Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

04-12-2012, 09:52

Dziś nasz jubileusz  »

Polskie Radio Katowice
04-12-2012

4 grudnia, dokładnie 85 lat temu, Polskie Radio Katowice rozpoczęło swoją działalność.

85-lecie Polskiego Radia Katowice

Pierwsza siedziba Radia mieściła się na zbiegu ulic Mielęckiego i Warszawskiej. Obecnie, od 75 lat, rozgłośnia pracuje w budynku przy ulicy Juliusza Ligonia 29. W październiku, przed siedzibą naszej rozgłośni odsłonięto ławeczkę-pomnik patrona Radia – Stanisława Ligonia, śląskiego pisarza, artysty i byłego dyrektora radia. W ramach obchodów jubileuszu rozświetlono też historyczny napis “Polskie Radio Katowice”, który po raz pierwszy pojawił się na elewacji gmachu w 1937 r. Przetrwał jednak wtedy tylko dwa lata, został zniszczony po wejściu wojsk hitlerowskich do Katowic na początku września 1939 r.

Z okazji tegorocznego jubileuszu, prezes Radia Katowice Henryk Grzonka napisał książkę o 85 letniej historii rozgłośni. 7 grudnia natomiast w Muzeum Śląskim w Katowicach otwarta zostanie wystawa poświęcona starym radioodbiornikom. Niektóre z eksponatów pochodzą z naszej radiowej Izby Pamięci.

Rozgłośnia była czwartą tego typu redakcją w kraju. Pierwszym dźwiękiem, jaki trafił za jej pośrednictwem do Śląskiego eteru, były uderzenia młotkiem w kowadło, które do dzisiaj goszczą na naszej antenie. Transmitowano wówczas mszę świętą z kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła. Ważnym elementem inauguracyjnego programu była wieczorna transmisja opery Stanisława Moniuszki „Halka” z Teatru Polskiego w Katowicach. Z okazji dzisiejszego jubileuszu Radia Katowice, w niedzielę metropolita katowicki, Wiktor Skworc, odprawił uroczystą mszę świętą w intencji słuchaczy i pracowników radia. Podczas homilii, odwołując się do genezy słowa „radio” podkreślał, że powinno ono pełnić misję społeczną.

Pierwsza audycja na antenie Katowickiej rozgłośni Polskiego Radia, została nadana 4 grudnia 1927 roku. Od lat siedemdziesiątych działa częstochowska redakcja Radia Katowice. Zatrudnia korespondentów pracujących dla wszystkich anten Polskiego Radia.

W latach 90. Polskie Radio Katowice emitowało dla ówczesnego województwa częstochowskiego codzienny, lokalny program Radia Częstochowa zatytułowany “Nad wartą posłuchać warto”. Redagowało go kilku etatowych dziennikarzy i kilkunastu współpracowników. Obecnie redakcja w Częstochowie koncentruje się na działalności informacyjnej i publicystycznej obejmując swym zainteresowaniem powiaty częstochowski, kłobucki i lubliniecki. W redakcji w Częstochowie pracowali, bądź pracują między innymi: Izabela Czerczer, Małgorzata Długołęcka, Jacek Frentzel, Ireneusz Leśnikowski, Grzegorz Mach, Zdzisław Makles, kierujący redakcją od lat 90. i Andrzej Błaszczyk, twórca radiowego kabaretu Zespół Adwokacki Dyskrecja.

Pierwszego stałego korespondenta w Bielsku-Białej Radio Katowice miało od 1976 roku. Te rolę pełniła Irena Swadźba, przyjeżdżając raz w tygodniu do Katowic ze stertą nagranych taśm do montażu. Drugim korespondentem z południa został w 1982 roku Andrzej Ochodek. Nagrania były przesyłane pociągiem, a informacje przez telefon lub telefaksem. Później był pierwszy służbowy maluch. Sensacją na południu naszego regionu było, posiadanie przez naszą redakcję, jednego z pierwszych w Polsce telefonu komórkowego.

W roku 1995 bielska redakcja zaczęła nadawać swój własny program lokalny rano i po południu na częstotliwości 103 MHz. Redakcja bielska, przez wiele lat, tworzyła także cotygodniową audycję “U Polaków za Olzą”. Swoim zasięgiem, obejmuje powiaty bielski, żywiecki i cieszyński oraz część pszczyńskiego. W czasach województwa bielskiego, był to ogromny teren, aż po Babia Górę, Kalwarię Zebrzydowską czy Oświęcim. Dziś dysponuje nowoczesnym sprzętem, pozwalającym na realizację nawet dużych audycji z własnego studia. Obok Andrzeja Ochodka, w bielskiej redakcji pracuje także Beata Zamlewska-Pałyga, a byli pracownicy to Maciej Barcik,Witold Bauer, Aleksandra Paliga, Danuta Gibas, Jarosław Kareta, Jadwiga Gąsior i Przemysław Niżnik.

Najmłodszą redakcją zamiejscową Radia Katowice jest Redakcja w Zawierciu. Powstała 11 lat temu na poddaszu tamtejszego Domu Kultury. W jej skład wchodzi przede wszystkim nowoczesne studio, z którego nadajemy nie tylko na antenę Radia Katowice, ale także na antenę Polskiego Radia w Warszawie. Praca w redakcji koncentruje się głównie na działalności informacyjnej i publicystycznej. “Na żywo” przekazywane są także informacje motoryzacyjne. Redakcja w Zawierciu swym zasięgiem obejmuje środkową część Jury Krakowsko-Częstochowskiej czyli powiat myszkowski, zawierciański i częściowo olkuski. Od 10 lat w zawierciańskiej redakcji Radia Katowice pracuje reporterka Gabriela Kaczyńska. Przez kilka lat szefem redakcji był Wojciech Pacula, redagujący obecnie magazyn Auto-Radio, potem natomiast Andrzej Kotulecki, który odpoczywa już na emeryturze.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=94&tx_ttnews[tt_news]=30372&tx_ttnews[backPid]=14&cHash=baf1c03b34

03-12-2012, 11:48

Piński: gdybym nie miał gwarancji swobody działania ze strony wydawcy, nie podjąłbym się tego wyzwania  »

Press
(KOZ)
03-12-2012

“Uważam Rze” pozostanie pismem odważnym i wyrazistym dla wszystkich, którzy cenią prawdę, wolność słowa, swobody obywatelskie i wolny rynek, mającym zarazem rozsądny, nienegujący tradycji naszej kultury światopogląd w sprawach obyczajowych” – zapowiedział w najnowszym wydaniu tygodnika nowy redaktor naczelny Jan Piński.

