Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

15-10-2012, 09:25

“Przekrój” stawia na kulturę, pracę i młodych. Marcin Prokop drugim naczelnym  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
15-10-2012

Marcin Prokop i Zuzanna Ziomecka będą równoprawnymi redaktorami naczelnymi tygodnika “Przekrój” (Presspublika). Pod ich kierownictwem pismo ma skupić się na kulturze, nowych technologiach i rynku pracy.

Okładka "Przekroju" dla młodych

Bieżący numer “Przekroju” to pierwszy przygotowany przez nowy zespół redakcyjny. Kierują nim Zuzanna Ziomecka, wcześniej m.in. redaktor naczelna pism “Gaga”, “Exklusiv” i “Aktivist”, oraz Marcin Prokop, prezenter telewizyjny, który był też redaktorem naczelnym magazynów “Film”, “Machina” i “Stuff”.

- To będzie niepolityczny tygodnik o tym co dotyka, dotyczy i fascynuje młodych Polaków. Praca, technologia, kultura - mówi Zuzanna Ziomecka. Dodaje, że “Przekrój” będzie teraz pismem utylitarnym – dającym czytelnikowi konkretne rozwiązania, skuteczne podpowiedzi i narzędzia, pozwalające na realizowanie swoich celów w różnych dziedzinach życia. – Chcemy, aby nasz magazyn był przede wszystkim przydatny, ułatwiający życie, a przy okazji rozrywkowy - deklaruje Marcin Prokop. Tygodnik jest teraz kierowany przede wszystkim do młodych odbiorców.

Zastępcami Ziomeckiej i Prokopa zostały Monika Brzywczy i Hanna Rydlewska, a w redakcji na stałe pracują jeszcze Anna Gwozdowska, Grażyna Raszkowska i Grzegorz Sobaszek. Tym samym w zespole redagującym pismo nie została ani jedna osoba z poprzedniego składu, kierowanego przez Romana Kurkiewicza, który pożegnał się z tytułem w jego zeszłotygodniowym wydaniu.

Bieżący numer “Przekroju” to pierwszy przygotowany przez nową redakcję. Liczy aż 80 stron, czyli o 30 więcej niż ostatnio, natomiast kosztuje nadal 3,99 zł. Nie wiadomo, czy objętość została zwiększona jednorazowa lub czy przy kolejnym numerze zostanie podniesiona cena.

“Przekrój” jest teraz podzielony na następujące działy: “Tematy tygodnia” (zajmujące ok. 15 stron, z artykułami dotyczącymi m.in. nowych technologii i rynku pracy), “Grube sprawy” (z tekstami o społeczeństwie, w tym numerze m.in. eksponowanym na okładce wywiadem z pisarką Dorotą Masłowską), “Zawodówka” (z artykułami dotyczącymi pracy, m.in. opisami różnych zawodów i sylwetkami przedsiębiorców) oraz “Lifestyle” (z artykułami o kulturze oraz recenzjami filmów, książek, płyt i gier). Jako felietoniści debiutują w “Przekroju” muzyk Tymon Tymański i krytyk teatralny Maciej Nowak. Niezmiennie w tygodniku zamieszczane są rysunki satyryczne Marka Raczkowskiego.

Jednocześnie “Przekrój” zyskał odświeżony layout, który przygotowała Magda Piwowar.

Z danych ZKDP wynika, że w lipcu średnia sprzedaż ogółem “Przekroju” wyniosła 20 633 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/przekroj-stawia-na-kulture-prace-i-mlodych-marcin-prokop-naczelnym

13-10-2012, 09:06

Częstochowa: Wiceprezydent Marszałek groził dziennikarzowi?  »

Dziennik Zachodni
Bartłomiej Romanek
13-10-2012

“Przestań tak pisać, bo inaczej moi koledzy cię połamią” – tak zdaniem częstochowskiego dziennikarza, Adriana Biela, miał mu grozić wiceprezydent miasta Jarosław Marszałek. Dziennikarz zgłosił sprawę policji.

