Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

25-12-2012, 17:02

Arkadiusz Gola: W Nord-Pas-de-Calais mieszkają potomkowie naszych górników  »

Dziennik Zachodni
Arek Gola i Monika Krężel

Nie uwierzycie! Z francuskimi gołębiarzami godoł żech po śląsku. W Nord-Pas-de-Calais mieszkają potomkowie naszych górników. Przywieźli ze sobą pasję do hodowli. Tam, w Lens, przez chwilę myślałem, że jestem u siebie… Przeczytajcie 2. część dziennika naszego fotoreportera Arka Goli, który podróżował po tym regionie Francji.

Arek Gola

Nasza trójka, czyli Stan Lafleur (pisarz z Kolonii), Dominique Sampiero (scenarzysta z francuskiego Avesnois) i ja – Arek Gola (fotoreporter z Zabrza) wybrała się do Lens. To kolejny etap naszych trzytygodniowych poszukiwań. Ja, robiąc zdjęcia, a oni pisząc teksty chcemy udowodnić – w ramach wspólnego projektu “Kulturalium” – że Nadrenia Północna-Westfalia, Śląsk i Nord-Pas-de-Calais mają wiele wspólnego.

Lens jest dużym miastem w zagłębiu węglowym. Akurat trafiliśmy na protest kogoś przeciwko czemuś. Szybko nam doniesiono, że Francuzi “specjalizują” się w strajkach i protestach. Czoło grupy protestujących prowadził brzuchaty Francuz. Wyglądał, jakby niczego mu nie brakowało i dobrze mu się powodziło. Ja świetnie się czułem w takim miejscu, ileż zdjęć zrobiłem protestującym na Śląsku. Ale do rzeczy.

Chłopaki się rozbiegły zbierać materiał, a ja… Ja trafiłem na Huberta Kipkę, gołębiarza z Lens. Kipka to nie mogło być francuskie nazwisko. I jeszcze ta okrągła twarz i blond włosy. Zagadałem go, on ledwo otworzył buzię i już wszystko wiedziałem. “Ale pan mówi piękną śląską gwarą!” – pochwaliłem go. “Nie, jo godom po polsku” – odparł mój nowy znajomy. “Nie, gwarą pan mówi” – próbowałem go przekonać. – “Nie po polsku?” – dziwił się.

Jak syn poszoł z domu

Pan Hubert nie traci czasu. Szybko zostałem zaproszony. Najpierw na ogródek do jego przyjaciela. Monsieur Poteau hoduje gołębie od 1986 roku, z panem Hubertem bardzo się lubią. Rozmawiają – wiadomo o czym.

W mojej rodzinie nikt nie hodował gołębi. Jednak gołębie mnie fascynują. A co najbardziej? Jak to jest, że one potrafią przelecieć tysiąc kilometrów i zawsze wrócą do swojego gołębnika? Niepojęte. Niektórzy naukowcy tego nie wiedzą, a co dopiero nasza nowa trójka: ja, Hubert Kipka i Monsieur Poteau.

U każdego hodowcy gołębi widać ten sam błysk w oku, gdy obserwuje lot pupila. Monsieur Poteau też jest w tym zakochany. – Jego syn się ożenił, poszoł z domu i wzion swoje gołębie. No i teraz Poteau ma tylko 50 gołębi – relacjonował Hubert Kipka. Ja celowo mówię o gołębiarzach, że to są hodowcy gołębi. Dlaczego? Bo i w Polsce, i we Francji boczą się, gdy mówi się o nich “gołębiarze”. Nie przypuszczałem, że to ma taki międzynarodowy wymiar.

Już wiem, że w regionie Nord-Pas-de-Calais gołębie hoduje 11 tys. osób. Można zaryzykować, że większość hodowców ma polskie korzenie. Ich ojcowie i dziadkowie przenieśli pasję z Polski, głównie ze Śląska i Wielkopolski. Ciekawe, ilu jest tych gołębiarzy wśród mieszkańców regionu? “Ojoj, nie wiem. Ale sprawdza to. Ja, ja, sprawdza to” – zobowiązał się mój nowy znajomy.

Monsieur Poteau należy do Federation Colombophile Francaise, to taki związek hodowców gołębi.Ma porządny gołębnik, pokazywał mi go z dumą, bo sam go zrobił. Taki gołębnik jest tu, we Francji, doceniany. Na inne, gotowe gołębniki mówi się, że są z Ikei. Prawdziwy gołębiarz niczego takiego by sobie nie zamówił. Byłby wstyd. I to jaki.

Przywiózł pasję z Polski

Hubert Kipka urodził się we Francji, jego dziadkowie i rodzice byli Polakami. Część rodziny pochodziła z Radlina. Ojciec, też Hubert, do Francji trafił z Niemiec. “Miał 19 lat, gdy musiał iść do wojska, do Wehrmachtu. I gdy wzięli go do niewoli, to uciekł do Francji z Andersem” – opowiada mi pan Hubert. “Nie wrócił już do Polski, postanowił zostać, choć wielu kolegów wróciło. Napisał tylko do matki, gdzie dokładnie jest. No i poznał tu przyszłą żonę.

Moja mama Irena urodziła się we Francji, z polskiej rodziny Zdunek- Wałęsa. Tak, z tych Wałęsów, bo moja babcia była kuzynką ojca Lecha Wałęsy” – mówi dumnie.

