Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

10-10-2012, 21:11

“Skowroński jest gospodarzem przy Foksal? Niech pozamiata”  »

Wprost.pl
Amelia Panuszko
10-10-2012

Prezes SDP powinien mieć równy dystans do każdej partii politycznej. Bo przecież tu nie chodzi o wiarygodność Skowrońskiego jako prywatnej osoby tylko o wiarygodność całej organizacji. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ma być prezesem, jak to się ładnie mówi, wszystkich dziennikarzy – mówi Bartosz Ławski, sekretarz Zarządu Oddziału Warszawskiego SDP.

30 członków warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wezwało Krzysztofa Skowrońskiego do ustąpienia ze stanowiska prezesa SDP. Pod apelem wzywającym go do ustąpienia podpisało się już ponad 80 osób, w tym dziennikarze z innych oddziałów SDP. Skowroński bronił się tym, że jako gospodarz „domu przy ulicy Foksal” miał  do tego prawo a całą zaistniałą sytuację odebrał jako przyczynek do dyskusji o tym, czym jest niezależne dziennikarstwo.

Amelia Panuszko, Wprost.pl: Krzysztof Skowroński tłumaczył mediom, że jako prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich jest jednocześnie „gospodarzem domu przy ulicy Foksal” więc jako gospodarz może występować w tym miejscu kiedy chce. 

Bartosz Ławski, Sekretarz Zarządu Oddziału Warszawskiego SDP: Jest gospodarzem domu? To może niech pozamiata. 

A poważnie, będziecie dyskutować z prezesem czym jest niezależne dziennikarstwo?

Pewnie, mało tego – jeśli prezes nie zwoła takiej debaty to my to zrobimy jako oddział warszawski SDP. 

I udowodnicie, że Skowroński prowadząc tę konferencję zachował się nieetycznie? 

Art. 21 Kodeksu Etyki Dziennikarskiej SDP brzmi: “Angażowanie się dziennikarzy w bezpośrednią działalność polityczną i partyjną jest również przejawem konfliktu interesów i należy wykluczyć podejmowanie takich zajęć oraz pełnienie funkcji w administracji publicznej i w organizacjach politycznych”. 

Zwolennicy Skowrońskiego zarzucają wam, że nie o etykę wam idzie a to, że wszyscy macie „antypisowską fobię”. Napisała tak m.in. Barbara Petrozolin-Skowrońska.

Matka Krzysztofa Skowrońskiego. Zresztą ona była szefową komisji skrutacyjnej, czyli tej, która liczyła głosy podczas jego wyboru na prezesa SDP. A odpowiadając na pytanie to mogę tylko powiedzieć, że ręce mi opadły i na tym w zasadzie kończy się dyskusja.  

A macie fobię antypisowską?

Ale to nie o to chodzi. Argument, że mamy fobię antypisowską świadczy albo o kompletnym niezrozumieniu istoty sporu albo jest wyciągany celowo. Bo my wyraźnie mówimy, że  jakiejkolwiek partii, a nie Prawa i Sprawiedliwości. 

Skowroński zadeklarował, że jeśli Janusz Palikot by go poprosił, to on by się również zgodził.  

Krzysztof Skowroński

Ależ właśnie nie powinien. Ani, ani. Do każdej partii politycznej prezes SDP powinien mieć równy dystans. Bo przecież tu nie chodzi o wiarygodność Skowrońskiego jako prywatnej osoby tylko o wiarygodność całej organizacji. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ma być prezesem, jak to się ładnie mówi, wszystkich dziennikarzy. Nie odmawiam prezesowi ani dorobku, ani wiedzy, ani nawet tego, że gdzieś tam głęboko jest uczciwym człowiekiem i wierzy w poglądy, które głosi. Mam osobiście żal, że wbrew temu co obiecywał przed wyborami nie potrafił się ponad to wznieść.  

A ten argument jest nietrafiony z jeszcze jednego powodu. Każda partia polityczna, nieważne czy rządząca czy opozycyjna, taką organizację jak SDP chętnie by przytuliła, pogłaskała i jeszcze dała cukierka. Tylko, że ten cukierek jest zatruty. Dlaczego? Z prostej przyczyny – w tej chwili SDP w sposób nie ukrywający tego współpracuje z partią opozycyjną. Wszystkich, którzy się temu sprzeciwiają nazywa sługusami reżimu. Trąbią, że dziennikarze są od patrzenia władzy na ręce. Ale przecież, ta partia wkrótce może rządzić. I co wtedy? Bardzo jestem ciekaw, jak moi koledzy z prezesem SDP na czele, będą się czuli kiedy im będzie można przypiąć łatki sługusów reżimu. Poza tym na czyje ręce oni wtedy będą patrzeć? I czy będą w tym wiarygodni?

