Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-07-2012, 08:42

TVP pozbawiona reklam? Braun: pomysł oderwany od realiów  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
30-07-2012

Pomysł eliminacji reklam w telewizji publicznej jest całkowicie oderwany od realiów. TVP jest nadmiernie uzależniona od reklam, ale ich ograniczanie musi poprzedzić budowa stabilnego systemu finansowania mediów publicznych – powiedział prezes TVP.

W ubiegłym tygodniu minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski powiedział dziennikarzom, że w ramach prac nad projektem nowej ustawy medialnej brane są pod uwagę różne rozwiązania, m.in. stworzenie Funduszu Misji Publicznej, opodatkowanie prywatnych nadawców oraz wyeliminowanie reklam z TVP

Juliusz Braun

Odnosząc się do tych propozycji prezes TVP powiedział w piątek, że informacja o pomyśle wyeliminowania reklam w telewizji publicznej spowodowała realne zagrożenie stabilności rynku reklamowego. Sam pomysł określił jako “oderwany od realiów funkcjonowania polskiego rynku mediów i europejskiego systemu prawnego”.

Jak powiedział Juliusz Braun (prezes TVP), rynek reklamy telewizyjnej w ub. roku wyniósł ok. 3,9 mld zł, z czego udział TVP to ok. 1 mld zł. “Ewentualność nagłego wycofania podmiotu, który uczestniczy w rynku na poziomie powyżej 25 proc., wywołałaby lawinę różnych zmian” – powiedział.

Jego zdaniem nie można zakładać, że środki finansowe pozyskiwane dotąd z reklam przez TVP trafią do dużych, komercyjnych nadawców, takich jak Polsat i TVN.

“Ponad połowa widowni telewizyjnej dziś przypada na kanały tematyczne, w większości zagraniczne. Oznacza to, że z tego 1 mld zł znaczna część przepłynęłaby do zagranicznych nadawców nadających programy w języku polskim. Część przepłynęłaby do internetu, a część prawdopodobnie w ogóle nie była zagospodarowana, bo już dziś nadawcy dysponują dużą nadwyżką czasu reklamowego” - ocenił Braun.

Jak ocenił, TVP jest nadmiernie uzależniona od reklam, ale ograniczanie ich liczby musi być poprzedzone zbudowaniem stabilnego systemu finansowania mediów publicznych.Odnosząc się do pomysłu, by to prywatni nadawcy płacili specjalny podatek na rzecz mediów publicznych, które pozbawione byłyby reklam, Braun przypomniał, że podobne rozwiązanie w 2009 r. zostało wprowadzone we Francji. Tam podatkiem na rzecz mediów publicznych w wysokości 0,9 proc. obrotów obciążono m.in. operatorów telekomunikacyjnych. Komisja Europejska zakwestionowała te przepisy zarzucając im niezgodność z dyrektywą telekomunikacyjną.

Opracowanie do końca sierpnia projektu nowej ustawy medialnej, która określiłaby także zasady finansowania mediów publicznych, w marcu zadeklarował minister administracji i cyfryzacji Michał Boni.

W piątek TVP wydała oświadczenie w sprawie ewentualnych zmian w zakresie finansowania mediów publicznych.

“Całkowicie bezpodstawne są informacje sugerujące istnienie projektu przepisów wprowadzających ograniczenie lub nawet całkowitą eliminację reklam w TVP. Nie podejmując w tym miejscu dyskusji na temat słuszności koncepcji finansowania TVP wyłącznie ze środków publicznych, należy stwierdzić, że pozbawienie telewizji publicznej prawa pozyskiwania przychodów reklamowych byłoby zmianą o zasadniczych konsekwencjach dla całego rynku mediów oraz rynku reklamy w Polsce” – brzmi stanowisko nadawcy przesłane do portalu Wirtualnemedia.pl.

