Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

08-12-2012, 17:25

Wojciech Reszczyński: Reinkarnacja  »

Newsweek.pl
Cezary Łazarewicz
08-12-2012

Od nadskakiwania generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu po wspieranie Tadeusza Rydzyka – Wojciech Reszczyński w ćwierć wieku pokonał długą drogę.

Wojciech Reszczyński

Wyroku na redaktora Wojciecha Reszczyńskiego nie wykonano. Nie stracił pracy w Trójce. Czyli tego ostatniego, co go jeszcze trzyma przy zawodzie dziennikarskim. Owszem – komisja etyki Polskiego Radia zdecydowała, że Reszczyński złamał kodeks zawodowej etyki, gdy pod koniec października, po marszu “Obudź się, Polsko” w Warszawie, przed budynkiem Telewizji Polskiej na placu Powstańców Warszawy wykrzykiwał o ginącej Polsce, władzy dokonującej zamachu na demokrację i dyskryminującej katolików. Nie powinien się angażować w partyjne wiece i piętnować niewierzących – uznali członkowie komisji.

Wyrok zapadł. Ale nie został wykonany. Kierownictwo Trójki nie wywaliło Reszczyńskiego. – Prawnicy nie byli zgodni, czy opinia komisji etyki jest wystarczającą podstawą do zwolnienia, czy nie – tłumaczy jeden z redaktorów stacji.

Gdyby próbować opisać początki kariery Wojciecha Reszczyńskiego językiem, którym on sam się posługuje, należałoby napisać tak: reżimowy dziennikarz, który zaczynał karierę w imperium Macieja Szczepańskiego, potężnego prezesa radia i telewizji. W stanie wojennym, gdy komunistyczni siepacze wyrzucali niepokornych dziennikarzy z Trójki, wślizgnął się na ich miejsce. Po przejściu do telewizji, głównej tuby propagandowej reżimu Jaruzelskiego, stał się jej podporą. Karierowicze i chorągiewki – tak Reszczyński mówi dziś o ludziach, którzy mają podobne życiorysy.

Pod koniec lat 70. ze studenckiego radia Bielany w Toruniu trafił do “Sygnałów dnia”, najważniejszej politycznej audycji Polskiego Radia. – To była nasza radiowa szkoła życia – mówi Antoni Mielniczuk, kolega z tamtego czasu. – Zanim usiadł przed mikrofonem i dostaliśmy swą wymarzoną audycję zaczynającą się o czwartej rano, długo parzyliśmy starszym kolegom herbatę.

Po sierpniu ’80 zapisał się do Solidarności. Chodził po radiu w biało-czerwonej opasce. – To był wtedy spory akt odwagi – wspomina Sławomir Zieliński, kolega z radiowej Jedynki. Jednak po stanie wojennym, gdy partyjna komisja weryfikująca dziennikarzy wyrzucała z radia niepokornych, Reszczyńskiemu dano szansę. Zieliński, który był wicedyrektorem Programu Trzeciego, ściągnął go do “Zapraszamy do Trójki”. Razem prowadzili przez kilka lat popołudniową audycję.

Potem przenieśli się do telewizji, gdzie w 1986 r. powstał nowy, młodzieżowy program informacyjny. Reszczyński stał się gwiazdą “Teleexpressu” oglądanego przeciętnie przez 18 milionów widzów. W 1987 roku dostał (wraz z Jolantą Fajkowską) niezwykle odpowiedzialne zadanie poprowadzenia spotkania generała Wojciecha Jaruzelskiego z młodzieżą. Chodziło o ocieplenie wizerunku dyktatora przed nadchodzącym referendum w sprawie reform.

Spotkanie było starannie wyreżyserowane, a wszystkie pytania do generała zostały wcześniej zatwierdzone w KC PZPR. W swojej wydanej parę lat później książce Reszczyński napisał, że przyparł Jaruzelskiego do muru. Ale trzygodzinne nagranie, które zachowało się w archiwum TVP, tego nie potwierdza. Reszczyński jest czarujący, uśmiecha się do generała i strofuje tych, którzy sekretarzowi partii zadają zbyt napastliwe pytania. Zapewnia generała, że “wszyscy się cieszą” z jego wizyty i że dziennikarzom wcale nie przeszkadza obowiązująca w PRL cenzura. A na koniec pyta go, czy nie obraził się za zadane mu pytania.

Program z Jaruzelskim dobrze go ustawił. TVP pozwoliła mu wyjechać na saksy do USA, gdzie w lokalnym radiu w Chicago prowadził program dla Polonii. Kurs dolara był wtedy taki, że za oceanem w miesiąc zarabiało się więcej niż w ciągu roku w Polsce. – Dzięki pracy w Stanach zarobił tyle, że mógł skończyć budowę domu na warszawskiej Sadybie – mówi jego telewizyjny kolega.

