Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

09-01-2013, 15:13

Melchiory 2013 – ruszył konkurs reportażystów  »

Polskie Radio
09-01-2013

Statuetki "Melchiorów"

Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia ogłosiło IX Ogólnopolski Konkurs Reportażystów “Melchiory”. Wyniki zostaną ujawnione 18 maja w Teatrze Dramatycznym w Płocku, podczas Gali Reportażystów Polskich.

Celem konkursu jest promowanie indywidualności autorskich oraz ambitnych form twórczości radiowej, jak również uhonorowanie reportażystów innych mediów, których twórczość może być inspiracją dla dziennikarzy radiowych. Nagrody tradycyjnie zostaną przyznane w trzech kategoriach: Radiowy Reportażysta Roku, Premiera Roku oraz Inspiracja Roku.

Regulamin – MELCHIORY – 2013

Karta zgłoszeniowa – premiera roku 2013

Karta zgłoszeniowa – radiowy reportażysta roku i inspiracja roku 2013

Zgłoszenia należy wysyłać na adres Studia Reportażu i Dokumentu przy ul. Myśliwieckiej3/5/7, z dopiskiem “MELCHIORY”. 

Termin nadsyłania prac konkursowych upływa 15 lutego. – decyduje data stempla pocztowego. W kategorii Premiera Roku za premierowe uznane zostaną reportaże radiowe wyprodukowane lub wyemitowane w okresie: 16 lutego 2012 r. – 15 lutego 2013 r.

Całość: http://www.polskieradio.pl/24/1022/Artykul/759053,Melchiory-2013-%E2%80%93-ruszyl-konkurs- reportazystow

09-01-2013, 12:18

Ona. Teresa Torańska  »

Newsweek.pl
Rafał Kalukin
09-01-2011

Łączyła w sobie niezwykłą empatię z pewną bezwzględnością w wyciskaniu człowieka jak cytrynę. Tylko ona to potrafiła.

1.
– Cześć, Teresa. Nie przeszkadzam?
– Cześć! Cześć! Kochany, co tam u ciebie? O czym teraz piszesz?
– No właśnie, chciałem się ciebie poradzić, bo właśnie siadam do…

Wszystko jedno do czego. I tak zawsze wiedziała, jak ruszyć z miejsca. To była najciekawsza część rozmów z Teresą: to przeczytaj, tamto sobie daruj, bo wiesz… Szkoda czasu. A tego już czytałeś? I co sądzisz? Aha, koniecznie zadzwoń do iksa. Nie masz numeru? On jest w książce telefonicznej, mieszka przy ulicy igrek. Jakby co, to ci znajdę.

Książka telefoniczna, czyli najważniejsza pozycja w podręcznej biblioteczce Teresy. Przechowywała wszystkie edycje, nawet te z zamierzchłych czasów. Ostatnia na Warszawę wyszła drukiem ponad dziesięć lat temu. Większość egzemplarzy rozdanych wówczas abonentom dawno pewnie trafiła na przemiał. Dziś dziennikarze nie używają już książek telefonicznych. Szybki świat, szybkie dziennikarstwo, szybko zmieniające się formy komunikacji. Numery przypisane do mieszkań to przeżytek, tak samo jak ich właściciele.

Ale oni żyją i noszą w sobie opowieści, które Teresę fascynowały. Kolekcjonowała ich relacje, uzupełniała o kolejne szczegóły, pogłębiała. Cierpliwie, bez pośpiechu.

Gdybym wiedział, że zaraz odejdzie, poprosiłbym ją o dedykację. Ale nie w żadnej z jej najwspanialszych książek, tylko właśnie na stronie tytułowej mojego sfatygowanego egzemplarza książki telefonicznej.

2 .
Pracowaliśmy w redakcji “Dużego Formatu” “Gazety Wyborczej”. Teresa wpadała niezbyt często, ale dosyć regularnie. Zawsze z niezwykłym powiewem serdeczności. Takim, że od razu rzucało się pracę, aby pogadać. O nowych książkach, o tekstach, o ostatnich wydarzeniach, o życiu. Trzydzieści lat różnicy między nami nie miało żadnego znaczenia.

Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek była w złym nastroju. Eksplodowała wolą życia, niektórzy mieli ją nawet – w pozytywnym sensie – za nieco postrzeloną. Dla każdego znajdowała czas.

W skórzanych spodniach siadała przy swoim biurku, odchylała głęboko oparcie fotela i wyciągała nogi na blacie. Ale nie było w tym, broń Boże, żadnej ostentacyjnej władczości. Tylko młodzieńczy luz.

Była niezależna od konwenansów i w ogóle od wszystkiego. Inaczej niż większość ludzi mediów jej pokolenia Teresa była po prostu dziennikarką. Żadnych środowiskowych obciążeń, zmurszałych etosów, biograficznych szkieletów w szafie. Ignorowała personalne anse, których nigdy nie brakowało w inteligenckiej Warszawie. Pielęgnowała własny zmysł etyczny, wedle którego oceniała ludzi. Po prostu: coś jest przyzwoite, a coś nie jest.

To dawało jej wolność.

Początek jej rozmowy z Wojciechem Jaruzelskim z 2004 r. (z tomu “Byli”):
– Wolność. Czym jest?
– Uświadomioną koniecznością. Powtórzę za znanymi filozofami.
– Heglem i Marksem.
– To nie jest głupie, co głosili. Oni mieli rację. Człowiek nie jest absolutnie wolny.
– Pan był choć raz?
– Nie byłem. Człowiek całe życie musi liczyć się z wieloma ograniczeniami. Z prawami, które obowiązują, z otoczeniem, w jakim żyje. A pani była?
– Jestem. Od 13 grudnia 1981 roku.

