Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

23-01-2013, 09:18

Wojciech Maziarski: przez ciągłe zmiany naczelnych tygodniki stają się “pismami-zombie”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pp
23-01-2013

Wojciech Maziarski, publicysta “Gazety Wyborczej” i były redaktor naczelny “Newsweeka”, uważa, że przez ciągłe zmiany redaktorów naczelnych i zespołów tygodników opinii, tytuły te tracą osobowość i charakter. Jego zdaniem, w ciągu kilku lat część z nich zniknie z rynku.

Wojciech Maziarski

- Nie wiem, jakie były kulisy odwołania Michała Koboski, ale niezależnie od przyczyn ta dymisja ostatecznie przypieczętowuje zmianę standardów, jaka dokonała się w świecie polskich mediów papierowych. Przez lata w pismach z wyższej półki, o większych ambicjach intelektualnych i politycznych, zespoły redakcyjne miały znaczenie kluczowe. To one decydowały o poziomie, osobowości i znaczeniu tytułu. Wydawcy zdawali sobie z tego sprawę i nie ośmielali się brutalnie ingerować i naruszać autonomii redakcji. Wiedzieli bowiem, że jeśli chcą, by ich pismo miało autentyczną, niepowtarzalną tożsamość, muszą obchodzić się z redakcją jak z jajkiem, szanując wrażliwość i poczucie godności jej członków, a nawet tolerując ewentualne fochy i ustępując w sytuacjach spornych.

Redaktor naczelny poważnego pisma opinii był indywidualnością i wydawca nie ośmielał się traktować go z góry.

Te standardy nie obowiązywały w segmencie mniej ambitnych pism kolorowych – kobiecych, poradnikowych, młodzieżowych itp. – w których niepowtarzalna osobowość i indywidualność redaktorów nie była ani ceniona, ani pożądana. Tu redaktor czy dziennikarz zawsze był tylko elementem linii technologicznej, łatwym do wymiany lub przeprogramowania.

Zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych i w zespołach tygodników opinii w ciągu ostatniego roku pokazują, że obyczaje i schematy postępowania z niższej półki przeniosły się na wyższą. Dziś redaktor w tygodniku opinii jest traktowany tak samo jak redaktor w kolorowym pisemku dla masowego czytelnika.

Nie pozostaje to bez wpływu na charakter i tożsamość tych tytułów. Coraz częściej tracą one osobowość i niepowtarzalny charakter. Są intelektualnie i emocjonalnie martwe. I czytelnicy to widzą. Dostrzegają, że za barwnymi, rozdętymi layoutami nie ma już duszy. To pisma-zombie. Nie wskażę żadnego konkretnego tytułu, ale jestem pewien, że w ciągu roku-dwóch niektóre z nich znikną z rynku.

Przypomnijmy, że we wtorek Michał Kobosko stracił stanowisko redaktora naczelnego “Wprost”, zastąpił go Sylwester Latkowski. To już druga zmiana szefa tego tytułu, do lutego br. kierował nim bowiem Tomasz Lis, którego zastąpił właśnie Kobosko.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/wojciech-maziarski-przez-ciagle-zmiany-naczelnych-tygodniki-staja-sie-pismami-zombie

23-01-2013, 09:05

Rusza konkurs o Nagrodę im. Pawła Stępki  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
kl
23-01-2013

Do końca lutego br. można zgłaszać kandydatury do konkursu o Nagrodę im. Pawła Stępki. Zostanie ona wręczona w dwóch kategoriach: rozprawa doktorska oraz wydawnictwo naukowe z dziedziny mediów elektronicznych.

W kategorii: „Najlepsza rozprawa doktorska z dziedziny mediów elektronicznych” o zwycięstwo mogą ubiegać się autorzy niepublikowanych rozpraw doktorskich obronionych na uczelniach publicznych i niepublicznych w 2011 roku.

Z kolei o nagrodę w kategorii: „Najlepsze wydawnictwo naukowe i popularno-naukowe z dziedziny mediów elektronicznych” mogą walczyć autorzy zwartych wydawnictw naukowych oraz popularno-naukowych upowszechniających wiedzę o mediach elektronicznych.

Organizatorami konkursu o Nagrodę im. dr. Pawła Stępki są Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji oraz Rada Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Kandydatury do tegorocznej edycji konkursu można zgłaszać do końca lutego br. do KRRiT.

