Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

08-02-2013, 08:47

Piotr Legutko: Jestem dziennikarzem i będę się tego trzymał (polemika ze Staszewskim)  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pr
08-02-2013

“Mimo wieloletnich starań licznych instytucji oraz osób prywatnych wciąż pracuję jako dziennikarz. I tej wersji będę się trzymał” – Piotr Legutko odpowiada na tekst Wojciecha Staszewskiego dotyczący sytuacji i zarobków dziennikarzy prasowych.

Piotr Legutko

Uznany reporter “Gazety Wyborczej” na swoim  blogu napisał: “Nie jestem dziennikarzem. Jestem Wojtek Staszewski. Pracuję jako dziennikarz”. Niby nic takiego, ale w sieci ta deklaracja wywołała sporo komentarzy, a wpis został wpisany w debatę o stanie dziennikarstwa.

Punktem wyjścia do tekstu jest frustracja o podłożu materialnym. Autor, miłośnik i praktyk biegania uświadomił sobie, iż nie stać go na sfinansowanie rodzinnego udziału w maratonie, jaki ma się odbyć we Frankfurcie. I ta frustracja skłoniła go do refleksji natury ogólniejszej, że praca dziennikarza nie jest w Polsce godziwie wynagradzana. Refleksja zaś sprowokowała akt symbolicznej apostazji.

Nie współczuję Wojtkowi Staszewskiemu, że nie mógł zafundować sobie oraz żonie wyjazdu do Frankfurtu. Współczuję mu raczej komentarzy od koleżanek i kolegów dziennikarzy, których nie stać dziś na frankfurterki. Nie można wykluczyć, że na FB autor doczeka się nawet podobnej grupy wsparcia jak pewna wokalistka (“Cierpię jak Maria Peszek w Bangkoku”). Od razu deklaruję, że jeśli powstanie taka grupa, nie dołączę do niej, bo też uważam, że mistrzowie w zawodzie powinni po 20 latach pracy mieć możliwość wyskoczenia na weekend w jakieś sympatyczne miejsce.

Cieszę się także, że reporter “Gazety Wyborczej” dostrzegł błąd w matriksie, bo oznacza to, że uświadomił sobie sam fakt istnienia matriksu. A to pierwszy krok do wolności. Ktoś powie: szkoda, że dopiero w 2013 roku. Ale pamiętajmy, że trudniej się połapać w realiach, gdy gra się dwie dekady w dziennikarskim Realu Madryt.

Tych, co kopią w lidze polskiej, nie trzeba przekonywać, że problemem nie jest błąd w systemie, ale sam system. Dla dziennikarzy nie był on przyjazny od pierwszego rozdania koncesji, od likwidacji RSW Prasa-Książka-Ruch i świadomego kasowania przez instytucje państwa polskiego wszystkich niezależnych projektów prasowych. Poza “Gazetą Wyborczą”.

Ale jest i inna kwestia. Michał Karnowski podczas ubiegłorocznej debaty o kondycji dziennikarstwa (zorganizowanej przez SDP) postawił tezę, że w tym zawodzie z założenia nie ma szans na poważną kasę. Zwłaszcza w mediach papierowych. Teza chyba słuszna, nie tylko w kryzysie. “Wyborcza” w latach 90. czy “Der Dziennik” dekadę później – to były wyjątki, a nie reguła. W innych miejscach i w każdym czasie dziennikarz prządł i przędzie cienko.

Rozróżnienie: “nie jestem dziennikarzem – pracuję jako dziennikarz” być może zabrzmiałoby inaczej, gdyby autor do tej nadbudowy dobrał inną bazę. Na przykład ogólną tendencję cywilizacyjną, w której ludzie uciekają od konsekwencji życiowych wyborów. Albo naturalną w kryzysie postawę: “Kiedy szukam pracy? Zawsze!”. Teraz pracuję jako dziennikarz, ale jestem otwarty na inne propozycje. Albo stawianie na “personal branding” (nie jestem dziennikarzem – jestem Wojtek Staszewski). Niestety, zamiast tego mamy nieśmiertelne “byt określa świadomość”.