3 .
W noc sylwestrową 1943/1944 do mieszkania rymarza Czesława Blicharskiego przy ul. Twardej w Warszawie przybywają delegaci Polskiej Partii Robotniczej oraz kilku innych kanapowych organizacji. Najważniejsi w tym gronie są Bolesław Bierut i Władysław Gomułka. Tej nocy przywódcy komunistycznego podziemia powołają Krajową Radę Narodową, konkurencyjny wobec prawowitego rządu londyńskiego ośrodek władzy w Polsce.

Teresa Torańska

Tego samego dnia, ale kilkaset kilometrów dalej, po drugiej stronie Bugu, w Wołkowysku niedaleko Grodna, przychodzi na świat najwybitniejsza biografka tego pokolenia komunistów Teresa Torańska.

Najpierw był jednak fortepian – choć gdy uznała, że wybitną pianistką nie zostanie, odpuściła. Wyprowadzka do Warszawy na studia prawnicze. Bieda. Pierwsza praca, w radzie narodowej w Piasecznie. Nuda.

Przyjaźni się z początkującym dziennikarzem Krzysztofem Czabańskim. Piszą reportaż o nadużyciach w hurtowni maszyn rolniczych i idą z nim do Jerzego Ambroziewicza, uznanego reportera, wicenaczelnego “Argumentów”.
– Kto was do mnie przysłał? – pyta nieufnie Ambroziewicz.
– Nikt.
Uwierzył i wydrukował.

Jakiś czas później, też z Czabańskim, węszą wokół afery na budowie domków jednorodzinnych. – No to co, chcecie państwo po segmenciku? – pyta prezes osiedla. Ze zdumieniem przeczyta później te słowa w druku. Awantura ocierająca się o wysokie partyjne czynniki. – Piszcie drugi tekst. Pokażcie, kto za tym stoi – decyduje Ambroziewicz.

Po latach mówiła, że był jej pierwszym mistrzem i że zawsze można było na niego liczyć.

W połowie lat 70. Ambroziewicz przechodzi do telewizji, a Torańska – do warszawskiej “Kultury”. I tak do stanu wojennego.

Po 13 grudnia pismo zlikwidowano, nie było nawet weryfikacji dziennikarzy. Uwolniona od codziennych obowiązków, uzbrojona w magnetofon Teresa ruszyła w miasto, odwiedzając dawnych komunistycznych dygnitarzy.

“Był luty 1982 roku, właśnie odblokowano telefony. Powiedziałam, że nie proszę, ale żądam rozmowy. Jest stan wojenny i domagam się prawdy, jak cały ten komunizm się zaczął” – opowiadała mi pół roku temu w wywiadzie dla „Newsweeka”, jak próbowała zmusić do rozmowy samego Jakuba Bermana.

Tak zaczął się najważniejszy tekst w zbiorze “Oni”. Tak zaczęła się również wielka Torańska, mistrzyni wywiadu.

4 .
Gdy rozmowa dwóch ludzi jest już spisana, staje się nagle czymś innym. Emocje tak silne w rzeczywistym czasie chowają się pomiędzy wierszami i za nic w świecie nie chcą wyjść z ukrycia. Znaczące niedopowiedzenia stają się irytującymi znakami zapytania. Trzeba ogromnego wysiłku i talentu, aby utracony blask rozmowy nie tyle nawet odzyskać, ile uwiecznić. Teresa była w tym niedościgniona.

Każdy taki wywiad to ogrom pracy. Najpierw lektura. Opracowania historyczne, wizyty w archiwach i przede wszystkim tak ukochane przez nią dzienniki, pamiętniki i biografie.

Pierwsze spotkania z bohaterem jeszcze bez dyktafonu. Najpierw trzeba się lepiej poznać. Ale i przetestować szczerość potencjalnego rozmówcy. Na tym etapie wielu kandydatów odpadało. Jeden nie potrafił się otworzyć, drugi nosił w sobie zbyt wiele blagierstwa. Skreślała ich jako rozmówców, choć potrafiła się z nimi zaprzyjaźniać.

Potem rozmowy nagrywane. Wiele rozmów, wielogodzinnych. Chodziła na spotkania z planem w głowie, ale nie trzymała się go kurczowo. Pieczołowicie dopytywała o nieważne z pozoru detale. Później i tak wracała do przerwanych wątków, nieraz po wielu miesiącach, bo potrzebowała czasu na przemyślenie. Oddalała się wtedy od innych zajęć.

Z takiej materii lepiła później swoje teksty, szukając odpowiedniego rytmu, stopniując dramaturgię.
Na koniec autoryzacja materiału. “Jest jak ściąganie majtek. Od razu widzisz, na czym zależy rozmówcy i co chciałby wymazać. I gdzie fakty podkoloryzował. Wtedy odkrywa się najbardziej” – mówiła mi.

5 .
Profesor Michał Głowiński, jeden z jej bohaterów (rozmowa z profesorem ukazała się w zbiorze “Śmierć spóźnia się o minutę”), opowiada: – Sporo o niej słyszałem, ale nie znaliśmy się. Spotkaliśmy się raz przypadkiem na ulicy i oświadczyła, że chciałaby zrobić ze mną wywiad. Spotykaliśmy się potem wiele razy, najpierw u mnie w domu, później w kawiarni Nowy Świat. A potem zniknęła na pół roku. Myślałem, że dała sobie spokój, że może jako rozmówca nie stanąłem na wysokości zadania. Jednak nie, pewnego razu przyszła z gotowym tekstem.

