Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

28-01-2013, 09:42

Branża: “Do Rzeczy” ma wyższy poziom niż “W sieci”  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
28-01-2013

Tygodnik “Do Rzeczy” przypomina dawne “Uważam Rze” i prezentuje wyższy poziom niż “W sieci” – uważają pytani przez nas eksperci. Zastanawiają się jednak, jak tytuł poradzi sobie na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

Pierwszy numer Tygodnika “Do Rzeczy” ukazał się na rynku w piątek 25 stycznia br. w cenie 3,95 zł i w liczbie 100 stron. W wydaniu znaleźć można blok tekstów o sprawie trotylu i kondycji polskich mediów po wydarzeniach w “Rzeczpospolitej” i “Uważam Rze”, wspomnienie Piotra Semki o Jadwidze Kaczyńskiej, wywiad z Tomaszem Sakiewiczem czy tekst Andrzeja Nowaka będący recepcją powstania styczniowego w II i III RP.

Dla magazynu piszą głównie byli publicyści “Uważam Rze” (Presspublica), w zespole są też dotychczasowi dziennikarze “Rz”, Kataryna czy Paweł Kukiz. Wydawcą jest spółka Orle Pióro, należąca w 80 proc. do PMPG i Michała M. Lisickiego, a w 20 proc. do spółdzielni dziennikarskiej złożonej z naczelnego i czołowych publicystów (ma ona jednak taki sam wpływ na linię pisma jak inwestor strategiczny).

- Nic mnie nie zaskoczyło w tym tygodniku. To naturalne przedłużenie “Uważam Rze” – mówi mam Wiesław Władyka, publicysta “Polityki”. Zdaniem Jarosława Gugały, gospodarza “Wydarzeń” w Polsacie, “Do Rzeczy” jest jednak bardziej radykalne niż jego poprzednik. - Ci sami publicyści pisząc dla “Rzeczpospolitej” czy “Uważam Rze” byli bardziej stonowani, zaś nowe pismo jest bardzo agresywnie ukierunkowane politycznie – uważa Gugała.

- Zawartość merytoryczna tygodnika jest dokładnie taka, jakiej można się było spodziewać. Dominuje wyrazista publicystyka i analizy dokonywane z perspektywy konserwatywnej. Charakterystyczna jest homogeniczność pisma – jest ono typowym przykładem medium tożsamościowego, prezentującego jednoznaczną opcję ideową. Stąd nie ma w nim opinii innych niż konserwatywne, a jeśli się pojawiają to jako przedmiot krytycznej analizy – analizuje Bogumił Łoziński, szef działu opinii w “Gościu Niedzielnym”.

"Do Rzeczy"

 

- Na pewno renoma takich nazwisk jak Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz czy Piotr Semka jest niepodważalna i gwarantuje poziom pisma. Zastanawiam się jednak, czy będzie to tygodnik złożony z samych generałów. Tak było w jakiejś mierze w “Uważam Rze”, gdzie był przerost poważnej publicystyki nad innymi wątkami - mówi Wirtualnemedia.pl Piotr Zaremba, dawniej dziennikarz “Uważam Rze”, a obecnie tygodnika “W sieci”.

Zdaniem Zaremby, trudno to jednak ocenić po pierwszym numerze, który jest autoprezentacją nowego tygodnika i opisuje odejście jego zespołu z poprzedniego tytułu. – Tak samo trudno na razie powiedzieć jakie będą różnice między “Uważam Rze” a “Do Rzeczy”. Podobieństwo jest oczywiste ze względu na tych częściowo samych autorów - podkreśla Zaremba.

Nowe pismo konkurować będzie z tygodnikiem “W sieci” (Fratria), który założyli bracia Jacek i Michał Karnowscy (ten ostatnim był zastępcą Lisickiego w “Uważam Rze”). Oprócz Zaremby i Karnowskich z dawnego składu “Uważam Rze” dla “W sieci” piszą m.in. Krzysztof Feusette, Robert Mazurek czy Igor Zalewski (ten ostatni jest równolegle felietonistą “Do Rzeczy”).

W pierwszym numerze “Do Rzeczy” znalazł się zresztą felieton Waldemara Łysiaka, w którym pisarz dwuznacznie sugeruje, że odpowiedzialność za koniec dotychczasowego “Uważam Rze” ponoszą bracia Karnowscy, budujący własny tygodnik “W sieci”.