Niezłomny z “Teleexpressu”

Wrócił po ośmiu miesiącach. Polska szykowała się do Okrągłego Stołu. “Radiokomitet pozostawał wciąż bastionem komunistycznej propagandy” – zauważył w swojej książce. Ale to się miało zmienić.

– Wojtek dał swoją twarz odradzającej się Solidarności – wspomina Kazimierz Żórawski, jeden z twórców “Wiadomości”, które w 1989 r. zastąpiły znienawidzony “Dziennik Telewizyjny”. – A my szukaliśmy nowych ludzi, którzy nie będą kojarzeni ze starą ekipą “Dziennika”. Reszczyński był lubiany i oprócz tego jednego programu z Jaruzelskim trudno było się o coś do niego przyczepić.

18 listopada 1989 r. cała Polska zobaczyła na szklanym ekranie żartującego i uśmiechniętego Wojciecha Reszczyńskiego. Stał się symbolem zmian zachodzących w mediach. O premierze Tadeuszu Mazowieckim mówił, że przypomina mu ojca, a w wywiadach przedstawiał siebie jako sprawiedliwego szeryfa w telewizyjnym bagnie nieudaczników, manipulantów i komunistów, z którymi musiał walczyć przez całe lata 80. – Zaskoczyło mnie to, bo w tamtych latach przyjaźniliśmy się i nigdy nie zauważyłem, żeby jakąś walkę prowadził – mówi Sławomir Zieliński.

“Nie miał prawa nam wszystkim, którzy nie wywodzili się z Solidarności i pracowali przez ostatnie lata w “reżimowych” środkach przekazu, czynić zarzutu z tego, co także było jego udziałem” – pisała w swojej książce koleżanka z „Wiadomości” Aleksandra Jakubowska. “Na niezależności i popularności Reszczyńskiego budowano zaufanie i autorytet władzy, której on, jak dziś twierdzi, szczerze nienawidził (…). Dlaczego wtedy nie odszedł? Dlaczego przyjął asygnatę na samochód z rąk rzecznika rządu Jerzego Urbana?”.

– Wojtek przypominał pasażera – dodaje Zieliński – który z przyjaciółmi jedzie tramwajem. Ale wysiada przystanek wcześniej i krzyczy, że w środku siedzą szubrawcy i złodzieje. Byliśmy jego kolegami, a on z nas wszystkich zrobił reżimowców.

Jednak Reszczyński miał już nowych kolegów. W październiku 1990 r. wziął urlop z TVP i przeniósł się do telewizyjnego studia wyborczego Lecha Wałęsy. Po jego zwycięstwie wrócił na plac Powstańców Warszawy, by – jak wspominała Jakubowska – “w glorii i chwale przygotowywać listę komuchów, których należy zwolnić z “Wiadomości”.

Marzył o powrocie na wizję. – Nie był w stanie zrozumieć, że jako wizytówka kampanii wyborczej Wałęsy stał się nieobiektywny i nie mógł dalej prowadzić głównego programu informacyjnego – mówi Kazimierz Żórawski.

Ostatecznie odszedł trzy miesiące później, gdy szefem programów informacyjnych w TVP został Sławomir Zieliński. Okazało się, że nie jest już jego przyjacielem z Trójki i “Teleexpressu”, ale oprawcą. “Kazał mi odpiąć od klapy mały opornik, noszony w stanie wojennym przez członków Solidarności zamiast znaczka” – ujawnił w swojej książce.

Męczennik z PiS

Nie odchodził w nicość. – Miał kontakty, znał polityków i otwierały się przed nim wszystkie drzwi – wspomina Krzysztof Kilian, który pomagał w uruchomieniu radia Wawa na początku lat 90. – On zajął się zdobywaniem pieniędzy, a ja techniką.

Według “Gazety Wyborczej” jednym z pierwszych udziałowców radia Wawa był nomenklaturowy Universal Dariusza Przywieczerskiego, a potem biznesmen Krzysztof Duda, który po serii wyłudzeń kredytów trafił do aresztu. Nawet przeciwnicy Reszczyńskiego podkreślają jednak, że stworzył stację, w której wychowały się pokolenia radiowców. Pomogło mu doświadczenie zdobyte w USA. – Dla wielu ludzi był nauczycielem zawodu – mówi Ryszard Wojciul, były szef programowy Wawy.

A Reszczyński – po rozczarowaniu najpierw premierem Mazowieckiem, a potem prezydentem Wałęsą – odlatywał coraz bardziej na prawo. Podpisywał radykalne listy otwarte, a to w sprawie wykopania z Powązek Bolesława Bieruta, a to przeciw przystąpieniu Polski do UE. Na antenie muzycznej Wawy coraz częściej pojawiali się tacy ludzie jak Wojciech Cejrowski.

