Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

13-08-2012, 18:55

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego także dla fotoreporterów  »

Press
(PAP, RUT)
13-08-2012

 W drugiej edycji Nagrody Polskiej Agencji Prasowej im. Ryszarda Kapuścińskiego będą oceniane także materiały fotograficzne.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest autorom najbardziej rzetelnych, obiektywnych i poprawnych warsztatowo informacji. W pierwszej edycji, rozstrzygniętej jesienią ub.r., oceniano je w kategoriach Teksty, Relacje radiowe i Relacje telewizyjne. W rozpoczętej właśnie drugiej edycji nagrody dodano kategorię Materiał fotograficzny.

 Zgłoszenia do drugiej edycji nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego można składać do 31 października br. W końcu listopada kapituła wybierze zwycięzców, a nagrody zostaną wręczone na początku grudnia. Na każdego z laureatów czeka 20 tys. zł. Nagrody pierwszej edycji dostali: Jerzy Haszczyński za tekst “Jemeńska szkoła dżihadu” (“Rzeczpospolita”) i Michał Żakowski z Redakcji Aktualności Programu I Polskiego Radia za materiał radiowy “Ateny – kasy fiskalne”.

Szczegółowe informacje znajdują się w regulaminie Nagrody.

Telefon kontaktowy: 22 509 25 55 lub nagrodapap@pap.pl

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/39651,Nagroda-PAP-im_-Ryszarda-Kapuscinskiego-takze- dla-fotoreporterow

13-08-2012, 10:59

Terenowa redakcja Dziennika Zachodniego na rybnickim rynku już działa!  »

Dziennik Zachodni
Jacek Bombor
13-08-2012

W poniedziałek o 9 na rybnickim Rynku ruszyła terenowa redakcja Dziennika Zachodniego. Przyjdźcie, porozmawiajcie o problemach Waszych miast.

Przy okazji można kupić gazetę – do każdej dodajemy prezenty – i zamówić prenumeratę. Dzieciaki dostają baloniki.

Od 9 rano przy naszym stoisku jest naprawdę tłoczno. Przychodzą mieszkańcy, by porozmawiać o mieście. Jednym z pierwszych gości był znany rybniczanin, Andrzej Waliszewski, były wicewojewoda, obecnie szef PEC w Rybniku.

- Dziennik Zachodni mi się podoba, bo jest w nim dużo informacji o moim ukochanym Rybniku. To moja gazeta. Uważam, że takie medium lokalne to świetne forum do podejmowania ważnych dla nas problemów, by wspólnie szukać rozwiązań – mówił.

Pojawił się również Piotr Masłowski, dyr. zarządzający Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych w Rybniku, który wdał się z szefem naszej redakcji, Jackiem Bomborem, w dyskusję na temat przyszłości deptaka handlowego – ul. Powstańców Śląskich i Sobieskiego.

Nasz namiot stoi naprzeciw siedziby Izby Handlowo-Przemysłowej Rybnickiego Okręgu Przemysłowego. To w nim przez najbliższy tydzień, każdego dnia, od godziny 9 do 16 będziecie mogli spotkać pracowników “Dziennika Zachodniego” z oddziału rybnickiego, których doskonale znacie z łamów naszej gazety.

Miasteczko plenerowe DZ będzie czynne każdego dnia do godziny 16. Relacje z naszych codziennych spotkań z mieszkańcami będziecie mogli na bieżąco śledzić na naszych dziennikowych portalach, w tym m.in. na rybnik.naszemiasto.pl oraz codziennie na łamach “Dziennika Zachodniego”.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/636409,terenowa-redakcja-dziennika-zachodniego-na-rybnickim-rynku,id,t.html

10-08-2012, 18:34

Dokąd zmierzają media tradycyjne? Jaka jest przyszłość prasy?  »

Wiadomości24.pl
Michał Bednarski
10-08-2012

Rynek mediów ze względu na cechującą go dynamikę zmian i nierozerwalne więzy z postępem technologicznym jest nad wyraz nieprzewidywalny.