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w 2011 r. przez dwa miesiące ta sala była wynajęta przez Platformę Obywatelską. Odbywały się tam ich wiece wyborcze i konferencje. Prezesem była wtedy jeszcze Krystyna Mokrosińska i ona tam w tamtym czasie nawet jednej nogi nie postawiła. I nie dlatego, że nie lubi PO czy też, że ich lubi. A dlatego, że salę wynajęła komercyjnie partia polityczna. Prezes SDP nie ma prawa firmować swoją twarzą działań żadnej partii politycznej. Jeżeli zostało się prezesem dziennikarzy polskich to trzeba mieć w sobie dość siły i charakteru by w szufladzie zostawić swoją “legitymację”. To nie jest i nie może być stowarzyszenie dziennikarzy zaprzyjaźnionych z PiS.

Podczas waszej konferencji zastępca redaktora naczelnego “Uważam Rze” Michał Karnowski powiedział jeszcze mocniej: że wasza konferencja jest polityczną zadymą inspirowaną przez “Gazetę Wyborczą”.

On to wykrzyczał wręcz. I teraz Karnowski przed sądem będzie musiał wskazać te inspiracje i powiązania. Skoro tak powiedział, a jest przecież dziennikarzem, to znaczy, że ma na to dowody i wie co mówi. 

Ile osób podpisało się pod tym protestem?

Stan na dziś 81 osób. 

Mało.

I mało i dużo. Na zjeździe delegatów obecnego prezesa wybrano sześćdziesięcioma ośmioma głosami. 

I co teraz?

Prezes SDP Krzysztof Skowroński jest członkiem warszawskiego oddziału SDP dlatego też jego sprawę powinien zbadać nasz oddziałowy rzecznik dyscyplinarny, i – jeśli stwierdzi naruszenie Kodeksu Etyki – skierować sprawę do Sądu Dziennikarskiego, także na szczeblu oddziału. Naczelny Sąd Dziennikarski byłby w tej sytuacji ewentualną instancją odwoławczą. Co prawda Statut SDP stwierdza, że członkowie władz podlegają jurysdykcji od razu Naczelnego Sądu, ale tylko w przypadku  spraw, wniesionych przez Zarząd Główny lub Główną Komisję Rewizyjną, dotyczących osób pełniących funkcje we władzach Stowarzyszenia. Dlatego tak czy inaczej zaczniemy od zwrócenia się do rzecznika oddziałowego.

Całość: http://www.wprost.pl/ar/352031/Skowronski-jest-gospodarzem-przy-Foksal-Niech-pozamiata/?pg=0

10-10-2012, 19:39

Skowroński vs Meller  »

Newsweek.pl
Marcin Meller
10-10-2012

Nie zapisuję się do PiS, nie będę jedynką do europarlamentu. Nie straciłem tego, co mam w środku. A w środku mam wolność.

Newsweek: Czyś ty oszalał, żeby wystąpić jako prowadzący imprezę PiS?

Krzysztof Skowroński: Nie. Jestem prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, gospodarzem domu przy ulicy Foksal i jako gospodarz mogę występować w tym miejscu wtedy, kiedy zechcę.

Newsweek: Jakby cię Palikot poprosił, tobyś wystąpił?

Krzysztof Skowroński: Jeżeli miałby bardzo ważną konferencję i zapytałby, czy mogę ją otworzyć jako gospodarz – tak. Przed tym ostatnim zdarzeniem może bym odmówił, a teraz pewnie nie. Chociaż się zastanawiam nad tym wszystkim, co się zdarzyło.

Krzysztof Skowroński

Powiedziałem: “Dzień dobry, jestem Krzysztof Skowroński, jestem prezesem SDP i gospodarzem tego miejsca. Proszono mnie, bym ułatwił państwu zadanie, czyli zadawanie pytań panu profesorowi. Gdzieś tu powinien być mikrofon…”. To są moje słowa.

Newsweek: Krzysiek, błagam cię, jesteś dziennikarzem ponad 20 lat. Nie zdawałeś sobie sprawy z konsekwencji? Ledwie się pojawiło twoje zdjęcie obok profesora Glińskiego, a Łukasz Warzecha, człowiek pewnie bliższy ci światopoglądowo niż ja, zapytał: “Co tam robi Krzysiek Skowroński?”.

Krzysztof Skowroński: To zapytaj Łukasza Warzechy.

Newsweek: Dobrze, ale czytałem też komentarze np. Pawła Lisickiego, generalnie grzeczne, ale pełne zdziwienia.

Krzysztof Skowroński: Słuchaj, mam cytować kodeksy etyki dziennikarskiej? Co to jest powołanie dziennikarzy, co to jest misja dziennikarza? Co dziennikarz ma zrobić? Ułatwić. I to było ułatwienie komunikacji społecznej. I jeżeli chodzi o to, czy prezes SDP, czy dziennikarz mógł tam wystąpić? Mógł. Czy straciłem niezależność dziennikarską? Nie straciłem niezależności, bo jestem niezależnym dziennikarzem.

Newsweek: Ale może straciłeś część wizerunku dziennikarskiego?