- Zdaję sobie sprawę, że felietoniści są autonomiczni, w szczególności Waldemar Łysiak, ale na miejscu Pawła Lisickiego zastanowiłbym się czy pierwszy numer czymś taki przyozdabiać. My staramy się mówić o kolegach albo dobrze albo wcale i tego bym oczekiwał od drugiej strony – uważa Zaremba.

- To są hipotezy, jednak Waldemar Łysiak ma wydzielone w tygodniku swoje własne księstwo. Jeśli ktoś chce na ten temat dyskutować to najlepiej jak będzie rozmawiać z samym Łysiakiem. Ja na temat rozejścia się nie wypowiadam - tłumaczył Paweł Lisicki w Radiu Wnet.

Pytani przez nas dziennikarze są zgodni, że “Do Rzeczy” reprezentuje pod wieloma względami wyższy poziom od “W sieci”.

- Mogę się nie zgadzać z wieloma tezami i zżymać na pewną megalomanię autorów, ale pod względem doboru tematów, pod względem edytorskim, estetycznym, to jest klasa wyżej niż “W sieci” – mówi nam Marek Kęskrawiec, redaktor naczelny “Dziennika Polskiego”.

- “Do Rzeczy” jest dość elegancko ułożone, wygląda poważnie, na pierwszy zrzut oka prezentuje się lepiej niż “W sieci” - dodaje Wiesław Władyka. Jego zdaniem, tytuł kierowany jest też do szerszego grona czytelników. Ma bowiem ofertę dla tzw. “lemingów”, czego w ogóle nie posiada magazyn Karnowskich. - Są to teksty nieanonsowane ideologicznie, a nawet obojętne, robione według sztuki dziennikarskiej i pomysłów. W pierwszym numerze to np. reportaż Agnieszki Rybak, część kulturalna, w tym omówienie filmu Quentina Tarantino - zwraca uwagę Władyka.

“Do Rzeczy” zadebiutowało w nakładzie 200 tys. egz. (“W sieci” ma obecnie 250 tys. egz. nakładu). Jego wydawca nie podaje, jakiej sprzedaży się spodziewa. – Oczekiwania mamy wysokie – mówi tylko Paweł Lisicki – Zakładamy, że sprzedaż będzie adekwatna do wysokości nakładu – dodaje Anna Pawłowska-Pojawa, PR manager PMPG.  A “Uważam Rze” w ostatnim miesiącu kierowania tym tytułem przez Lisickiego, czyli w listopadzie ub.r. miało nakład wynoszący niecałe 214 tys. egz., a sprzedawało 125 406 egz.

Teraz jednak na rynku jest także “W sieci”, którego pierwsze cztery wydania – według danych wydawcy – osiągnęły sprzedaż na poziomie 120 tys. egz., a piąte – według prognoz – sprzedało się już w liczbie 127 tys. egz.

"W Sieci"

 

- Nawet jeśli nakład “Do Rzeczy” nie osiągnie poziomu “Uważam Rze”, może on liczyć na dostatecznie duże grono czytelników, aby utrzymać się na rynku - mówi nam Łoziński.

- Powstaje pytanie, czy oba tygodniki aktywnie się pożrą czy będą szukały miejsca obok siebie? Ale skutek może być taki, że oba ulokują się poniżej poziomu sprzedaży dawnego “Uważam Rze” - uważa Władyka. Jego zdaniem, to jednak tytuł Pawła Lisickiego zajmie pozycję lidera sprzedaży wśród tygodników prawicowych. - Jakość, rozmaitość tekstowa i pomysłów już w tej chwili zdecydowanie jest po stronie “Do Rzeczy” – mówi Władyka.

- Moim zdaniem rynek nie udźwignie aż tylu tak wyrazistych pism, ktoś będzie musiał odpaść z niego - prognozuje Jarosław Gugała.

Z kolei Marek Kęskrawiec obawia się, że pojawienie się w “W sieci” może zaszkodzić tygodnikowi “Wprost”, które od czasu zwolnienia w lutym ub.r. Tomasza Lisa notuje spadki sprzedaży ogółem. W listopadzie ub.r. pokonała go “Gazeta Polska”. A tydzień temu odwołany został kolejny redaktor naczelny – Michał Kobosko, którego zastąpił Sylwester Latkowski.

