Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

30-08-2012, 22:24

Boni: zmiany systemowe w mediach publicznych dopiero w najbliższych latach  »

Press
(PAP)
30-08-2012

W 2012 i 2013 roku nie ma potrzeby dokonywania zmian systemowych w mediach publicznych – uważa minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Dziś warto rozpocząć debatę na temat zadań i finansowania radia i telewizji, tak aby te rozwiązania wprowadzać w życie np. od 2015 roku – dodaje.

Michał Boni

“Dziś w Polsce media publiczne potrzebują bieżącego wsparcia, ale bezwzględnie potrzebują też zmian systemowych dla swojej efektywnej działalności. Rozmawialiśmy o tym wiosną, zapowiadając, podczas konferencji w Polskim Radiu, przygotowanie nowych rozwiązań w tej kwestii do końca sierpnia. Okazało się, co do planów z wiosny, że wszystkie propozycje dot. mediów publicznych i telewizji publicznej wymagają pogłębionych badań i analiz porównawczych, włącznie z tym, jakie modele finansowania funkcjonują na świecie” – poinformował w czwartek PAP Boni.

W marcu tego roku szef resortu administracji i cyfryzacji zadeklarował, że do końca sierpnia powstanie projekt nowej ustawy medialnej. Jak mówił, będzie to projekt nowych rozwiązań, a nie nowelizacji obecnej ustawy o radiofonii i telewizji.

Z kolei w czerwcu premier Donald Tusk powiedział, że projekt rozwiązań dot. finansowania mediów publicznych powinien być gotowy w najbliższych tygodniach. Nie wykluczył wówczas, że rządowa propozycja w tej sprawie będzie w sierpniu przedstawiona w Sejmie.

W lipcu minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski powiedział, że w ramach prac nad projektem nowej ustawy medialnej brane są pod uwagę różne rozwiązania, m.in. stworzenie Funduszu Misji Publicznej, opodatkowanie prywatnych nadawców oraz wyeliminowanie reklam z TVP.

W czwartek Boni zapewnił, że minister kultury i dziedzictwa narodowego intensywnie pracuje nad różnymi scenariuszami. “Działania w tej kwestii leżą oczywiście w jego kompetencjach” – zaznaczył.

Boni podkreślił, że aby dobrze realizować misję publiczną w mediach, potrzebne są właściwe źródła jej finansowania. “Jedną z opcji, którą warto rozważyć, jest podejście do projektu w oparciu o pomysł nadawania publicznego bez reklam, bądź z ograniczonym ich oddziaływaniem na potrzeby finansowania misji publicznej” – powiedział szef MAC.

“Oznaczałoby to, że rynek reklamowy byłby w większej skali dostępny innym niż telewizja publiczna nadawcom, ale w porozumieniu z całym rynkiem nadawców, poprzez ustaloną formę opłaty, co pozwalałoby współfinansować część misji publicznej, w zamian za oddanie dużej części rynku reklamowego nadawcom komercyjnym” – wyjaśnił Boni.

Zdaniem Boniego warto zastanowić się nad stworzeniem funduszu misji publicznej, w którym środki mogłyby być przeznaczane dla różnych podmiotów na realizację tych zadań. I mogłyby pochodzić z jednej strony z budżetu, z drugiej – z wpłat i darowizn różnych podmiotów. “Ale może wówczas (…) elementy komercyjne dalej powinny funkcjonować w mediach publicznych i powinny przynosić określone dochody, dając wszystkim podmiotom równe – demokratycznie działające prawa rynkowe” – dodał szef MAC.

Zdaniem Boniego “wydaje się, że trzeba wrócić do dyskusji o abonamencie, przy wszystkich niechęciach, które funkcjonują w przestrzeni publicznej”. Boni przypomina, że obowiązuje on dziś i powinien być płacony, “bo dziś potrzebne jest bieżące wsparcie zadań misyjnych telewizji i radia publicznego”.

Jednak, zdaniem szefa MAC, “na spokojnie” trzeba rozważyć odejście od abonamentu, tak jak zrobiono to w Niemczech. “Może lepsza byłaby – po jasnej debacie publicznej niska opłata audiowizualna (przewidywał to projekt twórców-PAP) jako jedna z opcji wspierania misji publicznej w mediach” – dodał minister.

Rok 2011 TVP zamknęła stratą w wysokości 88 mln zł, a plan na ten rok przewiduje stratę rzędu 60 mln zł. Przychody spółki z abonamentu z roku na rok maleją – w 2007 r. było to 515 mln zł, w roku ubiegłym – 205 mln zł (to tylko 13 proc. budżetu telewizji). W podobnej sytuacji jest Polskie Radio, które w ub.r. z abonamentu otrzymało 131,7 mln zł (52,7 proc. przychodów spółki); to o ponad 25 mln zł mniej niż w roku 2010 i o ponad 40 mln zł mniej niż w roku 2009.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/39759,Boni_-zmiany-systemowe-w-mediach-publicznych-dopiero-w-najblizszych-latach

30-08-2012, 10:24

Ranking posłów wg. “Polityki”: Rozenek wśród najlepszych, Kluzik-Rostkowska krytykowana  »

Dziennik Zachodni
(PAP)
30-08-2012

W najnowszym rankingu “Polityki” znaleźli się również posłowie z woj. śląskiego. Wśród najlepszych sejmowych debiutantów wyróżnienie otrzymał Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota, a w niechlubnej kategorii najgorszych posłów wytypowano Joannę Kluzik-Rostkowską z PO.