Krzysztof Skowroński: Przepraszam, czy od czasu mojego pobytu w Trójce nie jest tak, że przypisano mi pewien wizerunek i mam ten sam wizerunek, który miałem?

Newsweek: Tydzień wcześniej prowadziłeś imprezę gospodarczą PiS. Nie w SDP, czyli nie byłeś gospodarzem budynku…

Krzysztof Skowroński: Nie byłem.

Newsweek: … a dawałeś swoją twarz na imprezie partii politycznej.

Krzysztof Skowroński: Tak. I tam się przedstawiłem tak: “Krzysztof Skowroński, Radio Wnet”. Zostałem poproszony o to, żeby poprowadzić. Zgodziłem się od razu.

Newsweek: Czym innym jest sytuacja, kiedy Krzysztof Skowroński prowadzi debatę polityczną polityków z różnych stron, a co innego, kiedy…

Krzysztof Skowroński: Ale co? Że był Osiatyński, Gomułka, 30 innych profesorów?

Newsweek: Na zaproszenie Jarosława Kaczyńskiego.

Krzysztof Skowroński: No i co z tego? Czy oni są z PiS w takim razie? Gomułka jest z PiS? Osiatyński jest z PiS? Miałem wykonywać rzetelnie swoje zadanie i ja to zadanie rzetelnie wykonałem. Byłem obiektywny, byłem sprawiedliwy, wszystkim dałem głos. Moje miejsce dziennikarskie to jest Radio Wnet i Spółdzielcze Media Wnet. Nie robię kariery politycznej. Ani nie zapisuję się do PiS.

Newsweek: Nie masz takich planów?

Krzysztof Skowroński: Nie mam. Nie będę też jedynką do europarlamentu. A może będę? Co? To bardzo dobry pomysł. Żartuję.
Ta druga propozycja wynikała pewnie z pierwszej. Na obie się zgodziłem i żadnej się nie wstydzę. Nie ma żadnej transakcji w tym wszystkim. Nikt mi nie zapłacił. I nie będę się wstydził, niezależnie od tego, co będzie mówione na ten temat, bo nie straciłem tego, co mam w środku, a w środku mam wolność.

Newsweek: Krzysiek, w następnej dyskusji, kiedy zabierzesz głos, będziesz słyszał: „A tam, to ten pisowski dziennikarz”.

Krzysztof Skowroński: Mogę ci, jeśli chcesz, powiedzieć, na czym polega system manipulacji w Polsce.

Newsweek: Proszę bardzo.

Krzysztof Skowroński: System manipulacji w Polsce jest bardzo prosty. Najpierw jest definicja Jarosława. Do tego potem dochodzą cechy PiS. Że to ci, którzy chcą wybudować system totalitarny, którzy budowali państwo opresyjne, ci, którzy zajmują się katastrofą smoleńską, ci, którzy są nacjonalistami, ci, którzy są nietolerancyjni… I to jest definicja. A potem trzeba ludzi zapuszkować; powiedzieć: “Mieszkasz w puszce PiS”.

Newsweek: Donald Tusk i jego ludzie to zdrajcy?

Krzysztof Skowroński: [dłuższa cisza] Nie… Nie zdrajcy.

Newsweek: Niszczą Polskę?

Krzysztof Skowroński: Bezmyślni. Bez wyobraźni, bez planu, bez działania. Nie prowadzą samodzielnej polityki, ani zagranicznej, ani gospodarczej, niewiele rozumieją.

Newsweek: Czy Polska jest kondominium rosyjsko-niemieckim?

Krzysztof Skowroński: [dłuższa cisza] Polska… nie jest kondominium rosyjsko-niemieckim, ale jest tak, że na politykę polską zdecydowanie wielki wpływ ma to, co robią Niemcy, a Niemcy mają bardzo potężne interesy w Rosji. To znaczy, że Polska nie ma własnej polityki.

Newsweek: Czy wpływ Niemiec na politykę Polski jest szkodliwy dla Polski?

Krzysztof Skowroński: Ty mnie pytasz jak polityka, a ja nie jestem politykiem! Nawet nie jestem komentatorem spraw politycznych. Ja jestem facetem, który rozmawia z rolnikami.

Newsweek: Uciekasz.

Krzysztof Skowroński: Nie. Jestem antyglobalistą. Jestem liberałem w znaczeniu gospodarczym. Jestem konserwatystą, jeśli chodzi o sferę normowania obyczajów przez prawo. Przeciwko aborcji. Przeciwko ślubom homoseksualistów. I może najważniejsza rzecz – jestem człowiekiem wierzącym. I jeszcze do tego ojcem czworga dzieci.

Newsweek: To podziwiam.

Krzysztof Skowroński: I spółdzielcą. To jest też bardzo ważne.

Newsweek: Krzysztof Skowroński z początku lat 90. to raczej liberał, ale obyczajowy, niewierzący. Byłeś sceptycznym, sarkastycznym, ironicznym, warszawskim (może nawet warszawkowatym) liberałem, takim, jak ci, co później tworzyli Unię Demokratyczną, Unię Wolności.

