Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

12-12-2012, 11:09

Paweł Lisicki zakłada nowy tygodnik – lepsze “Uważam Rze”  »

Press
MW
12-12-2012

Paweł Lisicki, niedawno zwolniony redaktor naczelny tygodnika “Uważam Rze” (Presspublica), uruchamia własny tygodnik.

Paweł Lisicki

Dziś w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie ma się odbyć konferencja prasowa w sprawie nowego pisma Pawła Lisickiego. Poinformował o tym wczoraj na Twitterze Cezary Gmyz, który podobnie jak Lisicki też został zwolniony z Presspubliki przez jej właściciela Grzegorza Hajdarowicza (po publikacji w “Rzeczpospolitej” tekstu “Trotyl na wraku tupolewa”). Przypomnijmy, że Lisicki został zwolniony, bo krytycznie wypowiadał się o Hajdarowiczu i dopuścił do tego, że w konkurencyjnym piśmie piszą autorzy “Uważam Rze”.

Gmyz napisał na Facebooku, że w zespole byłego redaktora naczelnego “Uważam Rze” znajdą się znani z tego tytułu: Piotr Semka, Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz, Sławomir Cenckiewicz, Krzysztof Feusette, Piotr Gabryel, Piotr Gociek, Piotr Gursztyn, Andrzej Horubała, Marek Magierowski. Gmyz powiedział “Presserwisowi”, że pismo Lisickiego będzie głównym tytułem, do którego będzie pisał. Nie chciał podać żadnych szczegółów dotyczących tygodnika. Wczoraj nieuchwytny był też Paweł Lisicki. Już tydzień temu w Salonie24.pl zapraszał on do zgłaszania pomysłów, jak ma wyglądać nowe “Uważam Rze”, które chce stworzyć. “Jestem pewien, że nowy tygodnik, jeśli powstanie, dzięki tym pomysłom i uwagom będzie jeszcze lepszy i ciekawszy niż poprzednik” – pisał Lisicki.

O nowym piśmie cisza była wczoraj w serwisie Wpolityce.pl prowadzonym przez braci Jacka i Michała Karnowskich, którzy promują tam swój dwutygodnik “W Sieci” (Fratria). Jego drugi numer (ukazał się w poniedziałek) graficznie przypomina “Uważam Rze”, a okładkę zaprojektował Michał Korsun, który wcześniej pracował właśnie dla tygodnika Presspubliki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40563,Pawel-Lisicki-zaklada-nowy-tygodnik---lepsze-Uwazam-Rze

12-12-2012, 04:57

SDP przegrywa proces za “bezpodstawne” przyznanie “Hieny Roku”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
12-12-2012

Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wczoraj wyrok w procesie przeciwko SDP. Uznano, że stowarzyszenie bezpodstawnie przyznało “Hienę Roku” byłemu już dziennikarzowi “Wiadomości” Przemysławowi Orcholskiemu.

Przemysław Orcholski

Orcholski otrzymał w 2003 roku “Hienę Roku” za – jak podano w oficjalnym stanowisku stowarzyszenia – “liczne manipulacje i niegodne dziennikarza komentarze” w realizowanych przez niego materiałach, w tym w reportażu dotyczącym oświadczenia majątkowego Lecha Kaczyńskiego, który był wtedy prezydentem Warszawy. Krystyna Mokrosińska, ówczesna przewodnicząca SDP oraz szefowa komisji przyznającej nagrodę, w toku postępowania zeznała przed sądem, że “Hiena Roku” dla Przemysława Orcholskiego była “ogólnym wyrazem sprzeciwu” wobec tego, co działo się w “Wiadomościach”.

Warto zaznaczyć, że cała sprawa nacechowana jest politycznie. W 2003 roku TVP była strefą wpływów lewicy, a prezesem jej zarządu był Robert Kwiatkowski. Orcholski postrzegany był w niektórych kręgach jako dziennikarz przychylny SLD, z kolei władze SDP były w tamtym okresie nastawione krytycznie do obozu rządzącego i – jak zasugerowała “Gazeta Wyborcza” w internetowym wydaniu z 11 grudnia 2012 – prawdopodobnie to mogło być przyczyną przyznania Orcholskiemu “Hieny Roku”.

Andrzej Karpowicz, adwokat, który reprezentował podczas procesu Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich podkreśla, że jego rolą była przede wszystkim obrona stanowiska SDP z 2004 roku. – W ramach dowodów, które otrzymałem i – oczywiście – praktyki sądowej w tym zakresie. Jak widać sąd nie zaakceptował tego stanowiska, ale proszę pamiętać, że nie jest to wyrok prawomocny. O tym, czy będzie apelacja w tej sprawie mój klient zdecyduje zapewne po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku – powiedział nam Karpowicz. Sam Karpowicz nie był obecny na sali sądowej podczas ogłoszenia wyroku oraz jego ustnego uzasadnienia. Nie było też żadnego przedstawiciela SDP.

- Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich napisało w swoim stanowisku, że “Hienę Roku” otrzymałem za “liczne manipulacje”. To nie chodzi o to, że ja protestuję przeciwko ocenom. Oceniajmy się, polemizujmy, spierajmy. Ale musimy rozmawiać o konkretach – stwierdził w rozmowie z nami Orcholski. – Teraz po ogłoszeniu wyroku mam umiarkowaną satysfakcję. Gdy SDP przyznawał mi “Hienę”, ludzie się z tym orzeczeniem liczyli. Dzisiaj wiemy już, że SDP świetnie się sprawdza w roli organizatora konferencji prasowej PiS, a przewodniczący SDP jest doskonałym konferansjerem Jarosława Kaczyńskiego. SDP sięgnęło dna. Szkoda, bo dziennikarze nie mają ani swojego samorządu, ani nikogo, kto mógłby ich bronić, ani nikogo, kto w wiarygodny sposób mógłby kontrolować działalność dziennikarzy – dodaje Orcholski.

Przedstawiciele SDP wypowiadają się w całej sprawie ostrożnie. - Nagroda “Hieny Roku” jest potrzebnym, choć trudnym bardzo wyróżnieniem publikacji wyróżniających się szczególnie negatywnym przygotowaniem i skutkami społecznymi. Uważam, że warto ją reformować, może przyznawać w wyniku głosowania szerokiego środowiska dziennikarskiego, może z udziałem wybitnych przedstawicieli naszego zawodu i medioznawców, ale warto utrzymać jej tradycję. Chciałbym, by nie było za co ją przyznawać - mówi Grzegorz Cydejko, prezes zarządu Oddziału Warszawskiego SDP.

Z kolei Krystyna Mokrosińska, honorowy prezes SDP mówi, że “Hiena Roku” jest przede wszystkim oceną etyczną zachowań dziennikarskich. - Nie znam dokładnie uzasadnienia sądu, ale może w ogóle kodeks etyczny jest z punktu widzenia sądu bezpodstawny… A może powinni do sądu odwołać się wszyscy “zdobywcy” “Złotych Malin”… Coś mi tu nie gra… - wyjaśnia Wirtualnemedia.pl Krystyna Mokrosińska.

“Hiena Roku” została powołana do życia w 1999 roku. W latach 2010 oraz 2011 nie przyznano je w ogóle. Przyznawana jest dziennikarzom, którzy wyróżnili się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem zasad etyki.

W myśl orzeczenia sądu, SDP ma opublikować oficjalne przeprosiny Przemysława Orcholskiego na łamach dzienników oraz w magazynie “Press”. Wyrok nie jest prawomocny.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sdp-przegrywa-proces-za-bezpodstawne-przyznanie-hieny- roku

11-12-2012, 16:51

Trybuni ludu  »

Polityka
Mariusz Janicki, Grzegorz Rzeczkowski
11-12-2012

Niepokorni prawicowi dziennikarze przeciw sobie

Po ostrej szarży przeciwko własnemu wydawcy publicyści “Uważam Rze” poszli na razie w rozsypkę. Ale niektórzy już sięgają po szable. Niewykluczone, że zwrócą je przeciwko sobie.

Jest ich nie więcej niż 20, ale mają ambicję, aby nadawać ton całej prawicy. Nazywani przez wrogów zakonem, hordą, watahą lub prawicową jaczejką. Po utracie ostatniej ważnej reduty – “Uważam Rze” – ich drogi się rozchodzą. Jacek i Michał Karnowscy odjechali, jeśli to jeszcze możliwe, bardziej w prawo, do założonego przez siebie, a finansowanego przez związaną ze SKOK spółkę, dwutygodnika “W sieci” (niebawem tygodnika). Wespół z towarzyszami dziennikarskich bitew: Piotrem Zarembą i Łukaszem Warzechą. Los reszty nie jest do końca znany, choć już pojawiły się podziały. Niektórzy ponoć zarzekają się, że za coraz bliższymi ojcu Rydzykowi Karnowskimi nigdy nie pójdą.

Dominik Zdort został w “Rzeczpospolitej”. Igor Janke, Rafał Ziemkiewicz, Bronisław Wildstein, Piotr Semka, Igor Zalewski i Robert Mazurek być może podążą za byłym naczelnym “Uważam Rze” Pawłem Lisickim, który zapowiedział stworzenie nowego prawicowego tygodnika “którego polityczne potęgi będą się bać”. Także Cezary Gmyz ogłosił, że wraz z Lisickim pracują nad nowym projektem.