TVP podkreśliła, że ewentualne wprowadzenie nowych przepisów wymagałoby uprzedniej analizy wszystkich możliwych konsekwencji, zarówno finansowych, jak i społecznych, oraz przeprowadzenia uzgodnień i konsultacji społecznych. Nie mogłyby też być wprowadzone bez akceptacji Komisji Europejskiej.

“Nie ma więc żadnych racjonalnych podstaw, by spodziewać się jakichkolwiek zmian w funkcjonowaniu TVP na rynku reklamowym nie tylko w roku 2013, ale zapewne również w roku 2014. Oświadczamy kategorycznie, że nie istnieje żadne zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności umów i porozumień handlowych zawieranych przez TVP dotyczących emisji reklam w 2013 r.” – podkreśliła TVP.

Ze sprawozdania TVP z wykorzystania wpływów abonamentowych w roku 2011 r. wynika, że środki komercyjne są głównym źródłem finansowania zadań wynikających z misji nadawcy publicznego.

Przychody TVP z reklam i sponsoringu wyniosły w 2011 r. 1 mld 157 mln zł. Kwota ta jest jednak niższa niż w latach ubiegłych. W roku 2010 z tego źródła TVP pozyskała o 79 mln zł więcej, w 2009 r. – o 57 mln zł więcej, a w 2008 – o 218 mln zł więcej.

Z tytułu abonamentu TVP otrzymała w ub. roku 205,4 mln zł – to kwota najniższa w historii. Jest ona o 16 milionów niższa niż w roku poprzednim, o 95 milionów niższa niż dwa lata wcześniej oraz o 216 milionów niższa niż rzeczywiste wpływy abonamentowe w 2008 r.

Rok 2011 r. TVP zamknęła stratą w wysokości 88 mln zł. Plan na ten rok przewiduje stratę 60 mln zł. Braun poinformował z piątek, że po pierwszym półroczu strata spółki przekracza 10 mln zł.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-pozbawiona-reklam-braun-pomysl-oderwany-od-realiow

27-07-2012, 21:38

Śledztwo ws. znieważenia Ukrainek przez Wojewódzkiego i Figurskiego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
27-07-2012

Śledztwo w sprawie znieważenia Ukrainek w wypowiedziach radiowych Michała Figurskiego i Kuby Wojewódzkiego wszczęła stołeczna prokuratura. Za znieważenie z powodów narodowościowych grozi do 3 lat więzienia.

O wszczęciu śledztwa, po prowadzonym z urzędu postępowaniu sprawdzającym, poinformowała w czwartek wiceszefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Południe Anna Lewandowska. Powiedziała, że czynności śledztwa zlecono policji, która ma m.in. przesłuchiwać świadków. W ramach postępowania sprawdzającego zwrócono się do rozgłośni o udostępnienie zapisu całej audycji.

Podstawą prawną śledztwa jest artykuł Kodeksu karnego, który przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3 dla tego, kto “publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości”.

12 czerwca w programie Radia Eska Rock, nawiązując do wygranego przez Ukrainę meczu ze Szwecją na Euro 2012, Wojewódzki mówił m.in., że “zachował się jak prawdziwy Polak” i “wyrzucił swoją Ukrainkę”. Figurski dodał: “Ja po złości jej dzisiaj nie zapłacę” oraz: “Powiem ci, że gdyby moja była chociaż odrobinę ładniejsza, to jeszcze bym ją zgwałcił”.

Wywołało to oburzenie w Polsce i na Ukrainie; protestowało ukraińskie MSZ i zażądało przeprosin. W ocenie polskiego MSZ wypowiedzi te były “skandaliczne i chamskie”. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uznał słowa dziennikarzy za “rażące chamstwo”. “Jako Polak, nie minister, chcę bardzo serdecznie przeprosić naszych ukraińskich przyjaciół, że takie sformułowania padły” - powiedział.