Jarosław Marszałek

Adrian Biel

Biel twierdzi, że Marszałek groził mu także stratą pracy i zapowiadał, że nie znajdzie w ogóle zatrudnienia w Częstochowie – “nie dożyjesz do stu lat w tym mieście”. Wiceprezydent nie zaprzecza, że doszło do rozmowy, ale twierdzi, że jej treść była zupełnie inna.

Do gróźb miało dojść na parkingu przed Urzędem Miasta, podczas przerwy w posiedzeniu trzech połączonych komisji Rady Miasta na temat uruchomienia sieci wypożyczalni rowerów w mieście.

Adrian Biel tak relacjonuje jej przebieg: – Wiceprezydent dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie podoba mu się treść moich publikacji. Stwierdził, że jeśli nie zaprzestanę swojej działalności, to jak to ujął “jego koledzy mnie połamią”.

Zdaniem Biela, wiceprezydent groził mu również tym, że straci pracę, a nowej już w Częstochowie nie znajdzie.

- Postanowiłem zgłosić sprawę na policję, bo to zapewni mi “wentyl bezpieczeństwa” – mówi Biel.

Rozmowy nikt nie słyszał. Radni, z którymi rozmawialiśmy przyznają, że wiceprezydent poprosił Adriana Biela “na bok”, a dziennikarz wrócił po niej roztrzęsiony. – Głęboko wierzę, że to, co się wydarzyło, to tylko wielkie nieporozumienie, a nie brutalna napaść polityczna na mnie. Wysłałem do Adriana list z wyjaśnieniami i wierzę, że to zakończy tę przykrą sprawę – mówi wiceprezydent, który w liście pisze: “Naprawdę nie rozumiem, jak mogłeś z naszej rozmowy wysnuć tak nieprawdopodobne wnioski. Jest mi z tego powodu zwyczajnie, po ludzku przykro. (…) Jeśli Cię uraziłem i poczułeś się zaniepokojony, co, powtórzę, absolutnie nie było moim zamiarem, przyjmij moje przeprosiny, które przekażę Ci osobiście przy najbliższej okazji. Zapraszam również na kawę i ciastko”. Adrian Biel nie zamierza jednak przyjąć zaproszenia na kawę. Dodaje, że z wiceprezydentem może rozmawiać tylko przy świadkach.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/676565,czestochowa-wiceprezydent-marszalek-grozil- dziennikarzowi,id,t.html

11-10-2012, 20:03

Jarosław Gugała wydaje felietony jako książkę “Doskonale a nawet gorzej”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
11-10-2012

19 października do sprzedaży trafi książka Jarosława Gugały “Doskonale a nawet gorzej. Światwe mgle absurdu” z jego felietonami z ostatnich 3 lat. Książka – wydawana przez Wydawnictwo Albatros – będzie też dostępna jako e-book i audiobook.

Okładka zbioru felietonów "Doskonale a nawet gorzej" Jarosława Gugały

“Doskonale a nawet gorzej” zawiera prawie sto felietonów i artykułów Jarosława Gugały opublikowanych w ciągu ostatnich trzech lat. W większość to felietony z “Newsweeka Polska”, gdzie Gugała publikował od 2010 do początku br., rezygnując po tym, jak redaktorem naczelnym został Tomasz Lis.

Teksty składające się na “Doskonale a nawet gorzej” są poświęcone zarówno Polsce i Polakom, jak również wydarzeniom o charakterze międzynarodowym wpływającym na nasz kraj. „Autor tropi i wyśmiewa absurdy naszej polityki, patologie i kompleksy, populizm i demagogię klasy politycznej a także upolitycznienie, komercjalizację i brak zasad w mediach. Pokazuje zawłaszczanie i czerpanie zysków z takich wydarzeń jak katastrofa smoleńska. Książka jest próbą rozliczenia się z najtrudniejszymi kartami polskiej historii, zwłaszcza dotyczących relacji z Żydami i Ukraińcami. Zawiera listę ostatnich zaniedbań państwa polskiego w kluczowych sprawach, których konsekwencje spadają na barki obywateli i które będą szkodziły przyszłym pokoleniom” – czytamy w zapowiedzi książki.