Andrzej Rozenek

Małgorzata Kidawa-Błońska (PO), Ryszard Kalisz (SLD) i Janusz Piechociński (PSL) – znaleźli się wśród posłów uznanych za najlepszych w rankingu “Polityki”. W nowej kategorii – sejmowych debiutantów – wyróżniono m.in. Andrzeja Rozenka (RP) i Krzysztofa Szczerskiego (PiS).

Najlepszych i najgorszych posłów “Polityka” wybrała na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród prawie 30 sprawozdawców parlamentarnych z głównych mediów.

Podczas czwartkowej uroczystości w Nowym Domu Poselskim redaktor naczelny “Polityki” Jerzy Baczyński podkreślał, że to pierwszy ranking w nowej kadencji Sejmu, dlatego ma szczególny charakter i łączy się też z ogłoszeniem listy najlepszych posłów-debiutantów.

Obecna na spotkaniu marszałek Sejmu Ewa Kopacz podziękowała redakcji za ranking. “Cenimy go sobie, ponieważ nie opiera się tylko na tych +setkach+, w których często występujemy w mediach, ale na obserwacji naszej całodobowej pracy, wtedy kiedy ona trwa tu w Sejmie, ale także poza nim. Ta ocena dlatego, że jest tak kompleksowa, wystawiana przez doświadczonych dziennikarzy, jest dla nas wyjątkowo cenna” – powiedziała Kopacz.

Wśród posłów, którym wręczono symboliczne żółte koszulki liderów, znaleźli się także: Andrzej Adamczyk (PiS), Anna Bańkowska (SLD), Andrzej Dera (SP), Jerzy Kozdroń (PO), Krzysztof Kwiatkowski (PO), Sławomir Neumann (PO) i Beata Szydło (PiS).

W kategorii sejmowi debiutanci najwięcej głosów zebrali Ligia Krajewska (PO), Killion Munyama (PO), Cezary Olejniczak (SLD), Dariusz Rosati (PO) i Przemysław Wipler (PiS).

Do najgorszych parlamentarzystów, którym przyznano “żółte kartki”, zaliczono Adama Hofmana (PiS), Dariusza Jońskiego (SLD), Patryka Jakiego (SP), Jana Tomaszewskiego (PiS), Antoniego Macierewicza (PiS), Elżbietę Radziszewską (PO) i Joannę Kluzik-Rostkowską (PO).

“Cieszy mnie, że ktoś czasami ocenia posłów pozytywnie, bo ciągle słyszymy, że posłowie nic nie robią, że są najgorsi. Głównie słyszymy negatywne opinie i rzeczywiście politycy i posłowie są w rankingach zaufania na najniższym miejscu, więc takie wyróżnienie, kiedy posłowie są docenieni za ich pracę, jest zawsze bardzo przyjemne” – mówiła dziennikarzom Małgorzata Kidawa-Błońska.

Ryszard Kalisz przypomniał, że zanim został parlamentarzystą, przeszedł długą drogę zawodową jako adwokat. “I myślę, że to powoduje, iż z jednej strony mam wiedzę i doświadczenie, a z drugiej – tę umiejętność współdziałania ze wszystkimi. Myślę, że receptą na sukces jest merytoryczne przygotowanie. Działalność poselska wymaga specjalności, nie można być po prostu politykiem” – ocenił Kalisz.

Janusz Piechociński dodał, iż cieszy go, że oceniający dostrzegli pracę posłów w komisjach, bo “za dużo jest błyszczenia w polityce, a za mało konkretnej pracy”. “Tę koszulkę z dumą mogę pokazać żonie i dzieciom, żeby wiedzieli, dlaczego tak mało czasu mam dla nich, bo za wszystkie nasze sukcesy w polityce płacą nasze rodziny. Myślę, że ta nagroda to takie sympatyczne potwierdzenie, że warto pracować i że ktoś to dostrzega” – mówił Piechociński.

Radość z uznania go za jednego z najlepszych debiutantów w Sejmie wyraził także Andrzej Rozenek. “Bardzo się cieszę z tego wyróżnienia, ale ono należy się nie tylko mnie, ale i całej partii, która debiutuje w parlamencie i ten sukces jest sukcesem nas wszystkich” – zaznaczył.

Patryk Jaki, który jako jedyny odebrał przyznaną mu “żółtą kartkę”, podkreślił, że takie werdykty trzeba przyjmować z pokorą. “Mam nadzieję, że będą nas mobilizować do pracy na przyszłość” – powiedział Jaki.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/647559,ranking-poslow-wg-polityki-rozenek-wsrod-najlepszych-kluzik,id,t.html

30-08-2012, 10:14

Jan Dworak: media publiczne bez reklam, ale muszą mieć inne źródło finansowania  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
masz/isb/pr
30-08-2012

Media publiczne bez reklam? – To możliwe, ale najpierw trzeba zapewnić im inne źródło finansowania – podkreśla Jan Dworak, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. – Dla mnie wzorem są ci nadawcy publiczni z Europy Zachodniej, gdzie reklamy są ograniczone albo nie ma ich w ogóle. Rządowy projekt nowej ustawy medialnej miał być znany jeszcze w sierpniu, ale już wiadomo, że prędko nie będzie gotowy.