- To bardzo dobry tygodnik, z rozsądnie patrzącymi na świat dziennikarzami. Niestety, rozsądek nie najlepiej się dziś sprzedaje w porównaniu z hałaśliwym głoszeniem prawd, czy też półprawd. Nie chciałbym, by sukces “Do Rzeczy” wiązał się z upadkiem “Wprost” - mówi naczelny “Dziennika Polskiego”.

- Myślę, że ten wydawca będzie teraz szukał koniunktury z ofertą prawicową. Jeśli „Do Rzeczy” zacznie się dobrze sprzedawać, a sądzę, że błyskawicznie przekroczy poziom “‘Wprost”, to do nowego tytułu pójdą pieniądze. Zwłaszcza, że jak się zdaje, za dużo ich tam nie ma – dodaje Wiesław Władyka.

Plotkom o zamknięciu „Wprost” PMPG jednak zdecydowanie zaprzecza, argumentując, że tytuł ma największą cytowalność wśród tygodników i ma wysokie rozpowszechnianie płatne razem (w listopadzie ub.r. było ponad dwa razy wyższe od sprzedaży ogółem, bo wydawca sprzedaje część nakładu firmom, restauracjom i hotelom po cenie niższej niż kioskowa).

Nawet jeśli  „Do Rzeczy” osiągnie wysoką sprzedaż, może mieć problem z pozyskaniem reklam. Jak zwraca uwagę Bogumił Łoziński, państwowe podmioty reklamują się w mediach, które są dla nich przychylne, a „Do Rzeczy” nowy tygodnik nie ukrywa krytycznego stosunku wobec obecnej ekipy rządzącej.

“Wprost” na brak reklam nie narzeka, natomiast w pierwszym numerze “Do Rzeczy” reklamy od podmiotów zewnętrznych zajmują tylko trzy i pół strony (ponadto są reklamy PMPG, czyli głównego inwestora tytułu, który promuje m.in. swoją agencję reklamową Nano).

- Biuro Reklamy PMPG prezentuje ofertę nowego tygodnika wszystkim swoim klientom i partnerom biznesowym - informuje nas Anna Pawłowska-Pojawa. Dodaje, że przygotowano ofertę pakietową “Do Rzeczy” i “Wprost”.

- Nawet jeśli pisma mają dużą sprzedaż, ale są ostre i wyraziste, to reklamodawcy obawiają się kupowania w nich reklam – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Monika Rychlica z domu mediowego Initiative Media Warszawa. - W “Uważam Rze” na początku też nie było rewelacyjnie z reklamami, chociaż z czasem zaczęło się poprawiać - przyznaje.

- Przy dostatecznie dużym nakładzie nowe pismo przyciągnie prywatnych reklamodawców, dla których środowisko konserwatywne jest ważnym targetem - uważa Bogumił Łoziński. Jednak zdaniem Rychlicy, ze względu na coraz większą liczbę prawicowych tytułów, reklamodawcy nie będą inwestowali w każdym z nich, ale wybiorą w ten największy.

Istotnym reklamodawcą dla pism konserwatywnych są obecnie SKOK-i, ale na ich reklamy “Do Rzeczy” nie ma co raczej liczyć. Spółka Apella (dawniej Media SKOK), która te kasy obsługuje reklamowo, jest bowiem głównym udziałowcem Fratrii, wydawcy “W sieci”.

Całość: http://sdrp.katowice.pl/archiwum/archiwum/4375

28-01-2013, 08:22

Kobosko: z dziennikarstwem dzieje się fatalnie  »

Press
28-01-2013

“Na wieść o zmianach we “Wprost” od wielu kolegów z branży usłyszałem, że byliśmy ostatnią ostoją prawdziwego dziennikarstwa w Polsce” – pisze w najnowszym wydaniu tygodnika Michał Kobosko, którego na stanowisku redaktora naczelnego zastąpił Sylwester Latkowski.