Prezenter Paweł Sulik pamięta, że gdy w połowie lat 90. powiedział Reszczyńskiemu, że odchodzi do Agory, ten spojrzał na niego z pogardą: – Do tych Żydów? Pod koniec lat 90. radio wpadło w kłopoty finansowe i zostało przejęte przez koncern Eska. Już bez Reszczyńskiego. Ale – jak twierdzą jego znajomi – pieniądze z tej sprzedaży zapewniły mu spokojne życie.

W 2002 r. zaangażował się w prace związanego z LPR Polskiego Komitetu Niepodległościowego, którego celem było zablokowanie integracji z Unią. Zaczął się pojawiać jako felietonista Radia Maryja i “Naszego Dziennika”, aż wreszcie o. Tadeusz Rydzyk wziął go na wykładowcę do swej toruńskiej szkoły.

Reszczyński ma dzisiaj 59 lat, jest ojcem dwóch dorosłych córek i wciąż mieszka w domu, który wybudował w latach 80. Choć posiwiał, to na ulicy ludzie wciąż rozpoznają w nim pana Wojtka z “Teleexpressu”. Wygląda tak samo, ale wystarczy krótka rozmowa, by dostrzec zmianę. Krzysztof Kilian, który zna go z czasów studenckich, mówi, że nikt ze znajomych nie potrafi wyjaśnić przemiany: – Może miał jakieś widzenie? Może w ten sposób chce zatrzeć pamięć o czasach, gdy pracował w peerelowskich mediach i musiał czytać wiadomości o pierwszych sekretarzach partii?

Samego Reszczyńskiego trudno o to zapytać, bo zerwał kontakty z większością starych przyjaciół. Nie przychodzi nawet na rocznicowe spotkania radia Wawa. Z zawodowego niebytu wyciągnął go kilka lat temu ówczesny PiS-owski prezes Polskiego Radia Krzysztof Czabański, dając mu gwiazdorski kontrakt w Trójce. Przyjęto go tam jak politycznego spadochroniarza, oskarżając o stronniczość. – Jego nieprofesjonalność polegała na tym, że do swoich audycji zapraszał tylko osoby reprezentujące jeden punkt widzenia – mówi Magda Jethon, dyrektorka Trójki.

Gdy stracił politycznych protektorów, stracił też pozycję. Został mu tylko dwugodzinny program nocny raz w miesiącu. – Wie, że jego dni są policzone – mówi jeden z dziennikarzy Trójki. – Będzie więc nadal prowokował, bo chciałby zostać dziennikarskim męczennikiem.

PS Wojciech Reszczyński nie zgodził się na rozmowę z “Newsweekiem”

Całość: http://polska.newsweek.pl/wojciech-reszczynski--reinkarnacja,99115,1,1.html

08-12-2012, 16:30

Dzisiaj gala Radia Katowice. Ma 85 lat  »

Dziennik Zachodni
Janusz Szymonik
08-12-2012

Pierwszym dźwiękiem, jaki dotarł do słuchaczy Radia Katowice 4 grudnia 1927 roku o godz. 13.15, było uderzenie młotka w kowadło. Ten sygnał towarzyszy nam do dziś. Dzisiaj Radio Katowice obchodzi 85 lat istnienia. I także dzisiaj tylko w Dzienniku Zachodnim reprinty przedwojennych gazet dokumentujących rozpoczęcie nadawania przez Radio Katowice.

Siedziba Polskiego Radia Katowice przy ul. Ligonia

Działalność rozgłośni zainaugurowała transmisja mszy świętej z kościoła pw. św. Piotra i Pawła w Katowicach. Wieczorem zaś transmitowano operę “Halka” z Teatru Polskiego w Katowicach oraz muzykę z kawiarni Atlantic.

Jak pisał wówczas IKC stacja katowicka była czwartą otwartą w II RP rozgłośnią radiową, natomiast “aparatura stacji, przedstawiająca szczyt postępu obecnej radiotechniki, wykonana przez Standard Electric Co w Londynie, mieści się w specjalnie wybudowanym pawilonie na Brynowie”.

Sama rozgłośnia rozpoczęła działalność w gmachu przy zbiegu ulic Mielęckiego i Warszawskiej.

