Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

10-02-2013, 13:40

Dziennikarze zakończyli karnawał na dwóch konkurencyjnych balach  »

Press
(JF, PAP)
10-02-2013

Z tradycyjnym Charytatywnym Balem Dziennikarzy w auli Politechniki Warszawskiej po raz pierwszy konkurował bal dziennikarzy, którzy określają się mianem niepokornych. W Warszawie goście bawili się do muzyki Perfectu i licytowali bilet na mecz Polska-Ukraina, a w Krakowie tańczono poloneza i na aukcji sprzedano szablę, pióro Ewy Stankiewicz i pismo procesowe prawnika Adama Michnika.

15. Charytatywny Bal Dziennikarzy

Na 15. Charytatywnym Balu Dziennikarzy w auli Politechniki Warszawskiej bawiło się blisko tysiąc dziennikarzy, polityków, biznesmenów i celebrytów. Media reprezentowali m.in. Grażyna Torbicka, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Monika Olejnik, Beata Tadla, Dominika Wielowieyska, Kamil Durczok, Olivier Janiak. Świat polityki i biznesu: Roman Giertych, Grzegorz Napieralski, Paweł Graś, Jacek Rostowski, Andrzej Halicki, Wojciech Olejniczak i Zbigniew Niemczycki.

 - Frekwencja dopisała, pewnym zaskoczeniem była obecność Joanny Lichockiej, która po przyjściu stwierdziła, że wprawdzie wolałaby bawić się na zorganizowanym w tym samym czasie w Krakowie balu niepokornych, jednak nie mogła tam pojechać, a bardzo chciała wziąć udział w imprezie charytatywnej – relacjonuje Dominika Wielowieyska, publicystka “Gazety Wyborczej” i była prezes organizatora balu – Fundacji Charytatywny Bal Dziennikarzy.

Muzyczną gwiazdą wieczoru był zespół Perfect, punktem kulminacyjnym zaś aukcja, podczas której zlicytowano m.in. butelkę wina podarowaną Ewie Błaszczyk przez Janusza Morgensterna. Alkohol sprzedano za 3 tys. zł. Zlicytowano także (za 1,5 tys. zł) kombinezon startowy Patryka Szczerbińskiego, który miał na sobie podczas Verva Street Racing 2012. Pod młotek poszły również bilety na mecz kwalifikacyjny Polska-Ukraina do Mistrzostw Świata 2014 (za 3,5 tys. zł) oraz sportowe spotkanie z Robertem Lewandowskim za (7,5 tys. zł.).

Część dochodów z licytacji zostanie przeznaczona na rzecz fundacji Akogo?, której założycielką jest popularna aktorka Ewa Błaszczyk.

- Mam nadzieję, że w tym roku dochód z imprezy przekroczy zebraną w ubiegłym roku kwotę 250 tys. zł – mówi Dominika Wielowieyska. Pieniądze zebrane podczas sobotniego wieczoru zostaną przekazane na pomoc świetlicom środowiskowym i terapeutycznym dla dzieci i młodzieży.
 
- Niestety, licytacja szła w tym roku niemrawo, zapewne dlatego, że 80 proc. uczestników stanowili dziennikarze, a to środowisko wyjątkowo dotknięte kryzysem – mówi Iwona Maruszak, prezes zarządu Fundacji Charytatywny Bal Dziennikarzy. Bal organizowany jest od 1998 roku. Mogą na niego przyjść goście, którzy wykupili bilety cegiełki: cena biletu dla dziennikarzy to 150 zł, dla osób innych zawodów – 250 zł.

Bal Niepokornych

Dziennikarze określający się mianem niepokornych bawili się w tym samym czasie na balu zorganizowanym w krakowskim Grand Hotelu. Imprezę rozpoczął polonezem redaktor naczelny “Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz z żoną Dagną. Na balu pojawili się m.in. Ewa Stankiewicz, Krzysztof Feusette, satyryk Ryszard Markowski, wybrany z listy PiS poseł Artur Górski. – Bawił się z nami również prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński – relacjonuje Tomasz Sakiewicz. – W sumie w balu wzięło udział około 200 osób. To pierwszy taki bal, mamy nadzieję, że w przyszłym roku uczestników będzie więcej – dodaje. Na balu w Krakowie również przeprowadzono licytacje. Jak informuje Tomasz Sakiewicz, za największą kwotę – 1,2 tys. zł zlicytowano pamiątkową szablę. Ok. 1 tys. zł zapłacono za pamiątkowe pióro Ewy Stankiewicz. Cenę 670 zł osiągnęło pismo procesowe pełnomocnika Adama Michnika skierowane przeciwko “Gazecie Polskiej” w 2006 roku.
 