W domu Kipków zawsze mówiło się po polsku. Pan Hubert chodził do francuskiej szkoły, a w każdy czwartek miał lekcje polskiego. “Czytam po polsku i piszę, ale z błędami. Chociaż nasza nauczycielka polskiego mówiła po polsku lepiej niż cała moja rodzina” – skwitował.

Ojciec pana Huberta był górnikiem w kopalni. Ale on nie chciał harować tak ciężko jak ojciec. Dlatego pracował w przemyśle metalurgicznym. Po ojcu odziedziczył pasję do gołębi:

“Ojciec, jak przyjechał do Francji, najpierw spytał, czy może hodować gołębie. Dostał zezwolenie, bo trzeba było takie mieć”.

Zważ królika, wrzuć euro

Moim nowym znajomym nie odmówiłem i drugiego zaproszenia. Poszedłem z nimi na zakończenie sezonu lotów w Lens. Atmosfera jak w naszym domu działkowca. Coś na stole, muzyka. Bawiły się tam całe rodziny. Mnie najbardziej podobał się konkurs na ważenie królika. Chętni podawali wagę, wrzucali euro do skrzynki, a potem odbywało się ważenie królika. Ten, kto był najbliższy prawdy, zgarniał całą pulę, a wystraszony oglądaniem dziesiątek twarzy królik po wszystkim wracał do skrzynki…

notowała: Monika Krężel

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/726381,arkadiusz-gola-w-nord-pas-de-calais-mieszkaja-potomkowie,id,t.html

25-12-2012, 12:39

Dziennikarz Roku: Należę do wariatów, którym ten zawód sprawia frajdę  »

Gazeta Wyborcza
Sebastian Kucharski
25-12-2012

- Szlachetne dziennikarstwo na pewno przetrwa, bo takiego ludzie potrzebują. Bardziej niż dziennikarstwa, które daje się wciągać w rozgrywki między politykami – uważa Jerzy Jurecki, dziennikarz “Tygodnika Podhalańskiego”, który został Dziennikarzem Roku 2012.

Jerzy Jurecki jako Czubaka

Jurecki jest dziennikarzem od wielu lat. Chociaż pisze do tygodnika lokalnego, to relacjonuje też wydarzenia ze świata (np. był na Haiti, gdy ten kraj nawiedziło tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi). W tym roku głośno o nim było w mediach, gdy wcielił się w Czubakę – postać z filmu “Gwiezdne wojny” – aby udowodnić, że szef należącego do samorządu Centrum Kultury i Promocji Gminy w Czarnym Dunajcu bierze pieniądze od handlarzy, którzy prowadzą stoiska podczas Hołdymasu, czyli dożynek w tej miejscowości.

Sebastian Kucharski, “Gazeta Wyborcza”: “Jestem zwykłym dziennikarzem lokalnym” – mówi pan o sobie skromnie. Ale nie znam innego dziennikarza, który potrafi w stroju bohatera “Gwiezdnych wojen” sfilmować korupcję na lokalnej imprezie, a dodatkowo relacjonuje gorące wydarzenia, jak “pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie, czy to, co się dzieje po trzęsieniu ziemi na Haiti. Tym bardziej że czytelnika lokalnego bardziej interesuje to, co się dzieje u niego “za miedzą”.

Jerzy Jurecki, reporter “Tygodnika Podhalańskiego” i Dziennikarz Roku 2012: To prawda. Często się spotykam z takimi argumentami, że lepiej by było pojechać do Poronina niż na Haiti. Ale reporter nie ma granic. Robi materiały tam, gdzie uważa, że warto. Zresztą myśmy nauczyli czytelników “Tygodnika Podhalańskiego”, że interesujemy się krajami, które walczą o wolność. Właśnie dlatego zajmuję się np. sprawami Białorusi. Uważam, że mamy tam jakiś niespłacony dług. Kiedyś ktoś nam pomagał, dziś inni ludzie potrzebują naszej pomocy.

Dlatego też pan uczy dziennikarstwa np. w Birmie?

- To, że polscy dziennikarze są takim trochę towarem eksportowym, wynika z podobnej historii. Zaznaczam, że podobnej, to nie znaczy równie tragicznej, bo Polska nie może się porównywać do Birmy. Ale gdy młodzi dziennikarze w Birmie słyszą dziś człowieka, który w Polsce w latach 80. zakładał gazetę, to jasne, że ten obraz jest dla nich bliższy niż opowieści dziennikarzy Europy Zachodniej.

Pan ma trochę łatwiej. Dziennikarz pracujący na co dzień w dużej redakcji nie mógłby się nagle wyrwać i pojechać na drugi koniec świata. Pan jako właściciel swojej gazety może sobie pozwolić na większą spontaniczność.

- No tak, ale pamiętam, że jak wróciłem z Haiti, to robiłem tekst o tym, dlaczego polskich redakcji nie było tam na miejscu, a nadawał stamtąd cały świat. Usłyszałem, że teraz takie materiały można dostać z agencji. Zapomniano, że dziś czytelnik wciąż chce czytać teksty “swojego” autora, a nie jakiegoś pana X z egzotycznego kraju, który akurat był na miejscu.