W 30 lat po tym wydarzeniu, w zupełnie innych warunkach politycznych, rozpoczęła nadawanie śląska telewizja. We wtorek 3 grudnia 1957 r. wyemitowano pierwszy program – film “Narodziny Śląskiej Telewizji”. Zapowiedziała go aktorka Teatru im. Wyspiańskiego L. Czarska. Jednak niewiele osób mogło być świadkami tego wydarzenia, gdyż mało kto miał wówczas telewizor. W wydaniu z 1 grudnia 1957 roku DZ zamieścił fotoreportaż o kulisach inauguracji Telewizji Śląskiej.

85 lat temu poszły w eter pierwsze audycje Radia Katowice, 30 lat później zaczęła nadawać śląska telewizja. Te dwa wydarzenia dokumentują dołączone do dzisiejszego wydania reprodukcje IKC z 9.12. 1927 r. oraz DZ z 1 .12. 1957 r.

Premiera widowiska obrzędowego Stanisława Ligonia “Wesele na Górnym Śląsku” w wykonaniu artystów Zespołu Pieśni i Tańca “Śląsk” odbędzie się w sobotę podczas jubileuszowej gali z okazji 85-lecia Polskiego Radia Katowice.

Nowe opracowanie sceniczne “Wesela na Górnym Śląsku” jest próbą odświeżenia stworzonego przez Ligonia widowiska, bijącego rekordy popularności w okresie międzywojennym, i przypomnienia go współczesnej publiczności.

Spektakl wyreżyserował Henryk Konwiński, a przygotowali chór, balet i orkiestra zespołu “Śląsk”, z udziałem śląskich aktorów: Agnieszki Radzikowskiej i Dariusza Chojnackiego, a także Wojciecha Leśniaka, Aliny Chechelskiej, Mariusza Kozubka, Ewy Leśniak, Wiesława Sławika, Bernarda Krawczyka, Jolanty Niestrój – Malisz i Izabeli Malik.]

Akcja widowiska rozgrywa się w jednej z wiosek w okolicy Wielkich Piekar. To barwna opowieść przedstawiająca unikatowe oblicze górnośląskiej społeczności wiejskiej na początku XX wieku, ich strojów, zwyczajów i obrzędów. Jak podkreślają realizatorzy, to pochwała rodzinnych tradycji, wiary w Boga i etosu pracy.

Scenografię do spektaklu przygotował Jerzy Talik, kostiumy – Jarosław Świątek. Muzykę Bolesława Wallek – Walewskiego opracował dla zespołu “Śląsk” Krzysztof Dziewięcki.

Stanisław Ligoń

Zafascynowany śląskim folklorem pisarz, artysta i dyrektor Polskiego Radia Katowice Stanisław Ligoń, napisał “Wesele na Górnym Śląsku” po obejrzeniu na deskach Teatru Polskiego w Katowicach spektaklu “Wesele na Kurpiach” ks.Czytaj także: Czy 85 lat temu doszło do sabotażu w Radiu Katowice? Historia radia na wystawie w Muzeum Śląskim Polskie Radio Stworzył podobne widowisko, ale mocno osadzone w realiach Górnego Śląska.

Po premierze “Wesela na Górnym Śląsku” w Teatrze Polskim w Katowicach 22 stycznia 1930 roku, okazało się jednak, że spektakl bije rekordy popularności. Tylko w 1930 r. został wystawiony na katowickiej scenie aż 115 razy. Sukcesem zakończyły się także przedstawienia w wykonaniu artystów z Katowic na deskach teatrów w Wilnie i Warszawie.

“Wesele” Ligonia doczekało się także radiowej premiery. Jako słuchowisko zabrzmiało po raz pierwszy na antenie radiowych rozgłośni 8 dni po teatralnej premierze – 30 stycznia 1930 roku.

Stanisław Ligoń urodził się 27 lipca 1879 w Królewskiej Hucie (dzisiejszy Chorzów). Miał niezwykle wszechstronne zainteresowania i zdolności – był pisarzem, malarzem, ilustratorem, działaczem kulturalnym, reżyserem i aktorem. W 1917 roku został wcielony do niemieckiego wojska i wysłany do Flandrii.

Po I wojnie światowej pisał i rysował w piśmie “Kocynder”, używał pseudonimu Karlik. Po podziale Śląska przeniósł się do Katowic, w międzywojniu przez kilka lat nauczał rysunku w miejscowym gimnazjum. W radiu debiutował pod koniec 1927 roku. Prowadził niezwykle popularne audycje, jak “Bery i bojki” czy “Przy sobocie po robocie”, podczas których pustoszały ulice śląskich miast.

W styczniu 1934 roku został dyrektorem katowickiej rozgłośni. Po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Warszawy, później wyjechał z kraju, zamieszkał w Jerozolimie. Działał tam na rzecz żołnierzy polskich i uchodźców na Bliskim Wschodzie. Zmarł w Katowicach w 1954 roku.

