Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

06-12-2012, 17:15

Książka na jubileusz Polskiego Radia Katowice  »

TVP Katowice
(PAP)
06-12-2012

Rozpoczęcie nadawania przez Polskie Radio w 1927 r., wybuch wojny, zmiana nazwy Katowic na Stalinogród, budowa Stadionu Śląskiego – to tylko niektóre wydarzenia przypomniane w wydanej właśnie książce Henryka Grzonki „Polskie Radio Katowice 1927-2012”.

Okładka książki Henryka Grzonki "Polskie Radio Katowice 1927 - 2012"

Książka autorstwa pasjonata historii radiofonii, wieloletniego dziennikarza i obecnego prezesa katowickiej rozgłośni została wydana z okazji jubileuszu 85-lecia katowickiej rozgłośni. Rozpoczęła ona regularne nadawanie w Barbórkę – 4 grudnia 1927 r. Publikacja zawiera ok. 1000 fotografii i ma formę kalendarium, przypominającego kluczowe wydarzenia w regionie i w radiu, a także związanych z nim ludzi.

Jak podkreślił podczas czwartkowej konferencji prasowej w Katowicach Henryk Grzonka, historia katowickiego radia odzwierciedla historię Śląska. „To radio działało w różnych okresach polskiej niepodległości, nieraz bardzo trudnych, jak w początkach polskości na gorącym polsko – niemieckim pograniczu, czy latach 50., kiedy Katowice zostały przemianowane na Stalinogród. Nie ma jednak pracownika, który źle by wspominał ówczesnego szefa radia Mieczysława Koftę, ojca Jonasza Kofty. Zawsze w tym radiu pracowało wielu mądrych i dobrych radiowców” – powiedział.

„Żyjemy w kulturze obrazkowej, chciałem więc stworzyć “oglądadło” – nawet jeśli ktoś przeczyta tylko podpisy pod zdjęciami to i tak się czegoś dowie” – mówił Henryk Grzonka o książce, nad którą pracował blisko 2 lata.

Nie zabrało w niej też znanych postaci związanych z rozgłośnią, jak jego współtwórca i obecny patron Stanisław Ligoń, wieloletnia dziennikarka, a później wicemarszałek Senatu, twórczyni ogólnopolskiego Dyktanda Krystyna Bochenek, która zginęła w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem czy jedna z najwybitniejszych polskich reportażystek radiowych Anna Sekudewicz.

Jak mówiła podczas konferencji Anna Sekudewicz, reportaż radiowy to rzecz zupełnie inna niż ten publikowany w prasie czy emitowany w telewizji. “Siła głosu jest niezwykła, nigdzie nie ma takiej intymności. Ludzie mówią nam rzeczy, których nie mówią swoim najbliższym. Reportaż opiera się na emocjach i to jest jego siła, dlatego przetrwa” – powiedziała.

Od 1991 r. Polskie Radio Katowice prowadzi też działalność wydawniczą. Wiele spośród ponad 100 wydanych dotąd płyt okazało się wielkim sukcesem, jak potrójnie platynowa płyta akordeonisty Marcina Wyrostka. W Studio Polskiego Radia koncertowali i nagrywali swoje płyty m.in. Maria Koterbska, Irena Santor, Janusz Gniatkowski, Anna German, Irena Jarocka, Anna Jantar, Halina Frąckowiak, Eleni, Zdzisława Sośnicka, Krzysztof Krawczyk, Andrzej Zaucha, czy Zbigniew Wodecki.

Z okazji jubileuszu oprócz książki Radio Katowice wydało też dwie płyty. “Ideale” ze słynnymi włoskimi pieśniami i ariami operowymi, nagrana przez Orkiestrę Symfoniczną Katowickiego Holdingu Węglowego z solistą Opery Wiedeńskiej Vincentem Schirrmacherem zyskała już status złotej.

Na drugiej jubileuszowej płycie pt. “Feeling Good” światowe przeboje i standardy śpiewają Zbigniew Wodecki i Ewa Uryga z Big Silesian Band pod dyrekcją Joachima Krzyka.