Jan Piński

Jan Piński napisał, że dla wielu osób “Uważam Rze” jest jedynym na rynku prasowym tytułem odpowiadającym ich gustom i wyrażającym ich światopogląd. “Sam od pierwszego wydania jestem jego stałym czytelnikiem i doskonale rozumiem te potrzeby znaczącej części Polaków, na które tygodnik trafnie odpowiada” – przyznał. “Będziemy patrzeć władzy na ręce i ją rozliczać. Będziemy dociekać “drugiego dna” spraw, którymi interesują się nasi czytelnicy i które mają realny wpływ na ich życie” – zapowiedział.

“To nie linia pisma – której zawdzięcza swój rozkwit i silną markę – stała się powodem ostatnich zawirowań. Nie chcę i nie będę jej zmieniać. W ostatnich tygodniach część autorów po prostu niepotrzebnie skupiła się na publicznej polemice z innymi dziennikarzami oraz własnym wydawcą zamiast na oczekiwaniach państwa – naszych czytelników. Nie tym powinna zajmować się redakcja, na której spoczywa wyjątkowa odpowiedzialność. A taką właśnie “Uważam Rze” ponosi jako najistotniejszy gwarant kruchego, ale jednak pluralizmu na polskim rynku mediów. Nie bez znaczenia jest też potrzeba przekucia sukcesu rynkowego w sukces finansowy, bo tylko taki może zapewnić trwałe podstawy rozwoju tygodnika” – czytamy we wstępniaku Jana Pińskiego.

Nowy naczelny wierzy, że może przeprowadzić potrzebne zmiany w zakresie zarządzania redakcją, zachowując i w perspektywie wzmacniając wizerunek i pozycję tygodnika. “W przeciwnym razie, także gdybym nie miał gwarancji swobody działania ze strony wydawcy, nie podjąłbym się tego wyzwania. Zaprzepaszczenie szansy, by ocalić przystań, jaką jest “Uważam Rze” dla wszystkich ceniących zdrowy rozsądek, wolność słowa, kontrolę społeczną nad władzą, prawdziwie wolny rynek i merytoryczną debatę, byłoby grzechem. Są to wartości, jakimi zawsze kierowałem się w dotychczasowej pracy i nasze łamy są otwarte dla wszystkich, którzy je podzielają” – stwierdził Piński.

Jan Piński zastąpił na stanowisku naczelnego “Uważam Rze” Pawła Lisickiego, którego pod koniec listopada zwolnił zarząd Presspubliki. W geście solidarności odszedł z nim niemal cały zespół tygodnika.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40491,Pinski_--gdybym-nie-mial-gwarancji-swobody-dzialania-ze-strony-wydawcy_-nie-podjalbym-sie-tego-wyzwania

03-12-2012, 11:47

Miecugow: 2013 r. będzie trudnym rokiem. Nie tylko media są całe w strachu  »

Onet.pl
Jacek Nizinkiewicz
03-12-2012

- Piechociński nie jest głupi i wie, że idą ciężkie czasy. 2013 r. będzie gospodarczo bardzo trudnym rokiem. Nie tylko media są całe w strachu – powiedział w drugiej części rozmowy z Onetem Grzegorz Miecugow. Dziennikarz tłumaczy tym samym, dlaczego, jego zdaniem, szef PSL nie obejmie stanowiska ministra gospodarki.

Z Grzegorzem Miecugowem – dyrektorem ds. publicystyki TVN24, twórcą “Faktów” w TVN, członkiem Katedry Dziennikarstwa Collegium Civitas, współautorem książki “Szkiełko i wokół” – rozmawia Jacek Nizinkiewicz

Jacek Nizinkiewicz: Rozmawiał Pan z politykami na początku lat 90-tych. Obserwował Pan jak tworzy się nowa klasa polityczna. Dzisiaj również ma Pan kontakt z politykami. Jak nasza klasa polityczna zmieniła się na przestrzeni lat?

Grzegorz Miecugow: Wszystko strasznie przyspieszyło, także za naszą sprawą. Jeszcze na przełomie wieków było tak, że najważniejsze było co kto powiedział w “Wiadomościach”, w “Panoramie” czy “Faktach” i następnego dnia się do tego odnoszono. A dzisiaj ktoś palnie coś o 10, o 11 jest konferencja, o 12 kolejna, a o 14 jeszcze raz zabiera głos ten, co palnął. I tak to się nakręca, tylko nic z tego nie wynika.

- No i jak to zatrzymać?

- Tego się nie da zatrzymać.

- Ale to jest ogłupiające. Pan doskonale wie, że siedząc w tym cały czas przez lata, człowiek się uwstecznia. Uwsteczniają się dziennikarze, bo podążają za głupotami i tym, jak jeden polityk skomentuje, na dłuższą metę nic nie znaczące, emocjonalne wypowiedzi drugiego polityka. Media nakręcają lud, który tego później słucha, ogląda, klika i czyta. Same emocje. Im gorsze, tym lepsze.

Grzegorz Miecugow

- No tak. Myślę, że nie zauważamy, że ciężar przenosi się zupełnie gdzie indziej. W latach ‘90 było bardzo istotne, co politycy robią i jakie prawo stanowią. Dzisiaj jest to znacznie mniej istotne. Chociaż to prawo jest coraz gorsze. Coraz częściej słyszy się głosy, że być może należałby napisać prawo od początku. Strasznie trudno funkcjonować w kraju, w którym można udowodnić na podstawie przepisów prawa, że coś jest czarne i na podstawie tych samych przepisów udowodnić, że coś jest białe. A tak jest w tej chwili w Polsce. Nawet jeżeli gdzieś awansujemy, w jakichś rankingach, to zagmatwanie prawa jest dla nas kotwicą i obciążeniem.

- Czy polityka jest ogłupiająca?

- Oczywiście, że jest! Politycy mają łatwość mówienia ciepło o nas tylko przed wyborami. Potem jesteśmy sierotami. Potem przez długie lata mam poczucie, że im wszystkim jest kompletnie obojętne, co ja o nich myślę. Dlatego początkowo mi się nawet spodobał pomysł, żeby płacić na nich co roku. Ja bym płacił.

- Chodzi Panu o to, żeby państwo nie dotowało partii?

- Tak. Żebym mógł sobie wybrać, czy chcę płacić na jakąś partię. Bo to mogłoby dać szansę komuś, kto jest w tej chwili poza parlamentem.

- Potrzebna jest taka nowa siła? Świeża krew?