“Doskonale a nawet gorzej” w wersji papierowej liczy 352 stron i ma miękką oprawę. Ponadto będzie dostępna jako e-book, a także audiobook czytany przez autora. Książkę od 19 października będzie można kupić we wszystkich sieciach księgarskich, a w niektórych będzie ona dodatkowo eksponowana.

Książkę będą wspierać działania promocyjne obejmujące reklamy outdoorowe (billboardy w metrze warszawskim i citylighty) oraz spotkania z autorem (w kilku miastach, m.in. na Targach Książki w Krakowie).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jaroslaw-gugala-wydaje-felietony-jako-ksiazke-doskonale-a-nawet-gorzej#

11-10-2012, 18:25

Akcja protestacyjna w TVP. Zarząd zaskoczony  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
11-10-2012

29 października związkowcy z działającej w TVP “Solidarności” chcą przeprowadzić akcję protestacyjną. Tego dnia TVP będzie świętować swoje 60-lecie. Zarząd spółki jest zaskoczony decyzją związku.

Siedziba TVP

Informacja o terminie przeprowadzenia akcji protestacyjnej pojawiła się na stronie internetowej związku. Podanym powodem jest niespełnienie przez pracodawcę postulatów wynikających z trwającego od roku sporu zbiorowego.

Przewodniczący komisji zakładowej Solidarności Jarosław Najmoła nie chciał zdradzić wczoraj, na czym akcja miałaby polegać. Zaznaczył jednak, że na pewno zostanie przeprowadzona 29 października, a przygotowania do niej są zaawansowane.

Podkreślił, że od kilku lat w TVP trwa obniżanie wynagrodzeń. “Mamy głównie postulaty płacowe, chcemy, by oddano nam to, co nam zabrano. W ciągu ostatnich kilku lat płace spadły o 15 do 40 proc. Chcemy doprowadzenia spółki do takiego stanu, by nie była ona finansowana z wynagrodzeń pracowników” – powiedział. Jak dodał, jednym z powodów akcji protestacyjnej jest także to, że pracodawca – wbrew przepisom prawa – rozwiązał umowę o pracę z jednym z członków grupy negocjacyjnej.

29 października TVP będzie świętować swoje 60-lecie. O godz. 20.25 w Jedynce ma odbyć się “Wielki Test o Telewizji”.

Rzeczniczka TVP Joanna Stempień-Rogalińska powiedziała, że zarząd spółki jest zaskoczony zapowiedziami Solidarności. “Zarząd nie rozumie, dlaczego akcja protestacyjna zapowiedziana została akurat teraz. Cały czas trwają przewidziane prawem procedury dotyczące prowadzenia sporów zbiorowych i ze strony zarządu nie zostały one naruszone” – dodała.

Poinformowała, że na czwartek zaplanowane jest posiedzenie zarządu spółki i sprawa zapowiedzi związku zawodowego prawdopodobnie będzie na nim omawiana.

Wśród zgłoszonych w ub.r. przez związek postulatów jest m.in. coroczna waloryzacja wynagrodzeń, przywrócenie premii motywacyjnej oraz ujednolicenie zasad czasu pracy w poszczególnych grupach zawodowych.

Do Solidarności TVP należy ok. tysiąca osób, tj. blisko jedna trzecia wszystkich pracowników spółki.

Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych spór pracowników z pracodawcą może dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych pracowników lub innych grup, którym przysługuje prawo zrzeszania się w związkach zawodowych.

Konsekwencją nieuwzględnienia przez pracodawcę postulatów organizacji związkowej może być strajk (organizacja związkowa ogłasza go po uzyskaniu zgody większości głosujących pracowników, jeżeli w głosowaniu wzięło udział co najmniej 50 proc. pracowników zakładu).