Raporty instytucji monitorujących popularność masowych środków przekazu z roku na rok prezentują nam spadki sprzedaży gazet, oglądalności programów telewizyjnych czy słuchalności radia. Z drugiej strony zauważamy niepodważalny rozwój tzw. nowych mediów, czyli w głównej mierze portali internetowych ale również serwisów społecznościowych. Pojawiają się jednak zarzuty o przeinwestowaniu w internetowe twory, które przez zbyt duże nadzieje w nich pokładane tworzą bańki spekulacyjne dobijając w ten sposób tradycyjne media. Jak więc za kilka czy kilkanaście lat wyglądać może rynek mediów na świecie?

Kilka miesięcy temu firma Future Exploration opublikowała raport, który z pewnością przyprawił właścicieli największych polskich dzienników o ból głowy. Wynika z niego bowiem, że do roku 2025 z rynku całkowicie zniknie prasa drukowana. Czytelnicy “Rzeczpospolitej”, czy “Wyborczej” na próżno będą szukać swoich ulubionych pism w kioskach i salonikach prasowych, które przeprofilowują się na inne, bardziej opłacalne branże. Właściwie to wspomniani czytelnicy nawet nie będą fatygować się do sklepu po gazety bo media pisane całkowicie, zdaniem Rossa Dawsona autora raportu, przeniosą swoją działalność do internetu.

Przyszłość prasy drukowanej?

Niemożliwe? Choć dziś wyniki sprzedaży najbardziej poczytnych dzienników rzeczywiście nie są zadowalające to scenariusz przedstawiony przez Future Exploration wydaje się mało prawdopodobny. Nie da się jednak zaprzeczyć, że sprzedaż dzienników opiniotwórczych z roku na rok maleje i jeśli tendencja ta będzie się utrzymywać może to doprowadzić do nieuchronnej klęski tego segmentu rynku mediów. Wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży z ostatnich kilku lat. Dla przykładu pod lupę weźmiemy popularną “Rzepę”, która swoją historią sięga początków XX wieku. Średnie rozpowszechnianie płatne jednego numeru “Rzeczpospolitej” jeszcze w 2007 roku sięgało 165 tysięcy egzemplarzy. Rok później wynosiło ono 157 tysięcy, natomiast w 2009 roku już tylko 150 tysięcy. Kolejne lata przyniosły kolejne spadki. “Rzepa” w 2010 roku musiała się zadowolić wynikiem 140 tysięcy rozpowszechnionych egzemplarzy, co i tak było lepszym wynikiem niż rok później, bo w 2011 rezultat ten wynosił skromne 129 tysięcy. Nie lepiej prezentują się też perspektywy tego dziennika na bieżący rok. Wystarczy napisać, że według danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy wynik “Rzeczpospolitej” na maj 2012 to jedynie… 106 tysięcy rozpowszechnionych egzemplarzy…

Czym jest te niespełna 100 tysięcy w 40-milionowym kraju? Jak to świadczy o kondycji prasy drukowanej skoro internetowe serwisy polskich dzienników cieszą się kilkukrotnie większą popularnością niż ich tradycyjne odpowiedniki? Dla przykładu witryna “Super Expressu” według danych z megapanelu PBI/Gemius notuje co miesiąc ponad 2,5 miliona realnych użytkowników i 25 milionów odsłon. Czy więc każdą gazetę prędzej czy później czeka przeprowadzka do sieci?

Wygląda na to, że w takim właśnie kierunku zmierza rynek mediów pisanych. Szereg korzyści jakie oferuje czytelnikowi internet bije na łeb na szyje możliwości pism w postaci fizycznej. Nie dość, że przeglądanie stron www jest, póki co, darmowe i by po nie sięgnąć nie musimy nawet wychodzić z domu to jeszcze każdy może skomentować pod danym artykułem jego treść. Możliwość interakcji z autorem w połączeniu z wygodą i oszczędnością wygrywa walkę o czytelnika z gazetami w tradycyjnej formie. Tym bardziej, że internetowe portale poziomem dziennikarstwa wcale nie odbiegają od swoich starszych braci tak daleko jak zarzucają im to wydawcy pism. Skoro więc dostajemy podobny produkt w dużo korzystniejszej cenie i formie to po co przepłacać? Nieubłagane prawa biznesu przybijają gwóźdź do trumny pism drukowanych.

