Stowarzyszenie Dziennikarzy RP w Katowicach

Znajdź na stronie

Kontakt

ul. Warszawska 37
40-010 Katowice

E-mail: sdrp.katowice@op.pl
Tel.: 32 253 07 38

Nr KRS: 0000344572

Sprawa Jarosława Ziętary

Sprawa Jarka Ziętary

Archiwum

Dziennikarze o sobie

13-02-2013, 10:10

“Rzeczpospolita” tnie honoraria o 20-40 proc.  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
13-02-2013

Presspublica zmniejszyła honoraria wypłacane dziennikarzom i publicystom za teksty napisane dla “Rzeczpospolitej” – ustalił portal Wirtualnemedia.pl. Cięcia wyniosły do 40 proc.

Honoraria wypłacane dziennikarzom działu krajowego i działu prawnego “Rzeczpospolitej” od stycznia br. spadły o 20 proc. - Budżet działu krajowego się nie zmniejszył, ale 20 proc. z niego przeznaczono na teksty do wydania online. Teraz dziennikarze nie chcąc zarabiać mniej niż dotąd muszą pisać dodatkowo do internetu, ale i tak nie starcza im na to czasu – mówi nam jeden z pracowników Presspubliki.

Z naszych informacji wynika, że większy spadek honorariów miał miejsce w dziale opinii, gdzie zmniejszono je o 40 procent.Bogusław Chrabota, redaktor naczelny “Rz”, nie skomentował naszych informacji. Z kolei Hanna Wawrowska, pełnomocnik zarządu Presspubliki, pytana o powód obniżek, poinformowała jedynie, że relacje pracodawca-pracownik są sprawą wewnętrzną spółki i nie będą przedmiotem komentarzy.

Z danych ZKDP wynika, że średnia sprzedaż ogółem “Rzeczpospolitej” w 2012 roku wyniosła 79 591 egz.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rzeczpospolita-tnie-honoraria-o-20-40-proc

12-02-2013, 15:00

TP SA oszczędza – zwolni 1700 osób i sprzedaje portal Wirtualna Polska  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Tomasz Wojtas
12-02-2013

Prezes Telekomunikacji Polskiej Maciej Witucki potwierdził, że spółka rozpoczęła sprzedaż portalu Wirtualna Polska i wybrała już doradców do tego procesu. Zapowiedział, że firma połączy się ze swoją spółką zależną PTK Centertel oraz zwolni w br. 1,7 tys. pracowników.

Wirtualna Polska

Informację, że Telekomunikacja Polska szuka doradców do sprzedaży Wirtualnej Polski, w styczniu podał Reuters, ale przedstawiciele telekomu jej nie potwierdzali. Teraz Maciej Witucki przyznał, że doradcy zostali już wybrani, ale nie ujawnił, jakie to konkretnie firmy. - Nie podajemy szczegółów tego procesu, w tym terminu ewentualnej transakcji – ucina Wojciech Jabczyński, rzecznik TP SA.

Pytani przez Wirtualnemedia.pl miesiąc temu analitycy oszacowali wycenę Wirtualnej Polski na ok. 450 mln zł, wśród potencjalnych kupców wskazując Agorę, Muratora i spółki zagraniczne. Wirtualna Polska to drugi po Onecie największy polski wydawca internetowy. Należy do niego portal WP.pl oraz kilkadziesiąt serwisów tematycznych. W grudniu ub.r. według Megapanelu PBI/Gemius łącznie zanotowały one 11,56 mln realnych użytkowników i 2,256 mld odsłon.

Jak podał Jacques de Galzain, członek zarządu TP SA ds. finansów, Wirtualna Polska w ub.r. zanotowała ok. 180 mln zł przychodów, a jej marża EBITDA wyniosła ok. 20-25 proc. W portalu na koniec roku było zatrudnionych 425 osób.

Maciej Witucki zapowiedział też inne działania, które mają przynieść TP SA oszczędności w obliczu słabych wyników finansowych z ub.r. i podobnych prognoz na br. - Przeglądamy również mniejsze spółki zależne i będziemy tu pewnie sprzedawać, tudzież zlecać na zewnątrz część naszych usług – stwierdził Witucki.

