Maksymilian Fleischer 1937 – 2001
Wspomnienie o przyjacielu
Bywają ludzie, bez obecności których trudno wyobrazić nam sobie jakąkolwiek dalszą sensowną działalność. Kiedy odchodzą wszystko staje się dla nas czymś małym, miałkim, często zupełnie nieistotnym, bez większego znaczenia. Takim właśnie człowiekiem był Redaktor Maksymilian Fleischer, twórca i animator “Nowego Przeglądu Śląskiego” i Jego redaktor naczelny. Nieubłagany los wyrwał Go spośród nas w chwili, gdy dopiero rozpoczynaliśmy pracę nad kształtującą się dopiero formułą naszego dwutygodnika. Chciał, by to kolejne jego “dziecko”, a stworzył ich przecież niemało, stało się jeszcze jednym ważnym elementem w twórczej dyskusji nad przemianami dokonującymi się w świadomości Czytelników. Liczył na nich, na ich krytyczne uwagi. Kierował się bowiem, tak rzadko dziś wyznawaną zasadą, że jedynie sprzeciw wobec wielu nieprawości, może przyczynić się do poprawy losu wielu. W tym względzie był nieprzejednany i pryncypialny.
Wrażliwość na tę krzywdę innych wyrażała się najpełniej w Jego wieloletniej twórczości. W polskim dziennikarstwie przeszedł niemal wszelkie szczeble zawodowej kariery. Z wykształcenia grafik i fotografik potrafił właściwie wszystko, o czym większość adeptów dzisiejszej żurnalistyki nie ma najmniejszego pojęcia. Ilustrował, fotografował, pisał, a zdarzało się, że pełnił jednocześnie funkcje: fotoreportera, redaktora graficznego i technicznego. Przez wiele lat pracował i w redakcji, i w katowickiej drukarni, “w ołowiu “, gdzie łamano i drukowano gazetę. Tak było przez wiele lat, kiedy współredagował “Życie Bytomskie”, a później gdy przyszło Mu kierować pracą tej redakcji, jakiś wewnętrzny imperatyw nakazywał Mu tuż przed oddaniem gazety do druku raz jeszcze przeglądnąć szczotki i nanieść ostatnie poprawki.
Był perfekcjonistą w każdym calu, o czym świadczą nie tylko tysiące Jego prac fotograficznych, ale i winiety kolejnych powoływanych przez Niego tytułów, zawsze dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Nigdy, tak do końca, nie był zadowolony z tego, czego udało Mu się dokonać. Stale podkreślał, że można było to zrobić lepiej. Pracował po wiele godzin dziennie, często zarywając kolejne noce. Gdy nadszedł kres epoki ołowiu szybko opanował nową technikę fotoskładu.
Otwarty na ludzi, na ich codzienne kłopoty, problemy podejmował najtrudniejszą, najbardziej bolesną tematykę na łamach redagowanych przez siebie tytułów. Tak po prostu dyktowało mu serce. Powściągliwy, nigdy nie ujawniający swoich emocji głęboko ważył racje. Wobec wszystkich, bez względu na osobiste sympatie i antypatie, zachowywał zawsze pełen obiektywizm. Skromny do przesady starał się pozostawać w cieniu i wydobywać z podległych współpracowników wszystko, co było w nich najlepsze.
Odszedł na progu nowej ery, trzeciego tysiąclecia, do końca wierny swoim zasadom, pozostawiając w nas żal i ból po jego stracie.