Krzysztof Skowroński: Nie zgadzam się. Byłem po prostu hulającym młodym człowiekiem, który niespecjalnie się nad pewnymi sprawami zastanawiał. Nie byłem człowiekiem niewierzącym, tylko nie chodziłem do kościoła.

Newsweek: Staram się zrozumieć tę przemianę: Krzysztof Skowroński, dziennikarz Radia Zet z lat 90. i Krzysztof Skowroński w roku 2012.

Krzysztof Skowroński: Tak, któremu Andrzej Woyciechowski w 1991 roku mówi: “Idź do Porozumienia Centrum Kaczyńskich, bo ty ich lubisz”. To jest 1991 rok i jestem w sztabie Porozumienia Centrum w czasie kampanii wyborczej.

Newsweek: No ale jesteś tam jako dziennikarz.

Krzysztof Skowroński: Jako dziennikarz Radia Zet. Człowiek jest konsekwentny. Najpierw naturalnym bohaterem jest Mazowiecki, a potem idziesz na wiec Wałęsy i sobie myślisz, czego oni od tego Wałęsy chcą? I Wałęsa staje się naturalnym bohaterem. A potem kto się zmienia i co się zmienia? A powiedz mi, kogo masz w salonie i czy przypadkiem w salonie nie masz tych osób, które wykluczyłeś z salonu – a nie ma tam np. Wildsteina i Lisickiego?

Newsweek: Są w prawicowym salonie.

Krzysztof Skowroński: Dobrze, ale ja mówię o 1989 r. A masz: Marka Siwca, Aleksandra Kwaśniewskiego, wszystkich jego kolegów.

Newsweek: W 1989?

Krzysztof Skowroński: Nie, teraz! To znaczy, ci wszyscy, którym wtedy nie podałbyś ręki, teraz są w salonie. A tamtych nie ma. I to nie dziwi Marcina Mellera i nie zastanawia się: “Cholera, to może ja coś źle myślę?”. Tylko mówi sobie: “Ten Skowroński wystąpił na konferencji PiS. Jak on śmiał!”.

Newsweek: Można się spotkać z taką interpretacją twojej drogi, że odrzucony przez medialny salon dostałeś pomocną dłoń z prawej strony i cię zasysa.

Krzysztof Skowroński: Jest nieprawdziwa. Zawsze byłem zwolennikiem lustracji, zawsze byłem zwolennikiem dekomunizacji.

Newsweek: Jak cię usuwano z Trójki, napisałem list w twojej obronie, argumentując, że przywróciłeś Trójce inteligencki charakter. Oczywiście z prawej strony zebrać podpisy – żaden problem. Ale z tej drugiej było bardzo trudno. Wiele osób mówiło mi, że nawet niby się zgadzają, ale te pisowskie klimaty. Jedną z osób, która bez wahania podpisała, był Cezary Łazarewicz, wtedy w „Polityce”, którego teraz nominowałeś do Hieny Roku za artykuł w “Newsweeku” o ojcu Jarosława Kaczyńskiego.

Krzysztof Skowroński: Ale wiesz co, nominacja do Hieny teraz, po tej burzy, wygląda inaczej. To nie jest Hiena…

Newsweek: Błagam cię, Krzysiek, nominujesz kogoś do kanalii roku i mówisz, że to jest zaproszenie do dyskusji.

Krzysztof Skowroński: To jest wskazanie. To nie jest Hiena Roku, to jest pokazanie…

Newsweek: Nie, no, proszę cię…

Krzysztof Skowroński: Ja zostałem od razu zaklasyfikowany. Ciebie to nie oburza. W przypadku Łazarewicza to cię oburza. Powinieneś tak samo traktować te dwa przypadki. Oba są przypadkami do dyskusji. Cezaremu Łazarewiczowi zresztą zaproponowałem taką dyskusję.

Newsweek: Po nominowaniu go do Hieny Roku.

Krzysztof Skowroński: Po. Tak. Ja też jestem po. I wcześniej nikt ze mną nie dyskutował na ten temat.

Newsweek: Nikt cię nie nominował, była krytyka. Proszę bardzo, mogą być bardzo krytyczne głosy o tekście Łazarewicza, ale to było od razu rzucenie obelgi.

Krzysztof Skowroński: Ok. W porządku. Zgadzam się, zastanawiam. Może SDP nie powinno przyznawać Hieny Roku, może powinno się wycofać, powiedzieć: w ogóle nie ma Hieny. Powinna być dyskusja. Normalna dyskusja. Ja tego nie traktowałem jako czegoś bardzo piętnującego.

Newsweek: No jak nie?!

Krzysztof Skowroński: Czytałeś tekst Tomasza Lisa “Też chcę dostać Hienę”?