Prezes TP SA dodał, że firma zamierza w br. zwolnić 1,7 tys. pracowników i kontynuować redukcję zatrudnienia również w przyszłym roku. Według Wituckiego spółka po przenosinach do nowej, budowanej obecnie siedziby zaoszczędzi 30 proc. bieżących kosztów. Na koniec 2012 roku w całej Grupie TP było zatrudnionych na pełnych etatach 22 413 pracowników, 1,4 tys. mniej niż rok wcześniej.

TP SA zdecydowała się już na jeden ruch w kierunku oszczędności: zarząd podjął w poniedziałek decyzję o połączeniu firmy z jej spółką zależną PTK Centertel, w której ma 100 proc. udziałów. “Zamierzone połączenie nastąpi przez przeniesienie całego majątku PTK Centertel na TP SA” - poinformowała spółka w komunikacie.

Dzięki temu operator ma zyskać oszczędności wynikające ze wzrostu efektywności operacyjnej, integracji i uproszczenia procesów. Ponadto firma planuje jeszcze bardziej ujednolicić obsługę klientów oraz rozszerzyć ofertę łączącą usługi telefoniczne i internetowe.

TP SA jest dostawcą telefonii stacjonarnej, dostępu do internetu, telewizji i VoIP, a PTK Centertel – telefonii komórkowej, w tym dostępu do internetu mobilnego. Wiodącą marką obu spółek jest Orange, które w połowie ub.r. zastąpiło markę TP w zakresie telefonii stacjonarnej.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tp-sa-oszczedza-zwolni-1700-osob-i-sprzedaje-portal-wirtualna-polska

11-02-2013, 16:59

“Każdy obywatel jest reporterem”. I może być dziennikarzem obywatelskim  »

Wiadomości24.pl
Lidia Raś
11-02-2013

- Dziennikarzem obywatelskim jest każdy piszący w serwisie, amatorskiej gazecie lokalnej, na blogu, jeśli tylko pisze o jakiejś ważnej kwestii. Bardzo często są to liderzy lokalnych środowisk, amatorzy, ale pasjonaci pisania, niezwykle skuteczni, którzy mówią: jesteśmy tu i widzimy wasze bolączki – definiuje dziennikarza obywatelskiego i jego rolę prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Wyższej szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie.

Poniższy tekst to nie dogmat, bo dziennikarstwo obywatelskie nie dopracowało się jednej, ostatecznej definicji. W dodatku, w ciągu ostatnich kilku lat poszło nieco innymi drogami, niż przewidywali to jego teoretycy. Ale jak mówi Wiadomościom24.pl znana blogerka Kataryna: – W dziennikarstwie obywatelskim najfajniejszy jest właśnie ten brak sztywnych ram i pewne niedopowiedzenie. Piszę, bo jestem obywatelem.

Faktem niezaprzeczalnym jest, że póki amatorzy dziennikarstwa będą informować na stronach serwisów, na swoich blogach, reagować na Twitterze, DO będzie istnieć. Także na Wiadomościach24.pl, także po usunięciu z regulaminu zapisu o Prawie prasowym. A może właśnie przede wszystkim dlatego.

- Legitymacja czy “przywileje dziennikarskie” nie są tożsame z wysokimi standardami dziennikarskimi. Mam świadomość, że posiadanie ich ułatwiłoby pracę, ale… paradoksalnie te braki często wymuszają większą przedsiębiorczość i chłodniejszy osąd w pracy nad materiałami. Imprezy to nie jedyne źródło pozyskiwania materiałów, bardziej liczy się umiejętność analitycznego myślenia, umiejętność dedukcji czy też uruchamiania kontaktów. To z czym kojarzy mi się dziennikarstwo w dobrym tego słowa znaczeniu – mówi W24 Jacek Gadzinowski, publicysta i bloger.

Oh Yeon Ho, twórca kultowego już niemal dla nas OhmyNews.com pisał: “Dziennikarze nie są żadnym egzotycznym gatunkiem. Dziennikarzem jest każdy, kto szuka informacji, opisuje je i dzieli się nimi z czytelnikami” (“Każdy obywatel jest reporterem”, cyt. za “Dziennikarstwo internetowe”, Tadeusz Olszański). – Znany internetowy publicysta VaGla nie lubi być nazywany blogerem i nie ma chyba przeciwwskazań, żeby ktoś kto bardzo chce uchodzić za dziennikarza obywatelskiego tak się określał. To przecież dość umowne - podsumowuje Kataryna.

