Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

07-11-2012, 12:05

Urodziny na wizji  »

Nasze Zabrze Samorządowe
WG
07-11-2012

Telewizja Zabrze od dwudziestu lat informuje o ważnych wydarzeniach w mieście

Telewizja Zabrze

Zaczynała w trzyosobowym składzie w prywatnym mieszkaniu na 11. piętrze bloku. Dziś ma nowoczesne studio, profesjonalny sprzęt i kilkunastu pracowników. Telewizja Zabrze gości w naszych domach już od 20 lat. W październiku, z okazji urodzin, zaprosiła widzów na Dzień Otwarty.

- Przez te dwadzieścia lat kilka razy zmieniała się nazwa, właściciel, siedziba czy formuła nadawania programu, ale zawsze była to telewizja bliska zabrzanom, żywo reagująca na bieżące miejskie sprawy. Nasze urodziny zorganizowaliśmy   19   października, dokładnie w 20. rocznicę pierwszej audycji.   Cieszymy się,   że mogliśmy gościć naszych przyjaciół, a młodym ludziom przybliżyć kulisy powstawania   miejskiego   programu telewizyjnego – mówi Katarzyna Kleczka – Zdebel, redaktor naczelna Telewizji Zabrze.

Podczas Dnia Otwartego każdy chętny mógł usiąść przed obiektywem kamery i choć przez chwilę poczuć się jak prawdziwy prezenter. Sceny z życia redakcji uwieczniały w szkicownikach uczennice zabrzańskiej szkoły plastycznej. Był efektowny tort, a o prawdziwie urodzinową atmosferę zadbali młodzi muzycy z zespołu Friday. Przypomnijmy, że Telewizję Zabrze oglądać można za pośrednictwem kablowej sieci Vectra lub strony internetowej www.tvzabrze.eu. A naszym telewizyjnym przyjaciołom życzymy z okazji urodzin ciągle rosnących słupków oglądalności!

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/3782

06-11-2012, 21:47

Czyją ofiarą jest Cezary Gmyz  »

Gazeta Wyborcza
Agata Nowakowska
06-11-2012

Autor podpisany pod “newsem” o trotylu w tupolewie jest jak saper; nie może się pomylić, bo wyleci w powietrze. Ale dziennikarz “Rzeczpospolitej” nawet nie zapytał jakiegoś eksperta, co to są “cząstki wysokoenergetyczne”.

Agata Nowakowska

Według Cezarego Gmyza polscy eksperci wykryli w prezydenckim samolocie trotyl i nitroglicerynę, czyli “podstawowe materiały do konstruowania środków wybuchowych”. Autor podpisany pod takim “newsem” jest jak saper; nie może się pomylić, bo wyleci w powietrze. Ale dziennikarz “Rzeczpospolitej” nawet nie zapytał jakiegoś eksperta, co to są “cząstki wysokoenergetyczne”.

Teraz tłumaczy, że przecież nie użył słowa “zamach”. Nie użył, bo nie musiał – ludzie słyszą “trotyl”, myślą “zamach”.

Prokuratura zaprzeczyła rewelacjom Gmyza. Sprzęt sygnalizuje zarówno trotyl, jak i np. namiot z PCV. Czyli Gmyz wiedział, że dzwoni, ale nie – co dzwoni.

Wydawca “Rz” po rozmowach z naczelnym i dziennikarzem uznał, że materiał był “nierzetelny i nienależycie udokumentowany”. Wydawca miał prawo pytać, jak udokumentowany był artykuł, dziennikarz miał prawo odmówić. Ale musiał się liczyć z tym, że po odmowie o zaufaniu do niego nie może już być mowy.

Redakcja powinna mieć zaufanie do swojego dziennikarza i twardo stać po jego stronie. Ale w tak delikatnej sprawie powinna przed publikacją zadbać o dodatkowe zabezpieczenie. Trudno mi sobie wyobrazić, by autor takiej “bomby” nie dysponował np. nagraniem rozmowy z informatorem (choćby fragmentem, który nie pozwoliłby go zdekonspirować). “Rz” powinna także wysondować, z jakich kręgów wywodzą się informatorzy. To pomaga stwierdzić, czy źródłem newsa nie jest jedna i ta sama osoba, która go tylko “wpuściła w różne kanały”.

