Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

24-01-2013, 07:58

“Wracamy” – niepokorni dziennikarze na okładce “Do Rzeczy”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
24-01-2013

Napis “Wracamy” oraz sylwetki Pawła Lisickiego, Rafała Ziemkiewicza, Bronisława Wildsteina, Waldemara Łysiaka i Piotra Semki znalazły się na okładce pierwszego wydania tygodnika “Do Rzeczy” (Orle Pióro), które ukaże się w piątek 25 stycznia br.

"Wracamy" - okładka "Do Rzeczy"

Winieta umieszczona jest w górnej, środkowej części okładki i ma czerwone tło na którym widnieje duży napis “Do Rzeczy”, a wyżej niego małymi literami napisano “tygodnik Lisickiego”. Pod sylwetkami głównych twarzy “Tygodnika Do Rzeczy” namalowanych na obiekcie w kształcie krzyża, widnieje napis “Wracamy. Niepokorni dziennikarze nie dali się skreślić”. Na stronie tytułowej redakcja zapowiada też tekst “Publicysta w todze” o sędzi Igorze Tulei oraz historyczny artykuł “Być jak towarzysz Gierek”.

“Do Rzeczy” będzie mieć charakter konserwatywno-liberalny. W zespole pisma – poza bohaterami okładki – znaleźli się Cezary Gmyz, Piotr Gociek, Piotr Gursztyn, Igor Zalewski, Piotr Gontarczyk, Sławomir Cenckiewicz, Bogdan Musiał, Marek Magierowski, Joanna Bojańczyk, Eryk Mistewicz, Jarosław Stróżyk, Kamila Baranowska, Tomasz Wróblewski, a także blogerka Kataryna i Paweł Kukiz.

Tygodnik liczyć będzie 100 stron w formacie 205 x 279 mm. Nakład pierwszego wydania wyniesie 200 tys. egz.

Paweł Lisicki, redaktor naczelny “Do Rzeczy”, wczoraj nie chciał jeszcze ujawnić ceny pisma. Wcześniej mówił nam, że będzie ona porównywalna z ceną innych konkurencyjnych tytułów (“W sieci” i “Uważam Rze” kosztują po 3,90 zł).

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wracamy-niepokorni-dziennikarze-na-okladce-do-rzeczy-foto

23-01-2013, 17:39

Latkowski za Koboskę naczelnym “Wprost”. Co czeka tytuł?  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
23-01-2013

Nowym naczelnym “Wprost” został Sylwester Latkowski, który zastąpił odwołanego przez wydawcę Michała Koboskę. Zdaniem pytanych przez nas ekspertów wpływ na tę decyzję miała  spadająca sprzedaż tytułu, a mianowanie naczelnym Latkowskiego to eksperyment.

O zmianie naczelnego w komunikacie poinformowano wczoraj. – Michał Kobosko przeprowadził “Wprost” przez najtrudniejszy okres po zwolnieniu poprzedniego redaktora naczelnego. Zbudował znakomity zespół, dzięki któremu “Wprost” jest dzisiaj najbardziej opiniotwórczym polskim tygodnikiem. Dzisiaj przed zespołem “Wprost” stoją nowe wyzwania i dlatego misja naczelnego dobiegła końca – wyjaśnił powody zmiany w komunikacie Michał M. Lisiecki, prezes AWR “Wprost” i PMPG.

Sylwester Latkowski

Od razu pojawiły się jednak spekulacje, że powodem miał być konflikt między wydawcą a naczelnym. Portal wPolityce.pl podał, że w najnowszym numerze tygodnia “Wprost” miał się pojawić tekst dotyczący finansów Aleksandra Kwaśniewskiego. Materiał zaakceptował Kobosko, ale Lisiecki osobiście miał zdecydować o jego niepublikowaniu.

Anna Pawłowska-Pojawa, rzecznik prasowa PMPG, rewelacje te nazywa plotkami i spekulacjami. - Tekst, który wedle niektórych spiskowych teorii rzeczywistości miał być faktycznym powodem zmian, decyzją nowego redaktora naczelnego ukaże się w kolejnym numerze tygodnika - mówi nam Pawłowska-Pojawa.

Sam Kobosko nie chce komentować tych doniesień. – Wiem, że takie pogłoski się pojawiły, nie mam pojęcia jakie jest ich źródło – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Michał Kobosko tytułem kierował od lutego 2012 roku, gdy w dzień wręczenia nagrody Człowieka Roku “Wprost” zdymisjonowano Tomasza Lisa.  Lis przeszedł do konkurencyjnego “Newsweeka”, a “Wprost” zaczął notować spadki sprzedaży ogółem. Z danych ZKDP wynika, że w lutym 2012 roku sprzedaż ogółem “Wprost” wyniosła 84 622 egz., w kolejnych miesiącach nie przekraczała już 75 tys. egz., a w listopadzie ub.r. spadła do 65 851 egz. i tytuł po raz pierwszy został wyprzedzony przez “Gazetę Polską”.