Dziennikarz obywatelski czyli kto?

Przede wszystkim obywatel. Obywatel, który pisze o ważnych dla siebie sprawach, które mogą stać się też sprawami ważnymi społecznie. – Dziennikarzem obywatelskim jest każdy piszący w serwisie, amatorskiej gazecie lokalnej, na blogu, jeśli tylko pisze o jakiejś ważnej kwestii, która dzięki niemu staje się sprawą publiczną. Gdy wykracza poza swoje zainteresowania, ujmuje się za czymś. Bardzo często są to liderzy lokalnych środowisk, amatorzy, ale pasjonaci pisania, niezwykle skuteczni, którzy mówią: jesteśmy tu i widzimy wasze bolączki - mówi W24 prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS w Warszawie.

- To osoba z pasją do opisywania otaczającego świata – dodaje Jacek Gadzinowski. – Często z pozycji pasji i misji, bez nastawienia na komercyjną działalność (zarobkową) – uzupełnia Gadzinowski.

Dziennikarz obywatelski ma potrzebę zdobywania informacji i dzielenia się nią. Prawdziwymi pasjonatami są piszący o swoich małych ojczyznach, o sprawach lokalnych, sięgający po tematy, na których się znają. I takich autorów mamy na W24 naprawdę wielu, że wymienię tylko kilku: Piotra A. Jelenia z Bytomia, Adama Podgórskiego z Rudy Śląskiej, Krzysztofa Krzaka z Ostrowca Świętokrzyskiego, Tomka Osucha z Tarnowa, Marię Majcher z Krakowa czy Ewę Szafranowicz z Warszawy. Autorzy opisują, monitują, kontrolują okiem mieszkańca i dziennikarza obywatelskiego to, co jest im szczególnie bliskie, a co często umyka znudzonym profesjonalistom.

Zwolennicy dziennikarstwa obywatelskiego podkreślają rolę służby publicznej oraz fakt, iż DO jest środkiem na spadek zaufania społecznego. – Legitymacja nie jest dziennikarzowi obywatelskiemu potrzebna. Informacji każdy może zażądać jako obywatel, tyle że ludzie boją się być obywatelami. Chcieliby, żeby za ich „obywatelskością” stała jakaś instytucja. Myśmy nigdy nie mieli rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego, a trzeba pamiętać, że to właśnie z nim wiąże się „dziennikarstwo obywatelskie”. Trzeba nauczyć się działać jako obywatel. Chcieć naprawiać rzeczywistość, wpływać na ludzi z przekonaniem, że tworzą coś jako obywatele – mówi W24 prof. Wiesław Godzic.

“Misja” czyli co?

Dan Gillmor, autor biblii DO przewidywał, że strony informacyjne zapełniane treścią pochodzącą od amatorów, mogą stać się w demokratycznym państwie “piątą władzą”, która będzie patrzeć na ręce rozmaitym instytucjom. Prof. Godzic przestrzega tylko, by nie nadużywać w działaniach dziennikarskich określenia “misja”. - Nie przesadzajmy z tą “misją” DO. Mamy uwznioślone i zbyt romantyczne jej pojęcie. Wymaga ono stworzenia konstruktu myślowego ponad takimi skojarzeniami.

- Misją nazwałbym niezależne spojrzenie na otaczający świat i próba jego zmiany. Dbanie o standardy i dotrzymywanie ich. Nie przesadzałbym z misyjnością, oczekując po prostu dobrego warsztatu dziennikarskiego. Jeśli nie zawsze mamy z nim do czynienia w komercyjnym/zarobkowym odpowiedniku – mówi Jacek Gadzinowski.

Trudno nazwać “misją” np. pisanie recenzji, felietonów czy relacji z zawodów sportowych, a przecież to ogromnie ważny element dziennikarstwa obywatelskiego. O misji rzadko wspominają też młodzi ludzie, którzy eksperyment z DO traktują jako wprawkę do dziennikarstwa zawodowego. Bo i taka może być jego rola. Mamy wiele przykładów osób, które pierwsze kroki stawiały w serwisie DO, ale otwarte na wskazówki, zrobiły kolejny krok na drodze do spełniania marzeń i wejścia w zawodowstwo.