– Jakim była rozmówcą?
– Po pierwsze, pracowała jak uczony. Jej przygotowanie do rozmowy było imponujące, wszystko o mnie wiedziała. Trochę mnie ta nierównowaga uwierała, bo ja o niej wiedziałem niewiele.

Po drugie, wszystko musiała sama sprawdzić. Poprosiłem, aby zakończyć rozmowę moim komentarzem do książki “Wieszanie” Jarosława Marka Rymkiewicza. Właśnie się ukazała, o czym Teresa (byliśmy już na “ty”) jeszcze nie wiedziała. Nie wierzyła moim słowom, więc razem poszliśmy do biblioteki PAN w Pałacu Staszica, aby mogła sprawdzić.

Po trzecie, łączyła w sobie niezwykłą empatię z pewną bezwzględnością w wyciskaniu człowieka jak cytrynę.

6 .
Pozwoliła mi raz zajrzeć do swojej dziennikarskiej kuchni. Było to doświadczenie niezwykłe.

Trzy lata temu pisałem do “Dużego Formatu” portret świeżo zmarłego Kazimierza Mijala. Blisko stuletniego, absolutnie zwariowanego komunisty, niegdyś sekretarza Bieruta, który w latach 60. uciekł do Albanii, a następnie do Chin. Teresa przeprowadziła z nim w połowie lat 90. wiele rozmów, ale z publikacji zrezygnowała.

– Chcesz, to dam ci ten materiał. Może ci się przyda. Wpadnij – oświadczyła.

Na miejscu pojawiła się trudność, gdyż zapis rozmów z Mijalem znajdował się w nieużywanym od lat komputerze. Na szczęście Leszek, mąż Teresy, informatyk, wydobył ten dokument. Wychodziłem z plikiem kartek wypełnionych tekstem pozbawionym akapitów, trudnym do ogarnięcia. Był to tylko materiał roboczy, spisany jak leci. Zasiadłem w domu przerażony. Jak znaleźć punkty zaczepienia w tym słowotoku, pełnym poprzekręcanych nazwisk i wymagających weryfikacji faktów? Czy da się wejść w skórę Teresy? Jak podrobić coś tak niepodrabialnego? Wyciągnąłem kilka wątków i posklejałem je tak, jakby – wyobrażałem sobie – robiła to Torańska. Bo choć tekst o Mijalu był mojego autorstwa, to miał zawierać fragmenty jej wywiadu, którego – o paradoksie! – nie napisała.

Gromadziła przez lata, co się dało. Taśmy, dokumenty, notatki ze spotkań, surowe stenogramy. Tylko część doczekała się publikacji. Co jeszcze kryją twarde dyski w warszawskim domu Teresy?

7 .
Opowiadała kiedyś: “Muzyka jest formą, co jest ważne przy pisaniu. Każda nuta jest powiązana z poprzednią, frazę buduje się według określonych reguł, według wewnętrznej logiki. Tak samo jest z pisaniem. Ono nie polega na wyrzucaniu z siebie emocji, ale na zamykaniu ich w formie. Jak w muzyce. Bardzo często łapię się na tym, że myślę utworem muzycznym. Słyszę głos, intonację, tu śmiech, tu pauzę, milczenie zawahanie…”.

Czytam teraz jej teksty kolejny raz i po raz pierwszy faktycznie wyczuwam w nich rytm i słyszę melodię.

Wywiad z Jakubem Bermanem jest jak monumentalna symfonia. Opowieść o rodzącym się PRL rozwija się płynnie, z początku Berman chłodno relacjonuje wydarzenia, których był świadkiem w Moskwie 1943 r. Torańska cierpliwie słucha, dopytując o szczegóły. Pierwsze szarpnięcie następuje, gdy dochodzą do wytyczania powojennych granic.

Berman – o politycznym realizmie. Wielka Czwórka ustaliła w Teheranie i Jałcie nowy porządek, więc trzeba było się podporządkować ustaleniom mocarstw.

Torańska – zjadliwie: “W efekcie uzyskaliście, że Polska, która wojnę wygrała – prawda? – jest mniejsza od przedwojennej o 22 procent, a Niemcy, które wojnę przegrały, o 18 procent. “Berman – jeszcze łagodnie: “To dość dowolne kalkulacje, a nawet naiwne”.

Kolejne szarpnięcie przy porwaniu do Moskwy szesnastu przywódców państwa podziemnego. Jeszcze zażegnane, ale muzyka wyraźnie przyspiesza. Powojenny terror, Torańska sucho wymienia udokumentowane zbrodnie UB. Burmistrz Łapanowa zamęczony torturami. Członkowi komitetu wykonawczego PSL wycięto język i pogrzebaczem wypalono oczy.

Berman – coraz bardziej zirytowany: “Och, proszę pani, nie tkwiłem w tych materiałach i ich nie analizowałem”.
Kulminacja nastąpi, gdy dojdą do sfałszowanego referendum 1946 r.

“A komu mieliśmy przekazać władzę?! Może Mikołajczykowi! Albo stojącym bardziej na prawo od Mikołajczyka? Albo diabli wiedzą komu jeszcze? Pani mi zaraz powie, że byłoby to uszanowanie demokracji. I co z tego? Komu potrzebna taka demokracja! (…) Chyba że chcielibyśmy okazać się takimi ultrademokratami, takimi dżentelmenami, zdjąć cylindry z głów, ukłonić się, powiedzieć: proszę bardzo, idziemy na odpoczynek, bierzcie sobie władzę”.
– No.
– No i co? [krzyk] No i co? Dlaczego pani mówi “no”?
– Bo tak właśnie powinniście zrobić, właśnie tak.
– Nie chcę używać brzydkich słów.
– Więc ja ich użyję: was tu nienawidzą.