Gmyz mógł albo przyznać się co najmniej do wyciągnięcia zbyt daleko idących wniosków, albo pójść w męczeństwo. Wybrał drugą opcję. Mówi prawicowemu portalowi, że podczas rozmów z radą nadzorczą wydawcy czuł się jak na komisji weryfikującej dziennikarzy w stanie wojennym, że Polska to Białoruś. Grunt to znać proporcje.

Dwa portale prawicowe zdążyły się już pokłócić, kto lepiej broni Gmyza. Zbierają podpisy w obronie, organizują marsze poparcia “dla sprawy wolności prasy i wolności słowa w Polsce”. Zapominają, że artykuł Gmyza ukazał się przecież w codziennej gazecie, internet żyje tą sprawą, a wolność słowa oznacza także odpowiedzialność za to, co się pisze.

Najciekawsze jest to, że tuż po publikacji Gmyza w “Rz” Jacek Karnowski – którego portal broni teraz Gmyza przed rzekomym “linczem” – snuł teorię prowokacji. Według niej “ktoś” (wszyscy wiedzą kto) usłużnie podrzucił Gmyzowi informacje o trotylu, by sprowokować Jarosława Kaczyńskiego do słynnych zdań o “mordzie” i “zbrodni”.

O tej teorii tak pisze Piotr Zaremba: ” Pojawiła się teoria prowokacji, wyłożył ją na naszym portalu Jacek Karnowski. Podając informację prawdziwą, ale zbyt wcześnie opatrzoną definitywną konkluzją, gazeta miała wywołać określone reakcje u polityków, zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego”.

- Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w sprawie “trotylu na wraku” mieliśmy do czynienia z najwyższej próby operacją manipulacyjną – twierdził Karnowski. – Operacja miała miejsce po tym, gdy nie udała się próba sprowokowania Jarosława Kaczyńskiego zdjęciami śp. Lecha Kaczyńskiego. Efekt osiągnięto, władza złapała oddech.

Czyli jak? Gmyz obrońca prawdy? Gmyz ofiara prowokacji? Czy może autor prowokacji?

Całość: http://wyborcza.pl/1,75968,12807465,Czyja_ofiara_jest_Cezary_Gmyz.html#ixzz2BVmNrkO0

06-11-2012, 19:25

Czy Cezary Gmyz mógł ujawnić, kto informował go o trotylu we wraku  »

Gazeta Wyborcza
d
06-11-2012

Dziennikarz “Rzeczpospolitej”, który napisał o znalezieniu śladów trotylu na pokładzie tupolewa pod Smoleńskiem, co zdementowała prokuratura, został zwolniony z pracy. Rada nadzorcza wydawcy tłumaczy, że jednym z powodów było to, że nie ujawnił jej źródeł swoich informacji. Ale czy dziennikarz ma taki obowiązek? I wobec kogo? Oto głosy kilku znanych dziennikarzy “Gazety Wyborczej”.

Tydzień temu “Rzeczpospolita” napisała, że Polacy odkryli ślady trotylu i nitrogliceryny na wraku tupolewa. Prokuratura tego samego dnia zdementowała te informacje, ale przez kilka godzin rozpętało się polityczne piekło.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił: – Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta i innych to niesłychana zbrodnia. Każdy, kto chociażby przez matactwo czy poplecznictwo miał z tym coś wspólnego, powinien ponieść konsekwencje.

W poniedziałek wieczorem prezes Presspubliki (wydawca “Rz”) oraz jej rada nadzorcza ogłosili, że redaktor naczelny Tomasz Wróblewski, autor tekstu “Trotyl na wraku tupolewa” Cezary Gmyz oraz redaktorzy odpowiedzialni za dział krajowy Bartosz Marczuk i Mariusz Staniszewski stracili pracę.

Z oświadczenia rady i prezesa dowiadujemy się, jak wydawca przeprowadzał postępowanie wyjaśniające w sprawie publikacji tekstu. Dzień po publikacji – 31 października – zarząd przekazał Cezaremu Gmyzowi “dokumenty pozwalające zarówno na ochronę świadków, jak i pisemne zapewnienie o ochronie jego osoby w razie przyszłych procesów, jeśli okazałoby się, że rzetelnie zbierał materiały i posiada na to dowody”. Oświadczenia Gmyza i informatorów (dokumenty, nagrania i wszelkie materiały, na podstawie których powstał tekst) miały być zdeponowane w kancelarii adwokackiej do poniedziałku, 5 listopada, do godz. 14. Rada nadzorcza spotkała się w piątek z Tomaszem Wróblewskim, a w poniedziałek ze wszystkimi osobami, które miały związek z publikacją. “Dziennikarze związani z publikacją nie mieli podstaw do stwierdzenia, iż we wraku tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Tekst uznajemy za nierzetelny i nienależycie udokumentowany. Pan redaktor Cezary Gmyz pomimo wcześniejszych zapewnień nie przedstawił żądanych oświadczeń, stwierdzając, że informatorzy odmówili złożenia dokumentów” – czytamy w oświadczeniu rady nadzorczej.