Zarząd radia przeprosił wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Dyrektor programowy radia Marcin Bisiorek tłumaczył, że “nie było naszym zamiarem obrażanie honoru ani godności narodu ukraińskiego, do którego mamy wielki szacunek”. Wyrażając “głębokie ubolewanie w związku z zaistniałą sytuacją”, wyjaśniał, że audycja ma charakter satyryczny, a prezenterzy często wcielają się w różne role, aby obnażyć i wyśmiać małostkowość niektórych Polaków oraz krzywdzące schematy, którymi się kierują. Potem jednak program zdjęto z anteny.

Wojewódzki przeprosił wszystkich Ukraińców dotkniętych jego poczuciem humoru

Podkreślał jednak, że jego audycja nie jest dla każdego i ma charakter satyryczny. O swojej miłości do narodu ukraińskiego na antenie radia zapewniał Figurski.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uznała wypowiedzi Wojewódzkiego i Figurskiego za naruszenie zapisów ustawy o radiofonii i telewizji. O konsekwencjach wobec nadawcy Rada zdecyduje po zapoznaniu się z jego wyjaśnieniami. Rada może ukarać nadawcę karą pieniężną lub nawet cofnąć nadawcy koncesję.

Rada Etyki Mediów uznała słowa dziennikarzy za przejaw ksenofobii, rażące chamstwo i typową mowę nienawiści. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nominował ich do tytułu Hieny Roku 2012.

Program “Poranny WF” był krytykowany już wcześniej; KRRiT dwukrotnie nakładała na radiostację karę w wysokości 50 tys. zł za wypowiedzi Wojewódzkiego i Figurskiego z 2011 r. na temat ciemnoskórego Alvina Gajadhura, rzecznika Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Mówili o nim: “Zadzwońmy do Murzyna” i sugerowali, że jego telefon działa w “buszmeńskiej sieci dla czarnych”, a “audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział ku klux klanu”. Za te słowa zostali oni pod koniec maja br. oskarżeni przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga-Południe o znieważenie osoby ze względu na przynależność rasową i narodową.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sledztwo-ws-zniewazenia-ukrainek-przez-wojewodzkiego-i-figurskiego

27-07-2012, 19:03

“Sprostowanie jedyną formą reakcji na publikację”. Sejm uchwalił nowelę Prawa prasowego  »

WIRTUALNEMEDIA.PL
kk/pap/pr/zr
27-07-2012

Sejm uchwalił w piątek przygotowaną przez Senat nowelizację Prawa prasowego. Zakłada ona pozostawienie sprostowań, jako jedynej formy reakcji na publikację. Nie przewiduje zaś odpowiedzi, jako sposobu odniesienia się do zamieszczonego materiału dziennikarskiego.

 Za nowelizacją głosowało 308 posłów, żaden nie był przeciw, a 136 wstrzymało się od głosu.

Według wcześniejszych przepisów redaktor naczelny pisma był obowiązany do opublikowania na wniosek zainteresowanej osoby “rzeczowego i odnoszącego się do faktów wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej” sprostowania albo odpowiedzi “na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym”. Za uchylanie się od ich publikacji groziła kara grzywny lub ograniczenia wolności.

W grudniu 2010 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy te nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny, a to stawia go w sytuacji, która “nie jest dla niego przewidywalna”. TK uznał, że jest to niekonstytucyjne.

Zakwestionowane przepisy straciły moc 14 czerwca br. Od tej pory osobom, którym odmówiono publikacji, pozostaje wyłącznie powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych (np. z żądaniem przeprosin za nieprawdziwe fakty na swój temat) lub prywatny akt oskarżenia o zniesławienie w mediach (art. 212 Kodeksu karnego przewiduje za to do roku więzienia; trwa kampania społeczna dotycząca jego zniesienia-red.). Z inicjatywą nowelizacji Prawa prasowego Senat wystąpił pod koniec maja.

Posłowie przyjęli też zgłoszone przez Iwonę Śledzińską-Katarasińską (PO) poprawki. Przewidują one m.in., że sprostowanie powinno być nadesłane w ciągu 21 dni od dnia publikacji, do której się odnosi (projekt senacki dawał na to 14 dni). Zniesione zostało też odniesienie do Prawa pocztowego – MSZ zwróciło uwagę, że obowiązuje ono tylko na terenie Polski, przez co poszkodowani mogliby być obywatele innych krajów UE, wysyłający sprostowanie za pośrednictwem tamtejszych operatorów pocztowych. Wprowadzono też modyfikacje redakcyjne.