Tragicznie zmarły Paweł Stępka był wieloletnim pracownikiem Biura KRRiT, badaczem  specjalizującym się w dziedzinie mediów, miał na koncie kilkadziesiąt artykułów i analiz poświęconych europejskiemu i polskiemu rynkowi mediów.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rusza-konkurs-o-nagrode-im-pawla-stepki

23-01-2013, 07:17

Arkadiusz Gola: Ani sery, ani bagietki. Hałdy!  »

Dziennik Zachodni
Arkadiusz Gola, notowała: Monika Krężel
23-01-2013
Pora wyjeżdżać. Opuszczam Nord-Pas-de-Calais. Czy znalazłem tam Śląsk? O tak. Dziś ostatnia, 5. część dziennika Arkadiusza Goli, fotoreportera DZ, który zwiedzał pogórniczy region Francji.

We Francji spędziłem trzy tygodnie. Tyle samo, co Stan Lafleur, poeta i pisarz z Niemiec oraz Dominique Sampiero, pisarz i scenarzysta z Francji. W trójkę – w ramach projektu “Kulturalium” – mieliśmy spojrzeć na Nord-Pas-de-Calais z perspektywy naszego miejsca na ziemi. Udało się. W lutym ukaże się książka z moimi zdjęciami. Jej bohaterem będzie Topowski, wymyślona przez nas postać byłego górnika, który nie może się pogodzić z zamknięciem kopalni.

Swojska historia, prawda?

Ja jestem z Zabrza, znam takich górników, którym zawalił się świat po likwidacji kopalni. Zna ich Stan, bo mieszka w Nadrenii Północnej-Westfalii. Zna też Dominique, za sąsiadów miał bezrobotnych górników zwolnionych z pracy w Nord- Pas-de-Calais. Po co im góry porośnięte trawą?

Pewnie, że podobało mi się we Francji. I choć nie zagrałem w boules (“Po co oni rzucają tymi metalowymi kulami!?”), nie pochłaniałem za dużo bagietek, wina i serów, to czułem się tam jak w domu. Może w Paryżu albo w Bordeaux nikt nie zaczepiłby mnie na ulicy, żeby pogadać albo choć powiedzieć “dzień dobry”, ale w małych Waziers czy Oignies traktowano mnie jak starego znajomego. Zapraszano na kawę, na plebanię, na imprezy w stowarzyszeniach, do prywatnych domów. O kopalniach rozmawiałem z byłymi górnikami, a o życiu z mieszkańcami domu spokojnej starości. Zazdroszczę Francuzom, że 7- czy 8-tysięczne miasteczka mają po kilkadziesiąt stowarzyszeń. Tyle ich nie ma chyba w 300-tysięcznych Katowicach. Fakt, nie znałem francuskiego, ale starsi mieszkańcy mówili po polsku.

Raz już byłem we Francji. W Nord-Pas-de-Calais miałem wystawę swoich zdjęć. Co przedstawiały? No pewnie, że Śląsk. Ale przemknąłem wtedy przez ten region z prędkością błyskawicy. Autokar, wystawa, autokar. Przez szybę zamajaczyły mi tylko hałdy górnicze, były ich dziesiątki. Przejeżdżaliśmy przez małe miejscowości, nad którymi górowały hałdy. Długo się zastanawiałem – po co oni tyle ich trzymają? Na co się przyda taka hałda? Jaki jest pożytek z tej góry porośniętej trawą, spod której wyziera kamień węgielny? Ale teraz już to wiem. Poznałem je bliżej. I chyba dzisiaj na hasło “Francja” powiem “hałdy”. Nie żabie udka, sery czy bagietki, ale właśnie hałdy…

Piękna, bo surowa

Widziałem największe w Europie pokopalniane hałdy położone w miasteczku Loos-en-Gohelle. Zachwyciłem się nimi. Widać je z odległości kilku kilometrów. Można je zwiedzać, ja spacerowałem po nich w dzień i w nocy. Na szczyt prowadzą dwie ścieżki. Jedna trudniejsza, prawie pionowa, wejście nią na szczyt zajmuje wtedy 30-40 minut. A druga trasa jest łagodna, jakby owijała hałdę. Tędy spacerują zwykle rodziny z dziećmi albo starsze osoby. Na samym szczycie jest punkt widokowy.