Mądrzejsi niż PiS

Media to w istocie centralny punkt zainteresowania tego środowiska, pewnego siebie i swojej biznesowej wartości. Dlatego ich stosunek do PiS jest specyficzny: z jednej strony gloryfikacja zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego, bo już nie jego ludzi, z drugiej – wyczuwalne poczucie niezależności, a nawet wyższości generalicji, która wie lepiej, jakimi posunięciami PiS ma odzyskać władzę. To taki trochę samozwańczy pisowski think-tank, dodający tej intelektualnie martwej formacji umysłowego sznytu. Wszystko, co zdaniem tej grupy służy pokonaniu Platformy, zyskuje uznanie, a to co ich zdaniem temu szkodzi, budzi krytykę.

Nie ominęła ona samego prezesa PiS, że znowu nie wytrzymał, że coś chlapnął, słupki sondaży opadły, a było już tak dobrze. Niepokorni wybaczą Kaczyńskiemu wszystko, ale nie kolejną przegraną. Ta specyficzna pragmatyczna ideologiczność jest charakterystyczną cechą tej grupy. Nie tyle chcą służyć PiS, ile sprawić, by to podsterowany przez nich PiS spełnił wreszcie ich plany.

A głównym politycznym projektem jest polska wersja orbanizmu. Fascynacja węgierskim premierem Victorem Orbánem (ukazała się właśnie książka o nim pióra Igora Jankego) jest zrozumiała. Orbán to polityk bezwzględny, a zarazem zręczny, elastyczny i pragmatyczny. Konserwatysta – realista, który gromko sprzeciwił się Unii, ale potem, po cichu, spuścił z tonu. Przejmuje instytucje państwa pod kontrolę swojej partii i karci niesforne media, ale pod hasłem walki o zagrożoną tożsamość narodu. Ma konstytucyjną większość i może robić bez trudu, co chce, ale jest oczywiście mężnym “wojownikiem”. Orbán jest dokładnie takim skutecznym pragmatykiem, jakiego niepokorni potrzebują, a jakim nie chce albo nie potrafi być Kaczyński. Ale projekt wciąż jest aktualny. I gdyby nagle lepszy okazał się wyjęty np. z PO Jarosław Gowin, to czemu nie…

Wszystko jest polityką

“Uważam Rze” miało kilka cech, które zapewniło temu pismu sukces w pewnej grupie czytelników. Pierwsza to panpolityczność. Niemal każdy tekst w tym tygodniku zawierał komponent ideologicznej walki. Kultura, ekonomia, historia, edukacja, Europa, cywilizacja – to są poligony, gdzie wszystko ma swój polityczny znak, plus lub minus. Nie było tematów obojętnych. Publicyści “URze” odkrywali przed czytelnikami świat, jakiego zaprojektowani przez nich odbiorcy oczekiwali: pełen ukrytych kodów, politycznego darwinizmu, tajnych zamiarów krajowego i europejskiego lewactwa, skomplikowanych gier Moskwy, Brukseli, Berlina.

Druga cecha tej grupy to bezprecedensowy w polskiej prasie lans. Publicyści nabożnie recenzują nawzajem swoje książki (kilku z nich uprawia także twórczość beletrystyczną i eseistyczną), przeprowadzają ze sobą wywiady i nawzajem się cytują. Fraza Piotra Zaremby, którą można streścić: “jak trafnie zauważył Michał Karnowski…”, stała się już przedmiotem żartów i złośliwości, ale celnie oddaje to zjawisko publicystycznej samowystarczalności i poczucia wyższości. A Igor Janke, po zwolnieniu Lisickiego przez Grzegorza Hajdarowicza, na swoim portalu gromko wezwał naród do przebudzenia. Przebudzenie, na dobry początek, miało nastąpić podczas spotkań promocyjnych jego książki o Orbánie, których dokładny spis z miejscami i godzinami zamieścił w tym samym blogu.

Wzruszające są też reklamy pisma braci Karnowskich “W sieci”. Na jednej z nich Jacek Karnowski, na zdjęciu jakby z policyjnej kartoteki, oświadcza, że jemu “naprawdę nie jest wszystko jedno”, na innej Marzena Nykiel głosi: “bo naprawdę kocham Polskę”. To już nawet nie szantaż emocjonalny, to dyktat gustu, z którym nie bardzo wiadomo co robić.

