Jubileusz gazety zawsze był i chyba jest nadal sporym wydarzeniem, ale ten który w roku 1970 obchodził “Dziennik Zachodni” przerósł wszelkie ówczesne wyobrażenia. Nie tyle czytelników, bo ci mogli go śledzić jedynie na łamach gazety, ile samego zespołu redakcyjnego. Uroczystość otrzymała bowiem wyjątkowo atrakcyjną oprawę, głównie artystyczną, choć i polityczna była na tamtejsze czasy wysokiej miary. Można się było jedynie zastanawiać dlaczego akurat ta gazeta została tak bardzo wyróżniona. Nie ma w tej sprawie całkowitej pewności, ale w pamięci przetrwały upowszechniane wtedy sugestie noszące cechy prawdopodobieństwa.
Otóż “Dziennik Zachodni” był pierwszą po drugiej wojnie światowej gazetą na Górnym Śląsku i w ogóle w całej zachodniej części kraju. W kioskach pojawiła się w tydzień z ogonkiem po wyzwoleniu Katowic, a konkretnie 6 lutego 1945 roku. Kolejna gazeta w tym regionie “Trybuna Robotnicza” rozpoczęła swój żywot dopiero w pierwszych dniach marca. Wszakże po paru latach okazało się, że jej przypada pierwszeństwo, bowiem podpięła się pod jakieś lewicowe pisemko wydawane podczas okupacji i pewną jednodniówkę wydrukowaną tuż po wojnie. Innymi słowy stała się ich kontynuatorką, choć o odmiennym tytule. No i rzeczywiście 25-lecie swojego istnienia obchodziła z zadęciem i rozmachem, na wielką skalę. W Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu zorganizowała koncert z udziałem samych sław: Haliny Czerny-Stefańskiej, Wandy Wiłkomirskiej, Wielkiej Orkiestry Symfonicznej PR, zespołu Pieśni i Tańca “Śląsk” i paru jeszcze innych artystów. Zabrakło tylko najważniejszej postaci ze świata politycznego, I sekretarza KW PZPR Edwarda Gierka, a także innych działaczy politycznych i administracyjnych województwa. W środowisku dziennikarskim najtęższe umysły zastanawiały się dlaczego najważniejsza persona w województwie utarła nosa jednemu ze swoich bliskich współpracowników, Maciejowi Szczepańskiemu, pełniącemu wtedy funkcję naczelnego redaktora owej partyjnej gazety.
Pewności nie ma żadnej, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że Edwarda Gierka, który był raczej człowiekiem skromnym, zaskoczył ogrom widowiska przygotowywanego wielkimi nakładami finansowymi, więc swoją absencją chciał dać wyraz dezaprobaty wobec tego poczynania. Nie małe znaczenie miało też chyba i to, że zabrzański koncert wyznaczono na dzień przed uroczystościami jubileuszowymi “Dziennika”, zamierzając chyba w ten sposób przykryć wydarzenie konkurencyjnej gazety. W tej sytuacji szef partyjny województwa już na kilka dni przed ćwierćwieczem ”Dziennika” postanowił, że weźmie udział w jego obchodach, choć oczywiście wiadomość tę utrzymywano w ograniczonej tajemnicy. Ówczesny redaktor naczelny tej gazety Bronisław Szmid-Kowalski ogromnie usatysfakcjonowany usilnie zabiegał o to, aby było to zgromadzenie nieprzeciętne, w każdym razie czymś się wyróżniające. Ktoś wpadł na pomysł, chyba niekoniecznie w redakcji, aby uroczystość okrasić występami wysokiej klasy artystów. Sprawa była o tyle ułatwiona, że już od pewnego czasu w regionie odbywał się “Katowicki karnawał” z udziałem ludzi z rozrywkowej branży prowadzony przez Wojewódzką Agencję Imprez Artystycznych, ale pod patronatem “Dziennika Zachodniego”, który zresztą codziennie o tym informował. Wystarczyło wyszukać najpopularniejszych artystów, podpisać z nimi kontrakty na dodatkowe występy i nakłonić dyrektora Śląskiego Wydawnictwa Prasowego Karola Szarowskiego do pokrycia kosztów takiej operacji.