Wcześniej – jak przewiduje ustawa – powinno odbyć się postępowanie mediacyjne. Jeżeli jego przebieg “uzasadnia ocenę”, że nie doprowadzi ono do rozwiązania sporu przed upływem przewidywanych w ustawie terminów, organizacja, która wszczęła spór, może zorganizować strajk ostrzegawczy – jednorazowo i na czas nie dłuższy niż 2 godziny.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/akcja-protestacyjna-w-tvp-zarzad-zaskoczony

11-10-2012, 09:41

Niestrudzony do końca  »

Maksymilian Fleischer 1937 – 2001

Wspomnienie o przyjacielu

Bywają ludzie, bez obecności których trudno wyobrazić nam sobie jakąkolwiek dalszą sensowną działalność. Kiedy odchodzą wszystko staje się dla nas czymś małym, miałkim, często zupełnie nieistotnym, bez większego znaczenia. Takim właśnie człowiekiem był Redaktor Maksymilian Fleischer, twórca i animator “Nowego Przeglądu Śląskiego” i Jego redaktor naczelny. Nieubłagany los wyrwał Go spośród nas w chwili,  gdy dopiero rozpoczynaliśmy pracę nad kształtującą się dopiero formułą naszego dwutygodnika. Chciał, by to kolejne jego “dziecko”, a stworzył ich przecież niemało, stało się jeszcze jednym ważnym elementem w twórczej  dyskusji nad    przemianami dokonującymi się w świadomości Czytelników. Liczył na nich, na ich krytyczne uwagi. Kierował się bowiem, tak rzadko dziś wyznawaną zasadą, że jedynie sprzeciw wobec wielu nieprawości, może przyczynić się do poprawy losu wielu. W tym względzie był nieprzejednany i pryncypialny.

Wrażliwość na tę krzywdę innych wyrażała się najpełniej w Jego wieloletniej twórczości. W polskim dziennikarstwie przeszedł niemal wszelkie szczeble zawodowej kariery. Z wykształcenia grafik i fotografik potrafił właściwie wszystko, o czym większość adeptów dzisiejszej żurnalistyki nie ma najmniejszego pojęcia. Ilustrował, fotografował, pisał, a zdarzało się, że pełnił jednocześnie funkcje: fotoreportera, redaktora graficznego i technicznego. Przez wiele lat pracował i w redakcji, i w katowickiej drukarni, “w ołowiu “, gdzie łamano i drukowano gazetę. Tak było przez wiele lat, kiedy współredagował “Życie Bytomskie”, a później gdy przyszło Mu kierować pracą tej redakcji, jakiś wewnętrzny imperatyw nakazywał Mu tuż przed oddaniem gazety do druku raz jeszcze przeglądnąć szczotki i nanieść ostatnie poprawki.

Był perfekcjonistą w każdym calu, o czym świadczą nie tylko tysiące Jego prac fotograficznych, ale i winiety kolejnych powoływanych przez Niego tytułów, zawsze dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Nigdy, tak do końca, nie był zadowolony z tego, czego udało Mu się dokonać. Stale podkreślał, że można było to zrobić lepiej. Pracował po wiele godzin dziennie, często zarywając kolejne noce. Gdy nadszedł kres epoki ołowiu szybko opanował nową technikę fotoskładu.

Otwarty na ludzi, na ich codzienne kłopoty, problemy podejmował najtrudniejszą, najbardziej bolesną tematykę na łamach redagowanych przez siebie tytułów. Tak po prostu dyktowało mu serce. Powściągliwy, nigdy nie ujawniający swoich emocji głęboko ważył racje. Wobec wszystkich, bez względu na osobiste sympatie i antypatie, zachowywał zawsze pełen obiektywizm. Skromny do przesady starał się pozostawać w cieniu i wydobywać z podległych współpracowników wszystko, co było w nich najlepsze.