Paweł Lisicki i Michał Karnowski z pierwszym numerem "Uważam Rze"

Bo kolejna cecha niepokornych to specyficzny brak poczucia obciachu. Już sama nazwa “niepokorni” wzbudziła w branży dziennikarskiej gromki śmiech, ale byli twardzi i nie odpuścili. Czasami, prywatnie dopytywani, przyznawali z niejakim zakłopotaniem, że to po prostu chwyt marketingowy. Teraz jednak Michał Karnowski grozi nowemu kierownictwu “Uważam Rze” procesem sądowym, jeśli pismo nie zrezygnuje z hasła “Tygodnik autorów niepokornych”. Na portalu Karnowskich wPolityce.pl ukazał się niedawno sondaż z pytaniem, czy internauci kupią ich nowe pismo “W sieci”, które wzbogaci pakiet mediów “stojących po stronie prawdy”. Na okładce ich pisma widnieje napis – w istocie klon tego z “URze”: “Odważne pismo dla ciekawych”.

Ten patos i brak zahamowań w prezentowaniu siebie jako jedynych honorowych na tle morza kłamstwa, to istotny wyróżnik tej grupki. Podobnie jak bardzo częste używanie formuły “my” i „wy”, z jednoczesnym zarzucaniem innym publicystom braku obiektywizmu i służalczości. (To jedyne w Polsce pismo polityczne, które innym dziennikarzom poświęciło dziesiątki brutalnych, a nawet wulgarnych pamfletów).

Te dziwactwa, wydawałoby się bardzo krępujące, wprawiające resztę branży medialnej w zdziwienie graniczące z osłupieniem, były jednak gromko oklaskiwane przez czytelników “Uważam Rze”. Bo to do nich jest adresowany ten przekaz, inne wrażliwości nie mają znaczenia. To z założenia jest nisza, tyle że duża, zakreślona tak jak elektorat PiS. Niepokorni publicyści odgrywają tu rolę środowiskowych celebrytów, którzy wyjaśniają innym, dlaczego ci mają kogoś nie lubić, kto ich krzywdzi, i o co tak naprawdę chodzi wrogom polskości.

Sojusze, podziały, odejścia

Kim są owi niepokorni i skąd się wzięli? Historia sympatyzujących z prawicą dziennikarzy pełna jest gwałtownych podziałów, honorowych odejść, zaskakujących sojuszy i spektakularnych powrotów. Pod tym względem podobieństwo z prawicowymi partiami jest wręcz uderzające.

Detonatorem była tzw. lista Wild­steina, nieformalnego lidera i idola całej grupy, podziwianego za opozycyjną kartę z czasów PRL i antykomunistyczny radykalizm. Dla prawicowych polityków i publicystów wykradziony z IPN skorowidz był dowodem, że tysiące dawnych agentów oplotło kraj czerwoną pajęczyną. Eksplozja nastąpiła, gdy Grzegorz Gauden, ówczesny redaktor naczelny “Rzeczpospolitej”, postanowił zwolnić Wildsteina z pracy (uznał że publicysta “wykroczył poza rolę dziennikarza i przyjął postawę polityka”). Ta dymisja podzieliła redakcję; pod siedzibą “Rzeczpospolitej” odbyła się manifestacja, a dziennikarze napisali list w obronie zwalnianego publicysty. – Sprawa “listy Wildsteina” dała im pretekst do głośnego zaistnienia i zamanifestowania tego. Są światopoglądowo konserwatywni, czasami bardzo, ocierający się o nacjonalizm, w hasłach społecznych często dziwnie blisko lewicy, opowiadający się za większym udziałem państwa w gospodarce, pełni uprzedzeń wobec Unii Europejskiej i obaw o demoralizację płynącą z Brukseli i głęboko nieufni wobec Niemiec. Do tego obsesyjnie nieznoszący “Gazety Wyborczej”, noszący chyba głębokie urazy ze względu na dość poślednią ich zdaniem rolę, jaką odgrywali w życiu politycznym i medialnym w latach 90. – uważa Gauden.

Głośne narzekanie na zły los, który rzekomo wypchnął ich z głównego medialnego nurtu, ucichł na moment – w czasach rządów PiS, gdy związani z prawicą publicyści zajęli z nadania nowej władzy kierownicze stanowiska w mediach publicznych (m.in. Bronisław Wildstein został prezesem TVP, Piotr Skwieciński prezesem PAP, Krzysztof Czabański prezesem Polskiego Radia). Ale wcześniej bynajmniej nie koczowali poza mainstreamem. Obsadzali stacje telewizyjne (TV Plus), stacje radiowe (sieć Plus) także gazety, które były głównymi kuźniami prawicowych kadr medialnych. Oprócz “Rzeczpospolitej” rekrutowali się głównie z “Życia Warszawy” i “Życia”, którymi kierował Tomasz Wołek. To w “ŻW” pierwszy raz przećwiczyli manewr, który później zastosowali w “Uważam Rze”. Kiedy w 1995 r. włoski właściciel “ŻW” zwolnił Tomasza Wołka, większość zespołu odeszła wraz z nim i założyła “Życie”. Zresztą niedługo potem zwrócili się przeciwko samemu Wołkowi. Gdy ten rozstał się z Wildsteinem, swoim ówczesnym zastępcą, z “Życia” zaczęli odchodzić kolejni publicyści.

