Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

22-11-2012, 15:59

Konkurs WUG: Nasz redakcyjny kolega nagrodzony  »

Portal górniczy nettg.pl
BAR
22-11-2012

Nasz redakcyjny kolega, Maciej Dorosiński, znalazł się w pierwszej trójce nagrodzonych w konkursie fotograficznym “Górnictwo z zasadami”, organizowanym przez Wyższy Urząd Górniczy. Zajął on trzecie miejsce, z pracą “W zawieszeniu”.

"W zawieszeniu" - zdjęcie Macieja Dorosińskiego, nagrodzone w konkursie "Górnictwo z zasadami"

Jak jednak zauważyli jurorzy – czołówka konkursu została zdominowana przez kobiety. Nagrodę główną przyznano Elżbiecie Komarzyńskiej za pracę “Maszyny i wiatraki”. Laureatką drugiej nagrody została Klaudyna Filipiak za fotografię “W ścianie – Ziemowit”.

Ponadto Rada Honorowa Konkursu ustanowiła trzy równorzędne wyróżnienia dla: Marka Stańczyka za zdjęcie “W ruchu II”; Krzysztofa Lisewskiego za zdjęcie “Kombajnista” oraz Wiktora Drozda za fotografię “bo …pracowałem NIEbezpiecznie …”.

Jurorzy wspólnie z Radą Honorową przyznali też nagrodę specjalną poza konkursem dla Marka Bogacza, pracownika Specjalistycznego Urzędu Górniczego za fotografię przedstawiającą drążenie szybu kopalnianego.

- Uznano, że nagradzając wyjątkowo duże walory artystyczne i merytoryczne tego zdjęcia zachęci się pracowników inspekcyjnych nadzoru górniczego do dokumentowania i przedstawiania swoich poczynań zawodowych w niekonwencjonalny i kreatywny sposób – wyjaśnia portalowi górniczemu nettg.pl rzecznik prasowy prezesa WUG Jolanta Talarczyk.

Nagrody i wyróżnienia oraz dyplomy zostaną wręczone wszystkim laureatom podczas uroczystości barbórkowej WUG, która odbędzie się 4 grudnia, w Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach. Wystawa nagrodzonych oraz wyróżnionych fotografii będzie eksponowana w foyer auli koncertowej, w której odbywać się będzie świąteczne spotkanie pracowników nadzoru górniczego.

Konkurs miał charakter otwarty dla wszystkich zainteresowanych. Organizowany był przez WUG przy współpracy z Fundacją Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego. Został ogłoszony 14 lutego a jego nadrzędnym celem jest promocja bezpieczeństwa szeroko rozumianego w górnictwie otworowym, podziemnym, odkrywkowym oraz przestrzegania zasad BHP, stosowanie środków ochrony indywidualnej, a także bezpiecznej obsługi maszyn i urządzeń w górnictwie.

Do konkursu zgłoszono 94 zdjęcia. Prace zostały komisyjnie zakodowane, tak aby jurorzy mogli zachować bezstronność dokonując wyboru najlepszych w swojej ocenie zdjęć, nie sugerując się nazwiskami wykonawców. Kapituła Konkursowa przyjęła, że główną nagrodę otrzyma zdjęcie, która zdobędzie najwięcej głosów, a II miejsce i III miejsce zajmą fotografie, które uzyskają odpowiednią, najwyższą w kolejności liczbę punktów. Zgodnie z regulaminem na laureatów czekały trzy nagrody i trzy wyróżnienia finansowane przez Fundację Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego działającą od 15 lat przy WUG.

W Kapitule Konkursu powołanej przez organizatora pracowali zawodowi fotoreporterzy, jedni z najlepszych na Śląsku. Dyrektorzy departamentów oraz prawnik WUG oprócz funkcji jurorów spełniali także zadania doradcze m.in. w kwestiach BHP i wymogów, które powinny spełniać przedstawiane na fotografiach maszyny i urządzenia. Kapituła Konkursu pracowała w następującym składzie: Arkadiusz Gola, fotoreporter Dziennika Zachodniego (przewodniczący Kapituły), Tomasz Jodłowski -freelancer pracujący m.in. dla Rzeczpospolitej; Andrzej Grygiel – fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej, Jolanta Talarczyk – rzecznik prasowy WUG; Jacek Romuk – prawnik WUG, członek zarządu Fundacji “Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego; Janusz Malinga – dyrektor Departament Warunków Pracy WUG; Józef Koczwara – dyrektor Departamentu Energomechanicznego, członek zarządu Fundacji “Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego; Agnieszka Bednarczyk z Gabinet Prezesa WUG (sekretarz Komisji Konkursowej).

Wyróżnienia zostały przyznane przez Radę Honorową Konkursu, w której zasiadali: Piotr Litwa – prezes WUG; Jacek Bielawa – dyrektor generalny WUG, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Obchodów 90-lecia WUG; Józef Dubiński – dyrektor GIG, przewodniczący Rady Fundatorów Fundacji Bezpieczne Górnictwo im. Prof. W. Cybulskiego, Krzysztof Cybulski – prezes Zarządu Fundacji Bezpieczne Górnictwo im. Prof. W Cybulskiego.

Całość: http://www.nettg.pl/news/105888/konkurs-wug-nasz-redakcyjny-kolega-nagrodzony

22-11-2012, 15:58

Łukasz Warzecha znika z łamów ”Rzeczpospolitej”  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
22-11-2012

Konserwatywny publicysta piszący dla tabloidu “Fakt”, zakończył swoją współpracę z redakcją “Rzeczpospolitej”. Jak tłumaczy nam Andrzej Talaga, p.o. redaktora naczelny “Rz”, gazeta ma własnych stałych publicystów i to oni w pierwszej kolejności mają komentować rzeczywistość polityczną.