Dochód z imprezy zostanie przeznaczony na rzecz Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I Stopnia im. Ignacego Paderewskiego w Krakowie.
 
- Bawiliśmy się do godziny czwartej nad ranem, tańcząc i śpiewając pieśni biesiadne – wspomina Tomasz Sakiewicz.

Całość: http://www.press.pl/po-godzinach/pokaz/40921,Dziennikarze-zakonczyli-karnawal-na-dwoch-konkurencyjnych-balach

09-02-2013, 18:40

Dziennik Zachodni jak modlitewnik [HISTORIA DZ]  »

Dziennik Zachodni
Jadwiga Jenczelewska
09-02-2013

Dzisiaj już mało kto pamięta – nawet sami dziennikarze DZ tego nie wiedzą – że “Dziennik Zachodni”, który 6 lutego obchodził 68. urodziny, miał się nazywać “Śląsk”. Taki był pomysł na tytuł naszej gazety, która powstawała w czasie, gdy za rogatkami Katowic grzmiały jeszcze armaty, a wojenna ofensywa kierowała się na Zachód. Władze doskonale wiedziały, że mieszkańcom regionu potrzebna jest gazeta w języku polskim, bo dotąd ukazywały się tu jedynie gazety w języku niemieckim.

Jeden z pierwszych zespołów redakcyjnych "Dziennika Zachodniego" - koniec lat 40.

Pierwsze kolegium redakcyjne odbyło się 4 lutego 1945 r. o godz. 14. Zwołał je Stanisław Ziemba, pierwszy redaktor naczelny DZ, przedwojenny dziennikarz sportowy. Prócz Ziemby w kolegium uczestniczyli: Marek Wydra, Zbigniew Grosser, Jan Rakoczy, Józef Renik, Ludwik Wieczorek, Bolesław Surówka i Bolesław Piątek.

Podczas spotkania młody katowicki reporter Zbigniew Grosser zaproponował, aby gazetę nazwać “Dziennikiem Zachodnim”.

- Chodziło o to, by pismo nie wiązało się tylko z przedwojennym województwem śląskim i Zagłębiem Dąbrowskim, ale by sięgało daleko na ziemie zachodnie i północne: aż po Odrę, Nysę i Bałtyk.

Ten zamiar i projekt miał być wyrażony w tytule – opowiadał mi na początku lat 80. Zbyszek Grosser. I dodał. – Ale na tym kolegium był też przedstawiciel tajnych służb, niejaki Janiewski, którego imienia już nie pamiętam. Zakomunikował nam z wyższością, że on już “załatwił” tytuł dla nowej gazety. Będzie to “Gazeta Katowicka”. Nam wszystkim, z Ziembą na czele, bardzo się to nie podobało, bo taka nazwa ograniczałaby nas terytorialnie i tematycznie. Przecież na nową polską gazetę czekali nie tylko katowiczanie.

Na szczęście decyzja w tej sprawie należała do generała Aleksandra Zawadzkiego, który 28 stycznia 1945 r. przejął władzę w Katowicach jako pełnomocnik rządu. To on poparł propozycję Zbigniewa Grossera.

I tak narodził się “Dziennik Zachodni”. Przygotowanie pierwszego numeru nie było proste – co prawda skromny zespół redakcyjny pracował bez wytchnienia, ale największych problemów nastręczał brak fachowców do drukarni. Nie było grafika ani chemigrafa, czyli człowieka, który mógł-by złożyć m. in. tytuł gazety. Z trudem skompletowano drukarzy – do składania pierwszych numerów DZ wykorzystano m.in. dwóch Niemców, którzy nie zdążyli uciec, ale nie znali też języka polskiego, a podczas wojny składali gazety po niemiecku.

Była natomiast nieźle wyposażona drukarnia, zarazem pierwsza siedziba redakcji – w Katowicach przy ul. Sobieskiego, w pomieszczeniach przedwojennej, prawicowej “Polonii” wydawanej przez Wojciecha Korfantego. Dopiero w 1946 r. redakcja przeniosła się do lokalu przy ul. 3 Maja, wcześniej zajmowanego przez “Kattowitzer Zeitung”.