Rynek mediów jest chory. Staszewski twierdzi, że nie jest to wina ani Tuska, ani Kaczyńskiego, ani nawet zarządu jego macierzystego Realu Madryt.Moim zdaniem to wina wyżej wymienionych i jeszcze paru instytucji. W dodatku do uzdrawiania sytuacji żadna z nich się specjalnie nie pali, bo chyba wszystkie pokładają w tej chorobie jakieś swoje nadzieje. Jedyne impulsy, pomysły, inicjatywy wychodzą… od dziennikarzy. To oni piszą projekty, zakładają firmy, otwierają nowe pisma i stacje telewizyjne. Dlatego moim skromnym zdaniem nie jest żadnym obciachem następująca autodeklaracja: Jestem dziennikarzem. Mimo wieloletnich starań licznych instytucji oraz osób prywatnych wciąż pracuję jako dziennikarz. I tej wersji będę się trzymał. Bo czegoś w życiu trzeba się trzymać.

Piotr Legutko, dziennikarz działu krajowego “Gościa Niedzielnego”, publicysta “W Sieci”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/piotr-legutko-jestem-dziennikarzem-i-bede-sie-tego-trzymal-polemika-ze-staszewskim

08-02-2013, 08:40

Dziennikarz to brzmi dumnie?  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pr
08-02-2013

Czytając opinie i komentarze wielu moich starszych kolegów-dziennikarzy nie sposób przejść obojętnie obok dyskusji o zarobkach w mediach. Zwłaszcza jeśli sytuacja ta dotyczy nas bezpośrednio – pisze Marta Golda na swoim blogu w portalu Wirtualnemedia.pl.

Marta Golda

Można oczywiście wzorem Wojciecha Staszewskiego nie zgadzać się z tak niskimi zarobkami, lub jak w przypadku Michała Olszewskiego przyjąć sytuację za oczywistą, szukając w sobie bezinteresownej pasji do zawodu niczym doktor Judym. Warto jednak zwrócić uwagę, że Judym, choć pozytywistycznie bohaterski, był jedynie postacią fikcyjną. A gdy zamkniemy karty książki i z wyidealizowanego świata wrócimy do twardej rzeczywistości przywitają nas stosy rachunków do zapłacenia. A wtedy trudno dalej udawać doktora Judyma, który cytując Michała Olszewskiego generalnie się nie skarżył. Oczywiście dla wielu wyjazd do Frankfurtu (około 4 tys. zł), który posłużył jako przykład wyznaczenia widełek budżetu w tekstach obu Panów może dla wielu osób pracujących w mediach wydać się zbytnią ekstrawagancją. (Choć warto zastanowić się, czy rzeczywiście powinien budzić takie skojarzenia). Jednak gdy okazuje się, że za krótką notatkę (około 300-600 znaków) dziennikarz, czy copywriter dostaje 1 zł brutto trudno oprzeć się wrażeniu, że nie jednemu z nich nie starcza nie tylko na wakacyjne wycieczki.

Wydaje się jednak, że to w jaki sposób dziś wyceniana jest praca dziennikarza nie jest przyczyną, ale symptomem choroby. Problem bowiem zaczyna się już na etapie planowania treści do gazety, portalu czy programu. Niejednokrotnie przy skreślaniu propozycji przeze mnie zaproponowanych słyszałam jeden koronny powód – reklama. Dziś w mediach nie piszę się o tym, co ważne, potrzebne, czy wiarygodne, ale to co (się) sprzedaje. Obojętnie czy dzięki temu sprzeda się więcej egzemplarzy czy reklam. Trudno się dziwić, że taka praktyka jest dobra na krótką metę, a w perspektywie tygodni, miesięcy czy lat gazeta traci swoją wiarygodność. Ale liczy się chwilowy zysk.

Może warto więc być dziennikarzem dumnym nie z misji, którą pełnimy niosąc społeczeństwu najważniejsze informacje, ale chociaż z prestiżu jakim szczyci się ten zawód. Mówiąc w towarzystwie dwudziesto-, czy nawet trzydziestolatków, że jestem dziennikarzem mogłabym być dumna. Któż bowiem nie uważałby się wyróżniony stojąc niemalże w jednym szeregu z Teresą Torańską, czy Melchiorem Wańkowiczem. Problem w tym, że w tym samym szeregu stawia się też takich celebrytów jak choćby Natalię Siwiec, czy Izabelę Miko, o których predyspozycjach do wykonywania zawodu dziennikarza, czy warsztacie można by dyskutować. Czy nazywanie ich dziennikarzami nie jest niesprawiedliwe wobec setek adeptów sztuki, którzy latami szkolą swoje umiejętności, by wreszcie za biurkiem na swoich laptopach tworzyć słabo opłacane teksty, audycje czy programy? Póki słupki oglądalności i ilość sprzedanych egzemplarzy rośnie chyba trudno nam będzie doczekać się odpowiedzi.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/dziennikarz-to-brzmi-dumnie