- Oczywiście! Jesteśmy w takiej sytuacji, jak byliśmy w 2001 roku, kiedy po długich rządach lewicy, nastąpił AWS, gdzie się skonsolidowała podzielona i przegrana prawica. W historycznym podziale postkomuna oddała władzę postsolidarności. Po tych dwóch wielkich rozdaniach, gdzie miało się dość jednych i drugich, trzeba było potrząsnąć sceną polityczną. Rozleciał się AWS, powstała PO i PiS. Tylko że te partie są dzisiaj w śmiertelnym uścisku.

- Jak dzisiaj wygląda scena polityczna?

- PiS już się skompromitował. PO się kompromituje. PSL jaki jest każdy widzi. Palikot zawiódł młodych. SLD pod wodzą Millera nie może się wygrzebać. Albo przyjdzie ktoś nowy, albo dojdzie do pewnej katastrofy demokratycznej, tzn. frekwencja w następnych wyborach będzie na poziomie 30 proc.

- Podobno idzie nowe w postaci Ruchu Narodowego…

- Z ONR i NOP jest tak, że oni też się ze sobą kłócą. Nie widzę takiego wspólnego mianownika, który wszystkich niezadowolonych byłby w stanie zmieścić pod jednym sztandarem. Nie sądzę, żeby to było możliwe. Chociaż jeśli Europa zacznie się rozpadać, a to jest teoretycznie możliwe, wtedy wszyscy na tym stracimy.

- Czy nie miał Pan po katastrofie smoleńskiej moralnego kaca, że wcześniej TVN 24 pokazywał Lecha Kaczyńskiego z nienajlepszej strony, a po katastrofie pojawiły się te wszystkie piękne obrazki uśmiechniętego prezydenta z żoną, która była wcześniej również pokazywana w najmniej atrakcyjny sposób?

- Dopiero po śmierci prezydenta okazało się, że on miał jakiegoś fotografa w pałacu. Nie było tak, że ktoś te zdjęcia proponował, a telewizja ich nie chciała. Dla mnie coś innego jest zaskakujące. A mianowicie, że śmierć potrafi tak wiele zmienić, także w drugą stronę. Prezydent, który miał najgorsze notowania ze wszystkich prezydentów, stał się nagle pomnikową ikoną. Taka śmierć napiętnowuje narody na całe lata. Myślę, że Amerykanie do tej pory nie poradzili sobie ze śmiercią Kennedy’ego, i że ta trauma cały czas gdzieś w nich siedzi. Przecież to jest w dalszym ciągu niewyjaśnione.

- Ale przecież nasz prezydent zginął w zamachu i został zamordowany, jak niektórzy uważają.

- Tutaj jest symbol na symbolu. Gdzie to się dzieje, w jaką rocznicę, w jakiej sytuacji politycznej…

- Katyń – Smoleńsk.

- PO i PiS zrobiło sens istnienia ze śmiertelnego zwarcia. Tomek Lis napisał dość złośliwy wstępniak, jak PO i PiS wzajemnie sobie pomagają. I coś w tym jest. Za każdym razem, gdy PO zaczyna słabnąć, to PiS wystrzeliwuje z czymś takim, co PO pomaga, jak ten trotyl. A jak tylko PiS-owi zaczyna iść gorzej, to już coś palną rządzący tak, żeby podreperować PiS. Ja chcę, żeby ten śmiertelny uścisk się skończył. Żeby przyszły jakieś normalne pokolenia, ktoś kto potrafi mówić o polityce w sposób zrównoważony i mądry. Jak słucham dyskusji, w której bierze udział Sławomir Sierakowski, to słucham z zainteresowaniem, bo on mówi o rzeczach, które mnie rzeczywiście przejmują.

Warto się zastanawiać nad sprawami, które się decydują w perspektywie dziesięcioleci. Np. czy prawdą jest analiza, która mówi, że podnoszą się wody oceanów znacznie szybciej niż mówiono? Jak to jest rzeczywiście z tym globalnym ociepleniem? To są pytania fundamentalne dla świata w tej chwili. Nie można mówić o demografii w ten sposób, że się wydłuży urlop macierzyński o ileś tam miesięcy. To nie jest poważne mówienie o zagadnieniu. O demografii trzeba było mówić 12 lat temu. Brakuje mi poważnych dyskusji na poważne tematy. Czy np. warto wchodzić w elektrownię jądrową, która będzie kosztowała tak strasznie dużo i będzie dawała tak niewiele prądu. Przecież obie elektrownie, które mają powstać w Polsce, mają wytwarzać około 5 proc. zapotrzebowania Polski na energię.

- Rozmawiałem ze współtwórcą Greenpeace, dr Patrickiem Moorem, który powiedział, że Polska potrzebuje elektrowni jądrowych.

- Pytanie, czy to w ogóle ma sens. Dla mnie nie zapowiedzi, ale już czyny niemieckie są zastanawiające. Mam szacunek do Niemców i uważam, że podejmują decyzje przemyślane. Więc jeżeli oni z tych elektrowni rezygnują, a my w nie wchodzimy, to znaczy, że coś jest nie tak. Ja się tego boję i widzę, że nikt nie potrafi o tym spokojnie rozmawiać.

- Z drugiej strony ma Pan Francuzów, którzy są zwolennikami elektrowni jądrowych.

- Bo u nich ponad połowa energii to jest energia jądrowa. Tylko że my o tym nie rozmawiamy. Rozmawiamy o niemożliwości zaspokojenia potrzeb służby zdrowia. Leszek Balcerowicz powiedział w 1998 roku, że nie ma takiej sumy pieniędzy, która nie wpadłaby w czarną dziurę służby zdrowia i nie zniknęła.

- Tylko że takich osób jak Leszek Balcerowicz nikt nie chce słuchać, poza kilkoma zainteresowanymi. Jeżeli Leszek Balcerowicz wziąłby udział w wyborach prezydenckich lub parlamentarnych, to poległby z kretesem. Tak samo Sławek Sierakowski, o którym Pan tak dobrze się wypowiada.

- Ja myślę, że to się musi jakoś przetoczyć, że wciąż jesteśmy bardzo niedojrzałym społeczeństwem. Te wszystkie ekstremistyczne ruchy żyją tym, że dużym grupom społecznym żyje się gorzej. Na społecznym niezadowoleniu politycznie urósł Andrzej Lepper.

- Wciąż uważa Pan, że koalicja PO-PSL może się rozlecieć?

- Janusz Piechociński robi wszystko, żeby nie wejść do rządu i nie przyjąć teki ministra gospodarni i teki wicepremiera.

- Zabawnie to brzmi.

- Piechociński nie jest głupi i wie, że idą ciężkie czasy. 2013 r. będzie gospodarczo bardzo trudnym rokiem. Nie tylko media są całe w strachu.