Sejm przyjął też w głosowaniu wniosek mniejszości, który zakłada obowiązek publikacji sprostowania w internecie w terminie 3 dni roboczych.

Posłowie odrzucili natomiast zgłoszoną przez PiS poprawkę, określającą wysokość opłaty za wniesienie sprawy do sądu na 100 zł.

Uchwalona nowelizacja przewiduje pozostawienie sprostowań, a likwidację odpowiedzi jako formy reakcji na publikacje. Zgodnie z przyjętą definicją musiałoby ono być “rzeczowe i odnoszące się do faktów”. Nie mogłoby ono przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy, ani zajmować więcej niż dwukrotność czasu antenowego, jaki zajmował dany fragment przekazu medialnego. Sprostowanie powinno zostać nadane w placówce pocztowej lub złożone na piśmie w siedzibie redakcji.

Sprostowanie miałoby być opublikowane w tym samym dziale, taką samą czcionką, pod równie widocznym tytułem “Sprostowanie”, co materiał prasowy, którego dotyczy, a w przypadku przekazu radiowego lub telewizyjnego – być wyraźnie zapowiedziane oraz nastąpić w przekazie tego samego rodzaju i o tej samej porze.

Tekstu sprostowania nie można komentować w tym samym numerze pisma czy tego samego dnia w przekazie elektronicznym. Nie wykluczałoby to jednak “prostej zapowiedzi polemiki lub wyjaśnień”.

Na mocy wyroku TK w połowie czerwca straciły moc także sankcje karne za uchylanie się od opublikowania sprostowania. Nowelizacja przyjęta przez Sejm przewiduje, że jeżeli redaktor naczelny odmówi opublikowania sprostowania albo nie ukaże się ono w terminie, zainteresowana osoba będzie mogła w ciągu roku od publikacji wytoczyć powództwo o sprostowanie. Sprawy w ciągu 30 dni rozpoznawałby sąd okręgowy, właściwy ze względu na siedzibę redakcji. Od jego wyroku przysługiwałaby apelacja, którą sąd drugiej instancji rozpoznawałby także w ciągu 30 dni. Od wyroku sądu drugiej instancji nie przysługiwałaby skarga kasacyjna.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sprostowanie-jedyna-forma-reakcji-na-publikacje-sejm- uchwalil-nowele-prawa-prasowego

27-07-2012, 18:50

Szmondak i hiena, czyli człowiek do wynajęcia – felieton Jadwigi Chmielowskiej  »

SDP.pl
Jadwiga Chmielowska
27-07-2012

Jadwiga Chmielowska

Tysiące stron zapisano opisując upadek zawodu dziennikarza. Przyczyny są znane i proste. Głupota, lenistwo i przekupność. W dobie, gdy największą wartością staje się stan konta coraz trudniej z nimi walczyć. Kiedyś można się było zastanawiać, czy mamy do czynienia ze szmondakiem, czyli zwykłą łajzą i pętakiem, jak nazywano człowieka niewiele wartego, czy też pospolitą hieną żerującą na czyimś nieszczęściu i piszącą dla gawiedzi. Teraz w zasadzie chyba przeważa niedouczony, wysługujący  się możnym tego świata pismak piszący na zamówienie.