Łukasz Warzecha

Pisząc o tym fakcie, prawicowy serwis wPolityce.pl uznał, że ta informacja świadczy “o zabijaniu wolności w dużym konserwatywnym dzienniku”.

Łukasz Warzecha nie chciał z nami rozmawiać. – Przepraszam, ale dla “Gazety Wyborczej” nie będę tej sprawy komentował – usłyszeliśmy.

Bardziej otwarty był dla serwisu wPolityce.pl: – Mam nadzieję, że to nie jest koniec mojej współpracy z “Rzeczpospolitą” tylko przerwa, ale faktycznie jest tak, że w tej chwili nie mogę publikować w tej gazecie – mówił.

W kolejnej informacji dotyczącej tej sprawy, “wPolityce” publikuję plotkę, że zaważyć miał “twitterowy” konflikt Warzechy z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Bo Sikorski zna się z redaktorem Andrzejem Talagą, a Warzecha miał być “zbyt krytyczny” wobec ministra.

Co ciekawe, Warzecha kiedyś razem z Sikorskim napisał wywiad-  rzekę zatytułowany ‘”Strefa zdekomunizowana”. Ale później ich drogi się rozeszły, Warzecha zaczął krytykować PO i Sikorskiego.

Ostatecznie Sikorski zablokował publicyście dostęp do swojego profilu, kiedy ten po tzw. afery taśmowej w PSL napisał. “Młody Śmietanko ma fuchę w Sztokholmie. A jak tam się miewa posada Mai ‘Fuck Me Like the Whore I Am’ Rostowskiej?”.

Andrzej Talaga informuje “Gazetę”, że powód zakończenia współpracy z Warzechą jest dużo prostszy. – Łukasz jest wspaniałym komentatorem, ale pracującym na stałe dla “Faktu”.

Presspublika ma z kolei wielu publicystów zatrudnionych na stałe i to oni w pierwszej kolejności powinni być komentatorami w “Rz” – zapewnia.

Presspublika zatrudnia wielu konserwatywnych dziennikarzy. Wśród nich są tak znane nazwiska jak Rafał Ziemkiewicz, Piotr Zaremba, Paweł Lisicki, Piotr Semka czy Jacek Karnowski (m.in. twórca serwisu wPolityce).

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,12906708,Lukasz_Warzecha_znika_z_lamow___Rzeczpospolitej__.html#i xzz2CxXdmBkP

22-11-2012, 09:57

Wiesław Podkański: Nie wierzę w upadek prasy drukowanej  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
22-11-2012

- Upolitycznienie mediów jest procesem, który ma początek i kulminację. Polskie media są właśnie w takim kulminacyjnym momencie – mówi nam Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy.

- Po kulminacji upolitycznienia mediów powinno dojść do przełomu, któremu powinna towarzyszyć refleksja nad tym, w jakim kierunku zmierzamy. Myślę, że media w naszym kraju znajdują się właśnie w tym kulminacyjnym momencie. Uważam, że rozwarstwienie polityczne znacząco osłabia głos dziennikarzy jako środowiska, które jest niestety rozbite. A wiadomo przecież, że siła tkwi w jedności – podkreśla Wiesław Podkański.

Wiesław Podkański

Prezes Izby Wydawców Prasy, zapytany o opinię na temat burzy wokół artykułu o trotylu opublikowanego w “Rzeczpospolitej”, która trwa od kilkunastu dni, nie chciał wypowiadać się w sposób zdecydowany. – To bardzo skomplikowana sprawa. Uważam, że tzw. walutą przetargową w przypadku wszystkich mediów powinna być wiarygodność. Kwestionowanie wiarygodności – czy to dziennikarzy, czy wydawcy – nie służy budowaniu pozytywnego wizerunku mediów. Oczywiście można w tym konkretnym przypadku rozpocząć dyskusję o standardach dziennikarskich i zastanawiać się nad tym, czy autor artykułu podczas tworzenia tekstu ich przestrzegał. Wokół całej sprawy panuje ogromne zamieszanie, a głównym problemem jest to, że nałożyła się na nią polityka. Dlatego wszystko zostało tak bardzo nagłośnione – powiedział nam Podkański.

- Uważam, że za sprawą różnych regulacji formalno-prawnych wydawcy są obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony mamy Kodeks Dobrych Praktyk Wydawców Prasy, a z drugiej dwie poniekąd wykluczające się regulacje prawne. Chodzi o prawo prasowe, które gwarantuje wolność słowa i niezależność redakcji, a jednocześnie nakłada na wydawcę odpowiedzialność za wszelkie treści opublikowane przez redakcję. Oznacza to więc, że wydawcy z jednej strony nie wolno ingerować w pracę redakcji, a z drugiej, jeśli redakcja opublikuje sporny materiał, to prezes wydawnictwa będzie za to odpowiadał przed sądem. Wydawcy bardzo trudno jest odnaleźć się w takiej – wręcz schizofrenicznej – sytuacji – zauważa prezes Izby Wydawców Prasy i w taki sposób komentuje kwestię zwolnienia przez Grzegorza Hajdarowicza (właściciela Presspubliki) ekipy odpowiedzialnej za publikację artykułu o trotylu.

Według Wiesława Podkańskiego, najbardziej palące problemy, z którymi muszą borykać się obecnie wydawcy, to liczne nie rozwiązane kwestie formalno-prawne.

- Polskie prawo prasowe jest niewątpliwie archaiczne. Należy dokonać dwóch generalnych zmian. Po pierwsze zdekomunizować zapisy tego prawa, a po drugie spróbować dopasować prawo do nowej rzeczywistości medialnej. To bardzo szeroki temat, który wymagałby osobnej rozmowy. Jako Izba złożyliśmy wiele propozycji, które w większości zostały przyjęte przez Ministerstwo Kultury i znalazły odzwierciedlenie w projekcie nowelizacji, który trafił do Sejmu - wyjaśnia Podkański.