Na trwające już od października obchody jubileuszu złożą się jeszcze: sobotnia premiera widowiska “Wesele na Górnym Śląsku” Stanisława Ligonia, koncert w Filharmonii Śląskiej i wystawa w Muzeum Śląskim.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4024

06-12-2012, 16:05

Czy pisma kulturalne są nam jeszcze potrzebne?  »

Kwartalnik Fabryka Silesia
Alicja Wizner
06-12-2012

Śląska Jesień Literacka 2012

Czy w epoce internetu potrzebne są jeszcze niszowe czasopisma kulturalne, czasopisma opinii? Jeśli tak, to jaką rolę mają dzisiaj do spełnienia? Jaką rolę mają do spełnienia na Górnym Śląsku? Jaką rolę spełnia, może spełniać, powinna spełniać “Fabryka Silesia”? Będziemy wdzięczni za wszelkie opinie!

Pół roku po wejściu na rynek prasowy kwartalnika “Fabryka Silesia” wydawanego przez Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach zapraszamy na spotkanie z wydawcą, radą redakcyjną i redakcją.

W spotkaniu wezmą udział: wydawca Adam Pastuch – dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury, członkowie rady redakcyjnej Zbigniew Kadłubek, Krzysztof Karwat, Szczepan Twardoch oraz redaktor naczelny Jan F. Lewandowski.

Zapraszamy w czwartek, 13 grudnia o godz. 18.00 do siedziby Regionalnego Ośrodka Kultury w Katowicach przy ul. PCK 19 (sala konferencyjna na parterze).

Spotkanie odbywa się w ramach Śląskiej Jesieni Literackiej 2012 r.

W trakcie spotkania możliwy będzie zakup pierwszego i drugiego numeru kwartalnika “Fabryka Silesia”.

Jan F. Lewandowski
Redaktor Naczelny

Alicja Wizner
Sekretarz Redakcji

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4020

06-12-2012, 09:55

Polscy dziennikarze dumni ze swojego zawodu. “Dobrze, gdy panują wspólne zasady etyczne”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kk/pap/pr/zr
06-12-2012

Większość polskich dziennikarzy (68 proc.) jest dumna z wykonywanego zawodu i traktuje go jak misję, jednak tylko 29 proc. z nich jest zdania, że wypełniają swoje obowiązki wobec społeczeństwa – wynika z badania polskiego środowiska dziennikarskiego.

Spośród ankietowanych dziennikarzy 68 proc. odpowiedziało, że jest dumna z zawodu, który wykonuje. Tyle samo wskazało, że traktuje to jako misję, a ponad 40 proc. – że praca dziennikarza daje możliwość rozpoczęcia kariery w innym zawodzie.

Zdecydowana większość (91 proc.) dziennikarzy uznała, że dobrze jest, gdy w medium panują wspólne zasady etyczne. Także zdaniem większości (86 proc.) dziennikarz nie powinien w trakcie wykonywania zawodu angażować się w politykę, przyjmować prezentów (ok. 55 proc.), współpracować z przedstawicielami działów reklamy i PR firm zewnętrznych (60 proc.), akceptować wpływu politycznego na medium (ponad 70 proc.).

Wśród powinności dziennikarskich przedstawiciele tego zawodu za najistotniejsze uznali obiektywne prezentowanie informacji i przedstawianie różnych opinii (po 93 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się: bycie niezależnym od określonych interesów i krytykowanie niesprawiedliwości (po 91 proc.), kontrolowanie władzy publicznej (88 proc.), mówienie prawdy bez względu na konsekwencje (87 proc.), edukowanie społeczeństwa (86 proc.) oraz weryfikowanie rządowych deklaracji (85 proc.).

Jednocześnie na pytanie, czy dziennikarze w Polsce wypełniają swoje obowiązki wobec społeczeństwa, tylko 29 proc. z nich odpowiedziała twierdząco. Przeciwnego zdania było 32 proc., a 39 proc. w ogóle nie udzieliło odpowiedzi.