Wydawca i Zespół Redakcyjny
“Nowego Przeglądu Śląskiego”
Maciek
Nie pomnę dokładnie ile to lat minęło, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Na pewno był to koniec 1971 lub początek następnego roku. Wtedy to jako student, w Dziale Historii Muzeum Górnośląskiego, dorabiałem ćwiartką etatu, do lichego stypendium. Maciek natomiast zbierał jakiś materiał do “Życia Bytomskiego”. Nie przypuszczałem, że zadzierzgnięta wtedy służbowa znajomość, przerodzi się w przyjaźń i wieloletnią współpracę. Jak się później okazało, stał się moim nie tylko starszym kolegą, lecz i swoistym nauczycielem. To między innymi On, mnie Ślązaka, nauczył poznawać i spoglądać na Śląsk inaczej. To dzięki Jego ogromnej wiedzy, poznawałem Bytom, do którego rzucił mnie los, podobnie jak przed laty Maćka. Lecz jakże to była odmienna droga, do naszego Bytomia.
Maksymilian Fleischer, bo to o nim mowa, niewiele mówił o sobie. Raz tylko w Roczniku Muzeum Górnośląskiego Historia nr 7 z 1997 roku przedstawił krótki epizod, z krótkiego w lata, bogactwa swego żywota.
Urodził się 23 grudnia 1937 roku w Drohobyczu, w Małopolsce Wschodniej, w rodzinie oficera przedwojennej “dwójki”. Kilka lat później, po okresie obłędnego tańca śmierci na Kresach, los okazał się dla niego łaskawszy. Dokładnie 18 czerwca 1945 roku trafił do Bytomia. Tu ukończył szkołę podstawową, a w 1955 roku, w liceum przy Placu Sikorskiego zdał maturę. Studiował konserwację zabytków na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, jednak… stamtąd, po czwartym roku, przeniósł się do Wrocławia. Tam też ukończył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych.

Maksymilian Fleischer
Okres wrocławski, to początek jego mariażu z prasą. Związał się wtedy z pismami takimi jak: “Ilustrowany Kurier Polski”, “Od Nowa”, “Gazetą Robotniczą”. Z “Życiem Bytomskim” od połowy lat sześćdziesiątych współpracował, natomiast etatowo zatrudniony został dopiero w roku 1972. Pisywał i fotografował. Kto z nas nie pamięta Jego charakterystycznej sylwetki z torbą na ramieniu, w której taszczył swój bezcenny skarb: fotograficzne aparaty z rolkami taśm filmowych, na których kadrach zatrzymywał czas dokonujących się w mieście przemian, wydarzeń, obraz wizerunków ludzkich.
W trudnym okresie lat 1981 – 1990 był redaktorem naczelnym “Życia Bytomskiego”. Stamtąd musiał odejść, potraktowany nieelegancko! Przeżył to ogromnie, lecz nie załamał się. Wkrótce poprowadził nowe pismo – “Wieści Śląskie”, a następnie kolejne: “Wieści Górnośląskie”, “Życie Górnośląskie”, “Temat Śląski”, “Skarbek” (dodatek do “Trybuny Śląskiej”), “Przegląd Śląski”, a będąc już śmiertelnie chory – “Nowy Przegląd Śląski”. Nie poddawał się nigdy, zawsze był życzliwy, pomagał innym. Gdy go poproszono pomagał uruchomić i początkowo poprowadził pismo ukazujące się aż w Nowym Sączu.
Związany był także z “Radiem Piekary”. Do ostatnich swoich dni dostarczał materiał do różnych redakcji, których wymienić wszystkich nie sposób.
Maciek był współautorem książki “Stare fotografie Bytomia z lat 1865 — 1922″. Napisał wiele artykułów do publikacji książkowych. Wspomnę zamieszczony w Szkicach z dziejów Bytomia: “Fotografia oko Historii” czy autobiograficzny szkic “Wygrzebane z pamięci”. Osobną działką było jego ilustratorstwo. Wspomnę tylko, że był członkiem “Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury”. Jako fotografik dokumentalista zapełnił stronice dziesiątek publikacji książkowych, także i moich.
Jako artysta fotografik zaprezentował swoje prace na wystawach “W pracowniach plastyków” i “Okolice 13 grudnia”. Przygotowywał także materiały do innych wystaw, w tym do moich, między innymi tej prezentowanej w Zagłębiu Rury, przedstawiającej “Topografie miasta Zabrza”.