Myślę, że wielu dziennikarzy z Polski chciało pojechać na Haiti.

- Też jestem o tym przekonany, że takich osób były dziesiątki. Ale nie mogli pojechać, bo nie było na to kasy. Dziś w mediach rządzą ekonomiści i rachunek finansowy. Ale moim zdaniem to krótkowzroczność.

Jakie materiały jako reporter zyskał pan, będąc na miejscu na Haiti?

- To mam na tę okazję opowieść: ląduję na lotnisku na Haiti, wysiadam z Tu-154, który notabene ledwo doleciał, i wysiadam razem z polskimi strażakami. Widzę to, czego nie dostrzeże żaden agencyjny reporter. Obserwuję zachowanie Polaków i mam na to krytyczne spojrzenie, bo mam porównanie do innych wydarzeń na miejscu. Dowiaduję się np., że polscy strażacy to jedyna ekipa, która wracając do kraju nie zostawia potrzebującym swoich namiotów. Tego nie przeczyta się u hiszpańskiego dziennikarza, który też tam był reporterem.

Jest pan dziennikarzem, właścicielem “Tygodnika”. Czy jeszcze zajmuje się pan w swojej redakcji?

- Tam, gdzie jest mały zespół, wszystko trzeba robić własnymi rękami. Nie tylko piszę w “Tygodniku”, ale też składam jego okładki, a w czwartki własnym autem rozwożę gazetę po hotelach. Robię naprawdę dużo różnych rzeczy. Ale tacy ludzie jak ja są w każdej gazecie lokalnej. Mam też większość udziałów w spółce i jestem jej prezesem. Pewnie ten fakt sprawia, że ta gazeta wciąż istnieje. Gdyby trafiła w ręce biznesmenów spoza mediów, to już dawno staraliby się oni szukać pieniędzy gdzieś indziej. Ja należę do wariatów, którym taka działalność się podoba.

A “Tygodnik” zarabia na siebie?

- Tak, bo nie ma innego wyjścia. Zarabiamy wyłącznie ze sprzedaży ogłoszeń i reklam. Przez pierwsze 7 lat było bardzo cienko, później powolutku wyszło na zero, a potem zawsze już jakiś kawałek zostawał. Przez lata te kawałki zbieraliśmy do kupy, żeby potem było nas stać na sądowe procesy. To właśnie siła naszej niezależności, bo gdybyśmy nie mieli na to pieniędzy, to byłaby już dawno katastrofa.

Pan jako wydawca mógłby chyba spokojnie zająć się zarządzaniem swoim pismem, a nie wcielać się w rolę korespondenta czy dziennikarza śledczego?

- No nie do końca jest tak. To, że jestem dziennikarzem, prezesem, sprzątaczką, kierowcą i grafikiem, to właśnie efekt ekonomii. Mam mały zespół. A to, że latam po świecie, to wynik mojego charakteru. Po prostu mnie to cieszy. Wciąż daje mi dużo frajdy, że mogę być czynnym dziennikarzem. Zresztą takich moich tekstów czytelnicy szukają w gazecie. Mają już do mnie zaufanie. Może to nie zabrzmi zbyt skromnie, ale często tylko mi chcą “sprzedać” jakiś temat. To efekt tego, że mnie znają. Bo jestem wesołym facetem, a gdy ktoś mnie zatrzymuje na ulicy, to chętnie z nim gadam. I go nie olewam. To jest właśnie moja koncepcja: dobry dziennikarz to człowiek nieobojętny. Jeśli widzę, że ktoś na ulicy płacze, to do niego podejdę i zapytam, co się stało. Właśnie to powtarzam młodym ludziom, że dziennikarstwo to jeden z najszlachetniejszych zawodów, jakie ktoś wymyślił.

Chyba mało się pan zajmuje na łamach polityką?

- No mamy ten luksus, że możemy sobie na to pozwolić. Głównie zajmujemy się “dziurami w drogach”.

Dziś dużo mówi się o tabloidyzacji mediów. Pan, Dziennikarz Roku 2012, uważa, że w przyszłości dziennikarstwo wciąż będzie istniało?

- Szlachetne dziennikarstwo na pewno przetrwa, bo takiego ludzie potrzebują. Bardziej niż dziennikarstwa, które daje się wciągać w rozgrywki między politykami czy daje się politycznie zaszufladkować.

O Jerzym Jureckim

To krakowianin z urodzenia, zakopiańczyk z wyboru. W 1985 roku w Zakopanem wraz z Wojciechem Mrozem założył podziemny solidarnościowy “Biuletyn Podhalański”, który ukazywał się do 1989 roku. W 1989 roku z przyjaciółmi z “Solidarności” wydał pierwszy numer “Tygodnika Podhalańskiego”. Dziś jest wydawcą tego pisma, prezesem zarządu i większościowym udziałowcem w Zakopiańskim Towarzystwie Gospodarczym, które wydaje pismo. Jak jednak podkreśla, jest przede wszystkim dziennikarzem. Pisze zarówno o sprawach lokalnych, jak też relacjonuje wydarzenia ze świata. Był wśród obserwatorów wyborów na Białorusi, Ukrainie, w Albanii. Informował o aresztowaniach na Kubie, po trzęsieniu ziemi dwukrotnie wyjeżdżał na Haiti, skąd nie tylko przysyłał relacje, ale też pomagał Polskiej Akcji Humanitarnej. Prowadzi szkolenia dla wydawców i dziennikarzy niezależnych gazet na Białorusi, w Tunezji i Birmie. 10 grudnia odebrał statuetkę dla Dziennikarza Roku 2012 przyznawaną w plebiscycie organizowanym przez miesięcznik “Press”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75478,13106140,Dziennikarz_Roku__Naleze_do_wariatow__ktorym_ten_zawod.h tml#ixzz2G9QDVgAr

