Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-08-2012, 11:06

Smolorz o Teresie Semik: Doktor Jekyll i Pani Hyde  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
03-08-2012

Publicystyka, to głoszenie poglądów i przekonywanie do nich. Dlatego prawo do skrajnego nawet subiektywizmu jest wpisane w ten zawód i nikt nie powinien mieć o to pretensji. Jednak ten przywilej wymaga samokontroli, zbyt silna jest pokusa, by ukryć pod nim osobistą zawziętość, a stąd już tylko krok do obsesji.

Michał Smolorz

Z wielką przykrością snuję te refleksje po lekturze artykułu mojej redakcyjnej koleżanki Teresy Semik (“RAŚ zawłaszcza: prawda czy fałsz” – DZ 27.06.2012). Tekst z założenia miał być dyskusyjny (“Kij w mrowisko” – jak głosił redakcyjny nagłówek) i mógłby takim być, gdyby nie szereg niegodziwości, wykraczających poza ramy publicystycznej prowokacji. Z autorką łączy mnie wiele, nade wszystko wspólnota pokoleniowa, oboje jesteśmy przedstawicielami najstarszej czynnej zawodowo dziennikarskiej generacji.

Łączy nas także “oldskulowe” podejście do pojęcia rzetelności, w którym każde napisane słowo wykuwa się w długotrwałym procesie poznawania i zbliżania się do prawdy. Zawsze podziwiałem Teresę, gdy miesiącami, ba: latami potrafiła cierpliwie wysiadywać w salach sądowych, wycierać ławy konferencji prasowych i pukać do niepoliczalnych drzwi, by nie uronić żadnego z aspektu opisywanej sprawy.

Jest jednak sfera publicznych zagadnień, w której zrzuca ona maskę chłodnego doktora Jekylla, traci opanowanie i w skórze Mr Hyde’a idzie w miasto nie przebierając w słowach i argumentach. Tą sferą jest kulturowa i polityczna emancypacja Ślązaków. Autorka nawet nie próbuje ukryć bardzo intymnych, osobistych pobudek. W rozmowie z sędzią Józefem Musiołem stwierdziła bez ogródek: “Nie ma powodów, żeby zapominać. Podobnie, jak nie zapomni moja rodzina z Żywiecczyzny spacyfikowana w 1943 roku. Żołnierz niemiecki, który wyrzucał ją z domu mówił po śląsku”. Rok wcześniej w ostrym komentarzu wprost wyznaczyła Ślązakom przysługujące im prawa: pielęgnacja tradycji i troska o starzyków – od sprawowania władzy wara.

Nawet tak skrajny głos bywa potrzebny. Najgorsze, co może się przydarzyć śląskim ruchom społecznym, to głaskanie po głowie i bałwochwalczy kult jedynie słusznej prawdy. Ostre polemiki, stanowcza krytyka, umiejętne ujawnianie słabości są samą istotą demokracji, skutecznie selekcjonują i hartują polityczne kadry. Jest wszakże granica kompetencji i przyzwoitości, której taka debata potrzebuje. W artykule Teresy Semik obie granice zostały przekroczone. Choć pretekstem był scenariusz wystawy zamierzonej przez Muzeum Śląskie, sformułowane w nim niegodziwości dotykają wszystkiego i wszystkich zaangażowanych w śląski spór.

Zacznę od dokonanej przez autorkę stygmatyzacji wybitnych naukowców, zaangażowanych w to przedsięwzięcie. Każdy z nich dostaje żółto-niebieską opaskę “sympatyzujący z RAŚ-em” plus zarzuty uzyskiwania przywilejów i stanowisk w zamian za naukową służalczość. Nie wiem, czym zasłużyła sobie na to profesor Ewa Chojecka, uczona wielkiej zacności, kultury i nieprzebranego dorobku – czy tym, że to pod jej redakcją powstała pierwsza polska (sic!) monografia historii sztuki Górnego Śląska ? No tak, zapomniałem, że bycie promotorką doktoratu Jerzego Gorzelika unieważnia dzieło życia największego nawet uczonego. A czymże zgrzeszył profesor Ryszard Kaczmarek? Czy tym, że pod jego współredakcją powstała pierwsza polska (sic!) historia Górnego Śląska i wiele dalszych powszechnie uznanych i nagradzanych opracowań z naszych dziejów? No tak, przewodniczy kapitule nagród im. Weltzla, a to hańbiące zajęcie. A co obciąża sumienie dyrektora Archiwum Państwowego dr. Piotra Greinera, który też musi nosić opaskę “kojarzony z RAŚ”, choć na urząd powołał go… rząd PiS-u? Zapomniałem, że pisał o śląskich noblistach.