Potem muzyka jeszcze na chwilę zwalnia, choć tempo nerwowe. Utwór zbliża się ku końcowi. I jeszcze finalna kulminacja. Mowa o fali nastrojów niepodległościowych co kilka lat wzbierającej w PRL.
– Jak długo zamierzacie z nią walczyć?
– Sześćdziesiąt i sto lat, jeśli trzeba [pięścią w stół]! A zwalczyć.
– Nie udało się przez 150.
– Ale się uda [krzyk]. Naród musi wpoić się w nowy kształt. Musi.
– Nie.

Berman uspokaja się. Zapewnia, że naród w końcu zrozumie swą sytuację.
– A wtedy my, komuniści, będziemy mogli zastosować demokratyczne zasady.

Torańska dziękuje za rozmowę. W trakcie autoryzacji Berman umiera. Pięć lat później – umrze jego sprawa.

Rozmowa z Bermanem, podobnie jak inne rozmowy Teresy z tomu “Oni” z komunistami, to jedyny tak obszerny zapis mentalności twórców Polski Ludowej.

8 .
Późniejsze wywiady polityczne Torańskiej – ze zbiorów “My” (1994) i “Byli” (2006) – już nie będą miały takiego ciężaru gatunkowego, choć pisarsko okażą się bardziej perfekcyjne. Trzymając się muzycznych analogii – bliżej im do jazzowej improwizacji. Pozbawione często wyraźnej struktury, zwichrowane, wijące się pomiędzy wątkami. Zaskakujące otwarcia (“Krew uderzyła mi do głowy. Bałem się, że dostanę zapalenia mózgu” – zaczyna opowieść Józef Tejchma, relacjonując wrażenia po projekcji “Człowieka z marmuru”, którego jako minister kultury dopuścił na ekrany) i przewrotne puenty (“Czy pan dobrze się czuje, panie Urban? – Doskonale”).

Ta przewrotność decydowała o odbiorze jej tekstów. Rozmawiałem kiedyś ze znanym konserwatywnym publicystą o jej wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim z początku lat 90. Skwitował krótko: “Wyszła na idiotkę”. Na korytarzach “Wyborczej” mówiono z kolei, że nikt lepiej od niej nie zobrazował obsesyjnej osobowości Kaczyńskiego. A Teresa po prostu dała swemu rozmówcy mówić. Wyszło jej coś, co po dwudziestu latach nadal pulsuje.

Swoją książką o katastrofie smoleńskiej, którą tak bardzo chciała dokończyć, pragnęła odcisnąć równie silne piętno na polskiej kulturze, jak niegdyś tomem “Oni”.

9 .
– Cześć, Teresa. Nie przeszkadzam?
– Cześć! Cześć! Co tam, kochany, u ciebie? O czym teraz piszesz?
– O tobie. Że byłaś wspaniała. I wiesz… nie mam pojęcia, gdzie jesteś, ale pewnie są tam jacyś dygnitarze, z którymi nikt nie zrobił jeszcze wywiadu. Myślę, że powinnaś spróbować, bo jak nie ty, to kto? Ależ daj spokój, na pewno żaden ci nie odmówi!

Torańskiej się przecież nie odmawia.

Całość: http://spoleczenstwo.newsweek.pl/ona--teresa-toranska,100166,1,1.html

09-01-2013, 11:44

Teresa Torańska  »

Newsweek.pl
Tomasz Lis
09-01-2013

W Boże Narodzenie, gdy do niej zadzwoniłem, powiedziała: „Tomek, jest źle, mam przerzuty”. Ale powiedziała to, jak zawsze, silnym głosem, zła na tego raka, a jednocześnie gotowa, by z nim walczyć. I może dlatego tak nas wszystkich sparaliżowało, gdy we wtorek dowiedzieliśmy się, że umarła.

Teresa Torańska

Wtedy, w Boże Narodzenie, spokojnym głosem powiedziała: “Załatwcie mi dwa lata życia. Muszę skończyć tę moją książkę o Smoleńsku”. To miała być książka o Smoleńsku, ale tak naprawdę o tym, co ją fascynowało najbardziej, o Polsce.

Teresa tej książki nie skończy, ale skończyła w życiu dość książek, dość wywiadów, by można było powiedzieć bez żadnych wątpliwości i wahań – była dziennikarką doskonałą, absolutnie wybitną.

Od słynnych “Onych” – co książka, to bestseller; co wywiad, to wydarzenie. Raz za razem.

Jak ona to robiła? Jasne – praca, talent. Ale Teresie udawało się zawsze, bo nigdy nie wygasło w niej coś, co było fundamentem jej dziennikarstwa – zupełnie niezwykła ciekawość.

Dziennikarstwo Teresy było z tej samej półki, co dziennikarstwo słynnej Oriany Fallaci. Ten sam talent, ta sama pasja. Ale zupełnie różne motywy i techniki. Motywem Fallaci była złość. Chciała swoich rozmówców dopaść i często rozszarpać. Teresa chciała ich wysłuchać, ale i zmusić do opowiedzenia “siebie”. Nie chciała zademonstrować światu, jaka jest ostra. Chciała pokazać światu, jaki jest człowiek, z którym rozmawia. Poza wszystkim, a może przede wszystkim, sama chciała się tego dowiedzieć. Bo miała pytania, a nie tezy do udowodnienia.

