestru zasłużonych dla kultury czasopism kulturalnych, w tym poczytnych tygodników, z których żaden nie przetrwał dni pogromu. Jest to równocześnie czas, gdy trwają trudne do wyciszenia napięcia w środowiskach kultury i sztuki, gdzie w okresie stanu wojennego doszło do licznych podziałów i konfrontacji rzutujących na stan więzi i konsolidacji. Tym bardziej pismo o takim profilu było teraz potrzebne, by zregenerować i ożywić życie kulturalne po stratach poniesionych z braku takiego czasopisma, gdy wiele ważnych faktów, zjawisk i inicjatyw twórczych było skazanych na degradację i zapomnienie.
W przypadku naszego regionu działał także syndrom złej pamięci okoliczności likwidacji kolejnych tytułów pism społeczno-kulturalnych na Śląsku po wojnie, które miały charakter politycznej egzekucji. Tak było z katowicką “Odrą”, czołowym tygodnikiem kulturalnym po wojnie, o zasięgu obejmującym cały obszar ówczesnych Ziem Odzyskanych. W styczniu 1950 roku “Odra” przestała istnieć, by już po październiku odrodzić się we Wrocławiu, gdzie wychodzi dotąd jako miesięcznik o wysokim prestiżu. Kolejny katowicki tygodnik “Przemiany” pojawił się dopiero w popaździernikowym klimacie odwilży i rozrachunku z epoką, gdy Katowice stały się Stalinogrodem. Ten tytuł wyrażający klimat czasu przemian padł z podobnego wyroku co sławne “Po prostu”, też niemal z dnia na dzień. Piszący te słowa, wówczas jeszcze student, wstąpił tego dnia do “Przemian” z wierszami i artykułem, lecz poza odrętwiałą sekretarką nie zastał tam nikogo. Musiało upłynąć znowu 5 lat, by Śląsk doczekał się kolejnego periodyku – wychodzącego potem od roku 1962 przez lat dwadzieścia dwutygodnika “Poglądy”, które jak dwa poprzednie tytuły utworzył i redagował Wilhelm Szewczyk. W tym zasłużonym i dobrze zapamiętanym piśmie działającym również w warunkach politycznych ograniczeń, które nie przetrwały stanu wojennego, dane mi było pracować od pierwszego do ostatniego dnia. Wspominam o tym także dlatego, bo przystępując do organizacji od podstaw miesięcznika “Śląsk” miałem w pamięci te przykre doświadczenia, więc dobrze wiem co to znaczy przeżyć likwidację pisma.
W tamtych przypadkach decydowały wyroki polityczne. Dziś po likwidacji cenzury decyzje z tych powodów nie stanowią zagrożenia, kwestią zasadniczą jest natomiast zapewnienie stabilnego finansowania – czyli wiarygodnego wydawcy. Inaczej nie ma co nawet podejmować prób powołania pisma. Dlatego też tworzenie nowego tytułu na górnośląskim pustkowiu wymagało rozwagi i respektowania realiów oraz związanych z nimi zagrożeń.
Narodziny GTL-u
Czas poprzedzający starania o utworzenie “Śląska” przypadł na nową formację w życiu kulturalnym – związaną z rozwojem inicjatyw regionalnych i samorządowych po zmianie ustroju państwa: w miejsce modelu kultury centralistycznej z czasów PRL-u pojawił się model policentryczny, oparty na decentralizacji i zmianie struktur władzy oraz wolnym rynku kultury. Teraz gdy każdy może wszystko, lecz na własną odpowiedzialność, należało jednak stworzyć trwałe środowiskowe oparcie w postaci organizacji jako przyszłego wydawcy. W tym właśnie czasie zbliżała się setna rocznica utworzonego w roku 1892 w Bytomiu Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, wówczas całkowicie już zapomnianego, którego jedynym kapitałem była historyczna nazwa i data powstania. I tak naszła mnie myśl, by reaktywować, a właściwie powołać od nowa to stowarzyszenie, wpisujące się w klimat inicjatyw regionalnych i samorządowych, ale w poszerzonych granicach obejmujących historyczny Górny Śląsk i obszary jego kulturowego pogranicza. Wymagało to oczywiście wielu rozmów, spotkań i zabiegów, by doszło do powstania największej w kraju organizacji społeczno-kulturalnej skupiającej ludzi pióra z kilku środowisk.
