Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

02-08-2012, 07:04

Można składać kandydatury na członków rad programowych w mediach publicznych  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
km
02-08-2012

KRRiT

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zaprosiła organizacje społeczne do zgłaszania kandydatów do rad programowych działających w spółkach publicznej radiofonii oraz w oddziałach terenowych spółki Telewizja Polska SA. Czteroletnie kadencje wielu z nich upływają w ostatnim kwartale br.

Sposób powoływania rad programowych określa przepis zawarty w art. 28a ust. 1 ustawy z 29 grudnia 1992 roku o radiofonii i telewizji, który stanowi: „Rady programowe publicznej radiofonii i telewizji liczą 15 członków, których powołuje Krajowa Rada; 10 członków rady programowej reprezentuje ugrupowania parlamentarne. Pozostałych 5 powołuje z grona osób legitymujących się dorobkiem i doświadczeniem w sferze kultury i mediów”.

KRRiT, która ma obowiązek wskazania do każdej z rad po pięciu kandydatów, przy podejmowaniu decyzji zamierza rozważyć propozycje zgłaszane przez organizacje społeczne.

Zgłoszenia powinny zawierać CV kandydatów i ich pisemną zgodę na wybór do konkretnej rady programowej. Należy je przesyłać do 31 sierpnia br. na adres: Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, Skwer Ks. Kard. Stefana Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa.

Terminy upływających kadencji rad programowych działających w spółkach województwa śląskiego przewidują dla Polskiego Radia Regionalnego Rozgłośni w Katowicach “Radio Katowice” SA jej zakończenie we wrześniu 2012, natomiast dla Oddziału TVP SA w Katowicach w listopadzie 2012.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mozna-skladac-kandydatury-na-czlonkow-rad-programowych-w-mediach-publicznych

01-08-2012, 20:56

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nominuje do Hieny Roku za tekst o ojcu braci Kaczyńskich  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
01-08-2012

Rządzone przez konserwatywnych dziennikarzy SDP uznało, że dziennikarz Cezary Łazarewicz będzie jednym z kandydatów do Hieny Roku 2012 za napisanie tekstu o Rajmundzie Kaczyńskim. – Prawicowa prasa opublikowała przez lata kilkadziesiąt lustracyjnych tekstów, a SDP postanowiła zaatakować mnie – uważa Łazarewicz.

Cezary Łazarewicz

Hiena Roku to antynagroda przyznawana przez samo SDP za nierzetelność i lekceważenie zasad etyki dziennikarskiej. W ciągu dwóch ostatnich lat Stowarzyszenie jej nie przyznawało, ale sytuacja zmieniła się, gdy jesienią zeszłego roku wybory do zarządu SDP wygrali dziennikarze konserwatywni tacy jak m.in. Krzysztof Skowroński (były szef radiowej Trójki w czasach rządów PiS) czy Piotr Legutko (kieruje krakowskim oddziałem katolickiego “Gościa Niedzielnego”). Pod uchwałą o nominacji dla Łazarewicza podpisali się właśnie Legutko i Jadwiga Chmielowska – to skarbnik SDP, która m.in. kilka lat temu zasiadała w radzie nadzorczej Radia Katowice z nominacji PiS.

Zdaniem zarządu głównego Stowarzyszenia tekst Łazarewicza “Rajmund Kaczyński. Ojciec braci” opiera się głównie na anonimowych informatorach, “kolportuje plotki, domniemania i hipotezy na temat spraw intymnych oraz stawia piętnujące tezy dotyczące relacji rodzinnych”. Podkreślono, że to artykuł “głęboko ingerujący w prywatne życie został w dodatku napisany pod tezę polityczną, mającą w efekcie uderzyć w lidera opozycji oraz dobrą pamięć o nieżyjącym Prezydencie RP”.

Łazarewicz pisał m.in., że w latach 60. Rajmund Kaczyński mógł wyjeżdżać na kontrakty zagraniczne dzięki dobrym opiniom wystawianym przez uczelnianą organizację partyjną. W tygodniku pojawiły się domniemania, że otrzymał 80-metrowe mieszkanie dzięki znajomościom z towarzyszem z wyższych – partyjnych i państwowych – sfer. Autor napisał o plotkach, według których Rajmund Kaczyński miał romans z koleżanką z pracy. Opisał też jedno z prywatnych spotkań ojca braci Kaczyńskich, rok przed zwycięskimi dla PiS wyborami w 2005 r., na którym miał powiedzieć: “Boże, uchroń Polskę przed moimi synami narwańcami”.