Prezes IWP przyznaje też, że wiele kontrowersji narosło wokół sprawy prawa autorskiego.
– Dyskusji na ten temat towarzyszą zwykle hasła populistyczne. Tymczasem winą samego środowiska wydawców i dziennikarzy jest to, że przez ostatnie lata treści po prostu nie były chronione. I normalną sytuacją jest to, że jeśli coś zawsze było za darmo, a nagle trzeba za to płacić, to pojawiają się ogromne protesty. Należy przede wszystkim przedefiniować – w sposób odpowiadający współczesnemu stanowi mediów – zasadę dozwolonego użytku, a następnie wprowadzić takie sposoby postępowania, które będą w sposób bezwzględny chroniły własność intelektualną – mówi Podkański.

Szefa Izby Wydawców Prasy zapytaliśmy też oczywiście o opinię w sprawie mocno krytykowanego artykułu 212 kk, który umożliwia skazanie dziennikarza na karę pozbawienia wolności. – To sprawa, która ciągnie się już od kilkunastu lat. Próbujemy z tym walczyć i robimy to nie tylko dla środowiska dziennikarzy, bo problem jest o wiele szerszy. Powstaje mianowicie pytanie, czy za słowo można wsadzić do więzienia? Nasi przeciwnicy argumentują, że słowo też może zabić – mówi Wiesław Podkański.

I dodaje: “Po zmianach w prawie ukraińskim Polska niedługo pozostanie na tym polu wśród nielicznych krajów, których liderem stała się Białoruś. Dodam, że w kwestii zmiany artykułu 212 napotykamy na gigantyczny opór ze strony środowisk politycznych i prawnych, które uważają, że ten przepis to jedyny sposób, aby trzymać dziennikarzy w ryzach. My jednak będziemy nadal walczyć o zmianę prawa. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że walcząc o odejście od procedury karnej na rzecz wyłącznie procedury cywilnej w zakresie odpowiedzialności za słowo nie mamy na myśli tylko dziennikarzy, ale wszystkich obywateli RP”.

Prezes Izby Wydawców Prasy przyznał, że zupełnie nie wierzy w przepowiadany od jakiegoś czasu upadek prasy drukowanej.

- Digitalizacja rynku prasowego to proces, który trwa i będzie trwał. Ale choć mówi się o powszechności internetu w Polsce, ja uważam, że dostęp do internetu w naszym kraju jest nadal mocno ograniczony. Taki stan rzeczy, a także zupełnie różna percepcja przekazu elektronicznego i słowa drukowanego to dwa z wielu powodów, dla których nie wierzę w upadek prasy drukowanej – mówi Podkański.

Prezes IWP dodaje także: “Poza tym trzeba przyjrzeć się poszczególnym segmentom prasy, bo przyjmowanie filozofii jednego worka jest często bardzo mylące. Jeżeli jakiś rodzaj prasy ma problemy, to często inny w tym samym czasie rozkwita. Ilustrują to dwa przykłady. W sytuacji, kiedy występują problemy z kolportażem prasy ogólnopolskiej w mniejszych miastach, rozkwita tam prasa lokalna. Z naszych informacji wynika, że takich tytułów jest już kilka tysięcy. Drugi segment rynku, który rozwija się w szybkim tempie, to prasa branżowa. Ma ona inną formę kolportażu, najczęściej B2B. Nakłady tej prasy są mniejsze, ale tytuł branżowy ze sprzedażą nawet poniżej 1 tys. egzemplarzy jest w stanie się utrzymać, jeśli dociera do bardzo jasno zdefiniowanej grupy czytelników”.

Jak zdaniem prezesa Izby Wydawców Prasy będzie wyglądał polski rynek mediów za kilka lat?

- Rynek mediów będzie jeszcze bardziej niż dzisiaj rozczłonkowany. Ta tendencja jest zauważalna już teraz. Telewizje ogólnotematyczne tracą, bardzo szybko rozwijają się za to kanały tematyczne. W internecie pozostaną wiodące portale, ale ciągle będzie rosła liczba portali specjalistycznych. Nie wiem, jak to się będzie spinało finansowo. Źródła przychodów są dwa. Z jednej strony funkcjonują płatności ze strony odbiorców, którzy płacą za wydania drukowane albo za dostęp do treści przez internet. Drugim filarem finansowania mediów są przychody reklamowe. Ze względu na ogromne rozproszenie mediów ten strumień pieniędzy też będzie rozproszony – uważa Wiesław Podkański.

——————————————————————————–

Z Wiesławem Podkańskim, prezesem Izby Wydawców Prasy oraz honorowym prezesem wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska rozmawiamy o szeroko pojętej sytuacji na polskim rynku prasowym, burzy wokół zwolnienia z „RP” ekipy odpowiedzialnej za artykuł o trotylu, koniecznych zmianach formalno-prawnych dotyczących wydawców i dziennikarzy oraz m.in. o głównych problemach, z którymi borykają się wydawnictwa.

——————————————————————————–

Krzysztof Lisowski: Trwa burza medialna wokół kwestii zwolnienia z redakcji “Rzeczpospolitej” ekipy odpowiedzialnej za publikację artykułu o domniemanej obecności środków wybuchowych we wraku Tupolewa. Coraz głośniejsze są opinie, że był to zamach na wolność słowa oraz niezależność dziennikarską. Jaka jest Pana opinia w tej kwestii?

Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy oraz honorowy prezes wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska: To bardzo skomplikowana sprawa. Uważam, że tzw. walutą przetargową w przypadku wszystkich mediów powinna być wiarygodność. Kwestionowanie wiarygodności – czy to dziennikarzy, czy wydawcy – nie służy budowaniu pozytywnego wizerunku mediów. Oczywiście można w tym konkretnym przypadku rozpocząć dyskusję o standardach dziennikarskich i zastanawiać się nad tym, czy autor artykułu podczas tworzenia tekstu ich przestrzegał. Wokół całej sprawy panuje ogromne zamieszanie, a głównym problemem jest to, że nałożyła się na nią polityka. Dlatego wszystko zostało tak bardzo nagłośnione.