I sprawiała, że jej bohaterowie w cztery oczy mówili rzeczy, których nikomu innemu wcześniej nie powiedzieli. I których pewnie nie powiedzieliby żadnemu innemu dziennikarzowi.

Tam, gdzie inni stawiali kropkę, ona stawiała znak zapytania, gdzie inni potępiali, ona pytała.

Dla Teresy ta praca była jak tlen. Dlatego pracowała, nawet będąc w szpitalu. Czasem, gdy do niej dzwoniliśmy, mówiła, leżąc na szpitalnym łóżku: “Jestem zmęczona, muszę odpocząć, prześpię się ze dwie godziny”. I za dwie godziny dzwoniła gotowa do dalszej pracy.

Miała tyle planów. Nie tylko skończenie książki o Smoleńsku. Potrafiła zadzwonić wieczorem i grubo ponad godzinę z pasją mówić o jakimś planie, pomyśle. – Wezmę się do tego, jak tylko się trochę lepiej poczuję.

Byłem dumny, że przekonałem Teresę do współpracy. Już sam fakt, że wśród nas był ktoś tak wybitny, stanowił nobilitację.

W dwóch pierwszych numerach “Newsweeka”, które wydawałem, czołówką była jej rozmowa z Adamem Bielanem. Oczywiście był to hit. Ale zrobił się też skandal. Bo Bielan zarzucił Teresie manipulację i brak autoryzacji. Była autentycznie wściekła. Przecież autoryzację proponowała. A manipulacja? Nikt nigdy wcześniej czegoś takiego Torańskiej nie zarzucił. – Co on sobie myśli, jak mnie traktuje, nie pozwolę sobie na to – irytowała się. Sprawę potraktowała osobiście. Nie dlatego, że dotyczyła jej samej. – Politykom trzeba powiedzieć, że tak dziennikarza traktować nie mogą, że nie jest tak, że jakieś słowa można uznać za niebyłe, bo akurat jest interes do załatwienia – tłumaczyła.

Poseł Bielan zagroził jej i nam procesem. Żaden pozew, jak przewidywaliśmy, nigdy nie wpłynął.

Teresa – genialny dziennikarz. To wiedzą jej czytelnicy. Ale powinni też wiedzieć, że była po prostu serdecznym, życzliwym, kochanym człowiekiem. Umiała słuchać, ale i kochała mówić, była gejzerem energii i pomysłów. Gdy kiedyś poprosiłem ją o pomysły na teksty do “Newsweeka”, następnego dnia oddzwoniła z całą długą listą.

Jak to u niej – to była tak naprawdę lista pytań, na które chciałaby uzyskać odpowiedź, lista ludzi, których była bardzo ciekawa.
W ostatnim wywiadzie, którego udzieliła, powiedziała, że bardzo chciałaby zrobić dużą rozmowę z Donaldem Tuskiem, który się zmienił. Chciała wiedzieć, kim jest teraz, skąd ta zmiana, co premiera gryzie.

Ej, Teresa, nawet nie wiesz, jak bardzo chcielibyśmy taki wywiad przeczytać…
Teresa była i starszą koleżanką, i mistrzynią. Ale wszyscy ją też po prostu uwielbialiśmy. Mamy jej książki i jej wywiady, ale nigdy nie wpadnie już do redakcji i nie powie: “cześć, Oleńko”, “cześć, Łukaszku”, “cześć, Rafałku”, “cześć, Tomeczku”.

Cześć, Tereso.

Całość: http://opinie.newsweek.pl/teresa-toranska,100165,1,1.html

09-01-2013, 09:48

Czołowe dzienniki regionalne nadal tracą, liderem “Dziennik Zachodni”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
mk
09-01-2013

W listopadzie 2012 roku prawie wszystkie spośród 15 najpopularniejszych gazet regionalnych zanotowały spadki sprzedaży ogółem, a najwięcej stracił “Dziennik Polski”. Liderem zestawienia pozostał “Dziennik Zachodni”.

Średnia sprzedaż ogółem “Dziennika Zachodniego” (Polskapresse) w listopadzie 2012 roku wyniosła 59 546 egz., czyli o 4,15 proc. mniej niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej – pokazują dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, opracowane przez portal Wirtualnemedia.pl.

Drugie miejsce należało do “Gazety Pomorskiej” (Media Regionalne) ze średnią sprzedażą ogółem w listopadzie ub.r. na poziomie 54 456 egz., po spadku o 7,88 proc. Na podium znalazł się jeszcze „Express Ilustrowany” (Polskapresse), którego wynik sprzedażowy spadł o 1,38 proc. do poziomu 42 836 egz.

Z kolei najwięcej stracił, zajmujący ósme miejsce w rankingu dziennik “Dziennik Polski” (Polskapresse). Sprzedaż ogółem tej gazety zmalała o 12,83 proc. i wyniosła 28 526 egz.

Natomiast jedynym wzrostem w rankingu pochwalić się może zajmujący siódmą pozycję “Głos-Dziennik Pomorza”(Media Regionalne). Jego wynik w listopadzie ub.r. wzrósł jednak tylko o 0,03 proc. do 30 991 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/czolowe-dzienniki-regionalne-nadal-traca-liderem-dziennik-zachodni

09-01-2013, 09:23

Ostatni moment na zgłoszenia do konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską 2013  »

Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
Barbara Owsiak
09-01-2013

Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska 2013

Jeszcze tylko do 15 stycznia 2013 r. dziennikarze oraz redakcje z Polski i Niemiec mogą nadsyłać prace do konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską w kategoriach prasa, radio, telewizja. Zgłaszane materiały powinny w zróżnicowany i barwny sposób opowiadać o kraju sąsiada, tłumaczyć złożone relacje polsko-niemieckie lub też przedstawiać oba kraje z europejskiej perspektywy. Nazwiska laureatów konkursu zostaną ogłoszone podczas VI Polsko-Niemieckich Dni Mediów, które odbędą się we Wrocławiu w dniach 6-8 czerwca 2013 r. Gospodarzem szóstej edycji Dni Mediów jest województwo dolnośląskie.