Ostatnio wspaniale wykształceni dziennikarze brytyjscy i holenderscy pomylili Polskę z Białorusią. Naukę geografii zreformowano już u nich chyba dawno, tak samo z resztą jak i historię. Polska kojarzy się im bowiem z… faszyzmem http://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/wpadka-guardiana-pomylili-polske-z-bialorusia,1,5197749,wiadomosc.html . Jeszcze lepsi byli Holendrzy, przed Euro2012 na mapie Białorusi w biało-czerwono-białe paski umieścili dowolnie Warszawę, Gdańsk i Wrocław. W białoruskim internecie, blogerzy ucieszyli się z przypomnienia barw flagi niepodległej Białorusi  i dowcipkowali z wpływu palenia trawki, legalnej przecież w Holandii, na intelekt (www.studium.uw.edu.pl/). Minister Szumilas powinna wziąć się do roboty, polska reforma edukacji postępuje chyba jednak zbyt wolno i nasi dziennikarze jeszcze nie osiągnęli standardów europejskich – odróżniają Katowice od Gdańska, a i Paryż nie myli się im z Londynem.

Polską plagą są natomiast hieny do wynajęcia. Ze zwykłymi hienami problemu zbytniego nie ma. Grasują po brukowcach i tyle. Gorsze są te, które działają na zamówienie. Ostatnio zajęły się  rodziną Kaczyńskich. Próbowały epatować jakże istotnym dla polskiej polityki problemem – czy tatuś Jarosława i Lecha zdradzał ich mamusię czy też nie, czy ona go kochała czy wyszła za mąż z rozsądku? Cezary Łazarewicz na łamach mającego wielkie ambicje bycia poważnym tygodnikiem “Newsweeka” zastanawia się również nad tym, czy bracia bardziej kochali mamusię czy tatusia i dlaczego. Trudno posądzać autora o infantylizm. Nie jest to też pismo przeznaczone dla przedszkolaków, zazdrośni o siebie rodzice takie pytania maluchom często zadają. 

Śląscy dziennikarze wciąż reklamują Ruch Autonomii Śląska. Pokazują profesorów wspierających autonomistów i otrzymujących w uznaniu zasług różne niemieckie granty i laury przyznawane im w uznaniu zasług. Niektóre artykuły redakcyjne przypominają  wręcz teksty sponsorowane.

Nie przeszkadzało politycznym decydentom i dziennikarzom  to, że w powstającym Muzeum Śląskim – jak alarmuje wicewojewoda śląski –”Opowieść o Śląsku zaczyna się w momencie, gdy jest pruski, jakby wcześniej tu nic nie było. W dodatku w części >>wybitne postaci<< są wymienieni tylko Niemcy”. Nie szykuje się też w tej nowej placówce kultury ekspozycja o Armii Krajowej na Górnym Śląsku.

Śląskie media nie podjęły się również ratowania dziedzictwa kulturowego Śląska. Unikatowe zabytki techniki niszczeją i nikt się nimi nie interesuje. Żadna gazeta regionalna ani lokalna nie wspiera powstałe z inicjatywy społecznej stowarzyszenia mające na celu ochronę zabytków przed dewastacją i rozkradaniem oraz doprowadzenie do  powstania muzeum techniki. Huta cynku w Szopienicach, ze swoimi jeszcze XVIII – wiecznymi  maszynami parowymi przestanie istnieć, tak jak się to już stało z  jedyną w świecie zabytkową destylatornią. To powinien być temat numer jeden w śląskiej prasie. Władze należy zmusić do działania. Może to zrobić jedynie opinia publiczna.

Pieniądze podatników są marnowane na miałkie inwestycje kulturalne a brak ich na ratowanie bezcennych śląskich zabytków. Ale taka tematyka dziennikarzy nie interesuje, na to zamówienia decydentów nie ma. Hieny się nie pożywią, to nie ich rewir.

Dziedzictwo Śląska, tak jak i całej Polski ma zostać zniszczone. Szmondaki i hieny do wynajęcia mają skutecznie odwracać uwagę społeczeństwa. W tym działaniu są mistrzami.

Całość: http://www.sdp.pl/szmondak-i-hiena-czyli-czlowiek-do-wynajecia-felieton-jadwiga-chmielowska

27-07-2012, 11:33

Urzędniku, polityku, aktorze, nie da się żyć w dwóch światach  »

Dziennik Zachodni
Katarzyna Domagała
27-07-2012

“Jeb*** niebieski psie”. Taki niewybredny komentarz, kierowany do kibica Ruchu Chorzów, zamieszczony na popularnym portalu Facebook przez Michała Tabakę, byłego już rzecznika Urzędu Miasta w Siemianowicach Śląskich, wywołał skandal. W internecie zawrzało.