07-02-2013, 23:30

Podczas ferii dzieci na Śląsku uczą się dziennikarstwa telewizyjnego  »

Press
(PR)
07-02-2013

Blisko setka dzieci pojawiła się na castingach do projektu “Mali dziennikarze” prowadzonego w katowickim Silesia City Center. Jury pod przewodnictwem Bartka Jędrzejaka – prezentera TVN, wybrało siódemkę, która w przyszłym tygodniu rozpocznie pracę nad swoimi własnymi reportażami telewizyjnymi.

Casting w Silesia City Center do projektu "Mali dziennikarze"

Pomagać im będzie Filip Chajzer, na co dzień dziennikarz “Dzień Dobry TVN”. Wybrańcy jury to: Laura Heisig, Marta Klos, Martyna Fornalczyk, Karol Ruszkiewicz, Mikołaj Jędrasik, Lidia Stachurska, Kinga Olejniczak. Każde z dzieci nakręci swój własny mini program telewizyjny. Wszystkie zostaną zrealizowane w Silesia City Center. Materiały trafią do śląskich redakcji, które wybiorą najlepszy. Oceniać będą m.in. “Polska Dziennik Zachodni”, Radio Katowice i TVS, a także “Press”. Wszystkie reportaże trafią także na fan page Silesia City Center na Facebooku, na którym będzie można głosować na najciekawszy.

Zwycięzcy, nagrodzeni w trzech kategoriach – nagroda mediów, nagroda Silesia City Center i nagroda internautów – zostaną ogłoszeni 24 lutego podczas finału w Cinema City w Silesii. Nagrodami są: MacBook Air, który otrzyma zwycięzca wyłoniony przez Silesię, iPad Mini – nagroda od internautów oraz Xbox kinect – nagroda mediów. Trójka laureatów otrzyma też rowery górskie marki Kross z limitowanej serii “Warto być dobrym”, ufundowane przez Stowarzyszenie “Przyjazna Szkoła”.

Oprócz kręcenia reportaży, mali dziennikarze wezmą udział m.in. w audycji radiowej, odwiedzą studio telewizyjne i newsroom, a także redakcję największego dziennika na Śląsku – “Polski Dziennika Zachodniego”.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/40913,Podczas-ferii-dzieci-na-Slasku-ucza-sie-dziennikarstwa-telewizyjnego

07-02-2013, 18:19

Sakiewicza kpiny z sądu  »

Gazeta Wyborcza
Wojciech Czuchnowski
07-02-2013

W czwartek przed warszawskim sądem okręgowym miała się odbyć rozprawa przeciwko szefowi “Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi i publicyście tego tygodnika Jerzemu Targalskiemu.

Tomasz Sakiewicz

Chodzi o tekst Targalskiego, w którym napisał, że Adam Michnik “usprawiedliwiał korupcję, jeśli korzystali z niej komuniści”. Za to nieprawdziwe stwierdzenie naczelny “Gazety Wyborczej” pozwał do sądu Targalskiego, Sakiewicza i wydawcę “GP”.

Sprawa zasługuje na uwagę ze względu na długość trwania. Proces zaczął się w jesienią 2005 r. i od tego czasu odbyło się tylko kilka merytorycznych rozpraw. Pozostałe terminy “spadały”, bo pozwani od początku stosowali rozmaite metody odwlekania sprawy. Najpierw wnioskowali o odraczanie kolejnych rozpraw, uzasadniając to różnymi losowymi nieszczęściami. Potem składali niezwiązane z meritum wnioski dowodowe. Gdy sąd je oddalał, odwoływali się od tego. Już w 2008 r. sąd zarzucał im, że próby odraczania kolejnych rozpraw to ich jedyna “taktyka procesowa”. Trzy lata później sąd apelacyjny stwierdził, że doszło do “przewlekłości postępowania”. Nic się od tamtej pory nie zmieniło.

Kolejnym pomysłem były wnioski o wyłączenie sędzi prowadzącej. Zaczął Targalski w marcu 2012, a potem w grudniu podobny wniosek złożył Sakiewicz. Gdy to oddalano – pisali zażalenia. Za każdym razem posiedzenie trzeba było odraczać.

Od ponad roku sąd nie może przeprowadzić ostatniego dowodu w sprawie, tj. przesłuchania stron – w tym Michnika – i zakończyć procesu.