Czy wobec takich “zabiegów publicystycznych” ma sens podejmować polemikę z całą resztą? Zwłaszcza, że autorka zaprzęga do rydwanu cały arsenał wyświechtanych i zużytych komunałów, dawno poniechanych w poważnym dyskursie. Czym odpowiadać na tanią demagogię, jakoby dowodem na zawłaszczanie Śląska przez RAŚ było ściągnięcie do Katowic bielskiego spektaklu “Miłość w Königshütte” za 24 tysiące złotych? Czyż nie wystarcza banalne wytłumaczenie, że chodzi o spektakl, który – także za sprawą “Dziennika Zachodniego” – znalazł się w centrum politycznego i historycznego sporu?

Może warto odpowiedzieć podobną bzdurą, że ściągnięcie do Katowic Woody Allena za milion złotych (tylko po to, aby zagrał na klarnecie) jest dowodem na zawłaszczanie Śląska przez amerykańskich Żydów? Woody Allen również nie nakręcił tu filmu, podobnie jak Johann Wolfgang Göthe nie napisał tu poematu, a wszyscy sikali z zachwytu. Czy warto podejmować dyskusję o śląskich noblistach, którzy “zdobywali nagrody dla Niemiec i USA”, skoro powszechnie czczona Maria Curie pod takim nazwiskiem zdobywała nagrody dla Francji?

Można by punkt po punkcie znęcać się nad tym nieszczęsnym “kijem w mrowisko”, tylko po co? Co to ma wspólnego z poważną debatą o regionie, jego historią, współczesnością i przyszłością?

W wywodach Teresy Semik nie znalazłem nic, czego wcześniej nie wyartykułowałby wicewojewoda Piotr Spyra. Poważna publicystka poważnej gazety staje się tubą mało poważnego lokalnego polityka, którego jedyną racją istnienia jest negacja RAŚ. Mało to ambitne. Wokół Gorzelika łatwo rozpętywać awantury, wykrzykiwać o zawłaszczaniu Śląska i formułować tysiąc innych zarzutów. Bo jest to jedyny regionalny polityk, który ma swoją wizję regionu, odważnie ją głosi i w demokratyczny sposób stara się wcielić w życie. Dwadzieścia lat temu równie osamotniony ze swą wizją był wojewoda Wojciech Czech.

Czy to przypadek, że te same osoby, które wówczas wściekle i bez pardonu atakowały Czecha, dziś napadają na Gorzelika? Jeśli się mylę, jeśli przez 23 minione lata polskiej demokracji pojawił się inny polityk z własną, alternatywną wizją i poddał ją pod publiczny dyskurs – proszę o nazwisko. Bo ja nie pamiętam. Dlatego w jednym zgadzam się z Teresą Semik: w jej rozpaczliwym wołaniu do politycznego Parnasu o alternatywne wizje, które można skonfrontować z Gorzelikową i które tę konfrontację wytrzymają. Ale wizje, nie pomówienia!

Nie występuję w obronie przewodniczącego RAŚ, jest on zaprawiony w podobnych sporach. Bronię standardów publicznej debaty o śląskich sprawach. Czy tego chcemy czy nie chcemy, epoka wykreowanej przez Grażyńskiego, a kontynuowanej przez komunistów kolonialnej wizji polskiej suwerenności na Górnym Śląsku się skończyła. Nie zmienią tego żadne zaklęcia.

PS A propos: czy ja też jestem “kojarzony z RAŚ”?

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/629749,smolorz-o-teresie-semik-doktor-jekyll-i-pani-hyde,id,t.html

03-08-2012, 10:51

Gorzelik: Dlaczego nauka i kultura nie mogą być wasalami polityki  »

Dziennik Zachodni
Jerzy Gorzelik
03-08-2012

Pani redaktor Teresa Semik oznajmiła światu, że Ruch Autonomii Śląska zawłaszcza. Zawłaszcza śląskość. W sposób konsekwentny i perfidny. Tak, że inni, którzy w śląskości chcieliby znaleźć bezpieczną przystań, czują się wykluczeni. Bo ta śląskość, która miła jest pani Teresie Semik, wypierana jest przez tę, za którą stać ma RAŚ. Tę, która w koszmarze pani redaktor znajdzie swój wyraz w stałej wystawie w nowej siedzibie Muzeum Śląskiego.