Łazarewicz nie zgadza się z zarzutem, że podawał “głównie” anonimowe wypowiedzi. Zwraca uwagę, że w jego tekście wypowiadają się m.in. Jerzy Fiedler (znajomy Rajmunda z czasów działania w podziemiu w trakcie II wojny światowej) i prof. Wiesław Gogół (jego współpracownik z Politechniki Warszawskiej). – Większość osób pojawiająca się w tekście ma imiona i nazwiska. Anonimowo wypowiadały się tylko dwie. Jedna z nich zażyczyła sobie tego, obawiając się nagonki środowiska PiS – mówi dziennikarz “Newsweeka”. – Moim zdaniem otrzymałem tę nominację na wyrost. Nawet jeśli był to tekst kontrowersyjny, to na pewno jako dziennikarz nie czuję, że przekroczyłem w nim granice etyki.

Po opublikowania tekstu w “Newsweeku” odniósł się do niego w wywiadzie dla “Gazety Polskiej Codziennie” Jarosław Kaczyński. “Nie będę wytaczał >>Newsweekowi<< procesu, mimo że jest tam tyle kłamstw, że sprawa na to zasługuje, ale wtedy musiałaby pewnie w sądzie zeznawać i mama. Nie chcę jej na to narażać” – podkreślał. Twierdził, że w artykule tygodnika “praktycznie wszystko jest kłamstwem”. Podał przykład Virtuti Militari, które jego ojciec otrzymał za osłanianie akcji odwrotu kanałami oddziałów podczas Powstania Warszawskiego, a nie za ucieczkę z obozu (taką wersję podał “Newsweek”). “Nie będę – proszę wybaczyć – wdawał się w szczegóły, ale nawet ta sugestia romansu ojca z lat siedemdziesiątych jest całkowicie oderwana od rzeczywistości” – zaznaczał Kaczyński.

Łazarewicz zaznacza, że o odznaczeniu pisał na podstawie publikacji sprzed kilku lat w “Focus Historia”, której prezes PiS wówczas nie prostował.

Przeszłość ojca braci Kaczyńskich jest mało znana. Jarosław i Lech Kaczyńscy jako znani już politycy wypowiadali się o nim niezwykle rzadko, pokazywali się tylko z matką Jadwigą. Wiadomo, że Rajmund Kaczyński był żołnierzem AK, walczył w Powstaniu Warszawskim, a po II wojnie światowej został inżynierem.

To druga nominacja do Hieny Roku przyznana w tym roku przez zarząd SDP. Przed miesiącem do tego tytułu zostali nominowani Kuba Wojewódzki i Michał Figurski za obraźliwe wypowiedzi w Esce Rock pod adresem Ukrainek.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,12236052,Stowarzyszenie_Dziennikarzy_Polskich_nominuje_do_Hieny.html#ixzz22MResNGf

01-08-2012, 20:55

Lis i Hołownia publicznie wymieniają ciosy  »

Press
(JF)
01-08-2012

Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika “Newsweek Polska” (Ringier Axel Springer Polska) i Szymon Hołownia, który w weekend zrezygnował z pisania do tej gazety, wymieniają publicznie ciosy. Hołownia twierdzi, że odszedł z “Newsweeka”, bo nie zgadzał się z publikowanymi w nim tekstami.

Tomasz Lis

“A to, że sobie odreagujesz i będziesz mnie teraz po chamsku (choć bez nazwiska) wyzywał naprawdę niczego nie zmieni, nie posunie świata ani spraw do przodu” – napisał wczoraj Szymon Hołownia w serwisie NaTemat.pl (jego współwłaścicielem jest Tomasz Lis), w odpowiedzi na tekst Tomasza Lisa pt. “Bez szpagatu”, opublikowany w tym samym serwisie, w którym naczelny “Newsweeka” skrytykował postawę Szymona Hołowni.