Na kolejne terminy przesłuchania stawia się Michnik i jego pełnomocnik prawny mec. Piotr Rogowski. Przeciwko sobie mają publiczność – zawsze co najmniej kilkanaście osób z klubów “Gazety Polskiej” i kamery prawicowych telewizji. Publiczność pod salą lży Michnika i Rogowskiego. Kamery wszystko nagrywają, a Sakiewicz słucha tego ze świętoszkowatym uśmiechem.

Ponieważ wcześniejsze metody przedłużania procesu są już na wyczerpaniu, wczoraj Sakiewicz po prostu nie przyszedł. Wykorzystał fakt, że sąd nie doręczył mu prawidłowo wezwania.

Czy nie wiedział o sprawie? Wątpliwe. Zwłaszcza w świetle artykułu, który tego samego dnia ukazał się w kierowanej przez niego “Gazecie Polskiej Codziennie”. Informuje się tam dokładnie czytelników o procesie, podaje godzinę i numer sali. W ten sposób redakcja zwyczajowo wzywa swoich zwolenników do przychodzenia na rozprawy i kibicowania pozwanym.

Sakiewicz informuje więc we własnym dzienniku o terminie rozprawy, po czym sam się nie stawia. To jawny dowód jego złej woli, ale i zwyczajna bezczelność wynikająca z poczucia bezkarności. Tym zachowaniem naczelny “GP” daje do zrozumienia, że wszystko mu wolno.

Nie wiem, co Sakiewicz i jego koledzy wymyślą następnym razem, by nie przyjść do sądu lub zerwać sprawę. Czasu mają dużo – termin następnego posiedzenia to 9 maja – więc na pewno na coś wpadną. Mogą zacząć chorować, nie odbierać wezwań lub wyemigrować z kraju.

Sakiewicz urządza sobie kpiny nie tylko z sądu. Dzisiaj jednak zakpił z własnych fanów, zapraszając ich na rozprawę, na którą sam nie przyszedł.

Całość: http://wyborcza.pl/1,75968,13365253,Sakiewicza_kpiny_z_sadu.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_ campaign=wyborcza#Cuk#ixzz2KIVX5OYH

07-02-2013, 14:32

Michał Olszewski: dziennikarze kiedyś uprzywilejowani, teraz to Judymowie  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
pr
07-02-2013

Dziennikarz “Tygodnika Powszechnego” Michał Olszewski nie zgadza się z opinią Wojciecha Staszewskiego z “Gazety Wyborczej”, że zarobki dziennikarzy prasowych są obecnie zbyt niskie. “Dziennikarzowi nie pozostaje nic innego jak rola współczesnego doktora Judyma” – ocenia Olszewski.

Michał Olszewski

Czytam kolejny raz tekst Wojciecha Staszewskiego, który narzeka na to, że po 20 latach pracy nie stać go na udział w maratonie frankfurckim. Wyjazd dla dwóch osób szacuje na ok 4 tys. zł. W systemie jest błąd, twierdzi Staszewski, bo doświadczony dziennikarz jednej z najważniejszych polskich gazet zarabia mniej niż jego koledzy w branży budowlanej czy finansowej.

Jako dziennikarza pisma o nieporównanie mniejszym zasięgu zawstydza mnie ten tekst. Rozumiem, że sytuacja w branży jest cienka i nic nie wskazuje na to, by miała się poprawić. Wygląda na to, że zawód dziennikarza prasowego stanie się rychło taką samą profesją jak konwisarz, stelmach, rusznikarz, mularz czy krzykacz miejski. Nie miejsce tu, by analizować, czyja to wina, co do tego doprowadziło, i czy przypadkiem rewolucja technologiczna nie pożera swoich dzieci. Stało się. Natomiast warto pamiętać, że dziennikarze, w tym Wojciech Staszewski, byli przez ostatnie dwie dekady grupą nieźle prosperującą. Że w dużych gazetach zarabiało się naprawdę przyzwoite pieniądze, i to w czasach, kiedy kolejne gałęzie gospodarki padały na pysk. Że – napiszę to wprost – część tego środowiska była i jest grupą społecznie uprzywilejowaną. Dlatego, dla czystej ludzkiej przyzwoitości, dziennikarze, którzy pozostali w zawodzie, nie powinni się nad sobą litować, tak, jak w większości przypadków nie litowali się nad górnikami, kolejarzami czy hutnikami. Kiedy zwalniano górnika, była to konieczność dziejowa, kiedy dziennikarz nie może pobiegać we Frankfurcie jest to krzycząca niesprawiedliwość.