24-12-2012, 19:56

Reporterskie święta w Afganistanie. Monika Krasińska, gliwiczanka z Radia Katowice, tam jest  »

Dziennik Zachodni
24-12-2012

Reporterka Radia Katowice, Monika Krasińska, spędza święta w Afganistanie. Przeczytajcie, gdzie można słuchać relacji dzielnej gliwiczanki i poczytać jej bloga.

Monika Krasińska

Sprawdziliśmy, co słychać u gliwiczanki, redaktor Moniki Krasińskiej. Reporterka Radia Katowice jest od kilku dni korespondentką wojenną swojej rozgłośni. Święta i najbliższych kilka tygodni spędzi w Afganistanie.

Jeszcze w środę w nocy, gdy rozmawialiśmy z Moniką mówiła nam – Czekamy na możliwość wylotu do Ghazni. Wszystko zależy od pogody. Problem jest w tym, że Ghaznia jest jakieś 800 metrów wyżej. I choć o dziś u nas świeciło piękne słonce, było widać cudnie góry, pogoda nie pozwalała na wylot po nas – tłumaczyła nam Monika.

Jak podkreśla, atmosferę świąt oczywiście czuć. Są też widoczne znaki, że święta się zbliżają – Mamy tu ubraną choinkę, stoi też szopka betlejemska – relacjonuje Monika. Święta w Afganistanie na pewno są inne – nie gorsze, ale po prostu inne. Każdemu jest trochę ciężko, bo rodzina daleko z drugiej strony Ghaznia dla wielu żołnierzy to taki drugi dom i tam też mają swoją nietypową rodzinę. Najważniejsze, że nikt tu w tym dniu nie jest sam.

Jak przypomina Monika Krasińska, trzeba pamiętać o tym, że ta zmiana jest specyficzna – wielu żołnierzy spędzi tu i święta Bożego Narodzenia, i Wielkanoc.

Ale póki co – po ulicach przechadzają się Mikołaje, a przy jednej z imponujących ozdób reporterka Radia Katowice zrobiła sobie nawet zdjęcie.

Świąteczny nastrój nie przeszkadza jej jednak po prostu wykonywać swoich obowiązków. Dobrze przeszkolona na specjalnym szkoleniu dla korespondentów wojennych w Kielcach, zaszczepiona, dzięki uprzejmości firmy Maskpol bezpłatnie zaopatrzona w hełm i kamizelkę kuloodporną może bezpiecznie, jak podkreśla, wykonywać swoją pracę.

Robić tego, po co tak naprawdę do Afganistanu pojechała. Dzięki jej relacjom nie tylko będziecie mieć okazję dowiedzieć się bliżej, co robią nasi żołnierze na misji pokojowej, ale także – poznać bliżej Afganistan.

Chcecie być na bieżąco? Po pierwsze – słuchajcie około godziny 8.40 Radia Katowice, Monika nadaje od poniedziałku do piątku. Zaglądajcie również na bloga, który prowadzi Monika. Znajdziecie go na stronie radia czyli www.radio.katowice.pl, ale my także będziemy sprawdzać, co u niej słychać.

Wszystkim w kraju jak i poza cudownych świąt!!! Niech ten czas będzie wyjątkowy i niezwykły a przyszły rok zaskakuje jedynie dobrymi wydarzeniami. Niech spełnią Wam się wszystkie nawet najskrytsze marzenia bo nie ma rzeczy niemożliwych czego jestem chodzącym dowodem – pisze Monika na FB.

Całość: http://gliwice.naszemiasto.pl/artykul/galeria/reporterskie-swieta-w-afganistanie-monika-krasinska,1667039,t,id.html

24-12-2012, 10:24

Michał M. Lisiecki: Wierzę w sukces nowego tygodnika Pawła Lisickiego  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
24-12-2012

Michał M. Lisiecki, prezes PM Point Group, w rozmowie z Wirtualnemedia.pl zapewnia, że wierzy w sukces nowego tygodnika Pawła Lisickiego. Mówi też o tym, czym tytuł będzie się różnić od “Wprost” i czy boi się od konkurencji ze strony “wSieci”.

Michał Lisiecki

Michał M. Lisiecki i Platforma Mediowa Point Group, będą inwestorami nowego tygodnika opinii, którym pokieruje Paweł Lisicki. Ramowa umowa inwestycyjna, określająca założenia funkcjonowania spółki, została podpisana 20 grudnia br. Inwestycja prowadzona będzie przez jedną z zależnych od PMPG spółek, która zmieni nazwę na Orle Pióro. Jej udziałowcami staną się strony umowy (Paweł Lisicki, Michał M. Lisiecki i Platforma Mediowa Point Group) oraz trzon zespołu redakcyjnego nowego czasopisma (w jego redakcji będą głównie byli autorzy “Uważam Rze”). Magazyn ma ukazać się w sprzedaży 1 marca 2013 roku.