Michał Kobosko

“Kiedy rok temu zaczynaliśmy pracę nad zmienianiem “Wprost”, przyjęliśmy parę założeń. Po pierwsze, uznaliśmy, że ma być to pismo dla ludzi myślących. Takie, które da realny “wsad” wiedzy i opinii, z zalewu tysięcy codziennych informacji wybierze te, które są naprawdę ważne (stąd okładkowe motto “To, co najważniejsze”), pogłębi je, pokaże drugie dno, prześwietli bohaterów” – pisze Michał Kobosko w pożegnalnym tekście. “Po drugie, uznaliśmy, że choć w mediach szala przechyla się w stronę celebrytów i ciekawostek, chcemy robić pismo dość odpowiedzialne i zaangażowane w – mówiąc trochę szumnie – poprawę stanu spraw polskich (…) Trzecie założenie, może najistotniejsze, było takie, że nie chcemy przywdziewać politycznych kamaszy i maszerować noga w nogę z jedną partią. Czyli nie zrobimy tego, co robi dziś większość mediów” – wylicza Kobosko.

“Robiliśmy zatem pismo liberalne, prorynkowe, cywilizacyjne – czyli takie, jakim “Wprost” był 30 lat temu, na początku swojej drogi, z której w pewnym momencie zszedł na manowce. Jak nam się udało? Rok to krótki czas na rynku medialnym. Pisma takie jak “Wprost”, oparte na lojalności czytelników i wiarygodności autorów, buduje się latami. Z drugiej jednak strony wydarzenia na rynku przyspieszają. Jeśli efektu nie ma szybko, na “wczoraj”, pojawia się chęć przyspieszenia” – czytamy w tekście byłego naczelnego.

Michał Kobosko zaznacza, że jest zadowolony z efektów tego, co udało się zrobić. “We “Wprost” pojawiło się wiele ważnych tekstów. Braliśmy się do kulis głośnych afer i skandali, opisywaliśmy nieżyczących sobie tego bohaterów, zadawaliśmy niewygodne pytania. Opozycji dostawało się tak jak koalicji. Nie było świętych krów ani bohaterów bez skazy. Ale też chwaliliśmy tych, którzy dawali ku temu powody. Na wieść o zmianach we “Wprost” od wielu kolegów z branży usłyszałem, że byliśmy ostatnią ostoją prawdziwego dziennikarstwa w Polsce” – pisze Kobosko.

Jego zdaniem z dziennikarstwem dzieje się fatalnie. “Tradycyjne media padają, gorszy pieniądz wypiera lepszy. Poważne niegdyś pisma sięgają po okładki z “gołymi babami” – i czytelnicy już nie wiedzą, czy to jeszcze gazeta, czy tylko papier do zawijania śledzi. W miejsce starych mediów powstają nowe, elektroniczne. Ale też cienko przędą. Duże portale najlepszy czas mają już za sobą, ratują się ucieczką w tabloidowość. Powstają nowe, poważniejsze media internetowe, takie jak platformy blogowe. Ale tu też komercja wygrywa z jakością. A czytelnicy są bardzo wyczuleni – gdy widzą, że między poważne treści jest upychana kryptoreklama, zabijają medium śmiechem i odchodzą – uważa.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40827,Kobosko_-z-dziennikarstwem-dzieje-sie-fatalnie

27-01-2013, 11:29

Zawód: Tygodnik Powszechny  »

Polityka
Adam Szostkiewicz
27-01-2013

Adam Szostkiewicz o nowej książce o Jerzym Turowiczu w rocznicę śmierci Redaktora

Im więcej w polskim Kościele ojca Rydzyka, tym mniej Jana Pawła II, ale też ks. Tischnera i redaktora Turowicza. Właśnie minęło stulecie jego urodzin, a 27 stycznia mija czternasta rocznica jego śmierci.

"Krąg Turowicza. Tygodnik, czasy, ludzie’’"

“Zawód: Tygodnik Powszechny” – to tytuł wywiadu Jerzego Pilcha z Jerzym Turowiczem, który został przeprowadzony w 1995 roku z okazji półwiecza istnienia TP. Turowicz był wybitną postacią polskiej kultury i prasy, ale sprawiał wrażenie, jakby mu to umknęło. Bo przecież on cały czas zajmował się tylko robieniem Tygodnika. To było jego powołanie, przeznaczenie i szczęście.

Jerzy Turowicz kierował nim od 1945 r. do 1999 r. Krakowski tygodnik jest pismem katolickim, interesuje się Kościołem i wiarą, ale też polityką, sprawami społecznymi i kulturalnymi. Niby więc jest tygodnikiem jak inne, ale – dzięki Turowiczowi, który takim go wymyślił i prowadził przez ponad 50 lat! – jednak nie ma takiego drugiego w prasie polskiej, bo choć szczerze katolicki, ekskomunikami i piekłem nie grozi wątpiącym, inaczej myślącym, albo zgoła niewierzącym.