- Mijający rok ekonomicznie był dla mediów trudny?

- Bardzo. A kolejne lata mają być jeszcze gorsze.

- A jak Pan postrzega sytuację w “Uważam Rze”?

- Nie rozumiem tej sytuacji.

- Nie rozumie Pan Pawła Lisickiego, który publicznie krytykował wydawcę gazety, której był redaktorem naczelnym, czy nie rozumie Pan Grzegorza Hajdarowicza, który zarzyna “Uważam Rze” niczym kurę znoszącą złote jaja?

- “Uważam Rze” nie było kurą znoszącą złote jaja. To mit. W “Uważam Rze” było bardzo mało reklam, a z samej sprzedaży egzemplarzy się nie żyje. Proszę wziąć “Newsweeka” i zobaczyć, ile tam było reklam. Ale to było pismo, które ludzie chcieli kupować i czytać. Dla prawicowych treści, ale i autorów. Żal mi kolegów z “Uważam Rze”. Mam nadzieję, że szybko się pozbierają.

- Może dobrym rozwiązaniem byłoby przejście do “W Sieci”?

- Nie wiem, kto jest wydawcą “W Sieci”.

- Jak podają “Wirtualne Media” wydawcą magazynu jest spółka Fratria, w której większość udziałów ma trójmiejska agencja reklamowa Apella (dawniej Media SKOK). Odpowiada ona za realizację kampanii reklamowych Kas Stefczyka i Kas Kredytowych SKOK i jest wydawcą “Gazety Bankowej” czy pisma “Czas Stefczyka”. Związany jest z nią też portal Stefczyk.info. Reszta udziałów w Fratrii należy do Jacka i Michała Karnowskich.

- Nierozsądnie byłoby, gdyby dziennikarze “Uważam Rze” aż tak jawnie oddali się w partyjne ręce. Mam nadzieję, że znajdą kogoś rozsądniejszego. Pan Hajdarowicz, kupując Presspublikę, musiał się liczyć z taką sytuacją. Nie rozumiem jego gwałtownego ruchu. Przecież wiedział, co się stanie, kiedy zwolni Lisickiego. Ale z drugiej strony nie mógł sobie pozwolić na bycie publicznie szantażowanym. To od początku była patologiczna sytuacja. Życzę kolegom, żeby szybko znaleźli nowe wydawnictwo, oparcie finansowe i żeby założyli nową gazetę.

- Nie byłoby czystki w “Uważam Rze”, gdyby nie trotyl w “Rzeczpospolitej”?

- Cezary Gmyz ze swojego błędu robi mit założycielski swojego przyszłego życia – dziennikarza-męczennika. Pozuje pod sztandarem prawdy, który próbowała mu zwinąć ta wstrętna PO. A przecież Gmyz jeździ od zebrania na zebranie i gada te swoje banialuki. Ale dlaczego Tomek Wróblewski dał się wpuści w trotyl, to jest dla mnie zagadką.

- A zagadką jest dla Pana spotkanie Hajdarowicza z rzecznikiem rządu w nocy przed publikacją “Trotylu w tupolewie”?

- Jeśli są kumplami, to niech się spotykają, ale po co o tym mówią? Idiotyzmem było przyznawanie się do tego. To pokazuje, jak łatwo politycy kłamią, a kłamstwa uchodzą im płazem.

- Paweł Graś kłamał?

- W którymś z porannych programów Graś powiedział, że jest bardzo zaskoczony doniesieniem o trotylu w tupolewie i być może trzeba będzie ponownie uruchomić komisję Millera. I podobno premier wkurzył się na Grasia za słowa o komisji Millera. A dwa dni później okazało się, że spotkał się z Hajdarowiczem. I tak wyszło na jaw, że rzecznik rządu skłamał w radiu, udając, że nic nie wiedział. A wiedział.

- Dlaczego premier miłosiernie wybacza swojemu rzecznikowi?

- Kłamstwo w polityce jest akceptowane przez wyborców. Gdyby zbadać poziom pogardy Polaków do polityków, to bylibyśmy w czołówce świata.

- Czy babrząc się dzisiaj w dziennikarstwie politycznym, nie żałuje Pan, że został dziennikarzem? Przecież wzbraniał się Pan przed wybraniem tego zawodu.

- Nie chciałem zostać dziennikarzem. Chciałem zostać pisarzem.

- Po kryminale “Przypadek”, napisze Pan kolejną powieść?

- Chciałbym żyć z pisania. Lubię pisać i napisałem wcześniej dwie książki beletrystyczne. Pewnie wkrótce coś napiszę.

- Czego Pan sobie życzył 22 listopada w dniu swoich urodziny?

- (długie milczenie) Niczego.

- Wszystko Pan już ma?

- Nie, nie mam wielu rzeczy. Życzyć sobie nie trzeba. Trzeba pracować. Życzyłbym mediom, żeby było więcej interesujących wydarzeń do opowiedzenia.

- I na koniec, przytoczę jeszcze dwie anegdoty. Jedną możemy przeczytać w “Szkiełku i wokół” o tym jak podróżując nocą pociągiem z innymi dziennikarzami uprzyjemniacie sobie czas m.in. alkoholem i marihuaną. Jest pan za legalizacją marihuany?

- Oczywiście, że marihuana powinna zostać zalegalizowana. Rządzący są hipokrytami, chcąc nas chronić przed marihuaną, podsuwając nam pod nos alkohol i papierosy, zarabiając na nich coraz więcej poprzez podnoszenie akcyzy. Największym nieszczęściem w Polsce jest wódka, a nie marihuana. Nieprawdą jest, że od marihuany jest prosta droga do heroiny. Znam bardzo wielu ludzi, którzy palili marihuanę i nigdy nie sięgnęli po narkotyki.

- Ale premier Tusk jest przeciwny legalizacji marihuany.

- No właśnie…

- Druga anegdota dotyczy Pańskiego “spotkania” z Edwardem Stachurą.

- W 1979 r. z Adasiem Marszalikiem, moim nieżyjącym już przyjacielem, pracowaliśmy w Teatrze Na Rozdrożu, skąd postanowiliśmy się wybrać spacerem w kierunku centrum. I tak doszliśmy do KC, dzisiejszej giełdy, minęliśmy rondo z dzisiejszą palmą, minęliśmy Foksal i jakiś facet w zielonej kurtce pomachał do Adasia. Zatrzymaliśmy się, Adaś zamienił z, jak się później okazało, swoim kolegą, parę zdań, a ja dyskretnie usunąłem się kilka kroków na bok. Kiedy skończyli Adaś zapytał, poznałeś go chyba? Ja mówię – nie. A Adaś odparł, że to był Edward Stachura.