Zasilili inne, również mainstreamowe gazety – najpierw “Newsweek” (Zaremba, Zdort, Ziemkiewicz, na jego łamach dał się też poznać Michał Karnowski), a następnie także wydawany przez ten sam “niemiecki” koncern Axel Springer „Dziennik” (Zaremba, Karnowski, Mazurek, krótko także Semka i Gmyz), który za rządów PiS zdecydowanie opowiedział się po stronie IV RP, dopiero później złagodził tę linię. Zresztą “Dziennik” i “Rzeczpospolita” w tamtym czasie często wchodziły ze sobą w spory, gdyż konkurowały o tych samych, konserwatywnych czytelników.

Jacek jak pięść

Część niepokornych – m.in. Janke, Gmyz, Wildstein – zawitało na chwilę również do skręcającego wówczas w prawo “Wprost”. Zaciekłym antykomunistom nie przeszkadzało, że idą do gazety, którą rządzi były sekretarz KC PZPR. Jednak dla wielu dziennikarzy największym szokiem była przemiana, którą przeszedł Michał Karnowski. – Pracowałem z nim przez kilka lat i nie pamiętam, by kiedykolwiek ujawniał swoje poglądy polityczne. Był zdolnym, pracowitym autorem, który w krótkim czasie przeszedł drogę od zwykłego, liniowego dziennikarza do uznanego publicysty politycznego. Jedyna jego światopoglądowa deklaracja to może udział w manifestacji poparcia dla Bronisława Wildsteina po jego zwolnieniu z “Rzeczpospolitej” – wspomina były dziennikarz “Newsweeka”. Niektórzy mówią o wpływach brata bliźniaka – Jacka Karnowskiego, byłego szefa “Wiadomości” za rządów PiS, którego część środowiska porównuje do Jarosława Kaczyńskiego. – Jacek jest jak pięść. Ma jasne i ostre poglądy. Michał, trzymając się porównań do Kaczyńskich, jest raczej jak Lech, to znaczy spokojniejszy i bardziej ważący racje – twierdzi ich znajomy.

Od końca 2006 r., gdy naczelnym “Rzeczpospolitej” został Lisicki, kolejni prawicowi publicyści zaczęli zasilać najpierw ten tytuł, a potem “Uważam Rze”. – W “Rzepie” ich ulubionym zajęciem była lustracja. Żartowaliśmy, że niedługo przekopią się pod ulicą Prostą, gdzie mieści się redakcja “Rzeczpospolitej”, by ułatwić sobie przynoszenie kwitów z pobliskiego IPN – wspomina były dziennikarz “Rz”. Powrót do “Rzeczpospolitej” i publicznych mediów, objęcie “Dziennika” to był nie tylko prestiżowy, ale również materialny awans, na który prawicowi publicyści długo czekali. – Ci o najbardziej znanych nazwiskach brali po 20 tys. zł, pisząc w sumie dość rzadko – wspomina były redaktor “Rz”. Podobnie było w “Dzienniku”, gdzie redaktorzy i dziennikarze, szczególnie w początkowym stadium istnienia gazety, dostawali najwyższe chyba na rynku prasowym pensje. (Ale już na swoim, w “Uważam Rze”, potrafili pisać po kilka artykułów tygodniowo).

Maciej Łętowski, były wicenaczelny “Życia”, do niedawna członek zarządu Presspubliki, wydawcy “Rz” i “URze”, mówi, że Karnowscy w “Rzeczpospolitej” i “Uważam Rze” to był jedynie sojusz taktyczny z grupą Lisickiego, która jest o półpokolenie starsza od nich i ma inne korzenie ideowe. – Lisicki wyciągnął do nich rękę po upadku “Dziennika”. Ale Karnowscy cały czas mieli ambicję, by zbudować coś własnego. Najpierw, posiłkując się potencjałem autorskim Presspubliki, stworzyli portal wPolityce.pl, który był konkurencyjny wobec portalu “Rzeczpospolitej”. A potem zaczęli myśleć o własnym piśmie, do którego “Uważam, Rze” było pierwszym jedynie krokiem – mówi Łętowski. – To świadczy o ich sprycie i pewnej naiwności Lisickiego, który właśnie został na aucie. Czas nie działa na jego korzyść. Za dwa miesiące nie będzie miał czego zakładać. Karnowscy są przebojowi, organizacyjnie sprawni, nie mają tylu skrupułów co Lisicki. Dynamika jest taka, że to Karnowscy staną się twórcami prawicowych mediów na wzór Tomasza Sakiewicza z “Gazety Polskiej”, a może nawet ojca dyrektora Rydzyka.