Zdaniem 62 proc. uczestników badania jakość dziennikarstwa w Polsce w ostatnich 5-10 latach zmalała. Nie zmieniła się według 18 proc., a wzrosła według 11 proc. Nie odpowiedziało na to pytanie 9 proc. ankietowanych.

W badaniu pytano też o zakres autonomii zawodowej dziennikarzy. Większość z nich odpowiedziała, że niemal zawsze (58 proc.) lub częściej tak niż nie (30 proc.) jest w stanie zrealizować zaproponowany przez siebie temat, który uważa za istotny. Ponad 80 proc. zadeklarowało też, że wydawca nigdy nie dokonuje zmian w przygotowanym przez nich materiale lub czyni to sporadycznie, a ponad połowa – że prawie nigdy nie spotkała się w miejscu pracy z presją i groźbami.

Także ponad połowa uważa, że dziennikarze zatrudnieni w ich redakcji nigdy nie spotkali się z presją “aktorów politycznych” spoza przedsiębiorstwa ani z politycznymi interesami właściciela przedsiębiorstwa medialnego. Większym problemem polskich dziennikarzy wydają się być przeszkody ekonomiczne – ponad jedna piąta wskazała, że bardzo często spotyka się z presją reklamodawców, a ponad jedna czwarta – z ekonomicznymi interesami przedsiębiorstwa medialnego.

Wśród czynników najbardziej zagrażających niezależności dziennikarskiej w XXI wieku pracujący w tym zawodzie wskazali niski poziom etyki zawodowej i to, że właściciele mediów oczekują zysków (po ponad 80 proc. wskazań). Kolejne to wzrastające tempo pracy (prawie 70 proc.), wpływ reklamodawców (ponad 60 proc.) i wpływ polityczny (60 proc.).

Wyniki badania wskazują, że polscy dziennikarze częściej deklarują lewicowe i centrolewicowe poglądy (ponad 30 proc.) niż prawicowe i centroprawicowe (ponad 20 proc.). Blisko 10 proc. ankietowanych nie chciało odpowiedzieć na to pytanie, a 5 proc. odpowiedziało, że nie wie. Jednocześnie ok. 60 proc. respondentów nie dostrzega powiązań medium, w którym są zatrudnieni, z partiami politycznymi i silnymi “aktorami politycznymi”.

Prezentująca wyniki badania prof. Bogusława Dobek-Ostrowska z Uniwersytetów Wrocławskiego i Warszawskiego przypomniała, że w tym roku Polska znalazła się na najlepszym dotychczas, 24. miejscu (na 179 państw) światowego Indeksu Wolności Prasy, publikowanego przez Reporterów bez Granic, międzynarodową organizację pozarządową, propagującą i monitorującą prawo do wolności mediów na całym świecie. W 2002 r. było to miejsce 29., w 2006 r. – 58.

W rankingu 2012 r. bardzo wysokie, trzecie miejsce zajęła Estonia. Przed Polską z krajów byłego obozu komunistycznego są też Czechy, które zajęły miejsce 14. Na ostatnim, 179. miejscu jest Erytrea. Chiny uplasowały się na pozycji 174., Rosja – na 142., USA – na 47., Francja – na 38., Wielka Brytania – na 28., a Niemcy – na 16.

W Polsce przebadano 500 dziennikarzy z różnych mediów.

Badanie przeprowadzono w ramach międzynarodowego projektu “Zmiana w dziennikarstwie. Kultura dziennikarska w Rosji, Polsce i Szwecji”. Jego wyniki zaprezentowano wczoraj w Warszawie podczas konferencji “Zmiana w dziennikarstwie. Profesjonalizm i kultura dziennikarska w Polsce”. Zorganizowały ją Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/polscy-dziennikarze-dumni-ze-swojego-zawodu-dobrze-gdy-panuja-wspolne-zasady-etyczne

06-12-2012, 07:36

JUBILEUSZ Z MARYLĄ I TRUBADURAMI  »