Jan Dworak

Dyskusja o kształcie mediów publicznych w Polsce trwa. Jednym z jej elementów jest pytanie o źródło ich finansowania.

Obecnie Telewizja Polska i Polskie Radio utrzymują się zarówno z wpływów z abonamentu, jak i środków pozyskanych ze sprzedaży czasu reklamowego. Władze spółek twierdzą jednak, że to za mało.

– Aktualne jest pytanie o to, jak telewizja najlepiej ma pozyskiwać środki. Dla mnie pewnym wzorem są nadawcy publiczni z Niemiec, których udział w rynku reklam jest ograniczony, czy BBC, gdzie w ogóle nie ma reklam. Jeśli oderwiemy media publiczne od uzależnienia od rynku reklamowego, dopiero wtedy będą miały szansę właściwie wypełniać swoją funkcję. Wystarczy zresztą porównać utrzymywany z reklam program TVP i w większości jeszcze z abonamentu program Polskiego Radia – przekonuje Dworak.

Zdaniem przewodniczącego KRRiT, wprowadzenie rozwiązań stosowanych u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie stacje publiczne mają bardzo ograniczony dostęp do reklam, zwiększyłoby niezależność publicznych mediów i pozwoliło na tworzenie bardziej ambitnych audycji. Dodatkowo pozwoliłoby to uchronić kształt anten lokalnych (16 oddziałów), które bez pomocy publicznej musiałyby radykalnie zredukować program i upodobnić się do komercyjnych konkurentów.

– Najpierw trzeba zaprojektować odpowiedni poziom zaopatrzenia z innych źródeł pozakomercyjnych, czyli publicznych, a dopiero potem można myśleć o zmniejszeniu liczby reklam w telewizji publicznej. Mediom publicznym trzeba pomóc, a nie narażać na dodatkowe ryzyko. To na pewno musi się odbyć przy pomocy ustawy, która zapewni przewidywalność zmian dla telewizji i dla rynku – uważa Jan Dworak.

Resorty kultury oraz administracji i cyfryzacji pracują nad nowelizacją ustawy o mediach publicznych. Wiadomo jednak, że ze względu na złożoność sprawy, nieprędko ujrzy ona światło dzienne.

Pomysłów na zmiany jest kilka. Dyskutowane jest na przykład rozwiązanie, polegające na połączeniu abonamentu z opłatą za prąd. Ministerstwo Kultury proponowało również, by wprowadzić samoopodatkowanie się prywatnych nadawców oraz stworzenie Funduszu Misji Publicznej.

– Na pewno nie można doprowadzić do sytuacji, w której rynek w tej chwili odczytałby tę dyskusję w taki sposób, że telewizja publiczna nie będzie miała reklam teraz czy w przyszłym roku. Będzie miała. Samo przejście na inny sposób finansowania wymaga wielu miesięcy. A my dziś nawet jeszcze nie wiemy, jak on  ma wyglądać. Ale ten kierunek jest słuszny – twierdzi przewodniczący Rady.

Zdaniem Jana Dworaka, decyzje dotyczące zmian w modelu funkcjonowania mediów publicznych powinny zapaść jak najszybciej.

– To niekoniecznie musi być rewolucja, to niekoniecznie musi być coś zupełnie nowego, ale bez wątpienia nasz model publicznych mediów, jaki został zaprojektowany dwadzieścia lat temu trzeba głęboko zweryfikować. Paradoksalnie, nie jest to sprawa finansowania, o której się tyle mówi. Trzeba zacząć od przeglądu zadań publicznych, jakie te media dziś powinny wykonywać lub wykonują, oceny jakości tego wykonania, przejrzeć system kontroli programowej i finansowej tych zadań, kształt organizacyjny mediów, a wszystko to w kontekście ekonomicznym. Więc finansowanie jest bardzo ważną konsekwencją dyskusji, a nie jej początkiem. Tego zadania muszą się podjąć osoby odpowiadające za kształt państwa, bo media publiczne to dziś w Europie jedna z ważniejszych jego instytucji – mówi przewodniczący KRRiT.

W 2011 roku Polskie Radio otrzymało z opłat abonamentowych ponad 130 mln zł, natomiast TVP – 205 mln zł, co stanowi zaledwie 13 proc. jej budżetu. W tym samym czasie dochody z reklam telewizyjnych wyniosły ponad 1,1 mld zł. Mimo to cały rok spółka zamknęła ze stratą w wysokości blisko 90 mln zł. W tym roku nie będzie lepiej. Strata, zgodnie z szacunkami zarządu TVP, może wynieść ok. 60 mln zł.