- Oczywiście nie była to sprzedaż, które by mnie i wydawcę satysfakcjonowała. Nie był to jednak główny powód dla którego doszło do wczorajszej zmiany - podkreśla Kobosko. Na razie nie mówi o dalszych planach zawodowych, ma trzymiesięczny zakaz konkurencji.

- Czytam o różnych spiskowych teoriach dotyczących odejścia Michała Koboski. Nie mam żadnych własnych informacji, ale wydaje mi się, że żadne teorie spiskowe nie mają tej mocy obalania naczelnych, co wyniki sprzedaży. Jeśli sprzedaż zgadza się z oczekiwaniami wydawcy, to naczelny jest nietykalny. W tym przypadku tak chyba nie było - mówi nam Tomasz Machała, dyrektor zarządzający Natemat.pl i dziennikarz “Wprost” za czasów Tomasza Lisa.

- W kontekście gwałtownie spadającej sprzedaży “Wprost” zmiana na stanowisku redaktora naczelnego musi być odczytywana, jako akt walki o przeżycie. Tygodnik, któremu szefował Michał Kobosko pozyskał świetnych dziennikarzy, był robiony zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki, ale był letni. Był dobry, ale nic ponadto - dodaje Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny “Super Expressu”.

Zdaniem byłej p.o. naczelnej “Wprost” Katarzyny Kozłowskiej, za spadek sprzedaży nie można winić Koboski. - Był on raczej wynikiem fatalnego ruchu, jakim było skonfliktowanie się wydawcy z poprzednim naczelnym “Wprost” Tomaszem Lisem, który jest niewątpliwie najmocniejszą marką polskiego dziennikarstwa. Wszyscy w branży zdawali sobie sprawę, że wyrzucenie Lisa z “Wprost”, w okolicznościach, które wszyscy pamiętamy, a następnie przejście Lisa do bezpośredniej konkurencji – “Newsweeka” i wytoczenie procesu wydawcy “Wprost”, okażą się dla “Wprost” fatalne w skutkach - uważa Kozłowska.

Jaki będzie “Wprost” pod jego kierownictwem Sylwestra Latkowskiego? – Sięgnięcie właściciela “Wprost” po Latkowskiego oznacza radykalizację tytułu. Recepta nieco desperacka, nieco spóźniona, ale niepozbawiona szans. Pod warunkiem, że Latkowski ze swoimi ostrymi komunikatami przebije się do głów odbiorców, koniecznie wywołując dyskusje – mówi Jastrzębowski.

Kozłowska podkreśla, że Latkowski jest osobowością malowniczą, o barwnym życiorysie i wielkim elan vital.

- Wydaje mi się jednak, że stanowisko redaktora naczelnego poważnego tytułu z trzydziestoletnią tradycją, jakim jest “Wprost”, wymaga nieco innych kompetencji. Latkowski będzie musiał się skupić na zadaniach, które niewątpliwie utrudniać mu będą możliwość uprawiania dziennikarstwa śledczego, które jest jego wielką pasją – tłumaczy nam była p.o. naczelna tego tygodnika.

——————————————————————————–

Komentarze

——————————————————————————–

Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”

Sławomir Jastrzębowski

W kontekście gwałtownie spadającej sprzedaży “Wprost” zmiana na stanowisku redaktora naczelnego musi być odczytywana, jako akt walki o przeżycie. Tygodnik, któremu szefował Michał Kobosko pozyskał świetnych dziennikarzy, był robiony zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki, ale był letni. Był dobry, ale nic ponadto. Był niestety wielopłaszczyznowo niedookreślony, niewyróżniający się. W zderzeniu z brakiem skrupułów Lisa, który z “Newsweeka” konsekwentnie zrobił antypisowski tabloid, skutecznie zagospodarowując dla siebie antysmoleńską sektę lemingów, ta nijakość “Wprost” nie miała wielkich szans.

Sięgnięcie właściciela “Wprost” po Latkowskiego oznacza więc radykalizację tytułu. Recepta nieco desperacka, nieco spóźniona, ale nie pozbawiona szans. Pod warunkiem, że Latkowski ze swoimi ostrymi komunikatami przebije się do głów odbiorców koniecznie wywołując dyskusje. Eksperyment z Sylwestrem Latkowskim jest tak ciekawy, że warto go pilnie obserwować.