Hołownia zrezygnował w weekend ze współpracy z “Newsweekiem” w reakcji na opublikowany w ostatnim numerze tygodnika tekst “Nieświęte rodziny”, zapowiadany na okładce: “Tata w sutannie. Jak Kościół toleruje podwójne życie księży”. – Po raz kolejny musiałbym napisać felieton, w którym odnosiłbym się krytycznie do publikacji “Newsweeka”, więc zrezygnowałem z pracy w tym tygodniku – tłumaczy Szymon Hołownia.

Szymon Hołownia

W jego ocenie sporny tekst był manifestacją poglądów autorek i kierownictwa redakcji, a nie opisem rzeczywistości. – Autorki podały, że 60 proc. polskich księży utrzymuje kontakty seksualne z kobietami, ale nie dowiadujemy się, o jakiego typu kontakty chodzi, nic nie wiadomo na temat metodologii tych badań – twierdzi Hołownia. – W artykule opisani są dwaj księża, którzy mają dzieci i jeden z dzieckiem przeniesiony do stanu świeckiego, są też dwaj księża i profesor, którym wydaje się, że to szerszy problem – dodaje. W jego ocenie autorki tekstu Renata Kim i Małgorzata Święchowicz odeszły od zasad warsztatu dziennikarskiego, bo nie przedstawiły zdania drugiej strony i dowodów na poparcie formułowanej tezy.

Gdy te zarzuty Hołownia umieścił na swoim blogu, Tomasz Lis postanowił odpowiedzieć w serwisie NaTemat.pl: “Księża ojcowie? Ależ skąd! To wymysł antyklerykałów. Księżą geje? Ależ skąd, nieprawda, redaktor na etacie oświeconego katolika wam to powie” – napisał. I dalej: “Z całym szacunkiem nie zgłoszę też akcesu do klubu świętoszków i hipokrytów, gotowych zamknąć oczy i uznawać, że jak czegoś nie widzą, to prawdą nie jest. Tzw. znawcy Kościoła, specjalizujący się w kasowaniu z dwóch stron, od zakrystii, jako wzorowi katolicy, i komercji, jako otwarci na liberalny świat i gotowi głosić w nim chwałę Pana”.

Zareagowały też autorki spornego artykułu. W rozesłanym wczoraj przez “Newsweek Polska” newsletterze ubolewają, że zamiast poprzestać na krótkim “Adios”, Szymon Hołownia próbuje jeszcze podważać intencje redakcji, od której jeszcze niedawno brał pieniądze.

- Szkoda, że w polemice ze mną nikt nie odniósł się argumentów, które napisałem na blogu – ubolewa Szymon Hołownia.

- To absurdalny zarzut, w tekście cytuję naukowca, który pracuje na Uniwersytecie Poznańskim, polegam na jego słowach i cytowanych przez niego wynikach jego własnych badań – mówi Renata Kim. – Rozumiem, że Szymon Hołownia uznał naszą redakcję za zbyt lewicową, szanuję jego decyzję, ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego przy okazji podważa kompetencje swoich redakcyjnych koleżanek – mówi Renata Kim. – Bardzo nas to zdenerwowało, więc poprosiłyśmy kolegów z serwisu Newsweek.pl o zamieszczenie naszej polemiki, nawet nie wiedziałyśmy, że została rozesłana w formie newslettera – dodaje Kim.

- Jeśli Szymon Hołownia łudził się, że Tomasz Lis to współczesny Jerzy Giedroyć, to był w głębokim błędzie. Ten konflikt musiał się tak skończyć: naczelny nie toleruje krytyki pracy redakcji – mówi jeden z pracowników “Newsweeka”.

- Ta dyskusja to doskonała promocja tytułu prasowego, ale dziennikarstwo to jest tylko z pozoru. Wartościowe dziennikarsko teksty przy tej okazji nie powstają – komentuje Wiesław Godzic ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/39573,Lis-i-Holownia-publicznie-wymieniaja-ciosy

01-08-2012, 14:49

75 tys. zł kary za audycję Wojewódzkiego i Figurskiego  »

Press
(KOZ)
01-08-2012

Radio Eska Rock

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła na Radio Eska Rock karę w wysokości 75 tys. zł za program ”Poranny WF”, w którym prowadzący Kuba Wojewódzki i Michał Figurski żartowali z Ukrainek.