Druk pierwszego numeru DZ z historyczną datą 6 lutego 1945 r. rozpoczął się wcześnie rano 5 lutego. I ten pierwszy, dwustronicowy numer, i następne, dziennikarze sprzedawali sami wprost z ciężarówek, które je rozwoziły: na ulicach Katowic, Chorzowa, Siemianowic, Piekar, Bytomia, Sosnowca, Będzina i innych miejscowości Zagłębia. – Ludzie brali tę pierwszą polską gazetę do rąk jak książeczkę do nabożeństwa. Czytali i płakali – opowiadał Edmund Boroń z Tychów, który jako kierowca DZ jeździł po całym regionie wielkim kanadyjskim dodgem z wojennego demobilu.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/757625,dziennik-zachodni-jak-modlitewnik-historia-dz,id,t.html

08-02-2013, 21:44

Wystawa pokonkursowa Tychy Press Photo 2013  »

Foto Kurier.pl
08-02-2013

Na konkurs fotografii prasowej Tychy Press Photo 2013 organizatorzy otrzymali 232 zdjęcia, które nadesłało 29 autorów. Jurorzy na wystawę zakwalifikowali 50 najlepszych fotografii.

Jedna z nagrodzonych prac Ireneusza Kaźmierczaka - "Tychy Press Photo 2013"

Ireneusz Kaźmierczak otrzymał dwie nagrody – za najlepszą fotografię startującą w konkursie i zdjęcie lub fotoreportaż w Tychach za cykl zdjęć “Bieganie w Tychach”. W kategorii fotoreportaż jury wyróżniło Artura Pławskiego za zdjęcia pokazujące kibiców Euro 2012 w Tychach.

Jurorami byli: Andrzej Maria Marczewski (Dyrektor Teatru Małego i przewodniczący jury), fotoreporter Rafał Klimkiewicz (agencja Edytor), Dominik Gajda (fotoreporter, pomysłodawca Tychy Press Photo) i Łukasz Pudełko – kierownik Miejskiej Galerii Sztuki Obok.

Tychy Press Photo to wystawa i lokalny konkurs fotografii prasowej, inspirowane słynnym World Press Photo. Wystawa organizowana jest w tyskim Teatrze Małym od 2001 roku, konkurs pierwszy raz odbył się w 2004 r. Pokazywane są zdjęcia z minionego roku.

W konkursie mogły wziąć udział osoby fotografujące, mieszkające lub pracujące w 2012 roku w Tychach, a także osoby niezwiązane z Tychami, ale w tym przypadku zgłaszane do konkursu fotografie musiały być wykonane na terenie miasta.

Wystawa  pokonkursowa Tychy Press Photo 2013 została otwarta w Miejskiej Galerii Sztuki Obok (Teatr Mały w Tychach) w piątek, 8 lutego o godz. 19.00. Po wernisażu nastąpił slide show, czyli pokaz zdjęć na sali widowiskowej teatru. Swoje fotografie zaprezentował Arkadiusz Gola – od 16 lat fotografujący dla “Dziennika Zachodniego”, laureat między innymi konkursu Polskiej Fotografii Prasowej, BZ WBK Pressfoto, Newsreportaż oraz konkursu Śląskiej Fotografii Prasowej. Jest on absolwentem Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie.

Całość: http://www.foto-kurier.pl/co-gdzie-kiedy/pokaz-2219-wystawa-pokonkursowa-tychy-press-photo-2013.html

08-02-2013, 14:40

Klaudiusz Sevkovic z Big Brothera wygrał w Sądzie Apelacyjnym proces o zniesławienie  »

Dziennik Zachodni
Justyna Toros
08-02-2013

W piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach podtrzymał wyrok skazujący przeciwko Erykowi Schumanowi, redaktorowi naczelnemu niekomercyjnego portalu dlachorzowa.pl. W swoim artykule z listopada 2011 roku pomówił on Klaudiusza Sevkovica, radnego z Chorzowa, że zarobił 275 tys. zł będąc prezesem klubu piłki ręcznej Ruch Chorzów, podczas, gdy suma ta wynosiła 275 zł.

Klaudiusz Sevkovic

Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach z sierpnia 2012 roku mówił o tym, że Eryk Schuman naruszył dobra osobiste radnego Klaudiusza Sevkovicia i zakazał mu publikowania materiałów na temat jego wynagrodzenia. Oprócz tego zasądził karę w wysokości 5 tys. zł, pokrycie kosztów procesu oraz przeproszenie radnego na portalu.