Nadsyłać można wszelkie formy dziennikarskie (reportaże, filmy dokumentalne, eseje, wywiady, analizy, komentarze, features itp.), które w minionym roku pomogły odbiorcom lepiej poznać kulturę, naukę, politykę, sprawy gospodarcze czy też życie codzienne za Odrą i Nysą. Do konkursu można także zgłaszać prace poruszające każdy aspekt relacji polsko-niemieckich lub materiały podejmujące temat trudnej historii obu krajów. Organizatorzy szczególnie zachęcają redakcje do nadsyłania prac dziennikarzy, którzy w minionym roku nawiązywali do bieżących spraw w kraju sąsiada. Materiały powinny być opublikowane między 1 stycznia a 31 grudnia 2012 roku, nie ma znaczenia, czy ukazały się w mediach tradycyjnych czy w Internecie. Publikacje w Internecie należy zgłaszać w jednej z trzech kategorii (prasa, radio, telewizja) w zależności od dominującej formy przekazu danej pracy (tekst, dźwięk, obraz). Laureaci nagrody otrzymają po 5.000 euro w każdej kategorii oraz oryginalną statuetkę wrocławskiego artysty Jana Zamorskiego.

Ogłoszenie nazwisk laureatów konkursu i wręczenie nagród odbędzie się podczas VI Polsko-Niemieckich Dni Mediów, 7 czerwca 2013 roku w Operze Wrocławskiej. Gospodarzem Dni Mediów jest województwo dolnośląskie. Fundatorami nagrody są Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej, Fundacja Roberta Boscha oraz sześć regionów partnerskich – niemieckie landy Brandenburgia, Meklemburgia-Pomorze Przednie i Wolne Państwo Saksonia oraz województwa: dolnośląskie, lubuskie i zachodniopomorskie. Jury eksperckie składa się z polskich i niemieckich dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych.

Warunki uczestnictwa oraz dodatkowe informacje dostępne są na:
www.polsko-niemiecka-nagroda-dziennikarska.pl

Kontakt:
Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska
Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
Barbara Owsiak
ul. Zielna 37
00-108 Warszawa
tel. 48 (22) 338 67 54
faks 48 (22) 338 62 01
tel. kom. 48 601 280 009
e-mail: barbara.owsiak@fwpn.org.pl

———————————————————————————————————-

Nie ma skandalu, nie ma okładki – wywiad z Adamem Krzemińskim, jurorem konkursu

Adam Krzemiński, wieloletni publicysta POLITYKI, współpracujący m.in. z “Die Zeit” i “FAZ”, juror konkursu o Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską, opowiada w wywiadzie o tematach, jakie dzisiaj wybierają polskie i niemieckie redakcje, o tym, dlaczego nadal chętnie pisze o sprawach polsko-niemieckich i o współistnieniu naszych krajów w strukturach Unii Europejskiej. Młodym dziennikarzom polskim i niemieckim u progu 2013 roku życzy natomiast, aby opisywali świat takim, jakim go widzą, nie wpadając w ideologiczne stereotypy.

Dorota Katner (FWPN): Czy polscy dziennikarze poświęcają sprawom Niemiec odpowiednio dużo uwagi? Czy, pisząc o Niemczech, poruszają rzeczywiste problemy, czy jednak wybierają tematy stereotypowe i dobrze się “sprzedające”?

Adam Krzemiński

Adam Krzemiński: Wachlarz tematów niemieckich nie jest zbyt szeroki. Redakcje koncentrują się raczej na tematach modnych, które pojawiają się stadami: Teraz to jest “niemiecka Europa” w związku z kryzysem euro, neonazizm i notowania Angeli Merkel czy poszczególnych partii przed wyborami do Bundestagu w 2013 r. Poza tym, oczywiście, spekulacje, na ile Berlin popiera Warszawę w sprawach budżetu UE. Zawsze też dobrze się mają “tematy zapalne”; kiedyś była to Erika Steinbach, a ostatnio – rzekoma asymetria praw mniejszości niemieckiej w Polsce i Polonii w Niemczech. Natomiast niewiele jest w polskich mediach tematów, które są ważne dla niemieckiego społeczeństwa, bo u nas nie są one modne. Niemal zupełnie nie przebijają się na przykład kwestie związane z techniką, nauką, systemem oświatowym, problemami cywilizacyjno-społecznymi oraz kulturalnymi. Dość wyrywkowa jest też analiza spraw gospodarczych; siły średnich przedsiębiorstw i kłopotów wielkich koncernów. Tematy, które nie są konfliktowe, nie narzucają się, czy nie są jakoś tam związane z Polską, uchodzą za zbyt nudne lub egzotyczne. Jak nie ma awantury, to nie ma sprawy. A szkoda, bo Polacy powinni znać codzienność swego sąsiada zza Odry i Nysy, podobnie zresztą jak Niemcy swego…

DK: Ale przecież coś się w ostatnich latach w polskich mediach zmieniło. Na okładkach magazynów coraz rzadziej widzimy niemieckich polityków stylizowanych na nazistów.