Michał M. Lisiecki, prezes PMPG, podkreśla w rozmowie z nami, że Paweł Lisicki już w “Rzeczpospolitej” udowodnił, że jest duże zapotrzebowanie na treści konserwatywno–prawicowe. - I, co równie ważne, niezależne od podziału Tusk-Kaczyński. Wraz z grupą “autorów niepokornych” udowodnił to również w segmencie tygodników – odnosząc sukces, którym zaskoczeni byli nie tylko konkurenci, ale i sami autorzy tego sukcesu. Celem Platformy Mediowej Point Group – firmy, którą stworzyłem, jak każdej spółki giełdowej, jest rozwój i wzrost – zatem naturalnym jest nasze zainteresowanie nowym projektem w segmencie, w którym jako spółka”mamy kompetencje. Ja osobiście podzielam zdanie Stefana Kisielewskiego i “nie mam poglądów politycznych, tylko ekonomiczne” – mówi nam.

Lisiecki jednocześnie nie zdradza żadnych szczegółów finansowych ani konkretów związanych z przyszłością pisma. - Trwają prace nad ostatecznym biznesplanem przedsięwzięcia. Z niego będą wynikały konkretne cyfry – zarówno co do wysokości sprzedaży, jak i co do nakładu. Będziemy je komunikować we właściwym czasie – zgodnie z obowiązującymi zasadami rynku giełdowego - mówi Lisiecki.

Krzysztof Lisowski: Dlaczego postanowił Pan zaangażować się w projekt Pawła Lisickiego i wydać kolejny na naszym rynku tygodnik opinii?

Michał M. Lisiecki, prezes Platformy Mediowej Point Group: Paweł Lisicki już w “Rzeczpospolitej” udowodnił, że jest duże zapotrzebowanie na treści konserwatywno–prawicowe i, co równie ważne, niezależne od podziału Tusk-Kaczyński. Wraz z grupą “autorów niepokornych” udowodnił to również w segmencie tygodników – odnosząc sukces, którym zaskoczeni byli nie tylko konkurenci, ale i sami autorzy tego sukcesu. Celem Platformy Mediowej Point Group – firmy, którą stworzyłem, jak każdej spółki giełdowej, jest rozwój i wzrost – zatem naturalnym jest nasze zainteresowanie nowym projektem w segmencie, w którym jako spółka mamy kompetencje. Ja osobiście podzielam zdanie Stefana Kisielewskiego i “nie mam poglądów politycznych, tylko ekonomiczne”.

Skoro mowa o “poglądach ekonomicznych”, to jakiego rzędu będzie to inwestycja, ile mniej więcej pieniędzy chce Pan w ten projekt zainwestować?

Trwają prace nad ostatecznym biznesplanem przedsięwzięcia. Z niego będą wynikały konkretne cyfry – zarówno co do wysokości sprzedaży, jak i co do nakładu. Będziemy je komunikować we właściwym czasie – zgodnie z obowiązującymi zasadami rynku giełdowego.

Czym nowy tygodnik będzie się różnił od Waszego magazynu “Wprost”?

Tym, czym kierowane dotychczas przez Pawła Lisickiego “Uważam Rze” różniło się od kierowanego przez Michała Kobosko tygodnika “Wprost”. Czyli prawie wszystkim, poza jedną podstawową cechą – oba będą realizowały dobre, rzetelne dziennikarstwo najwyższej próby.

Czy w związku z pojawieniem się nowego tytułu przewidujecie jakieś zmiany we “Wprost”?

“Wprost” przeszło wiele zmian od stycznia 2010 r., od kiedy jestem jego wydawcą. Ostatnie 10 miesięcy to wiele kolejnych, które wynikały nie tylko z naturalnych propozycji nowego redaktora naczelnego – Michała Kobosko, ale także takie, do których zmusił nas “Newsweek”, przejmując w sposób nieetyczny nie tylko autorów, ale i kopiując nasze autorskie rozwiązania wydawnicze i redakcyjne. Obchodzimy właśnie 30. rocznicę istnienia tygodnika „Wprost” i chciałbym, aby czytelnicy otrzymali od dojrzałego “Wprost” więcej stabilności i przewidywalności. Z drugiej jednak strony – 30 lat to jednak nadal “wiek” uprawniający do zmian, poznawania i eksperymentowania – więc zespół “Wprost” ma przed sobą stale nowe wyzwania, do których mobilizują konkurenci.

Jakie miejsce na rynku tygodników opinii zajmie nowy tytuł kierowany przez Pawła Lisickiego?

Tytuł i jego zawartość w największej mierze zależy od jego autorów, a dobór tych ostatnich – od redaktora naczelnego. Nikt więc nie opowie o idei „tygodnika Lisickiego” lepiej niż on sam. Wiemy natomiast, że mieszanka nazwisk w przyszłej stopce jest iście “wybuchowa”.

Podejmuje Pan decyzję o wydaniu nowego magazynu w trudnym momencie. Chodzi mi o negatywną atmosferę, jak powstała m.in. po zwolnieniu z Presspubliki Pawła Lisickiego i odejściu stamtąd dużej grupy publicystów. Jak Pan ocenia to, co się dzieje obecnie w Presspublice?

