- Dziennikarzem obywatelskim jest każdy piszący w serwisie, amatorskiej gazecie lokalnej, na blogu, jeśli tylko pisze o jakiejś ważnej kwestii. Bardzo często są to liderzy lokalnych środowisk, amatorzy, ale pasjonaci pisania, niezwykle skuteczni, którzy mówią: jesteśmy tu i widzimy wasze bolączki – definiuje dziennikarza obywatelskiego i jego rolę prof. Wiesław Godzic, medioznawca z Wyższej szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie.
Poniższy tekst to nie dogmat, bo dziennikarstwo obywatelskie nie dopracowało się jednej, ostatecznej definicji. W dodatku, w ciągu ostatnich kilku lat poszło nieco innymi drogami, niż przewidywali to jego teoretycy. Ale jak mówi Wiadomościom24.pl znana blogerka Kataryna: – W dziennikarstwie obywatelskim najfajniejszy jest właśnie ten brak sztywnych ram i pewne niedopowiedzenie. Piszę, bo jestem obywatelem.
Faktem niezaprzeczalnym jest, że póki amatorzy dziennikarstwa będą informować na stronach serwisów, na swoich blogach, reagować na Twitterze, DO będzie istnieć. Także na Wiadomościach24.pl, także po usunięciu z regulaminu zapisu o Prawie prasowym. A może właśnie przede wszystkim dlatego.
- Legitymacja czy “przywileje dziennikarskie” nie są tożsame z wysokimi standardami dziennikarskimi. Mam świadomość, że posiadanie ich ułatwiłoby pracę, ale… paradoksalnie te braki często wymuszają większą przedsiębiorczość i chłodniejszy osąd w pracy nad materiałami. Imprezy to nie jedyne źródło pozyskiwania materiałów, bardziej liczy się umiejętność analitycznego myślenia, umiejętność dedukcji czy też uruchamiania kontaktów. To z czym kojarzy mi się dziennikarstwo w dobrym tego słowa znaczeniu – mówi W24 Jacek Gadzinowski, publicysta i bloger.
Oh Yeon Ho, twórca kultowego już niemal dla nas OhmyNews.com pisał: “Dziennikarze nie są żadnym egzotycznym gatunkiem. Dziennikarzem jest każdy, kto szuka informacji, opisuje je i dzieli się nimi z czytelnikami” (“Każdy obywatel jest reporterem”, cyt. za “Dziennikarstwo internetowe”, Tadeusz Olszański). – Znany internetowy publicysta VaGla nie lubi być nazywany blogerem i nie ma chyba przeciwwskazań, żeby ktoś kto bardzo chce uchodzić za dziennikarza obywatelskiego tak się określał. To przecież dość umowne - podsumowuje Kataryna.
Dziennikarz obywatelski czyli kto?
Przede wszystkim obywatel. Obywatel, który pisze o ważnych dla siebie sprawach, które mogą stać się też sprawami ważnymi społecznie. – Dziennikarzem obywatelskim jest każdy piszący w serwisie, amatorskiej gazecie lokalnej, na blogu, jeśli tylko pisze o jakiejś ważnej kwestii, która dzięki niemu staje się sprawą publiczną. Gdy wykracza poza swoje zainteresowania, ujmuje się za czymś. Bardzo często są to liderzy lokalnych środowisk, amatorzy, ale pasjonaci pisania, niezwykle skuteczni, którzy mówią: jesteśmy tu i widzimy wasze bolączki - mówi W24 prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS w Warszawie.
- To osoba z pasją do opisywania otaczającego świata – dodaje Jacek Gadzinowski. – Często z pozycji pasji i misji, bez nastawienia na komercyjną działalność (zarobkową) – uzupełnia Gadzinowski.
Dziennikarz obywatelski ma potrzebę zdobywania informacji i dzielenia się nią. Prawdziwymi pasjonatami są piszący o swoich małych ojczyznach, o sprawach lokalnych, sięgający po tematy, na których się znają. I takich autorów mamy na W24 naprawdę wielu, że wymienię tylko kilku: Piotra A. Jelenia z Bytomia, Adama Podgórskiego z Rudy Śląskiej, Krzysztofa Krzaka z Ostrowca Świętokrzyskiego, Tomka Osucha z Tarnowa, Marię Majcher z Krakowa czy Ewę Szafranowicz z Warszawy. Autorzy opisują, monitują, kontrolują okiem mieszkańca i dziennikarza obywatelskiego to, co jest im szczególnie bliskie, a co często umyka znudzonym profesjonalistom.