Stowarzyszenie to zawiązane mocą zbiorowej decyzji 19 grudnia 1992 roku, powołane przez 83 członków-założycieli, wykazało na starcie wielką energię i zaradność, skoro już 5 lutego 1993 roku doczekało się rejestracji i wpisu do rejestru stowarzyszeń. Zachował się rękopis zredagowanego przeze mnie tamtego statutu przyjętego bez zmian i poprawek. Niebawem doszło do wyboru władz, jednocześnie zaś podjęte starania o pozyskanie praw do tytułu zakończyły się sukcesem, czyli nieodpłatnym uzyskaniem w komisji likwidacyjnej RSW PRASY. Już 2 czerwca decyzją Sądu Wojewódzkiego w Warszawie rejestracja stała się faktem, tak więc w ciągu niewielu miesięcy zarówno organizacja oraz tytuł przyszłego czasopisma uzyskały podstawy prawnej legalizacji. Od samego początku Komitet Założycielski GTL-u, zanim doszło do zwołania zebrania wyborczego, podjął działalność statutową, organizując 18 lutego 1993 roku imprezę w 100. rocznicę śmierci Norberta Bończyka pt. “Homer odchodzącego Śląska”. Niedługo potem 15 czerwca w Pałacu w Rybnej w Tarnowskich Górach odbyła się wyjazdowa konferencja literacka pt. “Miejsce literatury na Śląsku”. Wydarzeniem rok później stała się przygotowywana z jego udziałem konferencja z okazji półwiecza twórczości Tadeusza Różewicza przy tłumnym zainteresowaniu publiczności. Od początku więc działalność GTL-u jest prowadzona wielotorowo i obejmuje także rozbudowany nurt literackich imprez, których zorganizowano kilkaset. Rychło również w uroczystej oprawie utworzono koła Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego w Opolu, Bielsku i Cieszyńsko-Zaolziańskie. Powstały więc warunki do powołania czasopisma integrującego życie kulturalnego tak szerokiego obszaru, służącego współpracy i rozwojowi kontaktów ponad granicami regionów, czasopisma o szerokim zasięgu i adresie czytelniczym.
Idea “Śląska”
Od początku była to wizja czasopisma otwartego, o licznych zadaniach i funkcjach. Sam tytuł był czytelny i wyznaczał cele programowe, zawierając wizję pisma całego Śląska, wychodzącego na Śląsku i Śląsk reprezentującego, w tym jego niepowtarzalną problematykę oraz miejsce w narodowej kulturze. Pismo to o profilu społeczno-kulturowym miało rozpoznawać najważniejsze problemy i zagrożenia na tym szczególnie wówczas zapalnym obszarze. No i skupić najlepsze pióra głównie macierzystego regionu, a jednocześnie odnawiać często zerwane czy zatarte kontakty kulturalne. Główne hasło programowe miesięcznika streszcza przykazanie główne pisma: po pierwsze- Śląsk. Zostało też jednoznacznie dopowiedziane: Śląsk z punktu widzenia polskiej racji stanu. Z tych jednakże pozycji które nawiązują do tego co wartościowe i godne podjęcia w wielokulturowej tradycji macierzystego obszaru, lecz nie za cenę mistyfikacji historii, i destrukcji kanonu narodowych wartości. Takie stanowisko oznaczało oczywiście wyczuloną wrażliwość na wielkie napięcia i konflikty zbiorowe, stąd też pojawi się tyle gorzkich diagnoz i dramatycznych pytań o przyszłość Śląska, co prowadzić będzie do preferowania tematów i problemów społecznie dotkliwych. Szczególnie czas pierwszych lat dziewięćdziesiątych minionego wieku był okresem napięć i dylematów, kiedy dochodzi do licznych likwidacji kluczowych zakładów pracy i masowego bezrobocia prowadzącego do zjawisk wykluczenia, gdy ujawniają się z niszczącą mocą nowe demony.