Jerzy Gorzelik

Na pretensje pani redaktor można by machnąć ręką niczym na żale domokrążcy, oferującego ręczną pralko-wyżymarkę “Frania”, utyskującego na dystrybutorów pralek automatycznych wypierających go z rynku. Wizja dziejów Śląska, utożsamiana przez panią Teresę Semik z RAŚ, jest bowiem po prostu bardziej atrakcyjna od ksenofobicznych, akademijnych frazesów, przez dziesięciolecia pieszczących uszy dziennikarki i jej ideowych powinowatych.

Tych, dla których Johann Wolfgang Goethe, to jakiś tam niemiecki poeta, a nie światowego formatu twórca, rozpoznawalny przez każdego wykształconego Europejczyka. Przedstawiciel znienawidzonego Herrenvolku, a nie postać, której wizyta w Tarnowskich Górach, gdzie Goethe oglądał symbol nowoczesności – sprowadzoną z Anglii maszynę parową, nadaje prezentacji górnośląskich dziejów w murach nowego Muzeum Śląskiego prawdziwie europejski wymiar.

Można by również skwitować wzruszeniem ramion kwiecistą krytykę założeń ekspozycji poświęconej historii Górnego Śląska, wskazującą na to, że pani redaktor założeń tych po prostu nie czytała. Jak inaczej bowiem wyjaśnić, że – wbrew faktom – pani Teresa Semik twierdzi, iż wśród znaczących postaci pominięto Wojciecha Korfantego, i że muzealna opowieść ma nie obejmować okresu przed końcem XVIII wieku i nie uwzględnia Śląska Austriackiego?

Można by przywołać słynną trzecią prawdę ks. Józefa Tischnera jako wystarczający komentarz do twierdzenia pani Teresy Semik, jakoby “aktywiści RAŚ zajmowali miejsca w spółkach przynależnych marszałkowi”. Choć nie ukrywam, że z niecierpliwością czekam na ujawnienie nazwisk owych “aktywistów” i nazw spółek – może pani redaktor posiadła jakąś tajemną wiedzę na temat personalnej polityki mojego stowarzyszenia.

Można by wreszcie z humorem potraktować wewnętrzną sprzeczność, w którą zaplątała się autorka pisząc, że “znaczenie RAŚ-iu nie wynika z jego siły intelektualnej”, choć parę akapitów wyżej zdemaskowała wybitne postaci nauki jako “kojarzone z RAŚ-iem”. A cały swój wywód oparła na tropieniu związków między środowiskiem akademickim a autonomistami.

Nie można jednak bez reakcji pozostawić obrażających ludzką inteligencję teorii spiskowych, redukujących naukowców o nierzadko międzynarodowej reputacji, ludzi kultury czy działaczy organizacji pozarządowych do roli bezwolnych narzędzi, rzekomo realizujących polityczny zamysł Gorzelika. Jakie w opinii pani Teresy Semik są elementy owego szatańskiego planu?

Po pierwsze, fundacja, której prezeska “mocno jest związana z »Nową Gazetą Śląską«, której lekturę gorąco poleca w internecie Jerzy Gorzelik”, otrzymała dotację na wystawienie w Teatrze Śląskim sztuki “Miłość w Königshütte”. Otrzymała, dodajmy, w trybie konkursowym na wystawienie sztuki znanego dramaturga, która w ostatnich miesiącach doczekała się więcej komentarzy w mediach o zasięgu ogólnopolskim niż jakikolwiek inny utwór dotykający historii Górnego Śląska.

Pozostałą część kosztów spektaklu pokrył Teatr Korez w ramach Letniego Ogrodu Teatralnego – ten element sieci, jaką RAŚ podstępnie oplótł górnośląską kulturę, pani redaktor o dziwo przeoczyła.