Jego pogrzeb, w którym wzięło udział około 10 tys. osób, stał się manifestacją Śląska i śląskości.

Mosiężna ławka z rzeźbą Stanisława Ligonia – Karlika z Kocyndra – stanęła kilka tygodni temu przed katowicką rozgłośnią. Odsłonięcie pomnika było jednym z elementów inauguracji obchodów 85-lecia Polskiego Radia Katowice. Stacja zaczęła nadawać w grudniu 1927 roku, jako czwarta rozgłośnia w kraju.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/715731,dzisiaj-gala-radia-katowice-ma-85-lat-zdjecia -i-reprinty,id,t.html

07-12-2012, 19:54

Historia radia na wystawie w Muzeum Śląskim  »

Dziennik Zachodni
PAP
07-12-2013

Zabytkowe radioodbiorniki, replika mikrofonu używanego na całym świecie czy model budynku stacji nadawczej – to niektóre eksponaty, zaprezentowane na wystawie, otwartej w piątek w Muzeum Śląskim w Katowicach.

Ekspozycja pt. “Radiofonia na Górnym Śląsku w okresie międzywojennym. 85 lat Polskiego Radia Katowice” nawiązuje do świętowanego właśnie przez katowicką rozgłośnię jubileuszu. Jak podkreśla kurator wystawy Jarosław Racięski, jednocześnie pokazuje początki radiofonii w Polsce.

Helena Reut-Tymieniecka, pierwsza spikerka Radia Katowice

Katowicka stacja, która jako czwarta w Polsce rozpoczęła nadawanie 4 grudnia 1927 r., bardzo szybko stała się ważnym elementem życia kulturalnego nie tylko w regionie i kraju, zdobyła również oddanych słuchaczy na całym świecie.

Przyczyniła się do tego regularnie nadawana audycja w języku francuskim dla odbiorców z zagranicy, a także duża siła radiostacji.

Może o tym świadczyć fakt, iż mimo deklarowanego zasięgu stacji nadawczej wynoszącego około 100 km, sygnał odbierany był w wielu bardzo odległych miejscach na świecie.

Listy od słuchaczy odbierających sygnał przychodziły nierzadko z Europy, ale również północnej Afryki, a nawet z Nowej Zelandii, Australii czy Japonii. Oprócz audycji “La boite aux lettres”, która była pierwszą polską audycją radiową skierowaną do zagranicznych słuchaczy, pojawiły się też inne audycje cykliczne, w tym “Bery i bojki” Stanisława Ligonia, “Przy żeleźnioku” (co było żartobliwym nawiązaniem do tytułu “Przy kominku”) i “U Karlika gro muzyka”, które sprawiły, że Ligoń, późniejszy dyrektor, stał się najpopularniejszą postacią katowickiej rozgłośni.

Wszystkie programy nadawane były na żywo – nawet muzyka często wykonywana była bezpośrednio w studiu, transmitowana z sal koncertowych lub, w przypadku muzyki rozrywkowej, z modnych i popularnych lokali. A coraz nowocześniejsze odbiorniki radiowe, takie jak prezentowane na wystawie “Lumophon” z 1928 roku czy “Natawis 741″ produkcji polskiej, umożliwiały słuchanie muzyki w wykonaniu Orkiestry Salonowej Rozgłośni Śląskiej oraz słuchowisk i powieści w odcinkach.

Na wystawie zaprezentowano też replikę mikrofonu Marconi Reisz produkowanego od 1926 roku w Wielkiej Brytanii i używanego w radiofoniach w całej Europie, oraz model pierwszego budynku stacji nadawczej katowickiej rozgłośni mieszczącej się w Brynowie, która miała objąć nadawaniem cały teren województwa śląskiego – gdzie do tej pory odbierano niemiecki program nadawany z Wrocławia i wzmacniany w Gliwicach.

Nie zabrakło też zdjęć, ilustrujących m.in. pracę pierwszego dyrektora, muzyka i pedagoga, Stefana Tymienieckiego oraz pierwszej spikerki rozgłośni, jego żony, Heleny Reutt-Tymienieckiej.

Wystawę można oglądać do 20 stycznia 2013.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/715529,historia-radia-na-wystawie-w-muzeum-slaskim,id,t.html

07-12-2012, 15:45

Salus Publica dla Józefa Wyciska  »

Polskie Radio Katowice
07-12-2012

Józef Wycisk

Już po raz 22. Państwowa Inspekcja Pracy wręczyła statuetki Salus Publica.

Dwudziestu dziennikarzy z całej Polski zostało wyróżnionych w ten sposób za wkład w upowszechnianie problematyki dotyczącej ochrony pracy. Wśród laureatów jest także nasz redakcyjny kolega, autor audycji Masz Prawo, Józef Wycisk.