Po moich kilkunastu rozmowach z Grzegorzem Hajdarowiczem oraz jego ostatnim zachowaniu przy transakcji związanej z przejęciem wydawania dwutygodnika “Bloomberg Businessweek”, kiedy to nie dotrzymał danego słowa, trudno powstrzymać się od komentarza. Ograniczę się jednak do cytatu Anthony’ego de Mello – “Nie ma nic takiego, czym ego nie posłużyłoby się, aby się nadymać”.

Wierzy Pan w sukces swojego nowego przedsięwzięcia?

Wierzę w sukces nowego przedsięwzięcia. Gdybym nie wierzył – nie byłoby dzisiaj tych pytań ani tej rozmowy, nie inwestowałbym własnych środków finansowych i nie namawiałbym inwestorów. Oczywiście to jest BIZNES, a ten z definicji zawsze podlega ryzyku – i umiejętności jego ograniczania. W moim przypadku, mam jednak to szczęście, że media to również moja pasja.

Nowy tytuł będzie miał jednak poważnego konkurenta w postaci magazynu “W Sieci”, który staje się właśnie tygodnikiem…

Jeżeli chodzi o pismo “W Sieci” – dzięki Bogu, na rynku tygodników konkurencja ma się nie najgorzej. Pora na konkurowanie nie tylko poglądami, ale i jakością – bo czytelnicy na pewno zasługują na solidne, rzetelne i dobre pismo również po prawej stronie. Autorzy, których zgromadził wokół siebie Paweł Lisicki, na pewno są gwarancją jakości. “W Sieci”, z uwagi na finansowanie przez SKOK-i, będące finansowym zapleczem PiS, ma zbyt wyraziste konotacje polityczne i może je czekać los “Gazety Bankowej”. Dobrej merytorycznie, również finansowanej przez SKOK-i, która z tego tylko powodu nie cieszy się uznaniem branży i reklamodawców. Dla braci Karnowskich był to niewątpliwie dobry ruch i wyjście poza internet, którego problemy znają wszyscy wydawcy. Czy był równie dobry ruch dla SKOK i spółdzielców SKOK, za których pieniądze pośrednio powstaje i dla czytelników – na tę odpowiedzieć jest jeszcze za wcześnie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/michal-m-lisiecki-wierze-w-sukces-nowego-tygodnika-pawla-lisickiego

24-12-2012, 10:00

Paweł Lisicki: PMPG gwarantuje nam niezależność  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
24-12-2012

Paweł Lisicki, redaktor naczelny nowego tygodnika opinii, który powstanie przy wsparciu finansowym PMPG i Michała M. Lisieckiego, w rozmowie z Wirtualnemedia.pl deklaruje, że niezależność redakcji została zagwarantowana bardzo mocno.

Jak już informowaliśmy, Michał M. Lisiecki i Platforma Mediowa Point Group, będą inwestorami nowego tygodnika opinii, którym pokieruje Paweł Lisicki. Ramowa umowa inwestycyjna, określająca założenia funkcjonowania spółki, została podpisana 20 grudnia br. Inwestycja prowadzona będzie przez jedną z zależnych od PMPG spółek, która zmieni nazwę na Orle Pióro. Jej udziałowcami staną się strony umowy (Paweł Lisicki, Michał M. Lisiecki i Platforma Mediowa Point Group) oraz trzon zespołu redakcyjnego nowego czasopisma (w jego redakcji będą głównie byli autorzy “Uważam Rze”). Magazyn ma ukazać się w sprzedaży 1 marca 2013 roku.

Paweł Lisicki

Paweł Lisicki w rozmowie z Wirtualnemedia.pl przyznaje, że po upadku kierowanego przez niego tygodnika “Uważam Rze” prowadził rozmowy z różnymi inwestorami. - Wydaje mi się, że akurat z panem Lisieckim bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. On od razu zrozumiał i poważnie potraktował mój podstawowy postulat niezależności redakcji. Jest to wydawca z dużym doświadczeniem, znający rynek mediów drukowanych, jednocześnie śmiało szukający nowych rozwiązań- mówi Paweł Lisicki.

Lisicki podkreśla, że niezależność redakcji nowego tytułu zagwarantowana jest bardzo mocno. - Nie chodzi tu tylko o obietnice i słowa, te zawsze można zmienić lub odwołać, ale o solidne gwarancje prawne, zapisane w podstawowych dla spółki dokumentach – zapewnia. Zapowiada, że nowe pismo będzie konserwatywno-liberalne, niezależne, odważne i opozycyjne. – Pod wielu względami będzie przypominało “Uważam Rze”, ale szykuję też niespodzianki. Najważniejsze, że będzie to pismo całkiem niezależne, wolne od wszelkich uwikłań partyjno-politycznych - mówi Lisicki.

W związku z planami uruchomienia nowego projektu powołana została w ramach Platformy Mediowej Point Group nowa spółka Orle Pióra. - Jeśli chodzi o strukturę właścicielską, to jest ona tak pomyślana, że chroni niezależność redakcji. Kilkunastu kluczowych dziennikarzy zostało współwłaścicielami nowej spółki i to jest naprawdę rzecz przełomowa. Prezesowi Lisieckiemu należą się wyrazy uznania, to w pewien sposób absolutnie pionierska decyzja, żeby do władzy w spółce dopuścić autorów. Warto, żeby jego śladem podążyli inni wydawcy - mówi Paweł Lisicki.

