Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

03-09-2012, 21:25

Przydałaby się rzetelna biografia Wilhelma Szewczyka  »

Dziennik Zachodni
Grażyna Kuźnik
03-09-2012

Legenda Katowic Wilhelm Szewczyk w młodości miał poglądy, do których wolał się później nie przyznawać. Przydałaby się rzetelna biografia tej ważnej dla Górnego Śląska postaci.

Wilhelm Szewczyk

Klimat ostatniego beztroskiego lata przed wojną w Katowicach opisał w swoich “Wspomnieniach” Wilhelm Szewczyk. Tylko pozornie było sielankowe. Pisarz miał wtedy 21 lat, chciał być poetą, żył w chmurach. Nie zdał matury i nie podjął studiów. Wilhelm nadrabiał miną, klepał biedę, trochę pracował w katowickim radiu, a winą za kryzys obarczał Żydów. Działał w organizacjach antysemickich i pisał antyżydowskie artykuły w górnośląskim piśmie “Kuźnica”. Później wolał o tym nie pamiętać.

Tamtego lata widział siebie “latającego po mieście z kapeluszem zabrudzonym na czaszce, z motylem przeraźliwie czerwonym pod szyją”. Zastanawiał się nad kolejnym numerem “Kuźnicy”.

Wiemy, że tego roku opublikował tam antysemicki tekst “Ghetto w literaturze”. W Niemczech działały już rasowe ustawy norymberskie.

W Katowicach było gorąco. Pisze Szewczyk: “Nawet bezrobotnym nie chciało się krzyczeć pod bramami kopalń. Siadywali na brzegach Rawy lub na trawie w Parku Kościuszki i dzień po dniu przegrywali w skata”.

Młody poeta ma żal, że miasto nie ceni poezji. “Śmiała się z tego słowa żyjąca w niebie obitym dymem i banknotami szorstka bogini Katowic”.

W upale tworzy wiersz:”W Katowicach pod mostem na św. Jana, ukorzyłem się modlitwą przed Panem. Ludzie z kwiatami. Ludzie z brodami – o święty Janie módl się za nami.”

Wojna go nie oszczędziła. Wiąże się z nią kolejna tajemnica, którą w PRL skrzętnie ukrywał. Był żołnierzem Wehrmachtu. Walczył na froncie zachodnim i wschodnim. Ale i tak trafił do więzienia w Katowicach za antywojenne poglądy. Udało mu się z niego uciec. Mimo swoich sekretów, poseł Wilhelm Szewczyk po wojnie był symbolem śląskości, instytucją kulturalną. Gromadzili się przy nim ludzie różnych nacji i poglądów. Rzetelna biografia pomogłaby lepiej zrozumieć tę barwną postać, legendę Katowic.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/645865,przydalaby-sie-rzetelna-biografia-wilhelma-szewczyka,id,t.html

02-09-2012, 20:18

Nasz przebój zwycięzcą konkursu Przebojem na antenę  »

Polskie Radio Katowice
02-09-2012

Zespół GifLof

Zespół GIFLOF reprezentujący Radio Katowice zdobył główną nagrodę w konkursie “Przebojem na antenę”.

Piosenka “Duchy i ludzie” została uznana przez dziennikarzy muzycznych regionalnych rozgłośni Polskiego Radia za najlepszy hit lata. Zespół dostał 3 tysiące złotych i możliwość zrealizowania sesji nagraniowej w studiu Rembrandt. Nagrodę ufundował prezes Polskiego Radia Białystok. Finał konkursu odbył się w Hajnówce na Podlasiu.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=259&tx_ttnews[tt_news]=28053&tx_ttnews[backPid] =66&cHash=048181f126

02-09-2012, 14:42

Piano, piano nad tą trumną  »

Uważam Rze
Eryk Mistewicz
02-09-2012

Projekt Piano – zamknięcia dostępu do prasy w Internecie – to droga donikąd. Ludzie wchodzą do sieci po to, aby być z innymi.