Czy Gmyz powinien ujawnić swoich informatorów?

Wojciech Czuchnowski

Wojciech Czuchnowski z “Gazety” pisze m.in.: – Prawo nie pozwala dziennikarzowi na ujawnienie anonimowych źródeł. To dziennikarz, a nie wydawca, jest zobowiązany do ochrony ich danych. Dlatego redakcja “Rzeczpospolitej” nie mogła żądać od Cezarego Gmyza, by je ujawnił. A Gmyz nie mógł tego zrobić.

Nakłaniając Gmyza do ujawnienia informatorów, wydawca przekroczył granicę. Nie rozmawiałem z Gmyzem, ale dopuszczam, że mógł się on wstępnie zgodzić na przekazanie nagrań rozmów i oświadczeń informatorów. Kiedy jednak zwrócił się do nich w tej sprawie – ci odmówili. A bez ich zgody nie mógł zrobić nic – napisał Czuchnowski.

Agnieszka Kublik

Agnieszka Kublik odpowiada Czuchnowskiemu: – Kodeks dobrych praktyk wydawców prasy (podpisany przez Rzeczpospolitą”), stanowi: “Dziennikarz nie może ukrywać przed redaktorem naczelnym lub przełożonym informacji uzyskanych w trakcie wykonywania swoich obowiązków, chyba że są to informacje niejawne, chronione na podstawie odrębnych przepisów lub objęte tajemnicą dziennikarską. Dziennikarz na żądanie redaktora naczelnego powinien powiadomić go o źródłach informacji i sposobie ich pozyskania” – pisze Kublik

Pisze z kolei Marcin Kącki: – Wydawca “Rz” chce bronić swojego tytułu, bo leci w przepaść, na dnie której tabloidy każdego dnia robią na okładkach równie wesołe imprezy. Gmyz mógłby wyhamować lot, udowadniając szefom, że wykonał pracę podręcznikowo, ale nie chce pokazać, na jakim podręczniku się opierał. To nieporozumienie świadczące o całkowitym braku zaufania do przełożonych. Nie wyobrażam sobie pracy w redakcji, w której nie mógłbym liczyć na ich wsparcie – dodaje.

Marek Górlikowski: – Dla każdego szanującego się dziennikarza bezpieczeństwo informatora powinno być najważniejsze. Co nie znaczy, że można wprowadzać wydawcę czy redaktora w błąd, nie sprawdzać informacji u źródeł, nie pytać ekspertów.

Paweł Wroński

“Tajemnica dziennikarska ma służyć dziennikarzowi i bezpieczeństwu jego źródeł, ale nie może służyć ochronie dziennikarskiej nieodpowiedzialności” – podkreśla w swoim komentarzu Paweł Wroński. Powołując się na przykład ujawnienia afery Watergate, zaznacza, że sprawa dotyczy odpowiedzialność i wiarygodność dziennikarzy. “Jednoźródłowa informacja musi mieć potwierdzenie mniej lub bardziej oficjalne” – pisze. I wskazuje: “W przypadku materiałów drażliwych wielokrotnie zdarza się, że redaktor naczelny lub szef działu domaga się oświadczenia od kluczowego świadka, że jego informacje są prawdziwe i że gotów jest powtórzyć je przed sądem. Tego rodzaju oświadczenia zamykane są w szafach pancernych wielu redakcji. Tajemnica dziennikarska obowiązuje bowiem w takim samym stopniu redaktorów, jak i dziennikarza”.

 

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,12805169,Czy_Cezary_Gmyz_mogl_ujawnic__kto_informowal_go_o.html#ixzz2BVvo4j7F

06-11-2012, 18:49

Dziennikarze “Rzeczpospolitej” tracą zaufanie do wydawcy  »

Press
06-11-2012

Dziennikarze, publicyści i redaktorzy “Rzeczpospolitej” w liście do właściciela gazety bronią Cezarego Gmyza, Mariusza Staniszewskiego i Bartosza Marczuka, którzy zostali zwolnieni w związku z tekstem “Trotyl na wraku tupolewa”. Zwracają uwagę, że na stanowisku pozostaje Andrzej Talaga, który też wiedział o tej publikacji. Domagają się spotkania z prezesem Grzegorzem Hajdarowiczem.