——————————————————————————–

Tomasz Machała, dyrektor zarządzający Natemat.pl

Tomasz Machała

Nie ma związku zawodowego redaktorów naczelnych ani nawet ich klubu. A jednak niezręcznie jest komentować mi utratę pracy przez redaktora Koboskę. Zwykle krytykuje się łatwo, ale robi ciężko. A gdy prasa jest w kryzysie, to “ciężko” oznacza ekstremalnie ciężko. Czytam o różnych spiskowych teoriach dotyczących odejścia Michała Koboski. Nie mam żadnych własnych informacji, ale wydaje mi się, że żadne teorie spiskowe nie mają tej mocy obalania naczelnych, co wyniki sprzedaży. Jeśli sprzedaż zgadza się z oczekiwaniami wydawcy, to naczelny jest nietykalny. W tym przypadku tak chyba nie było.

Odejście Michała Koboski następuje zaledwie kilka dni po informacji, że liderem rynku tygodników jest “Newsweek”. “Wprost” jest dużo, dużo niżej.

——————————————————————————–

Katarzyna Kozłowska, współwłaścicielka wydawnictwa Kurhaus Publishing, była wicenaczelna i była p.o. naczelna “Wprost”

Katarzyna Kozłowska

Z przykrością przyglądam się zmianom we „Wprost”, bo to wciąż bliski mi tytuł. Pod kierownictwem Michała Koboski pismo znajdowało się wprawdzie w spadkowym trendzie sprzedażowym ale za to z miesiąca na miesiąc podnosiło jakość. Ciekawe teksty dziennikarzy, dynamiczny serwis internetowy (z którego “Wprost” słynął zawsze, zwłaszcza za czasów ekipy Pawelczyka i Dzierżanowskiego) i wyważona publicystyka redaktora naczelnego były niewątpliwymi jego atutami.

Szkoda, że wydawca – który doskonale radzi sobie z pozyskiwaniem reklam i finansowaniem swoich wydawniczych przedsięwzięć – nie dał Michałowi Kobosce więcej czasu na to, by wyprowadzić tytuł ze spadkowego trendu. Z pewnością za spadek ten nie odpowiadał Kobosko. Był on raczej wynikiem fatalnego ruchu, jakim było skonfliktowanie się wydawcy z poprzednim naczelnym “Wprost”, Tomaszem Lisem, który jest niewątpliwie najmocniejszą marką polskiego dziennikarstwa. Wszyscy w branży zdawali sobie sprawę, że wyrzucenie Lisa z “Wprost”, w okolicznościach, które wszyscy pamiętamy a następnie przejście Lisa do bezpośredniej konkurencji – “Newsweeka” i wytoczenie procesu wydawcy “Wprost”, okażą się dla “Wprost” fatalne w skutkach.

W dzisiejszych czasach szczególnie często wydawcy zapominają, że gazeta to nie kożuch. Istotna jest nie tylko marka, ale też osoba kuśnierza. Tu nie da się zmienić obsady na linii produkcyjnej bez wywołania skutków po stronie klienta. W dobrych opiniotwórczych dziennikach i tygodnikach naczelni na swoich stanowiskach trwają przez lata. Tym bardziej “Wprost”, pisma z trzydziestoletnią tradycją, nie powinno się co chwilę poddawać gwałtownym zmianom. A z pewnością nominowanie na naczelnego Sylwestra Latkowskiego spowoduje ich lawinę. Moim zdaniem bowiem (podkreślam, że jest to wyłącznie opinia) zmiana na stanowisku naczelnego oznacza, że wydawca przygotowuje się do sprzedaży tytułu.

Sam Sylwester Latkowski jest osobowością malowniczą, o barwnym życiorysie i wielkim elan vital. Wydaje mi się jednak, że stanowisko redaktora naczelnego poważnego tytułu z trzydziestoletnią tradycją, jakim jest Wprost, wymaga nieco innych kompetencji. Latkowski będzie musiał się skupić na zadaniach, które niewątpliwie utrudniać mu będą możliwość uprawiania dziennikarstwa śledczego, które jest jego wielką pasją.

“Wprost” Michała Koboski było ciekawą gazetą. Życzę tygodnikowi, żeby ta rewolucyjna zmiana nie wywołała tak gwałtownego odpływu czytelników, jaki spotkał ostatnio “Uważam Rze”.