Kierunek toruński

Założone w lutym 2011 r. “Uważam Rze. Inaczej pisane” było gazetą nawiązującą do sukcesu “Rzepy” kierowanej przez Lisickiego. Miało być klinem wbitym w lukę ideową, powstałą po tym, jak “Wprost” pod rządami Tomasza Lisa radykalnie zmienił kierunek.

Światopogląd niepokornych najlepiej chyba wyłożył Bronisław Wildstein w numerze z okładką zmartwychwstałego Chrystusa, który pojawił się w kioskach tuż przed zeszłoroczną Wielkanocą. Tekst nosił tytuł “Nowy alfabet Wildsteina”. Były szef TVP ustawił celownik na głównych wrogów – od III RP, politycznej aktywności gejów, feministek, unijnej koncepcji praw człowieka przez “Gazetę Wyborczą” (wróg numer jeden) i POLITYKĘ po Władysława Bartoszewskiego i Kazimierza Kutza.

Ważny odcinek w “URze” przypadł właśnie braciom Karnowskim, którzy wzięli na siebie ciężar prowadzenia wywiadów z głównymi postaciami prawicy. Właściwie trudno te rozmowy nazwać wywiadami. To były raczej pogawędki, w których Karnowscy pełnili rolę naprowadzających na właściwy tor. Wszystko przebiła rozmowa z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, który z zasady nie rozmawia z innymi mediami niż swoje. Karnowscy głęboko pochylili się nad niedolą redemptorysty z Torunia: “A jak ojciec radzi sobie z tą straszną presją? Z tymi setkami szyderstw, atakami, złośliwościami. Po ludzku ciężko to pewnie wytrzymać” – brzmiało jedno z pytań. Cały wywiad utrzymany jest zresztą w konwencji słynnego tekstu Michała Karnowskiego z “Dziennika”, w którym w 2007 r. dzisiejszy lider niepokornych równie nisko pochylił czoła przed strudzonym premierem Kaczyńskim, “żelaznym kanclerzem IV RP”, wracającym z gospodarskiej wizyty w Małopolsce i wzbudzającym spontaniczny szacunek.

Marek Migalski, europoseł PJN, który niegdyś przechrzcił radykalny i napastliwy portal Karnowskich z “wPolityce.pl” na “wpotylicę.pl”, uważa jednak, że rozejście się zespołu “URze” zuboży polską prasę. – Dla mnie to było najciekawsze środowisko dziennikarskie w sensie intelektualnym, choć w PJN akurat mocno uderzali. Wiele tekstów, które tam odnajdowałem, uważałem za mądre i cenne. Środowisko “Uważam Rze” potrafiło wykształcić ciekawy kontrapunkt do tego myślenia, które prezentuje choćby POLITYKA. Bez nich będziemy mieli “Newsweek” Tomasza Lisa z jednej strony i “W sieci” Karnowskich z drugiej. To nie będzie dobre dla debaty publicznej, bo to będą pozycje polityczne.

Zdaniem Tomasza Wołka to upolitycznienie jest jednak typowe dla niepokornych. – Tylko część z nich uważa się za dziennikarzy. Są przekonani, że przypadła im o niebo ważniejsza rola: tych, którzy podają ideowe nuty, wyznaczają polityczne kierunki. Są szturmowymi brygadami walczącymi o prawdę.

I o prawdziwy rząd dusz na prawicy.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1533619,1,niepokorni-prawicowi-dziennikarze-przeciw-sobie.read#ixzz2Frjsgfz9

11-12-2012, 14:08

Komunikat Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej dla dziennikarzy  »

Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
Anna Cieszewska
11-12-2012

Polskie księżniczki chciały Niemca – film “Noc w galerii” w TVP2

Producent: Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej

Emisja w piątek, 14 grudnia o godz. 12:50, TVP2.

Zakon Krzyżacki pokazany jako świetnie działająca korporacja, Kopernik w roli piłkarza żonglującego sferami niebieskimi, Wit Stwosz przedstawiony jako krakowski celebryta – film “Noc w galerii” obala stereotypy i opowiada polsko-niemiecką historię z przymrużeniem oka i humorem. Film zachęca do samodzielnej refleksji o polsko-niemieckim sąsiedztwie.