Newsweek: Bo bronił swojego kolegi dziennikarza, oburzony, że piętnuje się go za tekst…

Krzysztof Skowroński: To ci przeczytam 20. punkt kodeksu etyki: “Dziennikarz zobowiązany jest chronić prywatność każdego człowieka, chyba że osoba sama ujawnia swoją prywatność, (…) może natomiast ujawniać szczegóły z życia prywatnego osób pełniących funkcje publiczne w zakresie niezbędnym do oceny przydatności do pełnienia funkcji lub sposobu jej wykonywania”.

Newsweek: Krzysiek, dobrze i wracamy do tego, że następuje stygmatyzacja dziennikarza za napisany przez niego tekst. Potraktowanie go uwłaczającą obelgą, bo hiena w języku…

Krzysztof Skowroński: Nominacja, Marcin..

Newsweek: A nie jesteś w stanie się z tego wycofać?

Krzysztof Skowroński: Wiesz co? Ja nie… To jest decyzja ciała kolegialnego, jakim jest zarząd SDP. Co to jest dyskusja? To skłonność człowieka do powiedzenia: “Przepraszam. Myliłem się”. Taką deklarację oczywiście mogę złożyć. Że siada Marcin Meller, Cezary, ktoś jeszcze, z drugiej strony siadają ci, co przyznali nominację, bierzesz kogoś, kto mówi: “Panowie, wprawdzie zdarzyło się to i to, ale tekst nie zasługuje na Hienę, bo to jest za dużo”. Ci skłonni do tego mówią wtedy: „Przepraszam”. A ty piszesz – SDP przeprosiło Łazarewicza. I koniec kropka. Sprawa jest zamknięta. Nie dość, że niewinnego człowieka oskarżyli, to jeszcze go przeprosili. On jest podwójnie
niewinny wtedy.

Newsweek: Dla mnie to jest rodzaj szantażu: nie tykajcie Jarosława, bo was potraktujemy Hieną.

Krzysztof Skowroński: Nieprawda! To nie jest tak. Te dwa zdarzenia (czyli Hiena i konferencja) wyrwały SDP z letargu. SDP jest ważną organizacją i wyrzucenie prezesa SDP na drodze demokratycznej jest absolutnym prawem wszystkich dziennikarzy. Tylko trzeba uznać, że są kodeksy etyki dziennikarskiej i że mamy ich przestrzegać. Co się stało, to się nie odstanie. Natomiast podkreślam otwartość na rozmowę, z możliwością powiedzenia: tak, przepraszam, przepraszamy. W ogóle w grę wchodzi też zastanowienie się, jak ta Hiena powinna funkcjonować, czego powinna dotyczyć.

Newsweek: Pokażę ci dziesiątki przykładów strasznych rzeczy, które piszą prawicowi dziennikarze, na przykład, że Lis byłby szmalcownikiem w czasie wojny, oskarżanie o zdradę, oskarżanie o krew na rękach i tu nikt nie dostał nominacji do Hieny. Dlatego wraca pytanie o twoje zaangażowanie się po jednej stronie w wojnę polityczną i mówienie: jestem przewodniczącym SDP, jestem niezależny, jestem wolny wewnętrznie.

Krzysztof Skowroński: [długa cisza] Wiesz co… [cisza] …zastanawiam się, od czego zacząć odpowiedź na takie pytanie. Jest prawdą, że jest strona, która ma nieporównywalnie większą siłę medialną.

Newsweek: Mówisz o tak zwanej mojej stronie.

Krzysztof Skowroński: My nie jesteśmy po żadnej stronie. Zostaliśmy w to wrzuceni. Ale tak, mam na myśli dominujące media, niezwykle wyrozumiałe dla rządzących i niezwykle surowe dla opozycji.

Newsweek: Mówisz, że nie jesteś politykiem, ale jednak jakieś marzenia masz. Jeżeli PiS przejmie władzę, to będzie lepiej?

Krzysztof Skowroński: Ale moje marzenia nie zaczynają się ani nie kończą na żadnym PiS.

Newsweek: To zostawmy PiS. Jakiej byś chciał Polski?

Krzysztof Skowroński: Chciałbym Polski, w której płaci się minimalne podatki i jest jak najmniej przepisów i zakazów, koncesji, wszystkiego, co krępuje życie gospodarcze. Chciałbym Polski, w której największym pracodawcą nie jest samorząd ani rząd, tylko kapitalizm rozwija się organicznie. Chciałbym Polski, w której Polacy zarabiają jak najwięcej, a nie jak najmniej.

Newsweek: Wszyscy tego chcą.

Krzysztof Skowroński: Chciałbym Polski, w której Polacy nie są tanią siłą roboczą. Chciałbym Polski, w której wykorzystuje się źródłową energię Polaków i daje tej energii możliwość ekspansji. Takiej chciałbym Polski! W której nie mądrzą się skompromitowani faceci, Polski wolnej od KGB, służb specjalnych, podsłuchów. Chciałbym szczęśliwej krainy, w której Marcin Meller i Krzysztof Skowroński rozmawiają, głosując w jednomandatowych okręgach wyborczych i nie mają z tym żadnego kłopotu.  W ogóle żadnych kłopotów nie mają związanych z polityką. Takiej bym chciał Polski.