Czesław Ludwiczek
06-12-2012

Jubileusz gazety zawsze był i chyba jest nadal sporym wydarzeniem, ale ten który w roku 1970 obchodził “Dziennik Zachodni” przerósł wszelkie ówczesne wyobrażenia. Nie tyle czytelników, bo ci mogli go śledzić jedynie na łamach gazety, ile samego zespołu redakcyjnego. Uroczystość otrzymała bowiem wyjątkowo atrakcyjną oprawę, głównie artystyczną, choć i polityczna była na tamtejsze czasy wysokiej miary. Można się było jedynie zastanawiać dlaczego  akurat ta gazeta została tak bardzo wyróżniona. Nie ma w tej sprawie całkowitej pewności, ale w pamięci przetrwały upowszechniane wtedy sugestie noszące cechy prawdopodobieństwa.

Otóż “Dziennik Zachodni” był pierwszą po drugiej wojnie światowej gazetą na Górnym Śląsku i w ogóle w całej zachodniej części kraju. W kioskach pojawiła się w tydzień z ogonkiem po  wyzwoleniu Katowic, a konkretnie 6 lutego 1945 roku. Kolejna gazeta w tym regionie “Trybuna Robotnicza” rozpoczęła swój żywot dopiero w pierwszych dniach marca. Wszakże po paru latach okazało się, że jej przypada pierwszeństwo, bowiem podpięła się pod jakieś lewicowe pisemko wydawane podczas okupacji i pewną jednodniówkę wydrukowaną tuż po wojnie. Innymi słowy stała się ich kontynuatorką, choć o odmiennym tytule. No i rzeczywiście 25-lecie swojego istnienia obchodziła z zadęciem i rozmachem, na wielką skalę. W Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu zorganizowała koncert z udziałem samych sław: Haliny Czerny-Stefańskiej, Wandy Wiłkomirskiej, Wielkiej Orkiestry Symfonicznej PR, zespołu Pieśni i Tańca “Śląsk” i paru jeszcze innych artystów. Zabrakło tylko najważniejszej postaci ze świata politycznego, I sekretarza KW PZPR Edwarda Gierka, a także innych działaczy politycznych i administracyjnych województwa. W środowisku dziennikarskim najtęższe umysły zastanawiały się dlaczego najważniejsza persona w województwie utarła nosa jednemu ze swoich bliskich współpracowników, Maciejowi Szczepańskiemu, pełniącemu wtedy funkcję naczelnego redaktora owej partyjnej gazety.

Pewności nie ma żadnej, ale z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że Edwarda Gierka, który był raczej człowiekiem skromnym, zaskoczył ogrom widowiska przygotowywanego wielkimi nakładami finansowymi, więc swoją absencją chciał dać wyraz dezaprobaty wobec tego poczynania. Nie małe znaczenie miało też chyba i to, że zabrzański koncert wyznaczono na dzień przed uroczystościami jubileuszowymi “Dziennika”, zamierzając chyba w ten sposób przykryć wydarzenie konkurencyjnej gazety. W tej sytuacji szef partyjny województwa już na kilka dni przed ćwierćwieczem ”Dziennika” postanowił, że weźmie udział w jego obchodach, choć oczywiście wiadomość tę utrzymywano w ograniczonej tajemnicy.  Ówczesny redaktor naczelny tej gazety Bronisław Szmid-Kowalski ogromnie usatysfakcjonowany usilnie zabiegał o to, aby było to zgromadzenie nieprzeciętne, w każdym razie czymś się wyróżniające. Ktoś wpadł na pomysł,  chyba niekoniecznie w redakcji, aby uroczystość okrasić występami wysokiej klasy artystów. Sprawa była o tyle ułatwiona, że już od pewnego czasu w regionie odbywał się “Katowicki karnawał” z udziałem ludzi z rozrywkowej branży prowadzony przez Wojewódzką Agencję Imprez Artystycznych, ale pod patronatem “Dziennika Zachodniego”, który zresztą codziennie o tym informował. Wystarczyło wyszukać najpopularniejszych artystów, podpisać z nimi kontrakty na dodatkowe występy i nakłonić dyrektora Śląskiego Wydawnictwa Prasowego Karola Szarowskiego do pokrycia kosztów takiej operacji.