Audycja Masz Prawo ukazuje się na antenie naszego radia już od kilkunastu lat. Można w niej usłyszeć zarówno o tym, jak wygląda prawo pracy, jak i o tym, jak je stosować.

Całość: http://www.radio.katowice.pl/index.php?id=94&tx_ttnews[tt_news]=30472&tx_ttnews[backPid] =14&cHash=10f5c1666d

07-12-2012, 14:47

Czy 85 lat temu doszło do sabotażu w Radiu Katowice?  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
07-12-2013

Stanisław Ligoń z Radia Katowice zbierał w 1939 roku na karabin maszynowy, a zebrał na czołg. Na długo przed Jerzym Owsiakiem wykorzystał swoją popularność i siłę mediów dla ważnych celów. Robiła tak Krystyna Bochenek, organizując popularne “Dyktando”, robi Maria Pańczyk w czasie konkursu “Po naszymu, czyli po śląsku” – pisze Teresa Semik.

Co nas łączy, na przykład, z radiem BBC, a różni od rozgłośni komercyjnych? My mamy tradycję – przekonuje Jarosław Juszkiewicz z Radia Katowice. – Możemy rozmawiać o minionych 85 latach, jakie ma za sobą nasza rozgłośnia i możemy być z nich dumni.

Na tę historię radia złożyło się kilka pokoleń dziennikarzy, często wybitnych luminarzy życia kulturalnego Śląska, na przykład Wilhelm Szewczyk, który do swojego słuchowiska angażował Irenę Kwiatkowską, wówczas aktorkę katowickiej sceny. Z rozgłośnią związali się: Zdzisław Hierowski – historyk literatury, Aleksander Baumgardten, Tadeusz Kijonka i Feliks Netz – literaci.

Wpisują się w tę 85-letnią historię radia wydarzenia, które swoim oddziaływaniem wykraczają daleko poza Śląsk.

A nawet wyprzedziły czas.

Fenomen Karlika

Stanisław Ligoń - Karlik z "Kocyndra"

Prezes Radia Katowice, Henryk Grzonka przypomina, że Stanisław Ligoń długo przed Jurkiem Owsiakiem wykorzystał siłę mediów i ludzką dobroć dla ważnych celów. W 1939 roku zbierał pieniądze na karabin maszynowy dla polskiej armii, a zebrał na czołg. Gdy zapowiedział zbiórkę “Przy żeleźnioku”, ruchem wokół rozgłośni musiała kierować policja. Tylu przyszło darczyńców z kosztownościami.

- Ligoń przeszedł do historii radia jako ten, który pierwszy zorganizował dużą, medialną, społeczną akcję – mówi prezes Grzonka. Był zdecydowanie najpopularniejszym radiowcem u zarania katowickiej rozgłośni, znanym z czasów plebiscytu jako Karlik z Kocyndra. Satyryk i rysownik. Jak sam o sobie mówił, “zwietrzył swoją szansę”, gdy powstało radio i sam się do niego zgłosił. Sprawnie i sugestywnie posługiwał się słowem, ale jego fenomenu nikt nie przewidział. Nawet on sam. Bawił i pouczał. Krzewił polskość, budził śląskość. Jak teraz budzi Ślązaków Maria Pańczyk-Pozdziej, jak krzewiła poprawną polszczyznę Krystyna Bochenek.

Halo, tu Polskie Radio

Regionalna rozgłośnia powstała dzięki pożyczce ze Skarbu Śląskiego. Pierwszą audycję wyemitowano w eter 4 grudnia 1927 roku o godz. 10.24. Rozległ się najpierw dźwięk dwóch młotków uderzających w ustawione w studiu hutnicze kowadło. Taki sygnał symbolizował ciężką pracę Ślązaków. Wystukał go ręcznie woźny rozgłośni. Sygnał ten dotarł do 9 tys. odbiorników radiowych, zdolnych odbierać jedynie stację niemiecką nadającą z Wrocławia, wzmacnianą przez radiostację gliwicką. Stacje polskie na Śląsku praktycznie nie były słyszalne.

Zaraz po inauguracyjnej mszy, którą transmitowano z katedry św. Piotra i Pawła, w Dużym Studiu do mikrofonu mieli przemówić ważni goście. Nie przemówili, bo zabrakło prądu. Prezes Grzonka uważa, że Niemcy mieli spore wpływy w Górnośląskim Towarzystwie Elektrowni i ktoś złośliwie wyłączył prąd. Goście przemówili więc nieco później: wojewoda dr Michał Grażyński, biskup katowicki Arkadiusz Lisiecki, dowódca Dywizji Śląskiej gen. dr Józef Zając. – Propaganda nasza nie polega na szarpaniu i szkalowaniu innych, na obrażaniu czyichkolwiek uczuć narodowych czy przekonaniowych – mówił dyrektor Polskiego Radia w Warszawie, dr Zygmunt Chamiec. – Dla propagandy polskiej kultury i myśli państwowej będziemy używali tylko myśli szlachetnych.