Po drugie, koncepcja ekspozycji historii Górnego Śląska w Muzeum Śląskim konsultowana była z naukowcami powiązanymi z RAŚ lub przynajmniej z Gorzelikiem – profesorami Ewą Chojecką i Ryszardem Kaczmarkiem oraz dr hab. Irmą Koziną. Obie panie, o zgrozo, pracują “w tym samym co Gorzelik Zakładzie Historii Sztuki UŚ”. Nieszczęśliwie innego Zakładu Historii Sztuki na UŚ nie ma. Oczywiście, wobec tego braku można było poprosić o ekspertyzę pracowników Zakładu Doświadczalno-Diagnostycznego Silników Spalinowych Politechniki Śląskiej, ale z sobie tylko wiadomych względów ekscentryczny dyrektor Muzeum zwrócił się do naukowców prowadzących od lat badania śląskoznawcze.

Przypomnę, że prof. Ewa Chojecka jest redaktorem pionierskiej syntezy “Sztuka Górnego Śląska”, prof. Ryszard Kaczmarek współredaktorem najnowszej “Historii Górnego Śląska”, zaś dr hab. Irma Kozina autorką m.in. wysoko ocenianej książki “Chaos i uporządkowanie”, poświęconej architekturze regionu. No ale cóż – okazuje się, że osiągnięcia te, choć gwarantują renomę w świecie nauki, nie są wystarczającą legitymacją do udziału w pracach nad koncepcją wystawy w Muzeum Śląskim, jeśli jest się znajomym Gorzelika.

Mogę jedynie prosić o wybaczenie, że – w przeciwieństwie do wicewojewody Spyry, przywoływanego przez panią redaktor jako autorytet – nie zakończyłem przygody z nauką na złożeniu egzaminu magisterskiego i wciąż pozostaję pracownikiem wyższej uczelni, przez co moje kontakty z wyżej wymienionymi pracownikami UŚ są regularne. A to przecież dla profesorskiego grona – w oczach pani redaktor – dyskwalifikujące.

Po trzecie, prof. Ryszard Kaczmarek został w wyniku konkursu kierownikiem Instytutu Badań Regionalnych. A to przecież afront dla elit kulturalnych Zagłębia Dąbrowskiego, reprezentowanych przez innego ubiegającego się o stanowisko kandydata, którego autorytetem wspiera się pani redaktor w swoich wywodach. I oczywiście, za wyborem tym stoją machinacje Gorzelika, a nie kompetencje profesora – jednego z najbardziej uznanych obecnie śląskoznawców o imponującym doświadczeniu w kierowaniu projektami naukowymi. Interesujące, jak pani Teresa Semik skomentuje fakt, że również w wyniku konkursu zatrudnienie w Instytucie znalazła była asystentka… wicewojewody Piotra Spyry.

Po czwarte, jedna z marszałkowskich instytucji kultury ośmieliła się sfinansować wydanie kwartalnika “Fabryka Silesia”. A przecież jedyny periodyk zasługujący na finansowanie ze środków samorządu wojewódzkiego to miesięcznik “Śląsk”. I ponownie wszystko dla pani redaktor jest jasne – redaktor kwartalnika “nie kryje sympatii z RAŚ-iem”. Ktoś jednak ukrył przed Teresą Semik informację, że rzeczona instytucja kultury nie podlega nadzorowi Gorzelika.

Pani Teresa Semik postanowiła wyjaśnić zmieniającą się wokół niej rzeczywistość, uciekając się do teorii spiskowej. Nie własnej – jej tekst jest wtórny wobec rozważań warszawskiego publicysty, Piotra Semki, który tym samym zyskał w osobie pani redaktor regionalnego eksponenta swoich poglądów. Poglądów, które służyć mają odsunięciu myśli najwyraźniej nie do zniesienia dla rzeczników jedynie słusznej wizji dziejów regionu, bynajmniej nie skupionych w RAŚ.

Oto wokół śląskości toczy się żywa i nieskrępowana dyskusja. I nie da się jej ponownie wtłoczyć w ramy nacjonalistycznego dyskursu, do czego nawołują wicewojewoda Spyra i pani redaktor Semik, postulując ingerencję marszałka województwa w działalność instytucji kultury i nauki. Dziś o wynikach badań naukowych czy artystycznych poszukiwań nie decydują już polityczni oficerowie. A jeżeli mądre korzystanie z tej wolności przez autorytety tej miary, co profesorowie Ewa Chojecka i Ryszard Kaczmarek, odbierane jest jako zbieżne z myśleniem o Śląsku obecnym w RAŚ, to jako przewodniczący stowarzyszenia czuję się zaszczycony.