Newsweek: W większości to mógłbym się pod tym podpisać.

Krzysztof Skowroński: No właśnie. Problem polega tylko na tym, że ja uważam, iż kto inny jest bliżej tej drogi, którą powinna Polska zmierzać. Na scenie politycznej najbliższy jej jest Jarosław Kaczyński. A ty uważasz coś innego. No i tyle.

Całość: http://polska.newsweek.pl/skowronski-vs-meller,96842,1,1.html

10-10-2012, 19:12

Muzyczny kanał Fresh TV nie powstanie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
10-10-2012

Muzyczna stacja Fresh TV, której uruchomienie planował nadawca stacji TVS, na razie nie wystartuje – Projekt został zawieszony – mówi Wirtualnemedia.pl Arkadiusz Hołda, prezes TVS.

Arkadiusz Hołda

Kanał miał pierwotnie ruszyć w I kwartale br., ale nadawca miał problem ze znalezieniem miejsca dla niego na satelicie. Wówczas informował, że Fresh TV wystartować może pod koniec tego roku. Teraz wiemy, że to na pewno nie nastąpi.

- Analizując liczbę stacji muzycznych, które ostatnio powstały i kurczący się rynek reklamowy zdecydowaliśmy o zawieszeniu projektu – mówi nam Arkadiusz Hołda.

W ostatnich czterech latach nadawanie rozpoczęło kilka nowych kanałów muzycznych, m.in. Rebel:tv, TV.Disco, Eska TV czy Polo TV. Ta ostatnia telewizja była we wrześniu br. liderem oglądalności wśród tej kategorii kanałów.

Kanał Fresh TV miał prezentować m.in. muzykę taneczną, hip hop i rock. Twarzą stacji miał zostać DJ Adamus, a kanał miał być niekodowany.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/muzyczny-kanal-fresh-tv-nie-powstanie

10-10-2012, 14:36

II edycja Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego  »

PAP
10-10-2012

II edycja Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego

Polska Agencja Prasowa SA zaprasza dziennikarzy i fotoreporterów do udziału w II edycji Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Nagroda zostanie przyznana polskim dziennikarzom i fotoreporterom, którzy opublikowali w polskich mediach materiały tekstowe, dźwiękowe, wideo lub fotografie o charakterze informacyjno-reporterskim w roku 2011.

Zwycięzca każdej z czterech kategorii otrzyma nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego jest przyznawana polskim dziennikarzom za obiektywizm, rzetelność, poprawność językową, dociekliwość oraz szybkość przekazu informacji w następujących kategoriach:
• materiał tekstowy
• materiał dźwiękowy
• materiał wideo
• materiał fotograficzny

Kandydatury należy zgłaszać do Polskiej Agencji Prasowej, materiały należy przesłać do 31 października 2012 r.

Szczegółowe informacje znajdują się w regulaminie Nagrody na stronie www.pap.pl

Kontakt: tel. 22 509 25 55 lub nagrodapap@pap.pl

Całość: http://www.pap.pl/palio/html.run? _Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=kapuscinski.konkurs&dz=prawa_szpalta.nagroda_kapuscinsk iego&_CheckSum=-974673428

09-10-2012, 18:14

Kurkiewicz i Piątek żegnają się z “Przekrojem”. “Polityczna decyzja, brak wsparcia Presspubliki”  »

tw
09-10-2012

W ostatnim numerze “Przekroju” odchodzący redaktor naczelny Roman Kurkiewicz i felietonista Tomasz Piątek piszą o powodach fiaska lewicowo-liberalnej koncepcji pisma. Z redakcją żegnają się też  Aleksandra Bilewicz i Julia Kulisa.

Okładka "Przekroju"

Roman Kurkiewicz kierował redakcją “Przekroju” od początku br. i w tym okresie tygodnik miał mocno lewicowy profil. W swoim pożegnalnym tekście Kurkiewicz opisuje to następująco.

“Wydawaliśmy tygodnik taki, jaki chcieliśmy, taki, jaki wydawał się nam konieczny, potrzebny, pożądany, oczekiwany. Taki, który był radykalnie odmienny od innych tytułów. Który wyrażał naszą ciekawość, formułował nasze oczekiwania, konstruował postulaty wobec świata polityki, wobec naszej kultury codziennej, który opisywał nasze troski, lęki i marzenia. Dostaliśmy propozycję, żeby robić tygodnik lewicowy, i na ile było to możliwe, robiliśmy to. Zagarniając szeroko punkty widzenia, historie, patologie, nadużycia, nabijając się z silnych tego świata, nie bojąc się mocnych słów, kiedy to było konieczne”.

Kurkiewicz przyznaje jednocześnie, że grupa odbiorców takiego pisma nie była zbyt szeroka.

