Czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i zwrotu blisko 30 tys. zł za uszkodzoną kamerę zażądał prokurator wobec Andrzeja K. W trakcie pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasnej Górze miał uderzyć reporterkę Polsatu News i uszkodzić telewizyjną kamerę.

Ewa Żarska z Polsat News zaatakowana na pielgrzymce na Jasnej Górze
Wydarzenia, które zaprowadziły emerytowanego górnika Andrzeja K. na ławę oskarżonych, rozegrały się latem przed jasnogórskim sanktuarium. Akredytację na relacjonowanie odbywającej się 9 i 10 lipca pielgrzymki Rodziny Radia Maryja otrzymały tylko media o. Tadeusza Rydzyka. Mimo to ekipa Polsatu News przyjechała, by nagrać wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Gdy o. Rydzyk powiedział przez mikrofon, że jest telewizja, która nie ma akredytacji, a mimo to filmuje pielgrzymkę (ekipę Polsatu pokazano na telebimach), doszło do przepychanek z pątnikami.
Media o. Rydzyka: To prowokacja
W pasażu Bareły, który jest terenem miejskim, interweniowała policja. Przywiozła na komisariat 55-letniego mieszkańca Katowic, który został wskazany jako ten, który wyrwał reporterce mikrofon i ją spoliczkował. Dyrektor kanału informacyjnego Polsatu Henryk Sobierajski złożył zawiadomienie o zniszczeniu sprzętu. Koszt naprawy oszacowano na ponad 27 tys. zł. Dziennikarka złożyła odrębne zawiadomienie karne. Podczas przesłuchania w sierpniu Andrzej K. odmówił w prokuraturze składania wyjaśnień. Potem incydentem przed jasnogórskim sanktuarium zajmowały się m.in. sejmowa komisja kultury oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Przypomniano, że wszystkie media mają prawo do relacjonowania ogólnodostępnych wydarzeń dotyczących ważnych spraw społecznych odbywających się w przestrzeni publicznej. O prowokacji wobec pielgrzyma mówiły z kolei media o. Tadeusza Rydzka.
Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ połączyła oba zawiadomienia i oskarżyła Andrzeja K. na podstawie artykułu 43 prawa prasowego, który brzmi: “kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″. Sprawy z tego przepisu rozpatrywane są w I instancji przez sądy okręgowe.
W śledztwie Andrzej K. odmówił składania wyjaśnień. Proces przed częstochowskim sądem rozpoczął się w marcu.
- Wielokrotnie byłam szturchana i szczypana. O wyzwiskach i wulgaryzmach nawet nie wspominam. Jeden z napastników wyrwał mi mikrofon i uderzył mnie w twarz – powtórzyła w sądzie reporterka Ewa Żarska.
- Byłem uderzany łokciem i kijem od flagi, jakieś kobiety próbowały wyrwać mi kamerę – relacjonował zajście operator Bartek Tomaszewski.
Pokazał sądowi trzymetrową wędkę
Andrzej K. miał swoją wersję: – Nie uderzyłem dziennikarki, wyrwałem jej mikrofon przez przypadek. Broniłem jedynie bezbronnych ludzi, którzy nie chcieli, aby filmowano ich twarzy – twierdził. Na dowód, że w starciu z operatorem Polsatu nie używał kija, woził do sądu trzymetrową wędkę, na której podczas pielgrzymki miał zawieszoną biało-czerwoną flagę.
- Flagą zasłoniłem kamerę, by nas nie filmowali – wyjaśniał. Na sali sądowej kilkakrotnie, niemal klatka po klatce odtwarzano i analizowano zajście utrwalone telewizyjna kamerą. Obrońca katowiczanina mec. Zbigniew Cichoń zakwestionował wysokość strat finansowych jakie poniósł Polsat. – Czy było możliwe, żeby po tych uderzeniach, o które pan Andrzej jest oskarżany, kamera jeszcze przez pewien czas działała, a dopiero potem przestała działać, bo przecież oni tą kamerą mieli nagrać całe zdarzenie – mówił. Na jego wniosek sąd powołał biegłego, który podtrzymał wyliczenia Polsatu.
- W świetle zgromadzonego materiału dowodowego fakt popełnienia przez oskarżonego zarzucanych mu czynów nie budzi wątpliwości – mówiła prokurator w mowie końcowej, wnosząc o wymierzenie mężczyźnie kary czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, a także tysiąc złotych grzywny oraz zobowiązania go do pokrycia kosztów naprawy kamery.
- Wszystko w tej sprawie budzi wątpliwości – mówił obrońca Andrzeja K. – Mieliśmy w tym przypadku do czynienia z prowokacją ekipy telewizji Polsat, która ingerowała w tak intymne i osobiste przeżycia, jak modlitwa wiernych. Była to prowokacja jaką trudno sobie wyobrazić w dzisiejszych realiach. Mój klient został zaatakowany przez dziennikarza, później usiłowano nakręcić, jaka będzie reakcja tego człowieka. Do tego przeciwko mojemu klientowi wykorzystuje się artykuł 43 prawa prasowego, skonstruowany kiedyś na potrzeby obrony prasy, która była jednym z organów partii. Jako adwokat z 30-letnim stażem muszę przyznać, że przypomina mi to czasy, gdy w okresie stanu wojennego broniłem robotników w Nowej Hucie, którzy byli oskarżani z tego tytułu, że w czasie manifestacji 3 maja dopuszczali się zniszczenia sprzętu milicyjnego, np. tarcz i pałek. Bo takie sztuczki wówczas stosowano – mówił mec. Cichoń, wnosząc o uniewinnienie oskarżonego. Sam Andrzej K. wnosił “o sprawiedliwość”, dodając, że “nie wierzy w sprawiedliwość w polskich sądach, ale wierzy w sprawiedliwość sędziego”.
Czekamy na wyrok
Na rozprawie kończącej precedensowy proces nie pojawiła się pokrzywdzona dziennikarka ani żaden z reprezentantów Polsatu. Andrzeja K. wspierała ok. 20-osobowa grupa słuchaczek i słuchaczy Radia Maryja. W trakcie przerwy w rozprawie na sądowym korytarzu odmawiali w jego intencji modlitwę na Anioł Pański.
Sąd ogłosi wyrok w twej sprawie w czwartek 15 listopada.