Zwolennicy dziennikarstwa obywatelskiego podkreślają rolę służby publicznej oraz fakt, iż DO jest środkiem na spadek zaufania społecznego. – Legitymacja nie jest dziennikarzowi obywatelskiemu potrzebna. Informacji każdy może zażądać jako obywatel, tyle że ludzie boją się być obywatelami. Chcieliby, żeby za ich „obywatelskością” stała jakaś instytucja. Myśmy nigdy nie mieli rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego, a trzeba pamiętać, że to właśnie z nim wiąże się „dziennikarstwo obywatelskie”. Trzeba nauczyć się działać jako obywatel. Chcieć naprawiać rzeczywistość, wpływać na ludzi z przekonaniem, że tworzą coś jako obywatele – mówi W24 prof. Wiesław Godzic.
“Misja” czyli co?
Dan Gillmor, autor biblii DO przewidywał, że strony informacyjne zapełniane treścią pochodzącą od amatorów, mogą stać się w demokratycznym państwie “piątą władzą”, która będzie patrzeć na ręce rozmaitym instytucjom. Prof. Godzic przestrzega tylko, by nie nadużywać w działaniach dziennikarskich określenia “misja”. - Nie przesadzajmy z tą “misją” DO. Mamy uwznioślone i zbyt romantyczne jej pojęcie. Wymaga ono stworzenia konstruktu myślowego ponad takimi skojarzeniami.
- Misją nazwałbym niezależne spojrzenie na otaczający świat i próba jego zmiany. Dbanie o standardy i dotrzymywanie ich. Nie przesadzałbym z misyjnością, oczekując po prostu dobrego warsztatu dziennikarskiego. Jeśli nie zawsze mamy z nim do czynienia w komercyjnym/zarobkowym odpowiedniku – mówi Jacek Gadzinowski.
Trudno nazwać “misją” np. pisanie recenzji, felietonów czy relacji z zawodów sportowych, a przecież to ogromnie ważny element dziennikarstwa obywatelskiego. O misji rzadko wspominają też młodzi ludzie, którzy eksperyment z DO traktują jako wprawkę do dziennikarstwa zawodowego. Bo i taka może być jego rola. Mamy wiele przykładów osób, które pierwsze kroki stawiały w serwisie DO, ale otwarte na wskazówki, zrobiły kolejny krok na drodze do spełniania marzeń i wejścia w zawodowstwo.
- “Misją” może być dokumentacja nagannej pracy urzędników, propagowanie budowy oczyszczalni ścieków, jak i zainicjowanie dyskusji między zwolennikami parkingu osiedlowego a ekologami. To nie są „małe” sprawy – one są codziennością, której codziennie dotykamy. Dlatego są ważne i niekiedy wzniosłe – twierdzi prof. Godzic.
Pisać. Co i jak?
Idealnie wpisuje się w problem komentarz Krzysztofa Krzaka spod jednego z tekstów w serwisie: “Uważam, że dziennikarze obywatelscy sami powinni dbać o jakość publikowanych tekstów, bo niektóre aż wstyd czytać. Sam staram się dbać o poziom zamieszczanych na W24 materiałów, a przynajmniej ich poprawność. Dlatego nieraz męczyłem redaktorów dyżurnych o wstawienie kreseczki nad np. ź, bo jej brak mnie denerwował. Tymczasem wielu tu publikujących jest nader wyrozumiała dla swoich artykułów.” Nic dodać, nic ująć…
Na co najczęściej zwracają uwagę zawodowcy oceniający jakość dziennikarstwa obywatelskiego? Właśnie na jakość tekstu… Materiały często nie mają budowy materiału dziennikarskiego, teksty są niejasne; nie wiadomo o co w nich chodzi, a jak twierdzi w swej książce Leszek Olszański, dziennikarze obywatelscy „nerwowo reagują na każde skróty w tekście, zmiany, bo są przekonani o własnej wartości”. Często autorzy DO nie wiedzą o czym pisać. Oczekują na podpowiedź lub, co akurat w przypadku DO jest usprawiedliwione, bazują na przeglądach prasy.
- W powodzi tematów byle jakich, które zalewają media zawodowe, przydałoby się coś wartościowego i to mogliby robić dziennikarze obywatelscy, ale to musiałaby być dobrze wykonana praca, która potrafi zaciekawić – podsumowuje prof. Wiesław Godzic.