Jednocześnie poprawia się ściągalność opłat za korzystanie z radia i telewizji. Tegoroczne wpływy do budżetu z abonamentu szacowano na 464 mln zł (w poprzednim roku 462 mln zł, w 2010 – 526 mln zł) Jak wynika z informacji KRRiT, już dziś wiadomo, że faktycznie przekroczą 500 mln zł, głównie dzięki wysiłkom Poczty Polskiej, Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, KRRiT oraz samych mediów.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jan-dworak-media-publiczne-bez-reklam-ale-musza-miec-inne-zrodlo-finansowania

27-08-2012, 08:50

TVN wyznacza dziennikarzom kodeks w social media  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
27-08-2012

Dyrektor TVN24 Adam Pieczyński przesłał dziennikarzom informacyjnym TVN24 i TVN zasady, jakich powinni przestrzegać w serwisach społecznościowych. Leszek Kabłak ocenia to jako cenzurę, a Anna Kalczyńska jako normalne ograniczenie korporacyjne.

Adam Pieczyński

W mailu do dziennikarzy informacyjnych TVN24 i TVN Adam Pieczyński zalecił im, żeby w serwisach społecznościowych zachowywali się jak w pracy: zachowywali bezstronność dziennikarską, dbali o wizerunek stacji i nie wyrażali opinii, których nie wypowiedzieliby na antenie. Podkreślił przy tym, że 10-punktowy regulamin został zatwierdzony przez wiceprezesa Grupy TVN Piotra Waltera odpowiadającego za pion telewizyjny.Mail Pieczyńskiego został opublikowany przez Witolda Gadowskiego, który przez kilka lat był reporterem “Superwizjera” w TVN.

W serwisach społecznościowych aktywnych jest sporo dziennikarzy informacyjnych TVN. Oprócz prywatnych kont na Facebooku profile na Twitterze (które może obserwować każdy użytkownik) mają m.in. Jarosław Kuźniar, Krzysztof Skórzyński i Anna Kalczyńska. Często dyskutują z dziennikarzami innych mediów, a także dziennikarzami, komentując bieżące wydarzenia. Kuźniar do tego prowadzi bloga, na którym każdy wpis opatrzony jest dopiskiem: “Ten tekst to wyraz moich osobistych poglądów, nie należy go identyfikować z linią programową redakcji TVN i TVN24”. Na początku lipca br. dziennikarz bronił na blogu Kubę Wojewódzkiego i Michała Figurskiego, krytykowanych za wypowiedź o Ukrainkach, a w lutym skrytykował internautów, którzy na jego prośbę wysyłali mu maile zachęcające go do odejścia z TVN.

Natomiast na wskazówki kierownictwa TVN dotyczące aktywności dziennikarzy w social media najostrzej zareagował reporter TVN24 Leszek Kabłak, który na swoim facebookowym profilu zamieścił grafikę z napisem “Cenzura”. “Szanuję moją pracę i pracodawcę, ale chciałbym, by i oni szanowali moją prywatność, bo Facebook nie jest w domenie .tvn24.pl czy .tvn.pl, a ja mam swoje zdanie na wiele kwestii i lubię je wypowiadać bez ogródek, gdy widzę jakieś absurdy czy głupotę” - tłumaczył dziennikarz w komentarzu pod zdjęciem. “Rozważam w ogóle zamknięcie profilu na FB, by nikt nie mógł mnie monitorować i mówić mi jak mam się zachowywać po godzinach” – dodał.

Inni dziennikarze TVN obecni w social media znacznie spokojniej przyjęli nowe wytyczne szefostwa stacji. “Już w weekend, nie można się od TT oddalić, bo pożegnają żywcem? Oświadczam, że zalecenia są, ale w moim pisaniu nie przeszkadzają” – zadeklarowała na Twitterze Anna Kalczyńska. Na stwierdzenia, że nowy regulamin uniemożliwi jej wyrażanie większości własnych opinii, odpowiedziała: “Nie przesadzajmy. Ale pewnie, że korporacja tworzy ograniczenia. Normalne”. Natomiast Krzysztof Skórzyński żartobliwie zapewnił: “obiecuję codziennie napisać choćby ‘błaszczakowe’ WITAM”. Za to Jarosław Kuźniar sprawy nie skomentował, bo właśnie zaczął urlop.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-wyznacza-dziennikarzom-kodeks-w-social-media

26-08-2012, 19:27

Dziennikarz pokolenia FB  »

Newsweek.pl
Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska, współpraca Andrzej Rozen
26-08-2012

Wszyscy mamy świadomość, że ludzie po studiach zmywają naczynia. Więc co za różnica, co się studiuje?

Fakt 1: Jednym z najbardziej obleganych kierunków na uczelniach wyższych jest dziennikarstwo. Na Uniwersytecie Wrocławskim w tym roku na 99 miejsc było ponad 1300 chętnych. W Warszawie dziennikarstwo można studiować na przynajmniej dwóch uczelniach państwowych i sześciu niepublicznych. Do tego dochodzą studia podyplomowe.