- “Misją” może być dokumentacja nagannej pracy urzędników, propagowanie budowy oczyszczalni ścieków, jak i zainicjowanie dyskusji między zwolennikami parkingu osiedlowego a ekologami. To nie są „małe” sprawy – one są codziennością, której codziennie dotykamy. Dlatego są ważne i niekiedy wzniosłe – twierdzi prof. Godzic.

Pisać. Co i jak?

Idealnie wpisuje się w problem komentarz Krzysztofa Krzaka spod jednego z tekstów w serwisie: “Uważam, że dziennikarze obywatelscy sami powinni dbać o jakość publikowanych tekstów, bo niektóre aż wstyd czytać. Sam staram się dbać o poziom zamieszczanych na W24 materiałów, a przynajmniej ich poprawność. Dlatego nieraz męczyłem redaktorów dyżurnych o wstawienie kreseczki nad np. ź, bo jej brak mnie denerwował. Tymczasem wielu tu publikujących jest nader wyrozumiała dla swoich artykułów.” Nic dodać, nic ująć…

Na co najczęściej zwracają uwagę zawodowcy oceniający jakość dziennikarstwa obywatelskiego? Właśnie na jakość tekstu… Materiały często nie mają budowy materiału dziennikarskiego, teksty są niejasne; nie wiadomo o co w nich chodzi, a jak twierdzi w swej książce Leszek Olszański, dziennikarze obywatelscy „nerwowo reagują na każde skróty w tekście, zmiany, bo są przekonani o własnej wartości”. Często autorzy DO nie wiedzą o czym pisać. Oczekują na podpowiedź lub, co akurat w przypadku DO jest usprawiedliwione, bazują na przeglądach prasy.

- W powodzi tematów byle jakich, które zalewają media zawodowe, przydałoby się coś wartościowego i to mogliby robić dziennikarze obywatelscy, ale to musiałaby być dobrze wykonana praca, która potrafi zaciekawić – podsumowuje prof. Wiesław Godzic.

 

 

Całość: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kazdy_obywatel_jest_reporterem_i_moze_byc_dziennikarzem_obywatelskim_260163.html

11-02-2013, 16:28

Były fotoreporter “Gazety Wyborczej” wygrał w sądzie pracy z Agorą  »

Press
(JF)
11-02-2013

Damian Kramski, były fotoreporter trójmiejskiego oddziału “Gazety Wyborczej”, wygrał z Agorą przed sądem pracy. Proces dotyczył zwolnienia fotoreportera z pracy za to, że odmówił podpisania aneksu, który pozbawiał go praw do zysków z publikowania jego archiwalnych zdjęć.

Wydany w piątek wyrok gdańskiego Sądu Pracy, który unieważnia zwolnienie z pracy Damiana Kramskiego, nie jest prawomocny. – Pełnomocnik Agory SA zapowiedział, że złoży odwołanie – mówi Michał Kozicki, który reprezentował przed sądem Damiana Kramskiego. – Nie ma jeszcze pisemnego uzasadnienia wyroku, ale jego ustne uzasadnienie nie daje Agorze SA wielkich szans na wygraną – przekonuje Kozicki.

- To wielki sukces naszej zakładowej organizacji, która powstała m.in. w reakcji na bunt fotoreporterów, którzy odmówili podpisania niekorzystnych dla siebie aneksów do umów o pracę – mówi Wojciech Orliński, szef “Solidarności” w Agorze. – Związek zawodowy zapewnił Damianowi Kramskiemu pomoc prawną. Gdy dostaniemy pisemne uzasadnienie, zdecydujemy, czy wyrok gdańskiego sądu to precedens, który umożliwia innym fotoreporterom dochodzenia swoich praw w sądzie – dodaje.

Przypomnijmy, że na początku ub.r. Agora przedstawiła fotoreporterom do podpisu aneksy do umów o pracę, w których mieli zrzec się praw do honorarium za publikację zdjęć z archiwum (zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami połowa kwoty za publikowane zdjęcie trafiała na konto fotoreportera). – To średnio kilkanaście tysięcy złotych rocznie – mówi jeden z fotoreporterów “Gazety Wyborczej”. Odmowa podpisania tego aneksu oznaczała zwolnienie z pracy – dodaje.