Oburzeni kibice zażądali odwołania go z funkcji rzecznika prasowego i publicznych przeprosin. Rzecznik nie czekając na decyzję Jacka Guzego, prezydenta miasta, sam zrezygnował ze stanowiska. Obecnie jest na zwolnieniu L4.

Ten niekulturalny wybryk zwrócił uwagę na inną kwestię: gdzie w XXI wieku, dobie ogólnodostępnego internetu, znajduje się granica między życiem prywatnym a zawodowym. Czy w ogóle istnieje?

Każdy z nas po godzinach pracy, buszując w sieci, nadal reprezentuje swoją firmę.

Pamiętaj! Świat się zmienił

Jak zauważa dr Teresa Sikora, psycholog z Uniwersytetu Śląskiego, dziś ramy tego, co można nazwać prywatnością, zawęziły się. – Jest to efekt uboczny postępu i rozwoju cywilizacji – podkreśla pani psycholog. I jak dodaje, nasze zdanie może być słyszane przez wiele osób, nieraz w sytuacjach, których nie kontrolujemy, a nawet, z których nie zdajemy sobie sprawy. Przykład? Gdy podczas rozmowy przez telefon w tramwaju czy autobusie upubliczniamy swoją prywatność, pasażerowie, którzy słyszą rozmowę, czy tego chcą czy nie, stają się uczestnikami naszego życia. – To pokazuje, jak trudno wyraźnie wyznaczyć granicę: prywatne, a publiczne.

Ta trudność potęguje się, kiedy uzewnętrzniamy się na portalach społecznościowych, czatach, w komentarzach pod artykułami czy blogach, wszystkich miejscach, które w wirtualnym świecie służą między innymi do dzielenia się z innymi swoimi opiniami.

Milion to zbyt mało

- Jeszcze kilkanaście lat temu źródłem informacji były trzy gazety i dwa kanały w telewizji, przepływ informacji był wolniejszy – zauważa prof. Marian Gierula, kierownik zakładu dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. Dziś w dobie nowych mediów, w których liczy się czas, panuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy, trudniej zapanować nad informacjami. – Skłaniałbym się nawet do opinii, że jest to niemożliwe – dodaje prof. Gierula. Jego zdaniem rzecznik siemianowickiego magistratu zapomniał o tym. – Ostrość komentarza i zastosowanie wulgarnych słów dodatkowo nadały tempa tej informacji – podkreśla.

Bowiem przekaz raz podany w internecie, bez względu przez kogo, zaczyna żyć własnym życiem. Jest kopiowany, przesyłany, ściągany, polecany przez innych użytkowników portali. Tej lawiny nie da się zatrzymać. Jak wynika z danych zebranych pod koniec 2011 roku przez SocialBakers, tylko w Polsce ponad 7,5 miliona osób ma konto na Facebook.pl. Pod koniec zeszłego roku z portali społecznościowych w Polsce korzystało aż 95 proc. internautów – wynika z raportu firmy badawczej comScore. 

Nie wszystko wolno

Zatem co wolno, kiedy po pracy zasiadamy przed monitorem komputera? Zdaniem Eryka Mistewicza, specjalisty od marketingu politycznego, którego poprosiliśmy o komentarz w sprawie zachowania rzecznika, zasada jest prosta: nie rób w sieci nic, czego nie zrobiłbyś “w realu”. – W świecie nowych mediów, jeśli występujemy pod własnym imieniem i nazwiskiem, bierzemy odpowiedzialność za wypowiedzi, zdjęcia, zachowania i postawy, jakie prezentujemy na portalach społecznościowych.