Fakt 2: Pracy dla dziennikarzy jest coraz mniej. Ot, choćby w ubiegłym tygodniu Agora (wydawca m.in. “Gazety Wyborczej”) powiadomiła, że zwolni 250 osób. Dziennikarze zostają rzecznikami prasowymi, specjalistami od PR, zakładają szkoły, fundacje, a nawet restauracje. Firma Future Exploration, specjalizująca się w analizach przyszłości, koniec prasy drukowanej wieszczy na 2025 r., ale w telewizji nie jest lepiej. Jak pogodzić te dwa fakty? Skoro pracy w dziennikarstwie nie ma, to czemu ktoś się pcha do tego zawodu?

Się spełniać

Studentki dziennikarstwa z Warszawy, Wrocławia i Torunia uśmiechają się: tak, słyszały o kryzysie w mediach. Ale najważniejsze to się spełniać, robić to, co się lubi, rozwijać się.

Paulina Otterstein, która właśnie dostała się na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, od zawsze bawiła się w dziennikarkę. Natalia Cichy (rozpocznie III rok dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim) spełnia dziecięce marzenia.

Agatę Napierską z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pociąga bycie blisko wydarzeń, chodzenie na eventy, festiwale, rozmowy z ciekawymi artystami. Jej koleżanka Marta Ryłow uważa, że dziennikarstwo to bardzo fajne, przyjemne studia, można się różnych ciekawych rzeczy dowiedzieć. Beata Poprawa z Uniwersytetu Warszawskiego miała wizję, że będzie ratować świat.

Pauliny Semik z Łukowa rodzina w Niemczech kompletnie nie zrozumiała. Rzuciła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim, pojechała do Niemiec do pracy przy zbiorze owoców i opiece nad dziećmi oraz uczyć się języka. A potem wybiera dziennikarstwo!

– Oni kompletnie nie pojmują, jak można wybrać taki kierunek. Po nim w Niemczech nie ma pracy. Wybierają jakieś rachunkowości i zarządzania, które są przydatne do pracy w sklepie, biurze, firmie. A ona wiedziała, że w życiu chce się wyrażać na papierze, pokazywać ludziom nowe perspektywy, nowe opinie. Żadna nie wyobraża sobie studiowania wbrew sobie. Wszystkie odstręcza myśl o pracy, która nie daje satysfakcji.

Pokolenie Facebooka

Wiedzą, że łatwo nie będzie. – To jest wyścig szczurów – nie ma złudzeń Paulina Semik, fanka fantastyki i muzyki metalowej. – Ciągle trzeba kogoś pokonywać, ciągle się doskonalić. Chodzi o to, czy ja potrafię się odnaleźć w tych realiach, czy jestem wyjątkowo zaangażowana, zmobilizowana.

Na początek nie szuka pełnego spełnienia ambicji, czyli pracy w dużej gazecie opiniotwórczej. Jej ideałem dziennikarstwa są Hanna Krall i Ryszard Kapuściński. Ale w tym momencie jest na etapie: dochodzenie do poziomu, kiedy otworzą się możliwości. Jeszcze studiów dziennikarskich nie zaczęła, ale już rozpoczęła staż w redakcji internetowej telewizji muzycznej. – Pracuję w domu, wrzucam klipy do internetu, piszę artykuły. To działanie odtwórcze, ale rozwijające – zaznacza. Cieszy się, że poznaje, na czym polegają relacje w redakcji, już wie, że nie musi się bać ważnej dyrektorki.

Agata Napierska też ma pozytywne nastawienie. – Myślę, że w moim mieście mam szansę – mówi o Toruniu. – Starsi odejdą na emeryturę i młodzi, zdolni, tacy jak ja, pracę znajdą, Pewne siebie, potrafią zachwalać swoje zalety. Podczas rozmowy uważnie dobierają słowa, przy pytaniach o zawód rodziców dopytują, czy to naprawdę takie ważne. Proszone o konkretne przykłady krytykowanych przez nie trendów w mediach odpowiadają dyplomatycznie: – Wolałabym nie dawać.

Agata uważa, że trzeba mieć pomysł na siebie i wejść w lukę: – Jeżeli ktoś naprawdę chce, to poradzi sobie w każdym zawodzie. Uznała, że dziennikarstwo prasowe jest łatwiejsze niż radiowe (bo w radiu trzeba np. odpowiednio dopasować muzykę), więc zajęła się pisaniem. Pracuje (za pieniądze) w lokalnym internetowym serwisie informacyjnym w Toruniu. Nie pamięta już dokładnie, o czym pisała – tyle tego było. Ostatnio o święcie na ulicy Szewskiej, odnawianiu elewacji hotelu, nowych ścieżkach i stojakach rowerowych, inscenizacji bitwy z Krzyżakami, zmianach w organizacji ruchu.

Zaistnieć, pragmatycznie

Cierpliwość nie jest cnotą. Beata narzeka, że do dzisiaj (a to już dwa lata studiów!) nie udało jej się dostać na staż do programu interwencyjnego. Prof. Janusz Adamowski, dziekan Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, tę niecierpliwość widział już u  wcześniejszych roczników dziennikarstwa: zawsze chcieli więcej zajęć praktycznych, natychmiast chcieliby włączyć mikrofon i robić wywiady. Ale z tymi jest jednak inaczej. – Widać przemożną chęć, żeby za wszelką cenę zaistnieć. Są bardziej cyniczni, ale i pragmatyczni. Jak nie dostaną się na specjalność telewizyjną, to nie ma dramatyzowania. A kiedyś to był dramat – odwołania pisali! – opowiada.