Sąd Apelacyjny podtrzymał w piątek ten wyrok, zmniejszając jednak karę do 1 tys.zł, z uwagi na to, że pozwany przedstawił dokumenty na swoją trudną sytuację finansową. Pieniądze zostaną przekazane na cel społeczny.

- Szkoda, że nie została zasądzona wyższa kara, to w końcu na szczytny cel – uważa Klaudiusz Sevkovic. – Nie mam jednak wątpliwości, że wyrok jest sprawiedliwy, bo Eryk Schuman złamał prawo.

Przypomnijmy, że w tekście z 7 grudnia 2011 roku na portalu Schumana ukazał się artykuł, w którym oskarżano radnego o naruszenie ustawy antykorupcyjnej.

W artykule ujawniono, że Sevkovic będąc członkiem miejskiej komisji kultury i sportu, jest prezesem klubu piłki ręcznej, który po preferencyjnych warunkach wynajmuje dla swojej działalności należącą do miasta halę sportową oraz za darmo reklamuje się na obiektach Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. W tekście znalazło się takie zdanie “Jak wynika z oświadczenia majątkowego Sevkovicia, prawdopodobnie nie pobiera za to wynagrodzenia. Piszemy »prawdopodobnie«, bo nie wiemy, za jakie »dzieła« Sevkovic zarobił aż 275 tys. zł.”

W oświadczeniu majątkowym wyraźnie było jednak napisane, że Sevkovic zarobił 275 zł, a nie 275 tys. zł. Pomyłka została usunięta, jednak redaktor naczelny nie zamierzał przeprosić radnego. Dlatego ten złożył pozew o naruszenie dóbr osobistych. Eryk Schuman na swoim portalu zapowiada, że złoży kasację do Sądu Najwyższego. – Jeśli nie doczekamy się sprawiedliwego rozstrzygnięcia w Polsce – złożymy skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu – czytamy na portalu.

Całość: http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/757323,klaudiusz-sevkovic-z-big-brothera-wygral-w-sadzie,id,t.html

08-02-2013, 09:35

Naczelny “Przekroju” Marcin Prokop reklamuje sieć Play  »

Press
MW
08-02-2013

Marcin Prokop, redaktor naczelny tygodnika “Przekrój” (Presspublica) i prezenter TVN, bierze udział w kampanii reklamowej sieci telefonów komórkowych Play. I nie widzi w tym nic niewłaściwego: – Nie dostrzegam kolizji między funkcją naczelnego a występowaniem w reklamach. Ani mnie, ani “Przekrojowi” nie odbiera to wiarygodności – mówi.

Marcin Prokop reklamuje sieć Play

Prokop promuje nową usługę Play Formuła WWW (na razie jego wizerunek pojawia się na stronach operatora). Przyznaje, że nie informował Presspubliki o swoim udziale w reklamie. I wyjaśnia: – Wziąłem udział w kampanii Play nie jako naczelny “Przekroju”, tylko jako Marcin Prokop, osoba publiczna, którą byłem na długo zanim związałem się z tygodnikiem. Wydawnictwo, zatrudniając mnie, doskonale zdawało sobie sprawę, że oprócz pełnienia funkcji naczelnego prowadzę imprezy dla firm i występuję w reklamach. Nigdy nie zobowiązywałem się do rezygnacji z tej działalności.

Także Zuzanna Ziomecka, druga redaktor naczelna “Przekroju”, nie widzi nic złego w udziale Prokopa w reklamie. – Jeśli dobrze pamiętam, to Piotr Najsztub, były naczelny „Przekroju”, też brał udział w reklamie. Takie są czasy. Marcin Prokop pracuje w telewizji, zajmuje się też przedsięwzięciami komercyjnymi. Nie sądzę, by jego współpraca z Play wykraczała poza jego umowę z wydawcą “Przekroju” – mówi Ziomecka.

Prokop podkreśla, że w reklamie Play nie podpiera się autorytetem pisma i w żaden inny sposób nie wykorzystuje go w kampanii. – Gdybym nagle napisał w “Przekroju” w tekście redakcyjnym, że sieć Play jest najlepsza ze wszystkich, wówczas zastrzeżenia uznałbym za uzasadnione – mówi naczelny tygodnika.

Innego zdania jest Wiesław Władyka, publicysta tygodnika “Polityka”. – Marcin Prokop sprzedał swoją wiarygodność naczelnego tygodnika. Czyni go to niepoważną postacią. Teraz, jeśli “Przekrój” zechce napisać o sieci Play, będzie miał problem – mówi.