Dopominanie się interwencji “czynnika politycznego” – który miałby zdyscyplinować niesforną dyrekcję Muzeum Śląskiego – nie przeszkodziło pani redaktor postawić tezy: “Związki kultury i nauki z polityką zawsze były niebezpieczne”. Zgodzę się, że związki te są niebezpieczne, gdy przybierają wymiar, jakiego domagają się pani Teresa Semik i pan Piotr Spyra, wzywając na pomoc marszałka województwa. Nauka i kultura nie mogą być wasalami polityki. Źle jednak, gdy politykom brakuje kultury i naukowej wiedzy. Nie tylko politykom.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/629745,gorzelik-dlaczego-nauka-i-kultura-nie-moga-byc-wasalami,id,t.html

03-08-2012, 07:42

Telewizja Polska będzie walczyć z “Gazetą Polską Codziennie” w sądzie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
03-08-2012

Telewizja Polska zamierza wytoczyć proces “Gazecie Polskiej Codziennie” za artykuł, w którym dziennik podał budżet planowanego w TVP1 programu Tomasza Sekielskiego, bo – zdaniem TVP – zawiera on nieprawdę. Jaka jest prawda? Tego TVP nie podaje.

- W związku z artykułem pt. “Skandal. Rozrzutność w mediach publicznych. TVP wyda 3.5 mln zł na Sekielskiego” opublikowanym w czwartek, 2 sierpnia 2012 r. przez dziennik „Gazeta Polska Codziennie” informujemy, że Telewizja Polska występuje przeciwko GPC na drogę postępowania sądowego – napisała TVP w komunikacie przesłanym do portalu Wirtualnemedia.pl  – Artykuł red. Anity Gargas zawiera informacje nieprawdziwe oraz sformułowania, które godzą w dobre imię TVP – wyjaśnia Telewizja Polska.

Tomasz Sekielski

W tekście podano, że władze Telewizji Polskiej podpisały już umowę na realizację 45 odcinków, programu Tomasza Sekielskiego (ma wejść na antenę dopiero w styczniu 2013 roku), a kwota kontraktu opiewa na 3,5 mln zł. “Gazeta Polska Codziennie” jako źródło informacji podała działający w TVP związek zawodowy “Wizja”, który – jak czytamy w tekście – “otrzymał oficjalne potwierdzenie z grona kierownictwa firmy, że umowa z Sekielskim jest już podpisana i opiewa na 3,5 mln zł”.

Joanna Stempień- Rogalińska, rzecznik prasowa TVP, informuje Wirtualnemedia.pl, że nikt z zarządu spółki oficjalnie z “Wizją” na ten temat nie rozmawiał. Marcin Jeliński, rzecznik prasowy „Wizji”, tłumaczy nam jednak, że przez kierownictwo rozumie też szefów anten, agencji czy kierowników redakcji, ale nie ujawnia osoby, która przekazała te informacje związkowi. Dziś Jeliński ma spotkać się w tej sprawie z prezesem TVP Juliuszem Braunem.

Stempień-Rogalińska nie podaje, które z informacji zawartych w tekście Anity Gargas są – zdaniem TVP – nieprawdziwe, zasłaniając się tajemnicą handlową i strategią sądową TVP. – To wygląda na próbę zastraszenia nas. Jeśli TVP ma konkretne argumenty, to powinna je podać – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny “Gazety Polskiej Codziennie”, który od nas dowiedział się, że Telewizja Polska planuje pozew sądowy. – Świadczy to o upadku autorytetu Telewizji Polskiej. Jeśli TVP mając taką oglądalność, tyle kanałów, obawia się “Gazety Polskiej Codziennie” to jest to kuriozalne. Widać TVP uważa, że nasze wpływy są większe. My też sądzimy, że jesteśmy bardzo opiniotwórczy - dodaje.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/telewizja-polska-bedzie-walczyc-z-gazeta-polska-codziennie-w-sadzie

03-08-2012, 07:32

Prawo prasowe w Senacie. “Dziennikarze zniszczą Polskę”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
03-08-2012

Kilka głównie doprecyzowujących poprawek zaproponowali w czwartek senatorowie do nowelizacji Prawa prasowego, uchwalonej przez Sejm pod koniec lipca. Nowela przewiduje pozostawienie sprostowań jako jedynej formy reakcji na publikacje.