Beata nie dostała się na tę specjalizację, a casting przed kamerą wspomina jako traumatyczne przeżycie. Wie już, że telewizja jej nie pociąga. Nie ma złudzeń, że w trakcie studiów znajdzie pracę w mediach, choć miała już staże w telewizji ogólnopolskiej i w redakcjach internetowych. Jednak na wakacje szukała pracy jako kelnerka. W końcu pieniądze też są potrzebne. Tyle że staże w CV odstraszały menedżerów restauracji.

Jak wiele koleżanek i kolegów na roku ona także zacznie drugi kierunek studiów. Postawiła na niszową filologię – slawistykę z czeskim. Krytykuje tych, którzy dobierają sobie kolejny kierunek niezwiększający szansy na pracę, a więc z perspektywą na McDonalds’a. – Wybierają europeistykę albo politologię, bo są w tym samym budynku co dziennikarstwo – mówi z dezaprobatą.

Beata nie chce wypaść na niezadowoloną z życia i studiów. Bo entuzjazmu przecież ma sporo. Od miesiąca prowadzi blog o warszawskich modnych knajpkach, doradza, jak zaoszczędzić na kawie w kawiarni i dokąd warto się wybrać.

Studenci urynkowieni

Paulina Otterstein rok temu dostała się na prawo na Uniwersytecie Warszawskim, ale nie dotrwała nawet do końca pierwszego semestru. – Za dużo żmudnej, suchej teorii – mówi.

Dziennikarstwo to dla niej pasja, wyzwanie. Coś do podyskutowania przy kawie w modnych warszawskich kawiarniach. Wybrała jednak kierunek PR i marketing medialny. I zostawia sobie jeszcze jedną furtkę – jeśli po studiach będzie miała kłopot ze znalezieniem pracy (co wieszczy jej tata), to wyjedzie do Kanady. Ma też obywatelstwo kanadyjskie. – Tam środowisko pracy jest bardziej przyjazne – stwierdza.

Kiedy na drugim roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim wykładowca zapytał, kto w przyszłości chce zostać dziennikarzem, niewiele rąk poszło w górę. – Wygląda na to, że ambicje dziennikarskie zaczęły się przenosić w stronę komunikacji wizerunkowej, public relations – mówi dr Maurycy Graszewicz z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Marta Ryłow marzyła o dziennikarstwie sportowym, ale po roku zmieniła specjalizację na PR. – Znalazłam pracę w internetowym serwisie, który relacjonuje lokalne mecze, więc swoją pasję już realizuję. Zamiast dziennikarstwem zajmie się w przyszłości PR sportowym.

– Oni nie są głupi – zaznacza dr Graszewicz. – Są nakierowani na przyszłą karierę. Strasznie się urynkowili, a my staramy się tego nie zgubić. W tym roku otwierają nowy kierunek: komunikacja wizerunkowa. Już w pierwszym naborze wskoczył na drugą pozycję najpopularniejszych kierunków na uczelni – zgłosiło się ponad 1800 osób na 50 miejsc. Uczelnia zwiększyła liczbę miejsc do 200.

– Na początku studiów musimy ich odwracać – opowiada o studentach z ostatnich lat dr Graszewicz. – Nowe matury przygotowują do zdawania testów, a nie do myślenia, a szczególnie nie do myślenia wbrew trendom. Uczymy ich ciekawości, kłócenia się z wykładowcami.

Chwali ich gotowość na zmiany: – Wszyscy są na Facebooku. Są przekonani, że ten Facebook się niedługo skończy i chcą być gotowi na to, co będzie dalej.

Magister na zmywaku

Nie wyobrażają sobie pracy, która zajmuje całe dnie. Oczekują, że będzie czas na hobby, na obejrzenie filmu, na rodzinę. I że będzie praca na etat. Może być w redakcji internetowej.

Koledzy z klasy Pauliny Otterstein w większości wybrali ekonomię albo zarządzanie. To kolejne po prawie najbardziej popularne kierunki na Uniwersytecie Warszawskim. Po nich są zarządzanie i psychologia. Na Uniwersytecie Jagiellońskim przoduje kierunek lekarski, a potem prawo. W Poznaniu po prawie są psychologia i filologia angielska.

Studentki śmieją się z dyskusji o życiowości kierunków studiów. – Z pracą po prawie też nie jest łatwo, a zrobienie aplikacji to problem – mówi Paulina Semik z Łukowa.

– Myślę, że nie o samo dziennikarstwo chodzi – stwierdza Marta Ryłow. – Wszyscy mamy świadomość, że nie ma pracy, że ludzie po studiach zmywają naczynia.

Więc są zgodne: co za różnica, jakie skończą studia?

Całość: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/dziennikarz-pokolenia-fb,95157,1,1.html

26-08-2012, 18:18

“Panorama”, czyli nasz śląski “Vogue”  »

Dziennik Zachodni
Magdalena Nowacka-Goik
26-08-2012

O tym, że śląska “Panorama” kształtowała modę lat siedemdziesiątych, co nosiło się wtedy na ulicach Katowic i okolic, jak krawcowe z Opery Śląskiej wypełniały lukę rodzimych stylistów, a także o tym, czy młodzi projektanci z naszego regionu radzą sobie w kraju i wielkim świecie oraz co ich dziś inspiruje, pisze Magdalena Nowacka-Goik.