List otwarty do prezesa zarządu Presspubliki Grzegorza Hajdarowicza

Jako pracownicy i współpracownicy “Rzeczpospolitej” wyrażamy swój stanowczy sprzeciw wobec ostatnich decyzji zarządu i rady nadzorczej Presspubliki. Nie zgadzamy się na obarczanie całą winą za publikację “Trotyl na wraku tupolewa” z dnia 30 października 2012 dziennikarza Cezarego Gmyza i kierownika działu krajowego Mariusza Staniszewskiego. Zwłaszcza w sytuacji, gdy o publikacji tekstu zdecydował osobiście redaktor naczelny Tomasz Wróblewski, a o wszystkim wiedział pierwszy zastępca Andrzej Talaga, który pozostaje na stanowisku. Nie wiemy też, jakimi przesłankami kierował się właściciel firmy, wyrzucając z pracy wicenaczelnego Bartosza Marczuka, który w tygodniu gdy ukazał się tekst przebywał na urlopie.

Wyrażamy głębokie zaniepokojenie tą sytuacją. Stawia ona pod znakiem zapytania sens całej naszej pracy. Dziennikarstwo to dziedzina w dużej mierze oparta na zaufaniu – do informatorów, źródeł, ale również do kierownictwa redakcji, które w sytuacji kryzysowej powinno stać po stronie dziennikarza. Cezary Gmyz takiego wsparcia nie otrzymał. Przeciwnie – nie czekając na wyjaśnienia, bez jego wiedzy redakcja tuż po konferencji prokuratury wojskowej opublikowała oświadczenie, w którym przyznała się do pomyłki, a później się z tego częściowo wycofała. Aby dziennikarz mógł w sposób rzetelny wykonywać swój zawód musi być pewny, że w przypadku prób nacisków, zwłaszcza politycznych spotka się ze wsparciem swoich pracodawców. Takie bezpieczeństwo pracy stanowi fundament zawodu dziennikarza.

Naszym obowiązkiem jest patrzenie władzy na ręce, kontrolowanie jej działań, zadawanie niewygodnych pytań, a także publikowanie nawet najbardziej kontrowersyjnych tekstów. Dlatego zasadne jest pytanie czy będzie to obecnie możliwe w “Rzeczpospolitej”. Obawiamy się, że dziennikarze mogą zostać pozbawieni niezbędnego wsparcia redakcji wobec ewentualnych nacisków.

Dotychczasowe deklaracje zarządu firmy, które znamy jedynie z zamieszczanych w Internecie oświadczeń nie rozwiewają naszych wątpliwości. Dlatego prosimy o pilne spotkanie z Prezesem Zarządu Grzegorzem Hajdarowiczem. Chcemy też dodać, że właściciel ma prawo zatrudniać i zwalniać kogo chce. Ale jako dziennikarze, którzy przez lata pracowali na wiarygodność tytułu mamy prawo do wyrażenia własnej opinii, co niniejszym czynimy.

Artur Grabek (dział krajowy “Rz”)

Wojciech Wybranowski (dział krajowy “Rz”)

Eliza Olczyk (dział krajowy “Rz”)

Ewa K. Czaczkowska (dział krajowy “Rz”)

Joanna Ćwiek (dział krajowy “Rz”)

Jarosław Stróżyk (dział krajowy “Rz”)

Grażyna Zawadka (dział krajowy “Rz”)

Marek Kozubal (dział krajowy “Rz”)

Kamila Baranowska (dział krajowy “Rz”)

Janina Blikowska (dział krajowy “Rz”)

Kamilla Gębska (dział krajowy “Rz”)

Izabela Kacprzak (dział krajowy “Rz”)

Jarosław Kałucki (dział krajowy “Rz”)

Piotr Kobalczyk (dział krajowy “Rz”)

Oskar Górzyński (dział krajowy “Rz”)

Wojciech Stanisławski (dział Opinii “Rz”)

Matylda Młocka (dział Opinii “Rz”)

Beata Zubowicz (dział Opinii “Rz”)