Skoro więc, jak się wydaje, nie ma alternatywy dla przekształcenia w przyszłości gazet w portale internetowe już dziś powstają inicjatywy mające na celu zwiększenie zarobków z publikacji treści w sieci. Przykładem tego jest Piano Media, czyli system płatności za dostęp do publikacji w internecie, który niedawno z rozgłosem wkroczył do Polski. Ta słowacka firma trafiła na podatny grunt zarówno w naszym kraju jak i w Słowenii czy Słowacji, gdzie również oferuje swoim klientom po stosunkowo niskich cenach możliwość wglądu do najbardziej poczytnych gazet. Polski internauta wykupując miesięczny abonament za 19,90 zł otrzymuje treści z takich pism jak: “Gazeta Wyborcza”, “Polska The Times”, “Super Express”, “Forbes”, “LOGO” i wiele, wiele innych. Zdaniem niektórych jest to początek końca darmowych treści w sieci. Inni uważają, że internauci są z zasady niechętni do płacenia za cokolwiek i nie ważne czy jest to artykuł, muzyka czy gry komputerowe. Zapewne więc dopiero w najbliższych latach przekonamy się czy wprowadzanie opłat za dostęp do portali wyjdzie ich właścicielom na dobre.

Tymczasem nie tylko prasa ma problemy z utrzymaniem stałego grona odbiorców. Swoje własne kłopoty przeżywają również stacje telewizyjne. W przypadku tego, z pewnością wciąż najpopularniejszego, medium dużym utrudnieniem staje się rozdrobnienie rynku. Widzowie stają się coraz bardziej wymagający więc aby dostosować się do ich oczekiwań stacje tworzą kolejne, wyspecjalizowane kanały tematyczne. To natomiast pociąga za sobą ogromne koszty przy jednoczesnym zwiększeniu podaży na rynku reklamy. Reklamodawców przybywa w wolniejszym tempie niż czasu antenowego, którego na nowo powstałych kanałach jest aż nadto. Zaostrza się więc konkurencja o pozyskanie reklamodawcy skutkiem czego jest obniżenie cen reklam. Cieszą się z tego firmy, które za niższe niż dotąd pieniądze mogą dotrzeć do bardziej wyspecjalizowanego grona odbiorców dzięki kanałom tematycznym. Dla nich to czysty zysk bo na przykład bank ze swoją ofertą inwestycyjną, chcąc dotrzeć do klientów z głębokimi portfelami sięgnie po reklamę w TVN CNBC, a organizatorzy festiwalu muzyki klasycznej skorzystają z usług agencji reklamowej TVP Kultura.

Tym oto sposobem nie znająca litości walka o klienta doprowadziła do tego, iż w ubiegłym roku według danych Kantar Media polskie stacje telewizyjne zarobiły z reklam 2,25 proc. mniej niż rok wcześniej. Dużo też słyszy się o obecnych problemach rodzimych stacji z płynnością finansową. Za przykład niech posłuży chociażby fakt, że Telewizja Polska mająca wyłączne prawo do emisji rozgrywek Euro 2012 nie tylko nie zarobiła na reklamach ale zamknęła bilans ze stratą kilkudziesięciu milionów złotych.

Wydawać by się więc mogło, że taka właśnie przyszłość rysuje się przed stacjami telewizyjnymi. Dalsze rozdrobnienie i poszerzanie już i tak bardzo szerokiej oferty po to aby zaspokoić najbardziej wymagających klientów. Oznaczałoby to w prawdzie jeszcze mniejsze przychody z reklam jednak w dłuższej perspektywie dałoby nadzieję na stabilizację sytuacji. Na drodze do tego stoi jednak po raz kolejny internet i te same argumenty, które przemawiały za nim w przypadku mediów drukowanych.