W tym konkretnym przypadku bardzo mocno zaangażował się w sprawę Grzegorz Hajdarowicz, właściciel Presspubliki. Jak to się ma do regulacji prawnych, które gwarantują redakcji pełną niezależność i nie pozwalają wydawcy ingerować w pracę redakcji?

Uważam, że za sprawą różnych regulacji formalno-prawnych wydawcy są obecnie w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony mamy Kodeks Dobrych Praktyk Wydawców Prasy, a z drugiej dwie poniekąd wykluczające się regulacje prawne. Chodzi o prawo prasowe, które gwarantuje wolność słowa i niezależność redakcji, a jednocześnie nakłada na wydawcę odpowiedzialność za wszelkie treści opublikowane przez redakcję. Oznacza to więc, że wydawcy z jednej strony nie wolno ingerować w pracę redakcji, a z drugiej, jeśli redakcja opublikuje sporny materiał, to prezes wydawnictwa będzie za to odpowiadał przed sądem. Wydawcy bardzo trudno jest odnaleźć się w takiej – wręcz schizofrenicznej – sytuacji. Dlatego podejmujemy działania, aby prawo stało się bardziej przejrzyste, pamiętając przy tym, że media to nie fabryka gwoździ.

W związku z całą sprawą pojawiły się zarzuty wobec “Rzeczpospolitej” i Presspubliki dotyczące upolitycznienia. Ewa Stankiewicz, laureatka nagrody im. Jacka Maziarskiego powiedziała w wywiadzie nam udzielonym, że „RP” staje się tubą propagandową PO oraz premiera Donalda Tuska…

Z mojego punktu widzenia – jako czytelnika – muszę stwierdzić, że jej wypowiedź jest całkowicie niewiarygodna. Sądzę, że pani Stankiewicz myli role społeczne dziennikarza i agitatora politycznego. Takim postępowaniem nie przyczynia się na pewno do wzrostu autorytetu dziennikarzy.

Mimo to coraz częściej mamy do czynienia z problemem upolitycznienia mediów. Jest jakiś sposób, żeby rozwiązać tę kwestię?

Uważam, że upolitycznienie mediów jest swego rodzaju procesem. Ma swój początek i zmierza do punktu kulminacyjnego. Po takiej kulminacji powinno dojść do przełomu, któremu powinna towarzyszyć refleksja nad tym, w jakim kierunku zmierzamy. Myślę, że media w naszym kraju znajdują się właśnie w tym kulminacyjnym momencie. Uważam, że rozwarstwienie polityczne znacząco osłabia głos dziennikarzy jako środowiska, które jest niestety rozbite. A wiadomo przecież, że siła tkwi w jedności.

Ma Pan jakiś pomysł, żeby tę sytuację “uleczyć”?

Nie jestem cudotwórcą i nie mam gotowej recepty. Widzę, co się dzieje i jak ogromne panują napięcia. W samej Izbie Wydawców Prasy rozwiązaliśmy tę kwestię postanawiając, że jako organizacja zajmujemy się raczej tymi sprawami, które nas łączą, niż tymi, które nas dzielą. Nie rozmawiamy o treści artykułów, nie oceniamy dziennikarzy, lecz zajmujemy się kwestiami związanym z prowadzeniem biznesu wydawniczego. A tych spraw jest naprawdę dużo.

Od dawna mówi się, że w Polsce obowiązują archaiczne przepisy dotyczące rynku mediów. Mam na myśli prawo prasowe, prawo autorskie czy też słynny paragraf 212 kk, który pozwala na zamknięcie dziennikarza w więzieniu. Czy prowadzicie jakieś działania, żeby te wszystkie regulacje jakoś zaktualizować?

Tak, oczywiście. Jako Izba bardzo mocno reagujemy na wszystkie kwestie, o których Pan mówi. Zatrudniamy ekspertów, przygotowujemy analizy, prowadzimy badania, staramy się być obecni we wszystkich gremiach parlamentarnych, ministerialnych i środowiskowych, żeby o tych problemach mówić.

Jak Pan ocenia polskie prawo prasowe i które jego przepisy należałoby jak najszybciej zmienić?

Polskie prawo prasowe jest niewątpliwie archaiczne. Należy dokonać dwóch generalnych zmian. Po pierwsze zdekomunizować zapisy tego prawa, a po drugie spróbować dopasować prawo do nowej rzeczywistości medialnej. To bardzo szeroki temat, który wymagałby osobnej rozmowy. Jako Izba złożyliśmy wiele propozycji, które w większości zostały przyjęte przez Ministerstwo Kultury i znalazły odzwierciedlenie w projekcie nowelizacji, który trafił do Sejmu.

Bardzo palącym problemem jest kwestia prawa autorskiego i praw pokrewnych, która pozostaje od dawna nierozwiązana…

Tak, wokół tej sprawy narosło wiele emocji i kontrowersji, a dyskusji na ten temat towarzyszą zwykle hasła populistyczne. Tymczasem winą samego środowiska wydawców i dziennikarzy jest to, że przez ostatnie lata treści po prostu nie były chronione. I normalną sytuacją jest to, że jeśli coś zawsze było za darmo, a nagle trzeba za to płacić, to pojawiają się ogromne protesty. Należy przede wszystkim przedefiniować – w sposób odpowiadający współczesnemu stanowi mediów – zasadę dozwolonego użytku, a następnie wprowadzić takie sposoby postępowania, które będą w sposób bezwzględny chroniły własność intelektualną.

A co ze spornym artykułem 212 kk, który pozwala dziennikarza nawet zamknąć w więzieniu?