Tak pięknie jednak nie było. Trwała wojna w eterze. Były nawet apele do rządu w Berlinie, by podjął działania w sprawie zakłóceń w odbiorze radiowym na niemieckim Śląsku w związku z uruchomieniem radiostacji w Katowicach.

Ratowali sterowiec Italia

To było historyczne wydarzenie. Cały świat śledził lot włoskiego sterowca Italia na biegun północny w 1928 r. Mało kto wie, że jego załogę ratowało Radio Katowice. Gdzieś nad Sudetami sterowiec stracił orientację z powodu gęstych chmur uniemożliwiających nawigację i zboczył z kursu. Krążył bezwiednie nad Katowicami, więc dziennikarze przerywali program i usiłowali po francusku i niemiecku nawiązać kontakt z załogą. Bezskutecznie. Italia odleciała w kierunku Siemianowic, Sosnowca, ale pokrótce wróciła. W rozgłośni pojawił się konsul włoski i podawał załodze komunikaty w języku włoskim. Studio radiowe zamieniło się w improwizowaną radiolatarnię. Dzięki tym komunikatom sterowiec wydostał się z warstwy chmur i mógł kontynuować lot.

Kilka dni później, za pośrednictwem konsulatu włoskiego, nadeszły podziękowania od dowódcy sterowca, generała Umberto Nobilego za pomoc w nawigacji. Italia wprawdzie doleciała do bieguna, ale rozbiła się w drodze powrotnej i część załogi zginęła w lodzie.

Wrócimy, na pewno!

Radio zamilkło w swojej historii czterokrotnie. Pierwszy raz przed wojną z powodu awarii sieci energetycznej. Cisza w eterze trwała prawie dwa dni.

Komunikat o wybuchu wojny nadało 1 września 1939 roku radio z Warszawy. W Katowicach demontowano urządzenia i wysyłano do stolicy. Nigdy tam nie dotarły. Po wojnie część odnaleziono w Czechosłowacji.

Katowicka spikerka Hanna Ziembowa przemówiła o godz. 9.00: “Tu Polskie Radio Katowice. Moi drodzy radiosłuchacze, wojna się rozpoczęła. Niemieccy hitlerowcy napadli na nasz kraj. Bombardują nasze miasta. Bądźcie dzielni, jak zawsze był dzielny śląski lud”.

Ewakuację nakazała Grupa Operacyjna “Śląsk”. Ostatni raz spikerka odezwała się o godz. 13.00: “Za chwilę nasza rozgłośnia przestanie chwilowo działać. Wrócimy tu na pewno. Żegnam się z wami tymczasem. Do usłyszenia z Wrocławia. Tak, z Wrocławia. Bądźcie tego pewni.”

Jeszcze nie zaległa cisza w eterze, bo z płyty odtwarzano bez przerwy hymn narodowy aż do wyłączenia prądu. W nocy pracownicy zniszczyli urządzenia nadawcze.

Wysadzali w powietrze nowe maszty, podpalili budynek stacji przekaźnikowej w Mysłowicach Brzezince, by nie ułatwiać życia wrogowi.

Niemcy przejęli gmach rozgłośni 3 września. Usunęli z frontu podświetlony szyld: Polskie Radio Katowice (powrócił ten napis przed miesiącem). Aparaturę wysłali do Wrocławia. Niszczyli cenne nagrania. W rozgłośni urządzili wojskową szwalnię i magazyn mundurów.

Czystki

Każda zmiana władzy przetaczała się przez radio niczym front. Bo władza poznała siłę tego medium i chce ją trzymać w swoich rękach.

Pierwsze czystki Radio Katowice przechodzi w 1946 r., ponieważ program pozostawał w “sprzeczności z ideologią polityczno-społeczną demokratycznej Polski Ludowej”. Te “szkodliwe tendencje ujawniły się szczególnie w audycjach o typie literacko-rozrywkowym”. Szykany dotknęły samych zacnych ludzi. Komisja czyszcząca przyjechała z Warszawy i zwolniła z pracy m.in. Zdzisława Hierowskiego – dyrektora programowego i Wilhelma Szewczyka – naczelnika Wydziału Literacko-Teatralnego. Nagany udzieliła Aleksandrowi Baumgardtenowi – kierownikowi Działu Audycji Wesołych.