Czyli Tygodnik był taki, jak sam Turowicz, nazywany przez ludzi redakcji  nie “starym’’, czy ” naczelnym’’, lecz “szefem’’. Dla Szefa najważniejszy był Kościół, ale nie jako instytucja trzymająca masy w rygorze moralnym. Turowiczowi na sercu leżało chrześcijaństwo, jego los obecny, jego przyszłość. A że zdecydowana większość chrześcijan wyznaje i praktykuje swą wiarę w Kościele rzymskokatolickim, to w tym sensie dla Turowicza najważniejszy był Kościół. Ale pasjonował go zarazem świat współczesny, przed którym nie uciekał w jakieś katolickie getto zabarykadowane na głucho. Jak filozof Leszek Kołakowski, zaprzyjaźniony z Turowiczem,  Szef nie wyobrażał sobie świata bez chrześcijaństwa. Z chrześcijaństwa wyprowadzał prawa człowieka i ideał sprawiedliwości społecznej.

Przy tym uważał, że krytyka Kościoła, ta płynąca z miłości do Ewangelii, jest nie tylko możliwa, ale wskazana, by oczyszczać Kościół z tego, co w nim złe. To nie podobało się prymasowi Wyszyńskiemu ani Glempowi, ale z Karolem Wojtyłą Turowicz przyjaźnił się blisko i bez większych napięć przed i po tym, kiedy Wojtyła został wybrany na papieża.

***

Był niepodległościowym socjalistą piłsudczykiem, jednak miał przez długie lata w redakcji  przedwojennego endeka, więźnia stalinowskiego skazanego na karę śmierci, Mieczysława Pszona, drugi w TP mózg polityczny  obok Krzysztofa Kozłowskiego. Kozłowski, niechętny wszelkiemu partyjnictwu,  po 1989 r. został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. To kolejny bliski przyjaciel Turowicza.

Polityka bardzo Turowicza interesowała, szukał w niej zasad demokratycznych i humanistycznych. Ale jeszcze bardziej pasjonowała go kultura. Wszystko: literatura polska i międzynarodowa, film, teatr (przyjaźnił się z Tadeuszem Kantorem), muzyka. Potrafił uwielbiać na łamach TP Marylin Monroe, tolerował pisanie o jazzie i rocku. Sam żegnał wspomnieniem Ellę Fitzgerald, oglądał na żywo koncert Pink Floydów w Berlinie po upadku komunistycznego Muru. Żegnał też Agnieszkę Osiecką i Piotra Skrzyneckiego z bardzo bliskiej Szefowi Piwnicy pod Baranami.

Tym otwartym podejściem zjednywał do siebie wielkich polskiej literatury i kultury, ale równie skutecznie ludzi młodych i nieznanych, lecz zafascynowanych tą otwartością Turowicza i pisma, które tworzył.  Przez łamy  TP przeszły prawie wszystkie wielkie nazwiska polskiej kultury, literatury, walki o demokrację i prawa człowieka. Kisiel (Stefan Kisielewski), Miłosz, Herbert, Szymborska, Słonimski, Kapuściński, Lem, Wojtyła, Tischner, o. Musiał i tylu innych. Niektórzy zachodzili na zawsze otwartą dla gości ulicę Wiślną, gdzie mieści się siedziba TP, by pogawędzić o wszystkim. Niektórzy zostali na długie lata, jak poeta Marcin Świetlicki czy pisarz i felietonista Jerzy Pilch.

***

Stulecie urodzin Turowicza uczczono m.in. kilku książkami, o których Polityka wspomniała na swoim kulturalnym “Afiszu’’. Teraz odnotujmy dzieło jak dotąd najambitniejsze. Trójka autorów krakowskich, Witold Bereś, Krzysztof Burnetko i Joanna Podsadecka wydała blisko 700-stronicową księgę o fenomenie Turowicza i Tygodnika Powszechnego: “Krąg Turowicza. Tygodnik, czasy, ludzie’’. Bereś i Burnetko, autorzy wielu cennych dziennikarskich książek wyrosłych z tygodnikowych inspiracji, pracowali w piśmie Jerzego Turowicza. Mają niezłe rozeznanie, co jest czym i kto jest kim w kręgu Tygodnika.