- Mój przypadek był szczególny, bo w listopadzie 2011 roku zmniejszono podstawę mojej pensji o 70 proc., przez co dostawałem 1,2 tys. zł podstawy plus honoraria za publikowane zdjęcia – mówi Damian Kramski. – Przedstawiony mi na początku ub.r. aneks był dla mnie niekorzystny również dlatego, że zakazywał pracy na rzecz konkurencji. Gdybym go podpisał, musiałbym pracować tylko dla Agory, mając bardzo skromną podstawę i potencjalne, bardzo niepewne zyski z honorariów autorskich za publikowane zdjęcia. Pracowałem dla Agory od 1996 roku, trzy razy pojechałem do Afganistanu; uznałem, że nie zasłużyłem na takie traktowanie – argumentuje Kramski.

- Sąd w ustnym uzasadnieniu podkreślił, że proponowany przez pracodawcę aneks praktycznie uniemożliwiał pracownikowi wykonywanie działalności zarobkowej, np. nie pozwalał na zasiadanie w organach spółek prawa handlowego czy wykonywanie prac, które de facto nie są pracą na rzecz konkurencji, np. produkcję zdjęć do legitymacji – mówi Michał Kozicki. – Wynika z tego, że zaproponowany Damianowi Kramskiemu aneks do umowy o pracę był niezgodny z prawem formalnie, bo miał cechy wypowiedzenia zmieniającego warunki pracy. Ale był niezgodny z prawem również co do treści, bo zakaz pracy na rzecz konkurencji był sformułowany zbyt ostro – dodaje Kozicki.

W warszawskiej centrali Agory początkowo podpisania aneksów odmówiła zdecydowana większość z ok. 20-osobowej grupy fotoreporterów. Ostatecznie na proponowane przez pracodawcę warunki zgodziło się 10 fotoreporterów. – Mam nadzieję, że wyrok w sprawie Damiana Kramskiego pozwoli nam do tej sprawy wrócić – mówi Adam Kozak, fotoreporter “Gazety Wyborczej”, który na początku ub.r. odmówił podpisania aneksu i rozstał się wydawnictwem. Przyznaje, że sytuacja prawna pracujących w Warszawie fotoreporterów była z formalnego punktu widzenia inna. W momencie, gdy pracodawca zaproponował im podpisanie aneksów, nie mieli etatów.

Zrezygnowali z nich, przechodząc na samozatrudnienie. – Rozumieliśmy, że etaty to dla Agory obciążenie, ale nie przypuszczaliśmy, że zostaniemy sterroryzowaniu aneksami, które pozbawiają nas prawa do zdjęć z archiwum – wspomina Adam Kozak.

- Gdański sąd uznał pierwsze argumenty naszego powództwa i nie analizował kolejnych, w których podnosiliśmy m.in., że aneksy przedstawiane fotoreporterom naruszały ogólną zasadę współżycia społecznego – mówi Michał Kozicki. – Podczas jednej z rozpraw okazało się, że podobne aneksy Agora wręczała również innym pracownikom, m.in. dziennikarzom. Analiza tej sprawy pozwoli odpowiedzieć na pytanie, czy tak jak Damian Kramski mogą skutecznie dochodzić swoich praw w sądzie.

Agora uznała, że sprawa dotyczy wewnętrznych spraw spółki i dlatego biuro prasowe odmówiło jej komentowania.

Całość: http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/40930,Byly-fotoreporter-Gazety-Wyborczej-wygral-w-sadzie-pracy-z-Agora

11-02-2013, 12:44

Libacja w TVP Białystok, uczestnicy ukarani  »

Press
(KOZ)
11-02-2013

Interwencją policji zakończyła się mocno zakrapiana impreza pracowników białostockiego oddziału Telewizji Polskiej – informuje Wspolczesna.pl.

Jak podaje Wspolczesna.pl, libację ukrócił dopiero Grzegorz Sawicki, dyrektor białostockiego oddziału TVP. Gdy tylko dowiedział się, że jego podwładni piją w pracy, wezwał policję.

Policja zgłoszenie od dyrektora białostockiej telewizji otrzymała 30 stycznia ok. godz. 20. ”Nasi funkcjonariusze udali się na miejsce zdarzenia. W pomieszczeniu zajmowanym przez redakcję programu białoruskiego znaleźli cztery osoby. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn” relacjonuje Andrzej Baranowski, rzecznik prasowy podlaskiej policji, cytowany przez portal. Cała czwórka była już po godzinach pracy.