Odszedł na progu nowej ery, trzeciego tysiąclecia, do końca wierny swoim zasadom, pozostawiając w nas żal i ból po jego stracie.

Wydawca i Zespół Redakcyjny
“Nowego Przeglądu Śląskiego”


Maciek

Nie pomnę dokładnie ile to lat minęło, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Na pewno był to koniec 1971 lub początek następnego roku. Wtedy to jako student, w Dziale Historii Muzeum Górnośląskiego, dorabiałem ćwiartką etatu, do lichego stypendium. Maciek natomiast zbierał jakiś materiał do “Życia Bytomskiego”. Nie przypuszczałem, że zadzierzgnięta wtedy służbowa znajomość, przerodzi się w przyjaźń i wieloletnią współpracę. Jak się później okazało, stał się moim nie tylko starszym kolegą, lecz i swoistym nauczycielem. To między innymi On, mnie Ślązaka, nauczył poznawać i spoglądać na Śląsk inaczej. To dzięki Jego ogromnej wiedzy, poznawałem Bytom, do którego rzucił mnie los, podobnie jak przed laty Maćka. Lecz jakże to była odmienna droga, do naszego Bytomia.

Maksymilian Fleischer, bo to o nim mowa, niewiele mówił o sobie. Raz tylko w Roczniku Muzeum Górnośląskiego Historia nr 7 z 1997 roku przedstawił krótki epizod, z krótkiego w lata, bogactwa swego żywota.

Urodził się 23 grudnia 1937 roku w Drohobyczu, w Małopolsce Wschodniej, w rodzinie oficera przedwojennej “dwójki”. Kilka lat później, po okresie obłędnego tańca śmierci na Kresach, los okazał się dla niego łaskawszy. Dokładnie 18 czerwca 1945 roku trafił do Bytomia. Tu ukończył szkołę podstawową, a w 1955 roku, w liceum przy Placu Sikorskiego zdał maturę. Studiował konserwację zabytków na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, jednak… stamtąd, po czwartym roku, przeniósł się do Wrocławia. Tam też ukończył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych.

Maksymilian Fleischer

Okres wrocławski, to początek jego mariażu z prasą. Związał się wtedy z pismami takimi jak: “Ilustrowany Kurier Polski”, “Od Nowa”, “Gazetą Robotniczą”. Z “Życiem Bytomskim” od połowy lat sześćdziesiątych współpracował, natomiast etatowo zatrudniony został dopiero w roku 1972. Pisywał i fotografował. Kto z nas nie pamięta Jego charakterystycznej sylwetki z torbą na ramieniu, w której taszczył swój bezcenny skarb: fotograficzne aparaty z rolkami taśm filmowych, na których kadrach zatrzymywał czas dokonujących się w mieście przemian, wydarzeń, obraz wizerunków ludzkich.

W trudnym okresie lat 1981 – 1990 był redaktorem naczelnym “Życia Bytomskiego”. Stamtąd musiał odejść, potraktowany nieelegancko! Przeżył to ogromnie, lecz nie załamał się. Wkrótce poprowadził nowe pismo – “Wieści Śląskie”, a następnie kolejne: “Wieści Górnośląskie”, “Życie Górnośląskie”, “Temat Śląski”, “Skarbek” (dodatek do “Trybuny Śląskiej”), “Przegląd Śląski”, a będąc już śmiertelnie chory – “Nowy Przegląd Śląski”. Nie poddawał się nigdy, zawsze był życzliwy, pomagał innym. Gdy go poproszono pomagał uruchomić i początkowo poprowadził pismo ukazujące się aż w Nowym Sączu.

Związany był także z “Radiem Piekary”. Do ostatnich swoich dni dostarczał materiał do różnych redakcji, których wymienić wszystkich nie sposób.