Najistotniejsza z poprawek, zaproponowana przez senatora Andrzeja Matusiewicza (PiS), przewiduje, że w ciągu 21 dni od wejścia noweli w życie będzie można zażądać sprostowania materiałów prasowych, które ukazały się po 13 czerwca br. (dzień później, na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego, przepisy dotyczące sprostowań i odpowiedzi prasowych utraciły moc – red.).

Podczas dyskusji w Senacie przewodniczący komisji ustawodawczej Piotr Zientarski (PO) przypomniał, że pierwotny projekt noweli, który powstał w tej komisji, spotkał się z głośną krytyką mediów – zakładał on pozostawienie zarówno sprostowań dotyczących faktów, jak i odpowiedzi prasowych odnoszących się do ocen. Jak ocenił, krytyka ta nie służyła merytorycznej dyskusji i “niepotrzebnie upolityczniła tę kwestię”. Przytoczył też opinię Sądu Najwyższego, który uznał, że nowela w tym kształcie zwiększa uprawnienia prasy, ale nie obywateli.

Senator Wojciech Skurkiewicz (PiS) ocenił z kolei, że potrzebna jest kompleksowa nowelizacja Prawa prasowego, “by ukrócić haniebne praktyki niektórych tytułów i dziennikarzy”. Wystąpienie Skurkiewicza, o tym, że dziennikarze “silą się być pierwszą władzą” i “nieukróceni” zniszczą państwo, senatorowie nagrodzili oklaskami.

W środę poprawki do ustawy zgłosiły trzy senackie komisje: kultury i środków przekazu, praw człowieka, praworządności i petycji oraz ustawodawcza. Jedna z nich przewiduje powrót do zapisu, który znajdował się w pierwotnym projekcie Senatu, przyjętym pod koniec maja. Zgodnie z nim sprostowanie byłoby drukowane “taką samą czcionką” jak materiał prasowy, którego dotyczy. W ustawie przyjętej przez Sejm zapisano, że sprostowanie powinno być opublikowane czcionką standardową dla danego tytułu.

Komisje opowiedziały się też za wydłużeniem – z 7 do 14 dni – czasu na wniesienie apelacji od wyroku sądu pierwszej instancji w sprawach o nakazanie opublikowania sprostowania, a także za przyznaniem prawa do wniesienia skargi kasacyjnej od wyroku sądu drugiej instancji, czego nie przewiduje ustawa uchwalona przez Sejm.

Według wcześniejszych przepisów redaktor naczelny pisma był obowiązany do opublikowania na wniosek zainteresowanej osoby “rzeczowego i odnoszącego się do faktów wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej” sprostowania albo odpowiedzi “na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym”. Za uchylanie się od ich publikacji groziła kara grzywny lub ograniczenia wolności. Przepisy te przestały obowiązywać w połowie czerwca br. na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z grudnia 2010 r. TK orzekł wówczas, że przepisy te nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny, a to stawia go w sytuacji, która “nie jest dla niego przewidywalna”.

W związku z utratą mocy tych przepisów, dziś osobom, którym odmówiono publikacji sprostowania, pozostaje wyłącznie powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych (np. z żądaniem przeprosin za nieprawdziwe fakty na swój temat) lub prywatny akt oskarżenia o zniesławienie w mediach (art. 212 Kodeksu karnego przewiduje za to do roku więzienia; trwa kampania społeczna dotycząca jego zniesienia – PAP).

Uchwalona przez Sejm nowela przewiduje pozostawienie sprostowań, a likwidację odpowiedzi jako formy reakcji na publikacje. Zgodnie z przyjętą definicją musiałoby ono być “rzeczowe i odnoszące się do faktów”. Nie mogłoby ono przekraczać dwukrotnej objętości fragmentu materiału prasowego, którego dotyczy, ani zajmować więcej niż dwukrotność czasu antenowego, jaki zajmował dany fragment przekazu medialnego. Sprostowanie powinno zostać nadane w placówce pocztowej lub złożone na piśmie w siedzibie redakcji, maksymalnie w ciągu 21 dni od opublikowania materiału prasowego, którego dotyczy.