To sprawa, która ciągnie się już od kilkunastu lat. Próbujemy z tym walczyć i robimy to nie tylko dla środowiska dziennikarzy, bo problem jest o wiele szerszy. Powstaje mianowicie pytanie, czy za słowo można wsadzić do więzienia? Nasi przeciwnicy argumentują, że słowo też może zabić. Po zmianach w prawie ukraińskim Polska niedługo pozostanie na tym polu wśród nielicznych krajów, których liderem stała się Białoruś. Dodam, że w kwestii zmiany artykułu 212 napotykamy na gigantyczny opór ze strony środowisk politycznych i prawnych, które uważają, że ten przepis to jedyny sposób, aby trzymać dziennikarzy w ryzach. My jednak będziemy nadal walczyć o zmianę prawa. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że walcząc o odejście od procedury karnej na rzecz wyłącznie procedury cywilnej w zakresie odpowiedzialności za słowo nie mamy na myśli tylko dziennikarzy, ale wszystkich obywateli RP.

Wspomniał Pan wcześniej o kwestii kolportażu. Czy widzi Pan jakieś problemy na tym polu?

Kolportaż to kwestia bardzo paląca. Mimo że teoretycznie mamy w Polsce imponującą liczbę punktów sprzedaży, to jednak zasięg dystrybucji prasy kurczy się. Coraz więcej firm kolportażowych wycofuje się z małych miejscowości i wiosek, ponieważ kioski są tam nierentowne. Choć statystycznie punktów sprzedaży jest dużo, to prasa w bardzo ograniczonym zakresie dociera do ogromnej części polskiego społeczeństwa mieszkającej poza większymi miastami. Myślę, że w tej sytuacji pojawiać się będą w mniejszych miejscowościach inne kanały sprzedaży, chociażby sklepy, gdzie jest już kolportowana prasa lokalna.

Będziecie w tej kwestii podejmować jakieś działania? Logicznie myśląc, nie można przecież pozostawić bez dostępu do mediów ogólnopolskich części społeczeństwa, która “idzie” w miliony…?

Izba Wydawców Prasy nie ma możliwości samodzielnego działania, jeśli chodzi o kolportaż. Możemy jedynie inspirować wydawców, którzy zresztą mają pełną świadomość, że ich tytuły nie docierają wszędzie tam, gdzie docierać powinny.

Co jakiś czas wieszczone są perspektywy, że prasa drukowana upadnie i wszystkie treści będą dostępne tylko za pośrednictwem internetu. Wierzy Pan w schyłek mediów drukowanych?

Digitalizacja rynku prasowego to proces, który trwa i będzie trwał. Ale choć mówi się o powszechności internetu w Polsce, ja uważam, że dostęp do internetu w naszym kraju jest nadal mocno ograniczony. Taki stan rzeczy, a także zupełnie różna percepcja przekazu elektronicznego i słowa drukowanego to dwa z wielu powodów, dla których nie wierzę w upadek prasy drukowanej. Poza tym trzeba przyjrzeć się poszczególnym segmentom prasy, bo przyjmowanie filozofii jednego worka jest często bardzo mylące. Jeżeli jakiś rodzaj prasy ma problemy, to często inny w tym samym czasie rozkwita. Ilustrują to dwa przykłady. W sytuacji, kiedy występują problemy z kolportażem prasy ogólnopolskiej w mniejszych miastach, rozkwita tam prasa lokalna. Z naszych informacji wynika, że takich tytułów jest już kilka tysięcy. Drugi segment rynku, który rozwija się w szybkim tempie, to prasa branżowa. Ma ona inną formę kolportażu, najczęściej B2B. Nakłady tej prasy są mniejsze, ale tytuł branżowy ze sprzedażą nawet poniżej 1 tys. egzemplarzy jest w stanie się utrzymać, jeśli dociera do bardzo jasno zdefiniowanej grupy czytelników.

Które media drukowane mają – Pana zdaniem – największe problemy?

Problemy mają na pewno gazety ogólnopolskie, które muszą konkurować z gigantycznymi mediami, jakimi są telewizja oraz internet. Problem mają niewątpliwie także gazety regionalne, które szukają swojej tożsamości i muszą konkurować z jednej strony z tytułami ogólnopolskimi, a z drugiej z rosnącymi w siłę mediami lokalnymi.

No właśnie, czy nie uważa Pan, że gazety regionalne straciły swoją tożsamość już dawno temu – w chwili, kiedy większość z nich została kupiona przez koncerny i doszło do centralizacji?

Myślę, że liczba eksperymentów, które przeszła prasa regionalna, nie posłużyła jej dobrze. Obecnie wiele tytułów regionalnych w żaden sposób nie przypomina tego, czym były kiedyś. Należy jednak pamiętać, że przed laty media regionalne funkcjonowały w innej rzeczywistości. Nie było internetu, dlatego gazety regionalne musiały pokazywać całe spektrum informacji, niedostępnych gdzie indziej, a teraz niektóre media je w tym wyręczają. Obserwując dzisiejsze gazety regionalne widzę, że wciąż szukają one swojej tożsamości. A nie jest to łatwe.

Myśli Pan, że uda im się tę tożsamość odnaleźć, czy raczej będą upadać?

Nie namówi mnie Pan do odrabiania lekcji za wydawców prasy regionalnej. Sądzę jednak, że jest tu autentyczne pole do nowych pomysłów.