——————————————————————————–

Jacek Kowalczyk, redaktor “Polityki”, były naczelny “Przekroju”

Uzasadnienie Michała Lisieckiego o “nowych wyzwaniach” jest rytualne i niewiele z niego nie wynika. Co najwyżej to, że wierzy bardziej w Latkowskiego (bardziej celebrycki?) niż Koboskę albo że szykując wejście tygodnika Lisickiego, stawia już krzyżyk na piśmie, które rzeczywiście od czasu odejścia Tomasza Lisa ma problem z uchwyceniem jednolitego kursu i zatrzymaniem czytelników. Generalnie odnoszę wrażenie, że działania, jakie podejmują na rynku mediów ich stosunkowo nowi właściciele (Lisiecki i Hajdarowicz) nie służą dobru posiadanych przez nich tytułów. Również wiara Lisieckiego, że Lisicki i jego grupa zdołają powtórzyć sukces „Uważam Rze” nie wydaje mi się uzasadniona.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/latkowski-za-koboske-naczelnym-wprost-co-czeka-tytul

23-01-2013, 16:14

Mali dziennikarze: Poszukujemy dziennikarzy z podstawówek. Będą w TV  »

Dziennik Zachodni
23-01-2013

Silesia City Center poszukuje dzieci o wyjątkowym talencie dziennikarskim! Wszystko za sprawą projektu edukacyjnego “Mali dziennikarze”, który centrum przygotowało na zimowe ferie. Dzięki nim siódemka wybranych uczniów ze śląskich szkół podstawowych będzie mogła zrealizować własne mini programy TV, z prawdziwą ekipą filmową i pod okiem dziennikarza – Filipa Chajzera.

"Mali dziennikarze"

Finałowa siódemka, która stanie za kamerą, zostanie wybrana już 2 lutego, podczas castingu, na który może zgłosić się każde dziecko w wieku od 7 do 10 lat. Wyboru małych – dziennikarzy dokona jury składające się z: dziennikarzy prasowych, radiowych i telewizyjnych, któremu przewodniczyć będzie Bartek Jędrzejak, prowadzący prognozę pogody w TVN. Najciekawiej zrealizowany mini-program zostanie nagrodzony, podczas wielkiego finału już 24 lutego. Imprezę poprowadzi Maciej Musiał, aktor znany z serialu Rodzinka.pl.

Ruszają castingi na małego dziennikarza

Zamiast spędzać ferie zimowe w domu, teraz można zostać prawdziwym dziennikarzem telewizyjnym. Silesia City Center startuje z projektem “Mali dziennikarze”, w ramach, którego poszukiwane są dzieci, którym marzy się kariera dziennikarza programu śniadaniowego, serwisu informacyjnego lub prowadzącego program. Żeby wziąć udział w zabawie, wystarczy przyjść 2 lutego na otwarty casting do Silesia City Center. Każde z dzieci biorące udział w castingu będzie musiało wykonać serię zadań dziennikarskich m.in. zapowiedzieć prognozę pogody. Dziennikarskie umiejętności oceniać będą m.in. przedstawiciele Gabriela Kaczyńska z Radia Katowice, Anna Ładuniuk z Polska Dziennik Zachodni, Adam Giza z TVS i Magdalena Jankowska z miesięcznika PRESS oraz przewodniczący – Bartek Jędrzejak, na co dzień prowadzący pogodę w Dzień Dobry TVN.

- Szukamy prawdziwych telewizyjnych osobowości. Dzieci odważnych, niebojących się wyzwań i marzących o pracy w telewizji, a do tego mających przysłowiowe parcie na szkło. Będziemy oceniać prezencję dziecka, to jak mówi, jego otwartość i pracę z kamerą. Ważne będzie też to coś, taki telewizyjny faktor – mówi Dominika Musialik, senior marketing manager Silesia City Center.

Nakręcą własne mini-programy

Spośród setek dzieci, które zgłoszą się na casting, siódemka trafi pod skrzydła dziennikarza Filipa Chajzera (Dzień Dobry TVN). To z nim, każdy z uczniów zrealizuje swój własny program, poświęcony jednemu z wybranych tematów. Dzieci będą realizowały programy m.in. o kuchni, modzie i zdrowiu. W sumie ma powstać aż 7 reportaży TV, każdy po 2 minuty. Ale to nie koniec atrakcji dla dzieci. Uczestnicy projektu odwiedzą także studio TVS, zasiądą na kanapie w Dzień Dobry TVN oraz będą gośćmi audycji radiowej. Efekty pracy małych dziennikarzy znajdą się na YouTube oraz na fan page Silesia City Center, gdzie będzie można głosować na najlepszy.

- Wszystkie reportaże będą kręcone w Silesia City Center. Dzieci dostaną do dyspozycji operatora, dźwiękowca i oświetleniowca a także dziennikarza – Filipa Chajzera, który podpowie dzieciom, jak zachować się przed kamerą, jak przeprowadzić wywiad, czy skręcić tzw. setkę. Całość materiału będzie, więc efektem pracy dziecka. To mały dziennikarz będzie rządził na planie filmowym – śmieje się Musialik.