“To jednak nie był tygodnik dla wszystkich, nie tylko dlatego, że takich po prostu nie ma. To nie był tygodnik dla “scyniczniałych” fachowców od “mediów”, dla funkcjonariuszy nieistniejących obiektywizujących standardów, dla letnich, zobojętniałych znawców wszystkiego, czyli niczego, dla niezaangażowanych gapiów, bo już nawet słowo “widz” jest na wyrost. To nie był tygodnik dla bezkrytycznych piewców polskiej drogi neoliberalnego kapitalizmu, ślepych na wartości, jakie niesie wspólnota: państwowa, miejska, środowiskowa. To nie był tygodnik dla tych, którzy znajdowali uzasadnienie i racje dla polityki dopuszczającej torturowanie ludzi w Polsce. To nie był tygodnik dla męskich macho. To nie był tygodnik dla najemników w stopniach redaktorów. Wygląda na to, że to oni podejmowali decyzję o naszej przyszłości, a raczej jej braku”.

W rozmowie z serwisem Lewica24.pl Kurkiewicz twierdzi, że od początku br. zupełnie zmieniła się grupa odbiorców “Przekroju”.

“Zdecydowana większość czytelników, którzy kupowali nasz pierwszy numer w styczniu 2012 roku, nie kupowała już tego pisma we wrześniu i na początku października. W styczniu sprzedawaliśmy około 24 tysięcy przy nakładzie 60 tysięcy, w lipcu – 20 tysięcy przy nakładzie 45 tysięcy. To znaczy, że pozyskaliśmy kilkadziesiąt tysięcy nowych czytelników, ale tego nikt nie badał, nikt nie był zainteresowany merytoryczną i kompetentną analizą wyników sprzedaży, zmianą profilu czytelniczego i tym podobnymi sprawami”.

Winą za niskie wyniki sprzedażowe “Przekroju” Roman Kurkiewicz obarcza wydającą pismo Presspublikę. “Byliśmy pismem zbyt małym objętościowo, za drogim, robionym przez zbyt mały zespół i bez jakiejkolwiek promocji” – mówi serwisowi Lewica24.pl. “Od wydawcy nie dostawaliśmy żadnego wsparcia. Decyzje o tym, jak “Przekrój” mógłby wychodzić, jak mógłby wyglądać, leżały wyłącznie po stronie wydawcy. Te decyzje nigdy nie zostały podjęte” – dodaje. „Pracowaliśmy w obcym sobie – delikatnie mówiąc – środowisku ideowym i politycznym. “Przekrój” krytyczny wobec tak wielu sfer establishmentu nikomu nie był na rękę. Odbieram decyzję o zamknięciu naszego ‘Przekroju’ jako stricte polityczną” – ocenia Kurkiewicz.

Odchodzący naczelny “Przekroju” zwraca jednak uwagę, że dobre wyniki pismo osiągnęło w internecie: „W styczniu mieliśmy 42 tysiące korzystających ze strony “Przekroju”, we wrześniu – 52 tysiące. Jeśli chodzi o fejsbukowy profil, byliśmy tak zwanym drugim fanapejdżem w Polsce.

W bieżącym numerze „Przekroju” z jego czytelnikami żegna się też pisarz Tomasz Piątek, który zamieszczał w piśmie felietony. Wyliczając najważniejsze problemy współczesnego świata, Piątek zaznacza: „O tym wszystkim chcieliśmy pisać w ‘Przekroju’. Okazało się, że Polaków to nie interesuje, nawet polskiej inteligencji”. Zaraz też dodaje: „Kiedy to piszę, słyszę, jak śmieje się z nas zwycięska polska prawica. Tyle że to jest radość pasażera, któremu udało się zająć lepszą kajutę na tonącym statku”.

Z redakcji „Przekroju” na pewno odchodzą również dziennikarki Aleksandra Bilewicz i Julia Kulisa. Ogółem pismo przygotowywało w ostatnim czasie 10 dziennikarzy i redaktorów.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/kurkiewicz-i-piatek-zegnaja-sie-z-przekrojem-polityczna-decyzja-brak-wsparcia-presspubliki

06-10-2012, 10:52

Smolorz: Fabryka Silesia, czyli jak przydaje się konkurencja  »

Dziennik Zachodni
Michał Smolorz
06-10-2012

Ukazał się drugi numer kwartalnika “Fabryka Silesia”. Pismo wychodzi ledwie w 1300 egzemplarzach, a już zdążyło rozhuśtać emocje i pobudzić reakcje – a jakże – “reakcjonistów”, którym każde spojrzenie na Śląsk szersze od krupnioka chwieje polską racją stanu.

Michał Smolorz

Już widać, jak dalece pojawienie się intelektualnej konkurencji zburzyło zatęchłe, często zmurszałe przyzwyczajenia, zakłóciło prowincjonalne ciepełko i  zmusiło do myślenia. A to w górnośląskim grajdołku jest rzadkością.