”Sytuacja jest tym bardziej bulwersująca, że oprócz spożywania alkoholu w miejscu pracy, co samo w sobie jest już karygodne, jeden z uczestników zaczepiał i odnosił się agresywnie do kobiety, która została zaproszona jako gość emitowanego właśnie programu. Takie zachowanie jest uwłaczające i negatywnie wpływa na wizerunek instytucji” – komentuje dla Wspolczesna.pl Joanna Stempień-Rogalińska, rzeczniczka TVP.

Jak informuje portal rzeczniczka, z osobą, która była współpracownikiem TVP Białystok, została rozwiązana umowa, jeden z etatowych pracowników został zawieszony, a kolejny otrzymał naganę. ”Czwarty uczestnik libacji alkoholowej nie był pracownikiem TVP Białystok, tylko nadawanej na Białoruś Telewizji Biełsat. Jednak on również otrzymał naganę od swojej przełożonej – dyrektor Agnieszki Romaszewskiej-Guzy” – informuje.

Całość: http://www.press.pl/newsy/telewizja/pokaz/40929,Libacja-w-TVP-Bialystok_-uczestnicy-ukarani

11-02-2013, 08:53

TV Republika ma już miejsce na satelicie i kompletuje zespół  »

WIRTUALNEMEDIA.pl
Patryk Pallus
11-02-2013

Telewizja Niezależna, nadawca kanału TV Republika, złożyła już wniosek do KRRiT o koncesję satelitarną i podpisała umowę na wynajem powierzchni na satelicie. Start stacji planowany jest na kwiecień.

Piotr Barełkowski

Zespół dziennikarsko-realizacyjny TV Republika ma liczyć około 50 osób. – Kończymy jego kompletowanie – mówi Wirtualnemedia.pl Piotr Barełkowski, prezes Telewizji Niezależnej. Za jego kształt odpowiadają redaktor naczelny kanału Bronisław Wildstein i jego dyrektor artystyczna Ewa Stankiewicz.

Studio kanału powstało w budynku ul. Farbiarskiej w Warszawie, gdzie prowadzone są już próby kamerowe. Stacja dysponować ma dwoma wozami satelitarnymi – jednokamerowym i wielokamerowym.

Na antenie TV Republika co 15 minut będą nadawane flesze informacyjne, w ofercie znajdą się programy publicystyczne, magazyny czy filmy dokumentalne, które dotąd nie były pokazywane przez żadne telewizje. Stacja ma mieć charakter interaktywny i reagować na bieżąco na to się dzieje.

Nadawca czeka na koncesję satelitarną od KRRiT (wniosek wpłynął na początku miesiąca) i prowadzi rozmowy z operatorami dotyczące dystrybucji sygnału kanału. Przypomnijmy, że TV Republika ma być oferowana w modelu a la carte. Cena dla abonenta za miesiąc dostępu do kanału ma wynosić około 5 zł miesięcznie.

Barełkowski zdradza też, że niektórzy operatorzy zainteresowani są włączeniem kanału TV Republiki do podstawowych pakietów, ale na razie nie podaje ich nazw. - Jesteśmy w trakcie podpisywania porozumienia z Polską Izbą Komunikacji Elektronicznej, gdzie będzie wzór umowy dla operatorów - informuje nas Barełkowski.

TV Republika ma już miejsce na satelicie Hot Bird. Wynajęła je bezpośrednio od właściciela satelity – firmy Eutelsat. – Daje nam to dostęp techniczny do obu polskich platform satelitarnych - mówi Barełkowski. Na satelicie sygnał dostępny będzie w jakości SD, ale w sieciach kablowych i w internecie kanał ma być dostępny w wysokiej rozdzielczości (operatorzy sygnał HD będą mogli otrzymywać poprzez światłowód).

Jak już informowaliśmy, budżet stacji na start i pierwsze miesiące funkcjonowania ma wynieść ok. 4-5 mln zł. Pieniądze te pochodzić będą od inwestorów. – Zakończyliśmy prywatną emisję akcji – informuje Barełkowski. W drugiej połowie roku spółka ma zdecydować, czy będzie przeprowadzona kolejna prywatna emisja czy może kanał zadebiutuje na giełdzie.

Piotr Barełkowski podtrzymuje plan startu TV Republika w kwietniu br. Datą, w którą celuje nadawca, jest 10 kwietnia br., czyli trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej.

Całość: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tv-republika-ma-juz-miejsce-na-satelicie-i-kompletuje-zespol