Stworzone 7 filmów trafi następnie w ręce jurorów. Na najciekawsze reportaże głosować będą także redakcje śląskich mediów. Wielki finał zaplanowano na 24 lutego w Cinema City w Silesia City Center. Podczas specjalnej projekcji zaprezentowane zostanie wszystkie 7 mini-programów oraz jeden specjalny film, prezentujący kulisy pracy dzieci. Podczas imprezy wręczone zostaną nagrody aż w 3 kategoriach – Nagroda Internautów – wynik głosowania na Facebooku, Nagroda Mediów – wybór śląskich redakcji oraz Nagroda Silesia City Center – wybór jurorów. Wydarzenie poprowadzi Maciej Musiał, popularny aktor znany m.in. z serialu Rodzinka.pl.

Nagrodami głównymi zabawy są: MacBook Air, który otrzyma zwycięzca wyłoniony przez Silesię, iPad Mini nagroda od internautów oraz Xbox kinect – nagroda mediów.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/745865,mali-dziennikarze-poszukujemy-dziennikarzy-z-podstawowek,id,t.html

23-01-2013, 16:10

Wydawca “Wprost” wstrzymał tekst o Aleksandrze Kwaśniewskim  »

Press
(JF)
23-01-2013

Po tym jak stanowisko redaktora naczelnego “Wprost” (AWR Wprost) stracił Michał Kobosko trwają spekulacje, co mogło być przyczyną tej dymisji. Według jednej z wersji poszło o tekst o finansach Aleksandra Kwaśniewskiego, którego publikację wstrzymał wydawca.

Tekst który miał demaskować finansowe powiązania byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz jego żony napisał Andrzej Stankiwicz. – Był gotowy i zakwalifikowany na okładkę ostatniego numeru “Wprost” – mówi Stankiewicz. Artykuł został jednak wstrzymany po interwencji Michała Lisieckiego, prezesa Platformy Mediowej Point Group SA, do której należy AWR “Wprost”. Andrzej Stankiewicz uważa, że jest to wydarzenie bez precedensu. Wydawca miał wstrzymać materiał, bo jak podał serwis “Wpolityce” był niezgodny “z linią redakcyjną pisma”.

Według naszych informacji, ingerencja wydawcy wywołała sprzeciw w zespole “Wprost”, a Michał Lisiecki zaczął obawiać się dymisji dziennikarzy i redaktorów, których do pracy we “Wprost” ściągnął Michał Kobosko. Chodzi m.in. o zastępcę redaktora naczelnego Cezarego Bielakowskiego oraz dziennikarzy śledczych – Michała Majewskiego i Pawła Reszkę. Jednak oficjalnie nikt tych informacji nie potwierdza.

Wydawca “Wprost” przekonuje, że sprawa tekstu Andrzeja Stankiewicza nie ma związku z decyzją dotyczącą zmiany na stanowisku redaktora naczelnego. – W związku z plotkami i spekulacjami dotyczącymi przyczyn zmiany na stanowisku redaktora naczelnego “Wprost” wydawca informuje, że tekst, który wedle niektórych spiskowych teorii rzeczywistości miał być faktycznie powodem zmian, decyzją nowego redaktora naczelnego ukaże się w kolejnym numerze tygodnika – informuje Anna Pawłowska-Pojawa, PR manager PMPG.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40805,Wydawca-Wprost-wstrzymal-tekst-o-Aleksandrze- Kwasniewskim

23-01-2013, 14:04

70 tys. kary dla Superstacji za obrazę uczuć religijnych  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
23-01-2013

Superstacja ma zapłacić karę w wysokości 70 tys. zł – zdecydował przewodniczący KRRiT Jan Dworak. Stacja ukarana została za to, że w programie “Krzywe zwierciadło” znalazły się treści naruszające przekonania religijne oraz sprzeczne z moralnością i dobrem społecznym.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zajęła się sprawą po skargach od widzów na wydanie “Krzywego zwierciadła”, nadane w Superstacji 22 lutego 2012 roku. KRRiT stwierdziła, że w audycji prezentowane były poglądy sprzeczne z moralnością i dobrem społecznym oraz obrażające uczucia religijne widzów. W audycji znalazły się też treści wulgarne.

Do nałożenia kary na nadawcę przewodniczący KRRiT Jan Dworak został upoważniony przez członków Rady 4 września 2012 roku.

Wymierzając karę 70 tys. zł uwzględnił on przesłanki, określone w art. 53 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, tj. możliwości finansowe nadawcy, zakres i stopień szkodliwości naruszenia oraz dotychczasową działalność.

Jak wynika z ustawy, przewodniczący KRRiT może nałożyć na nadawcę karę finansową w wysokości maksymalnie do 10 proc. przychodu nadawcy, osiągniętego w poprzednim roku podatkowym.

Nadawcy przysługuje odwołanie od decyzji przewodniczącego KRRiT do Sądu Okręgowego w Warszawie w terminie dwóch tygodni od dnia doręczenia decyzji.