Wszystko to okrywała dość ścisła tajemnica, może i dlatego, że nie było żadnej pewności, że zamiar ten uda się zrealizować. Dopiero na dzień przed rocznicową uroczystością do redakcji nadeszła wiadomość, że Agencji udało się podpisać kontrakty ze znanymi powszechnie piosenkarzami. Szmidt-Kowalski pewnie już wtedy wiedział kim są ci śpiewacy, ale nam oznajmił to dopiero rankiem w dniu jubileuszu. I wtedy wybuchła prawdziwa bomba, bo okazało się, że ma to być piosenkarka roku 1969 Maryla Rodowicz oraz znajdujący się u szczytu swej popularności zespół rockowy “Trubadurzy”. Naczelny wezwał do siebie kilka osób i porozdzielał między nie role związane z przyjęciem artystów. Najważniejsze zadanie otrzymał Adam Jaźwiecki, który udowodnił już, że radzi sobie doskonale w rozrywce, bo na niedawnym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu zdołał przekonać nawet samego Lucjana Kydryńskiego, aby na jednym z koncertów włączyć nagrodę “Dziennika Zachodniego”. Adam miał więc przyjąć artystów, ulokować ich w pokojach redakcyjnych, a nawet w gabinecie naczelnego, zapewnić im wszystko czego będą potrzebować i we właściwych momentach kierować ich na scenę. Aby było śmieszniej, mnie zlecił nadzór – jak się wyraził – nad Jaźwieckim, a w gruncie rzeczy chodziło o to abym mu pomagał.
Sama uroczystość, już w godzinach wieczornych, odbyła się w największym pomieszczeniu katowickiego Domu Prasy, czyli w stołówce znajdującej się w tamtych czasach na ósmym piętrze. Różniła się ona jednak i to dość znacznie od charakterystycznych dla głębokiej komuny zgromadzeń. Zamiast bowiem tradycyjnej akademii urządzono tym razem podniosłą kolację przy ustawionych prawie na całej długości sali stołach zastawionych zimnymi przekąskami i odpowiednimi napojami, wśród których nie zabrakło nawet mocniejszych trunków. Zasiedli przy nich wszyscy ludzie związani z gazetą, a więc członkowie zespołu redakcyjnego, korektorskiego, administracyjnego i techniczno-transportowego. Obecni byli także szefowie Śląskiego Wydawnictwa Prasowego oraz sporo zaproszonych gości, w tym naczelni redaktorzy katowickich mediów, kilkunastu naukowców i ludzi gospodarki współpracujących z gazetą.
Najważniejszą osobistością był oczywiście Edward Gierek. Usiadł przy stole prezydialnym pod samą ścianą w towarzystwie kilku osób, w tym trzech wiceprzewodniczących Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Odnosiłem wrażenie, że dobór gości był specjalnie wyselekcjonowany i że uroczystość miał uświetniać wyłącznie pierwszy sekretarz KW. Zabrakło bowiem wojewody Jerzego Ziętka i sekretarza organizacyjnego KW PZPR, czyli “wicie rozumicie” Zdzisława Grudnia. W głębi sali natomiast przy stołach dziennikarskich dostrzegało się trzech wiernych pretorianów Gierka, Tadeusza Pykę, Wiesława Kiczana i… owego wspomnianego juz wyżej Macieja Szczepańskiego. Cała trójka przebywała tam na zasadzie zaproszonych gości, chociaż oficjalnie po nazwiskach nie witanych, ale za to dobrze się bawiących.
Rolę prowadzącego przejął Bronisław Szmidt-Kowalski, powitał serdecznie najważniejszego gościa i może w trochę przydługiej mowie zapewnił go, że “Dziennik” chociaż nie nosi w swoim podtytule nazwy organu KW PZPR, to jednak konsekwentnie realizuje politykę partii i stara się upowszechniać jej dokonania w województwie katowickim. Po nim przemówił Edward Gierek, składając 25-letniemu “Dziennikowi” gratulację i życząc zespołowi wszelkiej pomyślności. Następnie omówił dość szeroko rolę środków masowego przekazu w działaniach partii na rzecz rozwoju Polski Ludowej. Prawdę pisząc, przemówienia tego nie słuchałem do końca, bo jedna ze sprzątaczek, które zamówiono na ten wieczór do pomocy, wywołała mnie z sali, informując, że na piątym piętrze, czyli tam gdzie mieścił się “Dziennik” dzieje się coś niezwykłego.