Regulator poinformował wczoraj, że na audycję wyemitowaną 12 czerwca wpłynęły 23 skargi, w tym od ambasadora Ukrainy, prezesa Związku Ukraińców w Polsce oraz przewodniczącego Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

”Prezentowane w audycji treści obraźliwe dla osób narodowości ukraińskiej oraz kobiet w ogóle, w sposób, który przez odbiorców audycji mógł zostać odebrany jako pochwalanie prezentowanych tam postaw związanych z dyskryminacją ze względu na narodowość oraz płeć, a także nawołujących do nienawiści, w szczególności w kontekście rozgrywanych w czasie emisji programu rozgrywek Euro 2012, organizowanych przez Polskę wspólnie z Ukrainą, uznać należy za nieleżące w interesie ogółu, a zatem sprzeczne z dobrem społecznym” – uznała Krajowa Rada.

Agnieszka Korotyńska, specjalista ds. PR w Grupie Radiowej Time (jej częścią jest Eska Rock), poproszona o komentarz, informuje: – Decyzja o dalszych krokach w tej sprawie podejmiemy po dokładnej analizie pisma, jakie otrzymaliśmy z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Maksymalna kara dla Eski Rock mogła wynieść 95 tys. zł.

Przypomnijmy, że w zeszłym tygodniu stołeczna prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie znieważenia Ukrainek przez Michała Figurskiego i Kubę Wojewódzkiego. Grozi im kara pozbawienia wolności do trzech lat.

Pod koniec czerwca Eska Rock zdjęła audycję ”Poranny WF” z anteny i rozwiązała umowy z Wojewódzkim i Figurskim.

KRRiT w 2011 i 2012 roku nałożyła na Eskę Rock dwie kary w wysokości 50 tys. zł. Obie dotyczyły sprawy Alvina Gajadhura, rzecznika prasowego Inspekcji Transportu Drogowego.

Ponadto w ciągu ostatnich kilku lat nadawca siedmiokrotnie został upomniany za naruszanie przepisów ustawy o radiofonii i telewizji.

Całość: http://www.press.pl/newsy/radio/pokaz/39564,75-tys_-zl-kary-za-audycje-Wojewodzkiego-i- Figurskiego

30-07-2012, 23:49

Alicja Tysiąc pozwała Tomasza Terlikowskiego, chce 130 tys. zł  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
30-07-2012

Przeprosin w mediach i 130 tys. zł żąda Alicja Tysiąc od publicysty Tomasza Terlikowskiego za to, że zarzucił jej “moralną obrzydliwość” i porównał do hitlerowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna. To próba zamknięcia ust wyrokiem – mówił wcześniej pozwany.

Tomasz Terlikowski

W poniedziałek w Sądzie Okręgowym w Warszawie miał zacząć się proces o ochronę dóbr osobistych wytoczony przez Tysiąc znanemu katolickiemu publicyście. Pełnomocnik nieobecnego pozwanego mec. Piotr Kwiecień powiedział jednak sądowi, że jego klient nie dostał pozwu; nie był też zawiadomiony o terminie rozprawy – dowiedział się o niej sam ze strony internetowej powódki.

Sąd wyjaśnił, że korespondencja do pozwanego była dwa razy awizowana, a nie została przez niego podjęta pod adresem wskazanym w pozwie przez powódkę. Sąd doręczył ją adwokatowi, a sprawę odroczył do 29 października.

Kilka lat temu A. Tysiąc chciała usunąć ciążę obawiając się, że urodzenie dziecka może jej grozić utratą wzroku. Lekarze odmówili jej prawa do wykonania legalnej aborcji ze względów zdrowotnych. Po porodzie jej wzrok pogorszył się; przyznano jej pierwszą grupę inwalidzką. Kobieta złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który przyznał jej 25 tys. euro zadośćuczynienia, zwracając m.in. uwagę na brak w polskim prawie możliwości odwołania się od decyzji lekarzy. Obecnie Tysiąc działa w organizacjach kobiecych, jest też stołeczną radną wybraną z listy SLD.

Powódka poczuła się dotknięta słowami Terlikowskiego, który w napisanej razem z Joanną Najfeld książce “Agata. Anatomia manipulacji”, a także w innych wypowiedziach nt. aborcji, miał porównywać postępowanie powódki do postępowania Eichmanna. Napisał on: “I zasłanianie tej prostej prawdy słowami o tym, że Alicja Tysiąc nie złamała prawa, a jedynie próbowała egzekwować przysługujące jej prawa – jest absurdalne. Adolf Eichmann też nie łamał hitlerowskich praw, czy to znaczy, że nie można go nazwać mordercą (w tym przypadku już nie niedoszłym, a jak najbardziej doszłym)?”. Zarzucał jej też “moralną obrzydliwość”, piętnując w ten sposób jej zachowanie, a także to, że występuje na drogę sądową przeciw osobom ją krytykującym.