Satyryczne “Krzywe zwierciadło” prowadzone jest przez Kubę Wątłego, który w ostry i prześmiewczy sposób komentuje w nim aktualne wydarzenia i ich bohaterów. Program nadawany jest w Superstacji od poniedziałku do piątku o 20.45.

Dotychczas KRRiT prowadziła już kilka postępowań w związku ze skargami dotyczącymi treści niektórych audycji wyemitowanych w Superstacji. Miedzy innymi w związku z zarzutami w sprawie audycji pt. “Gilotyna”, dotyczącymi rozpowszechniania treści naruszających dobre obyczaje (odcinki wyemitowane 21 sierpnia 2009 roku oraz 22 lipca 2011 roku). W tej sprawie przewodniczący KRRiT skierował do nadawcy upomnienie.

Natomiast w wyniku postępowania prowadzonego w związku ze skargą w sprawie audycji pt. “Gilotyna”, wyemitowanej 27 sierpnia 2011 roku, w której sformułowany został zarzut obrazy uczuć religijnych, przewodniczący KRRiT skierował do nadawcy programu

Superstacja wezwanie do zaniechania rozpowszechniania treści naruszających art. 18 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji.

W grudniu ub.r. udział Superstacji w rynku wyniósł 0,18 proc.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/70-tys-kary-dla-superstacji-za-obraze-uczuc-religijnych

23-01-2013, 09:24

Jak się mają polskie dzienniki regionalne?  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
23-01-2013

- Gazety regionalne dawno nie miały się tak dobrze, a ich problemy w niczym nie różnią się od bolączek całego segmentu prasy drukowanej – taki obraz gazet regionalnych wyłania się z naszych rozmów z szefami “Dziennika Zachodniego”, “Expressu Ilustrowanego” i “Kuriera Szczecińskiego”.

Według danych ZKDP, przygotowanych na zlecenie portalu Wirtualnemedia.pl, rozpowszechnianie płatne razem większości polskich dzienników regionalnych na przestrzeni ostatnich dwunastu lat spadło średnio o połowę. Mimo trendu zniżkowego, szefowie dzienników regionalnych z którymi rozmawialiśmy są dobrej myśli i oczekują dynamicznego rozwoju w tym segmencie.

W tej chwili w pierwszej trójce najlepiej sprzedających się gazet regionalnych są kolejno: “Dziennik Zachodni”, “Gazeta Pomorska” oraz “Express Ilustrowany”. Rozpowszechnianie płatne razem “Dziennika Zachodniego” w 2012 roku wyniosło 57 424 egzemplarzy. W roku 2000 było to 130 951 egz. “Gazeta Pomorska”: w 2012 roku rozpowszechnianie płatne razem wyniosło 56 868 egz., a w 2000 roku – 121 543 egz. Z kolei w przypadku “Expressu Ilustrowanego” dane wyglądają następująco: w 2012 roku 39 631 egz., a przed 12 laty 102 177 egz. Jak widać, nawet wśród liderów rynku mamy do czynienia z poważnymi spadkami, które na przestrzeni 12 lat wynoszą grubo ponad połowę.

Mimo dość niepokojących danych, zdaniem naszych rozmówców, segment dzienników regionalnych wcale nie ma się aż tak źle. Marcin Kowalczyk, redaktor naczelny “Expressu Ilustrowanego” (Polskapresse) stwierdza wręcz, że dzienniki regionalne dawno nie miały się tak dobrze, jak obecnie.

- Dzięki rewolucji technologicznej, ze swymi treściami docierają bowiem do dużo większej grupy o wiele młodszych, dynamiczniejszych i zamożniejszych odbiorców niż jeszcze dwa-trzy lata temu. Podstawowym błędem analityków rynku mediów jest dziś – moim zdaniem – fetyszyzowanie wskaźnika sprzedaży egzemplarzowej i jej spadków jako jedynego opisującego sytuację na rynku prasy – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Kowalczyk.

- Niewielu zauważa, że wydawnictwa gazet regionalnych stały się potężnymi fabrykami unikatowego profesjonalnego kontentu dostępnego w papierowych wydaniach, na własnych stronach internetowych, za pośrednictwem aplikacji na tablety i smartfony, a nawet – jak “Express Ilustrowany” – na ekranach telewizorów w pakietach telewizji 3G (trzeciej generacji). Redakcje gazet regionalnych przekształciły się w otwarte newsroomy, będące w stanie błyskawicznie obsłużyć wszystkie platformy, na których pragnie nas znaleźć potencjalny odbiorca treści – stwierdza Marcin Kowalczyk.

Szef “Expressu Ilustrowanego” dodaje, że dziennikom regionalnym coraz skuteczniej udaje się zarabiać w obszarach, które jeszcze dwa lata temu uchodziły za niemożliwe do monetyzowania. – Modeli biznesowych w internecie jest wiele i wciąż powstają nowe, często dopasowane do indywidualnych potrzeb klientów, więc uważam, że kwestią czasu pozostaje zrównoważenie malejących przychodów z papierowych wydań gazet - mówi Marcin Kowalczyk.