Jeśli nowela wejdzie w życie, po tym, gdy redaktor naczelny odmówi opublikowania sprostowania albo nie ukaże się ono w terminie, zainteresowana osoba będzie mogła w ciągu roku od publikacji wytoczyć powództwo o sprostowanie. Sprawy w ciągu 30 dni rozpoznawałby sąd okręgowy, właściwy ze względu na siedzibę redakcji. Od jego wyroku przysługiwałaby apelacja, którą sąd drugiej instancji rozpoznawałby także w ciągu 30 dni.

Głosowanie nad nowelą odbędzie się w piątek, wcześniej senackie komisje rozpatrzą zgłoszone poprawki.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/prawo-prasowe-w-senacie-dziennikarze-zniszcza-polske

02-08-2012, 21:12

Nominacja do “Hieny Roku” za tekst o ojcu braci Kaczyńskich: To lizusowska decyzja  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
02-08-2012

To niezręczne, ale tego rodzaju “nagrody” przyznawane są teraz przez ludzi, którzy są bardziej identyfikowani politycznie niż dziennikarsko – uważa Stefan Bratkowski, honorowy prezes SDP i nestor polskiego dziennikarstwa.

Sebastian Kucharski: Przez dwa ostatnie lata SDP nie przyznawała “Hieny Roku”. Bo uznano, że przypadków nierzetelności było za dużo na wybór jednego. Trzy lata temu “Hienę” przyznano dziennikarzowi za błąd dziennikarski, a potem się z tego werdyktu wycofano. Teraz SDP na nowo wraca do “Hieny” i nominuje do niej autora tekstu o przeszłości ojca braci Kaczyńskich. Co się zmieniło?

Stefan Bratkowski

Stefan Bratkowski: To niezręczne, ale tego rodzaju “nagrody” przyznawane są teraz przez ludzi, którzy są bardziej identyfikowani politycznie niż dziennikarsko. Nie rozumiem też dlaczego to właśnie ten tekst miał być wyróżniony tego rodzaju obelżywym “wyróżnieniem”.

SDP uważa go za “głęboko ingerujący w prywatne życie”, “został w dodatku napisany pod tezę polityczną, mającą w efekcie uderzyć w lidera opozycji oraz dobrą pamięć o nieżyjącym Prezydencie RP”.

- Sam kiedyś pisałem o Rajmundzie Kaczyńskim i to z wielką sympatią. Nie bardzo rozumiem, dlaczego pisanie o nim jest obraźliwe. Tym bardziej, że to co tam zostało sformułowane jest w gruncie rzeczy pozytywnym obrazem tego człowieka. To był przyzwoity, sympatyczny dla znajomych kolega. Był utalentowanym termodynamikiem, czego akurat autor tekstu już się nie doszperał.

A pan znał Rajmunda Kaczyńskiego?

- Nie. Ale znali go dobrze moi przyjaciele, którzy byli wychowankami pewnego profesora z Politechniki Warszawskiej. Ten profesor właśnie pana Rajmunda sobie bardzo cenił. Tego też nie ma w tekście, ale autor po prostu nie mógł dotrzeć do pewnych ludzi, których już z nami nie ma. To byli moi kompani z października 1956 roku. A wracając do tematu to przyznam, że nie rozumiem z czego robi się problem. Bo to, że wszyscy są ciekawi, kim był ojciec braci Kaczyńskich to jest akurat zrozumiałe. I nie widzę w tym powodu do pretensji.

Autor pisał np. że pomiędzy Rajmundem Kaczyńskim a jego synami nie było silnej więzi. Opublikował też plotki o jego rzekomym romansie.

- Na to nawet nie zwróciłem uwagi. Bardziej zapamiętałem fragmenty o jego karierze czy latach wojny. Znałem lekarkę, która opatrywała mu odstrzelony palec, ciotkę prezydenta Komorowskiego. Później był na Politechnice i jako były AK-owiec bał się, bo nie wiadomo było czy ktoś się o przeszłość nie przyczepi. Nie pamiętam dlaczego, ale nie zrobił takiej kariery, jaką wróżył mu jego promotor.

W ciągu ostatnich miesięcy widział pan artykuły, których autorzy bardziej zasługiwaliby na miano “Hieny”?