Mają też niespożytą wolę oddania sprawiedliwości dziełu Turowicza, które dziś na fali “rydzykizmu’’  prawica kościelna i narodowa usiłuje zepchnąć na margines w dyskusjach o polskości, demokracji i  chrześcijaństwie. Jak dotąd, nie wydano nic o Tygodniku tak niesamowicie naładowanego informacjami i pozytywną energią. Czytelnik zyskuje znakomitą okazję, by poznać rzeczywisty Tygodnik, rzeczywiste czasy, w jakich tworzył go Turowicz i rzeczywistych ludzi, z jakimi go redagował.

Rzeczywisty Turowicz i rzeczywisty Tygodnik nie mają nic wspólnego z antytygodnikowymi pamfletami antykomunistów ostatniej godziny. Autorzy tej swoistej encyklopedii TP za lata 1945-1999 biorą też na warsztat tę ciemną stronę mocy. Przedstawiają fakty i argumenty przeciwko popularnym dziś na prawicy stereotypom wymierzonym w Tygodnik i samego Szefa.

Adam Szostkiewicz, publicysta POLITYKI, w latach 1988-1999 dziennikarz i redaktor Tygodnika Powszechnego.

Całość: http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1535063,1,adam-szostkiewicz-o-nowej-ksiazce-o-jerzym-turowiczu-w-rocznice-smierci-redaktora.read

26-01-2013, 14:25

W Zabrzu powstaje nowe radio. Nagroda za nazwę  »

Gazeta Wyborcza Katowice
maw
26-01-2013

Nową rozgłośnię młodzieżową powołują do istnienia studenci Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach, która na początku tego roku akademickiego otworzyła w Zabrzu wydział przy ul. Park Hutniczy 3-5.

W budynku mieści się Wydział Aktorstwa i Reżyserii, jest w nim sala kinowa, dwie montażownie i studio radiowe. W tym ostatnim zajęcia będą mieć studenci dziennikarstwa i komunikacji społecznej, którzy postanowili uruchomić internetową rozgłośnię. Jej nazwę wymyślić mogą uczniowie szkół ponadgimnazjalnych i studenci do 25. roku życia. Propozycje można nadsyłać na adres konkurs@wts.pl do 8 lutego. Zwycięzca wygra 500 zł. Zostaną przyznane też dwa wyróżnienia po 100 zł. Szczegóły konkursu i regulamin na stronie www.wst.com.

Całość: http://katowice.gazeta.pl/katowice/1,35063,13301286,W_Zabrzu_powstaje_nowe_radio__Nagroda_za _nazwe.html#ixzz2J5ygLNW1

25-01-2013, 21:33

“Smoleńsk”. Ostatnia książka z wywiadami Teresy Torańskiej ukaże się 3 kwietnia  »

Gazeta Wyborcza
gaw, PAP
25-01-2013

Autorka nad wywiadami na temat wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku pracowała do ostatnich dni życia. “Smoleńsk” – tak brzmi roboczy tytuł ostatniej książki Teresy Torańskiej, która ukaże się 3 kwietnia nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

Teresa Torańska

- W mojej książce rozmawiam z różnymi opcjami politycznymi, staram się, żeby to były rozmowy szczere i otwarte, by czytelnicy mogli wejść do środka tych ludzi. Dziennikarz nie musi wszystkiego rozumieć, powinien zapisać również to, czego nie rozumie, by inni wiedzieli, jaki jest świat, którego nie dotykają na co dzień. Ta katastrofa jednych ludzi naznaczyła piętnem, drugich okaleczyła. Wiele silnych osób płakało przy mnie, przywołałam u nich pamięć strasznych obrazów – mówiła o “Smoleńsku” Teresa Torańska w rozmowie z Agnieszką Kublik.

Według Magdy Śniecińskiej z “Wielkiej Litery”, zmarła 2 stycznia dziennikarka uważała przygotowywaną książkę o Smoleńsku za swoje najważniejsze, obok “Onych”, dzieło w dorobku. “Smoleńsk” to zbiór rozmów na temat katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach. Wśród rozmówców Teresy Torańskiej znaleźli się Jerzy Bahr, Adam Bielan, Joachim Brudziński, Anna i Bronisław Komorowscy, Ewa Kopacz, Longin Putka, Ewa Komorowska, Bożena Mikke, Michał Kamiński i Henryk Samsonowicz.