- Pański ówczesny idol.

- A ja wtedy byłem rozkochany w Stachurze…

- Jak każdy z nas w młodości.

- Czytałem wszystko, co wyszło Stachury. Polowałem akurat na pięciotomowe, tzw. dżinsowe, wydanie Stachury. Obróciłem się i pobiegłem, żeby się przywitać, ale już go nie było.

- Kilka dni później…

- …już nie żył. Zmarł śmiercią samobójczą. W rocznicę śmierci Steda napisałem o nim felieton, za który dostałem swoje pierwsze duże pieniądze.  I tak się zaczęła moja przygoda z dziennikarstwem.

- I życzę Panu, żeby trwała, ale i mimo wszystko, żeby jednak podnosił Pan stabloidyzowanym odbiorcom poprzeczkę jak najwyżej. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Jacek Nizinkiewicz

Całość: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wywiady/miecugow-2013-r-bedzie-trudnym-rokiem-nie-tylko-me,2,5320863,wiadomosc.html

03-12-2012, 10:46

55. urodziny TVP Katowice  »

TVP.INFO
atab, pw, OTV Katowice
03-12-2012

Plansza Telewizji Katowice

“Tu Telewizja Katowice. Dobry wieczór Państwu” – to właśnie te słowa jako pierwsze przeszły do historii działalność Ośrodka Regionalnego Telewizji Polskiej w Katowicach. 3 grudnia 1957 roku TVP Katowice rozpoczęła swoją działalność.

Na uroczystość, podczas której nastąpiło symboliczne przecięcie wstęgi, przybyło wielu gości. Telewizyjna maszyna ruszyła na dobre o godz. 16. Ośrodek został uroczyście otwarty przez Zygmunta Moskwę (ówczesnego ministra przemysłu drobnego i rzemiosła).

Po uroczystościach i przemówieniach nadano pierwszy program TVP Katowice, który składał się z dwóch filmów autorstwa Edwarda Poloczka, były to: “Narodziny Śląskiej Telewizji” oraz “Śląska Kronika Telewizyjna”.

Następnie widzowie (nie było ich zbyt wielu, telewizory nie występowały jeszcze powszechnie) mogli obejrzeć transmisję z obchodów Dnia Górnika. Na deser wyemitowano amerykański film fabularny.

W pierwszych dniach swojego istnienia, program Telewizji Katowice ukazywał się trzy razy w tygodniu po mniej więcej trzy godziny. Zaledwie tydzień po rozpoczęciu działalności, do oferty programowej został dołączony poniedziałkowy blok audycji z ośrodka w Warszawie.

W pracy naszych kolegów z Katowic zaszło wiele przemian, jednak jedno pozostało niezmienne – miłość to telewizji oraz poświęcenie dla zadowolenia widzów.

Całość: http://tvp.info/magazyn/kartka-z-kalendarza/55-urodziny-tvp-katowice/9304252

03-12-2012, 10:41

Lisicki: Mamy do czynienia z ograniczeniem pluralizmu opinii  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
03-12-2012

- Wróżę sukces magazynowi “W sieci”. Paradoksalnie jego ojcem będzie Grzegorz Hajdarowicz, który niszcząc “Uważam Rze” oddał rynek – mówi Wirtualnemedia.pl Paweł Lisicki, były szef “Uważam Rze”.

Z Pawłem Lisickim rozmawialiśmy przede wszystkim o tym, co dzieje się ostatnio w wydawnictwie Presspublica.

- Grzegorz Hajdarowicz nie zna się na wydawaniu. W ciągu roku w Presspublice zmienił się już prezes, przez zarząd przewinęło się chyba 9 osób, zmieniają się redaktorzy naczelni i dyrektorzy. Mam wrażenie narastającego chaosu, co doskonale widać po wynikach wszystkich pism, z wyjątkiem do tej pory  “Uważam Rze” – mówi nam Lisicki.

- Najbardziej zabawnym przykładem złej polityki wydawcy były jego głośne deklaracje, że prasa drukowana się skończyła, że gazeta jest jak dorożka czy płyta winylowa. To było coś niebywałego: ktoś, kto kupuje wydawnictwo, którego 90 proc. przychodów pochodzi z papieru ogłasza publicznie, że papier się skończył. I mówi to potencjalnym reklamodawcom i klientom – słuchajcie, nie inwestujcie w mój produkt, on zaraz zniknie. Porównajmy te zapowiedzi do tego, co mówił w Wirtualnemedia.pl honorowy prezes Springera Wiesław Podkański, który deklarował wiarę w przyszłość prasy drukowanej - powiedział Paweł Lisicki.

Paweł Lisicki

Lisicki popodkreśla, że magazyn “Uważam Rze” był autorskim pomysłem jego oraz grupy innych publicystów. – Oczywiście, w sensie formalnym tytuł należał do Presspubliki, ale w sensie intelektualnym cała koncepcja pisma była własnością moją i reszty autorów. Hajdarowicz nie tylko nie uszanował tego faktu, ale potraktował “Uważam Rze” jak każdy inny tytuł w swoim wydawnictwie. Tym bardziej zasługuje na krytykę – zauważa Paweł Lisicki.

Lisicki bez zastanowienia stwierdza, że w Presspublice mają miejsce niebezpieczne zjawiska.
- Do tej pory żaden wydawca nie ośmielał się na takie działania wobec dziennikarzy, jak Grzegorz Hajdarowicz. “Uważam Rze” reprezentowało głos krytyczny i opozycyjny wobec rządu – zniknięcie pisma jest faktycznym ograniczeniem pluralizmu opinii. Warto zauważyć, że informacja o moim odwołaniu i odejściu z “Uważam Rze” ponad dwudziestu publicystów, w ogóle nie pojawiła się w głównych serwisach telewizyjnych – mówi Lisicki.

- Największy protest dziennikarski od lat, faktyczne zniszczenie największego tygodnika opozycyjnego w Polsce, nie zainteresowało żadnej dużej telewizji! Gdyby nie internet, nikt by o niczym nie wiedział. Informacja, która stała się newsem dnia w Onecie, WP, a nawet na Gazecie.pl, nie pojawiła się ani w “Wiadomościach”, ani w “Faktach”. Dla mnie to skrajny dowód upolitycznienia telewizyjnych programów informacyjnych, które za wszelką cenę ukrywają informacje, które mogłyby zakłócić sielankową wizję Polski jako demokracji – mówi nam Lisicki.