Wszystko to okrywała dość ścisła tajemnica, może i dlatego, że nie było żadnej pewności, że zamiar ten uda się zrealizować. Dopiero na dzień przed rocznicową uroczystością do redakcji nadeszła wiadomość, że Agencji udało się podpisać kontrakty ze znanymi powszechnie piosenkarzami. Szmidt-Kowalski pewnie już wtedy wiedział kim są ci śpiewacy, ale nam oznajmił to dopiero rankiem w dniu jubileuszu. I wtedy wybuchła prawdziwa bomba, bo okazało się, że ma to być piosenkarka roku 1969 Maryla Rodowicz oraz znajdujący się u szczytu swej popularności zespół rockowy “Trubadurzy”. Naczelny wezwał do siebie kilka osób i porozdzielał między nie role  związane z przyjęciem artystów. Najważniejsze zadanie otrzymał Adam Jaźwiecki, który udowodnił już, że radzi sobie doskonale w rozrywce, bo na niedawnym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu zdołał przekonać nawet samego Lucjana Kydryńskiego, aby na jednym z koncertów włączyć nagrodę “Dziennika Zachodniego”. Adam miał więc przyjąć artystów, ulokować ich w pokojach redakcyjnych, a nawet w gabinecie naczelnego, zapewnić im wszystko czego będą potrzebować i we właściwych momentach kierować ich na scenę. Aby było śmieszniej, mnie zlecił nadzór – jak się wyraził – nad Jaźwieckim, a w gruncie rzeczy chodziło o to abym mu pomagał.

Sama uroczystość, już w godzinach wieczornych, odbyła się w największym pomieszczeniu katowickiego Domu Prasy, czyli w stołówce znajdującej się w tamtych czasach na ósmym piętrze. Różniła się ona jednak i to dość znacznie od charakterystycznych dla głębokiej komuny zgromadzeń. Zamiast bowiem tradycyjnej akademii urządzono tym razem podniosłą kolację przy ustawionych prawie na całej długości sali stołach zastawionych zimnymi przekąskami i odpowiednimi napojami, wśród których nie zabrakło nawet mocniejszych trunków. Zasiedli przy nich wszyscy ludzie związani z gazetą, a więc członkowie zespołu redakcyjnego, korektorskiego, administracyjnego i techniczno-transportowego. Obecni byli także szefowie Śląskiego Wydawnictwa Prasowego oraz sporo zaproszonych gości, w tym naczelni redaktorzy katowickich mediów, kilkunastu naukowców i ludzi gospodarki współpracujących z gazetą.

Najważniejszą osobistością był oczywiście Edward Gierek. Usiadł przy stole prezydialnym pod samą ścianą w towarzystwie kilku osób, w tym trzech wiceprzewodniczących Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Odnosiłem wrażenie, że dobór gości był specjalnie wyselekcjonowany i że uroczystość miał uświetniać wyłącznie pierwszy sekretarz KW. Zabrakło bowiem wojewody Jerzego Ziętka i sekretarza organizacyjnego KW PZPR, czyli “wicie rozumicie” Zdzisława Grudnia. W głębi sali natomiast przy stołach dziennikarskich dostrzegało się trzech wiernych pretorianów Gierka, Tadeusza Pykę, Wiesława Kiczana i…  owego wspomnianego juz wyżej Macieja Szczepańskiego. Cała trójka przebywała tam na zasadzie zaproszonych gości, chociaż oficjalnie po nazwiskach nie witanych, ale za to dobrze się bawiących.

Rolę prowadzącego przejął Bronisław Szmidt-Kowalski, powitał serdecznie najważniejszego gościa i może w trochę przydługiej mowie zapewnił go, że “Dziennik” chociaż nie nosi w swoim podtytule nazwy organu KW PZPR, to jednak konsekwentnie realizuje politykę partii i stara się upowszechniać jej dokonania w województwie katowickim. Po nim przemówił Edward Gierek, składając 25-letniemu “Dziennikowi” gratulację i życząc zespołowi wszelkiej pomyślności. Następnie omówił dość szeroko rolę środków masowego przekazu w działaniach partii na rzecz rozwoju Polski Ludowej. Prawdę pisząc, przemówienia tego nie słuchałem do końca, bo jedna ze sprzątaczek, które zamówiono na ten wieczór do pomocy, wywołała mnie z sali, informując, że na piątym piętrze, czyli tam gdzie mieścił się “Dziennik” dzieje się coś niezwykłego.