Po pierwsze, oglądając filmy za pośrednictwem stron typu YouTube użytkownik ma pełną kontrolę nad oglądanym materiałem. Nie musi dostosowywać się do stacji. To medium dostosowuje się do jego potrzeb. Miłośnik serialu “Dr. House” nie musi więc stawić się przed odbiornikiem telewizyjnym w ustalonym przez władze stacji dniu tygodnia i o ustalonej godzinie tylko włącza swój komputer dokładnie wtedy, kiedy ma na to ochotę. Jeśli natomiast ochota ta mu minie w trakcie oglądania, bądź nagle coś mu wypadnie może w każdej chwili przerwać oglądanie i dokończyć później. Jeśli natomiast ma taki kaprys może nawet obejrzeć kilka odcinków z rzędu, jeden po drugim, nie czekając cały tydzień na kolejną odsłonę zwariowanych wyczynów aspołecznego doktorka. Drugim argumentem, podobnie jak w przypadku portali internetowych są koszty dostępu do medium. Korzystanie z serwisów video jest darmowe, co zdecydowanie zwiększa ich atrakcyjność.

Niezależnie od tego jak potoczą się losy mediów tradycyjnych jedno jest pewne. Będą musiały one zmierzyć się w brutalnej walce o odbiorcę z tak zwanymi “Nowymi mediami”, czyli w dużej mierze portalami społecznościowymi. Serwisy typu Facebook czy Twitter oferują interakcję z setkami osób za pośrednictwem sieci. Osoby pozostające w kontakcie za pośrednictwem “społecznościówek” wymieniają się nawzajem wartościowymi, ich zdaniem, filmami, artykułami, zdjęciami znalezionymi w sieci. Na opinii naszych bliskich opieramy się najbardziej, to im ufamy w największym stopniu więc bledną w tym wypadku wszelkie przeglądy prasy, które oferuje nam codziennie śniadaniowa telewizja. Jeśli ktoś chce być na czasie, wystarczy aby zalogował się na popularnego “fejsa” i sprawdził o czym się aktualnie mówi. Nie musi wertować kilkudziesięciu stron wszelkich możliwych redakcji, lecieć do kiosku po tuzin czasopism i ślęczeć godzinami nad odbiornikiem telewizyjnym. To wszystko w pigułce dostaje za pośrednictwem portalu społecznościowego i właśnie ta niespotykana dotąd wygoda sprawia, że “Nowe media” stają się tak atrakcyjne.

Rozmyślać nad przyszłością mediów można by długo. Zapewne ilu ludzi, tyle opinii więc cokolwiek w tym temacie nie zostałoby napisane i tak nie wiemy nic na pewno. Sami, jako odbiorcy mediów, przekonamy się na własnej skórze o tym jaką ścieżką podążą. Tymczasem niech za zakończenie posłuży pewna autentyczna historia. Na przełomie XIX i XX wieku zastanawiano się jak rozwiązany zostanie problem z zanieczyszczeniami pozostawianymi przez konie, które po ulicach miast ciągnęły dorożki. Przewidywano, że w ciągu kilku dziesięcioleci liczba dorożek znacznie wzrośnie, do tego stopnia, że wejdą one do powszechnego użytku, a co za tym idzie znacząco podniesie się poziom zanieczyszczeń wydalanych przez niezbędne do korzystania z tego środka transportu zwierzęta. Minęło ponad sto lat i czystość ulic w miastach być może pozostawia trochę do życzenia lecz śladów końskich odchodów na nich brak. Kto z nas może więc przewidzieć jak potoczą się losy mediów?

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dokad_zmierzaja_media_tradycyjne_jaka_jest_przyszlosc_prasy_239595-1--1-d.html

10-08-2012, 10:37

Bohdan Tomaszewski obchodzi dzisiaj 91. urodziny  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pr
10-08-2012

Jego głos jest jednym z najbardziej znanych spośród polskich sprawozdawców sportowych. Od ponad 50. lat współpracuje z Polskim Radiem. 10 sierpnia Bohdan Tomaszewski, wybitny dziennikarz sportowy i publicysta. obchodzi 91. urodziny.

Bohdan Tomaszewski

Tomaszewski urzekał radiosłuchaczy i telewidzów niezwykle barwnymi opisami nie tylko samych wydarzeń sportowych, ale także towarzyszących im okoliczności. Jego komentarzy z dwunastu igrzysk olimpijskich letnich i zimowych w latach 1956-1980 słuchały miliony kibiców.