Dr Sikora dodaje, że wiele osób zna nas wyłącznie z funkcji zawodowej i z nią kojarzy. – Bez względu na fakt, że skończyliśmy pracę, dla sąsiadów czy internetowych znajomych nadal jesteśmy pracownikami, którzy reprezentują firmę. Szczególnie wykonując zawody, w których przekazujemy informacje, jesteśmy w pracy 24 godziny na dobę – wyjaśnia. Tak więc wypowiedzenie czegoś prywatnie, po pracy, nie zmieni faktu, że zostanie to odebrane jako oficjalne zdanie firmy, którą reprezentujemy. Szczególnie gdy zamieścimy wypowiedź w publicznym miejscu, jakim bez wątpienia są Nasza Klasa czy Facebook.

Nie ma podziału na “ja” pracownik oraz “ja” osoba prywatna. – Po prostu nie możemy być w dwóch postaciach. Jest jedna osoba, która nie powinna żyć w dwóch różnych światach. Gdy tak się dzieje – upraszczając – można mówić o chorobach psychicznych – mówi dr Marek Dziewierski, socjolog z UŚ. Także w Kodeksie pracy jest zapis, że pracownik powinien dbać o dobro firmy.

Dziewierski zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt. – Nie mamy wpływu na to, jakie miejsce może stać się forum dyskusyjnym, tym bardziej że w świat wirtualny bardzo łatwo wejść i być zauważonym. Dlatego tak chętnie przenoszą się do niego politycy czy dziennikarze. – Po prostu taka jest specyfika naszych czasów – dodaje.

Współpraca: PSZ

Warzecha i Sikorski na Twitterze

Gorąca dyskusja między ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim a publicystą “Faktu” Łukaszem Warzechą, o której zrobiło się głośno w mediach, rozgorzała w internecie kilka dni temu. Wszystko zaczęło się na portalu społecznościowym Twitter, gdzie po założeniu konta każdy z nas może zamieszczać krótkie wpisy.

Sikorski informuje na nim m.in. o działalności swojego resortu. W zeszłym tygodniu Warzecha polemizował z ministrem na temat kompetencji prezydenta i rządu ws. prowadzenia polityki zagranicznej: “Prezydent Kaczyński uważał tak jak Pan, że nic go nie wiąże. Wiemy, jak to się skończyło” – napisał Sikorski. “Zdaje Pan sobie sprawę, co Pan właśnie napisał? Czyli – prezydent zginął, bo Pana nie posłuchał” – odpowiedział publicysta. Jak donosi Polska Agencja Prasowa, prawie dwie trzecie najważniejszych światowych przywódców ma konto na Twitterze. Najczęściej czytany jest mikroblog prezydenta USA Baracka Obamy – wynika z badania firmy PR Burson-Marsteller.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/625223,urzedniku-polityku-aktorze-nie-da-sie-zyc-w-dwoch-swiatach,id,t.html

27-07-2012, 11:20

Naczelny “Super Expressu” pozwany przez policję. “Kuriozalne”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
27-07-2012

Śląski Komendant Policji wytoczył proces karny redaktorowi naczelnemu “Super Expressu” (Murator) Sławomirowi Jastrzębowskiemu. Zarzuca mu pomówienie policjantów w komentarzu, który Jastrzębowski napisał po feralnej akcji antyterrorystów. – Kuriozalne – komentuje szef “SE”.

Sławomir Jastrzębowski

Tekst “Nauczcie rzecznika milczeć!”, który jest przedmiotem sprawy, ukazał się w “Super Expressie” 22 marca br. Sławomir Jastrzębowski komentował w nim nieudana akcję antyterrorystów w Katowicach, którzy zamiast do mieszkania złodzieja, wtargnęli do mieszkania niewinnych ludzi i ich poturbowali.