Widok na najwyższą hałdę w Europie, a raczej dwa bliźniacze stożki w Loos-en-Gohelle. Padają na nie światła z dużego miasta Lens

W tych hałdach zachwyciła mnie ich surowość. Tylko w niektórych miejscach są porośnięte krzewami, wyrosły tam samosiejki, ale na większej powierzchni widać kamień węgielny. Zwiedzałem kiedyś hałdę w Radlinie, całkiem porośniętą drzewami i krzewami. Gdy ktoś ją widzi pierwszy raz, pewnie myśli, że to zwykła góra, bo nie przypomina już hałdy. Szkoda. Podobnie surowa jak francuska, jest u nas hałda Szarlota w Rydułtowach, ale niestety niezagospodarowana.

Francuskie hałdy nie stoją samotne. Spotkałem tam spacerowiczów, rowerzystów, osoby uprawiające nordic walking, a nawet paralotniarzy. Miałem wrażenie, że kolejne pokolenia Francuzów nauczyły się korzystać z hałd, odkrywają je na nowo. Przypuszczam, że kilka lat temu wahano się, co zrobić z taką “pamiątką”, może były też pomysły, żeby ją zlikwidować? Ale Francuzi utrzymali je i na tym zyskali. Dzisiaj hałdy są dla mnie pomnikami, symbolami tego miejsca. Zaświadczają o tym, że górniczy region Nord- Pas-de-Calais jest inny niż pozostałe. Ma swój charakter.

I chyba dzisiaj, po tej mojej podróży, na hasło “Francja” powiem “hałdy”. Nie żabie udka, sery czy bagietki, ale właśnie hałdy…

Ciągłe narzekania. A nie lepiej wziąć przykład?

Podobne miejsca fotografowałem też na Śląsku. Na granicy Świętochłowic i Rudy Śląskiej, naprzeciw słynnego Mar-tynszachtu, była kiedyś hałda. Obserwowałem, jak znika z dnia na dzień. Najpierw wybrano kamień węgielny, potem hałda zarosła trawą, równocześnie zasypano oczko wodne. Powstał duży plac, a miejsce całkiem zatraciło swój postindustrialny charakter. I nic już nie świadczy o tym, że miało ono związek z przemysłem.

Francuzi dbają o dziedzictwo, w tym o pozostałości po kopalniach

Poza tym, u nas ciągle narzekało się na hałdy, że są niebezpieczne, że trują, bo się palą. Tak było w Zabrzu-Biskupicach. Tymczasem da się zrobić odwierty, ugasić hałdę. Francuzi się tego nie wystraszyli. Co kilka kilometrów natykałem się na hałdy, widziałem ich kilkanaście. Jedną zagospodarowano nawet na stok narciarski.

One pięknie wyglądają nocą. Tego klimatu, niekiedy jak z horroru, nie można nawet wyrazić. Gdy na hałdy w Loos-en-Gohelle padają światła z dużego miasta Lens, to powstaje cudowna poświata. Trudno to opowiedzieć, można zobaczyć na zdjęciach.

Notowała: Monika Krężel

Zdjęcia zostały wykonane w ramach “Kulturalium” – wspólnego projektu regionu Nord-Pas-de-Calais, Północnej Nadrenii-Westfalii i woj. śląskiego. Są własnością regionu NPC we Francji

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/729859,arkadiusz-gola-ani-sery-ani-bagietki-haldy-zobacz-zdjecia,id,t.html

22-01-2013, 16:04

Michał Kobosko nie jest już naczelnym “Wprost”  »

Press
(GK, PR)
22-01-2013

Sylwester Latkowski zastąpił Michała Kobosko na stanowisku redaktora naczelnego tygodnika “Wprost”. O zmianie zdecydował Michał M. Lisiecki – prezes wydawcy tygodnika, spółki AWR “Wprost”.

Sylwester Latkowski

Michał Kobosko został naczelnym “Wprost” 7 lutego ub.r., po tym jak Michał M. Lisiecki rozstał się z Tomaszem Lisem. Wcześniej Kobosko był naczelnym dwutygodnika “Bloomberg Businessweek Polska” (wówczas wydawała je Platforma Mediowa Point Group).