Jest autorem scenariuszy filmowych i książek – “Romantyczne mecze”, “Listy oldboya, czyli Olimpijskie Somosierry”, “Przeżyjmy to jeszcze raz” oraz “Zawodowiec”. Czynnie propaguje sport wśród młodzieży – zorganizował dla niej turniej tenisowy o puchar jego imienia, rozgrywany od ponad 30. lat.

W wywiadach często podkreśla, że “istotą sportu jest rywalizacja, wola walki. Sport jest demokratyczny i sprawiedliwy. Jest zaprzeczeniem fałszu, przemocy i hipokryzji. Jest aktem dzielności i poświęcenia” – mówi Bohdan Tomaszewski.

Jest laureatem prestiżowych nagród, między innymi Super Wiktora i Złotego Mikrofonu – nagrody Polskiego Radia, którą otrzymał za indywidualność sprawozdawcy i reportera sportowego. W 2001 roku dostał tytuł Mistrza Mowy Polskiej. Cztery lata później został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Urodził się 10 sierpnia 1921 roku w Warszawie. W młodości, przez dwa lata przed wojną, był wyczynowym tenisistą Legii Warszawa. W czasie okupacji niemieckiej, pod pseudonimem “Mały”, walczył w Armi Krajowej. W latach 1942-44 uczęszczał na zajęcia Tajnej Głównej Szkoły Handlowej imienia Edwarda Lipińskiego. Po Powstaniu Warszawskim trafił do obozu w Ożarowie.

Pracę dziennikarską rozpoczął w 1946 roku w “Kurierze Szczecińskim”. Dwa lata później został dziennikarzem sportowym w “Expressie Wieczornym”. Do Polskiego Radia trafił w 1955 roku, później komentował wydarzenia sportowe także dla telewizji. W latach 80. – od stanu wojennego do 1989 roku – był nieobecny w mediach. Odmówił współpracy z Polskim Radiem. Powrócił na antenę w 1989 roku. Obecnie komentuje także mecze tenisowe w kanale Polsat Sport.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/bohdan-tomaszewski-obchodzi-dzisiaj-91-urodziny Polskie Radio/pr

07-08-2012, 22:48

Lokalny dziennikarz przegrał proces z radnym Chorzowa “o trzy litery”  »

Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce
07-08-2012

6 sierpnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Katowicach ogłosił wyrok ws. o ochronę dóbr osobistych z powództwa radnego Chorzowa Klaudiusza Sevkovica przeciwko redaktorowi lokalnego portalu informacyjnego “dlachorzowa.pl” Erykowi Schumanowi (sygn. I C 116/12). Sąd w przeważającej części uwzględnił powództwo polityka, uznając, że podanie w artykule kwoty “275 tys. zł” zamiast “275 zł”, mimo autosprostowania, nie było zwykłą pomyłką pisarską, ale miało na celu zdyskredytowanie powoda. Chodzi o kwotę podaną w oświadczeniu majątkowym radnego, którą miał otrzymać z tytułu “umowy o dzieło”.

Pozwany na łamach dziennika informował o możliwości złamania przez K. Sevkovica przepisów antykorupcyjnych. Sevkovic jest radnym, a jednocześnie zajmuje stanowisko prezesa chorzowskiego klubu piłki ręcznej. Jak twierdzi, funkcję tę pełni społecznie. Jednak zdaniem autora artykułu, który ukazał się na portalu “dlachorzowa.pl” dane podane w oświadczeniu majątkowym radnego mogą świadczyć o tym, że prowadzi jednocześnie działalność gospodarczą z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której uzyskał mandat. Takie zachowanie naruszałoby art. 24 f ustawy o samorządzie gminnym.

Powództwo K. Sevkovica nie dotyczy jednak kwestii naruszenia ww. ustawy, ale wyłącznie opublikowania zawyżonej sumy otrzymanego wynagrodzenia, tj. podania kwoty 275 tys. zł zamiast 275 zł. Pozwany twierdził, że była to nieintencjonalna pomyłka, którą portal skorygował niezwłocznie po tym, gdy ją zauważono. Istotą spornego artykułu nie była zresztą wysokość pobranego wynagrodzenia, ale chęć zwrócenia uwagi na nieprawidłowości w postępowaniu radnego.