Były szef “Uważam Rze” podkreśla, że tytuł ten powstał jako pismo autorskie. – Cała jego siła polegała na tym, że udało się mi zgromadzić pod jednym sztandarem różne osoby, różne środowiska prawicowe. To tacy autorzy, jak Rafal Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, Robert Mazurek i Igor Zalewski, Waldemar Łysiak, Piotr Semka, Piotr Zaremba, Marek Magierowski, bracia Jacek i Michal Karnowscy, Piotr Gabryel byli twarzami tego pisma. Dzięki nim, a także pozostałym, zdobyło ono stałą i wierną grupę czytelników. Sam tytuł był znakiem rozpoznawczym. Może za kilka, kilkanaście lat znaczenie tytułu byłoby znacznie większe, teraz jest inaczej. Czytelnicy “Uważam Rze” byli bardzo wrażliwi na wartość, jaką jest niezależność – gwałtowna zmiana redakcji zostanie przez nich odebrana jako zamach na istotę i tożsamość pisma. Dlatego nie wróżę “Uważam Rze” przyszłości. W jakim kierunku “Uważam Rze” by nie szło, będzie to bardzo krótka droga – zauważa Lisicki.

Lisicki w rozmowie z nami odniósł się także do kwestii pojawienia się na rynku nowego magazynu “W sieci”. – Magazyn “W sieci” był przede wszystkim projektem Jacka Karnowskiego, który nie był związany z Presspubliką żadną umową. Nic dziwnego, że postanowił w pewnym momencie stworzyć swoje pismo, miał do tego pełne prawo. Oczywiście, że pismo to mogło się stać konkurencją dla “Uważam Rze”, ale też nie obawiałem się tego. Taka konkurencja nie byłaby niczym złym, poza tym “W sieci” było pismem bardziej popularnym w zamierzeniu – stwierdza Lisicki.

Lisicki dodaje: Nie sądzę, żebym miał pojawić się w magazynie “W sieci”. Podobnie nie sądzę, żeby znalazły się w tym piśmie wszystkie osoby z grona najważniejszych autorów “Uważam Rze”. Jest to pismo nowe, osobne. Widzę w nim sojusznika, a nie następcę “Uważam Rze”.

——————————————————————————-

Z Pawłem Lisickim, byłym redaktorem naczelnym tygodnika “Uważam Rze”, rozmawiamy m.in. o sytuacji w Presspublice oraz o tym, jaka będzie przyszłość magazynu “Uważam Rze” po ostatnich zmianach personalnych.

——————————————————————————-

Krzysztof Lisowski: Wiele mówi się o losie tygodnika “Uważam Rze” po tym, jak odwołano Pana z funkcji jego redaktora naczelnego. Jak Pan widzi przyszłość tego pisma pod wodzą nowego szefa Jana Pińskiego?

Paweł Lisicki, były szef tygodnika “Uważa Rze”:
“Uważam Rze” powstało jako pismo autorskie – cała jego siła polegała na tym, że udało się mi zgromadzić pod jednym sztandarem różne osoby, różne środowiska prawicowe. To tacy autorzy, jak Rafal Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, Robert Mazurek i Igor Zalewski, Waldemar Łysiak, Piotr Semka, Piotr Zaremba, Marek Magierowski, bracia Jacek i Michal Karnowscy, Piotr Gabryel byli twarzami tego pisma. Dzięki nim, a także pozostałym, zdobyło ono stałą i wierną grupę czytelników. Sam tytuł był znakiem rozpoznawczym. Może za kilka, kilkanaście lat znaczenie tytułu byłoby znacznie większe, teraz jest inaczej. Czytelnicy “Uważam Rze” byli bardzo wrażliwi na wartość, jaką jest niezależność – gwałtowna zmiana redakcji zostanie przez nich odebrana jako zamach na istotę i tożsamość pisma. Dlatego nie wróżę “Uważam Rze” przyszłości. W jakim kierunku „Uważam Rze” by nie szło, będzie to bardzo krótka droga.

Jako nowy felietonista na łamach “Uważam Rze” pojawia się w poniedziałek m.in. Janusz Korwin Mikke. Wcześniej nie było jego tekstów. Powiedział Pan, że udało się Panu zgromadzić pod jednym sztandarem różne osoby, różne środowiska prawicowe. Dlaczego zatem nie było Korwina Mikke wcześniej i czego zapowiedzią jest jego pojawienie się teraz?

Co do Janusza Korwina Mikke, to jest on wyjątkowo ekscentrycznym autorem. Jego obecność na łamach ma takie znaczenie, jak dodanie ostrej przyprawy do dania. Tylko, że żadnego dania nie robi się z samych przypraw. Nigdy nie da się zgromadzić w jednym miejscu wszystkich autorów. Janusz Korwin Mikke potrafił pisać nie tylko ostro i dosadnie, ale też obraźliwie. Redaktor naczelny przypomina trochę trenera drużyny piłkarskiej: tak dobiera zawodników, żeby cały zespół grał dobrze. Redakcja to nie tylko zbiór znanych nazwisk i autorów – to też pewna duchowa, intelektualna jedność, przy poszanowaniu różnorodności oczywiście. Do mojej koncepcji “Uważam Rze” felietony Korwina nie pasowały. I tyle.

Pojawiają się głosy, że być może nadszedł czas, aby Pan oraz Ci publicyści, którzy zrezygnują ze współpracy z “Uważam Rze”, stworzyli nowy tygodnik opinii…

Z pewnością środowisko, które wyszło z “Uważam Rze” pokazało, że potrafi robić z sukcesem wielki tygodnik opinii. Ale poza wolą i umiejętnościami potrzebny jest jeszcze kapitał. Mam nadzieję, że taki tygodnik, kontynuujący tradycję „Uważam Rze” powstanie.

Podobno spośród tych osób, które były związane z „Uważam Rze” jakimikolwiek umowami (o pracę albo firma-firma), tak naprawdę jak dotąd złożyła wypowiedzenie tylko jedna osoba…

Nie wiem, jak wygląda sytuacja poszczególnych osób pod kątem prawnym – w przypadku niektórych wystarczy brak pisania, inni muszą złożyć wypowiedzenie. Ale nie spodziewam się, żeby ktokolwiek wrócił na łamy.

Czy prawdą jest, że był między Panem a braćmi Karnowskimi swoisty “konflikt” i magazyn “W sieci” pojawił się jako swego rodzaju opozycja do “Uważam Rze”?