Eryk Mistewicz

Wydawca “Gazety Wyborczej” zaproponował sprzysiężenie się mediów, w wyniku którego nie otrzymamy już – i to od kilku wydawców – bezpłatnych treści w Internecie.

Piano idzie w odwrotnym kierunku niż świat. Amerykanie obserwowali sprzysiężenie wydawców w projekcie z takimi tytułami jak “The New York Times”, “Financial Times”, “Christian Science Monitor”, “Chicago Tribune”, “The Miami Herald” i setką innych pism. Początkową opłatę 6,99 dol. miesięcznie obniżono do 1,99 dol., a mimo to pomysł, po włożeniu weń 4 mln dol., trafił na śmietnik historii prasy. To już było. Nie tędy droga.

W przypadku projektu Piano wydawcy przeprowadzili masę badań, ale mam wrażenie, że nie zadali sobie podstawowych pytań. Czy wytwarzane przez nich informacje mają wartość? Czy odbiorca nie może bez nich żyć? A jeśli tak, to bez których i – przede wszystkim – kiedy?

Wartość ma dziś informacja, którą można się podzielić. Dlatego najwięcej czasu spędzamy w serwisach socjalizujących: na Twitterze, Instagramie, Facebooku, Google Plus, Wykopie czy takich portalach jak Foursquare, Pinterest, Goldenline, Flickr etc. Jesteśmy bytami społecznymi. Niewielu z nas potrafi pójść samotnie do kina, do teatru. Jeśli wchodzimy do sieci, to także po to, aby być z innymi. Także po to, by wzajemnie się uczyć, informować.

Siłę ma taka opinia, ekspertyza, taki tekst, którym możemy się już, teraz, natychmiast podzielić. Za tę możliwość oddamy swoją prywatność, informacje o nas i naszych preferencjach. To nowa waluta świata mediów (o tym, jak nie pogubić się w tych czasach, piszę więcej w kwartalniku “Nowe Media”).

W apogeum kryzysu wokół Michała Tuska zgodziłem się na rozmowę z jednym z dużych tytułów.

Okazało się, że “gra on w Piano”. Wywiad nie pojawił się więc w czytnikach RSS, nie ma go w Google, nie mogłem przekazać mojej opinii zainteresowanym, obserwującym mnie choćby na Twitterze.

Oszacujmy. Zużyłem swój czas na rozmowę i autoryzację przeznaczoną dla kilkunastu tysięcy czytelników “wersji gazetowej”. Gdybym tę samą opinię przedstawił w swoich kanałach w sieci, dotarłaby ona do kilku czy kilkunastu razy więcej odbiorców. I co ważne – do realnych liderów opinii, rozdyskutowanych, przekazujących treści dalej.

Don Graham, wydawca “The Washington Post” podczas niedawnej konferencji technologicznej długo tłumaczył, dlaczego modele zamykające treści to modele wsteczne, nie zaś przyszłościowe; projekty z poprzedniej epoki.

Nieporozumieniem jest zamknięcie części serwisu Polskiego Radia. Radia, za które płacimy abonament – publicznego, z misją. Zakłóca to prawo do korzystania z informacji powstałej dzięki pieniądzom publicznym, zaburza wykonywanie funkcji kontrolnej mediów. Skąd obywatel ma czerpać wiedzę…

No dobrze, prowokuję, uśmiecham się. Obywatel jest i będzie przede wszystkim w serwisach społecznościowych. Badania pokazują, że im wierzy – i ludziom takim jak on – i stamtąd czerpie dziś wiedzę. Jeśli mądre media coś napiszą, to dowie się o tym i to spopularyzuje, natychmiast przekaże innym.

A media, które będą się zamykać, zamkną się na wieki. Jak w trumnie.