Maciek ukochał Bytom. Uwidoczniało się to także w mym uczestnictwie w różnych organizacjach społecznych. Szczególnie w Bractwie Kurkowym Grodu Bytomskiego. Związany był z Towarzystwem Miłośników Bytomia, Rodziną Rodła i wieloma innymi. Miał wielu przyjaciół. Pozostawił wszystkich. Szczególnie żonę i Seweryna, syna, z którego był bardzo dumny. Pozostawił także po sobie ogromny skarb. Jest nim kilkudziesięcioletni, fotograficzny zapis dziejów Bytomia i okolic. Maksymilian Fleischer będzie tym swoim dorobkiem służył nam przez kolejne dziesiątki lat.
Gdy byłem u niego w niedzielne popołudnie w szpitalu, jeszcze się nie poddawał. Jednak we wtorek opuścił nas. A miał dopiero 63 lata. Mój znajomy powiedział: “Benku! Odszedł, bo takich fachowców jak On był, to i w niebie potrzebują”. Znając Maksa, to i tam będzie próbował gazetę założyć. A mnie i wielu innych tutaj na Górnym Śląsku, będzie Go brakowało.
Bernard Szczech
“Nowy Przegląd Śląski”
Maksymilian Fleischer (wspomnienie)
Maksymilian Fleischer przez długie lata związany był z “Życiem Bytomskim” – naprzód jako fotoreporter, potem jako redaktor naczelny naszego tygodnika w latach 1981-90. Jeśli chodzi o dziennikarstwo – był w tym fachu prawdziwym „omnibusem”. Bo potrafił niemal sam “zrobić” całą gazetę – pisał teksty, fotografował, znał tajniki redakcji technicznej. Do tego – był również rysownikiem, karykaturzystą, członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury, posiadającym legitymację z podpisem założyciela tego stowarzyszenia Eryka Lipińskiego.
W historii Bytomia ma swoje miejsce jednak przede wszystkim jako fotoreporter, przez dziesięciolecia dokumentujący na kliszy teraźniejszość tego miasta. Teraźniejszość, która stała się już historią. W ciągu lat swojej pracy zgromadził imponujące archiwum zdjęciowe – bogatszego nikt w Bytomiu nie miał i mieć nie będzie. Owocem stały się dwie wystawy dokumentalnych zdjęć zaprezentowane w 1998 roku w bytomskim Centrum Sztuki. Pierwsza nosiła tytuł “W pracowniach plastyków”, druga pt. “Okolice 12 grudnia” przedstawiała Bytom w czasach “pierwszej Solidarności”, w latach 1980-81. Rzadko spotyka się fotografa, który ma w swoim dorobku zarówno żywe, pełne ekspresji zdjęcia fotoreporterskie, jak i klisze pełne zadumy, mające w sobie wiele artyzmu. O wystawie “Okolice 13 grudnia” pisałem: „Rzadko niezbyt przecież dużym wyborem czarno-białych zdjęć można tak wiele powiedzieć o czasie, którego dotyczą. Te fotografie nie wymagają żadnego dodatkowego komentarza, opisu. Na nich bowiem, używając zasłyszanej gdzieś metafory, historia została przyłapana na gorącym uczynku.”
Niestety, nie doszło do zrealizowania kolejnej wystawy, przedstawiające środowisko Opery Śląskiej, jej artystów i życie tej instytucji. Dwie przygotowane ekspozycje oraz współpraca z Towarzystwem Miłośników Bytomia przy edycji książek dokumentujących dzieje tego miasta sprawiły, że Fleischer otrzymał w 1999 roku “Muzę” – nagrodę prezydenta miasta w dziedzinie kultury. Ta bytomska Muza była dla niego bardzo ważna, bo choć urodził się w Drohobyczu – Bytom był miastem, które z wzajemnością pokochał.
W imieniu redakcji “Życia Bytomskiego”
Marcin Hałaś