- Ludzie mogą być głupi, bardzo głupi i mogą być policyjnymi antyterrorystami z Katowic – pisał w swoim komentarzu Jastrzębowski i następnie relacjonował: – Męża kobiety nasi najgłupsi z najgłupszych policjantów potraktowali równie brutalnie. Żeby jednak zasłużyć na opinię głupszych od bardzo głupich, po wyjściu z mieszkania weszli do kolejnego niewinnego człowieka i też go obezwładnili, chociaż tego chyba już nie skatowali. W dalszej części tekstu, nawiązując do reakcji na tę sytuację rzecznika śląskiej policji Andrzeja Gąski naczelny “SE” napisał: “Do mieszkania niewinnych ludzi wpada banda uzbrojonych debili osiłków, tłucze głową kobiety o podłogę i rzecznik tej bandy ma pretensje, że kobieta nie współpracowała?”.

Do sądu w Warszawie wpłynął na początku lipca br. prywatny akt oskarżenia. W piśmie do którego dotarliśmy, pełnomocnik Śląskiego Komendanta Policji napisał, że we wspomnianym komentarzu Jastrzębowski pomówił “Komendę Wojewódzką Policji w Katowicach, w tym jej funkcjonariuszy o takie postępowanie, które może poniżyć instytucję i zatrudnionych w niej funkcjonariuszy w opinii publicznej, narazić na utratę zaufania potrzebnego do działalności jaką jest ochrona porządku publicznego oraz wykonywania zawodu policjanta.”

W akcie oskarżenia pełnomocnik tłumaczy, że komentarz naczelnego “SE” „w niedopuszczalny sposób przekracza przyznane prasie przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej wolność wypowiedzi prasowej”. - Zgodnie z Karta Etyczną Mediów opracowaną z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, komentarz w/w dziennikarza pozbawiony jest podstawowej zasady, o której  mówi Karta, a mianowicie “zasady szacunku i tolerancji do drugiego człowieka - czytamy w piśmie. Pełnomocnik pisze, że Jastrzębowski pomówił nie tylko antyterrorystów biorących bezpośredni udział w akcji, ale innych policjantów ze Śląska oraz policję jako instytucję.

Policja oskarżyła Jastrzębowskiego w trybie krytykowanego od dawna przez dziennikarzy artykułu 212 Kodeksu karnego. Jest w nim zapisane, że ten kto pomówi kogoś w środkach masowego komunikowania “podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

- Kuriozalne jest, że policja, która ewidentnie w tej sprawie skatowała niewinnych ludzi, próbuje zrobić przestępcę z dziennikarza, który ją skrytykował. Niestety wszyscy podatnicy zapłacą za prywatną wojenkę Śląskiego Komendanta Policji z “Super Expressem” – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Sławomir Jastrzębowski.

- Komentarz był ostry, być może Sławomir nie powinien używać aż tak ostrych słów. Ta akcja była jednak feralna, policja powinna się spalić ze wstydu – komentuje sprawę Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. - Oskarżenie w tym trybie to skandal i próba zamknięcia ust mediom. Jeśli policja się poczuła urażona to powinna za swoje pieniądze wytoczyć proces cywilny – dodaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Świetlik podkreśla, że cała sprawa to kolejny dowód na to, że art. 212 powinien zostać zniesiony. Centrum Monitoringu Wolności Prasy pod koniec maja br. skierowało apel do premiera Donalda Tuska w tej sprawie (więcej na ten temat). Dotąd nie otrzymało odpowiedzi. – Bardzo charakterystyczne jest, że politycy deklarują zniesienie tego zapisu zawsze pół roku przed wyborami – dodaje Świetlik. Potem jednak nic się nie dzieje. Ostatnio redaktorzy naczelni gazet spotkali się w tej sprawie z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem. Z ich relacji wynika, że minister nie jest zwolennikiem likwidacji art. 212, ale jego modyfikacji.

Przypomnijmy też, iż w kwietniu br. Rada Etyki Mediów uznała, że Sławomir Jastrzębowski w swoim komentarzu naruszył zasadę szacunku i tolerancji. Jednocześnie Rada nie zgodziła się z zarzutami, że tekst Jastrzębowskiego naraża na szwank dobre imię instytucji policji i podważa zaufanie społeczne do niej.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/naczelny-super-expressu-pozwany-przez-policje-kuriozalne