“Nie zgadzamy się na taki język debaty publicznej. To było naruszenie godności powódki. Dlatego w pozwie żądamy przeprosin w ogólnopolskich dziennikach, 100 tysięcy zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę i wpłaty 30 tys. zł na fundację Feminoteka” – mówił pełnomocnik Tysiąc, mec. Marcin Górski. Jego zdaniem Terlikowski ma “nadmierną łatwość w operowaniu porównaniami z holokaustem”.

Według pozwu pozwany miałby przeprosić powódkę na łamach “Rzeczpospolitej” i “Gazety Wyborczej”. Bez roszczeń finansowych naruszenia będą się powtarzać – dodał adwokat. Jego zdaniem pozwany już wcześniej polemizował z zarzutami pozwu.

Zdaniem Górskiego pozwany przed opublikowaniem swych słów nie skontaktował się z Tysiąc “i nie zainteresował się jej stanowiskiem, ograniczył się natomiast do werbalnego i publicznego zlinczowania powódki”. Miał też nie reagować na propozycje polubownego zażegnania sporu w korespondencji od pełnomocników powódki, kierowanej na jego adres domowy.

Sama Tysiąc powiedziała, że jej córka spotykała się z uwagami w całej sprawie od nauczycielki w szkole.

W kwietniu br., gdy PAP opisał sprawę pozwu, Terlikowski mówił, że sformułowanie o “moralnej obrzydliwości” to jego prywatna opinia, a nie twierdzenie o fakcie. Dodał, że ma do tego prawo. “A co do porównań do Eichmanna, to mam wrażenie, że porównywałem do niego sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a nie panią Tysiąc” – dodał. Mec. Górski uważa, że do Eichmanna porównał on powódkę.

Pozwany zaprzeczał też, by otrzymał jakiekolwiek pismo od Tysiąc w sprawie polubownego załatwienia sprawy. Jego zdaniem, w sprawie nie chodzi o debatę o aborcji, lecz “środowiskom proaborcyjnym chodzi o zamknięcie ust wyrokami sądowymi osobom mającym inne poglądy niż te mainstreamowe”.

Dwa lata temu Tysiąc w podobnej sprawie pozwała naczelnego redaktora tygodnika “Gość Niedzielny” ks. Marka Gancarczyka, który na łamach pisma komentował jej sprawę. Żądała zadośćuczynienia i przeprosin. W wydanym w I instancji wyroku sąd argumentował m.in., że żaden światopogląd nie uzasadnia poniżania innych, podkreślając jednocześnie, że proces nie dotyczył przekonań religijnych, ale ochrony dóbr osobistych. “Gość Niedzielny” uznał wówczas to rozstrzygnięcie za niesprawiedliwe i ograniczające wolność słowa. Ostatecznie sprawa między Tysiąc a tygodnikiem zakończyła się ugodą.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/alicja-tysiac-pozwala-tomasza-terlikowskiego-chce-130- tys-zl

30-07-2012, 20:59

Z Tychów wypędzono diabła  »

Telewizja Silesia
Krzysztof Trzosek
30-07-2012

W Tychach demon poddał się bez walki. Nie była potrzebna nawet pomoc egzorcysty. W nowym sezonie na koszulkach GKS-u Tychy nie będzie już rogatej głowy, wychylającej się z płomieni. Przeciwnicy mówią, że lansowanie diabła nie sprzyja miastu, którego władze biorą udział w mszach świętych. To o tyle dziwne, że stroje wyglądają tak już kilka dobrych lat, a te same władze równie często widać na lodowisku kibicujące demonicznym hokeistom.

Do tej pory byli diabelnie skuteczni, ale demon z Tychów został na lodzie. W nowym sezonie na koszulkach GKS-u Tychy nie będzie diabelskiej rogatej głowy. – To jest tylko znaczek. Jeśli zniknie, to nic się nie stanie, ale tak naprawdę to on dodawał tylko kolorytu koszulce, a nic nie znaczył – mówi Adrian Parzyszek, zawodnik GKS Tychy.