Marek Twaróg, redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego” (Polskapresse), przyznaje, że jedynym problemem jest „kierunek, w którym kręci się świat, zwany dla niepoznaki trendem lub tendencją”. - Ludzie odchodzą od papieru na rzecz atrakcyjniejszych wizualnie, łatwiejszych w pozyskaniu i łatwiejszych w odbiorze mediów elektronicznych. Naszym problemem jest też słaba dystrybucja – uważam, że tutaj wydawcy mają największe rezerwy – a także duże koszty produkcji - mówi Marek Twaróg.

Twaróg przyznaje, że – owszem – mamy do czynienia ze spadkami i nie ma jednej recepty na ich zatrzymanie.

- Z pewnością dzienniki będą coraz bardziej stawiać na wydania magazynowe – coś, na co nacisk w DZ kładziemy w piątki – a co za tym idzie na materiały porządniejsze, pogłębione, na dłużej. Dzięki temu czytelnik będzie miał większe szanse pomyśleć, że pieniądze, jakie przeznaczył na gazetę, zostały dobrze wydane. Z pewnością prasa regionalna musi śmielej stawiać na nowe pomysły wydawnicze - dodatki tematyczne, wydania o ponadstandardowej jakości edycyjnej, gazety kolportowane celowo do konkretnej publiczności, musi też stawiać na nową technologię, na przykład tę, która łączy papier z internetem – podkreśla Twaróg.

Na temat sytuacji gazet regionalnych rozmawialiśmy także z Tomaszem Kowalczykiem, redaktorem naczelnym “Kuriera Szczecińskiego” (spółka Kurier Szczeciński), który jako jedna z nielicznych polskich gazet regionalnych, “uchował” się przed przejęciem przez zagraniczny koncern.

Tomasz Kowalczyk uważa, że sytuacja dzienników regionalnych wcale nie jest taka zła. - Sytuacja dzienników regionalnych w niczym nie odbiega, co zresztą widać bardzo wyraźnie patrząc na dane dotyczące nakładów i sprzedaży, od tego, co się dzieje w całym segmencie prasy drukowanej. Rok do roku mamy do czynienia ze spadkami sprzedaży, na co wydawcy reagują w podobny sposób – m.in. zmniejszając objętość gazet i likwidując chociażby dodatki specjalne. To oczywiście wywołuje efekt błędnego koła, bo przez to gazety robią się mniej atrakcyjne niż kiedyś - mówi Tomasz Kowalczyk.

Szef “Kuriera” przyznaje, że drugim, a pod względem finansowym nawet pierwszym problemem – jest dla wydawców gazet regionalnych stały odpływ reklamodawców. - I znowu reakcja na to zjawisko jest dosyć krótkowzroczna. Gazety chcąc ratować swoje budżety, decydują się na znaczące upusty od cennika. Chwilowo taka metoda przynieść może nawet jakieś efekty, ale długofalowo straty wynikające z rabatowania klientów nie będą już do odrobienia. Ponadto takie działanie prowadzi de facto do wyniszczającej wojny między tytułami. Niepokojącym zjawiskiem jest niestety to, że obecnie odbywa się to na poziomie gazeta ogólnopolska (posiadająca strony lokalne) – gazeta regionalna. Siły w tej walce od początku nie są – co oczywiste – wyrównane - wyjaśnia Kowalczyk.

A jaka jest przyszłość gazet regionalnych? Tomasz Kowalczyk, szef “Kuriera Szczecińskiego” przyznaje, że wbrew temu, co się dzieje obecnie na rynku, prasa regionalna nie upadnie.

- Wbrew pozorom ma ona jeszcze potencjał, o ile będzie bazowała na tożsamości lokalnej i – co ważniejsze – będzie ją w sposób mądry i odpowiedzialny współtworzyła. Oczywiście nie wszyscy obecny kryzys mogą wytrzymać, ale koniunktura z pewnością musi się w jakimś stopniu odwrócić. Druk zostanie i w połączeniu z gazetowymi portalami da czytelnikom nową jakość – mówi szef “Kuriera Szczecińskiego”.

Marek Twaróg, szef “Dziennika Zachodniego” mówi, że już dziś większość redakcji – jedne lepiej, drugie gorzej – pracują w pierwszym rzędzie na rzecz online. - Papier jest oczywiście ważny, ale załamywanie rąk nad zmianami cywilizacyjnymi nie ma sensu. Zadania tytułów regionalnych, jeśli tylko te tytuły dobrze zdefiniujemy, nie zmienią się, nawet jeśli wszystko ukazywać się będzie wyłącznie w internecie. Poczucie wspólnoty lokalnej i regionalnej będzie bowiem z czasem zyskiwało na znaczeniu - mówi Twaróg.