AK: No dobrze, nie ma Eriki Steinbach w mundurze SS, ale była Angela Merkel w pikielhaubie Bismarcka, co w polskiej ikonografii politycznej jest odwołaniem się do stereotypu zagrożenia. Prawicowi politycy świadomie do niego sięgają, mówiąc, że dzisiejsza Polska jest niemiecko-rosyjskim kondominium, czy porównując Brukselę do Kremla, a UE do rozbiorów. Ale to na szczęście marginesy. Kłopot jest inny. Zarówno w Polsce, jak i w Niemczech panuje ostatnio przekonanie, że ten sąsiad nie jest już taki ważny, i stąd pewnie brak nie tylko mocnych, ale jakichkolwiek poświęconych mu okładek. Nie ma skandalu, nie ma okładki. Wyczerpuje się temat II wojny. Wygasł konflikt wokół upamiętniania wypędzeń czy wysiedleń. Przy całej asymetrii jesteśmy ze sobą ściśle związani gospodarczo, ale masowej wyobraźni nie rozpala żaden nasz środkowoeuropejski odpowiednik zachodniej Wspólnoty Węgla i Stali z lat 50. Jesteśmy razem w UE, ale w potocznej świadomości jednak każdy z osobna.

DK: Nie ulega wątpliwości, że młode pokolenie dziennikarzy inaczej już patrzy na Niemcy.

AK: Ta zmiana w postrzeganiu jest naturalna, choć jeszcze niezbyt wyrazista. Stabloidyzowane media narzucają pewną sztancę. Nie dają zbyt wielkiej swobody ani w doborze tematów ani środków stylistycznych. Poza tym opisywanie krajów Europy jest dość niewdzięczne. Mało egzotyki, natomiast dużo skomplikowanej specyfiki, wymagającej zarówno szczegółowej wiedzy lokalnej, jak i całościowego spojrzenia na kontynent. Paradoksalnie łatwiej opisywać Afrykę, Amerykę Łacińską czy nawet Rosję niż Niemcy czy Francję.

DK: W 2013 r. po raz szesnasty zostanie przyznana Polsko-Niemiecka Nagroda Dziennikarska. Jurorzy wyróżnią dziennikarzy polskich i niemieckich za rzetelne prace o kraju sąsiada. Doświadczenie ostatnich lat pokazuje jednak, że część nadsyłanych prac ciągle jeszcze dotyczy dość stereotypowej problematyki polsko-niemieckiej.

AK: Bo normalność uchodzi za nudną. Opisując ją, trudno zdobyć popularność, a czasem po prostu się przebić. Dam przykład. W redakcjach niemieckich gazet znajdzie Pani redaktorów z – jak to się w Niemczech mówi – polskim tłem migracyjnym. I niewiele z tego wynika, bo redaktorzy odpowiedzialni uważają, że Polska już jest normalna, a więc nieciekawa. Liczy się własny kraj, a potem Chiny, USA, już nawet nie Rosja…

DK: I Pana to nie frustruje? Od ponad 40 lat pisze Pan o Niemczech i sprawach polsko-niemieckich.

AK: Tak, pierwszy tekst opublikowałem w 1967 r. To było dokładnie 45 lat temu.

DK: I nie znudziło się Panu?

AK: Nie. Ponieważ te lata stwarzają swoistą głębię ostrości. Sensacje są mniej sensacyjne, a nuda normalności mniej nudna, co z dziennikarskiego punktu widzenia też może być problemem. Przez te wszystkie lata znajdowałem oparcie w literaturze i życiu kulturalnym obu krajów, w poszukiwaniu różnic i podobieństw. Do gazet, tygodników i miesięczników niemieckich napisałem kilkaset tekstów o sprawach polsko-niemieckich, polskiej historii i świadomości. Natomiast w prasie polskiej dwa razy więcej tekstów o Niemczech i niemieckich problemach z sobą. Równocześnie zawsze starałem się unikać polsko-niemieckiego kazirodztwa. Jestem wprawdzie germanistą z wykształcenia, ale nastawienie na kulturę i historię Niemiec zmusza do zajęcia się także ich bliższymi sąsiadami Francją, Wielką Brytanią, Włochami, Ameryką, Chinami itd., bo nie ma Niemiec bez relacji z tymi krajami. O Rosji nie mówię, bo jest ona istotną częścią naszej własnej historii. Patrząc na Europę przez Niemcy, ale także przez Francję czy Wielką Brytanię, zdobywa się dodatkową perspektywę. Podobnie zresztą jak w moich niemieckich tekstach staram się Niemcom uprzytomnić “polski aspekt” ich własnej historii. I my, i oni, cierpimy na deficyt europejskiej solidarności wynikający z narodowego prowincjonalizmu, który dziś jest moim zdaniem mało uprawnionym. Polska mimo asymetrii w stosunku do Niemiec jest liczącym się krajem w UE. I młode pokolenie może wychodzić w świat bez dawnych kompleksów. Ten świat, zwłaszcza ten europejski, już stał się częścią tożsamości młodych ludzi, którzy – z Erasmusem czy bez – jeżdżą po świecie, uczą się języków – w odróżnieniu od tych, którzy za dowód swego patriotyzmu przytaczają fakt, że nie znają języków obcych i nigdy w Niemczech nie byli. Mam nadzieję, że to młode pokolenie dziennikarzy już niebawem opisze ten swój świat i niemieckiego sąsiada.

DK: Czego by Pan temu młodemu pokoleniu dziennikarzy życzył?

AK: Aby patrzyli na świat otwartymi oczyma sine ira et studio. Niech opiszą swój świat takim, jakim go widzą , nie wpadając w ideologiczne stereotypy.