Jednak w rozmowach z dziennikarzami można usłyszeć, że wydawca „Przekroju” nie przez przypadek zatrudnił celebrytę na stanowisku naczelnego pisma i jego udział w reklamach nie musi mu przeszkadzać.

Z kolei medioznawca Maciej Mrozowski wskazuje, że dziennikarze występujący w reklamach coraz częściej traktowani są z wyrozumiałością. – Epoka “Czy wypada?” już minęła, teraz mamy epokę “Jest okazja”, w której wszyscy walczą o przetrwanie – mówi Mrozowski. I dodaje: – Zakaz udziału w reklamach obowiązuje jeszcze tygodniki opinii. “Przekrój” jest pismem rozrywkowym i reklamy z Prokopem mu nie zaszkodzą.

Wypowiedzi członków zarządu Presspubliki nie udało nam się uzyskać.

Całość: http://www.press.pl/newsy/reklama/pokaz/40915,Naczelny-Przekroju-Marcin-Prokop-reklamuje-siec-Play

08-02-2013, 09:12

Sprzedaż tygodnika “Uważam Rze” ostro w dół  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Krzysztof Lisowski
08-02-2013

- Średnia sprzedaż “Uważam Rze” w grudniu 2012 wyniosła ok. 55 tys. egz. – dowiedział się nieoficjalnie portal Wirtualnemedia.pl. W porównaniu do listopada ub.r. jest to spadek o ponad połowę. – Staliśmy się ofiarą nieuczciwych działań – komentuje Jan Piński, szef tygodnika.

Jan Piński

Według naszych informacji, numer “Uważam Rze”, który ukazał się 10 grudnia 2012 sprzedany został w nakładzie około 60 tys. egz., świąteczny numer z 17 grudnia, który wydano jako dwutygodnik, kupiło niewiele ponad 70 tys. czytelników, natomiast wydanie magazynu z 31 grudnia 2012 sprzedane zostało w liczbie ok. 40 tys. egzemplarzy. Daje to średnią sprzedaż ogółem w grudniu 2012 na poziomie ok. 55 tys. egzemplarzy. Jest to spory spadek, ponieważ jeszcze w listopadzie średnia sprzedaż ogółem magazynu wynosiła aż 125 406 egzemplarzy. Wszystkie grudniowe numery tygodnika były przygotowywane przez Jana Pińskiego, choć znalazły się w nich nieliczne materiały napisane przez poprzednią ekipę. Do końca listopada redakcją magazynu kierował Paweł Lisicki, który został odwołany przez właściciela Presspubliki Grzegorza Hajdarowicza. Wraz z nim odeszła z redakcji większość publicystów.

Jan Piński, redaktor naczelny tygodnika “Uważam Rze” przyznał w rozmowie z nami, że magazyn notuje spadki, jednak nie chciał ostatecznie potwierdzić przytaczanych przez nas danych.

- Czekamy wciąż na oficjalne wyniki sprzedaży “Uważam Rze” z grudnia ubiegłego roku i dopiero wtedy będziemy je komentować. Na razie mogę powiedzieć, że dziękujemy wszystkim autorom, którzy przestali się już obrażać na pieniądze Grzegorza Hajdarowicza: Piotrowi Semce, Robertowi Mazurkowi, Łukaszowi Warzesze oraz Rafałowi Ziemkiewiczowi - powiedział portalowi Wirtualnemedia.pl Piński. - Zresztą Mazurek i Semka nigdy się nie obrazili – dodaje Piński. Chodzi o to, że część autorów, którzy nawiązali współpracę z nowymi konserwatywnymi tytułami “Do Rzeczy” oraz “W Sieci” była bądź jest obecnie związana z wydawnictwem Presspublika, od którego pobiera wierszówki za publikacje w różnych tytułach.

Z czego – zdaniem Jana Pińskiego – wynika tak znaczny spadek sprzedaży tygodnika, który jeszcze kilka miesięcy temu był na pozycji jednego z liderów wśród tygodników opinii? - Jest to przede wszystkim efekt wejścia konkurencji. Był jeden tytuł mający 120 tys. sprzedaży, a teraz do tego segmentu aspirują trzy tygodniki. Istotną kwestią jest też to, że “Uważam Rze” nie pompuje swojej sprzedaży dodatkami w rodzaju promocyjnych płyt, jak “Newsweek” czy “Wprost” - uzupełnia Jan Piński.