Marcin Kowalczyk, szef “Expressu Ilustrowanego” podkreśla z kolei: “Przyszłość dzienników regionalnych, o bardzo silnych lokalnie markach, widzę w takim zagospodarowaniu przez nie przestrzeni medialnej, by na swoich rynkach były zawsze medium pierwszego wyboru – bez względu na to, czy czytelnik chce papierowego wydania gazety, czy też informacji, opinii, filmu lub galerii zdjęć dostępnych na monitorze komputera, tabletu, smartfona czy na jakiejś innej platformie, o której nam się nawet nie śniło, a która może pojawić się na rynku w ciągu – dajmy na to – najbliższego roku. Wtedy znajdą maksymalną liczbę czytelników oraz użytkowników. No i będą zarabiać – w papierze i internecie”.

———————————————————————–

O sytuacji polskich dzienników regionalnych mówi w rozmowie z nami: Marek Twaróg, redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego” (Polskapresse)

———————————————————————–

Marek Twaróg, redaktor naczelny “Dziennika Zachodniego”

Marek Twaróg

Segment dzienników regionalnych nie ma żadnych innych problemów niż te, które trapią cały rynek wydawniczy, a nawet ma ich nieco mniej, niż segment dzienników ogólnopolskich. Wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży. Te od stycznia do listopada 2012 pokazują, że ważne dzienniki regionalne mają o wiele niższe spadki, niż tytuły ogólnopolskie, nie licząc tabloidów. Problemem nas wszystkich jest kierunek, w którym kręci się świat, zwany dla niepoznaki trendem lub tendencją. Ludzie odchodzą do papieru na rzecz atrakcyjniejszych wizualnie, łatwiejszych w pozyskaniu i łatwiejszych w odbiorze mediów elektronicznych. Naszym problemem jest też słaba dystrybucja – uważam, że tutaj wydawcy mają największe rezerwy – a także duże koszty produkcji.

Oczywiście nie ma jednej recepty na zatrzymanie spadków sprzedaży. Z pewnością dzienniki będą coraz bardziej stawiać na wydania magazynowe – coś, na co nacisk w DZ kładziemy w piątki – a co za tym idzie na materiały porządniejsze, pogłębione, na dłużej. Dzięki temu czytelnik będzie miał większe szanse pomyśleć, że pieniądze, jakie przeznaczył na gazetę, zostały dobrze wydane. Z pewnością prasa regionalna musi śmielej stawiać na nowe pomysły wydawnicze – dodatki tematyczne, wydania o ponadstandardowej jakości edycyjnej, gazety kolportowane celowo do konkretnej publiczności, musi też stawiać na nową technologię, na przykład tę, która łączy papier z internetem.

Gazeta musi nieść coś więcej, niż tylko porządne materiały informacyjne i publicystyczne, niż analizy i raporty. Gazeta – właśnie regionalna i lokalna – musi znaleźć jakieś wartości, które czytelników łączą w zrozumieniu swojej małej ojczyzny. Najlepiej będą się miały te tytuły, które znalazły bądź szybko znajdą idee, wartości, inicjatywy budujące poczucie tożsamości regionalnej. Tego nie da odbiorcom żadna gazeta ogólnopolska i nie da telewizja.

Może natomiast dać takie poczucie jedności – to jasne – internet. Dlatego dziś spadek sprzedaży to ból głowy wydawców, ale ból zdecydowanie łagodniejszy, gdy spojrzeć na wzrosty oglądalności serwisów internetowych, prowadzonych przez redakcje regionalne. Te serwisy dzięki silnym markom tytułów, dobrym autorom i mocnej pozycji w terenie, już są bardzo silnym lub najsilniejszym medium w miastach czy gminach.

Rola redakcji regionalnych znacząco się nie zmienia – nadal moderujemy debaty regionalne, opisujemy świat i kolportujemy informacje – zmienia się jedynie kanał dystrybucji tych treści. Pieniądze z tego są mniejsze, ale wierzę w rozwój rynku. Już dziś większość redakcji – jedne lepiej, drugie gorzej – pracują w pierwszym rzędzie na rzecz online. Papier jest oczywiście ważny, ale załamywanie rąk nad zmianami cywilizacyjnymi nie ma sensu. Zadania tytułów regionalnych, jeśli tylko te tytuły dobrze zdefiniujemy, nie zmienią się, nawet jeśli wszystko ukazywać się będzie wyłącznie w internecie. Poczucie wspólnoty lokalnej i regionalnej będzie bowiem z czasem zyskiwało na znaczeniu.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jak-sie-maja-polskie-dzienniki-regionalne-raport