Jak zmiany na polskim rynku mediów wpływają na poziom dziennikarstwa? Mówi się o tym, że wydawcy w celach oszczędnościowych zatrudniają osoby nieoczytane, nie mające wiele wspólnego z profesjonalizmem…

Myślę, że w Polsce mamy problem m.in. z systemem kształcenia dziennikarzy. Już dawno zastanawialiśmy się nad powołaniem własnej szkoły dziennikarskiej, podobnej do Akademii Springera, która funkcjonuje w Niemczech. Tam absolwenci tej szkoły są na rynku rozchwytywani i stanowią elitę dziennikarską. Studenci od pierwszego dnia nauki pracują w redakcji, przechodząc wszystkie szczeble redakcyjne, kształcąc się jednocześnie teoretycznie i praktycznie. Problem jest jednak dużo głębszy. Dziennikarze muszą dzisiaj pracować bardzo szybko. Czytelnicy oczekują szybkich newsów, czasami są one nie do końca sprawdzone. Jeśli rozrywka, to płytka, jeśli program polityczny, to forum kilku rozpolitykowanych ekspertów, którzy skaczą sobie do gardeł. To wszystko składa się na negatywny obraz dziennikarzy. Sądzę jednak, że polscy dziennikarze to w większości mądrzy ludzie. Problemem jest to, że muszą balansować między nie zawsze najwyższego lotu oczekiwaniami odbiorców a wysokimi standardami dziennikarskimi.

A co wskazałby Pan jako główne problemy współczesnego polskiego dziennikarstwa oraz wydawców?

Problemów jest wiele. Proces przygotowywania materiałów jest dzisiaj bardzo zubożony, a media nie mają środków na zatrudnianie grupy researcherów. Niektóre gatunki dziennikarskie nieomal umierają, np. reportaż prasowy. Kogo dzisiaj stać na utrzymywanie reportera, który potrzebuje wielu miesięcy, aby przygotować jeden tekst? Umiera też dziennikarstwo śledcze. Znikają z mediów korespondenci zagraniczni. Coraz częściej jeden dziennikarz przekazuje relacje zza granicy jednocześnie dla prasy, radia i telewizji. To są kwestie problematyczne.

Jak Pan widzi rynek polskich mediów za – powiedzmy – 5 lat?

Rynek mediów będzie jeszcze bardziej niż dzisiaj rozczłonkowany. Ta tendencja jest zauważalna już teraz. Telewizje ogólnotematyczne tracą, bardzo szybko rozwijają się za to kanały tematyczne. W internecie pozostaną wiodące portale, ale ciągle będzie rosła liczba portali specjalistycznych. Nie wiem, jak to się będzie spinało finansowo. Źródła przychodów są dwa. Z jednej strony funkcjonują płatności ze strony odbiorców, którzy płacą za wydania drukowane albo za dostęp do treści przez internet. Drugim filarem finansowania mediów są przychody reklamowe. Ze względu na ogromne rozproszenie mediów ten strumień pieniędzy też będzie rozproszony.

Co Pan myśli o takich rozwiązaniach jak Piano Media, gdzie za jedną opłatą ma się dostęp do internetowych treści różnych wydawnictw?

Jako wydawcy jesteśmy otwarci na tego rodzaju nowatorskie rozwiązania. Wiemy jednak, że Polacy bardzo niechętnie płacą za treści w internecie, co potwierdzają różne badania. Druga sprawa to fakt, że w pierwszej kolejności należy rozwiązać palące kwestie formalno-prawne, związane m.in. z prawem autorskim i prawem prasowym. Bez tego niestety nigdy nie wyjdziemy z tego labiryntu i trudno będzie wprowadzać nawet najbardziej nowatorskie rozwiązania. Domu nie można budować zaczynając od dachu, potrzebne są najpierw fundamenty.

Krystyna Mokrosińska, honorowy prezes SDP, powiedziała kiedyś, że świat wydawców, który reprezentuje Pan jako prezes IWP oraz świat dziennikarzy to dwa oddzielne światy, które się nie zrozumieją. Czy rzeczywiście tak jest?

Sądzę, że nie. Niewątpliwie są obszary, w których organizacje wydawców i dziennikarzy mogą ze sobą współpracować. Są też takie, gdzie relacje pracodawca-pracobiorca mogą czynić tę współpracę trudną. Niedawno miałem okazję spotkać się z panem prezesem Skowrońskim i wierzę, że będziemy próbowali tę współpracę prowadzić.

O rozmówcy
Wiesław Podkański był założycielem i wieloletnim prezesem Ringier Axel Springer Polska (poprzednio Axel Springer Polska), a od 2005 roku pełni funkcję prezesa honorowego firmy. Był współtwórcą i redaktorem naczelnym miesięcznika “Auto International”, a następnie sprawował funkcję dyrektora generalnego i prezesa zarządu spółki Phoenix Intermedia we Wrocławiu. Wiesław Podkański był także współzałożycielem Izby Wydawców Prasy, której prezesem jest od 2003 roku. Jest absolwentem germanistyki i filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz doktorem nauk humanistycznych.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wieslaw-podkanski-nie-wierze-w-upadek-prasy-drukowanej

22-11-2012, 08:32

HFPC o zwolnieniach w “Rz”: żądanie ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej jest niedopuszczalne  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
22-11-2012

Standardy wynikające z tajemnicy dziennikarskiej nie zawsze są przestrzegane przez właścicieli mediów – oceniła HFPC w stanowisku w sprawie niedawnego zwolnienia dziennikarzy “Rzeczpospolitej” (Presspublica) po publikacji artykułu “Trotyl na wraku tupolewa”.

Cezary Gmyz

Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśliła w opublikowanym wczoraj stanowisku, że tajemnica dziennikarska, której elementem jest ochrona osobowych źródeł informacji przez dziennikarzy, jest jedną z prawnie chronionych tajemnic zawodowych, nierozerwalnie związaną z wykonywaniem zadań, jakie powinny wypełniać media w demokratycznym społeczeństwie, a także z prawem obywateli do wiarygodnej i rzetelnej informacji.

HFPC przywołała orzeczenie Sądu Najwyższego z 1995 r., w którym zaznaczono, że tajemnica zawodowa dziennikarza stanowi “istotny czynnik niezależności prasy i stwarza korzystne warunki dla zaufania społecznego, pozwala także dziennikarzom na własną ocenę różnych przejawów życia społecznego i eliminuje możliwy wpływ na treść publikacji ze strony czynników politycznych i administracyjnych”.