Już odezwali się dzwonnicy trwogi, że publiczne dotacje topi się w nowe regionalne pismo społeczno-kulturalne, gdy stare ledwo dyszą – zwłaszcza miesięcznik “Śląsk” Tadeusza Kijonki.

Tymczasem konkurencja do publicznej szkatuły bynajmniej “Śląskowi” nie zaszkodziła, rzekłbym nawet, że bardzo pomogła. Pismo to od samego początku było ostoją myślowej konserwy i twardo stało na straży paradygmatów utrwalonych w PRL-u. Cała ta ideologia “prastarych ziem piastowskich”, “pokoleń bojowników o wyzwolenie narodowe i społeczne” i “wrogiej kultury niemieckiego zaborcy” miała w miesięczniku najtrwalszą ostoję.

Do dziś pamiętam założycielskie zebranie Górnośląskiego Towarzystwa Literackiego (które jest wydawcą pisma) z końca 1992 roku. Po przedstawieniu idei stowarzyszenia przez red. Kijonkę, z sali odezwał się jeden głos, pełen najszczerszej obawy: “A co będzie, jeśli zechcą do nas przystąpić Hupka i Czaja?”

Od tego czasu skład GTL się zmienił, Czaja i Hupka pomarli, ale nad “Śląskiem” długo wisiały te trujące opary, redakcja niezmiennie stała z bronią u nogi, by w każdej chwili dać odpór każdemu, kto w jej opinii narusza jedyną dopuszczalną wizję śląskości. Dość powiedzieć, że kilku prominentnych aktywistów z tego klubu storpedowało ideę postawienia pomnika Grundmannowi i Holtzemu – założycielom miasta Katowice. A tu proszę: ledwie na rynku pojawiło się nowe pismo adresowane do tego samego czytelnika, a miesięcznik “Śląsk” jak za dotknięciem różdżki zasypuje okopy, w których dotąd siedział. Otwiera się na nowe idee, publikuje różne przemyślenia i w ogóle jakby narodził się na nowo. Chyba po latach wrócę do prenumeraty, tak bardzo zajął mnie ostatni numer. Niech ktoś jeszcze powie, że konkurencja szkodzi.

Ale to nie wszystko. W tym samym czasie (w przypadek nie wierzę) na rynek regionalnych periodyków wszedł katowicki Instytut Pamięci Narodowej, który wydał pierwszy numer swojego “Czasypisma” (to nie pomyłka, taki tytuł). Na razie to tylko półrocznik, ale za to solidny w objętości (ponad 200 stron), a nade wszystko wykraczający poza IPN-owską sztampę. Owszem, sporo tu specialités de la maison tej instytucji, czyli pokłosia działań PRL-owskiej policji politycznej, ale są one wkomponowane w szersze tło historyczne i dobrze uzupełniają ogólnie znany opis dziejów. Są też opracowania stricte historyczne, nawiązujące do różnych ważnych wydarzeń z XX wieku, są teksty poznawcze, edukacyjne, który każdy powinien przeczytać. Zwłaszcza otwierający numer artykuł dr. Piotra Greinera “Mapa i terytorium, albo co to tak naprawdę jest Górny Śląsk”. Dyrektor Archiwum Państwowego daje nam syntetyczny wykład, jak prawidłowo kreślić granice regionu i kieruje go do dziennikarzy i polityków, którzy w swej większości o tym, co jest, a co nie jest Śląskiem, pojęcie mają mgliste.

Jednak artykuł Greinera powinni przeczytać nie tylko dziennikarze i politycy, także niektórzy historycy, w tym dr Anna Badura, autorka innego tekstu z “Czasypisma” (“…zniszczyć wszystko, co jest czerwone”. Młodzieżowe organizacje antykomunistyczne na Górnym Śląsku i Podbeskidziu w latach 1945-1954″). To głęboko zawstydza, że historyk z cenzusem naukowym używa pojęć czysto propagandowych, których do dziś nie ma w żadnym oficjalnym wykazie nazw geograficznych i administracyjnych.

Przypominam więc po raz kolejny, że owo nieszczęsne “Podbeskidzie” upowszechnił komunistyczny aparat propagandowy w 1976 roku i nigdy nie zostało usankcjonowane jakimkolwiek aktem prawnym lub naukowym. Do dziś jest lansowane przez bielskich ideologów “odśląszczenia” tej części regionu.

Nawet gdyby uznać prawo autorki do stosowania nazwy nieformalnej, to w latach, których dotyczy jej praca (1945-1954), na pewno ona nie funkcjonowała. Czas, aby z instytucji o ambicjach naukowych odkleić łatkę “historyka z IPN-u”. Warto, aby sama redakcja “Czasypisma” wyłapywała takie kwiatki, bo periodykowi naukowemu (a choćby tylko popularnonaukowemu) chwały one nie przynoszą.

No proszę, ile pożytku przyniosła konkurencja na rynku regionalnych periodyków, wywołana jednym niepozornym pisemkiem.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/670649,smolorz-fabryka-silesia-czyli-jak-przydaje-sie-konkurencja,id,t.html