Jest w tym tekście wyraźna tęsknota za starymi, dobrymi czasami, które nie wrócą. Rozumiem, źle opłacany dziennikarz to dziennikarz, który źle wykonuje swoją pracę, jest podatny na korupcję, węszy za fuchą, zamiast tygodniami dreptać wokół materiału śledczego. Jeśli jednak dziennikarz ma misję społeczną, jeśli rzeczywiście jest kimś więcej niż budowlańcem czy finansistą (a dlaczego właściwie, skąd ten aksjomat?), to nie pozostaje mu nic innego jak rola współczesnego doktora Judyma. Który, przypomnę tę zapomnianą lekturę, generalnie się nie skarżył.

Zresztą, jakiego Judyma? Pracuję w zawodzie kilkanaście lat, pracowałem również w tej samej gazecie, co Wojciech Staszewski. Dzięki temu objechałem za darmo kawał świata, widziałem miejsca, do których zwykli śmiertelnicy nie mają wstępu, rozmawiałem z kilkoma osobami, o których jako budowlaniec czy finansista mógłbym pomarzyć. Co więcej, pamiętam dość dobrze, że istniał w “GW” system motywacyjny, który nagradzał dziennikarzy akcjami – sam byłem jego beneficjentem, a jeśli mnie pamięć nie myli, to Staszewski również. Jestem tym zawodem bardzo zmęczony. Zarabiałem i zarabiam za mało, bo każdy, kogo znam, czy to dziennikarz, czy to finansista, zawsze chciałby zarabiać więcej. Przez gardło nie przechodzi mi jednak takie narzekanie jak jednemu z czołowych dziennikarzy w tym kraju. Jadąc do swojego miasta rodzinnego, gdzie średnia wynagrodzeń jest najniższa w kraju, zagryzam zęby i nie zwierzam się ze swoich finansowych braków. Swoim rozgoryczeniem oszczędniej powinien również dzielić Wojciech Staszewski, zakładam bowiem, że naprawdę nie powodzi mu się tak źle, jak napisał.

Prawdziwy dramat zaczyna się nie wtedy, kiedy musimy zrezygnować z wyjazdu do Frankfurtu, tylko w momencie, gdy po miesiącu ciężkiej roboty nie mamy czym zapłacić za prąd.

Michał Olszewski, pisarz, reporter działu krajowego “Tygodnika Powszechnego”

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/michal-olszewski-dziennikarze-kiedys-uprzywilejowani-teraz-to-judymowie

06-02-2013, 15:30

Członkowie KRRiT wyszli z posiedzenia komisji sejmowej  »

Press
06-02-2013

Członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji opuścili posiedzenie sejmowej komisji administracji i cyfryzacji, na którym mieli przedstawić informację nt. konkursu na miejsca na MUX-1. Jak ocenili, zadawane im pytania dotyczyły tylko TV Trwam – poinformowała Polska Agencja Prasowa.

Konkurs na cztery ostatnie miejsca na pierwszym multipleksie (MUX-1) KRRiT ogłosiła pod koniec ubiegłego roku. Krajowa Rada zdecydowała, że otrzymają je podmioty nadające programy: społeczno-religijny, filmowy, edukacyjno-poznawczy oraz dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat. Na oferty nadawców Krajowa Rada czeka do 25 lutego 2013 roku. Dotychczas nie wpłynęła żadna.

Posiedzenie komisji zostało zwołane na wniosek grupy posłów PiS i SP. Uczestniczył w nim m.in. prezes fundacji Lux Veritatis (nadawcy TV Trwam) o. Tadeusz Rydzyk i dyrektor finansowa fundacji Lidia Kochanowicz.

Kochanowicz wypowiadała się jako ekspert grupy posłów, którzy wnioskowali o zwołanie posiedzenia. Przekonywała, że ogłaszając konkurs na wolne miejsca na multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej (MUX-1) Krajowa Rada nie sprecyzowała kryteriów, według których będzie oceniać wnioski koncesyjne, zwłaszcza dotyczących zdolności finansowych podmiotów.

Zaapelowała o podanie do publicznej wiadomości, jakimi wskaźnikami ekonomicznymi będzie w trwającym konkursie oceniana wiarygodność finansowa wnioskodawców, “aby nie powtórzyła się sytuacja z poprzedniego procesu koncesyjnego”.