“Należy jednocześnie pamiętać, że to nie dziennikarz (ani tym bardziej redaktor naczelny czy właściciel danego medium), ale jego informator jest dysponentem tajemnicy dziennikarskiej i ujawnienie jej wbrew jego woli naraża dziennikarza nie tylko na odpowiedzialność etyczną, ale także sankcje karne” - brzmi dalsza część stanowiska fundacji.

HFPC zaznaczyła też, że tajemnica dziennikarska jest jedną z najistotniejszych gwarancji pozwalających utrzymać jednakowo ważną z punktu widzenia swobody wypowiedzi równowagę w stosunkach wewnętrznych, to jest pomiędzy interesem korporacyjnym właściciela danego medium a niezależnością dziennikarską. “Nie ulega bowiem wątpliwości, że niezależność ta musi być chroniona także wewnątrz samych mediów” – podkreśliła fundacja.

W stanowisku zaznaczono, że zgodnie z Prawem prasowym dziennikarz ma obowiązek ujawnić informacje objęte tajemnicą dziennikarską wyłącznie redaktorowi naczelnemu, a i jemu jedynie “w niezbędnych granicach”. Nie ma więc podstaw do ujawnienia tożsamości informatorów dziennikarza na żądanie właściciela środka masowego przekazu.

“Wpływ właściciela medium na sprawy redakcyjne ogranicza się zatem do swobody wyboru redaktora naczelnego, z którym powinna łączyć go odpowiednio silna relacja zaufania oraz prawo narzucenia “ogólnej linii redakcyjnej”. Natomiast wpływ na bieżące funkcjonowanie np. tytułu prasowego powinien być znacznie mniejszy niż w przypadku innego rodzaju przedsięwzięć biznesowych” - oceniła HFPC.

Zdaniem fundacji niedopuszczalne jest żądanie ujawnienia źródeł skierowane przez właściciela gazety bezpośrednio do dziennikarza oraz ingerencja w treści redakcyjne, gdyż te kompetencje należą do redaktora naczelnego.

“Zdaniem HFPC właściciel nie może w pełni dowolnie kształtować struktury redakcji i arbitralnie wpływać na zmiany personalne w poszczególnych tytułach zawsze wtedy, gdy uzna, że dana publikacja może zagrozić jego korporacyjnym interesom. Nie wyklucza to oczywiście pociągnięcia do odpowiedzialności redaktora naczelnego, z jego odwołaniem włącznie” – podkreśliła HFPC.

Zdaniem fundacji brak jest obecnie wystarczających uregulowań prawnych, które chroniłyby dziennikarza przed dyktatem ze strony właściciela danego medium. “Brakuje w szczególności regulacji prawnych odnoszących się do stosunków pracowniczych w redakcjach, które uwzględniałyby specyfikę zawodu dziennikarza. Ponieważ zawód dziennikarza ma szczególny charakter i należy go traktować jako “służbę wobec społeczeństwa”, Kodeks pracy wydaje się w tym zakresie niewystarczający” – brzmi stanowisko HFPC.

Zdaniem fundacji kolejnym zagadnieniem budzącym wątpliwości w związku ze sprawą “Rzeczpospolitej” jest kwestia relacji zachodzących pomiędzy właścicielami mediów a politykami.

“Działalność wydawnicza wymaga (…) przestrzegania przejrzystych norm i zasad postępowania nie tylko wewnątrz struktury organizacyjnej, ale także w kontaktach zewnętrznych, w szczególności, gdy dotyczą one środowiska politycznego (…). Szczególne kontrowersje budzi w tym kontekście informowanie przedstawiciela rządu o konkretnej, mającej się dopiero ukazać publikacji. Należy bowiem pamiętać, że nie tylko postępowanie osób zatrudnionych w redakcji, ale także postępowanie jej właściciela może w równym stopniu zaszkodzić wiarygodności i niezależności danego medium” – zaznaczyła HFPC.

Pod koniec października “Rz” napisała, że śledczy znaleźli na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa zaprzeczyła, że są takie ustalenia. Dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych – podała prokuratura.

Po postępowaniu wyjaśniającym rada nadzorcza Presspubliki, wydawcy “Rz”, uznała artykuł za nierzetelny i nienależycie udokumentowany i rekomendowała odwołanie redaktora naczelnego tytułu Tomasza Wróblewskiego, jego zastępcy Bartosza Marczuka i szefa działu krajowego Mariusza Staniszewskiego. Pracę stracił też autor artykułu Cezary Gmyz. Trwa konkurs na stanowisko naczelnego tego tytułu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/hfpc-o-zwolnieniach-w-rz-zadanie-ujawnienia-tajemnicy-dziennikarskiej-jest-niedopuszczalne

21-11-2012, 18:08

PSL walczy z dziennikarzami  »

Gazeta Wyborcza
Piotr Żytnicki, Piotr Bojarski
21-11-2012

Eugeniusz Grzeszczak, sejmowy wicemarszałek ludowców, chce więzienia dla słupeckich dziennikarzy. Ich zdaniem to odwet za ujawnienie kulisów kampanii wyborczej, na której zarabiał syn ludowca, szef konkurencyjnej gazety.

Eugeniusz Grzeszczak

Trzy miesiące temu dziennikarze “Kuriera Słupeckiego” opublikowali tekst, w którym opisali, jak firma Grzeszczaka juniora dostała ponad 120 tys. zł od komitetu wyborczego PSL na kampanię parlamentarną 2011 roku. Drukowała za to ulotki, plakaty i banery. “Kurier Słupecki” uznał, że PSL i Grzeszczak wspierali finansowo firmę jego syna “publicznymi pieniędzmi”.