Do powołania pisma o takich pryncypiach z założenia apolitycznego i niezależnego, funkcjonującego ponad podziałami o szerokiej formule i ponadregionalnym zasięgu wówczas jednak nie doszło, choć nie powinno być przeszkód po wykonaniu tak rozległej podstawowej pracy i to całkowicie społecznie bez jakiegokolwiek finansowego wsparcia. Kapitałem wyłącznym była jedynie wizja tak zdefiniowanego pisma w służbie Śląska, jego kultury, środowisk twórczych i naukowych z Uniwersytetem Śląskim na czele. Wydawało się możliwe utworzenie oczekiwanego tytułu już jesienią 1993 roku, czyli dwa lata wcześniej, gdyby słowa ówczesnego wojewody i gwarancje na piśmie okazały się prawdziwe. Każda zwłoka, gdy istnieją siły i warunki do przetworzenia zamiarów w czyn i akty twórcze grozi zmarnowaniem energii społecznej. A to mogło się stać skoro jednocześnie – wbrew obietnicom – został przefrymarczony Dom Literatury w Katowicach, zaś ledwo co utworzony i tam mający swoją siedzibę GTL stał się kolejną organizacją bezdomną w stolicy województwa. Pozostał upór i niezłomna wola pokonywania przeszkód.
Przełom nastąpił w połowie 1995 roku, gdy dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu i decyzji ówczesnego prezydenta Katowic, Henryka Dziewiora, powstająca redakcja otrzymała lokal przy ulicy 3 Maja. Od początku można było też liczyć na wsparcie tej inicjatywy przez marszałka sejmiku Janusza Frąckowiaka oraz pomoc finansową wojewody Eugeniusza Ciszaka, którego dotacja umożliwiła wydanie 3 pierwszych numerów. Jednak ryzyko przedwczesnego startu w tych warunkach było poważne, no bo jeśli ledwo co utworzony miesięcznik nie uzyska niezbędnych środków na dalszą egzystencję? Należało jednak podjąć ryzyko, do czego mobilizowała ówczesna posłanka i minister budownictwa, nieodżałowanej pamięci Barbara Blida, której skuteczna interwencja u ministra kultury i sztuki, Kazimierza Dejmka, umożliwiła wydanie 6 kolejnych numerów i okrzepnięcie pisma w zarysowanej formule gdy już stało się faktem.
Przy pustym stole
Minęło znów szereg miesięcy, gdy jako prezes Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego, upoważniony przez zarząd do zorganizowania miesięcznika, zwołałem 7 września 1995 roku spotkanie przy pustym stole, w pustym lokalu przyszłej redakcji “Śląska” pozbawionej telefonu, sekretariatu i czegokolwiek w ogóle. Wszyscy zaproszeni do zespołu redakcyjnego stawili się na miejscu i podjęli się zgodnie zadania wydania pierwszego numeru już w listopadzie… co mogło się wydawać niedorzeczne, skoro nie było czasu ani środków aby stworzyć odpowiedni organizm, nie mówiąc o wydaniu próbnego numeru, jak wymagają reguły sztuki. Rozpoczęliśmy od zgody na maksymalne wyrzeczenia – funkcjonowania bez uposażeń i w warunkach skrajnej w istocie biedy, skoro nikt nam nie przyszedł z elementarną pomocą. Aby wyposażyć redakcję trzeba było penetrować piwnice Urzędu Miejskiego w Katowicach oraz inne graciarnie, gdzie walał się biurowy złom. I w ten sposób po reperacjach, naprawach i przemalowaniu zgromadzonych gratów została umeblowana redakcja. Sam redaktor naczelny miał w tym niemały udział nie tylko jako zapobiegliwy ale i sprawny renowator. W każdym razie do tej chwili te skazane na fizyczne zniszczenie meble i sprzęty służą nam wiernie i wytrwale – a to już 17 lat.