Piński podkreśla, że ostatnie dwa miesiące były czasem, kiedy magazyn stał się ofiarą nieuczciwych działań i to jest główna przyczyna spadku sprzedaży obok pojawienia się konkurencji. – Najpierw redakcję “Uważam Rze” “porzucili” publicyści oraz część pracowników z dnia na dzień, nie respektując zawartych umów. Ich nielojalne zachowanie na pewno nam zaszkodziło, chodzi także o styl, w jakim rozstali się z tytułem, przez co wyrządzili wydawcy ogromne szkody. Mówili, że nie mogą pracować dla prezesa Hajdarowicza, bo łamie niezależność dziennikarską, a dziś pobierają już wierszówkę od jego firmy – mówi Wirtualnemedia.pl Piński.

- Jeszcze w grudniu wyraziłem nadzieję, że po jakimś czasie, gdy wyciszy się atmosfera, i część autorów zobaczy, co robimy, to wtedy rozważy powrót na nasze łamy. I tak się stało, znowu piszą dla nas niektórzy z niepokornych publicystów. Na razie dla Presspubliki. Mam nadzieję, że sytuacja będzie się teraz normować. Trudno im dalej utrzymywać, że prezes Hajdarowicz jest zagrożeniem dla niezależnego dziennikarstwa i jednocześnie brać od niego pieniądze - mówi nam Jan Piński.

- Ta hipokryzja sprawia, iż najwybitniejszy polski współczesny pisarz Waldemar Łysiak zaczyna się krztusić w tygodniku Pawła Lisickiego nie mogąc zrozumieć, jak gwarantem jego niezależności dziennikarskiej został Michał Lisiecki, który z “Wprost” wyrzucał dziennikarzy za krytykę Adama Michnika i Andrzeja Wajdy za odchylenie prawicowe. Charakterystyczne jest, że takie nazwisko jak Łysiak, na którego książkach dwa pokolenia Polaków uczyły się takich pojęć, jak honor i godność, nie jest używany w promocji tytułu “Do Rzeczy”. A sam Lisicki jest promowany przez czołowe media salonu, TVN i “Gazetę Wyborczą”. To jest właśnie “cywilizowana” koncesjonowana prawica – mówi Piński i dodaje, że sam Lisicki składając hołd salonowi zaczął się odcinać w wywiadach od felietonów Łysiaka. - To jest cena, którą musi płacić za wsparcie salonowych mediów – stwierdza Piński.

Jeszcze do grudnia 2012 magazyn “Uważam Rze” oraz “Gazeta Polska” były jedynymi tygodnikami opinii na polskim rynku, które reprezentowały poglądy konserwatywno-prawicowe. Efektem drastycznych zmian personalnych w “Uważam Rze”, jak również zwolnienie z “Rzeczpospolitej” ekipy odpowiedzialnej za słynny już artykuł o trotylu było pojawienie się miejsca na polskim rynku dla kolejnych mediów konserwatywnych. W takich okolicznościach w sprzedaży pojawiły się magazyny “W Sieci” (Fratria) Jacka Karnowskiego oraz “Do rzeczy” (Point Group) jako autorski projekt Pawła Lisickiego.

Magazyn “W Sieci” w początkowej fazie wydawany był jako dwutygodnik, a jego pierwszy numer ukazał się 26 listopada ub.r. Po miesiącu zdecydowano o zmianie cyklu wydawniczego na tygodnik, pierwszy numer tygodniowy ukazał się 31 grudnia 2012. Według danych własnych spółki Fratria, pierwsze cztery wydania “W Sieci” jako tygodnika zostały sprzedane w nakładzie 120 tys. egzemplarzy każde. Szacowana sprzedaż piątego numeru wynosi około 127 tys. egz. Sprzedaż ogółem pierwszego numeru “Do Rzeczy” (Orle Pióro) wyniosła między 121 a 123 tys. egz. – wynika z prognozy podanej przez Michała M. Lisieckiego, wydawcę tygodnika.

Z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy – opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl – wynika, że liderem wśród tygodników opinii jest „Gość Niedzielny” (Wydawnictwo Kurii Metropolitalnej “Gość Niedzielny”), którego w listopadzie ub.r. średnia sprzedaż wyniosła 140 525 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sprzedaz-tygodnika-uwazam-rze-ostro-w-dol