DK: Dziękuję za rozmowę.

Całość: www.polsko-niemiecka-nagroda-dziennikarska.pl

08-01-2013, 21:21

Zapraszam na blogerski monitoring wolności mediów  »

Lokalny Monitoring Wolności Mediów
Adam K. Podgórski
08-01-2013

“Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce” Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, zaproponowało mi, abym został jednym z 16 blogerów – wolontariuszy, w ogólnokrajowym projekcie pod nazwą: “Monitoring zagrożeń dla wolnych mediów w Polsce i wzmacnianie funkcji kontrolnej mediów lokalnych”. Przeszedłem specjalistyczny kurs i od początku 2013 roku przy wsparciu “Obserwatorium” będę prowadził regularny monitoring przestrzegania swobody wypowiedzi w województwie śląskim. Wynikami monitoringu będę dzielił się na bieżąco na niniejszym blogu.

Adam K. Podgórski

Moimi powinnościami, realizowanymi wolontarystycznie będą:

- nawiązanie kontaktów z lokalnymi dziennikarzami, monitorowanie lokalnych mediów, monitorowanie wokand sądowych oraz przypadków naruszenia swobody wypowiedzi;
- obserwacja rozpraw sądowych, dotyczących spraw z zakresu swobody wypowiedzi;
- prowadzenie bloga, na którym odnotowywane będą efekty monitoringu oraz poruszane zagadnienia związane z tematyką projektu.

Wyznam, że z ogromną tremą zmierzam się z nowym wyzwaniem. W pisaniu mam wprawdzie pewną wprawę, o czym świadczy 41 moich książek (48 wydań) i prawie, czy nawet ponad 4 tysiące publikacji, z tego znaczna część zamieszona w prasie tradycyjnej (ponad 60 tytułów). Od kilku lat jestem dziennikarzem obywatelskim, publikując na kilku portalach internetowych, głównie w Wiadomościach24.pl Z blogowaniem nie miałem jednak dotąd styczności, a szczerze wyznając nie miałem o nim bladego, nie tylko zielonego pojęcia. Stąd moja nieśmiałość – proszę nie poczytywać jej za pozę – i pokora.

Mimo dość zaawansowanego wieku jestem jednak optymistą i wierzę, że sobie poradzę. Liczę na życzliwość i pomoc moich czytelników. Zamierzam zacząć od zorientowania się w różnorodności mediów na Śląsku, a jest to materia złożona i skomplikowana, znana mi dotąd powierzchownie. W województwie śląskim istnieją bowiem media o zasięgu regionalnym, jak i lokalnym, węższym. Do pierwszych należy TV3, TVS, TVN Katowice, Radio Katowice, Dziennik Zachodni i Gazeta Wyborcza z redakcjami w Katowicach i Częstochowie, Miesięcznik Społeczno-Kulturalny “Śląsk” oraz “Gość Niedzielny”. Jeśli chodzi o DZ i GW, to posiadają one internetowe odpowiedniki: NaszeMiasto.pl i katowice.gazeta.pl oraz czestochowa.gazeta pl. Z mediów o mniejszym zasięgu bardziej znane są tygodniki: Goniec Górnośląski, Głos Zabrza i Rudy Śląskiej, Tygodnik Regionalny Nowiny i Nowiny Gliwickie. Istnieją także lokalne rozgłośnie radiowe i telewizyjne; np. Radio Piekary czy TV Sfera. Nie wymienię jeszcze wszystkich, bowiem dotąd interesowałem się nimi jedynie pobieżnie.

Obecnie jestem na etapie rozsyłania informacji i zaproszeń do współpracy oraz tworzenia własnej listy redakcji i danych teleadresowych. Rzecz jasna na Śląsku istnieją dziesiątki pism samorządowych, które z natury nie są ani wolne, ani niezależne. Wydawane są też periodyki organizacji pozarządowych, partii i ruchów politycznych, ugrupowań wyborczych, inicjatyw obywatelskich, pisma konfesyjne, pisma zakładowe, pisma kulturalne. Ze współpracy z nimi oczywiście nie rezygnuje, bowiem stanowią niezwykle bogactwo. Jednak nie są one mediami publicznymi sensu stricte, a więc mediami kierującymi się szeroko pojętym interesem społecznym. W kręgu moich zainteresowań znajdą się również blogi oraz śląskie fora internetowe, jako płaszczyzna szerokiej, spontanicznej, nie wolnej od kontrowersji i negatywnych obciążeń wymiany informacji i opinii na tematy publiczne.

Staram się równocześnie gromadzić informacje o dziennikarzach, przeciwko którym z racji opublikowanych materiałów toczą się postępowania o zniesławienie z art. 212 ustawy kodeksu karnego, albo powództwa cywilne o ochronę dóbr osobistych, albo których dotknęła cenzura prewencyjna (np. zakazano im publikacji artykułu w drodze zabezpieczenia powództwa). Także o tych, którzy w trakcie spełniania misji dziennikarza napotykają na rozmaite inne szykany prawne i pozaprawne Na ten temat mam już pewne wiadomości, którymi niebawem się podzielę. Do wszystkich sądów powszechnych w województwie śląskim rozesłałem wnioski o udostępnienie informacji publicznej, czy w roku 2012 toczyły się lub toczą przed nimi sprawy, które są przedmiotem wyłuszczonych wyżej zainteresowań.

Zapraszam do współpracy

Adam K. Podgórski

http://wolnoscmediow.org/slaskie

Całość: http://wolnoscmediow.org/slaskie/zapraszam-na-blogerski-monitoring-wolnosci-mediow/