Paweł Lisicki przyszłym czytelnikom złożył za naszym pośrednictwem także pewną obietnicę. - Obiecuję, że w nowym tytule będzie jeszcze więcej do czytania niż w “Uważam Rze”. Jak widać, każda porażka może stać się początkiem jakiegoś zwycięstwa - mówi Lisicki.

Z Pawłem Lisickim rozmawiamy o planach dotyczących nowego tygodnika opinii.

Krzysztof Lisowski: Dlaczego właściwie podjął Pan decyzję o nawiązaniu współpracy przy wydawaniu nowego tygodnika opinii właśnie z Michałem M. Lisieckim i Platformą Mediową Point Group?

Paweł Lisicki: Po upadku tygodnika “Uważam Rze” prowadziłem rozmowy z różnymi inwestorami. Wydaje mi się, że akurat z panem Lisieckim bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. On od razu zrozumiał i poważnie potraktował mój podstawowy postulat niezależności redakcji. Jest to wydawca z dużym doświadczeniem, znający rynek mediów drukowanych, jednocześnie śmiało szukający nowych rozwiązań.

Wspomina Pan o niezależności. Tymczasem np. Tomasz Lis odchodząc z „Wprost” narzekał, że w PMPG były z góry naciski na publikowanie w materiałach treści promocyjnych?

Niezależność redakcji zagwarantowana jest bardzo mocno. Nie chodzi tu tylko o obietnice i słowa, te zawsze można zmienić lub odwołać, ale o solidne gwarancje prawne, zapisane w podstawowych dla spółki dokumentach. Tomasz Lis nie jest dla mnie osobą wiarygodną, jego słowa traktuję jako wyraz zemsty i chęci odegrania się.

Czy tytuł Pana nowego tygodnika będzie jakoś nawiązywał do “Uważam Rze”?

W sprawie tytułu nie będę się wypowiadał. Jestem pewien, że czytelnikom się spodoba.

Jaka jest struktura właścicielska spółki, która będzie w ramach Point Group wydawała nowe pismo?

Jeśli chodzi o strukturę właścicielską to jest ona tak pomyślana, że chroni niezależność redakcji. Kilkunastu kluczowych dziennikarzy zostało współwłaścicielami nowej spółki i to jest naprawdę rzecz przełomowa. Prezesowi Lisieckiemu należą się wyrazy uznania, to w pewien sposób absolutnie pionierska decyzja, żeby do władzy w spółce dopuścić autorów. Warto, żeby jego śladem podążyli inni wydawcy.

Z iloma inwestorami Pan generalnie rozmawiał, czy było duże zainteresowanie wydawaniem nowego tytułu?

Rozmawiałem z kilkoma inwestorami, prawdziwie zainteresowanych było trzech. Czyli takich, którzy gotowi byli zaryzykować i zainwestować. Wszyscy bardzo doceniali sukces “Uważam Rze”.

Jaka będzie formuła nowego magazynu?

Będzie to pismo konserwatywno-liberalne, niezależne, odważne i opozycyjne. Pod wielu względami będzie przypominało “Uważam Rze”, ale szykuję też niespodzianki. Najważniejsze, że będzie to pismo całkiem niezależne, wolne od wszelkich uwikłań partyjno-politycznych.

Jacy dziennikarze oprócz tych wymienionych na stronie projektu znajdą się w nowym magazynie?

Nazwiska wszystkich naszych publicystów są na stronie tygodniklisickiego.pl. Ale powtarzam, będą też nowe twarze, niektóre bardzo zaskakujące. Obiecuję, że w nowym tytule będzie jeszcze więcej do czytania niż w “Uważam Rze”. Jak widać, każda porażka może stać się początkiem jakiegoś zwycięstwa.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/pawel-lisicki-pmpg-gwarantuje-nam-niezaleznosc

24-12-2012, 09:49

Grzegorz Hajdarowicz: “Uważam Rze” mało rentowne, w planach przejęcia, giełda i nowy prezes  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
tw
24-12-2012

Prezes Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz stwierdził, że tygodnik “Uważam Rze” wypracowywał tylko niewielki zysk. Dodał, że firma rozmawia o kupnie kolejnych tytułów i współpracy z innymi mediami oraz planuje wejść na giełdę w ciągu półtora roku.

Grzegorz Hajdarowicz

Grzegorz Hajdarowicz w rozmowie z “Rzeczpospolitą” ocenił, że “Uważam Rze” „wychodził ekonomicznie na niski plus”, zaznaczając, że gros przychodów tytuł przynosiła sprzedaż, a stosunkowo niewiele reklamy. Według Hajdarowicza firmy niechętnie promowały się w tygodniku, dlatego reklamy głównie trafiały do niego w ramach pakietów obejmujących inne tytuły wydawnictwa.