Maciek był współautorem książki “Stare fotografie Bytomia z lat 1865 — 1922″. Napisał wiele artykułów do publikacji książkowych. Wspomnę zamieszczony w Szkicach z dziejów Bytomia: “Fotografia oko Historii” czy autobiograficzny szkic “Wygrzebane z pamięci”. Osobną działką było jego ilustratorstwo. Wspomnę tylko, że był członkiem “Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury”. Jako fotografik dokumentalista zapełnił stronice dziesiątek publikacji książkowych, także i moich.

Jako artysta fotografik zaprezentował swoje prace na wystawach “W pracowniach plastyków” i “Okolice 13 grudnia”. Przygotowywał także materiały do innych wystaw, w tym do moich, między innymi tej prezentowanej w Zagłębiu Rury, przedstawiającej “Topografie miasta Zabrza”.

Maciek ukochał Bytom. Uwidoczniało się to także w mym uczestnictwie w różnych organizacjach społecznych. Szczególnie w Bractwie Kurkowym Grodu Bytomskiego. Związany był z Towarzystwem Miłośników Bytomia, Rodziną Rodła i wieloma innymi.  Miał wielu przyjaciół. Pozostawił wszystkich. Szczególnie żonę i Seweryna, syna, z którego był bardzo dumny. Pozostawił także po sobie ogromny skarb. Jest nim kilkudziesięcioletni, fotograficzny zapis dziejów Bytomia i okolic. Maksymilian Fleischer będzie tym swoim dorobkiem służył nam przez kolejne dziesiątki lat.

Gdy byłem u niego w niedzielne popołudnie w szpitalu, jeszcze się nie poddawał. Jednak we wtorek opuścił nas. A miał dopiero 63 lata. Mój znajomy powiedział: “Benku! Odszedł, bo takich fachowców jak On był, to i w niebie potrzebują”. Znając Maksa, to i tam będzie próbował gazetę założyć. A mnie i wielu innych tutaj na Górnym Śląsku, będzie Go brakowało.

Bernard Szczech
“Nowy Przegląd Śląski”


Maksymilian Fleischer (wspomnienie)

Maksymilian Fleischer przez długie lata związany był z “Życiem Bytomskim” – naprzód jako fotoreporter, potem jako redaktor naczelny naszego tygodnika w latach 1981-90. Jeśli chodzi o dziennikarstwo – był w tym fachu prawdziwym „omnibusem”. Bo potrafił niemal sam “zrobić” całą gazetę – pisał teksty, fotografował, znał tajniki redakcji technicznej. Do tego – był również rysownikiem, karykaturzystą, członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury, posiadającym legitymację z podpisem założyciela tego stowarzyszenia Eryka Lipińskiego.

W historii Bytomia ma swoje miejsce jednak przede wszystkim jako fotoreporter, przez dziesięciolecia dokumentujący na kliszy teraźniejszość tego miasta. Teraźniejszość, która stała się już historią. W ciągu lat swojej pracy zgromadził imponujące archiwum zdjęciowe – bogatszego nikt w Bytomiu nie miał i mieć nie będzie. Owocem stały się dwie wystawy dokumentalnych zdjęć zaprezentowane w 1998 roku w bytomskim Centrum Sztuki. Pierwsza nosiła tytuł “W pracowniach plastyków”, druga pt. “Okolice 12 grudnia” przedstawiała Bytom w czasach “pierwszej Solidarności”, w latach 1980-81. Rzadko spotyka się fotografa, który ma w swoim dorobku zarówno żywe, pełne ekspresji zdjęcia fotoreporterskie, jak i klisze pełne zadumy, mające w sobie wiele artyzmu. O wystawie “Okolice 13 grudnia” pisałem: „Rzadko niezbyt przecież dużym wyborem czarno-białych zdjęć można tak wiele powiedzieć o czasie, którego dotyczą. Te fotografie nie wymagają żadnego dodatkowego komentarza, opisu. Na nich bowiem, używając zasłyszanej gdzieś metafory, historia została przyłapana na gorącym uczynku.”