Diabeł z koszulki hokeisty GKS Tychy

Tyskie diabły na lodzie to na pewno nie aniołki, a drogę z piekła do nieba i z powrotem przeszli już nie raz. Teraz przejść mają na dobrą stronę mocy, a to oznacza wymianę hokejowej garderoby. – Komuś trochę się nudzi albo nie ma za bardzo się do czego przyczepić, to szuka dziury w całym, bo to nie jest nic negatywnego – stwierdza Łukasz Sokół, zawodnik GKS Tychy.

Cyrograf z diabłem władze GKS-u podpisały kilka lat temu. Demon miał być postrachem przeciwników. To miał być wzór najlepszej ligi na świecie, gdzie drużynom nadaje się przydomki. W NHL występują kojoty, pingwiny, czy diabły. Za oceanem żaden demon w ten sposób nikogo jeszcze nie opętał. – Bramkarze w zachodnich klubach na kaskach mają trupie czaszki i tak chcą wystarczyć napastnika, który jedzie sam na sam. Także jest to jeden z takich elementów widowiskowych – zaznacza Karol Pawlik, zawodnik GKS Tychy.

Grający w hokejowej lidze NHL zawodnicy klubu New Jersey Devils chyba jeszcze nic nie wiedzą o problemie kolegów z dalekich Tych. Mariusz Czerkawski wielokrotnie walczył z diabłami i – jak mówi – pomoc egzorcysty nigdy nie była mu potrzebna. - W NHL nie ma takiego problemu i widzimy, co dzieje się w niemieckich ligach, gdzie wszyscy zaczynają się nazywać słonie, pingwiny niedźwiedzie, tygrysy, pantery, czy słonie – mówi.

Tych symboli boją się lokalni dziennikarze, którzy sami zajęli się wypędzaniem diabła. - W 2005 roku wyrzucili diabła z koszulek, żeby w 2006 znowu powrócić aż do ostatniego sezonu, kiedy ledwo się utrzymali. Wszytko zaczęło się od artykułu w regionalnym tygodniku. Jego autor używanie takiego symbolu uważa za kuriozalne. Po pierwsze władze Tychów to pierwsi orędownicy wiary. Sesje rady miasto otwiera się słowami Szczęść Boże, a patronem miasta jest św. Krzysztof. – Lansowanie wizerunku diabła, demona jest co najmniej dziwaczne, jeśli nie powiedzieć groźne – mówi Zdzisław Barszewicz, Górnośląski Tygodnik Regionalny “Echo”.

Plus jest taki, że miasto nie musi wykładać na egzorcystę. Ci którzy na co dzień wypędzają szatana nie mają wątpliwości, że obcowanie z demonami jest niebezpieczne. – Używanie diabła jest odniesieniem się do rzeczywistości demonicznej, która zawsze sprowadza nieszczęścia – prędzej czy później złe duchy zaczną wykorzystywać naiwność człowieka – ostrzega ks. Michał Woliński, diecezjalny egzorcysta.

Tu główny zwolennik wypędzenia diabła z koszulek ma rację. GKS Tychy nie potrafi znaleźć sponsora, a drużyna w poprzednim sezonie biła się o utrzymanie. Diabła bać mieli się sponsorzy, choć niektórym te igraszki nie zaszkodziły. - Chcemy wykorzystać to miejsce bardziej pożytecznie tzn. dla sponsorów, bo zawodnikom są potrzebne środki – mówi Henryk Drob, dyrektor spółki Tyski Sport.

Adwokatem diabła nie chcą być również kibice. Ich zdaniem Tychy to miasto aniołów, a opętani są jedynie ci, którzy diabła z koszulek chcą wypędzić. – 99,9% kibiców jest katolikami i myślę, że nikt nie przeszedł na satanizm z tego powodu – ani hokeiści ani kibice, i nikt nie odbierał w takim kontekście tego znaczka – stwierdza Tomasz Baranowski, Stowarzyszenie kibiców GKS Tychy. Więc chyba nie taki diabeł straszny jak go malują. Jedno jest pewne od teraz, gdzie nie będzie sobie radził, tam hokeisty już nie wyśle.

Całość: http://www.tvs.pl/40192,z_tychow_wypedzono_diabla.html