Ma ją Paryż, ma stolica, czemu nie ma mieć “swojej” Śląsk? A mowa jest o modzie. Jak ubierały się Ślązaczki i Ślązacy w latach 70.? Skąd czerpali wzorce? Czy projektanci z naszego regionu mają powody do kompleksów? I czy w ogóle Śląsk jest modny?

Zamiast “Vogue’a” “Panorama”

Okładka "Panoramy" z lat siedemdziesiątych

- Ślązaczki zawsze lubiły nadążać za trendami w modzie i zawsze ubierały się naprawdę ładnie – mówi Małgorzata Groniewska, Ślązaczka z krwi i kości, która w latach 70. była modelką. – Umiały wyłapać z lawiny nowości to, co ciekawe, skopiować i ze starych rzeczy robić przeróbki. Było nam oczywiście trudniej niż np. mieszkankom Warszawy, ale pomysłów nam nie brakowało.

Jak był problem z ładnym ciuchem, to starałyśmy się zadać szyku, dodając choćby oryginalne korale czy kolorową apaszkę. I chociaż trudno byłoby wtedy szukać u nas projektantów mody, to nie oznacza, że nie było zdolnych i twórczych ludzi – podkreśla. A że nie miało się dostępu do “Vogue’a”?

Była za to “Panorama”. W czasach PRL jedyny tego typu ogólnopolski kolorowy tygodnik wydawany w Katowicach. Każdy numer Polki czytały z wypiekami na twarzy. Panie w szczególności rubrykę mody, prowadzoną przez Werę Sztabową.

- Dopóki nie dotarłam do jej artykułów, moda lat 70., także na Śląsku, kojarzyła mi się głównie z typowo hipisowskim stylem, spodniami dzwonami i w zasadzie tyle – przyznaje Dagmara Gdala, autorka prelekcji “Lata 70. – modna moda na podstawie czasopisma “Panorama”, którą przygotowała specjalnie w ramach projektu Modny Śląsk 2012. Dagmara pochodzi z Rudy Śląskiej i prowadzi modowy blog. – Po przeczytaniu 550 artykułów i przejrzeniu zdjęć stwierdziłam, że to prawdziwa encyklopedia mody, która była największą inspiracją dla Ślązaczek, kształtowała ich gust i pozwalała być modną – podkreśla. W co ubierały się wtedy Ślązaczki, co ściągały patrząc na wzorce z “Panoramy Śląskiej”? – Na pewno szmizjerki, sukienki z mocno podkreśloną talią, torby konduktorki, baskinki, sukienki z dekoltami podobnymi do tych, jakie były w męskich podkoszulkach – wylicza Dagmara. Początek lat 70. to także szorty, za noszenie których (o czym też można było się dowiedzieć z modnej rubryki) mężowie grozili żonom rozwodem! No i w latach 70. zaczęło być naprawdę kolorowo!

- Oniemiałam, czytając, ile było wtedy określeń na kolory w modzie – mówi Dagmara. Na pewno jednak królowała u nas na ulicach czerwień, biel i granat. Pojawiały się czasem ostre turkusy, butelkowa czy przyżółcona zieleń, kolory młodego groszku i bordo. Trochę odcieni beżowych. Tak, właśnie tak barwnie nosiły się mieszkanki naszego regionu 40 lat temu. Mimo że to Śląsk (a może właśnie dlatego, na przekór?) dużą popularnością cieszył się styl marynarski. Hitem były sukienki czy bluzki w kotwice i żaglówki. A także kwieciste tuniki, ręcznie wyrabiane bransoletki , duże okulary, kamizelki – dziergane lub futrzaste i bananowe spódnice.

Skarbek, Moda Polska i bazar

- Wera miała świadomość, że na Śląsku kobiety nie mają dostępu ani do wyjątkowych materiałów, ani projektantów. I radziła, jak zrobić coś z niczego – dodaje Dagmara. Potwierdza to Małgorzata, która sama kiedyś pojawiła się w tej rubryce, a nawet na okładce “Panoramy”. – Wiedząc już, co może być modne, wyruszałyśmy na poszukiwania. Oczywiście do Mody Polskiej, która była w Katowicach (ale także w Sosnowcu – przyp. red.) czy Telimeny albo Peweksu – wspomina. Ale cuda można było wypatrzeć też na bazarze katowickim przy ul. Sokolskiej (obecnie jest tam hotel Angelo) – tam kupiła superdżinsy. No i oczywiście chodziło się na działy odzieżowe do Skarbka i Zenitu (było trochę taniej).