Niestety, nie doszło do zrealizowania kolejnej wystawy, przedstawiające środowisko Opery Śląskiej, jej artystów i życie tej instytucji. Dwie przygotowane ekspozycje oraz współpraca z Towarzystwem Miłośników Bytomia przy edycji książek dokumentujących dzieje tego miasta sprawiły, że Fleischer otrzymał w 1999 roku “Muzę” – nagrodę prezydenta miasta w dziedzinie kultury. Ta bytomska Muza była dla niego bardzo ważna, bo choć urodził się w Drohobyczu – Bytom był miastem, które z wzajemnością pokochał.

W imieniu redakcji “Życia Bytomskiego”
Marcin Hałaś

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/3640

11-10-2012, 09:03

Gra w reklamę  »

Głos Zabrza i Rudy Śląskiej
(pj)
11-10-2012

Jak długo Górnik będzie tolerował, że gazeta szefa prezydenckiej rady gospodarczej przypisuje sobie prawo do „wyłącznego partnerstwa” z klubem?

Zdzisław Iwański – prezes gminnej spółki MOSiR, a zarazem członek rady nadzorczej Górnika Zabrza – od kilku tygodni nie potrafi zająć jednoznacznego stanowiska w sprawie wywieszonego na jego obiekcie baneru reklamowego gazety, należącej do Adama Kołodziejskiego – szefa prezydenckiej rady gospodarczej. Iwańskiemu nie przeszkadza, że gazeta -choć jedna z wielu na rynku pisząca o klubie – uzurpuje sobie prawo do określania siebie w kampanii reklamowej jako “wyłączny partner prasowy Górnika Zabrze”.

- Baner jest wywieszony na podstawie podpisanej umowy, która obowiązywać będzie jeszcze przez rok. Jeśli nie ma na nim obraźliwych haseł, nie widzę podstaw, by ingerować w treści reklamowe prywatnych podmiotów – oznajmił nam Iwański. - O ile sama gazeta się do mnie w tej sprawie nie zwróci, nie widzę podstaw, by cokolwiek robić.

Iwański ma jednak nie tylko swoje obowiązki jako szef MOSiR-u, ale również jako członek rady nadzorczej Górnika. I z tej racji chyba można już spodziewać się jakiejś reakcji, wszak dochodzi do nadużywania symbolu i nazwy klubu… - Na najbliższym posiedzeniu rady nadzorczej zgłoszę ten temat do dyskusji, bo warto mu się przyjrzeć. Poproszę o wyjaśnienia zarząd klubu, jak sytuacja wygląda od strony formalnej, jakie są umowy i co zamierza się w tej sprawie zrobić- odparł nam nieco wymijająco prezes Iwański.

Podkreślmy, że w piśmie skierowanym do redakcji GŁOSu sam Kołodziejski osobiście zapewnił, iż jego gazeta nie jest wyłącznym partnerem prasowym Górnika…

Tymczasem ustaliśmy, jakie mogą być przyczyny tego, iż władze klubu nie reagują na zachowanie gazety Kołodziejskiego i milcząco je akceptują. Otóż spółka wydawnicza stała się cichym i marginalnym, ale jednak udziałowcem Górnika Zabrze. Akcje odkupiła od syndyka masy upadłości spółki Polind. Obecny udział spółki prasowej w majątku Górnika to… 0,06 proc. Informacja ta – potwierdzona przez nas u wiceprezydenta Krzysztofa Lewandowskiego – nigdzie nie została dotąd upubliczniona. Nazwa firmy w ogóle nie figuruje np. na stronie internetowej Górnika Zabrze w zakładce prezentującej udziałowców. Tak więc Kołodziejski stał się nie tylko partnerem prasowym, ale i biznesowym dla klubu. Szkoda tylko, że przy tej okazji sam Górnik – w którym podmioty gminne mają zdecydowaną większość – stał się narzędziem zwalczania konkurencji na rynku prasy, m.in. nie przydzielając pierwotnie akredytacji na swoje mecze naszej redakcji.

Całość: http://www.gloszabrza24.pl/