Całość: http://www.uwazamrze.pl/artykul/723778,929553-Piano--piano-nad-ta-trumna.html

01-09-2012, 18:03

Debaty DZ dalszy ciąg w sejmiku. Spór o muzeum  »

Dziennik Zachodni
redakcja
01-09-2012

To duża satysfakcja, gdy wywołuje się ważną regionalną debatę. Choć tu i tam węszy się spiski, tu i tam zadaje pytanie: “kto za tym stoi”, to widać wyraźnie, że wizja nowego Muzeum to temat żywy, który jednocześnie stał się katalizatorem emocjonalnej debaty nie tylko o wystawie, ale i o naszej tożsamości, historii i polityce także.

Makieta Muzeum Śląskiego

Świetnie, że rozmawiamy, a byłoby jeszcze świetniej, gdybyśmy rozmawiali elegancko. Ostatnia sesja sejmiku śląskiego, gdzie poseł SLD Marek Balt zapytywał, czy aby śląskim szkołom nie zaproponuje się wkrótce Mein Kampf, zbyt wielu mądrych argumentów nie dostarczyła. Niektórzy na to się oburzyli, inni jęli dyskutować jeszcze goręcej, kolejni – jak np. Michał Smolorz – uznali, że w związku z tym debaty (merytorycznej) nie ma.

Na szczęście debata trwa, dobrze jednak, gdyby zamiast osobistych wycieczek, złośliwości i przytyków, skupiała się na meritum sprawy. Bo to – wbrew twierdzeniom niektórych uczestników dyskusji – jak najbardziej sprawa godna rozmowy i rozważań.

O wizji nowego Muzeum Śląskiego wypowiadali się m.in.:

“Inne jest polskie i niemieckie widzenie Śląska. Dlaczego w polskiej instytucji publicznej ma być prezentowana niemiecka wizja, która w dodatku będzie dzielić, a nie łączyć? Muzeum Śląskie jest własnością całego regionu”. Teresa Semik, publicystka DZ

“Dotarł do mnie dokument, który zawierał sugestie dla organizatorów wystawy stałej historii Górnego Śląska. Po jego przeczytaniu (…) zostałem wyprowadzony z równowagi (…). Ten materiał był skrajnie proniemiecki”.
Adam Matusiewicz, marszałek województwa śląskiego

“Oto wokół śląskości toczy się żywa (…) dyskusja. I nie da się jej ponownie wtłoczyć w ramy nacjonalistycznego dyskursu”.
Jerzy Gorzelik, szef RAŚ, członek zarządu woj. śląskiego

“Na Górnym Śląsku przez wieki ścierały się wpływy państwowe, narodowe i kulturowe Polski, Niemiec i Czech. (…) Obecnie niektórzy zbyt idealizują i eksponują związki Górnego Śląska z państwowością i kulturą niemiecką, a ponad miarę krytykują z polską”.
Zygmunt Woźniczka, historyk, profesor Uniwersytetu Śląskiego

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/647095,debaty-dz-dalszy-ciag-w-sejmiku-spor-o-muzeum,id,t.html

31-08-2012, 19:12

Jesienny rozkład jazdy pociągów z “Dziennikiem Zachodnim”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pr
31-08-2012

W poniedziałek (3. września) do Dziennika Zachodniego (Polskapresse) zostanie dołączony aktualny jesienny rozkład jazdy pociągów.

Nowy rozkład zawiera aktualne odjazdy pociągów  z największych stacji w regionie: Bielska – Białej, Częstochowy, Gliwic, Katowic, Rybnika, Zawiercia oraz Żywca. W dodatku można znaleźć  szczegółowe informacje o wszelkich zmianach w ofercie przewoźnika.

Wydanie to dostępne jest dla czytelników Dziennika Zachodniego bezpłatnie.

Dodatek promowany jest w lokalnych rozgłośniach radiowych, Telewizji Katowice, w portalu internetowym www.naszemiasto.pl, na stronach: www.wiadomosci24.pl i www.dziennikzachodni.pl.