Stylizacja na własną rękę

A co z projektantami? Małgosia miała to szczęście, że pracowała później w Operze Śląskiej. Tamtejsze krawcowe to były artystki. Z ciuchów, które dostawało się w zagranicznych paczkach, robiły prawdziwe cuda. – Z dwóch czy trzech bawełnianych zagranicznych halek uszyły mi sukienkę – opowiada Małgorzata. A te sukienki, kwieciste, eksponujące wąską talię, rozszerzane od pasa, można byłoby wyjąć z szafy także i dzisiaj. Bo znowu są modne. Małgorzata pamięta też z tamtych czasów ukochane golfiki i koszule z “Wólczanki”. A że kobieta ze Śląska jest zaradna, to nawet ze średnio modnej rzeczy robiła hit.

- Pamiętam kupiony w Modzie Polskiej sweterek. Taki siatkowany, pod którym prześwitywała bielizna. Ale koniecznie trzeba było mieć rozciągnięty, najlepiej o kilka numerów za duży, tylko taki był modny – opowiada Małgosia.

Problem w tym, że sweterek był dokładnie w jej rozmiarze. Wyprała go więc i pinezkami przypięła do stolnicy! Rozciągnął się pięknie, a koleżanki pękały z zazdrości. – Generalnie łatwo nie było, bo większość tego, co projektowano i szyto w polskich domach mody, szło na eksport, my byliśmy zasypywani albo szaroburymi ubraniami, albo takimi w iście komiksowych kolorach – mówi Dagmara. Ale i tak lata 70. to był styl i szyk. Psuć zaczęło się pod koniec.

- Moda Polska zaczęła iść bardziej w kosmetyki, rok 1978 to już miszmasz, błyszczące, aksamitne stroje, przemieszane z wzorami w panterki – opowiada Dagmara. Później było jeszcze gorzej, kiedy pojawiły się koszmarne tureckie sweterki. I Ślązaczki, a także Ślązacy, przez moment ulegli tej obciachowej modzie. Ale tylko przez moment.

Ossoliński i reszta

Teraz, nie dość, że mamy już dostęp do “Vogue’a” i setki czasopism z modą, to mamy też już coraz więcej projektantów, stylistów i kreatorów mody, którzy urodzili się i wychowali właśnie tu, na Śląsku. A są znani nie tylko u nas. Tak jak projektant Tomek Ossoliński czy tyszanka, modelka, stylistka i projektantka Joanna Horodyńska, czy Ilona Kanclerz, projektantka z Katowic, pomysłodawczyni i organizatorka projektu Modny Śląsk. O to ona właśnie, modą zajmując się od dwudziestu lat, pokazuje tę modę i integruje środowisko śląskich projektantów.

- Jest mi bliska i moda, i Śląsk, tak więc od początku chciałam te rzeczy połączyć. Nasi projektanci świetnie sobie radzą w wielkim świecie, nie mają kompleksów z tego powodu, iż pochodzą właśnie z naszego regionu. A i u nas nie brakuje szkół, które kształcą przyszłych twórców mody i stylistów na naprawdę dobrym poziomie, jak np. Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach z kierunkiem wzornictwo – wylicza.

O tym, że naprawdę tak jest, świadczą choćby sukcesy zabrzanki Karoliny Gerlich oraz dwóch gliwiczanek – Oli Bajer i Eli Chodorowskiej. Absolwentki zabrzańskiego plastyka swoje kolekcje prezentują na Fashion Week Poland w Łodzi, najważniejszej imprezie modowej w kraju.

- Nie mamy kompleksu wobec projektantów ze stolicy – śmieje się Ela. – Na pewno jednak, tego nie da się ukryć, my, projektantki ze Śląska, trzymamy się razem – mówi. To, że wszystkie są absolwentkami zabrzańskiej szkoły, mówi wiele. – To przykład, że szkoła na Śląsku jest naprawdę na dobrym poziomie i daje solidne wykształcenie – podkreśla Ela. Czy dziewczyny inspirują się Śląskiem w swoich projektach?

Trudno powiedzieć. Chociaż kolekcja Oli Bajer została zainspirowana ulotnością takiej materii, jaką jest dym. A czego jak czego, ale dymu u nas nie brakuje…

Modny Śląsk w 2012 roku

Ilona Kanclerz podkreśla, że dzisiaj, mimo upływu czasu, tego rodzaju promocje mody są nadal potrzebne, bo mimo silnego parcia, śląska moda i kultura wciąż są potrzebne. A w jakich kolorach i stylach widzi swój region? – Chyba najbardziej charakterystyczny jest zestaw czerwonego z granatowym albo zielonego z granatowym i czerwonym. Także królewski błękit, który jest zresztą w naszym godle – wylicza. A czarny? Przecież to kolor węgla… – Mamy oczywiście sezony, kiedy kobiety, także u nas, kochają najbardziej czerń – śmieje się Ilona Kanclerz. A poza kolorami? – Obserwuję dwa ciekawe nurty, związane z trochę stereotypowo postrzeganym “wyjściem do kościoła”. Pierwszy jest taki, że nasza młodzież, zwłaszcza z mniejszych miast, nie przebiera się bardziej wyjątkowo, idąc do kościoła w tę świąteczną niedzielę. Drugi, obserwowany zwłaszcza na Śląsku południowym, to moda na ubieranie się na mszę w stylizowane, regionalne stroje – opowiada.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/643061,panorama-czyli-nasz-slaski-vogue,id,t.html