Zbiegłem szybko na dół i zastałem Jaźwieckiego w sporych opałach. Oto bowiem Maryla Rodowicz wyżywała się na nim, twierdząc że śpiewanie dla uprzyjemnienia kolacji kilkudziesięciu osobom nie należy do jej obowiązków, że to jest nie w porządku i że ona i jej dwaj gitarzyści, podobnie jak i pozostali artyści zostali oszukani. A ci pozostali to “Trubadurzy” Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman i Sławomir Kowalewski. Nie było już wśród nich Ryszarda Poznakowskiego, który opuścił zespół pod koniec roku, ale była za to zastępująca go Halina Żytkowiak. Cała czwórka potakiwała słowom Rodowicz, ale specjalnie się nie jątrzyła. Zupełnie natomiast nie wtrącały się dwie inne jeszcze piosenkarki mniejszego kalibru Katarzyna Bowery i Grażyna Świtała. A Rodowicz w dalszym ciągu naskakiwała na Jaźwieckiego, mimo iż tłumaczył jej, że to nie on ją przecież  do tego występu angażował i że nawet nie wie kto to uczynił. Nic to jednak nie pomagało, sławna piosenkarka narzekała nadal podniesionym głosem.

Tableau zespołu redakcyjnego w roli orkiestry, zatytułowane "Jubileuszowy koncert Dziennika Zachodniego"

Wtedy właśnie włączyłem się do tej dyskusji, przerywając potok słów gwiazdy estrady: – Proszę pani, sądzę, że nieco pani przesadza, bo  przecież czytała pani chyba tekst umowy, którą na ten występ pani podpisywała, a tam stało, że będzie to uroczystość jubileuszowa z udziałem kilkudziesięciu osób. A to czy siedzą oni w krzesłach ustawionych rzędami, czy za stołami nie ma chyba większego znaczenia. Zresztą można się domyślać, że doskonale pani wiedziała gdzie się udaje…  Tu sięgnąłem  po aktualny numer “Dziennika Zachodniego”, a tam na pierwszej stronie znajdowała się fotokopia własnoręcznie napisanych życzeń: “Dużo serca dla Czytelników Dziennika Zachodniego z okazji 25-lecia Maryla Rodowicz.” Podsunąłem jej ten tekst pod nos, ale niewiele to pomogło. Piosenkarka nadal się na nas wyżywała i głośno się zastanawiała czy w ogóle ona do tej stołówki wyjedzie. Adam pojechał więc z grubej rury twierdząc, że nie wie czy po takim zerwaniu umowy będzie mogła jeszcze kiedykolwiek wystąpić na terenie województwa katowickiego.

W kilka chwil później z góry przyszła wiadomość, że przemówienia się skończyły i przyszedł czas na występy. Pierwsza pojechała do góry Katarzyna Bowery i zaśpiewała dwie piosenki, otrzymując skąpe oklaski. Słuchając tej artystki zastanawiałem się czy Maryla Rodowicz wystąpi czy też nie. Nie trzeba było jednak czekać długo, bo następny numer był już w jej wykonaniu. Zaśpiewała największe swoje ówczesne przeboje “Mówiły mu”, “Jak cię miły zatrzymać”, “Walc na trzy pas” i kilka mniej znanych utworów. “Trubadurzy” natomiast  przyjmowani bardzo gorąco zaprezentowali bardzo popularne wówczas piosenki: “Znamy się tylko z widzenia”, “Przyjedź mamo na przysięgę”, “Wiera, Wiera, czarne oczy masz” i kilka dalszych, których tytułów już nie odnotowałem.