- Sytuacja jest paradoksalna. Dziś dziennikarze coraz częściej najzwyczajniej mylą się, nie dopilnowują samych siebie, jeśli chodzi o rzetelność informacji. Ale to nie są kwalifikacje do “Hieny Roku”. Jeśli ktoś chciał zrobić komuś świństwo swoją publikacją, to wtedy taką “Hienę” można by reanimować. Przykładowo: gdybym uważał, że brednie pod moim adresem zasługują na tytuł do “Hieny” to chyba bym przesadzał ze swoją krzywdą.

Tekstów lustracyjnych przez lata było w prasie wiele, a SDP przyznało za to “Hienę” tylko raz. Było to w 2006 roku, gdy autor “Wprost” sugerował, że Zbigniew Herbert był współpracownikiem SB. Redakcja “Wprost” przepraszała za to już dzień po publikacji. Poza tym oczywistym przypadkiem SDP nie przyglądało się tego typu tekstom.

- Mnóstwo tych paskudztw było przez środowisko niedostrzeganych. To było zamierzone działanie. Nie chcieliśmy sprawiać ich autorom satysfakcji odnosząc się do tych artykułów.

Od jesieni szefem SDP jest Krzysztof Skowroński. W zarządzie tej organizacji zasiadają ludzie o konserwatywnych poglądach. A to właśnie zarząd decyduje o nominacjach.

- Nowe kierownictwo ma swoje wyraźne poglądy. I chociaż rozumiem, że można się różnić w poglądach, to ta nominacja za tekst Cezarego Łazarewicza z “Newsweeka” jest dla mnie lizusowską decyzją. Takich rzeczy nie wypada robić.

Jak napisaliśmy rządzone przez konserwatywnych dziennikarzy SDP uznało w tym tygodniu, że dziennikarz Cezary Łazarewicz będzie jednym z kandydatów do Hieny Roku 2012 za napisanie tekstu o Rajmundzie Kaczyńskim. – Prawicowa prasa opublikowała przez lata kilkadziesiąt lustracyjnych tekstów, ale SDP postanowiła zaatakować mnie – uważa Łazarewicz.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,12243316,Nominacja_do__Hieny_Roku__za_tekst_o_ojcu_braci_Kaczynskich_.html#ixzz22SGWGjMk

02-08-2012, 18:38

Media społecznościowe są cytowane częściej niż telewizja  »

Press
(RUT, PR)
02-08-2012

Media społecznościowe były w czerwcu br. cytowane częściej niż stacje telewizyjne. Liderem pozostaje jednak prasa – wynika z raportu Instytutu Monitorowania Mediów, który dołączył Facebook, Twitter i YouTube do badania tytułów prasowych, radia i telewizji.

Na informacje z prasy dziennikarze powoływali się w czerwcu 3076 razy (analiza IMM objęła ponad 900 gazet i czasopism), na radio – 743 razy (badano Programy I i III Polskiego Radia, RMF FM, Radio Zet, Tok FM, Radio PiN, Radio Euro, Radio Maryja oraz Radio dla Ciebie), a cytatów z mediów internetowych było 611. Czwarte miejsce w tym zestawieniu zajęły serwisy społecznościowe (Facebook, Twitter, YouTube) z 544 cytatami. Piąta była telewizja, na którą powoływano się 438 razy (TVP 1, TVP 2, TVP Info, TVN, TVN 24, TVN Turbo, Polsat, TV 4, TV Biznes, TVN CNBC).

 ”Facebook i Twitter bardziej opiniotwórcze niż telewizja” – skomentowano to w raporcie IMM, który w innym zestawieniu porównuje też Facebook i Twitter z tytułami prasowymi i innymi mediami. W tym rankingu pierwsza jest “Gazeta Wyborcza” (633 cytaty), druga “Rzeczpospolita” (448), trzecie miejsce zajmuje “Dziennik Gazeta Prawna” (343), czwarte RMF FM (290), a piąte i szóste – Facebook (235) i Twitter (228). Pierwszą dziesiątkę zamykają Radio Zet (189), “Przegląd Sportowy” (187), “Wprost” (185) i TVN 24 (161).

Analizę przeprowadzono na podstawie 544 przekazów (wycinków prasowych, programów radiowych i telewizyjnych) z okresu 1–30 czerwca br.

Całość: http://www.press.pl/newsy/internet/pokaz/39588,Media-spolecznosciowe-sa-cytowane-czesciej- niz-telewizja