Magazyn “W sieci” był przede wszystkim projektem Jacka Karnowskiego, który nie był związany z Presspubliką żadną umową. Nic dziwnego, że postanowił w pewnym momencie stworzyć swoje pismo, miał do tego pełne prawo. Oczywiście, że pismo to mogło się stać konkurencją dla “Uważam Rze”, ale też nie obawiałem się tego. Taka konkurencja nie byłaby niczym złym, poza tym “W sieci” było pismem bardziej popularnym w zamierzeniu. Krótko mówiąc nie ma mowy o konflikcie, a do konkurencji niestety nie doszło. Teraz sytuacja się zmieniła.

Jaka będzie przyszłość nowego magazynu?

Spodziewam się szybkiej zmiany “W sieci” z dwutygodnika na tygodnik i wróżę temu pismu sukces. Paradoksalnie ojcem tego sukcesu dwutygodnika braci Karnowskich będzie, mniemam, Grzegorz Hajdarowicz, który niszcząc “Uważam Rze” oddał rynek. Być może nie rozumie konsekwencji swoich czynów, być może uległ jakiejś presji, nie wiem. To są decyzje skrajnie irracjonalne. Podobnie, jak irracjonalne było zachowanie Hajdarowicza po opublikowaniu przez “Rzeczpospolitą” tekstu o trotylu. Niekończący się spektakl publicznych przeprosin na pewno ucieszył redakcję “Dziennika Gazety Prawnej”, która będzie, sądzę, wielkim wygranym w walce o prenumeratę. Na miejscu wydawcy “DGP” posłałbym Hajdarowiczowi kwiaty i szampana.

A co Pan w ogóle myśli o pierwszym numerze magazynu “W sieci”?

Pierwszy numer wskazuje na to, że będzie to pismo z jednej strony podobne do “Uważam Rze”, z drugiej bardziej popularne i tabloidowe. Trudno powiedzieć mi coś więcej, szczególnie teraz, po upadku mojego tygodnika w jego dawnej formie.

Ostatnio w jednym z mediów wyartykułowano obawę, a raczej pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że Grzegorz Hajdarowicz jest frontmanem, a za wszystkimi jego decyzjami stoi ktoś inny.

Nie wiem, czy Hajdarowicz działa sam, czy też ktoś za nim stoi. Dość, że na wydawaniu się nie zna. W ciągu roku w Presspublice zmienił się już prezes, przez zarząd przewinęło się chyba 9 osób, zmieniają się redaktorzy naczelni i dyrektorzy. Mam wrażenie narastającego chaosu, co doskonale widać po wynikach wszystkich pism, z wyjątkiem do tej pory „Uważam Rze”. Najbardziej zabawnym przykładem takiej polityki wydawcy były jego głośne deklaracje, że prasa drukowana się skończyła, że gazeta jest jak dorożka czy płyta winylowa. To było coś niebywałego: ktoś, kto kupuje wydawnictwo, którego 90 proc. przychodów pochodzi z papieru ogłasza publicznie, że papier się skończył. I mówi to potencjalnym reklamodawcom i klientom – słuchajcie, nie inwestujcie w mój produkt, on zaraz zniknie. Porównajmy te zapowiedzi do tego, co mówił w Wirtualnemedia.pl honorowy prezes Springera Wiesław Podkański, który deklarował wiarę w przyszłość prasy drukowanej.

Ta cała sprawa ma zapewne też drugą stronę medalu. Grzegorz Hajdarowicz jest właścicielem Presspubliki. Kupił to wydawnictwo i wyłożył na to pieniądze. Jako właściciel ma teoretycznie prawo robić, co chce.

To prawda, że właściciel może robić, co chce. Chociaż jak byśmy ocenili kogoś, kto kupił cenny obraz, a potem dla zabawy wrzuciłby go do ognia? Miałby prawo? Miałby. Ale czy to oznacza, że nie należałoby tego kogoś krytykować? Właściciel mediów musi pamiętać o swojej roli społecznej, publicznej. Poza tym akurat w przypadku Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz kupił udziały również od Skarbu Państwa – to sprawia, że jego działania muszą być rozpatrywane także z perspektywy politycznej. I jeszcze jedna rzecz. Tytuł “Uważam Rze” był autorskim pomysłem moim oraz grupy innych publicystów. Oczywiście, w sensie formalnym tytuł należał do Presspubliki, ale w sensie intelektualnym cała koncepcja pisma była własnością moją i reszty autorów. Hajdarowicz nie tylko nie uszanował tego faktu, ale potraktował “Uważam Rze” jak każdy inny tytuł w swoim wydawnictwie. Tym bardziej zasługuje na krytykę.

Czy zgadza się Pan z zarzutami artykułowanymi przez środowisko dziennikarskie, że po zwolnieniu ludzi z “Rzeczpospolitej” odpowiedzialnych za publikację artykułu o trotylu i po tym, jak dochodzi do zmian w “Uważam Rze” mamy do czynienia w Polsce z cenzurą, zamachem na wolność słowa itd.?

Na pewno mamy do czynienia z bardzo niebezpiecznymi zjawiskami. Do tej pory żaden wydawca nie ośmielał się na takie działania wobec dziennikarzy, jak Grzegorz Hajdarowicz. “Uważam Rze” reprezentowało głos krytyczny i opozycyjny wobec rządu – zniknięcie pisma jest faktycznym ograniczeniem pluralizmu opinii. Warto zauważyć, że informacja o moim odwołaniu i odejściu z „Uważam Rze” ponad dwudziestu publicystów, w ogóle nie pojawiła się w głównych serwisach telewizyjnych. Największy protest dziennikarski od lat, faktyczne zniszczenie największego tygodnika opozycyjnego w Polsce, nie zainteresowało żadnej dużej telewizji! Gdyby nie internet, nikt by o niczym nie wiedział. Informacja, która stała się newsem dnia w Onecie, WP, a nawet na Gazecie.pl, nie pojawiła się ani w “Wiadomościach”, ani w “Faktach”. Dla mnie to skrajny dowód upolitycznienia mediów telewizyjnych, które za wszelką cenę ukrywają informacje, które mogłyby zakłócić sielankową wizję Polski jako demokracji.

Czy widzi Pan już możliwość podjęcia przez siebie współpracy z jakimkolwiek innym tytułem z tzw. “prawej strony”?

Za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje z mojej strony.

A czy Pan lub ktoś z ekipy, która odejdzie z “Uważam Rze” pojawi się wkrótce na łamach magazynu “W sieci”?