Za kreacje i zakup mediów odpowiada dział marketingu “Dziennika Zachodniego”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jesienny-rozklad-jazdy-pociagow-z-dziennikiem-zachodnim

31-08-2012, 10:36

Dziennikarze to kretyni? Zobacz słynne wpadki polskich dziennikarzy  »

Dziennik Zachodni
Maria Zawała
31-08-2012

“O zakazie wyświęcania księży na homoseksualistów ” albo ” 2,5 mln Polaków cierpi na erekcję” – to tylko dwa z wielu przykładów dziennikarskich wpadek uwiecznionych w sieci. Dlaczego internauci uwielbiają polować na cudze błędy sprawdzała Maria Zawała.

Cała Polska czyta dziennikarzom – tak nazywa się strona, założona niedawno w sieci przez Michała Zgutkę, studenta socjologii, na której umieszczane są dziennikarskie “babole” ze wszystkich polskich mediów. To tak naprawdę zbiór kilkuset wszelkiej maści redakcyjnych wpadek – od stylistycznych, poprzez byki ortograficzne, na błędach logicznych skończywszy. Skąd pęd do gromadzenia językowych potknięć dziennikarzy w sieci?

- Zdecydowanie bardziej heroicznie by wyglądało, gdybym zaczął mówić o pewnej formie sprzeciwu dla dziennikarskiej niedbałości, rzuceniu rękawiczki nierzetelnym redakcjom, o walce z “babolami”, ale to nie do końca prawda. Przede wszystkim widzę w tym niesamowitą zabawę, której celem jest wywołać uśmiech na twarzach odbiorców – przyznaje twórca strony Michał Zgutka.

Takich stron, pokazujących potknięcia ludzi mediów w internecie jest wiele. Dlaczego ludzie lubią wytykać dziennikarzom błędy? – Polacy dzielą się na nieznanych, czyli “pan mnie dopiero pozna”, ekshibicjonistów, czyli “ja panu pokażę” oraz nauczycieli, czyli, “ja pana nauczę”. W sieci najwięcej mają do powiedzenia te dwie ostatnie grupy – wyjaśnia Krzysztof Łęcki, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

- Polak czerpie niebywałą przyjemność z tego, że może kogoś językowo poprawić, to cecha niespotykana w innych nacjach. Przykład? Niemiecki kanclerz Helmut Kohl popełniał sto razy więcej językowych gaf niż nasz prezydent Bronisław Komorowski, a w Niemczech nikomu nie przyszło nawet do głowy, by mu to wypomnieć – dodaje.

Wracając na dziennikarskie podwórko, łatwo zauważyć, że najwięcej filmów w sieci pokazuje wpadki kolegów z telewizji. “Ugotowanie się”, jak w żargonie nazywa się tego typu sytuacje, najczęściej dotyczy ich wejść na żywo. Pomyłki mają na koncie nawet mistrzowie zawodu, znane i lubiane gwiazdy. I nie zawsze wywołują one uśmiech na twarzach widzów. Magda Mołek, gwiazda TVN, swego czasu uśmierciła na wizji Nergala, chorego wówczas na raka i oczekującego na przeszczep szpiku lidera grupy Behemoth. Internet, zamiast współczuć jej tak fatalnej pomyłki, nie zostawił na dziennikarce suchej nitki, podobnie jak na Ani Popek z TVP, która zaplątała się i członkom zespołu Paktofonika zadała pytanie, sprowadzające się najogólniej do stwierdzenia, czemu nie zapytali kolegi, dlaczego popełnił samobójstwo.

Anna Popek

- To było zwykłe przejęzyczenie. Ja bardzo się tym samobójstwem przejęłam, byłam ciekawa, czy przed śmiercią kolegi jego najbliżsi kumple z zespołu niczego nie zauważyli, jakichś zmian w jego zachowaniu. Było mi jednak bardzo przykro, gdy internauci pastwili się nade mną z czystej przyjemności, jaką zazwyczaj odczuwają ludzie, którzy anonimowo mogą pokazać, że są od kogoś lepsi, bo w realnym świecie, niestety, niczego nie osiągnęli – przyznaje Ania Popek.