- Trzeba ludziom nieść radość. Trzeba ją rozrzucać pełnymi garściami – mówił wtedy Ligoń. Ofiarą czystek w latach 50. padł naczelny radia Mieczysław Kofta (ojciec poety Jonasza). Gdy Katowice przemianowano na Stalinogród, spikerzy zapowiadali: Tu Polskie Radio Stalinogród. Kofta zezwalał im na nieśmiałe: Tu Rozgłośnia Śląska Polskiego Radia. Za tę nieśmiałą odwagę zapłacił stanowiskiem. Po raz trzeci Radio zamilkło w stanie wojennym. Jeszcze przed północą 12 grudnia 1981 roku naczelny z wojskiem zajął rozdzielnię. Po raz czwarty cisza w eterze zapanowała w czasie budowy podziemnego ronda w centrum Katowic. Koparka przerwała kabel do nadajnika.

Róbmy swoje

Być może ludzie Radia Katowice przed Wojciechem Młynarskim wymyślili termin: róbmy swoje. Dlatego mamy w Katowicach Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia, mieliśmy Orkiestrę Rozrywkową Jerzego Miliana. Z tą rozgłośnią związał się Bogumił Pasternak, autor muzyki do filmów Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Świetny muzyk, cyklem “Śpiewaj z nami” umuzykalniał młodzież.

Nikt, poza Stanisławem Jareckim, nie zdokumentował lepiej i obszerniej tradycji muzycznych w Beskidach. Kolejna wielka osobowość radiowa to Krystyna Broll-Jarecka, poetka, autorka słuchowisk, związana z grupą malarską ST-53. Na prośbę Polaków na Zaolziu napisała “Poloneza śląskiego”, który wszedł do repertuaru wielu polskich chórów.

Sportowe giganty

Bronisław Stokowski

Żaden inny ośrodek radiowy nie miał u siebie takich sportowych osobowości, jak Witold Dobrowolski (nazywany hetmanem sprawozdawców), Jan Ciszewski czy Roman Paszkowski. Audycja “Z mikrofonem po boiskach” wyprzedziła epokę. To najstarsza w Polsce nadawana cyklicznie audycja sportowa (od 1954 roku). Wymagała niełatwej w tamtych czasach mobilności. Jakże nośny był kiedyś magazyn motoryzacyjny “Za kierownicą” Bronisława Stokowskiego, który żegnał się słowami: “szerokiej drogi”. To określenie weszło do języka dzięki tej audycji. Radiowy Klub Masztalskiego wprowadził w Polsce modę na kabaret śląski. A płyta, nagrana w Radiu Katowice: “Pozłacany warkocz” stała się hitem. Radio to też głosy spikerów: Marii Kempińskiej, Barbary Czaykowskiej, Tadeusza Chmiela. To międzynarodowe sukcesy Anny Sekudewicz, Anny Dudzińskiej, Marka Mierzwiaka.

Jak bardzo zmieniła się technika przez 85 lat, nawet genialny Einstein nie był w stanie przewidzieć. Poproszony kiedyś o opisanie radia, odpowiedział: – Telegraf jest rodzajem bardzo długiego kota. Naciskacie jego ogon w Nowym Jorku, a jego głowa miauczy w Los Angeles. Radio działa na tej samej zasadzie: wysyłacie sygnały stąd, a odbierają je tam. Jedyną różnicą jest to, że nie ma kota.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/714353,czy-85-lat-temu-doszlo-do-sabotazu-w-radiu- katowice,1,id,t,sa.html

07-12-2012, 13:21

Paweł Lisicki dostał dyscyplinarkę  »

Press
07-12-2012

Paweł Lisicki

Paweł Lisicki, były naczelny ”Uważam Rze” dostał właśnie zwolnienie dyscyplinarne za wywiad, którego udzielił tygodnikowi ”Wprost” – podał serwis Wprost.pl.

Z funkcji naczelnego prezes Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz odwołał Lisickiego w zwykłym trybie wypowiedzenia 28 listopada. Wraz z Lisickim odszedł niemal cały zespół tygodnika. Na początku tygodnia ukazał się wywiad we “Wprost”, w którym były naczelny ”Uważam Rze” o tym wszystkim opowiadał. Po ukazaniu się tej rozmowy Hajdarowicz uznał, że jednak powinien zwolnić Lisickiego dyscyplinarnie. Podczas wręczania dyscyplinarki Lisickiemu zarzucono, że w rozmowie z nami ujawnił tajemnice spółki, m.in. że dwa dni przed zwolnieniem wydawca proponował mu odkupienie ”Uważam Rze” oraz że określił planowane dochody z reklam tygodnika.

Lisicki zapowiedział, że skieruje sprawę do sądu.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40533,Pawel-Lisicki-dostal-dyscyplinarke