Tak decezję uzasadnia Michał M. Lisiecki, prezes PMPG: “Michał Kobosko przeprowadził “Wprost” przez najtrudniejszy okres po zwolnieniu poprzedniego redaktora naczelnego. Zbudował znakomity zespół, dzięki któremu “Wprost” jest dzisiaj najbardziej opiniotwórczym polskim tygodnikiem. Dzisiaj przed zespołem “Wprost” stoją nowe wyzwania i dlatego misja naczelnego dobiegła końca. Jako wydawca dziękuję mu za podjęcie w ciągu dwóch lat naszej współpracy dwóch wielkich wyzwań, wprowadzenia na rynek magazynu “Bloomberg Businessweek Polska” i objęcia funkcji naczelnego “Wprost” w bardzo niekomfortowych dla niego warunkach. Dzisiaj jednak “Wprost” potrzebuje zmiany. Życzę Michałowi Kobosko kolejnych sukcesów i wyzwań zawodowych nie mniejszych niż te, które do tej pory były jego udziałem”.

Michała Koboskę zastąpił Sylwester Latkowski, który od października 2012 sprawował funkcję zastępcy redaktora naczelnego “Wprost”. Od maja ub.r. kierował zintegrowanym newsroomem internetowym odpowiedzialnym za redakcję serwisów informacyjnych “Wprost” i ich obecność w serwisach społecznościowych. 

“Sylwester Latkowski jest nie tylko znakomitym dziennikarzem śledczym, który podejmuje się najtrudniejszych tematów, ale jest także człowiekiem doskonale poruszającym się w świecie nowych mediów, których rola w rozwoju tytułów prasowych jest nie do przecenienia. Ja osobiście cenię redaktora Latkowskiego za jego warsztat dziennikarza śledczego, ale także za aktywność i kreatywność” – uzasadnia swoją decyzję Lisiecki.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40795,Michal-Kobosko-nie-jest-juz-naczelnym-Wprost

22-01-2013, 10:49

Redaktor zwolniony po tekście Gmyza o trotylu wraca do “Rzeczpospolitej”  »

Gazeta Wyborcza
sk
22-01-2013

Bartosz Marczuk, były wicenaczelny “Rzeczpospolitej”, zwolniony po opublikowaniu tekstu Cezarego Gmyza o trotylu, wrócił do redakcji. To decyzja nowego naczelnego “Rz” Bogusława Chraboty.

O sprawie napisał dziś serwis elektroniczny miesięcznika “Press”.

Marczuk został zwolniony trzy miesiące temu razem z ówczesnym szefem “Rz” Tomaszem Wróblewskim, redaktorem działu krajowego Mariuszem Staniszewskim i samym Gmyzem.

Dlaczego? “Rzeczpospolita” napisała, że Polacy odkryli ślady trotylu i nitrogliceryny na wraku tupolewa. Prokuratura tego samego dnia zdementowała te informacje, ale przez kilka godzin rozpętało się polityczne piekło. Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił: – Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta i innych, to niesłychana zbrodnia. Każdy, kto chociażby przez matactwo czy poplecznictwo miał z tym coś wspólnego, powinien ponieść konsekwencje.

Po tym zamieszaniu prezes Presspubliki (wydawca “Rz”) oraz jej rada nadzorcza ogłosili, że redaktor naczelny Tomasz Wróblewski, autor tekstu “Trotyl na wraku tupolewa” Cezary Gmyz oraz redaktorzy odpowiedzialni za dział krajowy Bartosz Marczuk i Mariusz Staniszewski stracili pracę.

Marczuk nie czuł się odpowiedzialny za “trotylowy” tekst, bo był wówczas na urlopie. Wydawca uznał jednak, że powinien mieć pod kontrolą dział krajowy, który mu podlegał.

Teraz, po powrocie do “Rz”, nie będzie już wicenaczelnym gazety.

- Będę prowadzić wydania i pisać teksty publicystyczne – informuje.

Z jego powrotu cieszy się nowy naczelny, który zapewnia, że udało mu się pozyskać bardzo wartościowego pracownika.

Chrabota nie odpowiada na pytanie, czy uważa wcześniejszą decyzję wydawcy Grzegorza Hajdarowicza (prezesa Presspubliki) o zwolnieniu za zbyt pochopną. Zapewnia jednak, że prezes wie o przywróceniu Marczuka i to akceptuje.