Za swoją najśmieszniejszą z kolei pomyłkę do dziś uważa sytuację, w której powiedziała, “a teraz jak ugotować… dupę z dyni.” Chodziło, rzecz jasna o zupę.

Popek uważa jednak, że dziennikarz, jak każdy twórca, musi umieć przyjmować krytykę, zwłaszcza jeśli jest konstruktywna. Podobnego zdania jest felietonista i satyryk Michał Ogórek.

- To, że ktoś kontroluje to, co mówimy, jest zdrowe, bo niektórzy koledzy, zwłaszcza w radiu, potrafią nieźle popłynąć – przyznaje. On sam też popłynął w “Pytaniu na śniadanie” w TVP, zresztą też w odniesieniu do Nergala, dialogując na temat muzyka z Kamilem Dąbrową. “Mamy nadzieję, że złego diabli nie wezmą” – chciał zakończyć rozmowę o chorobie wokalisty Kamil Dąbrowa. “I że nie jest zepsuty do szpiku kości” – wypalił wówczas Ogórek.

- Wcale się nie przejęzyczyłem, realizatorzy życzyli sobie, żeby było śmiesznie, w końcu po to nas zaprosili do studia, a nagle jak zaczęliśmy rozmawiać o tym biednym chorym Nergalu, zrobiło się strasznie poważnie, no to wypaliłem z tym szpikiem. Tak mi się jakoś powiedziało. Fakt, potem miałem mieszane uczucia, czy nie przesadziłem, ale widać Nergal nie był zepsuty do szpiku kości, bo wyzdrowiał – nadal żartobliwie odpowiada nam Ogórek.

Dziennikarze to profesjonaliści. Na ogół wiedzą, co, jak i kiedy mówić, ale czasem, zwłaszcza w TV czy radiu, w trakcie wejść na żywo, język się poplącze, albo prompter (urządzenie pokazujące dziennikarzowi tekst do czytania – przyp. red.) się zepsuje i wychodzi, co wychodzi.

“Tydzień po zamachach w Londynie Europa zamilkła. W całej Europie dwiema minutami ciszy uczczono pamięć ofiar czwartkowych zamachów. Brytyjska policja zidentyfikowała przywódcę terrorystów, którzy wysadzili bomby w londyńskim metrze. Zatrzymany w Warszawie 40-letni mężczyzna to zdaniem policji autor ostatnich fałszywych alarmów. Powiemy o niezwykłym odkryciu polskiego naukowca, które… Przepraszam bardzo… Przepraszam bardzo państwa, jeszcze raz przeczytam tę informację. Tydzień po zamachach w Londynie Europa zamilkła.

Maciej Orłoś

Miliony Brytyjczyków oraz mieszkańcy całego kontynentu dwiema… Bardzo państwa przepraszam. Małe nieporozumienie. Policja zatrzymała 40-letniego Jacka K., który we wtorek… Cała Europa minutą ciszy, przepraszam bardzo za zamieszanie, cała Europa minutą ciszy uczciła pamięć ofiar czwartkowych zamachów w Londynie”. Tak plątał się Maciej Orłoś w Teleexpressie z 14 lipca 2005 roku i bynajmniej nie było mu do śmiechu.

- Wtedy doszło do jednej z większych awarii technicznych, nie byliśmy na nią przygotowani, nic wtedy nie zadziałało, nawet kartki, które zawsze mamy na wypadek awarii promptera, też były pomylone – wyjaśnia nam po latach Orłoś.