Fundacja o. Rydzyka w 2011 r. bezskutecznie ubiegała się o miejsce dla TV Trwam na MUX-1. Odmowną decyzję Rada tłumaczyła niepewną sytuacją finansową Lux Veritatis – w dniu złożenia wniosku o miejsce na multipleksie majątek fundacji wynosił ok. 90 mln zł, większość środków pochodziła z pożyczki udzielonej przez polską prowincję zakonu redemptorystów.

“Episkopat Polski zwracał się niejeden raz do Krajowej Rady o spotkanie, chociażby z komisją do spraw mediów. Niestety bezskutecznie” – mówił z kolei o. Rydzyk.

Słowa te dementował przewodniczący KRRiT Jan Dworak. “Episkopat Polski nie zwracał się o spotkanie do Krajowej Rady ani razu, przeciwnie – myśmy się zwracali o spotkanie z rozmaitymi ciałami. Rzeczywiście abp Leszek Sławoj Głódź wspominał o tym, że Krajowa Rada powinna spotkać się z zespołem do spraw środków społecznego przekazu Episkopatu. Tak było, ale sytuacja polega na tym, i jest mocno niezręczna, że ks. abp. Leszek Sławoj Głódź nie jest członkiem tej komisji. A przewodniczący tej komisji abp Wacław Depo nie zwrócił się do KRRiT o spotkanie i nie odpowiedział na nasze pismo” – powiedział.

Artur Górski (PiS) pytał członków KRRiT, czy prawdą jest, że były prowadzone nieoficjalne rozmowy, aby w konkursie na miejsca na MUX-1 wzięła udział “jakaś stacja o charakterze społeczno-religijnym, ekumeniczna, szerząca relatywizm kulturowo-religijny, mająca być alternatywą wobec TV Trwam”.

Jan Dziedziczak (PiS) chciał z kolei dowiedzieć się, czy Krajowa Rada przy podejmowaniu decyzji o przyznaniu czterech ostatnich miejsc na multipleksie “weźmie pod uwagę głos społeczeństwa polskiego” i to, że “za tym, aby TV Trwam dostała miejsce na multipleksie podpisało się ponad 2,5 miliona obywateli”.

Po pytaniach zadanych przez trzech posłów wiceprzewodniczący KRRiT Witold Graboś powiedział, że ma “naturalny życzliwy stosunek do aplikacji fundacji Lux Veritatis”, ale jako urzędnik państwowy ma obowiązek zachowania obiektywizmu i bezstronności.

“Nie mogę uczestniczyć w posiedzeniu wysokiej komisji, podczas którego rozpatrujemy wszystkie aspekty dotyczące jednego wnioskodawcy z pierwszego postępowania koncesyjnego i być może wnioskodawcy w drugim postępowaniu. (…) Muszę opuścić posiedzenie, nie chcę w nim uczestniczyć, bo nie chce narazić się na zarzut, że jestem stronniczy” – dodał.

Także zasiadający w KRRiT Krzysztof Luft ocenił, że przebieg posiedzenia komisji “zaczyna przybierać kierunek taki, w którym członkowie KRRiT nie mogą uczestniczyć”. “Mamy do czynienia z jawnym lobbingiem na rzecz jednego z nadawców w konkursie, który trwa” – powiedział i także opuścił salę.

Szef KRRiT Jan Dworak wyszedł z posiedzenia jako ostatni z obecnych jej członków. Jak powiedział, dla jasności i przejrzystości trwającego konkursu. “Ten przebieg posiedzenia komisji, który do tej pory ingeruje już, według mnie, w niezależność organu i bezstronność przeprowadzanego konkursu, nie pozwala mi również dalej uczestniczyć w posiedzeniu komisji” – wyjaśnił.

Posłowie PiS byli oburzeni zachowaniem członków KRRiT. Wiceprzewodniczący komisji z ramienia tej partii Adam Rogacki ocenił, że “mamy do czynienia z niesłychaną sytuacją ucieczki z posiedzenia komisji”.

Andrzej Jaworski (także PiS) powiedział z kolei, że szef KRRiT “na mocy swojej arogancji” nie pozwolił zadać żadnych pytań.

“Zachowanie pana Dworaka pokazuje, że ten konkurs jest z góry ustawiony przez niego osobiście” – ocenił.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/40902,Czlonkowie-KRRiT-wyszli-z-posiedzenia-komisji-sejmowej