Zbiegłem szybko na dół i zastałem Jaźwieckiego w sporych opałach. Oto bowiem Maryla Rodowicz wyżywała się na nim, twierdząc że śpiewanie dla uprzyjemnienia kolacji kilkudziesięciu osobom nie należy do jej obowiązków, że to jest nie w porządku i że ona i jej dwaj gitarzyści, podobnie jak i pozostali artyści zostali oszukani. A ci pozostali to “Trubadurzy” Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman i Sławomir Kowalewski. Nie było już wśród nich Ryszarda Poznakowskiego, który opuścił zespół pod koniec roku, ale była za to zastępująca go Halina Żytkowiak. Cała czwórka potakiwała słowom Rodowicz, ale specjalnie się nie jątrzyła. Zupełnie natomiast nie wtrącały się dwie inne jeszcze piosenkarki mniejszego kalibru Katarzyna Bowery i Grażyna Świtała. A Rodowicz w dalszym ciągu naskakiwała na Jaźwieckiego, mimo iż tłumaczył jej, że to nie on ją przecież do tego występu angażował i że nawet nie wie kto to uczynił. Nic to jednak nie pomagało, sławna piosenkarka narzekała nadal podniesionym głosem.

Tableau zespołu redakcyjnego w roli orkiestry, zatytułowane "Jubileuszowy koncert Dziennika Zachodniego"
Wtedy właśnie włączyłem się do tej dyskusji, przerywając potok słów gwiazdy estrady: – Proszę pani, sądzę, że nieco pani przesadza, bo przecież czytała pani chyba tekst umowy, którą na ten występ pani podpisywała, a tam stało, że będzie to uroczystość jubileuszowa z udziałem kilkudziesięciu osób. A to czy siedzą oni w krzesłach ustawionych rzędami, czy za stołami nie ma chyba większego znaczenia. Zresztą można się domyślać, że doskonale pani wiedziała gdzie się udaje… Tu sięgnąłem po aktualny numer “Dziennika Zachodniego”, a tam na pierwszej stronie znajdowała się fotokopia własnoręcznie napisanych życzeń: “Dużo serca dla Czytelników Dziennika Zachodniego z okazji 25-lecia Maryla Rodowicz.” Podsunąłem jej ten tekst pod nos, ale niewiele to pomogło. Piosenkarka nadal się na nas wyżywała i głośno się zastanawiała czy w ogóle ona do tej stołówki wyjedzie. Adam pojechał więc z grubej rury twierdząc, że nie wie czy po takim zerwaniu umowy będzie mogła jeszcze kiedykolwiek wystąpić na terenie województwa katowickiego.
W kilka chwil później z góry przyszła wiadomość, że przemówienia się skończyły i przyszedł czas na występy. Pierwsza pojechała do góry Katarzyna Bowery i zaśpiewała dwie piosenki, otrzymując skąpe oklaski. Słuchając tej artystki zastanawiałem się czy Maryla Rodowicz wystąpi czy też nie. Nie trzeba było jednak czekać długo, bo następny numer był już w jej wykonaniu. Zaśpiewała największe swoje ówczesne przeboje “Mówiły mu”, “Jak cię miły zatrzymać”, “Walc na trzy pas” i kilka mniej znanych utworów. “Trubadurzy” natomiast przyjmowani bardzo gorąco zaprezentowali bardzo popularne wówczas piosenki: “Znamy się tylko z widzenia”, “Przyjedź mamo na przysięgę”, “Wiera, Wiera, czarne oczy masz” i kilka dalszych, których tytułów już nie odnotowałem.
Jubileusz 25-lecia “Dziennika Zachodniego” udał się znakomicie, a dla jego upamiętnienia fotoreporter Józef Makal i grafik Paweł Mańka przygotowali tableau zespołu redakcyjnego w formie orkiestry, zatytułowane “Jubileuszowy koncert DZ”, które do tego tekstu dołączam.
CZESŁAW LUDWICZEK