01-02-2013, 15:27
Miesięcznik “National Geographic” na celowniku zwolenników teorii zamachu w Smoleńsku »
Sebastian Kucharski
01-02-2013
- Tematem “smoleńskim” nigdy nie planowałam się zajmować – mówi “Gazecie Wyborczej” Martyna Wojciechowska, redaktor naczelna polskiego wydania “National Geographic”. Ale musi. Od tygodnia redakcja miesięcznika otrzymuje listy osób, które krytykują ją za dokument “Śmierć prezydenta”, choć polska redakcja nie ma z filmem nic wspólnego.
Film “Śmierć prezydenta” wyprodukowany przez National Geographic Channel pokazuje przyczyny katastrofy Tu-154M w Smoleńsku, po to, by im w przyszłości zapobiec (to zamysł całej ponad 100-odcinkowej serii “Katastrofa w przestworzach”).
Rekonstrukcja ostatnich minut feralnego lotu powstała na podstawie dwóch oficjalnych dokumentów: raportu MAK i rządowej komisji Jerzego Millera. Bardziej nawet tego drugiego, bo nie ma mowy o alkoholu we krwi dowódcy sił powietrznych gen. Andrzeja Błasika, a jest bardzo dużo o błędach popełnionych przez rosyjskich kontrolerów.
Nie spodobało się to osobom, które uważają, że w Smoleńsku doszło do zamachu na polskiego prezydenta i przedstawicieli polskich elit.
W internecie pojawił się nawet list otwarty, w którym jeden z czytelników informuje, że w związku z filmem przerywa wieloletnią prenumeratę miesięcznika “NG”.
Bo pokazanie jedynie “kontrowersyjnej wersji oficjalnej” w dokumencie świadczy o “nierzetelności” i “jest obraźliwe dla milionów Polaków domagających się prawdy”.
Krytyka pod niewłaściwym adresem
- Faktycznie, dostajemy maile i telefony, jest trochę wpisów na forum dyskusyjnym. Zdarzało się, że niektóre nasze publikacje wzbudzały emocje, ale teraz ma to większą skalę. I to w sprawie, z którą polska redakcja magazynu przecież nie ma nic wspólnego – mówi nam Martyna Wojciechowska, redaktor naczelna polskiego edycji miesięcznika “National Geographic”.
Od początku tygodnia (dokument wyemitowano w niedzielę) redakcja dostała około 80 maili.
Co w nich piszą ludzie? – Piszą to, co na forach, czyli że film jest nierzetelny – mówi Wojciechowska. – Rozumiem, że ten temat wzbudza w Polakach emocje. Mogę tylko ubolewać, że ci niezadowoleni piszą akurat do mojej redakcji, choć, powtarzam, nie mamy z tą produkcją nic wspólnego – dodaje.
Redakcja przygotowało nawet standardowy wzór maila, który wysyłany jest do osób zgłaszających głosy krytyczne. Napisano w nim m.in., że “jako polska edycja miesięcznika stanowimy odrębną redakcję i nie odpowiadamy za produkcje emitowane na kanale NGC. Uprzejmie prosimy o kierowanie wszelkich uwag do National Geographic Channel”.
Tematem “smoleńskim” nigdy nie planowałam się zajmować
Martyna Wojciechowska przyznaje, że większość osób myli telewizyjny kanał NG i polskie wydanie miesięcznika, bo są przekonani, że jedna firma. – Tymczasem w Polsce NG Channel i magazyn należą do dwóch różnych licencjonobiorców. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie wszystko działa w ramach jednej struktury. Tu jesteśmy zupełnie innymi redakcjami – podkreśla.
- Piszemy rzetelnie o tematach popularnonaukowych i tak chcemy być odbierani przez czytelników. A teraz w sposób niezawiniony kojarzymy się z nie naszą produkcją. Mówi się, że nieważne, co o nas mówią, byleby nie przekręcano nazwy. Nie do końca się z tym zgadzam. Tym bardziej, że tematem “smoleńskim” nigdy nie planowałam się zajmować – zapewnia Wojciechowska.
Magazyn “National Geographic Polska” ukazuje się od 14 lat. Ostatnio sprzedaje miesięcznie ok. 55 tys. egz. (dane z października 2012 roku). Jego wydawcą jest G+J Polska.