Powód przekonywał natomiast na ostatniej rozprawie 2 sierpnia 2012 r., że nieprawdziwa informacja była widoczna na stronie przez co najmniej dwa tygodnie i została usunięta dopiero po wysłaniu do redaktora naczelnego pisma z żądaniem wprowadzenia korekty oraz opublikowania przeprosin (które jednak nigdy nie pojawiły się na stronie). Podczas ostatniej rozprawy Sevkovic twierdził ponadto, że 275 zł otrzymał jako zwrot kosztów dojazdu do Warszawy od TVP, gdzie brał udział w jednym z programów “telewizji śniadaniowej”.

Sąd uznał, że E. Schuman ponosi odpowiedzialność za bezprawne naruszenie dóbr osobistych powoda. Uzasadniając ustnie orzeczenie, sąd zauważył, że sporny artykuł miał podważyć wiarygodność i dobre imię K. Sevkovica w oczach opinii publicznej, przede wszystkim w środowisku wyborców oraz innych radnych, a także w środowisku związanym z klubem sportowym, którego jest prezesem. Sąd nie potraktował błędu autora kwestionowanego tekstu jako “omyłki pisarskiej”, a dokonane autosprostowanie uznał za niewystarczające (w trakcie podawania ustnych motywów wyroku sąd nie powiedział, czy przyjął ostatecznie, iż zespół portalu usunął sporne “tys” po kilkunastu godzinach z własnej inicjatywy, czy też dopiero po kilkunastu dniach po otrzymaniu pisma powoda wzywającego do wprowadzenia korekty).

O tym, że nie była to “oczywista pomyłka” miał przesądzić fakt, że w artykule przed sporną kwotą użyto słowa “aż”, które w ocenie sądu miało na celu podkreślenie znacznej wysokości pobranego świadczenia. Ponadto, jak zaznaczył sąd, “stan naruszenia trwa nadal”, ponieważ na portalu pojawił się w ostatnim czasie kolejny artykuł, w którym pozwany twierdzi, że “zarządzany przez radnego klub piłki ręcznej jest wykorzystywany do osiągania prywatnych zysków”.

W wyroku, sąd nakazał E. Schumanowi zaniechanie podawania “nieprawdziwych informacji o pobieraniu przez powoda wynagrodzeniu w znacznej kwocie” z tytułu pełnienia funkcji prezesa chorzowskiego klubu piłki ręcznej, publikację przeprosin na łamach kierowanego przez niego portalu, zapłatę 5 tys. zł na cel społeczny (powód domagał się 10 tys. zł) oraz zwrot kosztów procesu i zastępstwa procesowego na rzecz powoda. Sąd nie uwzględnił natomiast żądania opublikowania przeprosin w lokalnej gazecie, argumentując, że zamieszczenie przeprosin na prowadzonym przez pozwanego portalu jest wystarczające skoro to tam doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda. Jednocześnie sąd w ustnym uzasadnieniu nie określił jednak precyzyjnych zasad publikacji przeprosin w sieci. Zobowiązał jedynie do umieszczenia ich na portalu po uprawomocnieniu się wyroku, nie wskazując konkretnego miejsca publikacji, ani okresu przez jaki powinny być dostępne dla czytelników.

Wyrok nie jest prawomocny. E. Schuman nie zgadza się z orzeczeniem i zapowiada apelację.

Na ostatniej rozprawie oraz ogłoszeniu wyroku w charakterze obserwatora HFPC obecna była Dorota Głowacka z programu Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce.

Całość: http://www.hfhrpol.waw.pl/obserwatorium/index.php? option=com_content&view=article&id=4278:lokalny-dziennikarz-przegra-proces-z-radnym- chorzowa-o-trzy-litery&catid=40:zkraju&Itemid=34

06-08-2012, 10:21

Tomasz Lis prosi o Hienę Roku od KC PiS  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
05-08-2012

Tomasz Lis ocenia, że dziennikarz “Newsweek Polska” Cezary Łazarewicz dostał nominację do tytułu Hieny Roku tylko dlatego, że napisał niepochlebny tekst o ojcu Jarosława i Lecha Kaczyńskich. – Dajcie mi tę “hienę” – apeluje sarkastycznie Lis.