Jubileusz 25-lecia “Dziennika Zachodniego” udał się znakomicie, a dla jego upamiętnienia fotoreporter Józef Makal i grafik Paweł Mańka przygotowali tableau zespołu redakcyjnego w formie orkiestry, zatytułowane “Jubileuszowy koncert DZ”, które do tego tekstu dołączam.

CZESŁAW LUDWICZEK

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4011

06-12-2012, 05:12

Ogłoszono nominacje do Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego  »

Press
(PAP)
06-12-2012

II edycja Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego

Dwunastu dziennikarzy nominowanych zostało do Nagrody Polskiej Agencji Prasowej im. Ryszarda Kapuścińskiego.

W kategorii Tekst nominacje otrzymali: Edyta Gietka za materiał “Instrukcja mycia leżaka” (“Polityka” nr 41, 5.10.2011), Dionisios Sturis za “Zamknięci w obozie otwartym” (“Polityka” nr 22, 25.5.2011) oraz Grzegorz Szymanik, autor reportażu “Towarzysze, jestem waszym Fuehrerem” (“Gazeta Wyborcza – Duży Format”, 21.04.2011).

Nominacje w kategorii Wideo przyznano: Piotrowi Góreckiemu za materiał “Massud – afgański bohater” (“Wiadomości” TVP 1), Łukaszowi Kowalskiemu za “Testament” (“Magazyn Reporterów” TVP Katowice) i Grzegorzowi Rudnickiemu za materiał “Nowe Nieboczowy” (“Ekosonda” TVP Katowice).

W kategorii dźwiękowej o nagrodę ubiegają się: Agnieszka Lichnerowicz, autorka nagrania “Broda” (Radio TOK FM), Marcin Pośpiech za audycję “Uchodźcy – otwarta rana Gruzji” (Polskie Radio “Trójka”) oraz Marcin Walter i Czarek Stankiewicz za “Dni gniewu” (Radio Zet).

W tym roku Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego zyskała nową kategorię, w której oceniane są zdjęcia. Nominacje otrzymali autorzy fotoreportaży: Kuba Kamiński za “Zmagania Libijczyków o wolność” (PAP Foto), Maciek Nabrdalik za “W cieniu Czarnobyla” (VII Photo) i Maksymilian Rigamonti za zdjęcie “Bykownia. Archeologia zbrodni” (“Wprost”).

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest autorom najbardziej rzetelnych, obiektywnych i poprawnych warsztatowo informacji – zarówno tekstów, jak i relacji radiowych oraz telewizyjnych.

W jury nagrody pod przewodnictwem prezesa PAP Jerzego Paciorkowskiego zasiadają: Alicja Kapuścińska, Janusz Adamowski, Stefan Bratkowski, Bogusław Chrabota, Piotr Gabryel, Mirosław Ikonowicz, Wojciech Jagielski, Michał Kobosko, Jan Miodek, Maciej Mrozowski, Henryk Samsonowicz, Andrzej Turski, Marek Wałkuski, Maria Wiernikowska i Maciej Wierzyński.

Laureatami rozstrzygniętej jesienią 2011 roku pierwszej edycji nagrody zostali: Jerzy Haszczyński za tekst “Jemeńska szkoła dżihadu” opublikowany w “Rzeczpospolitej” 23 stycznia 2010 r. oraz Michał Żakowski z Redakcji Aktualności I Programu Polskiego Radia za materiał radiowy “Ateny – kasy fiskalne”.

Nagroda PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawana jest co roku. Na każdego z laureatów czeka 20 tys. zł. Ich nazwiska zostaną ogłoszone 12 grudnia podczas uroczystości w warszawskiej siedzibie Polskiej Agencji Prasowej.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40516,Ogloszono-nominacje-do-Nagrody-PAP-im_-Ryszarda-Kapuscinskiego

06-12-2012, 01:20

Fałszywe męczeństwo dziennikarzy niepokornych  »

Gazeta Wyborcza
Wojciech Maziarski
06-12-2012

Spieszmy się podziwiać niepokornych, tak pięknie odchodzą z “Uważam Rze”. Z rozmachem i przytupem. Może podpatrzyli to u Jana Marii Rokity, gdy go kilka lat temu Lufthansa wypraszała z samolotu. “Ratujcie, Niemcy mnie biją!” – krzyczał. Ta taktyka histerycznego darcia się znalazła naśladowców. Ratujcie, biją nas i kneblują! – wołają dziś niepokorni.