Prezes Presspubliki zdecydowanie negatywnie ocenił pracę Pawła Liskieckiego, byłego redaktora naczelnego “Rzeczpospolitej” i “Uważam Rze”, zwolnionego pod koniec listopada m.in. z powodu publicznego skrytykowania Hajdarowicza w sprawie tekstu o trotylu na wraku tupolewa. – W latach 2006–2011, gdy Paweł Lisicki miał pozycję niewspółmierną do stanowiska redaktora naczelnego, de facto kierował zarządem spółki, Presspublica wykazała 44 mln zł straty – podkreślił Grzegorz Hajdarowicz. Dodał, że pensje w “Uważam Rze” „były niestandardowe, najwyższe w całej redakcji i w Polsce”, dlatego deklaracje Lisickiego i niektórych byłych publicystów tygodnika, że przynosił on duży zysk, “wykazują ich kompletną indolencję gospodarczą”.

A co Hajdarowicz sądzi o zarzutach, że kupił Presspublikę za pożyczkę udzieloną m.in. przez Skarb Państwa? - Można krytykować, ale w tym przypadku najgłośniej krytykują ci, którzy sami są najbardziej nieuczciwi. Jak mogą podnosić kwestię wiarygodności dziennikarskiej ci, którzy na komputerach mojej firmy przygotowywali konkurencyjne tytuły? Myślę, że powinni 
zamilknąć - stwierdził, nawiązując do pisma “W sieci” uruchomionego niedawno przez Jacka Karnowskiego, byłego współpracownika “Uważam Rze”.

Według Hajdarowicza Presspublica nie otrzymała żadnej konkretnej propozycji przejęcia “Uważam Rze”. Przypomnijmy, że Paweł Lisicki ujawnił niedawno, że zaproponowano mu kupno pisma, ale dopiero na dwa dni przed tym, jak został zwolniony. Obecnie Lisicki z byłymi publicystami “Uważam Rze” przygotowuje nowy tygodnik, który będzie wydawać spółka zależna Platformy Mediowej Point Group, właściciela “Wprost”.

Grzegorz Hajdarowicz wyjaśnił, z czego jego zdaniem wynika obecny spadek sprzedaży “Rzeczpospolitej”. Według danych ZKDP w październiku sprzedaż gazety wyniosła 74 213 egz., będąc o 25 proc. niższą niż rok wcześniej. - Jest niższa z powodu likwidacji tzw. dopalaczy, czyli rozmaitych dodatków wspierających sprzedaż. Spółka ponosiła na tej działalności 7 mln zł straty rocznie - stwierdził prezes Presspubliki.

Hajdarowicz poinformował, że w br. Presspublica wykaże już zysk netto, i to mimo ogromnych kosztów restrukturyzacji w firmie. Czy w przyszłym roku kontynuowane będą zwolnienia? – Wszystko zależy od rynku i od aktywności zespołu, szczególnie w aspektach technologicznych. Bez niej trudno będzie utrzymać współpracę z osobami, które się nie wykażą – ocenił Hajdarowicz. - Na koniec roku będziemy mieli w firmie nowoczesny system pracy adekwatny do pracy wydawnictwa wydającego wiele tytułów – media room obsługujący wszystkie tytuły od strony redakcyjnej - opisał. Dodał, że na koniec 2015 roku tylko połowa przychodów Presspubliki ma pochodzić z wydawania “Rzeczpospolitej”, a druga połowa – z pozostałych tytułów prasowych oraz innych aktywności, m.in. z konferencji i szkoleń.

Grzegorz Hajdarowicz stwierdził, że Presspublica prowadziła rozmowy dotyczące kupna nowych tytułów prasowych, przy czym “trochę przyhamowały one z uwagi na ostatnie wydarzenia w firmie”. - Ale można już do nich wrócić, bo, powołując nowego redaktora naczelnego “Rz”, zamknęliśmy w firmie proces opanowywania sytuacji kryzysowej – zaznaczył. Przypomnijmy, że w październiku Presspublica przejęła “Bloomberg Businessweek Polska”, z którego wydawania wcześniej zrezygnowała Platforma Mediowa Point Group.

Czy to, że naczelnym “Rzeczpospolitej” został Bogusław Chrabota, wcześniej przez 20 lat związany z Polsatem, oznacza, że Presspublica podejmie współpracę z holdingiem Zygmunta Solorza-Żaka? - Będziemy współpracować najszerzej, jak to możliwe, w ramach współpracy pomiędzy coraz mniej licznymi na polskim rynku krajowymi grupami mediowymi - zadeklarował Hajdarowicz. Zastrzegł jednak, że nie będzie to współpraca kapitałowa. - Chociaż, jeśli wejdziemy na giełdę, nie jestem w stanie zabronić nikomu kupienia pakietu akcji Presspubliki. A z planów giełdowych nie rezygnujemy – najpóźniej do połowy 2014 roku spółka planuje być na giełdzie, a być może zdarzy się to już w 2013 roku - zapowiedział.

Grzegorz Hajdarowicz dodał, że chce być prezesem Presspubliki tylko do połowy przyszłego roku. - Prowadzę też inne interesy, które dzisiaj cierpią przez to, że nie jestem w stanie równolegle robić zbyt wielu rzeczy – wyjaśnił. Zadeklarował, że nowy prezes firmy, tak samo jak naczelny “Rz”, może zostać wybrany w konkursie.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/grzegorz-hajdarowicz-uwazam-rze-malo-rentowne-w-planach-przejecia-gielda-i-nowy-prezes