Tomasz Lis

Zdaniem Tomasza Lisa, redaktora naczelnego„Newsweek Polska nominacja Cezary Łazarewicz do Hieny Roku wynika tylko dlatego, że swój artykuł o ojcu Jarosława i Lecha Kaczyńskich napisał nie na kolanach i opublikował go właśnie w “Newsweeku”. Lis nie zgadza się zarzutami, którymi zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uzasadnił tę nominację. Naczelny “Newsweeka” podkreśla, że rodziny najważniejszych polityków są opisywane przez media chociażby we Francji i USA, a powoływanie się na anonimowych rozmówców jest normalną praktyką dziennikarską.

“Czarku, rozumiem, że po długich latach rzetelnej pracy dziennikarskiej jest Ci przykro, musisz jednak zrozumieć, że tzw. obrońcy wolnego słowa, perorujący o tym jak jest ona w Polsce zagrożona albo jak jej po prostu nie ma, mają postkomunistyczną predylekcję do definiowania kto o czym i jak ma pisać oraz tego kto co i jak oraz o czym pisać nie ma prawa” – zwraca się Lis do Łazarewicza na swoim blogu w serwisie NaTemat. “Popełniłeś więc grzech niewybaczalny. Naruszyłeś nienaruszalne reguły wyznaczone przez wydział prasy KC PiS” – dodaje.

W opinii Tomasz Lisa pewna grupa dziennikarzy swoje kariery związała z sukcesem politycznym Jarosława Kaczyńskiego, a wszystkich mu przeszkadzających bezpardonowo potępiają, np. Stefana Bratkowskiego, Waldemara Kuczyńskiego czy Jacka Żakowskiego. “Gnoi się ich dla sportu. To jest tam normą. Ale na “hienę” nie zasługują Pani Kania i Pan Sakiewicz, ani Pani Zalewska Luiza, ani Pan Gursztyn, ani Panowie Karnowscy i wielu, wielu innych. Zasługuje na nią redaktor Łazarewicz. Dlaczego? Bo jest dziennikarzem, a nie jednym z prawicowych agitatorów” – uważa Lis.

Zdaniem redaktora naczelnego “Newsweeka” to w prawicowych mediach roi się od lustrowania ludzi i przodków. “Pełno w nich podłych tekstów, w których nie przytacza się nawet anonimowych źródeł. Linczuje się w nich po prostu nielubianych ludzi, ot tak, dla zabawy” – opisuje Tomasz Lis, do grona potępianych w ten sposób zaliczając również siebie. “Plujecie na mnie od lat. W dawnym “Dzienniku”, w “Rzeczpospolitej”, w “Uważam Rze”, gdzie piszecie albo wspominacie o mnie niemal w każdym numerze, na prawicowych portalach i portalikach. Publikowaliście teksty oczerniające i wyjątkowo drańskie, w których wszyscy wypowiadali się anonimowo. Nazywaliście mnie, prawicowi dziennikarze, “sługusem Tuska”, “uczniem Jakubowskie”, “szmatą”, “ścierwem”, “agentem”, pisaliście, że w czasie wojny byłbym szmalcownikiem” - wylicza Lis.

W tej sytuacji Tomasz Lis uważa, że powinien dostać nie tyle Hienę Roku, co “dziesięciolecia, “hienę” za dokonania kwartału, roku albo za całokształt”. “Mi “hiena”, że tak powiem, nie robi. Mnie “hiena” nawet całkiem ubawi” – deklaruje Lis, dodając: “Mam tylko prośbę do szefa SDP, organizacji przejętej przez PiS-owskich agitatorów, jedną, wielką prośbę. Jak już mi “hienę” przyznacie, to ogłoście to wcześniej, bo chcę ją odebrać osobiście. Wy na mój widok, jak wasi wychowankowie pobuczycie, ja – niech każdy ma frajdę – powiem Wam co o was myślę. Prosto w oczy”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tomasz-lis-prosi-o-hiene-roku-od-kc-pis