Wojciech Maziarski

Biją ich? Kneblują? Przecież to oni sami po zdymisjonowaniu naczelnego Pawła Lisickiego oświadczyli, że nie będą już pracować w tygodniku. Czy spełnią tę zapowiedź, to się dopiero okaże. Do weekendu wypowiedzenia złożyli tylko Marek Magierowski i Piotr Gabryel (ten ostatni zresztą jakby trzymał się na uboczu awantury).

Niepokorni z zespołu Pawła Lisickiego mają pretensje do wydawcy – Grzegorza Hajdarowicza – o zdymisjonowanie ich szefa i zniszczenie dobrego tygodnika. A przecież sami do tego doprowadzili, chyba trochę poza plecami Lisickiego. To oni – z Michałem Karnowskim na czele – brali od swego wydawcy pieniądze, a na boku założyli sobie własne, konkurencyjne pismo. Jakiej reakcji się spodziewali? Że Hajdarowicz pobłogosławi ich i pomoże przy akwizycji reklam? Naczelny “Uważam Rze” pewnie nie zostałby odwołany, gdyby zachował się tak, jak powinien się zachować szef redakcji, tzn. gdyby zabronił swoim ludziom publikować u konkurencji i zwolnił tych, którzy zakazowi się nie podporządkowali.

Ot, i cała sprawa. Banalna środowiskowa awanturka, która wystawia złe świadectwo niepokornym. Cwaniactwo i nielojalność raczej nie budzą społecznej sympatii. Cała sztuka polega więc teraz na tym, by to złe wrażenie zatrzeć, zakrzyczeć. Ratujcie, Hajdarowicz i Tusk nas biją!Niepokorni stroją się dziś w szaty męczenników i pokazują światu rany cięte, kłute i szczypane. Niech cały naród się dowie, że na szańcach ojczyzny krew serdeczną przelewali, czerwoną jak maki pod Monte Cassino, a gdy ich reduta padła, w mroku jeszcze tliła się iskierka oporu na Twitterze. “To jak ostatnia radiostacja nadająca z Westerplatte” – skromnie napisał Marek Magierowski.

Niechaj dziś z tego ostatniego patriotycznego nadajnika w eter popłyną hymny nadziei i pokrzepienia. Pieśń konfederatów barskich Słowackiego będzie jak najbardziej na miejscu, Rafał Ziemkiewicz bez zahamowań intonuje na swoim blogu: “Nigdy z Hajdarowiczem nie będę w aliansach”. Teraz czekamy na Rotę: “Nie rzucim biurek, skąd nasz ród”.

Jak męczennicy, to i relikwie. W poniedziałek na internetowej aukcji sprzedano “ołówek smoleński” Cezarego Gmyza. “Jest trochę nadgryziony z jednej strony, co świadczy o tym, że autor artykułu bił się z myślami” – napisał sprzedający. Aukcja miała być złośliwym żartem, a zakończyła się zaskakującym sukcesem: ponad 200 złotych za obgryziony ołówek z napisem “Rzeczpospolita” to nie w kij dmuchał. Znaczy, jest popyt na relikwie. To dobra wiadomość dla portalu wPolityce.pl, który dotąd handlował głównie kubkami przyjaźni polsko-węgierskiej. Teraz może asortyment poszerzyć o “ołówki smoleńskie” Gmyza. Nawet nie musi sprzedawać ołówków, tylko samą usługę, bo w relikwiach trzeciego stopnia ważny jest nie przedmiot, lecz to, że miał on kontakt z ciałem świętego. Wystarczy więc, że wierny przyśle swój własny ołówek, to mu go Gmyz za dwie dychy obgryzie i odeśle.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75968,12998532,Falszywe_meczenstwo_dziennikarzy_niepokornych.html