Nie sądzę, żebym miał pojawić się w magazynie “W sieci”. Podobnie nie sądzę, żeby znalazły się w tym piśmie wszystkie osoby z grona najważniejszych autorów “Uważam Rze”. Jest to pismo nowe, osobne. Widzę w nim sojusznika, a nie następcę “Uważam Rze”.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/lisicki-mamy-do-czynienia-z-ograniczeniem-pluralizmu-opinii

03-12-2012, 10:26

“Uważam Rze” tańsze. Debiutują Zawisza, Korwin-Mikke, Winnicki i byli publicyści “Wprost”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
03-12-2012

Pierwszy numer “Uważam Rze” pod kierownictwem Jana Pińskiego jest tańszy o złotówkę. Znajdują się w nim felietony Artura Zawiszy, Roberta Winnickiego i Janusza Korwina-Mikke oraz ostatnie teksty publicystów żegnających się z tygodnikiem.

"Uważam Rze" - grudzień 2012

“Coś się zaczyna, ale nic się nie kończy” – tak swój wstępniak w nowym numerze “Uważam Rze” zatytułował Jan Piński, nowy redaktor naczelny tygodnika. Piński przypomina, że w swojej karierze współpracował z wieloma niedawnymi publicystami pisma (m.in. Piotrem Gabryelem, Rafałem Ziemkiewiczem, Igorem Zalewskim, Robertem Mazurkiem, Bronisławem Wildsteinem). “Prezentowaliśmy i prezentujemy podobne wartości” – deklaruje Piński.

Mimo to z ostatnich wypowiedzi niektórych z ponad 30 publicystów, którzy odeszli z “Uważam Rze” po zastąpieniu Pawła Lisickiego przez Jana Pińskiego, wynika, że nie dali się przekonać do współpracy z nowym naczelnym. “Nowy red. nacz. “URze” Jan Piński wydzwania po kojarzonych z prawicą dziennikarzach i próbuje ich przekupić grubymi pieniędzmi żeby pilnie przyszli do tygodnika. Ściemnia, że większość ludzi którzy podpisali list w obronie Pawła Lisickiego i zadeklarowali odejście tak naprawdę zostaje. Gówno prawda. Dziś na pierwsze zebranie Pińskiego przyszło 0 (słownie zero) autorów “URze” oraz 0 (słownie zero) dziennikarzy “Rz”. Nie dajcie się podpuszczać” – napisał już w czwartek wieczorem Piotr Gociek. „Piński dzwonił i do mnie, proponując mi rysowanie do “nowego” Uważam Rze. Nawet nie będę udawał, że oczywista odmowa była dla mnie decyzją łatwą” – zadeklarował w piątek Cezary Krysztopa.

Jednak w nowym “Uważam Rze” znajduje się jeszcze sporo artykułów i felietonów publicystów odchodzących z pisma, m.in. Rafała Ziemkiewicza, Piotra Zaremby, Piotra Semki, Łukasza Warzechy, Roberta Mazurka, Igora Zalewskiego, Piotra Gabryela, Wiktora Świetlika, Pawła Burdzego, Łukasza Adamskiego, Piotra Gabryela, Eryka Mistewicza. Co więcej, Ziemkiewicz, Semka, Warzecha i Gabryel są wymienieni na okładce jako autorzy, którzy piszą w tygodniku. Niektórzy felietoniści – Ziemkiewicz, Mazurek z Zalewskim i Świetlik – na końcu swoich tekstów żegnają się z czytelnikami tygodnika.

W nowym numerze pisma nie ma już natomiast felietonów ani artykułów Michała i Jacka Karnowskich, Igora Janke, Krzysztofa Feusette, Bronisława Wildsteina, Piotra Goćka, Jerzego Jachowicza, Waldemara Łysiaka i Marka Magierowskiego. Łysiak swój nowy felieton zdecydował się opublikować w serwisie Salon24.pl, którego współwłaścicielem jest Janke.

W miejsce odchodzących publicystów już pojawili się nowi: prezes Kongresu Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke, lider Młodzieży Wszechpolskiej Robert Winnicki oraz wiceprezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Artur Zawisza. Co ciekawe, Winnicki i Zawisza we wspólnym tekście polemizują m.in. z Pawłem Lisickim, do niedawna redaktorem naczelnym “Uważam Rze”. Natomiast Korwin-Mikke w rozmowie z dziennik.pl zaznaczył, że już wcześniej wysłał do tygodnika kilka tekstów, ale żaden z nich nie został opublikowany. – Wyzwolenie pisma z rąk partii, która głosowała za anschlussem do Unii Europejskiej i która poparła traktat lizboński witam z entuzjazmem - deklaruje polityk.

Ponadto na łamach “Uważam Rze” debiutują dziennikarze związani z tygodnikiem “Wprost” do 2010 roku (kiedy od Marka Króla kupiła go Platforma Mediowa Point-Group): Zbigniew Wojtasiński i Aleksander Piński. Wojtasiński był w dawnym “Wprost” szef działu Nauka i Zdrowie, a Piński – szefem działu Biznes, natomiast ostatnio kierował działem ekonomicznym serwisu NowyEkran.pl, w którym pracował też Jan Piński.

Pozostałe artykuły do bieżącego wydania „Uważam Rze” napisali głównie dziennikarze “Rzeczpospolitej”, m.in. Jarosław Stróżyk, Kamila Baranowska, Piotr Skwieciński, Aleksandra Głowacka, Jolanta Gajda-Zadworna i Adam Ciesielski.

Nowy numer tygodnika jest o złotówkę tańszy niż ostatnio – kosztuje 2,90 zł, co zostaje podkreślone na okładce. W tej cenie pismo było sprzedawane do czerwca br. Przypomnijmy, że pozostałe czołowe tygodniki opinii kosztują 5 zł.

“Wierzę, że mogę przeprowadzić potrzebne zmiany w zakresie zarządzania redakcją, zachowując i w perspektywie wzmacniając wizerunek i pozycję tygodnika. W przeciwnym razie, także gdybym nie miał gwarancji swobody działania ze strony wydawcy, nie podjąłbym się tego wyzwania. Zaprzepaszczenie szansy, by ocalić przystań, jaką jest “Uważam Rze” dla wszystkich ceniących zdrowy rozsądek, wolność słowa, kontrolę społeczną nad władzą, prawdziwie wolny rynek i merytoryczną debatę, byłoby grzechem” – pisze we wstępniaku Jan Piński. “Mam nadzieję, że szybko przekonają się państwo, iż warto zaufać obecnemu zespołowi “Uważam Rze”. Poznacie nas po czynach, a pierwszym z nich jest ten numer tygodnika” – deklaruje.

Z danych ZKDP wynika, że sprzedaż ogółem tygodnika “Uważam Rze” we wrześniu br. wyniosła 129 884 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/uwazam-rze-tansze-debiutuja-zawisza-korwin-mikke-winnicki-i-byli-publicysci-wprost