Marek Magierowski (publicysta “Rz” oraz “Uważam Rze”)

Robert Mazurek (felietonista “Rz” oraz publicysta “Uważam Rze”)

Piotr Skwieciński (publicysta “Rz” i “Uważam Rze”)

Rafał A. Ziemkiewicz (publicysta “Rz” i “Uważam Rze”)

Piotr Zaremba (publicysta “Rz” i “Uważam Rze”)

Piotr Gursztyn (publicysta “Rz” i “Uważam Rze”)

Piotr Semka (publicysta “Rz” i “Uważam Rze”)

Piotr Zychowicz (publicysta “Rz”)

Jerzy Haszczyński (kierownik działu zagranicznego “Rz”)

Anna Gwozdowska (“Przekrój”)

Grażyna Raszkowska (“Przekrój”)

Antoni Trzmiel (WsieciOpinii.rp.pl)

Maciej Rosalak (redaktor “Rz”, “Uważam Rze. Historia”)

Mariusz Kowalewski (współpracownik “Rz” oraz TVN)

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40295,Dziennikarze-Rzeczpospolitej-traca-zaufanie-do-wydawcy

06-11-2012, 13:46

Przeciwnicy zwolnienia Gmyza będą pikietować  »

Press
GK
06-11-2012

Na środę (7 listopada) na godz. 15.30 planowana jest pikieta przed redakcją “Rzeczpospolitej” w sprawie zwolnienia dziennikarza Cezarego Gmyza.

W serwisie wPolityce.pl zamieszczono apel o poparcie dla Cezarego Gmyza, który wczoraj stracił pracę w “Rzeczpospolitej” w związku z ubiegłotygodniową publikacją “Trotyl na wraku tupolewa”. Na jutro planowana jest pikieta pod warszawską redakcją “Rzeczpospolitej” “dla sprawy wolności prasy i wolności słowa w Polsce”. Zwołali ją “przyjaciele i sympatycy” Cezarego Gmyza.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40292,Przeciwnicy-zwolnienia-Gmyza-beda-pikietowac

06-11-2012, 13:41

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oburzone brakiem solidarności dziennikarzy w sprawie Gmyza  »

Press
06-11-2012

Zdaniem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP sprawa zwolnienia Cezarego Gmyza i redaktorów “Rzeczpospolitej”, to przykład pokazujący w jakim stopniu polskie dziennikarstwo jest upolityczninone. “Duża część kolegów i koleżanek dziennikarzy wydała medialny wyrok na Cezarego Gmyza bez weryfikacji faktów” – napisano w oświadczeniu.

 

Oświadczenie CMWP SDP

Wyrażamy oburzenie brakiem solidarności dziennikarskiej ze strony części koleżanek i kolegów dziennikarzy wobec Cezarego Gmyza, Bartosza Marczuka, Mariusza Staniszewskiego i Tomasza Wróblewskiego zwolnionych z redakcji „Rzeczpospolitej”, w związku z ostatnimi publikacjami tego dziennika poświęconymi katastrofie smoleńskiej.

Dziwi nas, że ze strony dużej części środowiska dziennikarskiego nie podnoszone są wątpliwości, co do faktu, iż oficjalne i bardzo enigmatyczne oświadczenie prokuratury doprowadziło do zwolnienia zarówno redaktora naczelnego, jak i części redakcji. Jest to rażące tym bardziej, że wedle tego samego komunikatu śledztwo w sprawie opisywanej przez red. Gmyza skończyć się ma dopiero za pół roku. Sam tryb zwolnień uderzał swoją wybiórczością (np. zwolnienie redaktora Marczuka, który w tym czasie był na urlopie). Ich tempo budziło wątpliwości, co do tego, czy rzeczywiście były poprzedzone rzetelnym dochodzeniem.
 

Fakt, że duża część kolegów i koleżanek dziennikarzy wydała medialny wyrok na Cezarego Gmyza bez weryfikacji faktów, a zarazem w sytuacji, w której bardzo poważne nieścisłości (także przy opisywaniu katastrofy smoleńskiej) zdarzały się i ich redakcjom, jest ponurym obrazem złej kondycji i stopnia upolitycznienia polskiego dziennikarstwa.

Z poważaniem,

Wiktor Świetlik,

Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40293,Centrum-Monitoringu-Wolnosci-Prasy-SDP-oburzone-brakiem-solidarnosci- dziennikarzy-w-sprawie-Gmyza