“Noc w galerii” to inspirowany berlińską wystawą “Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce” film przygodowo-historyczny (nie tylko) dla młodzieży, który w niekonwencjonalny sposób opowiada o wydarzeniach z polsko-niemieckiej historii. Film pokazuje, że wspólna przeszłość naszych krajów nie sprowadza się do II wojny, rozbiorów i bitew; poznajemy polskie księżniczki, które wcale nie giną w nurtach Wisły jak legendarna Wanda, lecz chętnie zostają żonami “niemieckich” książąt, dowiadujemy się, że narodowość Kopernika zupełnie nie ma znaczenia, a Krzyżakom możemy być wdzięczni za “ucywilizowanie” Warmii.

Przewodnikami po polsko-niemieckiej przeszłości są dwaj historycy-dziennikarze Michał Wójcik i Maciej “Max” Łubieński. – Stosunki polsko-niemieckie mają tysiąc lat. Były niezwykle różnorodne: piękne i tragiczne, wesołe i smutne, jak to między sąsiadami bywa. Ale aby to dostrzec, trzeba porzucić wytarte kalki, i spojrzeć z innej perspektywy. Mam nadzieję, że się nam to udało – tłumaczy Michał Wójcik, współautor scenariusza.

Niekonwencjonalny sposób opowiadania o polsko-niemieckiej historii pochwalił prof. Henryk Samsonowicz, który po kinowej premierze filmu w październiku 2012 r. powiedział: “Żart jest dobry, zwłaszcza, jeśli dotyczy trudnej historii. Musimy stawiać pytania, aby uczyć się historii. Nauka tego przedmiotu może być ciekawa właśnie przez rozważania między innymi o tym, dlaczego Wanda nie chciała Niemca czy czym właściwie był Zakon Krzyżacki”.

Film “Noc w galerii” jest częścią projektu edukacyjnego Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Na stronie internetowej www.nocwgalerii.pl dostępne są bezpłatne materiały dydaktyczne i scenariusze lekcji oparte o film “Noc w galerii”. Producentem filmu jest Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Emisja w piątek, 14 grudnia o godz. 12:50, TVP2.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4076

11-12-2012, 07:52

Kijonka: zostawiam “Śląsk” bez długów, ale i ze smętkiem  »

Dziennik Zachodni
Teresa Semik
11-12-2012

Tadeusz Kijonka z końcem grudnia odchodzi ze stanowiska redaktora naczelnego miesięcznika “Śląsk”, pisma opiniotwórczego, które stworzył w 1995 roku i które wpisało się w nurt życia kulturalnego regionu. Pod jego kierownictwem ukazało się 206 numerów, publikowali tu swoje teksty najwybitniejsi przedstawiciele śląskiej humanistyki. Współpracy nie odmówił m.in. Tadeusz Różewicz, czy Wiesław Myśliwski.

Tadeusz Kijionka

- Odchodzę z takim smętkiem, ale i bez żalu – mówi Tadeusz Kijonka. – Nikt mnie do tej decyzji nie przymusił, ale już nie chcę w 2013 roku przeżywać tych samych problemów finansowych, z którymi borykam się bez przerwy, żeby pismo co miesiąc ukazało się na rynku. Nie chcę pełnić funkcji na warunkach nieustannej licytacji – dostanę, czy nie dostanę finansowe wsparcie na przygotowanie kolejnego numeru i w jakiej kwocie będzie ta dotacja.

W tym roku od marszałka Adama Matusiewicza “Śląsk” otrzymał najmniejszą dotację w swojej historii. Starczyło na trzy numery. Na szczęście dołożyło się Ministerstwo Kultury oraz prezydent Katowic Piotr Uszok.

- Zostawiam pismo bez jakichkolwiek długów, pismo o ponadregionalnym profilu – dodaje Tadeusz Kijonka. “Śląsk” ma też ugruntowaną pozycję na rynku czytelnikowskim. Można go dostać w wybranych kioskach w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie.

Tadeusz Kijonka zdecydował się wydawać “Śląsk” w momencie, kiedy wiele pism upadało, bo nie wytrzymywało transformacji gospodarczej. On jednak był zdeterminowany.

- Tak duży region, tak liczne środowisko nie może funkcjonować bez pismo opiniotwórczego, społeczno-kulturalnego – powtarzał. Najpierw, w 1992 roku, powołał Górnośląskie Towarzystwo Literackie. Nie tylko dlatego, by przełamać dość powszechną wtedy apatię środowisk kulturalnych, ale także, by stworzyć płaszczyznę porozumienia dla skłóconych literatów. Powołanie “Śląska” było konsekwencją tamtego wysiłku. Nawet gdy ukazywał się dwusetny numer, też trzeba było przekonywać urzędników od kultury, że to nie jest jednorazowa akcja i to nie są zmarnowane pieniądze.