Pozostałe osoby zwolnione po tekście Gmyza współpracują obecnie z tworzonym właśnie nowym tygodnikiem Pawła Lisickiego “Do Rzeczy”. Większość jego ekipy poprzednio pracowała w “Uważam Rze”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,13273464,Redaktor_zwolniony_po_tekscie_Gmyza_o_trotylu_wraca.html#ixzz2IgvhueFf

22-01-2013, 08:05

“W sieci”: będziemy bronić się przed konkurentem. Lisicki: to pewna nerwowość  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
22-01-2013

Wydawca “W sieci” chwali się, że tygodnik sprzedaje już 127 tys. egz. i zapowiada obronę swojej pozycji przy użyciu wszelkich zasobów. – Słowa te zdradzają pewną nerwowość – komentuje Paweł Lisicki, naczelny “Do Rzeczy”, które ukazać się ma do połowy lutego br.

W piątkowym komunikacie wydawca tygodnika “W sieci”, spółka Fratria (większość udziałów w niej ma agencja Apella, która realizuje kampanie reklamowe Kas Stefczyka), podała, że kierowany przez Jacka Karnowskiego tytuł osiągnął sprzedaż na poziomie 120 tys. egz.  Dane te dotyczyły czterech pierwszych numerów pisma, w tym trzech wydanych jeszcze w formie dwutygodnika. W niedzielę poinformowano już o 127 tys. egz. sprzedaży – te dane to prognoza dla piątego wydania “W sieci”, które trafiło do kiosków 7 stycznia br. To wynik lepszy od średniej sprzedaży “Uważam Rze” z listopada ub.r. (125 406 egz.), gdy tytułem kierował jeszcze Paweł Lisicki, a jego wicenaczelnym był Michał Karnowski.

Sprzedaż powyżej 120 tysięcy egzemplarzy stawia “W sieci” w czołówce tygodników opinii w Polsce. Te wyniki oznaczają, że każdy potencjalny konkurent staje przed niezwykle trudnym zadaniem. Cena wejścia nowego tytułu o podobnym profilu na rynek rośnie z każdym tygodniem, oznacza konieczność wydania wielu milionów złotych. Nie ma też mowy o jakimś błyskawicznym zawojowaniu rynku pryz tak silnej pozycji na rynku “W Sieci” – mówi Tomasz Przybek, prezes Fratrii. I zapowiada: – Będziemy bronili naszego tytułu z całą mocą i użyciem możliwych wszelkich zasobów finansowych i organizacyjnych.

Niebawem na rynku ma zadebiutować kierowany przez Pawła Lisickiego “Tygodnik Do Rzeczy” (Orle Pióro), który tworzyć będzie zdecydowana większość byłych publicystów “Uważam Rze” (dla “W sieci” pisze kilka nazwisk z dawnego “Urze” w tym Michał Karnowski, a część osób jest w obu projektach). Jego głównym udziałowcem jest Platforma Mediowa Point Group oraz jej prezes Michał M. Lisiecki (czołowi dziennikarze mają mniejszościowy udział w Orlim Piórze, ale równorzędny wpływ na linię pisma i obsadę naczelnego jak inwestor strategiczny).

- Gratuluję magazynowi “W sieci” takich wyników, choć czekam jeszcze na oficjalne dane. Zgadzam się, że z każdym tygodniem rośnie cena wejścia na rynek dla nowego tytułu dlatego nie zamierzamy odkładać startu “Do Rzeczy”. W imieniu czytelników cieszę się też, że wydawca “W sieci” będzie bronił tytułu z całą mocą i użyciem wszelkich zasobów, tylko oni na tym skorzystają – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Paweł Lisicki.

Zdaniem szefa “Do Rzeczy”, słowa prezesa wydawcy “W sieci” zdają się jednak zdradzać pewną nerwowość. - Zupełnie niepotrzebną, skoro “W sieci” tak błyskawicznie jak twierdzi zawojowało rynek. Chyba, że wydawca wątpi jednak w swoje zasoby - zastanawia się Lisicki.

Jak informuje nas naczelny “Do Rzeczy”, pierwszy numer pisma ukaże się na pewno do połowy lutego br. Wcześniej do użytkowników, którzy zarejestrują się na stronie  www.dorzeczy.pl trafi darmowe wydanie zerowe.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4340