Do historii przeszedł też jego “Teleexpress” z 30 października 1999 roku, ale wtedy było bardzo śmiesznie. “Dziś w nocy czas letni zamienimy na czas zimowy, a to oznacza, że już nie będzie ciepło, tylko zimno. Mimo wszystko jutro zapraszam na Teleexpress o zwykłej porze, czyli o 17.00, choć będzie to oczywiście 16.00, przepraszam 18.00 czasu letniego, tak że proszę uważać, żeby nie włączyć telewizora o godzinę za wcześnie, za późno. Natomiast Panorama dziś jeszcze oczywiście według czasu zimowego, letniego, przepraszam, czyli o 18.30, a my jutro o… 17.00″.

- Wpadki dziennikarzy wchodzących na żywo są nieodłącznym elementem naszej pracy – twierdzi Orłoś. Jedną z nich, też związaną z czasem, zaliczył na antenie radiowej Wojciech Mann, który w programie “Zapraszamy do Trójki” powiedział: “Jest siedem… Hy, hy, chciałem powiedzieć, że siedem po dziesiątej! Kretyn prowadzący. Jest dziesięć po siódmej, proszę państwa”.

- Widzowie tak naprawdę lubią takie sytuacje, jak coś się dzieje, jak np. prezenter spadnie z krzesła, albo się potknie, idąc po studiu. “Kurczę, on nie jest taki doskonały, jest zwykłym śmiertelnikiem, który popełnia błędy jak ja i przytrafiają mu się, tak jak mnie, różne nieszczęścia”, mogą sobie wówczas powiedzieć i poprawić humor. Szkoda tylko, że czasem niesłusznie i nieelegancko wyżywają się potem na biedaku w sieci – mówi Orłoś, dodając, że dawno już przestał czytać złośliwe komentarze. – Po pierwsze nie mam na to czasu, po drugie nie mam ochoty się denerwować sączącym się w internecie jadem – twierdzi Orłoś.

Ania Popek też już nie czyta komentarzy ani na swój temat, ani na temat kolegów, a dla anonimowych internautów, wytykających dziennikarzom potknięcia, ma biblijną przypowieść. “Kto jest bez grzechu, niech rzuci kamieniem”.

- Współczesny świat tak jest urządzony, że w internecie brakiem tolerancji dla chwil słabości medialnych celebrytów wykazują się ci sami ludzie, którzy czerpią satysfakcję z faktu, że panna młoda potknęła się w drodze do ołtarza – komentuje to zjawisko Krzysztof Łęcki.

Nie zmienia to faktu, że na co dzień macie Państwo prawo wymagać od nas, a my od siebie najwyższego profesjonalizmu. Dotyczy to także dbałości o język polski. – Cenię dziennikarzy, zwracających na co dzień uwagę na poprawność językową, choć tym, którzy się mylą, wybaczam – przyznaje prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca. – Nie pochwalam bowiem polowania na błędy ludzi mediów z niskich pobudek, tylko dlatego, by przez chwilę poczuć się lepszym – tłumaczy prof. Bralczyk.

A że błądzenie jest rzeczą ludzką, sami czasem z siebie się śmiejemy, jak np. z Piotra Kraśki, który relacjonując trzęsienie ziemi w Turcji powiedział, że “w ciągu minety, przepraszam, minuty, zginęło niemal 60 osób”. Do historii telewizyjnych lapsusów przeszło też zdanie wypowiedziane przez prowadzącego w TVN24 Poranek Jakuba Poradę. “A za chwilę o zakazie wyświęcania księży na homoseksualistów”. Podobnie jak zdanie Magdy Mołek “2,5 mln Polaków cierpi na erekcję”.

- Każdy, kto występował kiedyś publicznie wie, jak łatwo palnąć głupstwo, a co dopiero, gdy ma się świadomość, że słuchają nas miliony – podsumowuje Michał Ogórek, apelując do dziennikarzy, by nie obrażali się na krytykę. – Koleżanki i koledzy – mówi – krytykują, to znaczy, że jeszcze nas oglądają, słuchają albo czytają. A to w dzisiejszych czasach najważniejsze.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/647049,dziennikarze-to-kretyni-zobacz-slynne-wpadki-polskich,id,t.html