- “Smoleńsk” jest nie tyle odtworzeniem samej katastrofy, ile próbą uchwycenia zmiany, jaka zaszła w Polsce po 10 kwietnia 2010 r. Jest też swoistym komentarzem do tego, co dzieje się z dziennikarzami, gdy zaczynają zajmować się polityką – oceniła Śniecińska.

Książka nie była jeszcze skończona. Jak przyznawała Torańska w ostatnim wywiadzie, udzielonym Remigiuszowi Grzeli z Krytyki Politycznej, dziennikarce zależało jeszcze na “długiej rozmowie z Donaldem Tuskiem”.

Teresa Torańska, dziennikarka i pisarka, zmarła 2 stycznia po długiej chorobie. Miała 69 lat.

Urodziła się w 1944 r. w Wołkowysku. Ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 70. współpracowała z tygodnikiem “Kultura”, później z paryską “Kulturą”. Przez wiele lat była autorką “Dużego Formatu” i “Gazety Wyborczej”.

Jest autorką książki pt. “Oni” (1985), na którą składają się wywiady z byłymi komunistycznymi decydentami i dygnitarzami o ich roli w budowaniu PRL-u. Jej kontynuacją był wydany w 1994 r. kolejny zbiór wywiadów pt. “My”. Znalazły się w nim wywiady z m.in. Leszkiem Balcerowiczem, Janem Krzysztofem Bieleckim, Jackiem Merklem, Wiktorem Kulerskim, Jarosławem Kaczyńskim, Piotrem Szczepanikiem i Janem Rulewskim.

Wywiady o “Smoleńsku” Teresy Torańskiej publikowała jako pierwsza “Gazeta Wyborcza” w magazynie reporterów “Duży Format”.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75248,13300718,_Smolensk___Ostatnia_ksiazka_z_wywiadami_Teresy_Toranskiej.html#ixzz2J43Ku0bR

25-01-2013, 06:36

Agnieszka Romaszewska – Guzy Europejczykiem Roku 2013  »

Portal medialny.pl
Kuba Wajdzik
25-01-2013

Każdego roku magazyn „Reader’s Digest” nagradza Europejczyka, dzięki któremu życie innych ludzi staje się lepsze. Tym razem reprezentacja 20 europejskich wydań czasopisma wyróżniła 51-letnią dziennikarkę telewizyjną Agnieszkę Romaszewską-Guzy tytułem Europejczyk Roku 2013.  Dziennikarka i szefowa TV Biełsat otrzymała tytuł oraz 5 tysięcy euro.

Agnieszka Romaszewska - Guzy

Nagrodę przyznano jej za prowadzenie kampanii na rzecz wolności i demokracji na Białorusi, która pod rządami Aleksandra Łukaszenki jest ostatnią dyktaturą w Europie. Bronią Romaszewskiej-Guzy jest Biełsat, polski kanał telewizyjny z siedzibą w Warszawie, którego jest założycielem i dyrektorem. Biełsat nadaje codziennie kilkanaście godzin nieocenzurowanych wiadomości, programów publicystycznych i dokumentalnych. W ciągu zaledwie pięciu lat istnienia, bez dostępu do sieci kablowych pozostających pod kontrolą państwa, bez oficjalnej reklamy i oficjalnie akredytowanych korespondentów, pomimo bardzo trudnych warunków pracy, bez biur i wielkich studiów TV, kanał Biełsat osiągnął bezprecedensowy sukces i obecnie jest oglądany przez ponad 10 proc. gospodarstw domowych na Białorusi. Aby utworzyć Biełsat i zapewnić mu funkcjonowanie, Romaszewska-Guzy uzyskała finansowanie między innymi z polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i z Telewizji Polskiej, a także ze Szwecji, Norwegii i Holandii.

Agnieszka Romaszewska jest 18. osobą wyróżnioną tytułem Europejczyk Roku przez magazyn „Reader’s Digest”. Nagroda Europejczyk Roku Reader’s Digest została ustanowiona w 1996 roku. Uhonorowano nią już wiele osób, które nie są powszechnie znane, lecz poświęcają się działalności na rzecz pomocy innym ludziom w takich kwestiach jak gwałty, tortury, handel ludźmi, HIV/AIDS, prawa kobiet.

Całość: http://portalmedialny.pl/art/37311/agnieszka-romaszewska-guzy-europejczykiem-roku-2013.html