Zespół miesięcznika „ŚLĄSK" po wydaniu pierwszego numeru w roku 1995. Od lewej: Krzysztof Karwat, Marian Kisiel, Wojciech Łuka, Feliks Netz, Jan F. Lewandowski i Tadeusz Kijanka. Wiesława Konopelska została wytypowana do zrobienia tego zdjęcia.
Największym atutem stworzonego od podstaw pisma – choć dosłownie z niczego – był zespół: doborowy i najlepszy jaki był tu wówczas możliwy. W tym pierwszym składzie redakcyjnej stopki znaleźli się: Wiesława Konopelska (sekretarz redakcji), Krzysztof Karwat (dział kultury), Marian Kisiel (dział krytyki i eseju), Jan Lewandowski (dział społeczno-historyczny), Wojciech Luka (dział graficzny), Feliks Netz (zastępca redaktora naczelnego) oraz niżej podpisany – redaktor naczelny. Wszyscy członkowie redakcji byli jednak związani na co dzień pracą w innych instytucjach, co stwarzało poważne ograniczenia w dyspozycyjności. A powstające pismo było przy tym skazane od początku na wypracowanie znacznych środków własnych, zmuszone opłacać wcale niemałe koszty redakcyjne – z czynszem, ogrzewaniem, remontami itd. z zysków doraźnych, głównie z wyżebranych reklam. W ogóle co roku pojawia się groźne ryzyko nie zgromadzenia w porę dotacji pozwalających na wydanie kolejnych 12 numerów – i ten wycieńczający trud spoczywa na niezłomnym redaktorze naczelnym. No cóż, jest nie tylko ciężko, choć w tym roku chyba najciężej, jakby tu czy tam nie zależało odpowiedzialnym osobom i urzędom na stabilnym bycie pisma, w którym pojawili się i pojawiają luminarze polskiej kultury i sztuki, z Tadeuszem Różewiczem – od pierwszego numeru na czele. Odnoszę czasem wrażenie, że są osoby, które czekają na upadek “Śląska”, pisma suwerennego, upowszechniającego Śląsk polski i jego tradycje z pamiętnym czasem historycznego czerwca roku 1922 i wydarzeń, które do tego doprowadziły.
By podsumować z jubileuszowej okazji dorobek pisma, które ukazało się w 200 edycjach i obejmuje ponad 18000 stron, trzeba by go rozpisać na wiele opracowań, skoro samych tylko portretów plastycznych ukazało się ponad 700, tysiące wierszy, recenzji literackich, esejów, opowiadań, szkiców historycznych. A ile numerów specjalnych i monograficznych? Samych tylko kolegiów redakcyjnych (co czwartek) odbyło się 800, dla jasności nie płatnych jako że pismo było i pozostało biedne, ale wierne sobie w służbie idei wyrażonej w przykazaniu głównym: po pierwsze – Śląsk. Ten numer zamyka pewien okres w historii “Śląska”, jak wcześniej numery 100. i 150., gdy odbyły się spotkania z uhonorowanymi przyjaciółmi pisma, do czego redakcja przykłada od początku wielką wagę, a to łącznie kilkaset osób. Wielu spośród naszych laureatów nie ma już między nami, w tym nieodżałowanego Jerzego Dudy Gracza, który z okazji 5. rocznicy pisma z „rozlicznymi ornamentami” przesłał nam urodzinowe gratulacje z dowcipnym spostrzeżeniem: “Chociaż powołaliście “Śląsk” do życia w Święto Zmarłych, a do tego na Ziemi nieobecnej oraz rządzonej kiedyś i dzisiaj przez tych którzy na ogół z tą, no, kulturą i sztuką “się nie pieprzą” – wasza pięciolatka jest widocznym znakiem zwycięstwa ducha nad materią”.
Święte słowa, Drogi Jurku … i oby jak najdłużej!