- Nie mogę się wiecznie ścigać z młodymi ludźmi z układami towarzyskimi – mówi Kijonka. – I nie mogę pojąć, dlaczego pismo, które przez 18 lat stało się instytucją, doświadcza chronicznej beztroski ze strony decydentów.

Żegna się ze swoimi czytelnikami w grudniowym numerze. Publikuje dwa poematy, wiersze, sonety. – Dotąd dość rozrzutnie gospodarowałem swoim czasem. Chcę poświęcić go rodzinie i własnej twórczości – dodaje.

Funkcję redaktora naczelnego miesięcznika “Śląsk” pełnić będzie od stycznia Krystian Gałuszka.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/717407,kijonka-zostawiam-slask-bez-dlugow-ale-i-ze-smetkiem,id,t.html

11-12-2012, 07:10

“Uważam Rze” będzie droższe. Kalimski i Janecki zastępcami Pińskiego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
11-12-2012

Od przyszłego tygodnia “Uważam Rze” (Presspublica) znów będzie kosztować 3,90 zł. Zastępcą redaktora naczelnego pisma został Krzysztof Galimski, a drugim być może będzie Stanisław Janecki. Redakcja będzie stale współpracować z grafikiem Dariuszem Krupą.

Krzysztof Galimski jako zastępca redaktora naczelnego “Uważam Rze” Jana Pińskiego pojawił się już w stopce redakcyjnej bieżącego wydania tygodnika. Galimski ostatnio współpracował z “Wiadomościami” TVP 1 jako prawnik, a wcześniej przez kilka lat był ich reporterem (m.in. w czasie, gdy redakcją programu kierował Piński). W 2010 roku Galimski wspólnie z Piotrem Nisztorem napisał książkę “Cała prawda o katastrofie Smoleńskiej. Kto ich naprawdę zabił?”, a w latach 2007-2008 pracował w Wydziale Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości.

Stanisław Janecki

Jak dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl, drugim zastępcą Jana Pińskiego ma zostać Stanisław Janecki, do 2010 roku związany z tygodnikiem “Wprost”, w którym przez ponad 15 lat był dziennikarzem, a w latach 2007-2010 – redaktorem naczelnym. Janecki rozmawia obecnie o pracy z nowym kierownictwem redakcji, ale jeszcze nie wiadomo, kiedy do niej dołączy. Z samym dziennikarzem nie udało nam się wczoraj skontaktować.

Z poprzedniego zespołu “Uważam Rze” pozostali redaktorzy prowadzący Wojciech Lada (piszący też o kulturze), Paweł Gadaczek (piszący o nowych technologiach) i Tomasz Ozdowy. Dołączyła do nich Anna Magierska, która przez 17 lat pracowała jako sekretarz redakcji “Wprost”, a odeszła w 2010 roku (kiedy pismo od Marka Króla kupiła Platforma Mediowa Point Group). Ostatnio Magierska pracowała jako redaktorka w G+J Polska.

Nowa redakcja “Uważam Rze” na stałe będzie współpracować z grafikiem Dariuszem Krupą, który przygotował okładkę bieżącego numeru pisma (na podstawie zdjęcia Piotra Guzika) pokazującą Donalda Tuska jako bezdomnego. Krupa w przeszłości tworzył okładki m.in. “Wprost” i “Business Weeka”, a jesienią ub.r. przygotował kilka okładek tygodnika “Wręcz Przeciwnie” (kierowanego przez Jana Pińskiego).

Stałymi felietonistami “Uważam Rze” nie będą Artur Zawisza i Robert Winnicki, których teksty ukazały się w poprzednim, „przejściowym” numerze tygodnika. Okazuje się, że Zawisza i Winnicki po prostu przesłali swoje felietony i zostały one zaakceptowane do druku jeszcze przez poprzedni zespół redakcyjny.

Od najbliższego numeru, podwójnego ze względu na Boże Narodzenie, cena “Uważam Rze” z powrotem wzrośnie do 3,90 zł. Tymczasem bieżące wydanie pisma, podobnie jak poprzednie, kosztuje złotówkę mniej.

Z danych ZKDP wynika, że średnia sprzedaż ogółem tygodnika “Uważam Rze” we wrześniu br. wyniosła 129 884 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/uwazam-rze-bedzie-drozsze-kalimski-i-janecki-zastepcami-pinskiego