Wicemarszałek uważa, że to nieprawda, bo pieniądze pochodzić miały ze składek kandydatów, a nie z kasy państwa. I wytoczył dziennikarzom proces cywilny oraz karny za publiczne pomówienie (skorzystał z kontrowersyjnego art. 212 Kodeksu karnego).

Wczoraj w Koninie ruszył ten cywilny. Wicemarszałek przyjechał z dwoma prawnikami, z dziennikarzami nie chciał rozmawiać. Głosu nie zabrał też na sali rozpraw. Domaga się 30 tys. zł zadośćuczynienia oraz przeprosin na łamach ogólnopolskich mediów.

- Koszt przeprosin, których żąda, oszacowaliśmy na 750 tys. zł. To śmierć dla naszej gazety – mówi Janusz Ansion, redaktor naczelny i wydawca kuriera.

Czy informując o zleceniach dla syna Grzeszczaka z publicznych pieniędzy, jego gazeta miała rację?

Pół roku przed wyborami do Sejmu, w 2011 r., w 14-tysięcznej Słupcy w Wielkopolsce pojawiła się nowa gazeta – “Głos Słupcy”. Wydaje ją syn wicemarszałka Grzeszczaka do spółki z działaczem PSL. Pismo wspierane jest ogłoszeniami samorządu miejskiego i powiatowego, a tam władzę ma PSL.

W trakcie kampanii spółka Grzeszczaka juniora dostała też zlecenia z komitetu wyborczego PSL na ponad 120 tys. zł. Szefem sztabu wyborczego PSL był sam Grzeszczak senior. Junior drukował też w swojej gazecie artykuły sponsorowane.

Wicemarszałek Sejmu temu nie przeczy. Nadużyciem – jego zdaniem – było stwierdzenie, że pieniądze dla syna szły z budżetu państwa. Jego prawnicy przekonywali wczoraj, że pochodziły “tylko i wyłącznie z wpłat osób fizycznych”.

- Dochowaliśmy rzetelności – twierdzi Janusz Ansion. Twierdzi, że dysponuje dokumentami, z których wynika, iż do komitetu wyborczego PSL trafiały też pieniądze z państwowej subwencji. – Chodzi o wyeliminowanie nas z rynku. Dla gazety syna wicemarszałka jesteśmy niewygodną konkurencją, bo patrzymy władzy na ręce – przekonuje. To nie koniec jego sądowej batalii. W piątek ruszy proces karny z prywatnego aktu oskarżenia Grzeszczaka. Dziennikarzom, zgodnie z art. 212, grożą nawet dwa więzienia.

Obydwu procesom przygląda się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która jest inicjatorem akcji usunięcia z kodeksu karnego właśnie artykułu 212. Kilka miesięcy temu do akcji tej przychyliło się także… PSL.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,12900215,PSL_walczy_z_dziennikarzami.html#ixzz2Cw6CE7cU

21-11-2012, 17:19

Górnictwo z zasadami: Konkurs fotograficzny rozstrzygnięty  »

Dziennik Zachodni
PS, PAP
21-11-2012

“Górnictwo z zasadami” to tytuł konkursu fotograficznego, który został rozstrzygnięty w Katowicach. Pierwsze miejsce zajęła Elżbieta Komarzyńska za pracę pt. “Maszyny i wiatraki” – poinformowała w środę rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego Jolanta Talarczyk.

Laureatką drugiej nagrody została Klaudyna Filipiak, którą jury doceniło za fotografię pt. “W ścianie – Ziemowit” a trzecie miejsce zajął Maciej Dorosiński za pracę pt. “W zawieszeniu”.

- Zwycięska praca Elżbiety Komarzyńskiej jest poświęcona kopalni Bełchatów; autorka pokazała wyrobiska i wiatraki prądotwórcze. Praca jest niezwykle plastyczna i impresjonistyczna w klimacie – powiedziała Talarczyk.

Dodała, że nagrody finansowe w wysokości 1200, 900 i 700 zł zostaną wręczone podczas przypadającej 4 grudnia Barbórki. Uroczystość odbędzie się w Akademii Muzycznej w Katowicach. Tam też zostanie otwarta wystawa fotografii, która następnie zostanie przeniesiona do siedziby Wyższego Urzędu Górniczego.

Konkurs był otwarty dla wszystkich. Zorganizowany został przez Wyższy Urząd Górniczy przy współpracy z Fundacją Bezpieczne Górnictwo im. prof. Wacława Cybulskiego. Nadrzędnym celem konkursu była promocja bezpieczeństwa w górnictwie, m.in. w kwestii obsługi maszyn i urządzeń. Jury oceniało walory artystyczne, trafność ujęcia tematu oraz staranność merytoryczną.

Przyznano także trzy równorzędne wyróżnienia za zdjęcia pt. “W ruchu II”, “Kombajnista”, “bo… pracowałem NIEbezpiecznie…” oraz nagrodę specjalną dla pracownika Specjalistycznego Urzędu Górniczego za fotografię przedstawiającą drążenie szybu kopalnianego.

Do konkursu zgłoszono 94 zdjęcia.

Kapituła Konkursu pracowała w następującym składzie: Arkadiusz Gola, fotoreporter Dziennika Zachodniego (przewodniczący Kapituły), Tomasz Jodłowski – freelancer pracujący m.in. dla Rzeczpospolitej; Andrzej Grygiel – fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej, Jolanta Talarczyk – rzecznik prasowy WUG; Jacek Romuk – prawnik WUG, członek zarządu Fundacji “Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego; Janusz Malinga – dyrektor Departament Warunków Pracy WUG; Józef Koczwara – dyrektor Departamentu Energomechanicznego, członek zarządu Fundacji “Bezpieczne Górnictwo im. prof. W. Cybulskiego; Agnieszka Bednarczyk z Gabinet Prezesa WUG (sekretarz Komisji Konkursowej).

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/703697,gornictwo-z-zasadami-konkurs-fotograficzny-rozstrzygniety,id,t.html